Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Archive for Październik 2009

Zaproszenie do niewidzialnego miasta

with 3 comments

dopisek: kolejna wystawa opisanych poniżej prac trwa w lubelskiej Tekturze do 25 kwietnia, zapraszam!

Zakonczyla sie pierwsza kielecka edycja ogolnopolskiego projektu fotograficznego „Niewidzialne miasto” a zwienczy ja wystawa prac wszystkich autorow i chociaz jest to troche „randka w ciemno”, bo poza kiloma fotoblogerami nie mam pojecia kto wzial udzial ani co nadeslal, niemniej serdecznie zapraszam na wernisaz:

miejsce: galeria „Lakiernia”, Baza Zbozowa, ul. Zbozowa 4, Kielce
czas: piatek, 30 pazdziernika, godz. 18

Kto jeszcze tu nie byl – mapa z dojazdem

Do zrobaczenia! Ponizej jedna z kilku prac ktore wyslalem.

niewidzialne miasto

klatka, ktora pozytywnie zawstydza.

W natloku zdjec starych i zniszczonych klatek schodowych (ktore sam tez foce) o tej przypomnialem sobie po 10 latach, bo „niewidzialne miasto” choc nie ma okreslonych kryteriow zdjec to glownie skupia sie na estetycznych badz innowacyjnych rozwiazaniach w aranzacji przestrzeni miejskiej, czasem swiadczac o biedzie a czasem o dazeniu czlowieka do ładu w skali mikro.

To zdjecie jest dowodem ze zamiast zasmieconej, zdewastowanej czy zaszczanej klatki, w ktorej wiecznie gina zarowki, ludzie umieja sobie stworzyc przestrzen, w ktorej spotkaja sie w przytulnych (jak na klatke) warunkach, wypija herbatke lub nakarmia raka pluc. I to wszystko dzieje sie w wiezowcu, ktory nie znajduje sie na zadnym strzezonym osiedlu. Mozna?

Cukiernia / a confectionery

with 9 comments

Za malolata przepadalem za slodyczami. Niewazne bylo czy to kukulki, sernik, „blok” galaretowy, ptysie, bezy, twixy czy lizaki z choinki w ksztalcie sopli, na ktorych jakims cudem nie polamalem zebow. Oczywiscie najlepsze byly pączki z nadzieniem rozanym i lody pistacjowe. Te drugie kupowalem w cukierni zaglebionej w nieistniejacym dzis murze przy Al. Jana Pawla a po te pierwsze biegalo sie do „cukierni po schodkach” na moim osiedlu. Tutaj przyszlismy gdy nam „Amerykanin” z braku gum do zucia dal stowke z Warynskim, chyba 7 paczkow za to wyszlo.
Niedawno zajrzalem tam ponownie, urzekl mnie wystroj ktory pozostal prawie niezmieniony przez lata. Wrocilem wiec z aparatem by utrwalic to miejsce, chyba zatrzymujac je w kadrze pragne zostac wsrod obrazow zapamietanych z dziecinstwa co pozwoliloby mnie, Bartusiowi, nigdy nie dorosnac.

/

As a child I was very fond of sweets. Actually it wasn’t matter: cheescake, jelly, chocolate bars, cream puffs, meringues or lollies from Christmas Tree, which doesn’t break my teeth somehow. Mostly I liked donuts filled with rosy jam – this was available in local called „downstairs confectionery” shop at my estate. Last month I went there and I found almost the same interior as in flashbacks from childhood so I did this picture to stop the time and never let me grow up, Little Bart ;)

cukiernia

w starej cukierni / an old-fashioned (but not too much) confectionery

cukierfront

cukiernia na kaesemie / confectionery in Kielce

Yeleńva Lil’ Va

with 7 comments

Poranek pobaletowy, muchy tupia, kacgigant. Dwoch kolesi budzi sie w opakowaniach na sofie, jeden wlacza TV i traca lokciem drugiego:

– tyy, paaa, Benedykt Szesnasty!
– a Kubica ktory?

ZZIB: instrumenty na dzis to wygladajacy jak skrzyzowanie taboretu z kolumna: Cajon, metalowe miednice po reinkarnacji: hang drum oraz megagrzebien i butla gazowa: hapi drum, hang drum i array mbira.

Dziekuje za uwage i pozdrawiam PARAPSYCHO i PARELATJARAM :)

Written by brulionman

26, Październik, 2009 at 10:57 pm

Filmowo

with 7 comments

  1. Po pierwsze obejrzalem etiude „Galerianki” i juz nie musze zapoznawac sie z kinowym tworem, po drugie pomyslalem ze skoro juz jestesmy w temacie nieletnich i mezczyzn uprawiajacych z nimi seks, to tworcy mogliby smialo zaproponowac w pelnometrazowej wersji role Romanowi Polanskiemu.
  2. Po drugie zlukalem FrontRowa i wchodza lub lada moment wejda na ekrany wartosciowe/efektowne filmy, jedym z nich jest a cup of tears a tu zanotowana lista do obejrzenia:
    surrogates
    shutter island
    the road
    pandorum (nie na 100proc)
    more than a game
    the messenger
    inglorious basterds
    the informant!
    inception
    gamer
    daybreakers
    coco before chanel
    a christmas carol (disneja)
    capitalism: a love story (moore’a)
    bronson
    broken embraces
    the book of eli
    the blind side
    armored
    2012
  3. Po trzecie „Przerwane objecia” Almodovara to czas raczej stracony, smieszny szowinistyczny komentarz o tym czego brak faceci sa w stanie wytrzymac w zwiazku a czego nie ale ogolnie brazylijski serial znowu kojarzacy pryszczatego podgladacza z uznanym rezyserem.
  4. Po czwarte 16 listopada idziemy do „Moskwy” na „Inglorious bastErds” czyli w rodzimym tlumaczeniu „bekartow wojny” bo zapowiada sie jak Tajemnice Twierdzy Szyfrow w wersji humorystycznej tylko nie wiedziec czemu ktos nie chcac uzyc slowa BASTARD zamienil „a” na „e”. Poprawnosc polityczna.

omamy mam?

with 10 comments

Wieczorem w miescie, gdy jest dosc cicho, zdarza sie ze slysze pewien dzwiek, ktory nazwalbym cykaniem. Jest to metaliczny (ale nie dzwieczacy) dzwiek jakby ktos zderzal monety albo stukal szprychami o siebie, choc ma w sobie cos z dzwieku pekajacego pod stopami lodu na jeziorze. Czestotliwosc dzwieku to ok 4 stukniecia na sekunde. Od kilku dni zwrocilem uwage na ten dzwiek, slysze go w chlodne wieczory, przesuwa sie wraz ze mna i odnosze wrazenie ze zawsze jego zrodlo jest gdzies przede mna (nie centralnie bo sie przemieszcza i czasem cichnie). Slysze go naprawde czyli uszami, poza nim normalne odglosy ulicy – szum bieznikow samochodowych, silniki, syreny.

Nie nosze zegarka ktory by tykal, nie dzialo sie to kolo zadnej stacji trafo, nie bylo drutow w ktore by dziobal ptak, nie kojarze tego dzwieku z zadnymi owadami na ktore z reszta za zimno…  Kto slyszal przelatujacego nietoperza ten ma nikle pojecie o ulotnosci tego co rejestruje, z tym ze to jest zdecydowanie glosniejsze no i miarowe. Bez alkoholu, srodkow psychoaktywnych i lekow. Coz, ponoc ludzie dziela sie na wariatow i tych jeszcze niezdiagnozowanych.

Ale do cholery nie wymyslilem sobie tego, tak samo jak rodzaju piasku na plazy, ktory przy odpowiedniej technice biegania gwizdze pod stopami albo dzwieku ktory wraca odbity od katownikowych ogrodzen po szurnieciu stopa i brzmi jak trafienie pocisku w piasek pod bardzo malym katem. Pewnie i tak nikt tego nie zrozumie.

Written by brulionman

20, Październik, 2009 at 12:08 am

Krywan 2009

with 6 comments

W ostatnie wakacje udalo mi sie po kilku latach grubej przerwy zaatakowac Tatry w dobrej ekipie i to pierwszy raz po slowackiej stronie. W piatek wieczorem dotarlismy do Zakopca, w sobote rano wyjechalismy do Strbskiego Plesa, zostawilismy na parkingu bolid i ruszylismy na starcie z niemal dwuipolkilometrowa gora. Tamtejsze drogowskazy nader optymistycznie podaja czas wejscia na Krywan ok 3,5 godz podczas gdy nam srednim tempem zajelo to 5h (w tym ok 1h przystankow), pol biedy rano ale ktos moze po poludniu policzyc ze zdazy za widna a tu dupa jak mawiaja ludzie prosci.

krotki stop na podejsciu

krotki stop na podejsciu

na szlaku przewaga slowackiego i polskiego, inne jezyki europejskie znacznie rzadziej

na szlaku przewaga slowackiego i polskiego, inne jezyki europejskie znacznie rzadziej

dolem biegnie trasa Poprad - Liptovski Mikulasz

dolem biegnie trasa Poprad - Liptovski Mikulasz

idac szlakiem mijamy kilka jeziorek

idac szlakiem mijamy kilka jeziorek

RAZCESTIE V KRIVANSKOM ZLABE 2120m

RAZCESTIE V KRIVANSKOM ZLABE 2120m

tres deliquentes

tres deliquentes

W wielkim skrocie: dotarlismy na szczyt, Tomek rozczestowal ile mogl prowiantu by zmniejszyc wage plecora, Szavka spotkal kolege z ekonomika a Dzwiedz… musial zwalniac tempo zebysmy mogli go dogonic :) Droga jest dluga acz latwa, dopiero ostatnie kilkadziesiat minut to wspinanie sie pomiedzy glazami. Ale nawet tu minalem goscia z dzieckiem w nosidelku (!) i wielu ludzi z ok. dzisieciolatkami na wlasnych nogach czyli albo nie jest tam trudno i ja przesadzam albo byli to gorale urodzeni na polce skalnej, ktorych pierwszym slowem bylo „kozica”. Na samym szczycie niestety byly chmury, wilgotno, kilkanascie stopni Celsjusza zimniej niz na szlaku i wiatr. Pejzaz odslanial sie tylko malymi szparami na kilka sekund. Do zdjecia przy krzyzu zwykle pozowalo kilka obcych osob na raz ustawiajac sie w roznych kierunkach, oblezenie jak na Giewoncie.

Krywan 2009

Krywan 2009

Ahoj! :)

Ahoj! :)

Slowacy sa narodem goscinnym, chcialem tylko zapozowac do foty przy jakiejs pamiatkowej tablicy a skonczylo sie na toascie hruszkowica „za kamractwo polsko slowenskie”, dzieki! :D Zejscie obciaza kolana i jest nudne, dobrze wtedy znalezc sobie jakas motywacje, np. nasze poludniowe sasiadki, ktore bardzo lubia w gory chodzic w szortach i za taka seksowna marchewka osiolkom znosniej mija droga powrotna :)

polnocna strona Krywania

polnocna strona Krywania

kilkusekundowa odslona polskich szczytow Tatr

kilkusekundowa odslona polskich szczytow Tatr

Dobra panorame Tatr widzianych z Krywania mozna zobaczyc TUTAJ.

Szengen zlikwidowalo przejscia ale i sklepy wiec bez przystankow napieramy do Zakopciucha. Prysznic, Krupowki, szama i popijawa dla uczczenia krywanskiego szczytowania, dywagacje o synchronizowaniu sie cyklow razem pracujacych kobiet :), smiale plany na niedziele, kima. Jakos wstalismy ale tego dnia zrobilismy juz tylko kilkugodzinna traske prostymi szlakami po polskiej stronie w tempie wycieczki geriatrycznej: komus pekly odciski, komus wysiadlo kolano, ktos zatarl kule, tylko Niedzwiedz okazal sie niezniszczalny.

sniadanie wtulilismy dopiero na szlaku, przyjemna sprawa

sniadanie wtulilismy dopiero na szlaku, przyjemna sprawa

nie ma dojazdu samochodem, brak zasiegu, zyc nie umierac :)

nie ma dojazdu samochodem, brak zasiegu, zyc nie umierac :)

yyy.. tego, no...  dzieki za wypad chopacy!

yyy.. tego, no... dzieki za wypad chopacy!

Lekcje z WF-u trzeba odrabiac regularnie, inaczej 2 dni po wyprawie uda i kolana daja znac o sobie. Pozdro dla wszystkich tatrzanskich laziorow!

Dzie jes mojo corno copka?

with 5 comments

No, skoro wreszcie sie zmobilizowalem do wstawienia zdjec to znaczy ze jest bardzo brzydka pogoda a copki NI MO. Udalo sie zdazyc przed sniegiem z kawalerskim ogniskiem jak i z samym slubem Niedzwiedzia i Agi. Gratulacje Brunatniacy! Ale w koncu spadlo to biale co dorocznie zaskakuje drogowcow a tu nie dosc ze czlowiek przez 3 irlandzkie zimy zdazyl sie odzwyczaic od temperatur ponizej 10’C to jeszcze ta plucha w srodku „zlotej jesieni” zmienila zdecydowanie moje plany rowerowe.

Jak wszyscy kibice, olalem mecz naszych patalachow. Mecz, ktorego wynik potwierdzil kondycje rodzimego futbolu: wtopilismy ze Slowakami zero do jaja dzieki wlasnemu samobojowi. To dopiero zuchy! Wzor! Czyli sluszna byla moja decyzja o zignorowaniu polskiej pilki noznej, po tym, jak musialem czarnoskoremu sasiadowi tlumaczyc czemu Polska przegrala z Niemcami dzieki golom strzelonym przez folksdojczow grajacych po stronie germanskiej. Wczesniej zarzucilem mu nieco kontekstu: tysiacletnia historie antagonizmu z zachodnimi sasiadami, wpajana nam za komuny nienawisc do szwabskiego najezdzcy, krzydwy zadane przez szkopow narodowi Polskiemu, nasz sukces pod Grunwaldem. To drugi tak wielki wstyd od temtego czasu,  zastanawiam sie teraz tylko czemu caly ten burdel utrzymywany jest z mojej kieszeni…. coz mozna powiedziec gdy narod juz skomentowal ten caly pilkarski poker: jednym transparentem...

Dla niewtajemniczonych, zyjacej w blogiej nieswiadomosci gdzies poza Polska – w kraju trwa afera hazardowa, nawet gdyby media nie wspomnialy o tym, mozna bylo zauwazyc bez trudu – setki nierentownych mordowni, lokalnych spelun i nieudanych dzialalnosci gospodarczych nagle ubralo sie w kolorowe mundurki reklamujace automaty do gry. Bedacy sklepem barak, ktorego nie rozwalily tutejsze czerwone nosy tylko po to by miec za czym odcedzac kartofle nagle jarzy kolorowym laminatem z siodemkami, estetycznie inaczej ale nadal obciachowo. Stalo sie to tak nagle i na taka skale ze ciezko uwierzyc by przeszlo to bez walka. Dobra, koniec polityki.

I ciag dalszy kreatywnych filmikow: ten ruski z polskimi napisami i odgrzany polski kotlet – mucha nie siada

Written by brulionman

16, Październik, 2009 at 4:54 pm

%d bloggers like this: