Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘drepcydes

Co można robić zimą w Polsce? / What to do in Poland during winter?

with 18 comments

Zimowe ognicho w środku lasu

Można ciskać gromy, że nastał zbyt siarczysty mróz albo wykorzystać jego dobrodziejstwa i przejść po zamarzniętych bagnach. No, przynajmniej próbować ;P

Miłe złego początki.

Spontan sobotniej zdzwonki zaowocował pięcioma rumianymi gębami w dyliżansie wiozącym nas drogą odśńieżoną na jedno auto w stronę najstarszego dębu w Polsce. I/lub największego.

tramwaj zwany podążaniem

Po prawdzie to zaspałem i naliczenie nietoperzy i na rajd Tomassowy ale na szczęście udało się zmontować własną alternatywę. Desant niedaleko dawnego klubu „u Ducha”, niestey w choć planowaliśmy zaopatrzenie w tutejszym sklepie to w sobotę po 20 nie było tu ani jednego nosa. Pocałowaliśmy klamkę i w las. Po jakichś 2157 krokach, gdy przestaliśmy się onanizować czołówkami a zaczęliśmy w tym celu używać gpsów, androidów i innej techniki, Mintaj się rozmarzył – Wiecie, co najbardziej lubię w nocnych rajdach? Że idziesz całą noc i nie spotykasz w ogóle ludzi. Jesteś tylko Ty, twoi kompani i dzicz dookoła. Prawdę rzekł, która chyba wszystkim gra w duszy – uciec z betonu, z dala od ludzi, nie widząc cywilizacji innej niż ta, która na własne życzenie targamy w plecakach.

Bliskie spotkanie trzeciego stopnia.

Pęknięcie lodu 3D

Nie minęły dwa różańce gdy w środku lasu skrzypiącego mrozem ujrzeliśmy światło zbliżające się w naszą stronę. Pochodziło zapewne ze starej, niezbyt mocnej żarówki i ślabym, żółtym światłem pełzło do nas leśnym duktem. Wkrótce zza wzgórza wyłonił się licho świecący pojedyńczy reflektor – a więc nie traktor i nie quad…  W miarę zbliżania za światłem majaczyć począł wąski, dość wysoki nos nadjeżdżającegopojazdu. Prawdę mówiąc wyglądał jak miniaturowa stara lokomotywa a okazał się być radośnie zaadaptowanym na papaja-samoróbę GAZem z przyczepą i dopiętymi z tyłu sankami w grubo ciosanego drewna.

Z przytupem i popitką.

Na traktorze mocno wesoła ekipa, która, jak na tego rodzaju „spotkanie na szczycie” przystało, poczęstowała nas tym i owym na gorąco i rozgrzewająco a niestandardowe wyposażenie pojazdu w postaci radia z kolumną pozwoliło nam rozgrzać się  przy tańcach i grzańcach. Narciarki podróżujące na przyczepie poczęstowały nas jeszcze ciepłym mięsem z grilla a my odwzajemniliśmy toasty serwując mniód pitny. Obaj kierowcy nie do końca wierzyli, że idziemy z Zagnańska do Kielc w nocy, w mróz, z własnej woli, lasem, NA PIECHOTĘ.

Udało się Artkowi w tych egip… tfu, zagnańskich ciemnościach nakręcić dwuminutowy filmik choć dźwięk, tradycyjnie przy pancernej obudowie GoPro, nie powala na kolana delikatnie rzecz ujmując… ;)

.

Którędy do Nazaretu?

Polonia Białogon!

Otrzymawszy wytyczne jak trafić do jeszcze tlącego się ogniska podążyliśmy śladami kuligu z którym w końcu musieliśmy się rozstać. Tu poznaliśmy fantazję wiejskiego traktorzysty a później ślad GPSa tylko to potwierdził – zrobiliśmy szalone zimowe tango po lesie ale przecież nie o to się rozchodziło by dobiec do Klerykowa w pół godziny a przypadkiem nie nadłożyć drogi.

śnieżny piknik pod gwiazdami

Mieliśmy szczęście, żar jeszczenie wygasł więc z pomocą chrustowego i karitasowej stearyny nadaliśmy odpowiedni aromat oraz efekty dymne po czym kiełbasa trafiła na ogień.

Uśpiona natura kibica.

Mintaj, gdy zmarzł i skruszał odpowiednio, postanowił odśpiewać pieśń bitewną o tak przeraźliwej sile perswazji, że nawet Hardkorowy Koksu czmyhnąłby pokrywszy się gęsią skorką na myśl o walecznej drużynie. Ta drużyna to oczywiście Polonia Białogon, niestety moc wykonania tego hymnu przerosła zdolności rejestracyjne mikrofonu w kamerce Hero – powstały przester absolutnie wykluczył publikację utworu nad czym ubolewamy niezmiernie. Serio, kurka siwa :(

Kamera! Akcja!

O północy na Południe.

Ognisko nie trwało zbyt długo. W zasadzie nigdy nie trwało tak krotko – w pół godziny uwinęliśmy się z kiełbasami, zamarzniętym chlebem i urodzinowymi kamieniami o smaku kasztanków, któremi sypnął wchodzący w Wiek Chrystusowy, Grześ. Powiem tylko nie wchodząc w szczegóły, że dialogi były znakomite :) Fajnie jest też zatrzymać się w marszu, pogasić czołówki i posłuchać lasu, wiatru i mrozu. Poczuć szczypanie na policzkach, kłucie lodu w nosie a zadzierając go do góry zobaczyć między drzewami Oriona. A później także inne gwiazdy rozpoznając je dzięki jakiejś sprytnej aplikacji w sprytnofonie.

Droga usłana rurami.

Odkryliśmy piękną ścieżkę na narty a później zaatakowaliśmy rzekomo zamarznięte bagna. Przy temperaturze odczuwalnej -18 do -20 °C spodziewaliśmy się przejść po zamarzniętych mokradłach niczym bo wypolerowanym betonie, jednak, jak wyjaśniła jedna z teorii wyjaśniających nasze rozczarowanie, na skutek metanu i procesów gnilnych, to cholerne grzęzawisko wciąż było pulchne i głośno siorbiąc, niechętnie wypuszczało nasze stopy. Trafiały się też długaśne koleiny wypełnione zamarzniętą, całkiem przezroczystą wodą, w której jak dzieci oglądaliśmy wielopłaszczyznowe struktury pęknięć lodu.

Kogutkowyyyy, … ci w … do połowy!

zapalniczka z gołą babą w rehehe

Pod mostem E7 pożegnaliśmy się z Darkiem, który ruszył na Śliwki ale już za kwadrans dzwonił …spod domu gdzie go podrzuciły służby nie chcąc by błąkał się po północy wzdłuż rozbudowywanej obwodnicy siejąc zamęt i lęk w sercach dozorców. My wyszliśmy z lasu na zamkniętą Zagnańską tuż przy hotelu Piaskigdzie kogutkowi nie omieszkali omieść nas snopem więziennych reflektorów. Heh, poczułem się jak statysta w Shawshanku ;)

Cypis z Mintajem

Zmarznięte gardła rozgrzał nam gorący dwójniak w Mehowym barze gdzie spotkaliśmy Maję i Krakersa a podrzucił nas, narzekając na zamarzniętą skrzynię biegów, Betko.

Nie skłamię mówiąc „ja tam byłem i miód bez mleka piłem” :) Dzięki chłopaki i do ponownego zobaczenia na szlaku, może tym razem z pochodniami.

Tekst: ja, zdjęcia: Darek Walkiewicz, Artek Cedro.

Zdjęcia czynił również Betko jednorazowcem i jak tylko potraktuje je procesem C41 oraz skanerem to wrzucimy TUTEJ doń linkę :)

trasa marszu z wykresem prędkości oraz wysokości

 Edytowano: zapomniałem wcześniej ale dziękuję w tym miejscu Kowalowi i wszystkim, do których wydzwaniam z nocnych rajdów (niejednokrotnie w stanie nieważkości) żeby sprawdzić rozkład lotu ISSa. Tym razem na szczęście nie zobaczyliśmy Stacji Alfa – „na szczęście”, ponieważ miała ona lecieć dopiero o 5.22 a do tego czasu uświerklibyśmy na mrozie jak talala :)

Zimowy drepcydes Barcza – Bodzentyn

with 3 comments

Od dawna chodziła za mną ta trasa, mrozy umożliwiły przejście bo gdyby nie one byloby krucho – co trochę pod śniegiem witały nas zamarznięte potoki i wielometrowe kałuże w koleinach. Barcza, bokiem Gołej do Klonowa, pomnik, ognisko z kiełbaskami i herbatą ze śniegu, skalne wychodnie na Bukowej Górze i gładki, łatwy szlak do Psarów Podlesia, herbatki, kawki, malinóweczka jednego z Trzech Króli Maćków, chałupa z tradycyjnie ocieplonymi oknami, kolędująca dziatwa i dziadek niosący wodę w wiadrach. Na bodzentyński rynek dotarliśmy o zmroku i z fartem w ciągu 5 min przyjechał bus.

Dzięki całej załodze za dzisiejszy wypad – „Rajd Trzech Króli„! Udział wzięli: MagdaKrzychMaciekMaciekMaciek oraz ja. Oto kilka zdjęć – niestety, nie chciało mi się „dźwigać” aparatu i poniższe pliki pochodzą z telefonu :P

This slideshow requires JavaScript.

NZRP Tomasso z pochodniami / Winter overnight walking trip with torches

with 5 comments

firewriting   RAJD

pisanie ogniem / firewriting RAJD

Trzydniowy noworoczny weekend kusił tak, że nie sposób było się oprzeć chęci zimowego drepcydesa, a że Tomasso zmontował już wyjście Jaworznia – Patrol – Słowik więc połączyliśmy siły podpinając się do jego ekipy. Uzbrojeni w pochodnie ruszyliśmy szlakiem z E7. Złoty, migoczący ogień niesiony przez kilka osób oblewał śnieg ciepłym światłem tworząc nagiczny nastrój zimowego lasu. Po drodze onanizm GPSowy i inne wesołe rozmowy, w oddali przebudzil się jakiś spóźnialski sylwestrowicz i ładował serie petard w niebo. Tego wieczora wiatr dął mocno ale nas osłaniały wielkie buki szumiąc koronami, było ciepło – ciut poniżej zera a nie licząc zwierząt wydeptywaliśmy pierwsze ślady od ostatnich opadów śniegu. Między Patrolem a Trupieniem zaprószyliśmy ogień i to po harcersku – od pierwszej, wspomaganej lutlampą i pochodnią, zapałki ;) Kiełbaski, Pan Ciastek, cebularz z Zamościa, herbatki, kawki i szlachetne przysmaki wędrowców: miodowe ciekłe i dobrze schłodzone bursztyny kontra zaklęte w szkle rubiny o odcieniu polskiej wiśni :)) Towarzysko, noworocznie i kacowym tempem spokojnie doturlaliśmy się radośnie do leżącego już w granicach administracyjnych Klerykowa, Zalesia, pożegnaliśmy część z ok 25 osób i uprowadziwszy tramwaj pt. 28 przybyliśmy do centrum. Koniecznie do zobaczenia na szlakach pieszych, rowerowych i wodnych. Dzięki Tomku  – logistyka dziesięć – za pochodnie i przewidzenie odjazdu sobotniego wg rozkładu z niedzieli, zuch! :D A tu klika fot z wypadu:

/ Three day New Year’s break couldn’t be too static so January 1st with friends we joined Tomasso walking group for their second new years overnight trip with torches. Torches made the atmosphere with their warm, golden light flooding snow and trees. We felt like giant fireflies making winter forest brighter. After few stops for refueling ourselves with liquids powered by vitamin C (like Cherry) we got firecamp and polish roasted spicy sausage. That wasn’t long but very cheerful trip with other 24 crazy people.

szlakiem z Jaworzni / on trail

postój w lesie / midway break

podjarka pochodniami / excited with torches

zdjęcie strażackie / group picture

rzeka świetlików / fireflies creek ;)

w drodze / on the way

w lesie z pochodniami / walking

nocna marszruta / night walking with torches

ognisko / a campfire

pitraszenie kiełbas / polish spicy sausages

I am the God of Hellfire and I bring you...

I am the God of Hellfire and I bring you...

Kiełbable z ognia / Khyenta Skeeya

Do zobaczenia. Amen i Enter.

Szlakatak

leave a comment »

Jedziemy jutro (wtorek) do Gołoszyc skąd robimy cały szlak Massalskiego do Kuźniaków czyli coś koło 105km, kima gdzie się da, bez namiotu. W niedzielę pewnie wrócimy, najgorzej wypada nocleg w rejonie Masłowa/Dąbrowy gdzie nie ma znanych mi wiat turystycznych ale jakoś damy radę na przystanku autobusowym albo pod zadaszeniem jakimś o dobrego gospodarza. Inne wstępnie planowane miejsca spania to opuszczona leśniczówka, zadaszenie ogniskowe, opuszczona chata lub miejsce piknikowe, zawalona chałupa lub półka w skale i na koniec grota Rozalii lub najmniejszy z wielkich pieców Staszica :)

Jakby co – można dzwonić i się podłączyć na szlak lub jakiś jego etap.

PS. Trzymajcie kciuki za brak deszczu. Bez odbioru.

Narta!

Sen nocy letniej

with 10 comments

Miał być nocny letni rajd pieszy (NLRP) ale wiele wskazywało, że tej akurat sroki nie złapię za ogon wraz z innymi. W końcu spontaniczny telefon i zaryzykowaliśmy. Dom opuszczałem w południe, w rażącym, upalnym słońcu, nie do końca mając pewność że gdziekolwiek pójdziemy. Nie zabrałem mapy, kompasu, noża, bluzy ani żadnych używek. Po leniwym popołudniowym grillu zdzwonka z Barańszczakiem i ok 21 meeting point pod Nomi.

wzdłuż torów w których przeglądało się niebo

plan pierwotny to Gruchawka - Piaski żółtym, asfaltem w górę do czerownego i tym przez G.Grodową do wiaty turystycznej koło Wykienia a w wersji biedniejszej do polany z chatami pod Tumlinem

Doszliśmy już we trzech z Tomkiem pod więzienie lecz ze względów bezpieczeństwa przebudowaliśmy planowaną trasę. Uciekliśmy w las gdzie po ostatnich opadach jest dramatycznie mokro. Doczłapaliśmy błotnisto-trawiastymi duktami poruszając się często „na farta” bo jedna latarka na trzech to naprawdę nieodrobione lekcje.

w lesie ciemności egipskie więc do zdjęcia musiałem rypnąć chłopcom lampą po gałach

Z początku pomagała nam sztabówka wgrana w GPSa ale za obwodnicą E7 padły baterie. Oszczędzając na świetle latarki oddelegowaliśmy niechcący Grześka na pomiar głębokości brodu, który to z racji pół metra wody pokonał jego buty 2:0.

smee again ;)

Odetchnęliśmy deko gdy dotarliśmy do przeciwpożarówki. Ta usypana jasnym tłuczniem droga dała nam niezwykły prezent – znów poruszaliśmy się po ciemku żeby zostawić baterie „w razie W” i tylko dzięki temu zobaczyliśmy rzecz niezauważalną za dnia – potrącane naszymi butami kamyki zderzając się robiły iskierki. Ich światło przypominało świetliki i było zbyt nikłe by je filmować czy zrobić zdjęcie kompaktem ale wystarczające by przy szurnięciu obcasem zobaczyć migotanie iskier niczym z czarodziejskiej różdżki. Mistyczny zapach siarki o czarnej północy to ciekawe doznanie w środku lasu :)

na tym wypadzie było aż dwóch chrustowych więc ogień udało się zaprószyć od pierwszej zapalki

Miejsce na obozowisko wybraliśmy łatwo – położone poza potencjalnym zalaniem, dobrze zaopatrzone w drewno a i my mieliśmy suszone badyle bazyliowe i korę brzozy. Tnabe uratował nam wyjście – miał w plecaku pół kuchni polowej i pokazał sposób na wygodniejsze spanie w lesie. Wkrótce piekliśmy gięte na kijach a Betko suszył buty i skarpety. Kolację umilił nam Komeda którego Tomek puścił z komóry zamontowanej w leśnym subwooferze czyli starym pniu ;P

Komeda w leśnej muszli koncertowej

Zobaczylismy ISS-a i upolowałem jedną kometę widzialną na odcinku zbliżonym do długości burty Wielkiego Wozu. Zasnąłem o 2. Obudziłem się o 3  – szkoda było spać: niebo zaczęło blednąć od północnego-wschodu, ptaki koncertowały no i mogłem zająć się ogniem. I filmowaniem! ;P

Filmlinka do Vimeo prezentująca nadające się do publikowania dźwięki świtu

Rano Tnabe uraczył nas kawusią „czy w jednym?” i ciesząc się że nam grzybiarze (ani grzybiarki) nie przeszkadzali w nocy pomaszerowaliśmy dalej a własciwie bliżej ;P

piękna noc się skończyła

Mamo jeszcze pięć minut...

Dźżeś przy kawie co to miała być rosołkiem :)

A to nasza sypiąca ikrami spod kopyt droga na Ostrołękę

PS. Na szczęście nie mogę potwierdzić żeby w lesie po powodziach były żmije i komary w niespotykanej ilości. Nie spotkaliśmy chyba wcale żywych egzemplarzy.

grupóweczka

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. Później wracałem i pstrykalem do dokumentalnego bloga „spacerem po Kielcach

Mniow-Strawczyn

with 6 comments

Baran zatesknil za lasem, zdryndal ekipe i 28 grudnia 2009 r. spotkalismy sie przed switem na busowni wsiadajac w tego busa ktory wlasnie zaczal odjezdzac :) Diabli wiedza dokad jechal, my wysiedlismy w Mniowie Centralnym. To miejsce to wrecz temat na osobny kilkugodzinny plener – klimat wspolczesnych strojow (bo ciezko to nazwac „modą”), wystroju i ulozenia towarow w sklepach, estetyki i tresci ogloszen w gablotach, JEST co robic ;)

trase najlepiej planuje sie na ladzie w miesnym

Wchodzacych wital zapach przywolujacy wspomnienie Swiat a dokladnie faktu iz iles dni sklep byl nieczynny a chabanina lezala, sadzac po zapachu, w niekoniecznie wlaczonej lodowce no ale chlopcy mieli parcie zeby jednak upiec giętą nad ogniem wiec po szybkich zakupach (bylyby dluzsze lecz panie nie byly skore do flirtowania w poniedzialek o 8.10 ;P ) i ustaleniu ca. trasy ruszylismy w strone lasu. Od razu dodam ze moje podejrzenia byly nietrafione lub raczej chlopcy wylosowali jeszcze zdrowy kawalek wurstu.

Mniow Centralny, gdyby ktos nie rozpoznal

Orkiestra Spontanicznej Pomocy

Ogniska mozna rozpalac tylko miedzy pazdziernikiem a marcem...

z perspektywy papierzaka

Kaplica Sw. Rozalii, drugi raz w tym miesiacu

najlepszy czworonozny przyjaciel mezczyzny (nie liczac łóżka) i ów mezczyzna

bardzo strome (jak na zaliczone swietokrzyskie trasy) zejscie, nie mam pod reka mapy zeby sprawdzic co to za gora ale osniezone liscie skutecznie podgrzewaja atmosfere schodzenia :)

Bardzo odprezajacy rajdzik, kontakt z przyroda jest niezastapiony, tempo i klimat w sam raz, nawet w pewnym momencie rozpoznalem ze szedlem ta trasa kilkanascie dni wczesniej w druga strone (zuch jestem ze sie kapnalem, nie?! heheh). Bylo troche dzikiego lasu jako ze nie  cala trasa wiodla szlakiem, dzikich lak i rzek, zwlaszcza juz od Kuzniakow do Strawczyna. Pirat (pierwszy, ktory swym imieniem zlamal M-passe klanu Michniow) sie wyszalal, ja sie dowiedzialem kilku slow po wlosku jednak nie bylo mi dane zapamietac zadnego z nich. A, no i runal szablon jaki mialem w glowie – ze skoro Massimo przyjechal z Wloch to ze sportow uprawia tylko podnoszenie pizzy (do ust), rzut oliwka (do gardla), sztafety przez winnice (z kielichem)…  ogolnie bermudy i plaza, tymczasem spoko czzlowiek, malo ze lubi dreptac i zna snieg to jeszcze rozmawia po polsku.

Od prawej: Baran, Mintaj, Massimo i ja a z przodu, malo na tym zdjeciu widoczny, Pirat

Dzieki Panowie, jestem zawsze chetny na powtorke z rozrywki. Baran – swietny pomysl z noszeniem brzozowej kory w portfelu!

W piatek trzynastego

with 4 comments

widok ze skoczni w Tumlinie

widok ze skoczni narciarskiej w Tumlinie

W piatek trzynastego liśćopada, niezbyt wczesnym rankiem razem z Niedzwiedziem opuscilismy CK. Odwiedzilismy na wsi sklep, w ktorym nasze sniadaniowe zakupy zwiekszyly dzienny obrot o 40% ;) i ruszylismy na piesza petelke bazujac na czerwonym szlaku Massalskiego. W miejscowosci Tumlin-Wegle odnalezlismy droge do kopalni prowadzaca zarazem w dwa inne, ciekawe miejsca. Pierwszym jest skocznia, z ktorej widok rozpoczal te relacje a pozostalosci owej konstrukcji wygladaja nastepujaco:

wejscie na stara skocznie

Tumlin - wejscie na stara skocznie

Jak powyzsze zdjecie dowodzi – w razie napotkania niedzwiedzia w lesie ucieczka nie tylko na drzewo ale nawet na skocznie narciarska o nadgnitych i oslizglych szczeblach – jest bezcelowa ;) Stad udalismy sie w drugie warte uwagi miejsce – do sasiadujacej ze skocznia kaplicy na kamiennych kregach Gory Grodowej, niesamowicie polozonej na skarpie olbrzymich blokow skalnych.

kaplica na Gorze Grodowej, Tumlin

kaplica na Gorze Grodowej, Tumlin

W czasach poganskich (akurat nie chodzi o PRL) byl tu jeden z wazniejszych osrodkow kultu a miejsce to sluzylo rowniez komunikacji (znaki przekazywane rozpalaniem ognisk na szczytach, Tolkien tego z palca nie wyssal) z innymi poganskimi kopcami – chocby z Łyścem w Świętogórach lub znajdujaca sie nieopodal Gora Dobrzeszowska. Szybkie omowienie miejscowki pod katem nagrywania 11 edycji New World Disorder w Gorach Swietokrzyskich ;) i podazamy szlakiem na Zachod.

rezerwat Kamienne kregi

rezerwat Kamienne kregi

Ogolnie to nieco abstrakcyjna ta miejscowka jest bo z rezerwatem przyrody sasiaduje kopalnia czy kamieniolom oraz wspomniane kaplica i skocznia narciarska lecz my nie przejmujac sie gestniejacymi oparami absurdu i mgly, wziawszy sobie do serca nazwe rezerwatu, odnalezlismy poganski skarb. Wielu ludzi patrzy lecz nie widzi jaki to skarb mijaja doslownie kilka metrow od szlaku:

najmniejszy pojedynczy kamienny krag

oto pojedynczy napotkany sławetny "kamienny krag" ktory prawdopodobnie nigdy wczensiej nie zostal utrwalony na zdjeciu.

Aby uchronic mieszkancow wsi przed inwazja turystow po opublikowaniu tego unikalnego odkrycia, zatrzymamy w tajemnicy nazwe miejscowosci. Kamienny krag zamaskowany jest resztkami niedokonczonej budowli i przykryty dla niepoznaki dachem osinobusa lecz prawdziwego odkrywcy nic nie jest w stanie wyprowadzic w pole :)

Po wyjsciu z lasu i przecieciu drogi  z Tumlina do gieldy samochodowej mijamy dluuuugi barak strzezony przez niestrzyzone psy. Zaraz za zabudowaniami po lewej stronie jest tor do dirta jednak przejscie przez lake okazlo sie wielkim afrontem wobec jej wlascicieli a robienie zdjec toru bedacego juz na innej posesji rozsierdzilo ich do tego stopnia ze chcieli wzywac policje.

tor do dirta, Wykien

Jesli ktos ma tyle pary, ze dokreca miedzy hopami na tyle skutecznie by na kazdej wyskoczyc to nalezy sie mu gleboki szacun :)

Obawiajac sie, ze trafimy na panow, dla ktorych taka interwencja jest jedyna atrakcja koszmarnie nudnej sluzby i nie chcac spedzic najblizszych dwoch godzin w komisariacie zamiast na szlaku – oddalilismy sie odwzajemniajac pozdrowienia. Wykien zostal za nami i zaczal sie las. Las w czasie mzawki, zwlaszcza kilkudniowej, nie obfituje w nadmiar suchego drwa. Wlasciwie kazde, nawet suche (w sensie uschniete) drewno jest mokre. Nie majac takich umiejetnosci survivalowych jak Dzony, rozpalilismy ogien z uzyciem kserokopii mapy, swiezych igiel i suchej kory brzozy zeskrobanej scyzorykiem ktory wiele przeszedl :) Kielbasa, musztarda, bulka i frument – po tak luksusowym sniadaniu poturlilismy sie pod gorke a szlak wiedzie tu tak stromo ze nawet slady jakiegos zapalenca ktory quadem atakowal zawracaly w pewnym miejscu. Tu zaczyna sie piekny las.

las w okolicach Miedzianej Gory

las w okolicach Miedzianej Gory

czerwony szlak Goloszyce - Kuzniaki

czerwony szlak Goloszyce - Kuzniaki

Fotoapdejt: lekko zamglona lesna panoramka (powered by Duch)

Jednak nawet najpiekniejszy las kiedys sie konczy i nie inaczej bylo tym razem, w poblizu lesnego odcinka duzej petli toru wyscigowego „Kielce” przecielismy wylotowke z Kielc w kierunku Lodzi. Nie moglem pominac graffiti na wsi.

myszy na wsi z dedykacja :)

Wbitka w lewo, kawalek pod linia lasu i hyc szlakiem w gore. A tu nad glowami taka hopa ze hej!

lesna hopa przy torze w "miedziance"

hardkorowa hopa ponad szlakiem

Ja rozumiem, wybicie z dropa ok 4m nad ziemia, przelot ponad lesna droga ale ladowania polaczonego ze slalomem miedzy drzewami juz sobie nie umiem wyobrazic :) Ludzie to nie wiedza jakie sily drzemia w lesie :P Bardzo pozytywnie mnie nastraja spotykanie takich budowli bo znaczy to ze rosnie pozytywnie zakrecone pokolenie, kadra ktora na zawodach zje konkurencje. Nie na konsoli ale w realu! Wielka piona, yo! Dalej napieramy do polanki, szlak chyba gora pobiegl a my dolem.

Z.M.N.R.P.

Z.M.N.R.P. (c) Pikolo RIP

Chwile pozniej, na skraju lasu rozstalismy sie ze szlakiem skrecajac w prawo. Mija sie zawalone pod ciezarem sniegu chalupy i przecina rzeczke, gdzies na wprost, przy lepszej widocznosci moze majaczy wielki Mur oporowy Staszica… Jednak nie tym razem, za ujeciem wody odbijamy ponownie w prawo, sprawdzamy czy odkryty, szeroki downhill ktory zaliczylismy kilka lat temu (chyba na G. Perzowej) jest obecnie pokryty asfaltem i niestety przypuszczenia te sie sprawdzaja.

Niedzwiedz to nie miś! ;)

Za p. Brunatniakiem widac droge, ktora wiedzie do gieldy. Stamtad ulica przez Wykien i pozniej duktem pod linia lasu wrocilismy do Michalowego bolidu. Dobry wypad byl to i nawet SE zdjecia po drodze cyknalem jak widac, dzieki Dzwiedziu!

A wkrotce bo 13 grudnia, zapowiadany od tygodni, rajd z Cminska do Miedzianej Gory. thnx za cynk Pinior!

%d bloggers like this: