Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Archive for the ‘256 odcieni zieleni / 256 shades of green’ Category

Lug z Szałasem

with 4 comments

Glenmalure

Glenmalure

Świt. Moment, gdy noc ściera się z dniem, dzwonek budzika kruszy najtwardszy sen, duch przygody walczy z materią w ciepłym łóżku a duża wskazówka każdego zdrowego faceta znajduje się na godzinie 11 lub 1, akurat cholera wtedy! Nigdy nie jest łatwo dlatego jak najprędzej trzeba dotknąć stopą podłogi i przypomnieć sobie DLACZEGO ;)

Na przekór brakowi samochodu, niełatwej pogodzie i zdradliwemu termosowi wturlaliśmy swoje zwłoki do pociagu i ściskając w ręku kamyk zielony (Mezuza ze Zgmocieniaka) oraz bilet na przejazd tam i z powrotem wykonaliśmy desant na stacji najbliższej Górom Wicklow mając w planach zdobycie najwyższej w całej prowincji (brzmi, co?), znanej i lubianej Lugnaquilli zwanej dalej „Lug”.

Dalej był wiatr, deszcz, błota, skały, trawy, chmury i pogoda rodem z dworca w Kielcach, którą przeplataliśmy nie wiedzieć czemu uśmiechem.

/ A day out with Martin that we spent hillwalking in Wickow Mountains to reach the peak highest in Leinster and 13th highest peak in Ireland – The Lug 925 m

Despite the weather we climb up by zigzag and descend partly with trail, then just heading on azimuth to reach the waterfall. Tired mostly cause of rain and really strong wind but happy as always.

W drodze powrotnej to autostop zatrzymał nas – dobry człowiek sam zaproponował podwózkę widząc chyba jak stawiam obolałe kopytka drepcząc asfaltem w stronę cywilizacji. I jeszcze przeprosił, ze wiezie dwa psy w bagażniku (kombi) i spytał czy nie bedzie nam przeszkadzało bo wiadomo jak pachnie mokry pies. Nie przeszkadzałoby nam nawet gdyby wiózł tam pawiana z pawiem na klacie, torbę słoniowego guana, tandem Gucwińskich i pijaną orkiestrę bawarskiej straży pożarnej :D

Szałasowe foty z Lug / Martin shots from this trip

/ On our way back we were so lucky that we didn’t have to hitchhike – some nice stranger stopped his car and offered us a lift asking if we don’t mind smell of wet dogs that were in the car. We (or at least me) were so exhausted that I can’t just imagine what could make us refusing his good deed.

Zielona setka / Green hundred

with 17 comments

Nigdy nie przywiązywałem uwagi do najdłuższego dystansu, średniej prędkości, tętna i kadencji, ba, kpiłem sobie czyniąc podsmiechujki z kolegów podniecających się tym, aż kiedyś sam postanowiłem pyknąć stówkę, żeby zobaczyć jak to jest no i czy w ogóle dam radę – dałem z naddatkiem. Ostatnio Witt opędzlował CK wokół i na naszej grupie wzajemnego brandzlowania się rowerami (i na szczęście nie tylko) zaczęły pojawiać się jakieś dłuższe wypady, postanowiłem tedy i ja zaatakować. Po letniej próbie przerwanej przez osę ponowiłem dziś atak na Dublin.

Nie bardzo wierzyłem jak Witek pisał, że nie mógł zasnąć z podniecenia przed swoim wypadziochem, bo w końcu nie takie rzeczy człowiek wyczyniał i to bez żadnego halo. Okazało się, że życie me outdoorowe tak zubożało (bo nie wiem jak inaczej to tłumaczyć), że zmarnowałem noc próbując spać, odlatując z RTE Lyric Fm na słuchawkach i budząc się co trochę, tudzież przekopując szkice na blogu czego efektem jest nocny post o Słowie Ludu :) Finalnie spałem tylko dwie godziny i całe szczęście, że napisałem na fb, że jadę, bo inaczej pewnie bym odpuścił.

/ Second attempt to cycle 100 k one day on Green Island, this time successfull. Well, just see the pics as I’m lazy/tired*

*-choose the correct one ;)

Smiles, not the miles!

with 27 comments

256 odcieni zieleni / 256 shades of green

Chciałem by moje nieduże podróże miały jakiś wspólny mianownik ale ponieważ to tylko eksploracje bez żadnego socjalnego kontekstu, najbardziej do nazwy cyklu pasowała mi liczba odcieni zieleni, która okazała się być mocno problematyczna w ustaleniu. Postanowiłem więc te sprawę uprościć i stąd liczba 256, pominę wszystkie linki i rozmowy, za które dziękuję, odbyte z grafikami i fizykami, zdecydowanie stwierdzam „wiem, że nic nie wiem” i to ślepy zaułek bo, ogólnie rzecz ujmując, Irlandia ma pierdylion odcieni zieleni a wiosną nawet więcej ;P

/ I was trying to find some common base for my little trips but as they are quite shallow I decided to choose number of shades of green, which is terribly unknown so let’s say – green has 256 shades and that represents the best way how I see semi-naked Ireland with its zylions green tones or even more at spring time ;P

Droga / Road

Droga / Road

Jest 11:00, straszą, że po 13 walnie deszcz. Chcę wykorzystać to okienko pogodowe na rower, jadę. Wiem, ze powinienem wrócić wcześniej, różne sprawy czekają ale przecież za tym mostem i tamta górką, i jeszcze do końca żywopłotu, dobra, za lasem zawrócę. A w sumie jak już tutaj jestem to dojadę pod ten grzbiet, w prawo krótsza droga ale częściowo ja znam, jadę w lewo. E, nie jest tak źle, mżawka trwała 10 min i już po krzyku, wg prognoz od trzech godzin powinienem jechać w strumieniach a tymczasem jest tylko wiatr. Dobra, zbliża się zmierzch, trzeba napierać w stronę domu a ja ciągle się oddalam. Jest zjazd, krótki ale ostry. Dobra, teraz gdzie, że niby w prawo? cholera, jak ja patrzyłem na mapę że się nie kapnąłem że będzie pod górkę. Warstwy dają radę. Zimno, wieje, ciemno. Wjeżdżam do jakiejś wioseczki, o jej niedużych rozmiarach świadczy kościół, pub, sześć w porywach do ośmiu domów i sklep, CZYNNY! Tja… nie mam kasy, najbliższy bankomat we Wrocławiu, podobnie jak terminal do płatności kartą. Uff, znalazłem zaskórniaka pod prawkiem, deli już nie działa ale lokalna pani Krysia zrobi mi zimną szamę, zajadam i wkręcam się na pozytyw. Wychodzę ze sklepu a tam…   deszcz! ;P

aefc

aefc

feswea

feswea

uiloil

uiloil

erf

erf

erfcxfeefrc

erfcxfeefrc

cffeqfeq

cffeqfeq

cweqfewf

cweqfewf

awefefewqwq

awefefewqwq

wefwqefqf

wefwqefqf

nyuj6trju

nyuj6trju

rytjnruj

rytjnruj

lkjuyjyjt

lkjuyjyjt

oewmfpom

oewmfpom

trekkfkj

trekkfkj

yqbayqrvy

yqbayqrvy

poji

poji

coffee

coffee

 

Uwielbiam drogi zapomniane, im gorsza tym lepsza; nie ma być najkrótsza, ma dać najwięcej odkrywania, nakarmić oczy i serce. Jest takie uczucie, gdy za mną długa droga, dotknięte fajne miejsca, kilometry podjazdów z przyspieszonym oddechem, zjazdów które robią takie wrażenie, że parkuję język w miejscu gdzie kiedyś rósł jeden z zębów mądrości, generalnie – jak koń po westernie. Przede mną jeszcze wiele kilosów powrotu, apetyt jak zwykle przewyższył możliwości więc jest wieczór, mijam jakiś dom, z którego snuje się dym z kominka a z okien bije ciepłe światło… wtedy stulam poślady i naginam do domu ale prawdę powiedziawszy w tej krótkiej chwili cisnąłbym kozę do rowu i rozsiadł się z nogami przed kominkiem z grzańcem w ręku :)

„Stay hungry, stay foolish”  S.J.

PS. Za wszelki zauważalny w poście chaos z dołu przepraszam ;)

%d bloggers like this: