Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog

Hu-hu-haaaa!

z jednym komentarzem

Najblizsza niedziela (frajertynki) rajdowa, dyszka do Ciekot i (mam nadzieje ze czerwonym) szlakiem do Sw. Kaski a stamtad na 612 m npm czyli wejscie na Lysice z flaga Amundsena (>>>LINK<<<). Hamerski ruszyl z blogiem, wkrotce pojawi sie tez komercyjna witryna Uli a ja mam zalegle sznurki, o ktorych (w niektorych kregach) rozmawialismy:

filmik Panamaterka z naszego ostatniego detkowiska (link),

polska rzeczywistosc czterech kolek z innej perspektywy (link),

Ołszą – to brzmi dumnie czyli spiewajacy marketing korporacyjny (link),

zwierzecy design (link),

na jakie wsparcie militarne mozemy liczyc w razie Wu? (link),

kolejny blog z szablonami (link),

karaoke czyli Jozin z bazin po estonsku (link) brzmia jak podklad Johnego z przeprawy blotnej 2009 ;)

foty bardzo znanych i kilku troche mniej z czasow przedkarierowych (link)

Na koniec szacunek dla tych co bez membran i systemow za to w strojach historycznych daja rade zimie, W NOCY pod golym niebem!!! (link) to jest prawdziwy hard core!

Od switu do zmierzchu

z jednym komentarzem

Oto przydlugawa i mogaca znudzic relacja tekstowa (zdjeciowa pojawi sie po dokonczeniu filmu) z imprezki, ktora dwie niedziele temu trzepnelismy sobie z Krzyskiem Zoladkiem a zwala sie roboczo:
Zimowy (calo)Dzienny Rajd Pieszy Skorzeszyce – Cedro-Mazur

Japa blyszczaca o wschodzie slonca. Fot. Krzysztof Żołądek

Mrozne prognozy jeszcze bardziej zagrzaly mi serce do zmierzenia sie z przyroda, mialo byc -17′C i wiatr do 5 m/s co daje odczuwalna temperature w okolicach -28′C, martwilem sie ze bede musial isc sam na szczescie znalazl sie jeszcze jeden czlowiek lubiacy takie wyzwania. Piszac dzien przed marszem o dzikach i wilkach nie przypuszczalem ze nasze drogi sie przetna…

Nasz dylizans przyjechal na Okencie planowo. Czemu “Okencie”? Bo tak dawniej nazywala sie ta miejscowka – na grubym wsporniku stal tam samolot by uzmyslawiac spoleczenstwu potege militarna peerelu. Obecnie “Okencie” bo stojac na tym przystanku (jak i na klku innych wylotowych z CK) mozna uslyszec “panie, leciala juz czternastka?” W niedzielny poranek zaburzylismy zapewne staly szescioosobowy sklad osobowy tej linii bo pasazerowie patrzyli sie na nas jabysmy weszli im do domu i to bez pukania. Znam te spojrzenia i bilet scisniety w spoconej dloni gotowy do skasowania tylko czy ja do cholery wygladam na kanara? :) Kij, dojechalismy i to szybko, w autobusie nalozylem wazelinowy make-up na pyszczysko i sniezne mankiety na lydki po czym desantowalismy sie w Skorzeszycach.

Pic taki ze mozna isc na lody zeby sie zagrzac ale my niedzielnie acz dzielnie – w pola. Pierwsza rzeczka kreta, waska o bystrym nurcie – nie zamarzla wiec sforsowalismy ja przechodzac mostkiem zlozonym z oblodzonej zerdzi dla stop i drugiej, nieco cienszej robiacej za porecz. Na skroty (lub zaleznie od rejonu kraju: na siage, na skuske, na przeprostki) przez pola brnelismy w strone lasu, prawie wdrapalismy sie na pierwszy polny garb gdy obudzilo sie slonce. Mrozny wiatr znajduje szybko najslabsze ogniwa ubioru – mimo ze japiszon wysmalcowany wazelina to policzki pieka z zimna, niezakryte czapka czesci uszu “parza” od mroznego wiatru. Jakas membrana w kurtce przewidziana na deszcze a nie klimat ponizej -20 szelesci jakby miala sie rozsypac za moment. Poruszamy sie wzdluz sciany lasu, jest troche lzej niz na otwartych polach gdzie chwilami zapadalismy sie po kolana.

Na ziemi zalega zimowy tort: na warstwie sniegu 2cm lod przykryty 5cm sniegu i znowu tafla lodu a na tym snieg. Wytrzymalsc takiego podloza jest mocno niespodziewana – mozna co 2 kroki zapadac sie po lydke lub stapac po wierzchu skorupy. Najgorsze ze nigdy nie wiesz jaki jest nastepny krok i gdy lapiesz rytm poruszania sie po wierzchu nagle noga wpada za kostke, dobra – myslisz – bedzie wpadanko i inaczej stawiasz stopy a tu nagle zong – grubszy lod nie pekl. Kosmos. Na tzw polnych drogach wcale nie lepiej, wrecz jeszcze wieksze niespodzianki czekaja w przysypanych sniegiem koleinach. I caly czas gesiego bo nie masz sil zeby wybijac nowe slady.

Idziemy, palce lewej stopy zaczynaja marznac, niedobrze, ostatnim razem gdy tak bylo zdazyly sie deko odmrozic nim dotarlem do bazy, zimna woda parzyla…  ale mysle: KWARDYM CZSZA BYĆ, NIE MIENTKIM – dojdziemy do kopalni i sie rozstrzygnie czy dam rade dalej a tymczasem zaczynam drobic jak gejsza dodatkowo “machajac” palcami w bucie. Moze to a moze poprawione krazenie zasila w koncu ciepla krwia stope i jest git. Nie liczac tego cholernego sniegu ktorego juz mam dosc. Na polu masakra sniezna, w lesie snieg plytszy ale kluczy sie miedzy polamanymi drzewami.

Co jakis czas przystanek, zolty snieg, stygnaca herbata, regulacja wentylacji, kilka fotek i dalej. Ciezko jest i sam nie wiem skad tyle radosci ze jestem tu a nie w 4 scianach. Ludzie o tej porze w niedziele przewracaja sie na drugi bok puszczajac dwunastosekundowego baka a my we dwoch brniemy przez te Syberie. Towarzysza nam nieustannie slady zajeczych lap, to niesamowite ile pasztetu biega po swietokrzyskich lasach, widac mysliwi dbaja – z reszta widzimy na polach kopczyki a w nich pewnie marchewka, buraki…  Oho, ktos tu byl, spryciarz na biegowkach pomknal sobie freestylowo miedzy drzewami a pozniej przez pola, pelna swoboda: pola puste – nie wejdziesz w kapuste (ani w inna szkode).

Czlap czlap, pierwsza cywilizacja, oblodzona droga do Dallas, pstryku pstryk przydrozna kapliczka na drzewie pelnym dziupli (dziupel?) udokumentowana. Krzych wzial tymbark w butelce, ja w plastikowa wlalem wrzaca herbate bo okazalo sie ze termos jest zbity a drugi zostal na Finglasie. W Skorzeszycach czaj byl juz letni, przy kopalni “Jozefka” mial kilka stopni a za nia pojawil sie juz lod w szyjce, rece opadaja. Drzewom tez – tyle ze galezie. Przygniecione potwornym ciezarem sniegu ktory zaczal topniec gdy ponownie chwycil mroz. Drzewa wygladaly jakby na kazdej galezi polozono im szklany odlew grubosci kilku centymetrow! Ponoc fachowa nazwa tych zalegajacych czap lodowych to “pokiść”, gdy slonce przygrzeje lub wiatr ruszy lasem i slyszysz brzek nad glowa podobny do potraconej choinki z bombkami, chron glowe, spadaja kawalki lodu jak potluczone luksfery. Dosyc pola, czas na las.

Ostatni raz tyle polamanych drzew widzialem miedzy Tatranska Strba a Strbskim Plesem. Tu nie wszystkie sie lamia, mlode brz0zy i choinki potrafia sie poklonic szczyt oparlszy o pokrywajacy ziemie snieg. Wiem, przynudzam ale to sa wlasnie moje wrazenia a wlasciwie ich fragment. Mijamy zszarzaly przez sasiedztwo z kopalnia snieg, brniemy przez las bez sciezki a pozniej lesnym duktem, ktorym na szczescie jechal traktor i ubil snieg docieramy na lasu skraj. Tu zaprószylismy ogien, nie bylo latwo bo w taki mroz trzaskaja wszystkie galezie, nawet te jeszcze zielone. Zrobilismy na ogniu giętą z kija i kanapki – zeby sie zagrzaly trzeba trzymac tak blisko ze chleb sie zaczal zweglac gdy salami w srodku bylo zmrozone (na przyszlosc: izolacja termiczna niesionej szamy). Zblizamy sie do poludniowych czesci Brzechowa, zajace uciekaja w poplochu, w ich slady ida sarny. Maszerujemy piekna, calkowicie biala, wiejska droga przy najgrubszej sosnie jaka widzialem w zyciu i kierujemy sie do lesniczowki nieopodal Naastachowa (czyt Nejstachowa – spolszczonej nazwy poddublinskiego miasteczka Naas).

W Niestachowie mieslismy wlaczyc sie na szlak jednak postanowilismy isc dalej na przelaj. Las miejscami bardzo rzadki lub mlody, kosmiczne ilosci sniegu…. zasypane, nieprzetarte polacie lasu w koncu szersza przecinka, ktora brnal traktor – korzystamy z jego sladow i idziemy, idziemyyyy…   a oczom naszym ukazal sie….   Niestachow. Kompas potwierdza: zly kierunek. W tyl zwrot, naprzod marsz. Niespodziewanie na drodze pojawiaja sie dziwne slady, widac ze cos sie szamotalo, zapieralo, rylo. Kilkanascie metrow odsloniete ze sniegu do golej gleby a z boku zamrozona juha. Za zakretem to samo. Juz to raz przerabialem – dziki. Na szczescie nie spotkalismy ich osobiscie ale kilkaset metrow dalej trafilismy na rozgrzebane mrowisko a po sladach wykopanych tuneli sadzac nie byly to racice lecz lapy wilka lub lisa. Zmarszczylo sie kakao odrobinke i teraz brnelismy nieco szybciej a zarazem czujniej. Nastala szarowka i znow wzmogl sie mroz. Dotarlismy do lesniczowki na Otroczu wygladajacej na opuszczona i stamtad wzdluz dzialek letniskowych i przez las nad Cedro-Mazur dotarlismy do cmentarza a tu odjezdza autobus do CK, dobrze ze kierowca nie mial serca z kamienia i nas zabral.

Dol: 3 pary skarpet – obcisle sportowe + welniane trekingowe + welniane, getry + 2 pary kalesronow, spodnie, zewnetrzne ochraniacze podkolanowe.
Gora: obcisla koszulka z lycry, polar z suwakiem, kurtka z dobra wentylacja, szalik, czapka (zabralem jeszcze czepek plywacki ale na silnym wietrze nie daje rady za to kaptur owszem), rekawiczki rowerowe a na wierzch pseudonarciarskie ze skosnego kraju.

To moja druga w zyciu taka wyprawa zimowa. Trwala od switu do zmierzchu, dala same dobre wrazenia i niezly reset a mimo ze Google Earth pokazal ciut ponad 17km to w takich warunkach liczylbym to +50%  Dzieki Krzych, spotkamy sie jeszcze nie raz na szlaku lub jak w tym wypadku – offroadowo a czarnobiale zdjecia wstawie gdy tylko dokoncze negatyw. Czuwaj!

halo halo Marian

z 7 komentarzami

Piekna, sroga i potezna zima trwa. Naleze do tych, ktorzy lubia zime nie mniej niz inne pory roku mimo, iz nie dolaczam do nog zadnych sztucznych konczyn typu narty, lyzwy itp.  Co prawda podczas marszu w ostatni weekend myslalem o rakietach lecz przy wadze (w pelnym rynsztunku – zeby nie bylo) oscylujacej wokol stowki trzeba wydac sporo kasy wiec trzeba sie bedzie na razie obejsc bez tego dobrodziejstwa. Bardzo sie ciesze ze udalo nam sie z Krzyskiem przejsc ten kawalek, relacje wrzuce jak bede miec zdjecia a biorac pod uwage ze dopiero zaczalem film – nastapi to niepredko.

Rajd nocny przy mrozie ok -20  i czterdziesto centymetrowej warstwie sniegu wyobrazam sobie jako mozliwy ALE nie calonocny i nie na odcietych od swiata zadupiach (chyba, ze z jakims kierowca w cieplym samochodzie ktory moglby przyjechac do wskazanej wsi w ciagu pol godziny). Co to oznacza w praktyce? Ze mozemy taki rajdzik zrobic smialo jadac ostatnia pijana nyska do Nowin i przyjsc niebieskim szlakiem na Skocznie, w kazdym razie pierwszy nocny wypad zimowy trzeba ograniczyc do 4-6 godzin. Dam znac gdy zakwitnie jakis termin ale tez jestem otwarty na propozycje.

Plan wpadl mi do glowy by zmontowac sklad i ulepic takiego wieeeeelgasnego balwana, wiekszego nawet niz najwieksze balwany z Wiejskiej, takiego “misia na miare naszych mozliwosci”. Czemu? Proste – bo sie snieg dobrze lepi! Hehehhe….  ale niestety gardlo mnie zatrzyma w domu w ten weekend, uprzedzajac zlosliwych – wirusowe zapalenie krtani a nie zadne przeziebienie po niedzielnej marszrucie. Ale co sie odwlecze to, mam nadzieje, nie stopnieje (tez dam znac) a moze i wymysle patent jak kule o takiej wadze ze juz jej “pińciu chopa” nie daje rady toczyc, postawic na drugiej takiej kuli (srednica ok 170cm), chyba ze sie jakas koparko-ladowarka napatoczy :)

NZRP

z 4 komentarzami

Chodzi mi po glowie Nocny Zimowy Rajd Pieszy, jeszcze nie wiem czy ktos bylby chetny, drobny szkic ponizej:
Latarki (plus zapas. baterie), kompas/gps, mapa, odpowiedni stroj i buty, termos, zarcie, wybrane srodki bezpieczenstwa i stymulujace… pojechac ostatnim dylizansem do X (gdzies w szeroko rozumiane Gory Swietokrzyskie) i przejsc cala noc do jakiegos Y lub moze nawet w okolice Z gdzie o poranku zlapie sie jakiegos busa do Kielc. Chcialbym aby trasa przebiegala lasem, najlepiej iglastym – bedzie naprawde ciemno, co 2 godzinki (lub w razie potrzeby zmienimy interwal czasowy) postoj z ogniskiem dla ogrzania sie i/lub upichcenia cieplej szamy. Nie planuje noclegu.
Jednak nie robiac takich zimowych tras na codzien (a wrecz wcale) trzeba najpierw zmierzyc sie z nimi w dzien, obierajac trase ktorej przejscie zajmie nam przypuszczalnie podobna liczbe godzin.
Czekam na propozycje/uwagi a tymczasem zapraszam na niedzielna rozgrzewke:
.
Przygotowawcza   trasa   d z i e n n a :
.
Niedziela, 24 stycznia 2010 o 6.49 mamy dylizans (rozklad) do Skorzeszyc (mapa), na przystanku rog Sandomierskiej i Zrodlowej (dawne “okencie”) trzeba byc 10 min wczesniej, linia 43 zawiezie nas do Skorzeszyc skad bez szlaku przez Rudki, Kol. Skorzeszyce wtargniemy na Pasmo Brzechowskie, przetniemy droge Dallas-Gorno i kontynuujac marsz lasem wyjdziemy w Niestachowie w okolicy krzyzowki z droga na Brzechow, tu wepniemy sie w niebieski szlak: Otrocz, stary mlyn za Mojcza, ONZ/Bukowka, Telegraf i tu zobaczymy czy jest chec by isc dalej czy sturlamy sie na 34. To wszystko tylko dla chetnych i na wlasna odpowiedzialnosc. Jakby co – do zobaczenia.

Zdazyc przed mrozem

z 2 komentarzami

zdjecie "strazackie" pod partyzanckim debem, III jesienny rajd pieszy barborkowy 13 grudnia 2009

Byl taki jeden pieszy rajd barborkowy, grubiej i oficjalniej organizowany, udalo nam sie zdazyc przed wielkimi mrozami ale wiatr wial ostry. Na przystanku przy Okrzei tlumek ludzi, niedziela rano – oho, pewno wszyscy na gielde samochodowa, oczywiscie ocenilem ksiazke po okladce, ze gdy piecdziesiatka mija – dluzsza torba niz fuzyja, na szczescie zaloga ktora sklasyfikowalem jako amatorow gieldy nie wysiedli w Miedziance za to uczynili to grupowo w Cminsku, prawie caly autobus ludzi. Planowana trasa wiodla z Cminska przez Bobrze, Przyjmo, Swiatelek pod Wykien. Tempo dobre, towarzystwo mile, pogoda idealna, trasa latwa acz dla mnie nieznana. Trafilem tam za sprawa kolegi rycerza a poniewaz z dawien dawna nie widzielim sie na zywca to tematow bylo tyle ze kto by tam aparat wyciagal wiec tylko kilka dokumentalnych strzalow.

ruiny kolo muru oporowego w Bobrzy

co moze glosic reklama wykonana na lampie swietlowkowej u wejscia starego dworku? "TWOJ RELAKS BROWAR RELAKSPOL", Bobrza, Polska 2009

pomnik w Bobrzy - dawna oraz wspolczesna inskrypcja

ognisko pierwsze

dropy (nie widac lecz tam jest dosc stromo) rowerowe a obecnie to i narciarskie w... nie wiem gdzie, grunt ze wiem jak tam trafic :P

najbardziej zaskakujaca interpretacja na trasie - "chyba potrzaski jakies klusownikow" :D

Na koniec bylo ognicho i ja tam bylem, kielbase smazylem. W rolach glownych wystapili: Przewodnik Swietokrzyski Czeslaw Naporowski oraz Klub Turystyki Pieszej “GWAREK”.

Pzdr Pinior i dzieki za cynk!

tzw. “filmiki”

z 2 komentarzami

W klimacie obecnej pogody - lodolamacz na szynach (koniecznie z dzwiekiem)

“Forty to one” Sabatonu – heavymetalowy hold dla polskiej walecznosci (no cóż że ze Szwecji), panowie kropneli sie deczko przeliczajac proporcje, powinni spiewac “sixty to one” bo stosunek sil nad Wizna wynosil ponad 58:1 (42 000 hitlerowcow atakowalo 720 Polakow). Jest to kawalek wywolujacy gesia skorke i powinien byc odtwarzany obowiazkowo w ramach lekcji historii. A przynajmniej WF-u ;)

Skoro juz przy Niemcach jestesmy, zwiastun filmu s-f “Iron Sky” czyli co kryje ciemna strona ksiezyca.

Na koniec dwa sznurki rapowe: klip zwiastujacy nowy album onyxa i koncertowa kooperacja gigantow: Cypress Hill i Raga Prativ Maszinie

Z kosmosu

z 4 komentarzami

Z kosmosu wypatrzylim z Krzeskiem na guglercie budynek w miejscu gdzie przeca, jako uwazajacy sie za obeznanych z architektura wlasnego miasta, dobrze wiemy ze zaden budynek nie stoi a juz na pewno nie w takim ksztalcie i tych rozmiarow. Powiem tylko ze tak, to w Kielcach.

wewnatrz bylismy 104256 i 104257 gosciem wiec zbyt wiele nie znalezlismy.

Nie mniej przenicowalismy budynek wzdluz, w szerz i wzwyz odnajdujac smaczki w postaci instrukcji BHP elektrycznego taboreta podgrzewczego (nie chce wiedziec do czego sluzyl) i karty opony. Na powyzszym zdjeciu Betko eksploruje najnizsza, zalana czesc budynku. Ziarno jak przed telerankiem ale coz, w totalnym mroku przy swietle latarek udalo sie zarejestrowac obraz strzelajac z reki, czulosc bodaj 12 800…

Zarzad Budowy Jaskin, filia Kielce

Po kolana w sniegu - spodnie mokre ale rogal na twarzy jest, a jak!

Ponoc dawno dawno temu byl tu staw z karpiami. Miejscowka fajna bo samodzielnie odkryta.

Mniow-Strawczyn

z 5 komentarzami

Baran zatesknil za lasem, zdryndal ekipe i 28 grudnia 2009 r. spotkalismy sie przed switem na busowni wsiadajac w tego busa ktory wlasnie zaczal odjezdzac :) Diabli wiedza dokad jechal, my wysiedlismy w Mniowie Centralnym. To miejsce to wrecz temat na osobny kilkugodzinny plener – klimat wspolczesnych strojow (bo ciezko to nazwac “modą”), wystroju i ulozenia towarow w sklepach, estetyki i tresci ogloszen w gablotach, JEST co robic ;)

trase najlepiej planuje sie na ladzie w miesnym

Wchodzacych wital zapach przywolujacy wspomnienie Swiat a dokladnie faktu iz iles dni sklep byl nieczynny a chabanina lezala, sadzac po zapachu, w niekoniecznie wlaczonej lodowce no ale chlopcy mieli parcie zeby jednak upiec giętą nad ogniem wiec po szybkich zakupach (bylyby dluzsze lecz panie nie byly skore do flirtowania w poniedzialek o 8.10 ;P ) i ustaleniu ca. trasy ruszylismy w strone lasu. Od razu dodam ze moje podejrzenia byly nietrafione lub raczej chlopcy wylosowali jeszcze zdrowy kawalek wurstu.

Mniow Centralny, gdyby ktos nie rozpoznal

Orkiestra Spontanicznej Pomocy

Ogniska mozna rozpalac tylko miedzy pazdziernikiem a marcem...

z perspektywy papierzaka

Kaplica Sw. Rozalii, drugi raz w tym miesiacu

najlepszy czworonozny przyjaciel mezczyzny (nie liczac łóżka) i ów mezczyzna

bardzo strome (jak na zaliczone swietokrzyskie trasy) zejscie, nie mam pod reka mapy zeby sprawdzic co to za gora ale osniezone liscie skutecznie podgrzewaja atmosfere schodzenia :)

Bardzo odprezajacy rajdzik, kontakt z przyroda jest niezastapiony, tempo i klimat w sam raz, nawet w pewnym momencie rozpoznalem ze szedlem ta trasa kilkanascie dni wczesniej w druga strone (zuch jestem ze sie kapnalem, nie?! heheh). Bylo troche dzikiego lasu jako ze nie  cala trasa wiodla szlakiem, dzikich lak i rzek, zwlaszcza juz od Kuzniakow do Strawczyna. Pirat (pierwszy, ktory swym imieniem zlamal M-passe klanu Michniow) sie wyszalal, ja sie dowiedzialem kilku slow po wlosku jednak nie bylo mi dane zapamietac zadnego z nich. A, no i runal szablon jaki mialem w glowie – ze skoro Massimo przyjechal z Wloch to ze sportow uprawia tylko podnoszenie pizzy (do ust), rzut oliwka (do gardla), sztafety przez winnice (z kielichem)…  ogolnie bermudy i plaza, tymczasem spoko czzlowiek, malo ze lubi dreptac i zna snieg to jeszcze rozmawia po polsku.

Od prawej: Baran, Mintaj, Massimo i ja a z przodu, malo na tym zdjeciu widoczny, Pirat

Dzieki Panowie, jestem zawsze chetny na powtorke z rozrywki. Baran – swietny pomysl z noszeniem brzozowej kory w portfelu!

Detkowiskooooooo

z 15 komentarzami

Czas: niedziela, 17 stycznia 2010, godz. 10.00
Miejsce: stok miedzy Slonecznym a Bociankiem. Sprawdzone przed chwila na rowerze, jest trasa gladka i opcja z muldami, daleko do drzew, nachylenie i dlugosc stoku w pytke jeza tak dla nas jak i dla maluchow. (mapa)

Bierzemy przedmioty slizgajace sie po sniegu – nadmuchane detki, foliowe worki z sianem, sanki – i, mowiac nomenklatura nauczycieli, ponawydurniamy sie jakbysmy sie szaleju najedli. Dojazd samochodem jest zarowno od Bocianka (ul. Kasprowicza) jak i od Slonecznego (dawniej Sloneczne chyba 13 i 16 a teraz jakiejs Znojkiewiczowej). Obecnosc nadobowiazkowa, uczestnictwo na wlasna odpowiedzialnosc :> Zabranie termosa, grilla, aparatu – mile widziane :D

Ponizej kilka fot nie wiem czyjego autorstwa lecz bardzo dziekuje ze je zrobiono (jak ktos zna autorow to poprosze na m@ila) z podobnych incydentow na nieistniejacych juz Psich Gorkach.

Slowa wstukane mimochodem

z jednym komentarzem

Zyje. Wygrzebalem sie z dolka, mam juz za soba niedoszla wspolprace z nieprofesjonalna firma i sprawe w sadzie zakonczona po mojej mysli. Zbieram sily do poszukiwania pracy a w miedzyczasie scigam zlodzieja dzieciecych sanek i bezczelne spamowanie Plusa. Montuje tez detkowisko ale o tym za moment.

Przed swietami byl dobry rajd pieszy w internacjonalnym skladzie (zdjecia wkrotce, podobnie jak z fotoszwedaczy z Ula) i kilka wypadow rowerowych gdyz nie od dzis wiadomo iz najlepszym antybiotykiem i szczepionka przeciw grypie jest rower. Swieta byly mocno rodzinne i spiewane co rozwialo smutek braku funduszy na prawdziwe prezenty – skarpety i czekolada? Nie, bez skarpet. Upieklem swoj drugi w zyciu pasztet o slusznej konsystencji zapewniajacej smarowalnosc produktu nawet w okolicach 0′C z poteznym watrobianym akordem. To bodaj pierwsze swieta gdy nie nie obzarlem sie nieprzyzwoicie. Ogolnie to moja pierwsza zima od 4 lat, mam na mysli taka prawdziwa – ze sniegiem i mrozem. Pierwsza zima w ktora nie widzialem ludzi trzepiacych dywany na sniegu, pierwsza gdy klatka schodowa nie pachniala pasta do podlogi… Dobrze ze w kosciele pachnialo naftalina z wylinialych lisow i norek bo sniegu w Swieta prawie nie bylo. Sylwester spokojny, petard jakos strasznie malo, taki spokojny bardzo czas ostatnio.

W nastepny krismas moze uda sie z Mintajem zmontowac ekipe kolednikow, taka prawdziwa – z diablem, janiolem, turoniem. Wspaniala ksiazke polknalem – Akwarium Suworowa, nudne niemieckie filmy: Upadek i Baader Meinhof Komplex i zarazilem sie strategia Wild Guns ale juz mi przeszlo no bo co to za dziki zachod bez fryzjera, grabarza i burdelu? Beeeeezseeeensu! :) Sporo filmikow sie nagromadzilo od ostatniego postu ale tez je pchne przy jakiejs okazji. Dzony, Hamer, lepiej pozno niz wcale – gratulacje corek!

Pomyslnosci w 2010, to bedzie rok niezwykly, Zajka leci na Marsa na wakacje :D

Written by brulionman

15, Styczeń, 2010 at 8:55 pm