Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘muzyka

Odtwarzania muzyki historia krótka – ADAPCIOCH

3 Komentarze

Najpierw nie było niczego jak nad swetrem Kononowicza, dopiero gdzieś między średniowieczem a misją Apollo 11 świat poznał gramofon i płaską dziurę oblaną piosenkami. W przeważającej większości czarna płyta czyli tzw. analog, wosk lub winyl – była nie tylko wielka jak kołpak, nieporęczna ale i wrażliwa na słońce, porysowania i z czasem się zużywała. Miała różne rozmiary, prędkości odtwarzania i pojemności czasowe, a najlepsza jakościowo była znana jako maxi singiel, którego nazwa weszła do mowy na stałe i przetrwała aż do czasów płyt CD.

TŁOCZENIE TRWA NA OKRĄGŁO

Photo by Emily Rudolph on Unsplash

Sprawnie działający system szpiegostwa przemysłowego ZSRR pozwolił wkrótce także podległym Sojuszowi demoludom cieszyć się słuchaniem czegoś więcej niż radia. Magiczne skrzynki, w których samodzielnie zarządzało się dźwiękiem. Chociaż pochodził on z płyt zatwierdzonych wcześniej do tłoczenia lub importu przez GUKPPiW czyli urząd cenzury

Winyle zacinały się i niszczyły na skutek porysowań a te powstawały np. podczas podskoków stadnych w okolicy didżejki, która wg współczesnej poprawności politycznej, podobnie do pedagożki, chirurżki czy pilotki i innych pociesznych feminatywów, pewnie powinna oznaczać puszczającą i miksującą muzykę kobietę. Nam chodzi jednak (o odgłos paszczą) o miejsce: budkę, wnękę, kontuar, kabinę, pulpit a czasem podwyższenie względem parkietu lub sceny, z którego DJ projektował na salę swoją estetykę muzyczną, ubarwiając repretuar w zależności od sprytu w palcach, połączonego z kumacją oczytywania euforii i zmęczenia w tłumie mu podległym. Pomijam studnię bez dna czyli cały turntablizm jako element kultury hiphopowej zaznaczając tylko, że gramofon był dla niej wynalazkiem przełomowym a prawdziwi DJ-e zmienili go z urządzenia w instrument.

Do sedna wracając: gdy tłum w podnieceniu podskakiwał lub wpadał w pogo do rytmu czegoś, co wyrywa z butów, jak np. No sleep till Brooklyn czy Raga Prativ Maszinie, część piętra potrafiła wejść w rezonans a już bliżej  wspomnianej didżejki było niebezepiecznie pewne, że ramię gramofonu podskoczy na płycie imitując (i poniekąd emitując) przy tym trzask niczym grzmot rozsierdzonej błyskawicy.

OD URZĄDZENIA DO INSTRUMENTU

Photo by Pierre Gui on Unsplash

Winyl poza główną fukcjonalnością miał swe poboczne aspekty np. niszę na rynku – specjalne single spełniały rolę pocztówek – były to widokówki z wydrukowanymi życzeniami imienionowymi i nagranym jakimś szlagierem, promocją folkloru, nauką języka albo bajkami dla dzieci.

Pierwotnie odtwarzacze płyt miały rozmiar i design będący mariażem akordeonu z kredensem na kolekcję kryształów, wagowo będąc bliższe temu drugiemu protoplaście jak np. radio z gramofonem Mińsk R7, późniejsze dało się zmieścić w walizce rozmiaru bagażu podręcznego we frajanerze. Rozwój ówczesnej elektroniki stworzył adaptery rozmiarów przenośnych, a przynajmniej noszalnych. Z początku osiągnięto wielkość pudełka po butach, które można było przewiesić na pasku przez ramię i zabrać na prywatkę – dla urodzonych po roku 2000: to taka nazwa na domówkę z czasów gdy prezydenci lubili się całować. Z czasem miniaturyzacja pozwoliła wręcz na rozmiar, który powodował że płyta na odtwarzaczu przenośnym wyglądała niedorzecznie, wielokrotnie przewyższając go powierzchnią.

Standardowe czarne płyty, niewiele mniejsze od płyt chodnikowych, w odróżnieniu od późniejszych popularnych nośników, przenosiły inaczej (tzn. „szerzej”) niektóre dźwięki, przez co do dziś rynek audiofilski (czyli użytkowników, którzy słyszą lub mówią, że słyszą tę różnicę) ma się dobrze a kolejne roczniki dobijając do kryzysu wieku średniego czują potrzebę ozdobienia salonu karuzelą zwaną przez nasz najbardziej bratni naród PRAJI-GRAWA-TJELEM.

Skoro już o tym mowa – właśnie urządzenie zwane wymiennie gramofonem lub adapterem w czasach PRL-u przenosiło oficjalnie polską młodzież, nauczaną obowiązkowo języka rosyjskiego, w świat dźwięków zagranicznych piosenek, pod warunkiem, że były to piosenki radzieckie. Rozkładanie sprzętu audio zamykanego na klucz w meblościance, jaka obowiązkowo wieńczyła tył każdej sali lekcyjnej, stanowiło rytuał rozpoczęcia i zakończenia niemal każdej lekcji z nauczycielką przezywaną Suchą dupą i nie wnikajmy może w etymologię pochodzącą ze szczerej dziecięcej złośliwości.

Dzięki przymusowemu śpiewaniu obciachowych piosenek (np. o misiu tańczącym z laleczką, piłeczce tonącej w rzeczce lub klasyce kolonijnych apeli wyrażającej tęsknotę za słońcem z deklarowanym uwielbieniem dla mam, nieba i pokoju na świecie, młodzież której sypnął się pierwszy wąs łonowy, dowiadywała się jak prawidłowo akcentować w wielkoruskim języku Tołstoja i Puszkina, oraz że sztuka ta nie sprowadza się jeno do naśladowania kresowego zaśpiewu. Nagle docierało, że Wujcjo Tońcio spod Zamostja ani kapele baciarskie ze Lwowa, których nie rozumie się w szerokopojętej centralnej Polsce, jednak nie mówią po rosyjsku (bo po rusku kojarzyło się z karą cielesną wymierzaną linijką za ów zwrot).

Płyta obracała się na gramofonie a lektor o głosie, który niósł zaufanie i spokój prawie jak kraj z którego pochodził, zachęcał do ćwiczeń. Tak naprawdę dyżurny miał więc rozwlec w czasie rozkładanie wyposażonego w czerwono-czarne dziurkowane kolumny adapteru Artur WG900 żeby skrócić czas ćwiczeń i śpiewów do minimum. Taki techniczny z dużym poszanowaniem czasu pracy.

Gramofon bywa mylnie kojarzony z patefonem lub fonografem, którego używali hitlerowscy onaniści do słuchania jak Janek Kiepura śpiewa Nessum Dorma. Wersja duża to gigantyczna tuba z o wiele mniejszym urządzeniem nakręcanym korbą, a mniejsza to ta, przy której siedzi pies z loga HMV. Nasze rodzime adapciochy z Unitry chociaż nie nadawały się absolutnie do skreczowania to były katowane i przy pewnej wprawie oraz miesiącach ćwiczeń z gwizdu rozpoczynającego czołówkę Janosika dało się wycisnąć takie cifit-cifit jakiego nie powstydziłby się Mix Maxter Mike ;)

Mix Master Mike. Photo by brulionman

cdn.

Odtwarzania muzyki historia krótka – RADIO

leave a comment »

Ojcem tego wynalazku chciało być aż trzech: Tesla o bałkańskich korzeniach działający w kraju Wuja Sama, Marconi – Włoch półirlandzkiej krwi oraz Fessenden – son of the preacher man z kraju klonowego liścia. Jednakowoż edukacja komunistyczna, której byłem wychowankiem promowała wersję o czwartym, oczywiście – jedynym, wynalazcy a był nim niedoszły pop, nomen omen (i amen) nazwiskiem Popow więc wraz z kolegami wiedzieliśmy że radio wynalazł Rosjanin choć w duchu obstawialiśmy Włocha.

Radioodbiorniki lepsze lub gorsze pozwalały słuchać Wieści z kraju i ze świata, słuchowisk (no bo nie widowisk gdy fonia ino snułą się z tego zasilanego prądem mebelka) a wśród nich radiowych seriali naszych rodziców jak Matysiakowie czy W Jezioranach. Jednak gdy ktoś chciał o dowolnej porze posłuchać ulubionego szlagieru (dla gimbazy: dawna nazwa hitu, przeboju tudzież pałerpleja) na radio już liczyć nie mógł i tu się zaczyna…

…niepozbawiona dygresji, tendencyjnej narracji i mocno pachnąca tęsknotą za dzieciństwem, które nie przemineło mimo schyłku peerelu, podróż przez technologie pieszczące tych, którym słoń na ucho nie nadepnął. Gadżety grające muzykę zanim wynaleziono ajpoda omówione w poręcznej skali pudełka po butach. Zamiast parametrów sprzętu znajdziecie tu przeżycia i emocje obcowania z dźwiękiem samodzielnie odtwarzanym na życzenie. A wszystko dlatego że zmarł Lou Ottens. Ale po kolei.

GŁOS W SKRZYNCE

Photo by Csongor Schmutc on Unsplash

RADIO DIO DIO

Wynalazek Tesli, długo był jedyną formą poznawania wiedzy o bieżących wydarzeniach na świecie, zwłaszcza poza wielkimi miastami posiadającymi dystrybucję prasy. Jeśli komuś życie w PRL wydawało się szare i ubogie to nie miał pojęcia co działo się u naszych sąsiadów w bloku komunistycznym. Jedni, zapijając Zlatym Bażantem knedle, mogli słuchać radia na dworze nie mając walkmana – tamtejsze miasteczka i wioski oprócz lamp ulicznych miały słupy z megafonami (zwanymi w PL szczekaczkami), z których płynęła muzyka a w jej przerwach Veľký Brat opowiadał, że różne towary, które widać w serialu Kobieta za ladą są normalnie w sklepach chociaż chwilowo, piętnasty rok, nie są dostępne.

W ojczyźnie Popowa było jeszcze ciekawiej. Gdy chłoporobotnik po elektryfikacji wsi miał już „światło” trzeba było go jeszcze oświecić żeby wiedział co ma myśleć i temu w ZSRR posłużyła radiofonizacja. Nie trzeba było nawet wychodzić z domu by słuchać radia. Działało to tak, że sołtys lub inny carski dygnitarz włączał w swym domu (tudzież szkole, remizie lub poczcie) radio, będące sercem radiowęzła, którym okablowano okolicę wyprowadzając sygnał do gniazdek w ścianach prywatnych domów.

Gniazdka te wyglądały identycznie z polskimi prądowymi 220V. Tylko zamiast prądu płynęły tam nieustanne peany o tym jak dostatnio żyje się ludziom w Kraju Rad, przeplatane jedynie wezwaniami do zwiększonych wysiłków i wyrzeczeń, które wiodą nas, towarzysze, ku dobrobytowi realnego socjalizmu i służą zwycięstwu w wojnie o światowy mir. Mieszkańcy mieli nieduże ustrojstwo zwane kołchoźnikiem – magiczne grające pudełko, w pierwszych wersjach wielkoąści pudełka po butach, później nazwet mniejsze od cegły. Wykonane z karton-sklejki lub plastiku, z dwoma bolcami wtyczki i regulacją głośności. Wystarczyło włączyć do gniazdka i już można było posłuchać tego czego słuchać należało. Coś jak wybór obiadu w menu Aerofłotu – tak lub nie.

Jako nastolatek miałem jeden egzemplarz w rękach ale wprowadzony w błąd przez kolegów z bratniego kraju, pokazujących na gniazdko w szkolnej ścianie – umieściłem tam ów odbiornik na ułamek sekundy, po którym nastąpił błysk i huk, z gniazdka poszedł czarny dym a mnie odrzuciło ze spalonym kołchoźnikiem od ściany, co zachwiało zaufaniem i przyjaźnią polsko-radziecką do końca turnusu kolonijnego w Kartuzach.

Jednak lud żyjący jak w Truman Show czuł, że jakoś w tych naszych, mlekiem i miodem płynących krajach demokracji ludowej, zdarzają się igrzyska jak, poza Opolem i Sopotem – festiwale piosenki radzieckiej (Zielona Góra), żołnierskiej (Kołobrzeg), dziecięcej (Konin) i harcerskiej (Kielce) ale gumy do żucia i burdeli brak. No i w końcu ileż można pić tanie wina i śmierdzące wódki tylko w takt radia lub orkiestry w remizie czy na miejskim dancingu nawet.

cdn.

Barka Brata Baraka

2 Komentarze

Inne, podejście do muzyki, które kiedyś dyskutowaliśmy u Betki w komentarzach pod postem w stylu „puls, tętno, pykanie„.

/ Like Jobs said: think different. So, let’s think about music. Think like a brotha said in one of the Wefunk shows – „music? when hits you feel no pain” :)

Jaki kraj taka Baraka / Polish early video – a bit in Baraka style

Written by brulionman

18, Czerwiec, 2017 at 12:00 am

NZRP IV Wierna Rzeka – Jaworznia / Winter night trip

31 Komentarzy

zdjecie strazackie przed jaskinia / group picture at the antrance to cave

więcej zdjęć pod tekstem / more pictures below text

Kolejna zima lawiruje by nie doszło do rajdu z pochodniami. Albo to nie zima tylko nasze żywoty coraz skomplikowańsze a ramom czasowym, w których taka noc mogłaby się ziścić, trudno znaleźć wspólny termin. Przydałaby się synchronizacja okresów jak u dziewczyn w biurach. Spontaniczna propozycja Betki wyrwała mnie z nudnej dysharmonii. Pekapnęliśmy się do Wiernej Rzeki, a wspomnieć należy, iż pociąg tak szybko pokonuje trasę z Kielc, że człek ledwie zdąży bilet okazać i butelkę opróżnić, stuptuty praktycznie zakładałem wysiadając.

Szywrot na wywrot. Czyli „na przekór”. Komu? Różnym siłom: ludzkim, pozaziemskim i małżeńskim. Raz wystarczy pójść by obalić mity: że zimno, że ciemno itp. Grześ miał wgrany, samodzielnie zaprojektowany, szlak w dżipijes, co pozwoliło nam w terenie, wyglądającym inaczej niż letni widok z satelity sprzed kilku lat, poruszać się w miarę zgodnie z wyznaczoną trasą. Pogoda dopisała w pełni. Mróz był na tyle nieduży by łatwo oddychać a jednocześnie wystarczająco silny by utrzymać sypkość śniegu. Temperatura odczuwalna nie była obniżona za sprawą braku wiatru i nieba odizolowanego chmurami.

W tę noc skradzioną czasowi udało nam się być w jaskini Zofia i na szczycie Miedzianki, odwiedzić opuszczony dom, przejść przez kopalnię, rozniecić w końcu ognisko (niewiarygodne, ale znaleźliśmy po północy płonące ognisko na skraju lasu lecz ambicjonalnie zrobiliśmy własne kilometr dalej) i przebrnąć przez najgłębszy śnieg na ostatnim etapie marszruty. Tym razem ekipę stanowili: Betko, Tnabe, Johny i ja; choć niektórzy z nas mają na koncie dalsze wypady i można by zwać ich obieżyświatami to raczej, patrząc na zasięg naszych wypadów, właściwsza nazwa to domokrążcy ;P Na potrzeby rozgrzania się urządziliśmy jako Klub Ludzi Pozytywnie Zadźganych mruczando-murmurando o patriotycznym akcencie, w którego zapamiętałem jeno „szarpajmy wrogów ciała, niech sczeźnie szwabski chwast” ale lepiej nam wychodził główny motyw z serialu M*A*S*H i to jest przedstawiona poniżej Mezopotamia, zdjęcie na okładkę jest ;)

I siedź teraz i tłumacz to na angielski, ehe, już lecę! ;P No dobra, pójdę po linii najmniejszego oporu (kaleczonej jako „najmniejsza linia oporu”).

/ ENGLISH, at least!

Well, this was spontanously invented walk in night between last Saturday and Sunday. We had great conditions: ca. -8 °C, no wind at all, cloudy sky (warmer than clear) and loose snow 40cm in deepest parts. We reached first 70 m of Zofia Cave, peak of Mount Miedzianka, strange abandoned house with barn and well hidden in the middle of forest, we crossed quarry and finally had sausages grilled over bonfire just past midnight side by side with graveyard in forest. Now, the pictures!

nocny rajd zimowy

Wierna Rzeka

nocny rajd zimowy

inwentaryzacja / stocktaking

nocny rajd zimowy

gdzieśmy myśmy dojszli / where are we

nocny rajd zimowy

Przy matriksie w miedziankowskiej Zofii / watching maytrix on the wall in Zofia Cave

nocny rajd zimowy

widok ze szczytu w Miedziance / night view from one of three Miedzianka peaks

nocny rajd zimowy

nagroda / sweet break

nocny rajd zimowy

Zdobywcy Pucharu Zdobywców Pucharu / at the attic of abandoned, strange house

nocny rajd zimowy

cheese!

nocny rajd zimowy

Nowy kapela „Mezopotamia” wciąż jest mało znana lecz ich poezja śpiewana porusza nawet umarłych / New band „Mezopotamia”, whistlers and poetry singers

nocny rajd zimowy

parking dla olbrzymów w kamieniołomie / heavy truck carpark at the quarry

nocny rajd zimowy

w wolnym tłumaczeniu z języka górali opawskich: morsuj, służ, oszukuj i tratuj / kind of mobilehome of coast guard (appr. 500 km from nearest sea) :)

nocny rajd zimowy

ognisko przy cmentarzu / winter campfire

nocny rajd zimowy

moc trzech chrustowych i jednego dmuchaCZACZA / dry sticks, kindling, resin, papers and lot of blowing

Inne pozazimowe rajdy nocne / Other non-winter night trips

Stek prawd

9 Komentarzy

Bazylika katedralna w Kielcach

pocztówka z Kielc / a postcard from my town

Prawda wewnętrzna: marazm

Przełom roku. Stagnacja jakaś niemiła. Nic się nie chce, zwłaszcza chcieć. Jakby to był miesiąc pogłębiania przyjaźni polsko – radzieckiej. Ale gdzie tam, nawet to nie, przeca słupek rtęci wozi się ponad zerem, drogowcy z nudów grają w podwodne bierki. Ktoś pogrubasił portfel na przetargach odśnieżania. Niby sypnie białe tu i ówdzie ale żeby to zimą nazywać? Mógłby mróz tęgi ściąć świat to chociaż na rower by człek poszedł, ścięgno już wyleczone…

Prawda kulturalna: grrrówno na piedestale

Muzyczne trendy przerażają miałkością, od jednego hitu dla buraków dymi się licznik na jutubie. Ona tańczy dla niego, on gra i śpiewa dla nas. Dla mas. Diskopolo wraca na furgocie. W skali świata też nie lepiej: srangnamstajl, przeszło miliard (!) odtworzeń, główna grupa demograficzna: kobiety 13-17 lat. Serio :) Ukłony dla mediów, które tak ściosały swe szufladki, że nazwały autora raperem. Siedzą tam sobie teraz pospołu z jedną etykietką: Psy, Norbi, Mezo a także prawdziwi przedstawiciele czarnego nurtu. Samo dziwaczne tańczenie miało kiedyś swój niekwestionowany urok w wykonaniu niejakiego Matta ale teraz już się przejadło. Przynajmniej mnie. Neutralnym bohaterem tygodnia jest Krzysztof Krawczyk, którego chyba nikt nie przebije w ilości nagranych utworów, starczy rzucić okiem na rozmiar suwaczka do przesywania strony z jego dyskografią.

Prawda o Polsce: kto jest rad w kraju rat?

Jak się żyje w Polsce? To dłuższa historia ale dobrze komentuje ją sytuacja w innych krajach, np. ludzie do których strzela policja bo strajkują żądając by ich dniówka wynosiła 17 dolarów. Są trafiani gumowymi pociskami za… zuchwalstwo, bo obecnie zarabiają 9$ dziennie. U nas zamiast kul jest enigmatyczny system działający mniej więcej „kraj na dnie a poseł kradnie”. Żyjemy mamieni kiełbasą wyborczą i nadzieją że kolejna ekipa coś wreszcie zmieni. Mamy też niedrogi alkohol zapobiegający znarowieniu się narodu. Gdyby nadszedł wróg, wojna – o, to byśmy pokazali co potrafimy ale w czasie pokoju dajemy się milcząco gwałcić, nie wychodzimy na ulice jak Grecy czy Hiszpanie. Czasem jakieś pielęgniarki, kolejarze i górnicy coś tam wykrzykują ale ich tuby są coraz cichsze. Ciężko się żyje w kraju gdzie benzyna relatywnie do zarobków jest pięciokrotnie droższa niż na Zachodzie. Zrobię jednak osobne porównanie życia tu i tam.

Prawda spiskowa: potrzebna dywersyfikacja źródeł wiedzy

A gdyby tak Wikipedia zaszantażowała nas. Każdy wpłaca x €. Razy 6 000 000 000…  Bogatsi zapłacą za biednych bo im bardziej potrzeba danych, wiedzy, informacji. A jeśłi nie – proszę bardzo, Wikipedia wyłącza wszystkie swoje serwery. I co, trochę niemiętowo się robi… Pod wpływem dobrego, lekkiego linku od Hamera zająłem myśli takimi dywagacjami. Czy sponsorzy będą mogli zmieniać niewygodne treści, np lobby spożywcze pozmienia tablicę „witamin E”? Czy Wikileaks można zażegnać kasą? Niby internet nie znosi próżni, czymś zastąpionoby Wiki ale z jakim skutkiem…

Prawda o urzędach: bez zmian

Petent (jak się właściwie mowi: petent czy natręt?) ma chodzić jak w zegarku. Ma dużo chodzić. Świętokrzyska turystyka przeżywa rozkwit wywołany wymaganimi urzędów, np. położony na wschodzie miasta MUP żąda dostarczenia zaświadczenia z ZUS (Zakład Utylizacji Szmalu) usytuowanego oczywiście gdzie? Brawo, na zachodzie! Na północy czeka WUP, na zachodzie (ale oddzielonym torami od ZUSu żeby nie było zbyt łatwo) Urząd Skarbowy, bardziej na północ drugi (a właściwie Pierwszy), stamtąd w stronę centrum filia UM dzięki której kielczanie wiedzą gdzie jest ul. Strycharska, mocno na południe z dojazdem trelinką, którą nie jeździ kto nie musi przekornie znalazł się Zarząd Dróg ale spokojnie, jak komuś mało – pod Telegrafem buduje się piękny olbrzymi z betonu i stali Urząd Marszałkowski. W skali regionu widać poparcie dla takiej decentralizacji: centrala PKP jest w Skarżysku, lasów państwowych w Radomiu, tepsy chyba w Lublinie, od grubszych melioracji jest Kraków, gmina żydowska w Katowicach. Chcesz coś załatwić – Poznaj swój kraj! Aha, program „jednego okienka” nie obejmuje kontaktowania się urzędników między różnymi instytucjami, wyręcza ich w tym petent i czyni to chętnie bo przecież to jemu zależy, nie? Urząd Pracy wydaje w kwadrans po otwarciu 70 numerków i na tym kończy przyjmowanie ludzi, ostatnie dwie godzinki można siorbać kawę, da się? Przyjazne Państwo, tjaaa…

Prawda objawiona: dieta śmierci śmierdzi

Kolegom z grupy fotograficzno-podróżniczej obiecałem pokazać takiego ananasa, co to twierdzi, że nie je już kilka lat sycąc się jeno energią księżyca czy jakoś tak ;) Panowie, wiem, że jedzenie to tuż po spaniu najgorszy nałóg ale nie polecam rezygnować z niego na stałe :P A oto i ów czarodziejski breatharianin:

Spowiedź na koniec świata / Confession before The End

28 Komentarzy

Jutro Majowie zarządzili koniec świata. Zdzisław Maj i jego brat Waldemar. I jakaś ich dalsza rodzina za oceanem.  Nawet nie liczę, który to już z kolei koniec świata przeżywam ale potwierdza się, że nie ma lekko, żyć trzeba aż do śmierci. 21 grudnia pewnie nie wydarzy się nic nadzwyczajnego – ktoś zasmrodzi klatkę bigosem, ktoś utnie łeb karpiowi a ja będę ćwiczył jazdę figurową na mopie. Gdyby jednak jutro miał nam ktoś globalnie zgasić światło to proszę bardzo, tylko przed końcem swego marniutkiego żywota muszę się do czegoś przyznać …
Tomorrow, as Mayans predicted, the world we known comes to its end. I don’t believe in that, but just in case, I’d like to say my hidden, little truth…

Wstyd / Shame

Wstyd / Shame

Czego słucham gdy nikt nie słucha / What I’m listening to when nobody hears

Czasem, gdy jestem sam jak Kewin za parę dni w polsacie, włączam sobie utwory muzyczne piosenkami zwane. Czasem nie znam nawet wykonawcy i muszę szukać po domniemanym tytule. Prymitywne, tandetne, komercyjne i obciachowe. Muszę przyznać, że bardzo je lubię. Słuchając na codzień cywilizowanej muzyki, ba, czasem wręcz wysokich lotów, trudno się przyznać do takiego chłamu, na szczęście dopada mnie to rzadziej niż 2 razy w roku :) Kolejność przypadkowa. I nie, nie są to kawałki, przy których dokonałem jakichś podbojów ;P
Sometimes, sitting home alone like Kev will do in few days on several tv channels, I’m listening to crap. Cheesy, primitive,  trashy stuff, it happends twice a year or less but I must say that: I like it. Oh, and this is not the list during I scored some girls ;P There you go in random:

  • Britnej ckliwie i wolno:
  • tak zwana „Majorka”
  • She’s got that light, nie mam pojęcia skąd to znam
  • Apokaliptyczny oktober & april
  • Wymyśliłem Ciebie nieZauchy ale bez melorecytacji Urbaniakowej:
  • Bajlango – chyba brat Majorki
  • Oooooooooo – szczelby z brikstą
  • Niezwykle speedujący słodziak, ktorego kiedyś słuchalem zapętlonego przez 9 godzin z discmana „I’ll fly with you” ;P
  • Viva kociaki
  • Prawie jak spiderman
  • Hardcore techno – Tanderdom z okolic dziesiątej płyty
  • i największa wiocha – hiphopolo zgolone do kampanii SLD

Więcej grzechów nie pamiętam… / I am sorry for these and all the sins of my past life ;)

Jak ubijać śmietanę / How to make perfect cream ;)

38 Komentarzy

Idealnie dobrana modelka (Kamila Smogulecka aka Luxuria Astaroth) , zjawiskowa wokalistka (Asia Lacher z Percivala) , piękny rzewny referen i tylko z tymi Słowianami…   znam znacznie bardziej leniwe grupy ludzi ale niech tam, jest beka. Z resztą, jest takie powiedzenie: jeden Polak pracuje jak dwóch Irlanczyków ale dwóch Polaków pracuje jak jeden Irlandczyk, emigranci zakumają :) Klip oblatuje cały świat poza krajami gdzie jest powyżej 50 °C lub poniżej -50°C bo tam się nie da ubić dobrej śmietany ;P

/ Perfect model as a folk girl, amazing singer in maudlin refrains and…   I think there are other people much more lazy than Slavs. But the truth is that we’re (Slavic) group which likes to revel so one Pole works as two Irishmans but two Poles works as one Irishman :) Video runs over the world except places warmer than 50 °C or colder than -50 °C   – they can’t  prepare a good cream ;)

Rap na ludowo / Faster than Busta Rhymes

12 Komentarzy

Pierwsza płyta z kultowym Woo-Ha, później różne loty – raz świetny numer z ultraseksownym głosem Marii Karej a raz syfiaste rzeczy których mogą słuchać chyba tylko kebaby. I krajowa odpowiedź na staczającego się, niegdyś wielkiego, rapera: słowiański rap z dużym dystansem zawartym w smacznym klipie MC Silka. Trochę Bigcycowo ale z umiarem :)

/ Just read the note at the end of video above:

THNX 2 Kowal

Written by brulionman

16, Kwiecień, 2012 at 8:39 pm

megaporcja / An extra loaded pack

with one comment

Dziś megaporcja nazbieranych zaległych wyjątkowych rzeczy, megaporcja jak prawie półkilogramowy schaboszczak którego dziś zassałem dając świni do picia pyszniutkiego, zimnego jasnego Kozela, mniam! / Today I’m dropping some interesting stuff acummulated during last weeks.

  1. Tic Tac Flashmob – dobry pomysł i realizacja:
  2. Max Payne – jedyna gierka która naprawdę mnie wciągnęła, wkrótce kolejna część i choć już nie gram to się jaram, oto zwiastun.
  3. Chris Bryan i jego kamerka, smaczny kąsek dla miłośników GoPro:
  4. Kolejna interaktywna mapa – tym razem MAPA STREET ARTu z wyszukiwarką, czek dys aut!
  5. Sznurowadło, wykałaczka, dwie cząsteczki helu, jałówka lamy oraz duża ilość żwiru – to wszystko nie jest potrzebne by nie ruszając się sprzed komputera poczuć klimat kolacji w restauracji z jazzem granym na żywo, wystarczy wejść tutaj: jazz live.
  6. Architektoniczne cuda i kupy – bryła.
  7. Zdjęcia instrumentów muzycznych. Od wewnątrz! – pomysł na promocję z Collosal’a
  8. TAKI 183 i inni, których tagi stały się kultowe, początki graffiti – promo video Wall Writers:
    WALL WRITERS Promo Video from R. Rock Enterprises on Vimeo.
  9. Leniwe czarnuchy cz 1:
     thnx 2 Ka3
  10. Leniwe czarnuchy cz 2:
  11. Wietrznie dziś, mimo tego dziś odbyła się akcja malarska pod kryptonimem „chłop leci, łap chłopa”. Z wiatrem, który na os. Świętokrzyskim pizga jak nigdzie indziej (z wyjątkiem dworca w Kielcach), walczyli Sven, Deda i Peres, szybkie strzały komórsonem wstawiłem tutaj a normalne gdy dokończę i wywołam czarnobieliznę.

Krótkie formy filmowe

3 Komentarze

Kilka chwil na jutubie.

1. Giorgio zna menu śpiewająco. [ULICA]

2. Tramwaj so far. [MUZYKA]

3. niecenzuralnie korporacyjnie pojechał Hasiok, co za TEKST! [MUZYKA]

4. osłowie, których wybraliście kpią z was. [ŻENUA]

5. Kaniwa to zuch chłopak, ziomal z CK puebla. Serio. Wszystko sam, szacuken! Mix 6 kawałków [VIDEO]

6.  Społeczeństwo kontrolowane (a propos ACTA) [MUZYKA]

7.  Śpiewać każdy może ale z tej produkcji tylko dwóch ostatnich ma głos i flow [MUZYKA]

Dziękuję za uwagę, pchły na noc!

 

%d blogerów lubi to: