Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘Irlandia

na Be

5 komentarzy

Wicklow Mountains 2015

Wicklow Mountains 2015. Fot KW

Bór. Las taki. Za siedmioma borami, bobrami i Boratami. Za BORem panny sznurem, jak to za mundurem, szur szur szurem. Za borem, przez zaborem, po zaborze, po borze, gołoborze, mój Boże, po poborze. Po poborze jest w pokorze przysięga, aż po grób, po bóbr, po Bóbr, Sanok, Narew, Kurew i Wieprz. Wieprznie mi się myli to słowo. Wieprz, nie misie, myli to słowo. Bór czy mucha? – Stefan jeszcze długo się zastanawiał bedzie…

Bór lasu rodzajem jest, chcąc mieszkać dnia pewnego w lesie takim, wiedzę o nim posiadając rozległą, wizualizuję sobie moją niewielką „leśniczówkę” oraz tytuł który przyjmę – otóż chciałbym zostać BórMistrzem :D

Pozdrawiam nadszyszkowników którzy czują iglaki a wszystkich innych żegnam z liścia ;)

Written by brulionman

25, Sierpień, 2015 at 11:23 pm

Co wy wiecie o zabijaniu!

4 komentarze

Na wygnaniu

Co wy wiecie o zabijaniu siebie samego, o zatracaniu własnego „ja”, celu, sensu, wszystkiego. Czy wiesz ile może znaczyć jedna fotografia, jak nieoczekiwanie potarfi wzruszyć jedna wiadomość z kraju, o ile więcej warte są zarówno oficjalne jak i umowne symbole narodowe i kojarzące się z Polską ikony. Geograficzna izolacja niszczy nas – emigrantów, ekspatów, zesłańców, uchodźców ekonomicznych, banitów. Jeśli nigdy nie pracowaliście za granicą to nie macie pojęcia jak boli serce i jak szczerze przejebane w wielu pozamaterialnych kwestiach mamy na obczyźnie. Pewnie, że znamy plusy, to przez nie tu jesteśmy, ale nie musi prezes Klubu Tęcza przypominać by nie przesłaniały nam one minusów.

I w tym trudnym świecie, oddalonym od Polski kilkaset czy kilka tysięcy kilometrów, a czasem o kilkanaście godzin lotem, zdarza się przebłysk nadziei, zbieg okoliczności robiący ciary i wpędzający puls w galop, mgnienie trafiające z siłą pioruna, które pierdylionem terawatów stawia nas na nogi i ładuje baterie psychiczne na oddech obecny plus bliżej nieokreślony bonus czasu. Małe lecz wielkie wydarzenie, osobisty cud w mikroskali.

Tak miał mój pochodzący z Kielc człowiek, którego dla zachowania prywatności osadźmy w anonimowych realiach kraju o surowej pogodzie; napisał:

„Ostatnio mialem przyjemnosc naprawiac kilka silnikow elektrycznych wielce szanowanej amerykanskiej firmy Baldor. Ciesza sie one wielka wytrzymaloscia i ogromnymi przebiegami. Po otwarciu celem wymiany łozysk odczytalem napis Iskra Poland. Huknelo energia i duma. Cieszylem sie jak dziecko. Wzialem sobie jedno z tych lozysk i nosze w portfelu na ocieplenie ducha.” ***

NSK Iskra

Kieleckie łożyska z dawnej FŁT „Iskra” w Kielcach / Polish bearings, great discovery for tired foreigner

*** – w realiach zaoceanicznej emigracji, w mieścinie pośrodku niczego, dla człowieka odcietego od swych ziomków, takie łożysko czy świeca zapłonowa z Iskry, zwłaszcza dla kielczanina jest prawie jak godło, herb który daje niewidzialną zbroję o nieprzecenialnej sile. To tak, jakby bydgoszczanin znalazł Rometa, gość z Kowar dywan albo krakus jednocentówkę ;)

PS. nie zamierzam licytować się „gdzie jest gorzej”, zwyczajnie, jak każdy „wyjechany„, sam czekam na takie łożyska żeby życie jakoś lżej się toczyło.

Z dedykacją dla K.K., autora zdjęcia

Ulice Dublina / Streets of Dublin

8 komentarzy

Doigrałem się. Wśród różnych nominacji, które powodują, że ludzie mają ze sobą o czym porozmawiać, otrzymują pretekst do opublikowania efektów swoich działań (w miarę) twórczych a nade wszystko uszczęśliwiają wszystkich łańcuszkorozsyłaczy, jest ta, którą otrzymawszy należy opublikować 5 czarno-białych fotografii i cośtam cośtam. Podszedłem do zagadnienia nader uczciwie i z pełnym zapałem czyli zamiast wygrzebać starocie z szuflady czy przerobić syfrowe pstryknięciopliki monochromatycznym filtrem, wziąłęm aparat, CZARNOBIAŁY FILM i wyszedłem na ulice. Ulice energetyzującego i niosącego dobre wibracje Dublina – miasta, w którym czuję się w pełni swobodnie a tego akurat dnia postanowiłem nie odpuszczać ujęć omijanych przez pewną fotograficzną durną nieśmiałość, której jestem pechowym nosicielem. Spacer wyszedł zajebioza a co do szczegółów nominacji – jebać je, uczestniczę w fb ale gram podług własnych reguł, zasady są po to by je łamać.  Wydestylowawszy zatem co najbardziej podoba mi sie w całej tej sytuacji prezentuję poniżej najbardziej zdatne strzały, które byłyby lepsze gdyby palec nie był tak głodny spustu. Dzięki Maksymilianie za tę mobilizację, TOSZYSKO PSZEŚCIEBIE! :)

/ I’ve been nominated in some BW Challenge so I should present 5 pictures and nominate others and bla bla bla…  fuck the rules I’m taking what I want, this time – just pictures :) Great few hours walking that made me sharing with you the views I’ve seen in Dublin. Thanks Max! So…  enjoy!

ciepło sprze-dawcy/ warmth

ciepło sprze-dawcy/ warmth

I LOVE YOU KASIA

I LOVE YOU KASIA

Ujrzałem na ulicy fryzjerkę, która trzymała szufelkę - "taka sama jak moja" - pomyślałem, ale nie, moja nosi leginsy ;) / Hanna Barber a Shop ;)

Ujrzałem na ulicy fryzjerkę, która trzymała szufelkę – „taka sama jak moja” – pomyślałem – „ale nie, moja nosi legginsy” ;) / Hanna Barbera ;)

to właśnie jest ulica / this is street

to właśnie jest ulica / this is street

odbicia / reflections

odbicia / reflections

lama pal Alladyna

lama pal Alladyna

nie pójdę z toba do łóżka jesli nie czytasz / how to say "thank you" in Gaelic?

Nie pójdę z toba do łóżka jeśli nie oglądasz obrazków w książkach / How to say „thank you” in Gaelic?

tup tup

tup tup

syf / crap

syf / crap

Szycie koszul na miarę zaczyna się od filiżanki czegoś dobrego / Custom tailor

Szycie koszul na miarę zaczyna się od filiżanki czegoś dobrego / Custom tailor

Ludzie przyjeźdżają tu po grube bańki / Street bubbles

Ludzie przyjeźdżają tu po grube bańki / Street bubbles

gol! / c'mere hippie

Gol! / C’mere hippie!

W której bedziemy gazecie, aaa, na fejsie, spoko / Fastest broadband providers ;)

W której będziemy gazecie, aaa, na fejsie, to spoko / World’s fastest broadband providers ;)

zza spoza poprzez / would you guess it is middle of Temple Bar?

Zza spoza poprzez / Would you guess it is middle of Temple Bar?

Nienajgorsze jednakowoż murale będziem odtąd prezentować w technikolorze / colorfull mural in shades of gray, naaaah!

Nienajgorsze, jednakowoż murale będziem odtąd prezentować w technikolorze / Colorful mural in shades of gray, naaaah!

Najnowsza twarz łoloffejmu dążąca do z uzależnieniem rozejmu / unknown artist resting at Wall of Fame, Temple Bar

Najnowsza twarz łoloffejmu dążąca do z uzależnieniem rozejmu / Unknown artist resting at Wall of Fame, Temple Bar

Arch i nie tektura / Architecture

Arch i nie tektura / Arch!tecture

Lug z Szałasem

4 komentarze

Glenmalure

Glenmalure

Świt. Moment, gdy noc ściera się z dniem, dzwonek budzika kruszy najtwardszy sen, duch przygody walczy z materią w ciepłym łóżku a duża wskazówka każdego zdrowego faceta znajduje się na godzinie 11 lub 1, akurat cholera wtedy! Nigdy nie jest łatwo dlatego jak najprędzej trzeba dotknąć stopą podłogi i przypomnieć sobie DLACZEGO ;)

Na przekór brakowi samochodu, niełatwej pogodzie i zdradliwemu termosowi wturlaliśmy swoje zwłoki do pociagu i ściskając w ręku kamyk zielony (Mezuza ze Zgmocieniaka) oraz bilet na przejazd tam i z powrotem wykonaliśmy desant na stacji najbliższej Górom Wicklow mając w planach zdobycie najwyższej w całej prowincji (brzmi, co?), znanej i lubianej Lugnaquilli zwanej dalej „Lug”.

Dalej był wiatr, deszcz, błota, skały, trawy, chmury i pogoda rodem z dworca w Kielcach, którą przeplataliśmy nie wiedzieć czemu uśmiechem.

/ A day out with Martin that we spent hillwalking in Wickow Mountains to reach the peak highest in Leinster and 13th highest peak in Ireland – The Lug 925 m

Despite the weather we climb up by zigzag and descend partly with trail, then just heading on azimuth to reach the waterfall. Tired mostly cause of rain and really strong wind but happy as always.

W drodze powrotnej to autostop zatrzymał nas – dobry człowiek sam zaproponował podwózkę widząc chyba jak stawiam obolałe kopytka drepcząc asfaltem w stronę cywilizacji. I jeszcze przeprosił, ze wiezie dwa psy w bagażniku (kombi) i spytał czy nie bedzie nam przeszkadzało bo wiadomo jak pachnie mokry pies. Nie przeszkadzałoby nam nawet gdyby wiózł tam pawiana z pawiem na klacie, torbę słoniowego guana, tandem Gucwińskich i pijaną orkiestrę bawarskiej straży pożarnej :D

Szałasowe foty z Lug / Martin shots from this trip

/ On our way back we were so lucky that we didn’t have to hitchhike – some nice stranger stopped his car and offered us a lift asking if we don’t mind smell of wet dogs that were in the car. We (or at least me) were so exhausted that I can’t just imagine what could make us refusing his good deed.

Ja ja ko by ły

6 komentarzy

Jako absolwent, który ukończył wszystkie księgi przygód Tytusa de ZOO wyrazić pragnę oburzenie i przestrzec każdego fana komiksu przed oglądaniem filmu jaki powstał o postaciach Papcia Chmiela. DNO i sto metrów mułu, wytrwałem 19 długich minut a i to było czasu stratą.

Dziwny wieczór, odkryłem że słyszę dźwięk, który istnieć nie powinien. Dźwięk płynący z wtyczki ładowarki wetkniętej w gniazdko, które WYŁĄCZYŁEM. Niby więc czynne nie jest a wtyczka piszczy, choć gdyby podłączyć aparat to nie rozpocznie się ładowanie bo gniazdko wyłączone. Więc? To zostanie tajemnicą chińskich producentów, amerykańskich naukowców a nade wszystko irlandzkich budowlańców. A kto jest budowlańcem w Irlandii jak nie Polak? Zbyt to zawiłe…

Czyniąc dziś schaby duszone w cydrze zastanawiałem się dlaczego na żadnym etapie przepisu nie nakazano posolić wieprzowiny, toż to, nomen omen, po świńsku! Odpowiedź tkwi we fragmencie mówiącym, by na każdy z plastrów mięsa nałożyć odrobinę masła. Masło bowiem na zielonej wyspie domyślnie jest słone i kto stanie przed regałem z masłami w sklepie szerokim, ten wśród przypuśćmy 40 różnych maseł znajdzie tylko DWA niesolone. Dzięki powszechnej tej praktyce tutejsze ciasta z kremem są …słone. Pisze to łasuch, który nie jest w stanie zjeść kawowego kremu lokalnej produkcji.

Dziś też zastanawiałem się (niedziela o wyjątkowo fatalnej pogodzie przysparza okazji do przemyśleń różnorakich) co jest nie tak z moją herbatą. Czy w związku z próbą nałożenia haraczu na wodę zmieniono jej smak? Czy użyłem zwietrzałej herby? Może cytryna była nieświeża? Otóż nie, po prostu w cukrze trzcinowym, który kupiłem jest sól. SÓL W CUKRZE!!! I piszą o tym spokojnie na opakowaniu, moja wina, mogłem przeczytać. I jak tu nie zwariować?

Powyższe odkrywszy, najpierw organoleptycznie a później czytając, użyłem mojego ulubionego przekleństwa na „Sz” :)  Czasem jest ono wymienne z tym zaczynającym się na „Nosz-„. Traktuję je jak jedno słowo gdyż wespół z drugim, nieprzytoczonym tu przez dobre obyczaje, członem, stanowi całość spójną fonetycznie i mającą dzięki charakterystycznemu akcentowi niepowtarzalną ekspresję.

A wiatr za oknem łka w mankiet parapetu i parska na szyby, czy trzeba mi przypominać gdzie jestem? Inne znam oblicze Irlandii i całkiem pozytywnie ją odbieram, lecz ciężko utrzymać w sobie ten obraz gdy za oknem dzieje się co się dzieje. Czy wolno kopać leżącego? Postawcie mi jeszcze za tym płynącym pochmurnymi łzami oknem sznur i ćwiartkę spirytusu!

No tak, zapomniałem, dzięki regulacjom nie mamy w Unii już od dawna ćwiartek tylko 0.2 l – tylko czemu służyć miała ta zmiana? Czy przez to mniej osób pije? A może wyrównano ceny alkoholu miedzy krajami członkowskimi? Albo flaszki 200 ml mniej zaśmiecają srodowisko niźli ćwiartuchny? NIE. To komu potrzebny był ten gwałt kulturowy? A owszem, gwałt prempana, bo dawniej gdy kupowało się w nocnym ćwiarę i przepoję to na pytanie ekspedientki „jaką?” można było odpowiedzieć „jaką ćwiarę czy jaką przepoję?” a teraz co? Nawet Irlandczycy stracili przez to jedną ze slangowych miar – naggin, bo w końcu pomniejszony o 50 ml pojemnik stracił prawo do nazwy tak jak dwieście nie może być zwane ćwiartką. Tylko po co ten cały cyrk?

A tak jeszcze filmowo, bom świeżo po seansie Żółtego szalika – czy Janusz Gajos to ma na koncie jakąś rolę w której nie jest alkoholikiem, chamem, cwaniurą lub podłotą? Nie licząc dowódcy Rudego 102 z „Czietyrje tankista i sabaka”…? Znacie się czy się nie znacie? Bo ja nie, Janie. Janie Kosie. Spać czas. Dobranoc potokiem słów poprzedzona czego i Wam zyczę.

PS. Czy ktoś wie gdzie w nowym interfejsie wordpressowym zniknęły pod- i niektóre kategorie – np. gdzie moje „słowo na niedzielę” czy „kino Mani”? Drodzy administratorzy WP, pamiętajcie: lepsze wrogiem dobrego. [po edycji: znalazłem link do starego szablonu edycji a w nim brakujące kategorie. Jest to krok naprzód choć poprzez cofnięcie. Paranoja]

Zielona setka / Green hundred

17 komentarzy

Nigdy nie przywiązywałem uwagi do najdłuższego dystansu, średniej prędkości, tętna i kadencji, ba, kpiłem sobie czyniąc podsmiechujki z kolegów podniecających się tym, aż kiedyś sam postanowiłem pyknąć stówkę, żeby zobaczyć jak to jest no i czy w ogóle dam radę – dałem z naddatkiem. Ostatnio Witt opędzlował CK wokół i na naszej grupie wzajemnego brandzlowania się rowerami (i na szczęście nie tylko) zaczęły pojawiać się jakieś dłuższe wypady, postanowiłem tedy i ja zaatakować. Po letniej próbie przerwanej przez osę ponowiłem dziś atak na Dublin.

Nie bardzo wierzyłem jak Witek pisał, że nie mógł zasnąć z podniecenia przed swoim wypadziochem, bo w końcu nie takie rzeczy człowiek wyczyniał i to bez żadnego halo. Okazało się, że życie me outdoorowe tak zubożało (bo nie wiem jak inaczej to tłumaczyć), że zmarnowałem noc próbując spać, odlatując z RTE Lyric Fm na słuchawkach i budząc się co trochę, tudzież przekopując szkice na blogu czego efektem jest nocny post o Słowie Ludu :) Finalnie spałem tylko dwie godziny i całe szczęście, że napisałem na fb, że jadę, bo inaczej pewnie bym odpuścił.

/ Second attempt to cycle 100 k one day on Green Island, this time successfull. Well, just see the pics as I’m lazy/tired*

*-choose the correct one ;)

Smiles, not the miles!

27 komentarzy

256 odcieni zieleni / 256 shades of green

Chciałem by moje nieduże podróże miały jakiś wspólny mianownik ale ponieważ to tylko eksploracje bez żadnego socjalnego kontekstu, najbardziej do nazwy cyklu pasowała mi liczba odcieni zieleni, która okazała się być mocno problematyczna w ustaleniu. Postanowiłem więc te sprawę uprościć i stąd liczba 256, pominę wszystkie linki i rozmowy, za które dziękuję, odbyte z grafikami i fizykami, zdecydowanie stwierdzam „wiem, że nic nie wiem” i to ślepy zaułek bo, ogólnie rzecz ujmując, Irlandia ma pierdylion odcieni zieleni a wiosną nawet więcej ;P

/ I was trying to find some common base for my little trips but as they are quite shallow I decided to choose number of shades of green, which is terribly unknown so let’s say – green has 256 shades and that represents the best way how I see semi-naked Ireland with its zylions green tones or even more at spring time ;P

Droga / Road

Droga / Road

Jest 11:00, straszą, że po 13 walnie deszcz. Chcę wykorzystać to okienko pogodowe na rower, jadę. Wiem, ze powinienem wrócić wcześniej, różne sprawy czekają ale przecież za tym mostem i tamta górką, i jeszcze do końca żywopłotu, dobra, za lasem zawrócę. A w sumie jak już tutaj jestem to dojadę pod ten grzbiet, w prawo krótsza droga ale częściowo ja znam, jadę w lewo. E, nie jest tak źle, mżawka trwała 10 min i już po krzyku, wg prognoz od trzech godzin powinienem jechać w strumieniach a tymczasem jest tylko wiatr. Dobra, zbliża się zmierzch, trzeba napierać w stronę domu a ja ciągle się oddalam. Jest zjazd, krótki ale ostry. Dobra, teraz gdzie, że niby w prawo? cholera, jak ja patrzyłem na mapę że się nie kapnąłem że będzie pod górkę. Warstwy dają radę. Zimno, wieje, ciemno. Wjeżdżam do jakiejś wioseczki, o jej niedużych rozmiarach świadczy kościół, pub, sześć w porywach do ośmiu domów i sklep, CZYNNY! Tja… nie mam kasy, najbliższy bankomat we Wrocławiu, podobnie jak terminal do płatności kartą. Uff, znalazłem zaskórniaka pod prawkiem, deli już nie działa ale lokalna pani Krysia zrobi mi zimną szamę, zajadam i wkręcam się na pozytyw. Wychodzę ze sklepu a tam…   deszcz! ;P

aefc

aefc

feswea

feswea

uiloil

uiloil

erf

erf

erfcxfeefrc

erfcxfeefrc

cffeqfeq

cffeqfeq

cweqfewf

cweqfewf

awefefewqwq

awefefewqwq

wefwqefqf

wefwqefqf

nyuj6trju

nyuj6trju

rytjnruj

rytjnruj

lkjuyjyjt

lkjuyjyjt

oewmfpom

oewmfpom

trekkfkj

trekkfkj

yqbayqrvy

yqbayqrvy

poji

poji

coffee

coffee

 

Uwielbiam drogi zapomniane, im gorsza tym lepsza; nie ma być najkrótsza, ma dać najwięcej odkrywania, nakarmić oczy i serce. Jest takie uczucie, gdy za mną długa droga, dotknięte fajne miejsca, kilometry podjazdów z przyspieszonym oddechem, zjazdów które robią takie wrażenie, że parkuję język w miejscu gdzie kiedyś rósł jeden z zębów mądrości, generalnie – jak koń po westernie. Przede mną jeszcze wiele kilosów powrotu, apetyt jak zwykle przewyższył możliwości więc jest wieczór, mijam jakiś dom, z którego snuje się dym z kominka a z okien bije ciepłe światło… wtedy stulam poślady i naginam do domu ale prawdę powiedziawszy w tej krótkiej chwili cisnąłbym kozę do rowu i rozsiadł się z nogami przed kominkiem z grzańcem w ręku :)

„Stay hungry, stay foolish”  S.J.

PS. Za wszelki zauważalny w poście chaos z dołu przepraszam ;)

%d bloggers like this: