Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘Karlos

Gdy wieje, leje, duje, dżdży, siąpi, kropi albo pada…

4 Komentarze

Drugi lutego roku pańskiego dwa tysiące ósmego, godzina szósta.
Karlos wracając z lotniska zahacza o Finglas, jem przyspieszone śniadanie i już o 8 jadziem drogą R115 przez Góry Wicklow. W oko wpada nam góra, którą mijaliśmy wiele razy a do głowy spontan “a jakby tak wejść tam?”, nie jest imponująco wysoka ale zaczyna stromieć nagle niczym Fiat Multipla.

Pięć minut później zostawiamy piękną perłoworóżową korsę u podnóża naszego celu i zaczynamy marsz pod górę, na przełaj. Cały teren to wykarczowany kiedyś lub wiatrem połamany las z którego pozostały drobniejsze nadpalone gałęzie jakby ktoś wypalał tu trawę (i pewnie jeszcze nie raz będzie to robić gdyż Wicklow to dobre miejsce na wypalenie trawy hhehe!). Nie pada deszcz (jeszcze) ale wieje i to mocno, nie ma żadnej ścieżki, szlaku zero, jedyne zauważalne ślady mówią o obecności kozic i o tym że nie chodzą one głodne.

płaski czerep Karikszoka

spozieramy telefonopstrykaczem na Północny Wschód

i w stronę kontynentu…

Szczyt okazuje się dość płaski, dużo na nim wielkich, gladkich, prawie równych z ziemią głazów, całe pojezierze kałuż, na dodatek dmie bardzo silny wiatr, wzmagający się raptownie i gasnacy, szacujac wg sprawdzonego wzoru „π x drzwi”, jakieś 520-850km/h. Naprawdę ciężko iść, często miejsce w którym stawiasz stopę różni się od tego w którym planowałeś ją postawić o kilkanaście centymentow. Wiatr jest tak silny, że trudno zrobić jakiekolwiek zdjęcia, ciężko ustać w miejscu w ogóle choć daleko mi do postury Małysza.

Carrigshouk peak

Carrigshouk 571m n.p.m. – wieeeeeejeeeeeeee!!!!!

Karlos na szczycie Carrigshouk, w oddali Military Road „droga dolara*” (i do Wodospadu Glenmacnass) /  *droga do Laragh/

Nadszedł czas próby: trzeba odcedzić kartofle, pozycja niczym gitarzysta Limp Bizkit podczas ulubionego riffu tzn. silny wykrok jedną nogą w przod, druga w tył, kto wymyślił te cholerne guziki…   pozycja lipna, mimo że stałem “z wiatrem” zawirowania powietrza niosą złote krople wirując dookoła niczym trąba powietrzna. Pomaga dopiero przyklęknięcie z silnym wykrokiem jedna nogą w przód pozawalające na kontakt Wacława z trawą…

W końcu schodzimy najstromszym bokiem góry porośniętym uschniętymi paprociami, niżej teren jest śliski i zdradliwy niczym uśmiechnięte twarze pracowników prowidenta, gałęzie załamują się pod ciężarem kroku i noga wpada pomiedzy skaly lub w niecki z wodą.

termometr oszalał ale pogoda na zewnatrz wcale nie zachęcała do wedrówki

9.15 siedzimy już w carlosowym vauxhallu, zaczyna się mżawka ale ruszamy do Glendalough, pogoda tak podła że nawet parking podniósł szlaban i wpuszcza za free. Startujemy białym szlakiem prowadzącym do dawnej osady gornikow (przeciwnie do ruchu wskazówek zegara) i dalej do wodospadu (choć zdaje się że w ciągu wszystkich sześciu dni bez deszczu w Irlandii może on być niezauważalnym strumykiem), lajcik tylko coraz bardziej leje deszcz.

droga wzdłuż wyższego z jezior Glendalough

Nie odczuwamy tego dopóki chroni nas las iglasty, póżniej na otwartej przestrzeni okazuje sie że pada naprawdę solidnie ale i niewąsko wieje. Z wioski pozostały ruiny kilku budynków, dwa kopce zmielonego surowca i szczątki jakiejś maszyny, napieramy dalej w kierunku wodospadu. Cały czas leje, strumień górski grzmi w napotkane głazy raz po raz tak ze woda jest spieniona na każdym odcinku a dodatkowo wiatr targa jej grzywę na boki.

Glendalough – ruiny osady górniczej

szczątki z czasów świetności wioski

Trawersującym szlakiem podchodzimy coraz wyżej ale sprzęt nas zawodzi a konkretnie buty i spodnie które przemokły aż po klejnoty, odwrót, tym razem zimne szpilki deszczu wbijają się w twarz, nie jest miło, daszek czapki osłania częściowo twarz, trochę pomagam sobie kołnierzem, brak rękawiczek też daje się we znaki.

wchodziliśmy mając wiatr i deszcz w plecy, schodzenie okazało się zdecydowanie mniej przyjemne…

zmoknięte cojones to sygnał do odwrotu – luty 2008 to był plan zapuszczenia dredów Kazikopodobnych

Jakiś czas później parking i gorąca herbata z termosu, a za kolejne 5 min wystawialiśmy kontrafałdy w stronę ognia z kominka w miejscowym barze oczekując na gorącą, gęstą, kremową zupę wielowarzywną. Jeszcze mały rekonesans kilka dolin dalej pod kątem następnego wypadu, pasuje, spadamy do domu. Zamrznieci, zmoczeni i z… uśmiechnięci :)

Naukę wtedy wyciągnąłem ważną – nieprzemakalna kurtka chroni Cię powyżej pasa więc jeęli nie masz odpowiednich spodni – deszcz płynie na nogi i przez material spodni dostaje sie zarówno do butow jak i do jąder a wtedy odechciewa się gdziekolwiek chodzić.

Jest w Glendalough schronisko An Oige więc warto rozważyć je planując bardziej udany niż nasz wypad. Wpomniany rejon znajduje się na 56 mapie OSI i przy nawet przeciętnej pogodzie okolice Glendalough są zasypane turystami więc spacer do górniczej wioski raczej przypomina pielgrzymkę lub wejście na Morskie Oko w lipcu.

Dopisek z Polski: Pozdrowienia dla wszystkich dreptaczy, mam gula za każdą miejscówkę w Wicklow na którą miałem smaka lecz brakło czasu, kasy, chęci, determinacji… więc chodźcie póki tam jesteście. Bardzo żałuję że nie zrobiliśmy dużego odcinka Wicklow Way który planowaliśmy logistycznie ogarnąć rozrzucając w odpowiednich odcinkach szlaku konserwy i wodę, które chcieliśmy zamaskować by w kolejny weekend przespacerować się z „o tyle lżejszymi” plecakami. Coż, było-minęło.

Specjalne pozdro dla Ciebie, Karlos, stary wilku! Po ostatnich zdjęciach z chmur widzę że wciąż całkiem nieźle drepczesz :)

Reklamy

Janosik / Jánošík / Яношик

8 Komentarzy

Janosik – polska wersja slowackiego rozbojnika, w roli glownej: Karlos, nasze pierwsze podejscie na Lugnaquille, luty 2008 /

Janosik (ja’nɔɕik) – polish version of famous Slovak agile exile outlaw (a bit like Robin Hood), starring: Karlos, our first ascend to Lugnaquilla, February 2008.

moje te gorecki, moje te dolinki, heeeeeej

"Moje te gorecki, moje te dolinki, heeeeeej!" / Polish version of Slovak's Robin Hood ;)

Belfast cz. 1 / part I

2 Komentarze

Gmach glowny Zarzadu Budowy Jaskin

Gmach glowny Zarzadu Budowy Jaskin / headquarters of Caves Building Management

W Polsce mieściłby się tu pewnie WKTiR albo Spółdzielnia Inwalidow „Daremny Trud”, w stolicy Irlandii Północnej jest to Transport House, siedziba związków zawodowych zrzeszenia transportu  – i cokolwiek to znaczy, klimat realnego socjalizmu. Równie dobrze mógłby stanąć w Sofii, Bratysławie a i żadne z rosyjskich miast nie powstydziłoby się takiego cacka, ba, odremontowaliby malunek sławiący chłoporobotnika i jego przemysły. Obydwa ciężkie. Można kpić lub kochać takie obrazy ku pokrzepieniu serc i każdy sam widzi o czym chciał powiedzieć malarz ale dla mnie to relikt architektury, stylu, propagandy, designu.

Pewnej letniej niedzieli 2008 wjechaliśmy z Ula, Tania i Karlosem do miasta osławionego z zamachów bombowych, ataków terrorystycznych i samochodów – pułapek ale wszystko to okazało się mocno przereklamowane ;) Zaparkowaliśmy dwie przecznice od ratusza i udaliśmy się na rekonesans po Belfaście z lotu ptaka (najszybszy ptak? ptak kolibra) czyli na diabelski mlynThe Belfast Wheel.

pod grozba rozkolysania kabiny kazdy zgadza sie na zdjecie

pod grozba rozkolysania kabiny kazdy zgadza sie na zdjecie / inside cabin

diabelski mlyn

diabelski mlyn z kabina VIP / ferris wheel has one VIP cabin

Nie jest on gigantyczny i blado wypada wśród podobnych budowli na świecie a jednak podczas pierwszego wznoszenia podniecenie rosło w kwadracie do przyrostu wysokości. Miały być 3 okrążenia a było 5 czy 6 – klimatyzowane kabiny, automatyczny przewodnik snujący bajerę z głośnika. Na kolo warto iść rano tzn ok 10 bo później w pogodny dzień kolejka jest jak po mięso. W szczytowym położeniu można rzucają się w okno 3 miejsca – pięknie zdobiona kopula ratusza przy którym stoi ów młyn, jakiś lekko futurystyczny dach opodal i stocznie w której zbudowano Tytanika będącego dobrym odzwierciedleniem irlandzkiej „jakości”.

Podreptaliśmy zatem w stronę budynku zdającego się być nowoczesnym w tym mieście. Okazał się on być centrum handlowym i jeśli nie zwiedzie Was chęć zobaczenia „wszystkiego w jeden dzień” to będąc miłośnikiem industrialu posiedzisz tam kilka godzin.

w skleeepieeee szeeeerooooookim

w skleeepieeee szeeeerooooookim / shopping mall

wsiada baba do windy a tam schody

wsiada baba do windy a tam schody / people against the machine

matka z dzieckiem

matka z dzieckiem - z POD PODlogi / from underneath od the floor

lodziara

kto i komu loda poda?/ chillin' on the top

el macaroneiro

el macaroneiro

To tyle z pierwszej czesci – spacerowo-turystycznej. O tym zas jak wyglada czesc Belfastu, ktorej turysci zwykle unikają juz niedługo (bedzie duzo malunkow z katolickiej dzielni.

Szczesliwego Nowego Rapu!

leave a comment »

Bo ostatni rock nie byl zbyt szczesliwy a obecnie nie jest wcale nowy. Rap z reszta obnizyl poziom i z malymi wyjatkami ryje w zamulonym dnie – starczy posluchac Busta Rhymesa nagrywajacego ze stadem jeczacych talibow lub wiekszosci panow w futrach, roleksach i wynajetych dupach w rekfleksach okularow, ktorych nie zalozylby zaden hetero. Muzycznie syf w kraju i zagramanica ale co tam, ja zlapalem dystans i odpoczywalem juz od przedwigilii (w ktora pojechalem rowerem nad morze by o wschodzie slonca rozpoczac nowa, swiecka tradycje.

Be-Gie-eS zrobil pierwszy w zyciu bee gees pod Ulcyne dyktando, ale jako ze na swiecie jest prawie 40 mln (czyli czterysta miliarodow na stare) przepisow na polski bigos to sie okazalo, ze nasze smaki roznia sie zasadniczo. Zlamalem zasady dajac 1kg swinki + 1,2kg krowki + szescdziesieciocentymetrowe „organki” cielece kontra zaledwie 2kg kwaszonej kapusty bo sie w garze wiecej nie zmiescilo, jednak efektem nie bylem zachwycony. Szczesciem Krycha_Marycha przyslala mi niespodziewanie dwa sloiki bigos-amigos w stylu mego domu rodzinnego. Taki p. Bigosinski obfituje w grzyby, suszone sliwki, jalowiec, przesiakniety jest nadto wywarem powstalym wskutek obgotowywania wen boczku i kielbas. Aha – i jest KWASNY :))

Rzec by mozna iz sama wigilijna wieczerza minela tradycyjnie, bo bez miesa, gdyby nie zdobiacy srodek stolu czerwoniutki rak o delikutasnym miesie ugotowany przez Carlosa de Coulette, ktory zaszalal w te swieta szykujac ponadto danie „lorneta i meduza” (czyli seta i galareta) tudziez pieczony barani udziec, ktory spozylismy w dzien Swietego Szczepana, makłowicząc sobie beztrosko na ujeciu wody w Gorach Wicklow. Pierwszy to rok w ktorym dane mi bylo umiarkowanie w jedzeniu i piciu. I bym zapomnial co Aga rzekla – idzie ulica dwoch jegomosci w strojach wieczorowych, po czym poznac ze jeden jest z samoobrony? …po fraku wpuszczonym w spodnie. Dziekuje, pozamiatane, i tak minely Swieta. Slyszalem tez wersje, mowiaca iz ow pan byl z Bialegostoku lecz jej nie napisze wolac narazic sie baranom ze szlabanem u szyji nizli mieszkancom najzimniejszej czesci Polski.

Pozniej, niejako rozpedem, kontynuowalismy swietowanie z Trojgiem Szalasow by ostatniego dnia roku minionego przeniesc baletowanie do Wexford, skad wczoraj raczylismy wrocic konczac wczasy i rozpoczynajac noworoczne poszukiwania pracy. Bylem u Marcinow juz wielokrotnie ale tym razem pozwiedzalismy siola pierwszych Wikingow, wczesnych Chrzescijan, wypocilismy tosyny sylwestrowe w roznych jakuzzi, saunach oraz silowniach, obejrzelismy tuzin filmow (w tym czwarta juz pulapke ze szkla) i jeszcze udalo nam sie pojechac rowerami na wschod slonca po drugiej stronie rzeki Slaney przez najdluzszy most w Krainie Rudych Psow. Z lenistwa zabralem ze soba jeno sprzet o standardzie cekaefowego „warzywniaka” wiec po wywolaniu moze byc wesolo :)

Aha, katem okna ale jednak widzialem fragmenty sylwestrowych zabaw pod golym niebem organizowanych przez polsat i tvp, no coz, cala te zenade mozna opisac tylko tak: bylo przasnie! Utrzymujaca sie z wymuszen abonamentowych stacja odgrzala swe POP-kotlety a polsat powrocil do korzeni wypuszczajac na scene rodzimy bojsbent diskopololajf. Byc moze uleglem zanietrzezwieniu ale zdaje sie ze skaczac po kanalach na obu trafilem na calkiem niezle trzymajace sie po ekshumacji laski z Abby (barowe haslo: no coz ze ze Szwecji, odzew: moja mama ma malamuta), znaczy sie: jest w Kraju Rat przynajmniej jeden sprawny smiglowiec :) Rozwinieciu ulegla takze mantra wienczaca pigulkowe reklamy i brzmi obecnie: „Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu„. Na tym koncze zapadajac na kolejny rok w bloga nieswiadomosc telewizyjna bojkotujac to medium z korzyscia dla zdrowia tak psychicznego jak i fizycznego. Abonament – Ament.

w miescie Karola / in Charles town

3 Komentarze

Bryknęliśmy się kiedyś do Bray i chyba stamtąd ten portrecik. Jak to przedstawiony poniżej człowiek mawia pojechaliśmy odwalić kite czyli pobrykać swoimi latawcami. Niestety warunki pogodowe były takie ze mój nie chciał bryknąć. Latawiec :>

KAROL NAPALIL SIE na LATAWIEC

słowa klucze: KAROL NAPALIŁ SIĘ na LATAWIEC, LATA WIĘC po całym Bray

Będąc raz w sklepie szerokim, który przypomina taki większy Społem w wydaniu zagranicznym, trafiłem na taką oto wywieszkę. Zwykle jest napisane „żywność z Polski”. W tym przypadku poddałem się bezskutecznie próbując zrozumieć co autor miał na myśli…  Jakie to miasto? I który Karol? Żeby tak choć znaleźć drogę odczytania treści we właściwej kolejności…  nic, jak krew w piach.

mistrz kopirajterstwa najwydestylowaniuchniejszy

Mistrz Kopirajterstwa POLSKI skadinad wagarujacy na "polaku"

Edytowano: zastanowiłem się w którym sklepie pyknąłem te fotkę i rozkminiłem wreszcie: jakiś jełop przetłumaczył nazwę własną „Charlestown” (centrum handlowe na Finglasie) jako „Miasto Karola„, mniej wiecej tak trafnie jakby „Powiśle” przełożyć na „After Vistula„. Co za zuch! ;)

W mysl spiskowej teorii dziejow znalazlem zakonspirowana skrzynke kontaktowa miedzy siatka sluzb specjalnych a zakonspirowanym szefem wszystkich szpiegow ktory tylko raz ujawnil swa twarz w wywiadzie z Krzysztofem Materna.

Lug

leave a comment »

Lug – tak w skrocie nazywaja Irlandczycy najwyzszy w hrabstwie Leinster szczyt  – Lugnaquille.

27 wrzesnia 2008 r. ok godz 9 udalo nam sie opuscic dom by po dziesiatej byc juz w wawozie/dolinie Glenmalure. W krajobrazie przypominajacym Bieszczady, TPP „B.U.K.” wygramolilo sie z Karlosowej strzaly a oczom ich ukazal sie…   gigantyczny plecor Karlosa ktorego zawartosci wlasciciel nie chcial zdradzic i na dodatek uparl sie ze zabiera wszystko na gore. Karkolomne wyzwanie, ja np zrezygnowalem z zabrania lustrzanki bo za ciezka a tu taki bagaz, nie lada wyzwanie…

w drodze na Lug

w drodze na Lug, w oddali rzeczko-wodospad a w ostatnim planie grzbiet prowadzacy w lewo na Lug

Karlos ruszyl pierwszy solo, my z Ula za nim. Wejscie po prawej stronie „wodospadu”/rzeczki, po pokonaniu stromej czesci wybralismy nowa droge. Wiodla ona przez zabojczo meczace dla nog trawy wysokosci nawet do pasa, ktore skutecznie zniechecaja podczas wchodzenia pod gore przytrzymujac buty, spowalniajac posuwanie sie naprzod i wymagajac wysokiego podnoszenia stop. Mimo ze bylo relatywnie sucho jak na ten teren to prawie godzine zajelo nam przeprawienie sie przez moczarowo-torfowy srodkowy odcinek szlaku. Wedrowka tamtedy polega na znajdowaniu gestych kep trawy oraz wysp torfowych pozwalajacych uniknac brodzenia po kostki w zapadajacym sie pod wode trzesawisku. Nie ma tam szlaku, samemu sie wybiera trase skokow i najmniej bagnistych stapniec.

Poludniowy stok grzbietu Lugduff, u jego stop dolina Glenmalure

Poludniowy stok grzbietu Lugduff, u jego stop dolina Glenmalure (panorama z 6 zdjec, ok 180')

W rozpadlinach, powstalych przez erozje wspomagana wypasem owiec, znalazlem skrzydlo samolotu. Rozgladalem sie za innymi szczatkami typu portfele pasazerow, licencja pilota albo chocby czarna skrzynka (dla Mamy pod pelargonie) ale ani sladu. Ci cholerni turysci UKRADZOM wszystko co tylko znajda.

szczatki samolotu

szczatki samolotu

Z wstepnych ogledzin skrzydla oraz sladow katastrofy, ktora miala tam miejsce wiemy niezbicie, iz transportujacy Generala Wladyslawa Sikorskiego samolot Liberator II AL523, ktory spadl do morza 4 lipca 1943 r. o godzinie 23:07, 16 sekund po wystartowaniu, w wyniku czego zginela corka generala i szef sztabu Naczelnego Wodza, Tadeusz Klimecki oraz siedem innych osob, z cala pewnoscia wlasnie tamtedy… nie lecial.

Teczowy music box wokol oczka wodnego

Teczowy music box wokol oczka wodnego

Po dokonaniu tego, badz co badz, przelomowego odkrycia (do dzis malo ktory badacz historii wie o powyzszym) pomaszerowalismy w lewo by wspinac sie grzbietem, tym razem po krotkiej trawce, owiewani zachodnim wiatrem, spotykajac pierwszych ludzi tego dnia. 30 min pozniej wedrowalismy przez prawie calkiem plaski i bardzo obszerny szczyt Lug, na ktorym w jednym miejscu zbudowano kopiec z kamieni, bez niego w wielu miejscach moze sie wydawac ze „to tu” co mogloby byc przyczynkiem do bojek o to kto wszedl pierwszy itp ;) Dla szukajacych ekstremalnie mocnych wrazen ta pekata gora ma dwa bardzo strome polodowcowe stoki zwane Polnocnym i Poludniowym Wiezieniem.

Tuz przy kopcu siedzial usmiechniety od ucha do ucha Karlos, obok niego stal sklesniety plecak z ktorego wybebeszono uprzednio maszynke turystyczna, patelnie, garnek i cala fure zarcia. To byla prawdziwa niespodzianka i dala nam strasznie duzo radosci i tylez samo energii: jajcowizna z 12 jaj smazona na maselku oczywiscie, mmmm….    kabanosy i kielbasa smazona z celula, czosnkiem i roznymi przyprawami, mmmm…..   goraca kawo-czekolada….   mmmmMMmmniam! I to wszystko 925m npm (niecale 3035 ft, Lug jest 13 co do wysokosci z 14 gor na wyspie, ktore przekraczaja 3000 ft), tym samym pobilismy wyczyn Betka i czekamy na rewanz (stukanie jajem o wschodzie slonca w Wielkanoc z CKF sie nie liczy Grzeniu hehehehe).

Karlos i nasz spozywczy balagan

Nasz spozywczy balagan. Karlos, dzieki za niespodzianke!

Zdumieni turysci zerkali nieco zazdrosnie tym bardziej ze zapach roznosil sie w promieniu kilkudziesieciu metrow. Pichcilismy gdzie Maklowicz nie pichcil! A wokol, jak donosi nie zawsze wiarygodna wikipedia, przy dobrej widocznosci okiem nieuzbrojonym winno byc widac, poprzez Morze Irlandzkie, wzgorza Llŷn Peninsula i gory Snowdonia w Walii (UK). Smiem powatpiewac gdyz podczas majowego wejscia mielismy nieskazitelna pogode co pozwolil zidentyfikowac wszystkie gory przedstawione na metalowej plycie a jednak nic „po drugiej stronie morza” nie rzucilo nam sie w oczy.

Zszamalismy do syta, poznalismy ciekawych ludzi – Toma i Ursule i wspolnie z nimi oraz pewnym czlowiekiem sprawiajacym wrazenie poszukiwacza swej wlasnej piatej klepki zeszlismy w dol wschodnim ramieniem Lug by skrecic w lewo i dalej samym brzegiem stromizny, znow skaczac przez mokradla, dojsc do poludniowej strony glownego strumienia. Sporo stromych zejsc, pozniej nieco skakania po glazach w rzece by wrocic na „szlak” w miejscu gdzie zaczyna sie ubita droga dla samochodu.

A tu specjalnie dla MTB wariatow:

widok, ktory stymuluje DH wyobraznie

widok, ktory stymuluje DH wyobraznie

Aha, dzieki przyrodniczym zacieciom atakze pewnej cierpliwosci lingwistycznej zapoznanych Irlandczykow udalo mi sie wreszcie ustalic iz tajemnicze zwierze ktore widzialem w gorach gdy wchodzilismy z Ula na Tonelagee, a byl to borsuk, to nie Ratcoon ale Badger (ktorego bralem za „bobra” podczas gdy ten ostatni to Beaver). Zas obszerne informacje o mokradlach irlandzkich, wraz z kilkoma wydobytymi z nich cialami ludzkimi z zachowana skora, wlosami i miesniami mozna posiasc odwiedzajac Muzeum Archeologii i Etnografii na Kildare St w Dublinie.

Zdjec jeszcze pare z tego wypadu trafi na bloga po dokonczeniu i wywolaniu filmu oraz gdy Ula opracuje swoje foty z wypadu. Pierwsze zdjecie (to „ladne) to ostatnia klatka na gratisowym filmie noname z labu a pozostale na zapozyczonym Ulczanym didżitalnym kąpakcie. Dla tych ktorzy wybieraja sie w Gory Wicklow – sprawcie sobie mape Ordnance Survey Ireland – Discovery series nr 56 (nielaminowana – jest lezejsza i duzo bardziej poreczna/elastyczna).

Do zobaczenia na szlaku. A przynajmniej na blogu ;P

TPP „B.U.K.” przedstawia: Djouce Mountain

with one comment

Znowu bylismy w Gorach Wicklow. Znowu z Ula i Karlosem. Towarzystwo Pieszej Przygody „Bartek Ula Karol”. Pisze te posty z pewnym opoznieniem i czasem trudno sie polapac zwlaszcza ze w ostatni weekend tez bylismy w tych gorach. Ale ale, do rzeczy. Samochod sie zoastawia tam gdzie autobusy przywoza turystw pstrykajacych fotki jeziora i rusza sie wydeptana sciezka. W sumie najpiekniejszy widok to rzut oka w tyl po przebyciu zaledwie 15% dystansu na gore. Ten piekny poszczerbiony stok to wschodnia sciana Luggali zwanej tez Fancy Mountain(595m npm) ktora tak stromo odpada do jeziora Lough Tay. Szeptem: A jesliby pojsc wzdluz linii lasu w lewa strone – droga zaprowadzi nas do kompleksu tras rowerowych Ballinastoe, mniam!

 

)

jak - nie przymierzajac - w Bieszczadach :)

WIezniowie zamiast wylegiwac sie w celach z TV za MOJE pieniadze powinni…   nie chce uzywac slow nieparlamentarnych wiec nie powiem co powinni ale przyjmijmy ze chodzi mi o ” naprawde ciezko pracowac”, wzorem irlandzkim stare podklady kolejowe znalazly zastosowanie – polozona z nich sciezka daje turystom mozliwosc przejscia sucha noga przez mokradla (ktore wystepuja tu nawet na szczytach i grzbietach, relatywnie wysoko a jednak!) jednoczesnie chroniac licha glebe przed niszczeniem przez ruch pieszy. Podklady sa obciagniete napieta metalowa siatka o drobnych oczkach, dobrze przygwozdzona co daje dobra przyczepnosc nawet gdy drewno jest wilgotne lub zmrozone.

Ten tu ponizej to ma chyba owce zatrzymywac bo inne zastosowania zadna miara wyobrazic sie nie kcom.

 

antyowczy mostecek

antyowczy mostecek

 

A teraz, drogie panie, odpinamy hamulce i staramy sie nie puscic kierownicyyyyyyyyyyy….   podniecajaca jest ta sciezka. To rowniez widok „w tyl”. W tle szczyt mniejszej grory – White Hill (630m npm), dwa jeziora z ktorych tylko jedno ma nazwe – Vartry Reservoir.

 

downhill

pierwsza mysl - downhill

 

Wiekszosc trasy pokonuje sie idac szlakiem Wicklow Way, jednym z nielicznych oznakowanych szlakow w tych gorach a zarazem najdluzszym – 132 km, calkiem blisko szczytu szlak odbija w prawo by zaczac opadac w strone wodospadow Powerscourt a my kierujemy sie prostu i lekko w prawo. i wreszcie jest – Djouce Mountain (725m npm).

 

szczyt Djouce

szczyt Djouce, po lewej stronie w morzu widac polwysep Howth a nieco blizej przyladek czy tez cypel Dalkey.

Djouce czyta sie „dzius” (jak „juice”) a nie „djucze” jak sobie to wykoncypowalem :) Opisana droga jest dziecinnie prosta i gdybym mial kogos zachecic do wedrowek po Gorach Wicklow to zaczalbym wlasnie od tej gory – nie wymaga kondycji ani umiejetnosci chodzenia po gorach, przewyzszenie jest tak rozlozone ze moznaby w sumie wejsc tam w klapkach a widoki sa calkiem niezle.

widok na wschod ze szczytu Djouce

widok na wschod ze szczytu Djouce

Najwyzsza gora widoczna powyzej to Great Sugar Loaf (501m npm) – rzuca sie w oczy kazdemu wyjezdzajacemu N11 z Dublina.

 

 

widok bardziej na poludnie lecz nadal w kierunku wschodnim

widok bardziej na poludnie lecz nadal w kierunku wschodnim

A to Dublinska Szkola Krajobrazu – pastwiska pooddzielane od siebie tradycyjnie usypanymi murkami z wyzbieranych na polu kamieni. A poniewaz bylo nam malo to jeszcze trzasnelismy 10km dookola wielozbiornikowego ujecia wody dla miasta Dublin.

jak glosi napis dla wedkarzy - max 2 ryby na torbe (cokolwiek to oznacza) i kazda musi przekraczac dlugosc 9"

jak glosi napis dla wedkarzy - max 2 ryby na torbe (cokolwiek to oznacza) i kazda musi przekraczac dlugosc 9

W drodze dosamochodu obzarlismy sie pekajacymi wrecz od dojrzalosci jezyn a i pare – nieznanych tu – orzechow laskowych trafilo nam sie na leszczynach. Wkrotce relacja z „Lug”. Pozdro!

%d blogerów lubi to: