Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Archive for Październik 2008

Buuuu – huuuuuuuuu!

leave a comment »

Za oknem fajerwerki wala pelna para, dzis plona stosy starych mebli i palet, sprzedawcom z kacikow ust cieknie krew, dzieci dziurawia dynie i niepokoja sasiadow w sprawie slodyczy. Na ulicy ludzie plci obojga strasza wygladem (bo na codzien to raczej tylko tutejsze kobiety), strachy na lachy czyli Helloween, nawet Google zmienilo dzis skorke, wiec i ja czyms Was postrasze.

Otoz mam za soba taki etap zycia gdy pracowalem w fabryce i pakowalem rynny. Z plastiku ale nie okragle lecz kwadratowe – taka moda. Produkowane to bylo w ilosciach olimpijskich, ja rozumiem ze tu wiecznie pada ale zeby az tylu rynien potrzebowal rynek?

Trend jaki udalo mi sie zauwazyc na nekropolii jest iscie przerazajacy i tlumaczy popyt na rynny…

przerazajace...   poczucie estetyki

PRZERAZAJACE... poczucie estetyki

Pragmatycznie, ot co! ;)

Wzgorki prawie w „Sjewiernej Irlandzji” jak to mawia sasiadka Tania.

4 komentarze

Pobudka o poganskiej porze, 4.50 lub jakos tak, chyba po 6 jest juz Ka3 wiec pakuje sie do jego bolidu spod znaku trzech czerwonych rombow ktory on nazywa jakos pieszczotliwie „rysiek”, „czesiek” albo jakos tak. Plan: uderzyc w Gory Mourne (jak wspomnialem w tytule – Irlandia Polnocna). Upralem kurtale w impregnacie, nawoskowalem buty mimo ze prognozy zapowiadaly blache na niebie niezmacona ani jedna chmurka. Nawet tak malutka jak ta ktora powoduje ze ludzie zawracaja na Zywca :P Ta pietrkowa szczala pogina pierunsko wartko po ancwalcie to i na miejscu bylismy jeszcze po ciemku. Wschodzace slonce witalismy juz opuszczajac pieszo miasteczko Carlingford i szukajac odbicia na szlak. Troche pobladzilismy bo Ka3 mial kompas z 1945 ktory dostal od dziadka i zamiast Polnocy wskazywal Berlin ;)

z kompasem

Chodzmy na wschod, tam musi byc JAKAS cywilizacja...

Znalezlismy uliczke, minal nas koles z ubloconym rowerem na bagazniku dachowym. Bylo ok 9 rano, ok 2 godz po wschodzie slonca, a na szlaku widzialem slady hamowania po przynajmniej dwoch zjazdach. Musial skubaniec wprowadzic rower przed wschodem skoro zdazyl dwukrotnie zjechac.

wrak na szlaku

Ostatnia droga dwusladu, az dziwne ze nie spalil "sie" ;P

Poczatek zaplanowanej przez Piotrka petli to szlak „Tain Way” (najprawdopodobniej „tain” uzywano niegdys w znaczeniu „stannic” ale porzucam tropienie etymologii tegoz slowa bo ktokolwiek spojrzy na mape (a propos mapa nr 29 wydana przez Ordnance Survey of Northern Ireland) pojmie iz nie wiodl tedy cynowy szlak handlowy (tak jak „bursztynowy szlak”) wiec niech ta nazwa pozostanie tajemnica autochtonow. Do pierwszego ostrego zakretu szlak wiodl szeroka na samochod droga, obecnie przejezdna tylko terenowkami lub traktorem ale widac jeszcze kilka(nascie) lat wstecz dalo rade przyjechac tu osobowka. Powyzej na zdjeciu porzucony wrak.

Dalej przecina sie owcze pastwiska, skreca ponownie bardzo ostro w lewo by kierowac sie w strone przeleczy pomiedzy Barnavave a Slieve Foye. Az do przeleczy widnialy slady rowerzysty, ehh…  W najwyzszym punkcie przeleczy odbija sie 90′ w prawo szlakiem nieistniejacym na mapie acz poczatkowo oznakowanym slupkami jako Slieve Foye Loop.

prawdziwej gory poczatek

Poczatek mgly i koniec ladnych widokow

Droga mieszana: sa momenty czystych skal jak w Tatrach ale przewaza typowo bieszczadzko – irlandzki klimat czyli podmokle poloniny z opcja brodzenia co rusz. Od przeleczy weszlismy w chmure kktora generowala sie u szczytu zachodniej sciany Carlingford. Zrobilo sie zimno i mokro jak to w chmurze a do tego zaczelo…   mocno wiac zaczelo ;P Zrobilismy przystanek na turystyczna konsumpcje spozywcza i wyzej, we mgle ograniczajacej widocznosc od kilkudziesieciu do kilkunastu metrow probowalismy znalezc wlasciwe szczyty czyli Slieve Foye (588m npm) i po bladzeniu wsrod coraz wyzszych szczytow porozrzucanych w rozne strony w koncu sie udalo sie.

szczyt

To juz sa szczyty! Niestety 35mm w pierwszym modeli Mju nie objelo slupka oznaczajacego szczyt.

Na tym szczycie poznalem tresc tajnej wiadomosci ktora ulegla samozniszczeniu wiec nic nie powiem, niech sie Piotrek sam pucuje ;P

Dalej blakalismy przy uzyciu kompasu, mapy, roznic terenu znajdujacych sie w zasiegu wzroku i wrodzonej kobiecej intuicji. Trafilismy w po wielu spudlowaniach na drugi wlasciwy szczyt teg grzbietu: Carlingford Mountain (579m npm). Jest to glowny szczyt pasma mimo ze jest nizszy od pierwszego. Nie bylismy tam pierwszymi Polakami ale ewentualne watpliwosci rozwial duzy wyryty na scianie szczytu napis „STARY SACZ” :)

Dalej we mgle poruszalismy sie na Polnoc z poprawkami na urwiska i strumienie. Minelismy gdzies The Eagle Rock oraz planowany w petli zakret i zejscie i schodzilismy wzdluz ostatniego strumienia plynacego zlebem po polnocno wschodniej scianie Carlingsford. Na pewnej wysokosci wyszlismy w chmury i mozna bylo wreszcie zobaczyc jezioro Carlingford Lough.

Carlingford Lough

Gory Mourne po drugiej stronie jeziora Carlingford Lough

Tu slowo wyjasnienia – Gory Mourne znajduja sie w Irl. Pln., my bylismy w pasmie Carlingsford ktore lezac po zachodniej stronie jeziora nalezy do Irlandii. Nie wiem czy zdobyte pagorki naleza do Mourne Mountains.

Dalej skrecilismy ostro w prawo i idac skrajem ogrodzonego terenu, miedzy tymi piekielnie klujacymi krzakami o zdradliwie lagodnie wygladajacych zoltych kwiatkach, doszlismy do wyjscia na parking lesny. Pozniej to juz praiwe caly czas aswaltem w dol do parkingu przy jeziorze gdzie zostawilismy furke.

Carlingford

Widoczny szczyt to chyba Slieve Foye widziany z parkingu w Carlingford.

Zimno, wiatr, mokro ale przede wszystkim relatywnosc pokonywanych wysokosci – daly mi po grzbiecie. W Gorach Wicklow wchodzi sie na wyzsze szczyty lecz startuje z duzo wyzszego poziomu, powiedzmy od 200m npm. Tu zaczelismy kilka metrow nad woda wiec suma przewyzszen troche mnie zaskoczyla. Na cos trzeba zgonic gdy kondycji brak ;P

Written by brulionman

29, Październik, 2008 at 8:54 pm

Klejnot nie tylko w srebrze

leave a comment »

Chodze. Z Ulka. Po miescie tez :) Dzis przespacerowalismy sie po Dublinie. Google Earth pokazal rowniusienko 18 kilometrow. Czesto na swej drodze spotykam najpopularniejszy charakter w Dublinie – dziewczyne posadzona przez GEM. Kolejne napotkane trzy.

Technodrzewa – kamuflaz miejski

leave a comment »

Od paru lat przy dublinskiej obwodnicy M50 coraz lepiej udajacej autostrade stoja drzewa. Takie troche inne.

Maja pien, widac kore, stozkowo zwezajacy sie ku gorze galezie, igly… Moze troche zbyt symetryczne ale i tak lepsze takie niz ordynarny maszt gsm.

Ostatnio zlikwidowano bramki na tejze obwodnicy, nie wiadomo gdzie schowane kamery fotografuja tablice rejestracyjne, pozniej trzeba zaplacic za dokonane przejazdy. Te drzewa to, jak domniemywam, przekazniki telefonii komorkowej i luzik.

Dumam sobie jadnak ze pewne rzeczy beda sie zmieniac i za jakis czas bedzie sie przejezdzalo kolo zagajnika ktory bedzie dzieki petlom indukcyjnym, zdalnie dzialajacym czytnikom chipow lub kamerom sprawdzal OC, tozsamosc pasazerow, zalegle mandaty, mierzyl predkosc, wlaczal roaming bo bedzie to tak naprawde posterunek graniczny miedzy panstwami w wolnej czesci Europy… taka ewolucja milicjanta schowanego w krzakach z radarem krzyczacego przez radio do nastepnego posterunku ze syrena bosto w kolorze jajecznym przekroczyla w zabudowanym :)

PS. Pachnie troche wielkim bratem, zwlaszcza gdy bedzie mozliwe rowniez sprawdzanie legalnosci oprogramowania na przewozonym laptopie…

Ja brzoza, ja brzoza, jak mnie slyszysz? over!

Klaniam sie, Brulionman Dyzio Marzyciel

Chcesz od zony byc z daleka – zapisz sie do PTTK, czyli rajdzik pieszy Starachowice – Bodzentyn

9 komentarzy

Na przekor regulom na wstepie PS. to jest relacja, w ktorej nie ma wskazowek dotyczacych szlaku stricte lecz skumulowany spis wrazen z trasy poparty kilkoma lichej reki ilustracjami fotograficznymi jako ze priorytetem nie byly zdjecia a dobra zabawa z moimi ludzmi.

Wakacje 2008, dworzec busowy w Kielcach. Poniewaz region nasz (Szkieletczyzna) przepiekny nafaszerowany jest szlakami pieszymi obficie to nie planowalismy konkretnego szlaku lecz postanowilismy wsiasc do pierwszego odjezdzajacego busa ktory zwiezie nas i tak w poblize jakiegos szlaku. Juz sie kroilo Lopuszno ale Kowalus przejal moja specjalnosc i zaspal. Nastepny bus byl do Starachowic, siadamy, jedziemy. Piekna ziemia. Upal grzeje busa takiego co to jak stoisz to nic nie widzisz bo okna koncza sie na wysokosci piersi. Klimat typowy – pan z dwudziesto-i-jednodniowym zarostem we flanelowej koszuli w krate od rana „pod mucha”, sloneczko rozebralo mocniej niz sie spodziewal :) Typ z tych, co lej w pysk ale musi powiedziec twojej zonie ze ma sliczny biust. Wesolo. Dworzec Zachodni* w Starachowicach , szybkie zakupy, wymarsz ancwaltem jakas ulica dosc stromo pod gore. Krzyzowka, zero oznaczen, szlak skreca w prawo, mijamy ostatni przyczolek homo sapiens – kiosk na peryferiach.

DOLA DUJ

DOLA DUJ

Jeszcze z kilometr i jest odbicie w lewo w las. Idziemy idziemy, drzewa wszystko zaslaniaja ;) Szlak zapuszczony, sporo drzew z oznaczeniami scieli zlodzieje albo Lesnictwo / PTTK ma odnawianie znakowania szlaku w…   powazaniu. Docieramy na miejsce zwane Polana Langiewicza i mimo ze przeszlismy niewiele postanawiamy sie posilic. Jest sprzyjajace ku temu miejsce – wybetonowany krag wokol miejsca na ognisko.

na Polanie Langiewicza

Na Polanie Langiewicza

Tradycyjny szamunek: chabanina, pieczywo, ostra musztarda (np „Rosyjska”), zab zupa zebowa – dab zupa debowa. Tak sobie pieczemy kielbasy a tu nagle (czyli jak pisano w Tytusie, Romku i A’ Tomku – WTEM!) z las wyszlo ponad dwudziestu lesnikow pod wadza jakiejs szychy wsrod lesniczej braci ktory nawijal „…i na tej wlasnie polanie rosnie dwustuletnia sosna ktora ma tyle w obwodzie a owyle we wzwodzie” czy jakos tak. I wtedy nas dostrzegl.

pieczenie

Pieka sie kielbachy tudziez wlasne schaby ;)

NO? Jak to jest z ogniem w lesie? W dalszych slowach poinformowal nas iz ogniska w lesie mozna palic tylko od pazdziernika do marca i nawet „wyznaczone miejsce” sie nie liczy. Kielbaski akurat doszly, zgasilismy ognisko i pomaszerowalismy dalej. Nie oddam piekna swietokrzyskich knieji zadnym opisem, trzeba to poczuc i tyle.

relaks

Przyjemnie w cieniu na pniu wyciagnac kosci

Po drodze zaden zwierz sie nie trafil za to grzybow kilka okazalych – i owszem, i kanie, i prawdziwki jak ten:

Prawdziwek (trzymany, nie trzymajacy heheh)

Prawdziwek (trzymany, nie trzymajacy heheh)

Brak oznakowania, wyciete drzewa ze szlakiem, za slona zupa i chlopcy sie zgubili ;) Trzeba bylo przypomniec sobie z ktorej strony mrowczy kopiec jest najbardziej stromy i z ktorej drzewa mchem obrastaja by zinterpretowac przy ktorej drodze przeciwpozarowej jestesmy.

droga p-poz

Rozkminki nad mapa. Droga przecudna, pierwsze marzenie to gnac tedy subaru impreza...

Napotkalismy na droge krzyzowa na skraju lasu a kawalek dalej zjazd z drogi p-poz pod pomnik na Wykusie. Wawozem dotarlismy do dawnej bazy partyzantow. Odpoczynek, tak, kolejny, sporo ich bylo jak na grubasow przystalo ;)

czy jest sens

Tego mi bylo potrzeba - dobrego drepcydesa z dala od betonu. Amon, Kowal, Niedzwiedz i ja.

Przeczytalismy troche historii zapisanej na pamiatkowych plytach. Gesia skorka gdy sie wyobrazi jak wygladaly partyzanckie akcje w rzeczywistosci. Pamiatkowy „strazak” przy pomniku.

Wykus

Pomnik na Wykusie

W okolicy Wykusu poprowadzony jest szlak rowerowy. Nawet czasem trafia sie na jakies oznakowanie. Ciekawy jestem natomiast niezmiernie czy ten kto go wytyczyl przejechal fizycznie te droge rowerem. Szczerze watpie. Chyba ze owa sciezka nagle tak zarosla i poprowadzila sie przez bagniste tereny :) W kazdym razie odcinek ktory my pokonalismy do latwych rowerowo nie nalezal, za to na przeprawe blotna z Bartkiem K. i ekipa MTB jak najbardziej ale to nastepnym razem.

Dalej juz tylko konkurs turlania pni, rezerwat Sieradowicki / Sieradowski…  no ten kolo Sieradowa/Sieradowic :P (wszystko pisze z bani, zostawilem w Polsce mape Gor Swietokrzyskich) i wychodzimy z lasu. Droga w strone Bodzentyna obsiana obficie jest jezynami a ze czlowiek taki nie jest by gardzil czym go las karmi to stawalismy co rusz na popas.

Mniam!

Mniam!

Pozniej w miejscowosci X trafilismy do sklepu Y gdzie posililismy sie napojami chlodzacymi i czekolada gorzka. Nudna nawierzchnia bitumiczna urozmaicona przeprawa przez chaszcze i pokrzywy po pachy az w koncu w Bodzentynie wpakowalismy sie do standardowego pekaesu i wrocilismy do Kielcowa.

ZZIB: taka dygresja a propos busowni: docenilem kielecki „dworzec” busowy gdy bylem zmuszony skorzystac z takiegoz w Lublinie. Wyglada to tak: na 300m ulicy stoja w roznych miejscach „pijane nyski” i w zasadzie jest tak jak chcial Kononowicz – nie ma przystankow, nie ma zadaszen, nie ma niczego. Jest za to mur a na nim w losowo wybranych miejscach np. 5m nad ziemia przybite osobno tabliczki poszczegolnych przwoznikow, bedzie tam tego okolo trzydziestu. Design po polsku czyli na 10 wyrazow uzyto 5 roznych czcionek, wielkosci i kolorow. Zapomnialem tego sfocic, przepraszam. Chcac znalezc busa do Kielc trzeba przeczytac wszystkie rozklady sprawdzajac czy np polaczenie Lublin – Krakow prowadzi przez Kielcowo czy nie. Na kazdej tabliczce jest numer komorasa wlasciciela (i – chyba najczesciej – kierowcy w jednym), ciezko sie dodzwonic, burdel jak gdzies za Bugiem. Wiec ciesze sie ze w Kielcach jest 1 (slownie: jeden) rozklad, lawki, dach i szama pod nosem. Mogloby byc jeszcze miejsce do rzucenia kijem ale idzie zdzierzyc te niewygode gdy sie wspomni o Lublinie :)

Foto PS. Bylo tak slonecznie ze ilford w miejscach przewalenia w swiatlach podniosl kontrast do czystej czerni i bieli. Moze po prostu Mju nie podolal czasom przy tym sloncu na ISO badz co badz 400…

*-dzieki Marcin II KSM

Budujemy nowy dom, jeszcze jeden nowy dom…

leave a comment »

tylko kto go kupi gdy wokol same „sprzedam” i „wynajme”?

dom

koniarskie osiedle sie zmienia, za plotem rusztowan las

Written by brulionman

24, Październik, 2008 at 1:49 pm

Tyle slonca w calym miescie…

with one comment

…  nie widzialem tego wczesniej: panorama Kielc ze szczytu stoku narciarskiego niezmacona widokiem skoczni. Kondycja obecnie slaba wiec z trudem ale wjechalem na gore. Skocznia? Byla i NI MA.

Glutem bedac zlazilem caly ten kompleks lesny z sp. Padrone. Nauczyl mnie szacunku do przyrody i zaszczepil „glod lasu”, nasze wyprawy prawie zawsze konczyly sie na skoczni skad juz bylo dwa kroki na „czworke”. Wtedy przy skoczni stal drewniany domek, w MZK jezdzily „ogorki” Z PRZYCZEPA (!) a bilet ulgowy kosztowal 1,50zl…

Filmy tam krecilismy z 3L, w podstawowce BMXem na kreche sie zjezdzalo, z dziatwa ktorej wujkiem jestem na najwyzszy pomost skoczni sie wchodzilo, w jej cieniu pierwsze i ostatnie kroki na pozyczonej boazerii stawialo, focilo chlopakow fruwajacych na parapetach albo zawody XC…

skocznia

skocznia

%d blogerów lubi to: