Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘jezyk polski

na Be

5 komentarzy

Wicklow Mountains 2015

Wicklow Mountains 2015. Fot KW

Bór. Las taki. Za siedmioma borami, bobrami i Boratami. Za BORem panny sznurem, jak to za mundurem, szur szur szurem. Za borem, przez zaborem, po zaborze, po borze, gołoborze, mój Boże, po poborze. Po poborze jest w pokorze przysięga, aż po grób, po bóbr, po Bóbr, Sanok, Narew, Kurew i Wieprz. Wieprznie mi się myli to słowo. Wieprz, nie misie, myli to słowo. Bór czy mucha? – Stefan jeszcze długo się zastanawiał bedzie…

Bór lasu rodzajem jest, chcąc mieszkać dnia pewnego w lesie takim, wiedzę o nim posiadając rozległą, wizualizuję sobie moją niewielką „leśniczówkę” oraz tytuł który przyjmę – otóż chciałbym zostać BórMistrzem :D

Pozdrawiam nadszyszkowników którzy czują iglaki a wszystkich innych żegnam z liścia ;)

Written by brulionman

25, Sierpień, 2015 at 11:23 pm

Ile nóg ma 100noga?

5 komentarzy

Walka z hurmem” – kiedyś dostaliśmy w bardzo szerokim gronie adresatów (adresat to jak wyjaśniła mi dawno temu opryskliwia pracownica poczty – TEN KTÓRY ADRESUJE :D ) maila pod takim właśnie tytułem. Reakcja była podobna jak w Nowych szatach cesarza, wszyscy pokiwali głowami udając że rozumieją (treść nie wiązała się nijak z użytym w tytule słowem). W rubrykę „jak bardzo mam wyjebane” można było wpisać „poziom pro”, to mniej więcej jakby kierowcy który przejechał 1000km bez odpoczynku puścić serię wykładów prof. Miodka i po 7 odcinku spytać czy wie, że Monika Olejnik zgoliła wąsy – strzelam, że przytaknie. Czy istnieje dalsze stadium znudzenia? Odkad Pan Komorowski przegrał wybory – nie. Jemu seansów zazdrościł nawet Kaszpirowski bo nie tylko publiczność zasypiała ale hipnoza działała również na od niedawna bezwąsego oratora.

Znamiennym jest pewien brak konsekwencji: jak to się stało, że były prezydent, który ścigał jakiegos studencinę za durną stronę „antykomor” nagle stał się dobrodziejem o pobłażliwym, niegodnym szoguna sercu i nie pozwał do sądu autora książki psujacej mu zasadniczo reputację (nie czytałem, szkoda mi czasu) i to tuż przed wyborami. Ciekawe, że z jakichś przyczyn nie wszczęto również sprawy „z urzedu” za obrazę prezydenta kraju.

Nieobecność odbiorcy konsumującego telewizję pozwala dostrzegać znaki czasu. Bojkotując media i ogladając tylko przypadkiem materiały wybrane lub coś niechcący z tej mainstreamowej papki można wyciągnąć wnioski dla ogółu niedostrzegalne bo stanowiace już codzienność. Otóż moja najnowsza mongolska teoria mówi, że za kilka lat na pytanie ILE NÓG MA STONOGA ludzie będą odpowiadać z rozbawieniem „dwie, chyba ze o czymś nie wiem”. Poza kujonami którzy powiedzą, że dwanaście i doprecyzują „par”. Taki Stonoga to jakby osadzony w polskich realiach Michael Moore, trudno mu przypisać większe jaja niż człowiekowi atakującemu urzędującego ówcześnie prezydenta chyba największego światowego mocarstwa ale cieszy, że wciąż trafaiają się ludzie nieugięci i bezczelnie odważni by wyrażać swe poglądy. Przypuszczam, że cena jaką płacą chyba jest wysoka – co noc widzą jak ONA się zbliża, pędzi łamiąc wszelkie przepisy a przeładowana jest aż jej żwir znad burt wystaje.

PS. W jaki sposób (pominę pytanie „po co”) tzw. organa ścigania zamierzają ścigać tych, którzy w ciszy wyborczej rozprawiali o tym ze bigos jest po 45zł a budyń po 55 albo że Pojedziemy na łów gra 47% rozgłośni podczas gdy „oh doo dah day” co najmniej 52 proc?

Czasem człowiek musi bo inaczej się udusi. Przepraszam za zmarnowany powyższą lekturą Państwa czas.

Written by brulionman

26, Lipiec, 2015 at 10:02 pm

Klub Chrup-chrup

34 komentarze

Są chwile gdy brulionman brunatny szaleje w kuchni, wtenczas podpisuje się jako bulionman brutalny ;)

Słodko – ostra sałatka na winie (z tego co sie nawinie)

fennel w sałatce

sałatka z fenkułem

Jest to megachrupiąca sałatka, moja pierwsza ściśle jarska, ba, nawet wegetariańska, która wedle poniższych proporcji ucieszy 6 osób a 4 nakarmi na pewno oraz postawi kilka pytań natury lingwistycznej.

 

Składniki:

  • Cztery liście rzymskiej sałaty
  • Trzy jabłuszka niezbyt kwaśne
  • Dwie garście (i jeden słownik żeby sprawdzić czy przypadkiem nie garści) łuskanych nasion słonecznika
  • Garść albo i dwie nerkowców (kto bogatemu zabroni?)
  • Pół poczwórnej bulwy zalatujacego delikatnie anyżem Fenkułu (Fennela, Kopru włoskiego – bulwy, do bulwy nędzy!) patrz obrazek: http://en.wikipedia.org/wiki/Fennel#mediaviewer/File:Fenouil.jpg
  • Pół dużej cebuli
  • Ocet balsamiczny
  • Pół długiego ogórasa (rozmiar większy niz europejski, umyjcie po zmierzeniu)
  • Dobra garść sera zółtego w centymetrową kostkę skrojonego, łagodnego, serowo – mlecznego w smaku
  • Sól i SWIEŻO zmielony pieprz. Uwaga Wyspiarze: CZARNY!
  • Oliwa z oliwek (łyżka)
  • Pół grejfruta (i pół dnia sprawdzania jego poprawnej pisowni), czerwonego jeśli łaska lub cała duża pomarańcza (pomarańcz to kolor nie owoc!)
  • Czubata lub dwie płaskie łyżki stołowe cukru trzcinowego
  • Ocet jabłkowy (łyżka (na to: niemożliwe))
  • Rukoli dwie gar… pół opakowania ;P
  • Musztarda po obiedzie, w zależności: ostra – łyżeczka, pedziowa – łyżka
  • Więcej grzechów nie pamietam

Najsamprzód obieramy cebulę i tniemy ją w żyletkowe plasterki, wrzucamy do małego pojemnika i zalewamy octem balsamicznym i zostawiamy na najbidniej 30 min. Sałatę drzemy w strzępy wg uznania, podobnie kroimy koprowa bulwę usuwajac wprzódy głębia lub głąba, zależnie którego znajdziemy. Ogórka po umyciu (pozostałe produkty nadające się do mycia – również myjemy, to jasne) i obraniu kroimy wzdłuz na 4, kastrujemy (czyli ścinamy część nasienną) i tniemy na półcentymetrowe kawałki. Słonecznik i orzechy wrzucamy na patelaszkę i prażymy podług upodobania i umiejętnosci. Jabłka tniemy na półplasterki, kawałki, jak lubimy a jeśli mamy za dużo czasu – można porwać się nawet na ich obranie, a co!

W DUŻEJ misce lądują: ogórcew, nieodsączana (ale i nie z całym octem) cebula, fenkuł, sałata, jabłko, rukola, ser, ŁADNIE uprażone nerkowce i takiż słonecznik oraz cukier i nieco pieprzu; zapoznajemy ich wzajemnie mieszając nienachalnie.

Podchodzimy do sosu, który po spreparowaniu polewamy bezpośrednio przed konsumpcją na indywidualnej porcji, inaczej słonecznik będzie miał chrupkość pszczelego wosku. Wyciśnięty sok z grapefruita łączymy w bólu (to od angielskiego bowl czyli miska) z oliwą, musztardą, octem jabłkowym, drobno utartym pieprzem i dopiero tu pojawiającą się solą, uzyskanie w miarę jednolitego sosu (bez ok jak w rosole) nie będzie łatwe więc na własnych błędach się opierając polecam użyć słoika w roli szejkera (mamy polską nazwę na shaker? utrzepywacz, mieszacz, mikser…?   bez sensu, ale na pewno nie Trzęsacz, bo to miejscowość gdzie kosciół wpadł do morza).

Cóż, całość dupy nie urywa (chyba że coś mieliście nieswieże, poza oddechem) ale pozwala na fajną zabawę i niezgorzej smakuje. Głównie słonecznik robi tu robotę wespół ze zocciałą cebulką a kontrę ich kojarzącemu sie z płonacym kominkiem aromatowi stawia rukola, neutralne lub lekko wobec nich słodkie jabłko a także przytomny delikatny ser. Udanej zabawy i radości z konsumpcji.

Written by brulionman

8, Luty, 2015 at 4:04 am

13 grudnia. Przepraszam wszystkich Wojtków

2 komentarze

Wojciech. Imie ze słowiańskim rodowodem, „radujacy się walką” i choć z gruntu popularne na naszych gruntach to zaskakująco sprytne. Otóż, jeśli by obciąć mu pierwszą i ostatnią literę ujrzymy kim stanie się Wojciech gdy dojrzeje. Do bycia tatą lub do bycia zakonnikiem. A to nie łatwe, bo na ten przykład dużo łatwiej zostac zakonnicą. Wystarczy puścić konnicę przodem.

Z popielnika na Wojtusia…   obiecałem w poprzednim słów cięciu-gięciu wyjaśnić jak to jest „na Wojtusia”. Uprzedzam, że dalsza część jest polityczna.

Otóż, „na Wojtusia” oznacza podejście do zagadnienia z rozmachem, z zamachem, zamachem stanu, stanu wojennego. Szerokiem gestem – wyłączasz ludziom telefony, ogłaszasz godzinę milicyjną, odwołujesz program telewizyjny (to jak próba zamknięcia internetu, dzisiaj numer nie do powtórzenia), pakujesz na ulice czołgi i wskakujesz zamiast Teleranka.

Stan wojenny trwał ponad ROK!

To wcale nie było zabawne. Wysłuchałem co mówił Wojtek, który nie chciał zostać strażakiem, przy pewnych zwrotach w ustach tego człowieka, w kontekscie chwili w jakiej to wypowiadał i realiów PRL, mozna parsknąć gorzkim śmiechem. Najlepsze hasła pozwoliłem sobie wynotować zaledwie choć każdemu z nich można by poświęcić co najmniej zdrowy akapit:

Gasnąca gospodarka. Samosądy moralne. Tradycje tolerancji. Okupowane budynki. Rekiny podziemia gospodarczego. Arena walki politycznej. Rozmyślne torpedowanie rządowych poczynań. Pogłębienie systemu ludowładztwa (w tym momencie Orwell osiaga pośmiertny orgazm na polu nowomowy). Agresywność ekstremistów. Instynkt samozachowawczy narodu. Demokratyczny system socjalistycznych rządów. Zapobiegawcze internowanie. Nie szukamy odwetu. Oczyszczanie wiecznie żywych źródeł naszych idei. Uniweralne wartości socjalizmu. Narodowe pierwiastki. Prorocy konfrontacji i kontrrewolucji. Doceniamy patriotyczne stanowisko Kościoła. Nie ma odwrotu od socjalizmu (użyte jako pewnik, prawda objawiona i wiedza powszechna). Jesteśmy krajem suwerennym. Upokarzająca rola petenta. Nasze działania nie zagrażają nikomu. Bracia i siostry. Niezbywalne prawo do strajku. Intelektualna wykładnia patriotyzmu przeciw zwodniczym mitom.

Urzekająca, poza charakterystyczną dykcją generała, jest jego dbałość o wymieniane i postawione zawsze na pierwszym miejscu Obywatelki :)

Nie lada jest wyzwaniem wysłuchanie ze zrozumieniem (nie z aprobatą lecz ze zrozumieniem sensu słów) całego wystąpienia ale gdyby ktoś tego zapragnął to poniżej jest po temu okazja:

przeWINIEnie

4 komentarze

Sorry lads, this post is Polish language only. W dzisiejszej ekwilibrystyce słownej pożonglujemy sobie nie kobietami i nie śpiewem lecz…  tak, winem.

Zabawa winem. Każdy zrobić to powinien. Po-winien to kierowca (vana) po spożyciu wina. Sytuacja taka. Pan mundurowy zatrzymuje pojazd, kierowca uchyla…

(no właśnie, co ten biedny kierowca z oknem lub szybą robi – uchyla? odkręca? spuszcza? odmyka? Mnie wychodzi ze opuszcza. Szybę lub pojazd. Wychodzi, wy-siada, prawko okazuje jeśli takowe po-siada i wie, że może iść siedzieć. „poszedł siedzieć” – tylko język polski dostarcza takich smaczków. Poleciał poleżeć. Polazł polatać. Łazi po połaci. Wyrok w rok odsiedział, amnestia lub amnezja).

…wróćmy jednak na jezdnię, nieszczęsny nasz kierowca właśnie roztwiera okno a tam wino bije (uderza i odurza) znad (oburącz trzymanej) kiery. Kiera, fajera (frajera), kierownica (ministra o skróconych uprawnieniach, odpowiednik kierownika). Zatem wino bije znad kiery. Przetasowanie. Wino bije karo i kiery. Wino smakiem od siekiery. Siekiera to autopilot – ja siedzę, sie-kiera sama kręci, auto do domu drogę zna jak koń, chociaż pijanym jak świnia. Alkonawigacja. Jaki jest procent słów pozbawionych procentowych konotacji? Z promil może ;)

Ale ale! Jak, powiedzcież, do cholery, kierowca szybę opuścił nie odrywając rąk od kiery? Kierowca – nowa figura w kartach (historii języka polskiego): król pik, as trefl i kier owca. Nowa trójca z Popielnika mrugającego na Wojtusia. A jak to jest „na Wojtusia” – z rozmachem, ale o tym w następnym odcinku.

To moja wina, trzymajmy sie wina. Wino rozlewamy (no i znowu rozlałeś!) do kieliszków, szklanic, lampek. A lampka niby światło nieść winna. Oświecenie, światłość, toć siostrą kaganka (oświaty i poświaty) jest. A tymczasem niby winna lampka (czyli naczynie winem napełnione bądź w nim unurzane), która winna nieść oświecenie, pobudzać, ożywiać (al’em zwinna! – „al’em” od all I am czyli cała żem), winna jest (spowodowała była ona, taka i owaka) wywołania efektu zgoła (czyli nietekstylnego) przeciwnego – ta lampka zamroczyła. Pierwej zauroczyła a potem zamruczała usypiająco. Usypując sen. Usiłując spać. Śnić o tym by spaść w spadź. W inne winne wymiary.

4o3 5ta szyja kopirajter zachlał ryja

Proch

14 komentarzy

Pismo mówi: z prochu powstał „ś”. Chińczycy wymyślili materię, która zapoczątkowała polski znak diakrytyczny – fonetyczne „eś”.

Lecz polski przemysł tekstylny dowiódł, że proch należy do parzystokopytnych, a dokładnie do nosicieli wełny nie owiniętej w bawełnę. A przecież owce, bo o nich mowa, robią „baaaa” więc ta ich wełna to poniekąd baaa-wełna. Bo proch należy do owiec odkąd w Łodzi uszyto prochowiec.

Czyj? Owiec! Owczy proch.

Lub paproch, proch paaa! – pożegnanie z bronią. Jak się żegnasz? W imię Ojca. Z Bronią? Broń Boże. Bożeby tak wziąć i wydrzeć, te baby to jednak są. A i wydrzeć potrafią, nie tylko kartki z paszportu czy kilka lat z życiorysu ale nawet SIĘ. Się zamykam już. Dobra. Noc.

Ja ja ko by ły

6 komentarzy

Jako absolwent, który ukończył wszystkie księgi przygód Tytusa de ZOO wyrazić pragnę oburzenie i przestrzec każdego fana komiksu przed oglądaniem filmu jaki powstał o postaciach Papcia Chmiela. DNO i sto metrów mułu, wytrwałem 19 długich minut a i to było czasu stratą.

Dziwny wieczór, odkryłem że słyszę dźwięk, który istnieć nie powinien. Dźwięk płynący z wtyczki ładowarki wetkniętej w gniazdko, które WYŁĄCZYŁEM. Niby więc czynne nie jest a wtyczka piszczy, choć gdyby podłączyć aparat to nie rozpocznie się ładowanie bo gniazdko wyłączone. Więc? To zostanie tajemnicą chińskich producentów, amerykańskich naukowców a nade wszystko irlandzkich budowlańców. A kto jest budowlańcem w Irlandii jak nie Polak? Zbyt to zawiłe…

Czyniąc dziś schaby duszone w cydrze zastanawiałem się dlaczego na żadnym etapie przepisu nie nakazano posolić wieprzowiny, toż to, nomen omen, po świńsku! Odpowiedź tkwi we fragmencie mówiącym, by na każdy z plastrów mięsa nałożyć odrobinę masła. Masło bowiem na zielonej wyspie domyślnie jest słone i kto stanie przed regałem z masłami w sklepie szerokim, ten wśród przypuśćmy 40 różnych maseł znajdzie tylko DWA niesolone. Dzięki powszechnej tej praktyce tutejsze ciasta z kremem są …słone. Pisze to łasuch, który nie jest w stanie zjeść kawowego kremu lokalnej produkcji.

Dziś też zastanawiałem się (niedziela o wyjątkowo fatalnej pogodzie przysparza okazji do przemyśleń różnorakich) co jest nie tak z moją herbatą. Czy w związku z próbą nałożenia haraczu na wodę zmieniono jej smak? Czy użyłem zwietrzałej herby? Może cytryna była nieświeża? Otóż nie, po prostu w cukrze trzcinowym, który kupiłem jest sól. SÓL W CUKRZE!!! I piszą o tym spokojnie na opakowaniu, moja wina, mogłem przeczytać. I jak tu nie zwariować?

Powyższe odkrywszy, najpierw organoleptycznie a później czytając, użyłem mojego ulubionego przekleństwa na „Sz” :)  Czasem jest ono wymienne z tym zaczynającym się na „Nosz-„. Traktuję je jak jedno słowo gdyż wespół z drugim, nieprzytoczonym tu przez dobre obyczaje, członem, stanowi całość spójną fonetycznie i mającą dzięki charakterystycznemu akcentowi niepowtarzalną ekspresję.

A wiatr za oknem łka w mankiet parapetu i parska na szyby, czy trzeba mi przypominać gdzie jestem? Inne znam oblicze Irlandii i całkiem pozytywnie ją odbieram, lecz ciężko utrzymać w sobie ten obraz gdy za oknem dzieje się co się dzieje. Czy wolno kopać leżącego? Postawcie mi jeszcze za tym płynącym pochmurnymi łzami oknem sznur i ćwiartkę spirytusu!

No tak, zapomniałem, dzięki regulacjom nie mamy w Unii już od dawna ćwiartek tylko 0.2 l – tylko czemu służyć miała ta zmiana? Czy przez to mniej osób pije? A może wyrównano ceny alkoholu miedzy krajami członkowskimi? Albo flaszki 200 ml mniej zaśmiecają srodowisko niźli ćwiartuchny? NIE. To komu potrzebny był ten gwałt kulturowy? A owszem, gwałt prempana, bo dawniej gdy kupowało się w nocnym ćwiarę i przepoję to na pytanie ekspedientki „jaką?” można było odpowiedzieć „jaką ćwiarę czy jaką przepoję?” a teraz co? Nawet Irlandczycy stracili przez to jedną ze slangowych miar – naggin, bo w końcu pomniejszony o 50 ml pojemnik stracił prawo do nazwy tak jak dwieście nie może być zwane ćwiartką. Tylko po co ten cały cyrk?

A tak jeszcze filmowo, bom świeżo po seansie Żółtego szalika – czy Janusz Gajos to ma na koncie jakąś rolę w której nie jest alkoholikiem, chamem, cwaniurą lub podłotą? Nie licząc dowódcy Rudego 102 z „Czietyrje tankista i sabaka”…? Znacie się czy się nie znacie? Bo ja nie, Janie. Janie Kosie. Spać czas. Dobranoc potokiem słów poprzedzona czego i Wam zyczę.

PS. Czy ktoś wie gdzie w nowym interfejsie wordpressowym zniknęły pod- i niektóre kategorie – np. gdzie moje „słowo na niedzielę” czy „kino Mani”? Drodzy administratorzy WP, pamiętajcie: lepsze wrogiem dobrego. [po edycji: znalazłem link do starego szablonu edycji a w nim brakujące kategorie. Jest to krok naprzód choć poprzez cofnięcie. Paranoja]

%d blogerów lubi to: