Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Spowodu zabraknięcia towaru spszedasz wszczymana

z 15 uwagami

Ileż ten kochany mistrz Bareja przemycił smacznych wątków i tekstów w Zmiennikach!  Z uśmiechem odgrzałem sobie całą serię ze wspaniałymi epizodami Rewińskiego i Ferencego. Niestety, podobnie jak uznany za arcydzieło Miś, tak i serial o Jacku i Marianie, a właściwie Kasi, może być zrozumiany i wciągający chyba wyłącznie dla pokolenia, które liznęło conieco PRLu. Pozostałym podpowiem, że w życiu naprawdę bywało jak w filmie tyle, że mniej śmiesznie bo nie było guzika, którym można było wyłączyć tę chorą rzeczywistość.

No i kolejki w mięsnym nie były filmowym sznurkiem grzecznie stojących ludzi tylko najbardziej zakręconą, bulgoczącą w ścisku gąsiennicą pełną śmierdzących, swarliwych, znużonych, biednych ludzi z dominacją grubych bab, zaś dotarcie do kasy zajmowało od 2 do 6 godzin …a przynajmniej tak wyglądało to z punktu widzenia gnojka z końca lat siedemdziesiątych, którym wtedy byłem. Pozdrawiam wszystkich, z którymi wychowałem się na podwórkach za mięsnymi przy Źródłowej, Winnickiej i Zagórskiej, czekając na nasze matki za supersamem, rybnymi, delikatesami, zieleniakami oraz na kultowej “rakiecie”.

Z tamtych czasów do dziś istnieją, coraz rzadziej niestety, miejsca o niezmienionym od epoki wyglądzie… kilka udało się ustrzelić podczas zimowego klimatycznego fotoszwendacza po krainie latających noży. Zdjęcia szarawe i niepodkręcone, tak lepiej oddają atmosferę tamtego okresu, moim nieskromnym zdaniem.

Wnętrza budynku Naczelnej Organizacji Technicznej, Wojewódzkiego Klubu Techniki i Racjonalizacji i kilku innych instytucji :)

__1_0001 __2_0002 __3_0003

Trudno będzie kiedyś uwierzyć, że taką klatką schodową szło się obejrzeć najnowsze “wieże” Panasonic, Sony czy Technics

__4_0004 __5_0005

Jeden z nielicznych sklepów przy ul. Sienkiewicza, którego wystrój na przestrzeni ostatnich 30 lat nie zmienił sie prawie wcale oraz punkt dorabania kluczy w “Katarzynie“. W notatkach zostawionych w Polsce mam imiona osób widocznych na zdjęciach ale dotre do nich dopiero wiosną.

__6_0006 __7_0007 __8_0008 __9_0009

Puchatek czyli od tyłu…  KETCHUP! ;)

_10_0010 _11_0011 _12_0012

Znienacka absurdy peryferii – studzienki zbudowane w powietrzu i ograniczenia na drodze którą nie da sie pojechać nawet połową dozwolonej prędkości. Chyba że samochodem firmowym to zgoda ;P

_13_0013 _15_0015

Nieco inna część miasta – ul. Chęcińska, os.  Nowotki, Cegielnia

_17_0017 _20_0020 _21_0021 _22_0022 _23_0023 _24_0024 _25_0025 _26_0026

oraz cudny rewir przy Astronautów

_27_0027 _28_0028 _29_0029 _32_0032 _34_0034

Niestety, ostatnio coraz bardziej cuchnie wiosną ;) Z pozdrowieniami dla wszystkich malkontentów oraz ludzi, z którymi przemierzam takie szlaki jak powyższe!

Odliczanie wzbudza pożądanie

z 17 uwagami

DSCF3435

Pomysł który przyszedł mi do głowy jest wynikiem chęci zaspokojenia mojego, ale sądzę, że nie tylko mojego, zapotrzebowania. A potrzeba mi, by wchodząc na stronę internetową kina dowiedzieć się ile czasu pozostało do najbliższych projekcji. Coś jak te sprytne rozkłady autobusów. Wiem, ze można sobie sprawdzić godziny rozpoczęcia poszczególnych seansów i policzyć ale ja mówię o ułatwieniu życia. Czasem chęć pójścia do kina nie jest poparta konkretnym tytułem i wtedy miło byłoby wiedzieć jakich najbliższych np 15 filmów będzie wyświetlane i za ile minut – czy zdążę na najbliższą projekcję, czy może po drodze jeszcze coś załatwię albo pobrykam ulubionym środkiem transportu i wpadnę za 140 minut. To taka sugestia względem kin odnośnie prowadzenia ich stron www. Wierzę, że to się przyjmie w przyszłości o ile już jakieś kino tak nie robi. Byłbym zobowiązany :)

A jako spontaniczny kinoman wrzucę jeszcze tylko komentarz do ostatnich filmów: GRAWITACJA – pierwszy raz oglądałem film w 3D, mrużyłem oczy itd i było fajnie, co ciekawe, nie zanudzili mnie filmem, w którym na dobra sprawę gra tylko dwoje aktorów – brzydal Klunej i Sandra Bullock. Choć przez pierwsze 15 minut widziałem zamiast niej Anię Dereszowską :) Fajnie gmerają w mózgu niektóre ujęcia oraz przejścia, no i ludzkość usłyszała wreszcie o ISS, którą czasem można zobaczyć gołym okiem przez kilkadziesiąt sekund.

Porażką okazał się dla mnie DON JON i choć finalne przesłanie ma ciekawe to niestety w filmie traktującym o życiu seksualnym najładniejszymi aktorkami były te nieznane, z przebitek z pornoserwisów :( Choć zapewne to kwestia gustu i może komuś podoba się Scarlett Johansson lub pozbawiona makijażu GILF Julianne Moore… No i od tamtej pory będę uśmiechał się na dźwięk włączanego Apple’a :)

Written by brulionman

10, Grudzień, 2013 at 5:29 am

Zielona setka / Green hundred

z 15 uwagami

Nigdy nie przywiązywałem uwagi do najdłuższego dystansu, średniej prędkości, tętna i kadencji, ba, kpiłem sobie czyniąc podsmiechujki z kolegów podniecających się tym, aż kiedyś sam postanowiłem pyknąć stówkę, żeby zobaczyć jak to jest no i czy w ogóle dam radę – dałem z naddatkiem. Ostatnio Witt opędzlował CK wokół i na naszej grupie wzajemnego brandzlowania się rowerami (i na szczęście nie tylko) zaczęły pojawiać się jakieś dłuższe wypady, postanowiłem tedy i ja zaatakować. Po letniej próbie przerwanej przez osę ponowiłem dziś atak na Dublin.

Nie bardzo wierzyłem jak Witek pisał, że nie mógł zasnąć z podniecenia przed swoim wypadziochem, bo w końcu nie takie rzeczy człowiek wyczyniał i to bez żadnego halo. Okazało się, że życie me outdoorowe tak zubożało (bo nie wiem jak inaczej to tłumaczyć), że zmarnowałem noc próbując spać, odlatując z RTE Lyric Fm na słuchawkach i budząc się co trochę, tudzież przekopując szkice na blogu czego efektem jest nocny post o Słowie Ludu :) Finalnie spałem tylko dwie godziny i całe szczęście, że napisałem na fb, że jadę, bo inaczej pewnie bym odpuścił.

/ Second attempt to cycle 100 k one day on Green Island, this time successfull. Well, just see the pics as I’m lazy/tired*

*-choose the correct one ;)

Wpis skądinąd czyli spacer wstecz

z 4 uwagami

niedziela 18 lutego 1951 Słowo Ludu
pomijając na pierwszej stronie (całej) wywiad z tow. Stalinem kontynuowany na kolejnych stronach, znalazłem kilka smaczków mówiących sporo o tamtych czasach:

TEATR: Państwowy Teatr im. St. Żeromskiego – sztuka Gergely – “Sprawa Pawła Eszteraga”
KINO WARSZAWA – “Upadek Berlina” seria I
KINO BAŁTYK – “brutalna Pajęczyna” – produkcji NRD
TELEFONY:
19-66 Pogotowie Ratunkowe
11-11 Straż Pożarna
13-12 Komisariat MO (dyżurka)
0 – Międzymiastowa

RADIO (nie jest sprecyzowane jaki program) program zaczyna się dość późno…
9.10 Głos mają kobiety
9.30 Wiązanki wokalne i instrumentalne
10.15 Dwie humoreski radzieckie
10.30 Koncert solistów
11.15 Wszechnica radiowa
11.35 Polska pieśń masowa
11.40 Piosenki filmowe
11.57 Sygnał czasu
12.04 Przegląd czasopism
12.15 I-szy Koncert z cyklu: “Tydzień muzyki radzieckiej”
13.25 Niedziela na wsi
14.00 Pogadanka dla kursów partyjnych I stopnia na wsi z cyklu “Budujemy podstawy socjalizmu”
16.00 Dziennik popołudniowy
16.20 Piosenki w wykonaniu Chóru Eryana
16.35 Audycja oświatowa
16.55 Wiadomości z Zimowych Mistrzostw Zrzeszeń Sportowych w Zakopanem
17.00 Krasiew – “Dziadek Mróz”
17.55 W roztokach
18.15 Koncert symfoniczny
20.00 Dziennik wieczorny
20.30 Muzyka taneczna
21.15 Zagadka literacka
21.45 Wieczorna serenada
22.15 Wiadomości sportowe z całej Polski
22.45 Muzyka taneczna
23.00 Ostatnie wiadomości

Pomijam akcje typu PRL ostrzega Belgię przed brytyjsko-amerykańskim imperializmem chcącym odbudować potęgę Hitlera i oto streszczenie kilku subiektywnie wybranych niusów: “126 absolwentów opuściło mury Wojewódzkiej Szkoły Partyjnej w Kielcach” (tzw. WUML-u), miasto rozkwita – powstaje już TRZECI bar mleczny na 40 osób przy Świerczewskiego 33 (nie mam pojęcia gdzie to było), zaś przy Hipotecznej 12 otwarto sklep papierniczy Miejskiego Handlu Detalicznego obsadzony personelem “brygada młodzieżowa ZMP” i zapowiada się uruchomienie kolejnych sklepów: z wyrobami żelaznymi, galanteryjnymi, 2 drogerie i duży sklep galanteryjno konfekcyjny przy Pl. Obrońców Stalingradu. Jest też wzmianka o walce jaką Miejska Rada Narodowa podjęła przeciw pijaństwu w narodzie czyli przeciw podejrzanym (bo prywatnym) lokalom które pod płaszczykiem działalności gastronomicznej “ROZPIJAJĄ LUDZI PRACY” a konkretnie oberwało się “restauracji >>BAR MORSKI<< przy Pl. Partyzantów będącej własnością Ob. Tetli”. Srogą minę przybrała prewencja, osoby prowadzące nielegalną sprzedaż alkoholu będą pozbawione prawa zamieszkiwania na terenie miasta.

Na początku postu pomyliłem się – ze Stalinem było jak z Chuckiem Norrisem – to nie był wywiad z Towarzyszem, to Towarzysz Stalin rozmawiał z korespondentem “Prawdy” wzywając do “wzmożenia WALKI O POKÓJ” :)

W znalezionych strzępach nie ma nazwisk redaktorów (ani nawet fotografów pod zamieszczonymi zdjęciami), za wszystkim stoi całkiem oficjalnie KW PZPR w Kielcach (którego Słowo Ludu było oficjalnym organem tak jak Trybuna Ludu dla KC PZPR) lub Robotnicza Spółdzielnia Wydawnicza “Prasa” (chyba późniejsza RSW “Książka_Prasa_Ruch” czyli “Ruch”)

Edytowano 1 grudnia 2013 roku: nie mam pojęcia o czym chciał powiedzieć pisarz, gdzieś w pewnej piwnicy na ksemie powinny mi zalegać strzępy rzeczonego wydania Słowa Ludu. Do opublikowania powyższego streszczenia zainspirowały mnie rozmowy o rzeczach nie do uwierzenia z Ł.K. Dziś, w epoce cyfryzacji, okazało się, że całe archiwum SL jest dostępne w sieci, można więc samodzielnie zapoznać się z nagłówkami typu “Młodzież Duńska nie będzie mięsem armatnim dla USA!” a oto i wiodący tamże link oraz całe dostępne ARCHIWUM SŁOWA LUDU

Morfoz i jego meta / LamBBurger

z 16 uwagami

Jamie Oliver to typ nieprzeciętny, czarodziej! Takiego laika jak ja, w sztuce kulinarnej upośledzonego, przemienić potrafi w gościa, który rzuca mięsem lepiej niż szewc ze Skierniewic. Na dodatek ów rzemieślnik czyni to w przenośni a ja w przestrzeni – między dłonią a patelachą. Rzuciłem przeto mielone po dwakroć na ogień, a będący niegdyś barankiem kawałek wszechświata przeistoczył się w aromatyczną, delikatną burgerozę, która do ust trafia pod rękę z jabłkiem, lekko nadtopionym niebieskopleśniowym serem i czerwoną cebulą zaprawioną czerwonym winnym octem.

Save with Jamie

today’s recipe comes from book “Save with Jamie”

Wspominałem, że w GBK maja pyszne burgery? I podtrzymuję tę opinię, jednak zarozumiale oceniam, jako miłośnik dogadzający podniebieniu, że mój dzisiejszy burger jest smaczniejszy niźli Marokańska Baranina we wspomnianej restauracji. Mam nadzieję, że znajdziecie się w okolicznościach, w których sami zmontujecie rzecz taką, dopiero wówczas możliwe jest pełne zrozumienie o czym ja tu prawię.

Znalazłoby się z dziesięć szczegółów różniących prototyp od ostatniego komponowaneo z resztówek i substytutów / Last burger: buns' gone - replaced by multiseed bread, blue stilton is gone - replaced with just sliced edam, ketchup is finished - replaced with 57th steak sauce from heinz, ran out of the jalapeno - pickled cocumbers instead, and it was still moutchwatering and delicious!

Znalazłoby się z dziesięć szczegółów różniących prototyp od ostatniego komponowanego z resztówek i substytutów / Last burger: buns’ gone – replaced by multiseed bread, blue stilton is gone – replaced with just sliced edam, no spinach at all – replaced with round lettuce, ketchup is finished – replaced with 57th steak sauce from heinz, ran out of the jalapeno – pickled cucumbers instead, and it was still mouthwatering and delicious!

Pierwsze dwa testowałem na sobie, kolejnym podzieliłem się z sąsiadami, a na ostatniego brakło już buły więc poleciał w chlebie. Poza tym, wyszło tak pyszne, że szczerze gdzieś miałem robienie zdjęć, a zająłem obie ręce rozkoszą konsumpcji, dodajmy – łapczywej :) Tak można zmienić konsumenta kupującego dawniej makszit w zapalonego amatora kuchni.

/ I’ve tried to make a lamb in Jamie’s way, actually he calls it “King of all burgers” – I wouldn’t say that but it was one of the best I have ever eat.

Nie mów nic, bałagan trwa / Post-cooking mess

Nie mów nic, bałagan trwa / Post-cooking mess

PS. Dzieki za spontankorektę Strz!

Written by brulionman

13, Listopad, 2013 at 8:53 pm

Smiles, not the miles!

z 26 uwagami

256 odcieni zieleni / 256 shades of green

Chciałem by moje nieduże podróże miały jakiś wspólny mianownik ale ponieważ to tylko eksploracje bez żadnego socjalnego kontekstu, najbardziej do nazwy cyklu pasowała mi liczba odcieni zieleni, która okazała się być mocno problematyczna w ustaleniu. Postanowiłem więc te sprawę uprościć i stąd liczba 256, pominę wszystkie linki i rozmowy, za które dziękuję, odbyte z grafikami i fizykami, zdecydowanie stwierdzam “wiem, że nic nie wiem” i to ślepy zaułek bo, ogólnie rzecz ujmując, Irlandia ma pierdylion odcieni zieleni a wiosną nawet więcej ;P

/ I was trying to find some common base for my little trips but as they are quite shallow I decided to choose number of shades of green, which is terribly unknown so let’s say – green has 256 shades and that represents the best way how I see semi-naked Ireland with its zylions green tones or even more at spring time ;P

Droga / Road

Droga / Road

Jest 11:00, straszą, że po 13 walnie deszcz. Chcę wykorzystać to okienko pogodowe na rower, jadę. Wiem, ze powinienem wrócić wcześniej, różne sprawy czekają ale przecież za tym mostem i tamta górką, i jeszcze do końca żywopłotu, dobra, za lasem zawrócę. A w sumie jak już tutaj jestem to dojadę pod ten grzbiet, w prawo krótsza droga ale częściowo ja znam, jadę w lewo. E, nie jest tak źle, mżawka trwała 10 min i już po krzyku, wg prognoz od trzech godzin powinienem jechać w strumieniach a tymczasem jest tylko wiatr. Dobra, zbliża się zmierzch, trzeba napierać w stronę domu a ja ciągle się oddalam. Jest zjazd, krótki ale ostry. Dobra, teraz gdzie, że niby w prawo? cholera, jak ja patrzyłem na mapę że się nie kapnąłem że będzie pod górkę. Warstwy dają radę. Zimno, wieje, ciemno. Wjeżdżam do jakiejś wioseczki, o jej niedużych rozmiarach świadczy kościół, pub, sześć w porywach do ośmiu domów i sklep, CZYNNY! Tja… nie mam kasy, najbliższy bankomat we Wrocławiu, podobnie jak terminal do płatności kartą. Uff, znalazłem zaskórniaka pod prawkiem, deli już nie działa ale lokalna pani Krysia zrobi mi zimną szamę, zajadam i wkręcam się na pozytyw. Wychodzę ze sklepu a tam…   deszcz! ;P

aefc

aefc

feswea

feswea

uiloil

uiloil

erf

erf

erfcxfeefrc

erfcxfeefrc

cffeqfeq

cffeqfeq

cweqfewf

cweqfewf

awefefewqwq

awefefewqwq

wefwqefqf

wefwqefqf

nyuj6trju

nyuj6trju

rytjnruj

rytjnruj

lkjuyjyjt

lkjuyjyjt

oewmfpom

oewmfpom

trekkfkj

trekkfkj

yqbayqrvy

yqbayqrvy

poji

poji

coffee

coffee

 

Uwielbiam drogi zapomniane, im gorsza tym lepsza; nie ma być najkrótsza, ma dać najwięcej odkrywania, nakarmić oczy i serce. Jest takie uczucie, gdy za mną długa droga, dotknięte fajne miejsca, kilometry podjazdów z przyspieszonym oddechem, zjazdów które robią takie wrażenie, że parkuję język w miejscu gdzie kiedyś rósł jeden z zębów mądrości, generalnie – jak koń po westernie. Przede mną jeszcze wiele kilosów powrotu, apetyt jak zwykle przewyższył możliwości więc jest wieczór, mijam jakiś dom, z którego snuje się dym z kominka a z okien bije ciepłe światło… wtedy stulam poślady i naginam do domu ale prawdę powiedziawszy w tej krótkiej chwili cisnąłbym kozę do rowu i rozsiadł się z nogami przed kominkiem z grzańcem w ręku :)

“Stay hungry, stay foolish”  S.J.

PS. Za wszelki zauważalny w poście chaos z dołu przepraszam ;)

Nowy row€r / New bik€

z 20 uwagami

Na Zielonej Wyspie działa program “Bike to work” mający zachęcić ludzi do poruszania się rowerem zamiast samochodem, poza tym zdrowy i utrzymany w dobrej kondycji niewolnik to najlepszy pracownik ;) Jak to działa? Niesłychanie skutecznie a to za sprawą swoich zalet:

  • rower ogranicza wyłącznie kwota €1000, typ, marka i model to nasza sprawa – jest więc w czym wybierać a gdyby to było mało, można dogadać się w sklepie, wybrać droższy model a różnicę powyżej tysiaka dopłacić samemu; popularne jest też wzięcie więcej niż jednego roweru np. 500+500 czy 400 + 2 x 300 itp. co pozwala zrobić komuś prezent lub wyposażyć bliskich w sprzęt do przejażdżek,
  • prosta procedura do załatwienia w (o ile księgowa nie przechodzi okresu) jeden dzień – po wybraniu modelu bierze się nań fakturę, która podaje się księgowej a w zamian pobiera czek, z tym wracamy do sklepu i cieszymy się jeżdżąc nowym rowerkiem,
  • to się podwójnie opłaca – kwota zakupu rozkładana jest na 52 nieoprocentowane (!) tygodniowe raty, które spłaca się z pensji brutto (!) czyli zakładając że płacimy 20% podatku właśnie o tyle mniej zapłacimy z pieniędzy które otrzymalibyśmy “na rękę”, 14-19 jurków zabrane z tygodniówki jest całkiem nieodczuwalne.
Cube Acid 2013

Koza nowa ma / May I introduce…

Aha! Nie powołano specjalnego Ministerstwa z zastępem urzędników w każdym powiecie węszących ile rowerów kupiliśmy, czy są tyle warte co na fakturze ani czy mieszkamy odpowiednio daleko od pracy by mieć prawo skorzystać z programu :)

Ponieważ moje kozy zostały w Polsce, jedyna chrześnica ma już bardzo fajny rower a taką okazję zmarnować byłoby dowodem upośledzenia społecznego – poszedłem po nowy rower. Se kupię se – pomyślałek. Wszedłem niestety do części sklepu, która nazywa się ELITA, zobaczyłem przepiękne maszyny (i w wyobraźni siebie na nich) ale pracownicy nie chcieli obniżyć ceny o jedno zero żebym się ledwo zmieścił w tysiącu więc przeszedłem do działu dla śmiertelników ;)

Całe życie wybór roweru dla mnie polegał na tym, by kupić coś co wytrzyma moje pomysły. Do 14 roku życia żaden nie wytrzymał włącznie z bmx’em, więc jeżdżąc dziś bardziej zachowawczo niż kiedyś i mając fajną kozę w Kielcach (którą właśnie skończyłem spłacać a ona tam stoi i się kurzy czekając niecierpliwie na mnie), pomyślałem, ze może to jest czas by kupić szosówkę…

Miałem kiedyś pół-kolarkę lecz słabo znosiła jazdę po krawężnikach, skoki ze schodów i podkieleckie przełaje, a mimo to, wiedziony odkrytym urokiem jaki niesie błąkanie się po różnych zadupiach i ich eksploracja, przymierzyłem się do typowej kolarki. Baran, przerzutki w łopatkach będących jednocześnie hamulcami, bardzo ale to bardzo mały prześwit, oponki grubości linek hamulcowych ;) tylko dwa blaty z przodu i tylko jeden euro poniżej dopuszczalnej ceny – pracownik sklepu dopasował wys. siodełka do moich gabarytów i rzucił: “przejedź się” – yyy…  Powiem krótko, byłem w szoku – sprzedawca widział mnie po raz pierwszy, nie chciał kaucji, chwilowego zastawu z karty kredytowej ani mojego pokemona na kat B. i zachęcał mnie bym przejechał się nowym rowerem wartym €999. Aha, NIE PO SKLEPIE ani nie przed nim, tylko podpowiedział, że jak na pobliskim rondzie skręcę na wschód to będę mijał spokojne osiedla na których mogę sobie pojeździć. W Polsce na rondzie czekałaby na mnie ekipa “ukrytej kamery” ale nie tu. Tu się ufa klientowi i nie traktuje go domyślnie jak złodzieja – dla porównania w Polsce nie mogłem przymierzanym rowerem wyjechać ze sklepu (2,5 x 9 m) choć chciałem pod zastaw oddać spora sumę i dow. os., to się nazywa “frontem do Klienta!”

Kolarka była twarda, pedały zbyt blisko podłoża, hamulce zamienione po brytyjsku no i czułem się koszmarnie uwiązany do asfaltu. Wróciłem do sklepu po 15 min obawiając się aresztowania a zamiast tego uśmiechnięty sprzedawca spytał jak mi się jeździło. Po wysłuchaniu mojego jęczenia zaproponował tzw. hybrydę czyli treking na slickach, było lepiej ale nadal kapcie były zbyt wąskie by opuszczać czarne nawierzchnie. Znalazł mi model, który w zasadzie odpowiadał moim potrzebom poza tym, że miał fatalne hamulce. I tak, po dwóch godzinach i wystawieniu cierpliwości sprzedawcy na ciężką próbę, spytałem “o tamtego” i po przejażdżce wiedziałem, że mam to coś w duszy, co zmusza mnie do zjechania z asfaltu gdy tylko jakaś droga wyda się ciekawa, nie da się oszukać siebie i być kimś innym, nadal jestem niesfornym chłopcem, który musi mieć mocny rower bo życie jest zbyt ciekawe by mamrotać “kiedyś tu wrócę z innym rowerem”.

I tak kupiłem swoja obecną kozę. Cube Acid. Facet, który projektował jej kolory (to nie mogła być kobieta, chyba, ze niewidoma) przyszedł pewnego piątku do pracy i zagadnięty przez szefa przypomniał sobie, że propozycje designu miał przedstawić 3 miesiące temu a za 2 godziny jedzie z kolegami na ryby, otworzył więc szybko gotowy szablon z domyślnie ustawionym ciemnoszarym kolorem ramy i właśnie zaczął zmieniać kolor w zaakcentowanych miejscach, gdy zadzwoniła żona, więc znudzony jej nie niosącym żadnych istotnych treści monologiem, potakiwał i kręcił sobie suwaczkiem nasycenia koloru – małżowina ślubna musiała ostro nadawać przez słuchawkę co znalazło odzwierciedlenie w ostatnim kolorze (odblaskowy pomarańcz zmieszany z wściekłym różem i laserkowym czerwonym) jaki niechcący zapisał się wskutek trzaśnięcia telefonem w klawiaturę komputera. Później, odwołując się do innych czynności seksualnych przekonał szef,a że to co mu niechcący wysłał mailem to nowa, odważna linia która wyzwoli dumę właścicieli i strach w sercach konkurencji…  przypuszczam, ze tak właśnie było :D Poprosiłem jeszcze tylko o zamontowanie pedałów w tym samym kolorze, jak obciach to na całego! Ale jego wygląd ginie zasłonięty szerokim uśmiechem gdy tylko ruszam w trasę. Opony pozwalają toczyć się cicho i lekko po asfalcie a jednocześnie genialnie radzą sobie w terenie o ile nie ma tam luźnego piasku.

A teraz zdjęcia z pierwszych wypadów, w zasadzie zacząłem ostro bo 2 godziny po opuszczeniu sklepu już zgubiłem się w lesie, wpadłem w pokrzywy, oddałem znalezionego ajfona, rozmawiałem z autochtonami i czułem, ze żyję. Nigdy tyle czasu i słów nie poświęciłem onanizmowi sprzętowemu, wkrótce powrzucam relacje z wypadów i będzie to o niebo więcej mówić o tym czym ten rower stał się dla mnie niż to całe pałowanie się parametrami.

Tu jeszcze golasek, tylko linkę ma / Almost naked like from the store

Tu jeszcze golasek, tylko linkę ma / Almost naked like from the store

Tu myślałem ze wypluję płuca, upał, muchy i stromizna z kamsztorami i luźnymi gałęziami / In the background is my nearest target, hopefully I'll get there soon :)

Tu myślałem ze wypluję płuca, upał, muchy i stromizna z kamsztorami i luźnymi gałęziami / In the background is my nearest target, hopefully I’ll get there soon :)

Za nisko, musiałem się wycofać / During unsuccessfull attempt to reach the peak, just too low branches

Za nisko, musiałem się wycofać / During unsuccessfull attempt to reach the peak, just too low branches

Zakaz wstępu / No access ;)

Zakaz wstępu / No access ;)

Z punktu widzenia goniacych mnie gzów / Horsefly's point of view

Z punktu widzenia goniacych mnie gzów / Horsefly’s point of view

Na podjeździe zablokowany amor przekazuje cały nacisk stóp na ruch w przód, eliminuje uginanie się a odczuwa sie to nie tyle sztywnością co cięższym (ale i efektywniejszym) kręceniem / ascending, front fork lock helps you not only on uphills, it makes driving much more stable on loosy peebles or wet meadow

Na podjeździe zablokowany amor przekazuje cały nacisk stóp na ruch w przód, eliminuje uginanie się a odczuwa sie to nie tyle sztywnością co cięższym (ale i efektywniejszym) kręceniem / Still ascending, front fork lock helps your efficiency not only on uphills, it makes driving much more stable on loosy peebles or wet meadows

Wreszcie na grzbiecie! / Exhausted at top of Annagh Hill

Wreszcie na grzbiecie! / Exhausted at top of Annagh Hill

Tu mi sie jeszcze łydki trzęsły po zjeździe, amor doskonale pracował / Right after downhill, shaking legs, smile around the head ;)

Tu mi sie jeszcze łydki trzęsły po zjeździe, amor doskonale pracował / Right after downhill, shaking legs, smile around the head ;)

Sam w to nie wierzę lecz zjechałem po takim właśnie karczunku, 29" to jest to! / Can you belive that I drove over that mess?!

Sam w to nie wierzę lecz zjechałem po takim właśnie karczunku, 29″ to jest to! / Can you belive that I drove over that mess?!

:)

:)

Zamiast plastikowej osłony która i tak hałasuje - stara dętka: recycling i kilkanaście euro w kieszeni / Instead of spend €15 on plastic cover (which is still making noise) I used recycled old tube - works perfectly!

Zamiast plastikowej osłony która i tak hałasuje – stara dętka: recycling i kilkanaście euro w kieszeni / Instead of spend €15 on plastic cover (which is still making noise) I used recycled old tube – works perfectly!

Idealnie działające hamulce, przerzutki i w zasadzie wszystko spowodowało, że po okresie "kilku" tygodni gdy zgłosiłem sie na obowiązkowy przegląd - nie mieli co poprawiać. Widziałem też tańsze rowery po krótszym czasie użytkowania - różnica jest DUŻA! / on first service check there was nothing to correct :)

Idealnie działające hamulce, przerzutki i w zasadzie wszystko spowodowało, że po okresie “kilku” tygodni gdy zgłosiłem sie na obowiązkowy przegląd – nie mieli co poprawiać. Widziałem też tańsze rowery po krótszym czasie użytkowania – różnica jest DUŻA! / After two months, during first service check there was nothing to correct :)

Minusy: fabryczne kapcie, mimo iż są dość szerokie (2,25″), to na szybkich szutrowych zakrętach powoduja marszczenie kakao, a jak pisałem chłopakom z grupy Rowerowanie i cyckowanie – jeśli opuścimy na moment wąską, krętą ścieżkę w wysokich trawach to kierowca przeładowanego przerażonymi świniami jelcza na magurskich serpentynach będzie o stokroć bardziej zwinny, sterowny i stabilny. W mieście kierownica (70 cm) może być przyszeroka choć ja z tym nie miałem kłopotu.

Dzielny dwukołowy przyjaciel skrywa się pod tymi diskopolowymi kolorami, które miałem nadzieję, że będą odstraszać amatorów cudzej własności ale usłyszałem kilkakrotnie spotykanych szkodników “nojs bojk” czyli jest grupa docelowa której podoba się to, tfu, wzornictwo ;)

/ Behind this cocky colours it’s reliable friend ready for any adventure, downhill, tarmac speeding up to 70 km/h or just city lazy cycling.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 552 other followers

%d bloggers like this: