Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Archive for Grudzień 2010

Szopka i .

4 komentarze

Spokojnych Świąt Bożego Narodzenia, zdrowia do wytrzymania tej pogody i niech ten cholerny rok się wreszcie skończy! Wszystkiego dobrego wszystkim dobrym.

Written by brulionman

23, Grudzień, 2010 at 3:03 pm

NZRP bez mapy / frozen Hell

15 komentarzy

Nocny zimowy rajd pieszy Chęciny – Jaworznia z nagrodami. Miało być lajtowo bo to pierwszy wypad w śnieg po miesięcznej chorobie, bo w załodze będzie kobieta, bo raczej miał być to wieczorny spacer, bo przecież mróz mocno ścisnął…  Z Chęcin ruszyliśmy w stronę Zelejowej, „nie biorę mapy, na pewno ktoś weźmie” – po drodze okazało się, że wszyscy tak pomyśleliśmy przed wyjściem ;P więc do Jaskini Piekło dotarliśmy na pamięć. Tu pierwsza nagroda – PIEKŁO ZAMARZŁO, wyjątkowy widok niedostępny o innych porach roku – za sprawą cieknącej wody i minusowej temperatury cała jaskinia była przeszyta od góry lodowymi szablami a od dołu fallicznokształtnymi stalagmitami. Tu kilka zdjęć, po które pojechałem specjalnie 2 dni później.

kiedy piekło zamarznie

zamarznięte Piekło / frozen Hell

lodowe szable

lodowe szable / ice swords

lodowe Piekło

lodowe stalaktyty i stalagmity w Jaskini Piekło / ice stalactites and stalagmites in "Hell" cave, Swietokrzyskie, Poland

Z oświetlonego księżycem „Piekła” mieliśmy trzy opcje: niebieskim szlakiem w stronę E7, wiejskimi drogami albo na przełaj przez lasy lub to, co stanie na naszej drodze. Ostatnia opcja wygrałaby gdybyśmy mieli mapę lub przy mniejszym mrozie, poczłapaliśmy nitkami łączącymi wioski ale było to bardzo radosne człapanie. Wkrótce, podczas nietypowych pamiątkowych zdjęć na środku zapomnianej drogi w środku nocy minął nas jeździec w czerni na czarnym rowerze i to był jedyny homo sapiens spotkany podczas tego wypadu. Niedaleko Rykoszyna kolejna nagroda – obowiązki chrostowego pełnił tym razem Betko, który w plecak zapakował zestaw młodego piromana więc mimo trzaskającego mrozu i niezbyt suchych znalezionych gałęzi udalo nam się rozniecić calkiem spore ognisko i nawet upiekły nam się kiełbachy.

Dalsza droga to już było połykanie kilometrów na trasie Małogoszcz – Piekoszów ale tu trafiliśmy na ostatnią nagrodę – potężny pług kolejowy o wyjącym silniku z bardzo mocnym migającym niebieskim kogutem. Wiatr choć niewielki spowodował, że temperatura odczuwalna oscylowała w okolicach -25°C więc gdy zalogowaliśmy się w Betkowej kolibie a w kominku strzelił ogień, z piersi samoistnie wyrywało się raz po raz westchnienie ulgi. Zaraz oczywiście laptop i sprawdzanie na google maps jak bardzo daliśmy ciała. Jak widać – bardzo ;P

A tu sznurek do wersji wydarzeń z Betkowego kąpaktu. Tomek też zarzucił foty ale nie jestem pewny czy bez konta na coraz bardziej nieznośnym fejsbuku można je zoczyć – próbować można tutaj. Mimo braku mapy i ominięcia lasu to był bardzo pozytywny wypad, ciut ponad 16km w temperaturach od -15°C do -25°C, podziękowania dla załogi G i szacun dla Magdy za drepcydes w noc, śnieg i mróz, zuch dziewczyna! :)

Morsy / ice swimming

4 komentarze

wedkowanie podlodowe

Chrrrrrrrrrrrrrrrrrr.... zzzzzzzzzzzzzzzz...........

Wziełek se ci ja w niedzielę wiadro, opatę, kilofa, wędkie, półlytra i poszłech na ryby. Opalam się tak na środku zalewu bo ryba nie bierze a tu ni z gruszki ni z pietruszki turysty się zjechały i dziką hordą barbarzyńcow gnają ku mnie z siekierami. Se pomyślałem „kamdałn, tejkitizi” a uny temi siekierami dalej lód rąbać. Przypominało to to, co moja stara nazywa seksem – striptiz, tarzanie się i dzikie podrygi a wszystko dla 30 sekund przyjemności ;)

Dzięki Tomkowi miałem okazję podglądać grupę morsów podczas zimowej kąpieli w Borkowie. Rozgrzewka, wejście do przerębli/przerębla(?) i po 30 sek ewakuacja, natarcie śniegiem, ręcznik i albo założenie suchych ciuchów albo rozgrzewka i kolejna kąpiel. Zaskakujące dla mnie było, że morsy to także ludzie o zwykłej lub wręcz szczupłej budowie ciała. Mierzyli sobie czas, asekurowali się przy wychodzeniu, częstowali herbatką, były kobiety, dzieci i był pan co przeżył już na oko ponad 70 zim. Bardzo nietypowy ale miły piknik nad – jakby nie było – wodą :) PS. niebezpiecznie jest „morsować” samemu, ponoć  obowiązuje reguła z Bolka i Lolka „stały partner – większe bezpieczeństwo” ;)

/ My friend Thomas, an ice swimmer, took me with him and his family to unusual picnic. Women, men, children, youth, mature, slim, regular, fat – there’s no rule who you are to be one of them. Just enjoy the bath! :)

Męskie szepty w pokoju z czerwoną żarówką

4 komentarze

Wszechogarniająca czerwień odbijająca się w białkach oczu, rzucająca cienie dłoni spoconych z podniecenia w jakie wprowadza magia pokoju zamkniętego na klucz od wewnątrz…  Złapałem się na tym, że mimo dźwięków Stańki, gdy zaczyna się coś naprawdę dziać w ciemni, ściszam głos, niemal szepczę, jakbym nie chciał spłoszyć energii, która od delikatnej mgiełki potrafi przydymić papier do smolnej czerni, tak głębokiej w czerwonym świetle. W cieczy pojawia się obraz a na twarzy radość, napięcie większe niż przy oczekiwaniu na zdjęcie RTG a przecież ten powiększalnik nawet nie szumi jak rentgen. Tak długo oczekiwana i wreszcie jest – namacalna fotografia zmaterializowana w postaci mokrej odbitki, którą czule kąpię w kolejnej kuwecie, satysfakcjonująca bez maskowania, pieprzona pełna klatka, prawdziwa chwila zatrzymana w małym prostokącie negatywu. Spust naciskany z przekonania a nie z nudy. I kolejna klatka, i następna…

Men’s whispers in room with red leds / White of the eyes reflects red light in darkroom locked from inside, same light gives the palms, a bit sweaty cause of excitement, their shadows. I realized that when I start working at darkroom, even though jazz plays quietly on speakers, I can’t dare to talk – I’m whispering, just to don’t scare away energy which fades photo paper from tabula rasa through gentle mist and lightly shadows to the deepest tones of black, burned so strongly in red light of darkroom. Image appears in my „soup” and happiness appears on my face. So long awaited and finally there is – touchable photography materialized in the form of wet prints, which I tenderly bathe in another cuvette. Full satisfaction with no masking needed, a damn full frame, a bit of real time captured in a small rectangle of negative. The trigger being pushed when I’m sure of the shot, not cause a bored fingers. And another frame, and another one …

Ciaem podziękować temu Grześku ;)   – za…  wszystko stary, dzięki!

srebro widoczne na emulsji filmu. Końskie spontan. / Oldfashioned shopping centre in Konskie, Poland

alejki - zima na ksemie / winter captured in my town

Nycha na międzyszkolnym / polish van made in early 60's

z Maćkiem na przekor mgle / Pallotines Convent "Kaczówka" - Kielce, Poland

Exa 1b odwraca obraz w kominku i czasem wymaga kombinacji z niewygodnymi czasami ale dobrze zmierzone zewnętrznym światłomierzem wartości przenosi wzorowo i naprawdę kadruje tak ciasno jak pokazuje.

NLRP 2010 Tumlin-Wiśniówka

10 komentarzy

Przechwyciłem zdjęcia z Betkowej cyfrówki, która w środku nocy i lasu popsuła nam się więc niestety widok wschodu słońca nad „patelnią” pozna tylko ten kto tam przekima. Zdjęcia są autorstwa osób nieujętych w kadrze ;P i tym wypadku liczy się ich wartość dokumentalna dla nas jako łazików, przede wszystkim było wesoło a później nieco strasznie w lesie i gdyby nie Betkowy dżi-pi-es to zaliczylibyśmy patelnię ale w pobliskiej agencji towarzyskiej a nie na kamieniołomie ;P Z trudów podróży terenowej najstraszniejszą przeszkodą okazały się… bariery dźwiękochłonne Węzła Pólnoc :))) Nad ranem łaziły po nad wielki mrówki ale na szczęście nie gryzły. Strzępki wspomnień z ogólnym wielkim poczuciem zadowolenia i poogniskowym zaśnięciem w błogostanie między gwiazdami a kamieniołomem. Pozdro i dzięki załogo! W rolach głównych: Betko, Kuba, Tomasz i moje rozebrane wcielenie.

w 9tce stworzyliśmy radosny i swojski zarazem klimat, upał straszliwy byl wtedy

Tnabe wycieńczony sprintem W-wska-Okrzei, Betko też z fartem zdążył na herbski przystanek

Tomasz zademonstrował pranie mapy w pralce automatycznej, w bonusie ze spodniami

w tych pięknych okolicznościach przyrody, i tego, i niepowtarzalnej...

rozdroże cafe - Tumlin

ordynary gaj

można wetrzeć w nos lub oczodół

jedyne artystyczne zdjęcie - sacrum profanum by Betko

pogwarki na ramie Belaza, a tle mistrz drugiego planu przyodziewa hajdawery

pradziad Tetrapoda - Jaszczuromechanogodzilla, jazda na oklep

z góry w Tumlinie komin widać i Kielce i las

stara chałupka

przez Tumlin

dom rodzinny Kaczyńskich

dom rodzinny Kaczyńskich

Stacja pierwsza: Grzegorz upada ;)

Ostatnie z 3 domostw na polanie pod Tumlinem

próżne poszukiwanie chaty w której satanista pospołu z neopogańskim Słowianinem zdeflorowali dziewczę o ustach których malinowości pozazdrościć mogłaby jej Liv Tyler

zaczęło się - za sprawą Mamuny, Nocnicy, Południcy i Licha zaczął nam szwankować aparat

w kręgu zła

stacja druga: stoliczku nakryj się

Ostatnie zdjęcie tego rajdu - Kuba nabierający sil do pokonania barier dźwiękochłonnych

XI Przykazanie: Nie będziesz miał cudzych blogów przede mną

13 komentarzy

brulionman brunatny

Brulionman vs. Grypa 0:1 :(

120 000 gości to budujący wynik, mile łechcze motywując do prowadzenia tego bloga, mimo że życie ma dla nas różne niespodzianki – ostatnio opuścił mnie mój Anioł ale dla choćby szczątkowego zrównoważenia Jej utraty poprawiła się sfera zawodowa. Wierzę, że życiowa karma kiedyś się zrównoważy, nie tylko wobec mnie :>

Bardzo się cieszę się że zaglądacie tu, że mam stałą publiczność. Ten blog założyłem inspirowany blogami Betki, Ka3 i Nieelytarnego, żyłem wtenczas na wyspie i postanowiłem, że będzie to moje okno na świat, taka forma komunikowania przyjaciołom „co u mnie słychać” zamiast pchania wycieczkowych zdjęć na n-k. Zapiski początkowo czynione w prawdziwym brulionie zcyfrowały się i wpadły w internet. Sam blog ewoluuje cały czas, raz bardziej zajmując się fotografią, raz trąbiąc mądrości, którymi zarozumiale chcę zadziwiać świat a czasem to tylko taki publiczny elektroniczny pamiętnik, do którego zaglądam by móc wierzyć, że nie zmarnowałem życia.

Może jeszcze w tym roku wypali oddolna inicjatywa warsztatów blogerskich bo wraz z kilkoma autorami chcielibyśmy by nasze miasto i region były aktywniej reprezentowane w sieci. Dobrze byłoby wypracować efektywne zarządzanie blogiem aby nie tracić czasu przed kompem a jednocześnie prezentować posty w należytej estetyce umożliwiając ich znajdowanie przez właściwe tagi co przekłada się później na słupki i wykresy, którymi karmię swoją próżność – taka nagroda za serce włożone w blog.

Początki były trudne, wiadomo, 10 gości (krewni i znajomi królika Buggsa) dziennie to był „sukces”. Później nadszedł prawdziwy „boom” i uderzył mi do głowy windując statystyki na prawie 24 000 miesięcznie w październiku 2009 – skutek fali sukcesu historii z kanarem :) Pamiętam, że bałem się potem cokolwiek napisać czując odpowiedzialność „naród czeka, naród czyta„. Następnie nadszedł nieukniokniony kac gdy odwiedzalność topniała w oczach, aż szczęśliwie ustabilizowała się i obecnie znów rośnie utrzymując się powyżej 5 000 gości miesięcznie. Dziękuję więc Przyjaciołom i Czytelnikom, wrogom nadal pokazuję palec grzebalec, kart w brulionie wciąż będzie przybywać!

…And I promise to quit one day with my laziness and write EVERY post in both languages :)

%d bloggers like this: