Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘zima

Zimowy drepcydes Barcza – Bodzentyn

3 Komentarze

Od dawna chodziła za mną ta trasa, mrozy umożliwiły przejście bo gdyby nie one byloby krucho – co trochę pod śniegiem witały nas zamarznięte potoki i wielometrowe kałuże w koleinach. Barcza, bokiem Gołej do Klonowa, pomnik, ognisko z kiełbaskami i herbatą ze śniegu, skalne wychodnie na Bukowej Górze i gładki, łatwy szlak do Psarów Podlesia, herbatki, kawki, malinóweczka jednego z Trzech Króli Maćków, chałupa z tradycyjnie ocieplonymi oknami, kolędująca dziatwa i dziadek niosący wodę w wiadrach. Na bodzentyński rynek dotarliśmy o zmroku i z fartem w ciągu 5 min przyjechał bus.

Dzięki całej załodze za dzisiejszy wypad – „Rajd Trzech Króli„! Udział wzięli: MagdaKrzychMaciekMaciekMaciek oraz ja. Oto kilka zdjęć – niestety, nie chciało mi się „dźwigać” aparatu i poniższe pliki pochodzą z telefonu :P

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

NZRP Tomasso z pochodniami / Winter overnight walking trip with torches

5 Komentarzy

firewriting   RAJD

pisanie ogniem / firewriting RAJD

Trzydniowy noworoczny weekend kusił tak, że nie sposób było się oprzeć chęci zimowego drepcydesa, a że Tomasso zmontował już wyjście Jaworznia – Patrol – Słowik więc połączyliśmy siły podpinając się do jego ekipy. Uzbrojeni w pochodnie ruszyliśmy szlakiem z E7. Złoty, migoczący ogień niesiony przez kilka osób oblewał śnieg ciepłym światłem tworząc nagiczny nastrój zimowego lasu. Po drodze onanizm GPSowy i inne wesołe rozmowy, w oddali przebudzil się jakiś spóźnialski sylwestrowicz i ładował serie petard w niebo. Tego wieczora wiatr dął mocno ale nas osłaniały wielkie buki szumiąc koronami, było ciepło – ciut poniżej zera a nie licząc zwierząt wydeptywaliśmy pierwsze ślady od ostatnich opadów śniegu. Między Patrolem a Trupieniem zaprószyliśmy ogień i to po harcersku – od pierwszej, wspomaganej lutlampą i pochodnią, zapałki ;) Kiełbaski, Pan Ciastek, cebularz z Zamościa, herbatki, kawki i szlachetne przysmaki wędrowców: miodowe ciekłe i dobrze schłodzone bursztyny kontra zaklęte w szkle rubiny o odcieniu polskiej wiśni :)) Towarzysko, noworocznie i kacowym tempem spokojnie doturlaliśmy się radośnie do leżącego już w granicach administracyjnych Klerykowa, Zalesia, pożegnaliśmy część z ok 25 osób i uprowadziwszy tramwaj pt. 28 przybyliśmy do centrum. Koniecznie do zobaczenia na szlakach pieszych, rowerowych i wodnych. Dzięki Tomku  – logistyka dziesięć – za pochodnie i przewidzenie odjazdu sobotniego wg rozkładu z niedzieli, zuch! :D A tu klika fot z wypadu:

/ Three day New Year’s break couldn’t be too static so January 1st with friends we joined Tomasso walking group for their second new years overnight trip with torches. Torches made the atmosphere with their warm, golden light flooding snow and trees. We felt like giant fireflies making winter forest brighter. After few stops for refueling ourselves with liquids powered by vitamin C (like Cherry) we got firecamp and polish roasted spicy sausage. That wasn’t long but very cheerful trip with other 24 crazy people.

szlakiem z Jaworzni / on trail

postój w lesie / midway break

podjarka pochodniami / excited with torches

zdjęcie strażackie / group picture

rzeka świetlików / fireflies creek ;)

w drodze / on the way

w lesie z pochodniami / walking

nocna marszruta / night walking with torches

ognisko / a campfire

pitraszenie kiełbas / polish spicy sausages

I am the God of Hellfire and I bring you...

I am the God of Hellfire and I bring you...

Kiełbable z ognia / Khyenta Skeeya

Do zobaczenia. Amen i Enter.

Morsy / ice swimming

4 Komentarze

wedkowanie podlodowe

Chrrrrrrrrrrrrrrrrrr.... zzzzzzzzzzzzzzzz...........

Wziełek se ci ja w niedzielę wiadro, opatę, kilofa, wędkie, półlytra i poszłech na ryby. Opalam się tak na środku zalewu bo ryba nie bierze a tu ni z gruszki ni z pietruszki turysty się zjechały i dziką hordą barbarzyńcow gnają ku mnie z siekierami. Se pomyślałem „kamdałn, tejkitizi” a uny temi siekierami dalej lód rąbać. Przypominało to to, co moja stara nazywa seksem – striptiz, tarzanie się i dzikie podrygi a wszystko dla 30 sekund przyjemności ;)

Dzięki Tomkowi miałem okazję podglądać grupę morsów podczas zimowej kąpieli w Borkowie. Rozgrzewka, wejście do przerębli/przerębla(?) i po 30 sek ewakuacja, natarcie śniegiem, ręcznik i albo założenie suchych ciuchów albo rozgrzewka i kolejna kąpiel. Zaskakujące dla mnie było, że morsy to także ludzie o zwykłej lub wręcz szczupłej budowie ciała. Mierzyli sobie czas, asekurowali się przy wychodzeniu, częstowali herbatką, były kobiety, dzieci i był pan co przeżył już na oko ponad 70 zim. Bardzo nietypowy ale miły piknik nad – jakby nie było – wodą :) PS. niebezpiecznie jest „morsować” samemu, ponoć  obowiązuje reguła z Bolka i Lolka „stały partner – większe bezpieczeństwo” ;)

/ My friend Thomas, an ice swimmer, took me with him and his family to unusual picnic. Women, men, children, youth, mature, slim, regular, fat – there’s no rule who you are to be one of them. Just enjoy the bath! :)

nagryzmolono w brulionie i wpięto weń zdjęć kilka

5 Komentarzy

Dzieńdobrywieczór! Kwitną drzewa, fruwają bąki, śnieg spełnił życzenia zmarzluchów i spłynął do ciepłych krajów – w imieniu wszystkich alergików potwierdzam oficjalnie: NASTAŁA cholerna WIOSNA !!! ;)

Klatki schodowe zapachniały pastą po której buty piszczą a emerytki gimnastykowały się na zewnętrznych parapetach „liżąc” okna, Wielkanoc minęła z jajami, po niej nastał czas trudny dla Polaków w którym TOP 10 wszystkich rozgłośni zajmowały marsze żałobne z najpiękniejszym Chopinowskim na czele. Nie zwariować pomógł mi m.in. rower. Jeszcze w marcu byliśmy z Niedźwiedziem na Klonówce – szczerze NIE polecam, śnieg i wiatr powalił, złamał lub nagiął tam niemal każde drzewo, nie sposób iść szlakiem a rower był tylko dodatkowym utrudnieniem. Zdjęć żadnych nie pokażę bo była to prawdziwa jazda a nie pstrykanie żeby się przylansować na blogu choć często właśnie ta druga tendencja u mnie wygrywa. Wiosnę w mieszkaniu przepowiedziały oszukane w lodówce hiacynty ale i dąb, papryka Scotch Bonnet i…  pinia, która wysypała nasiona (wielkości ziaren kawy z szyszki średnicy ok. 10cm) i mimo 13 lat wylegiwania się na półce – zakiełkowała. Były też udane wyjścia z Ulą na zdjęcia oraz drepcydesy niefotograficzne ale część czeka na świeżą zupę a te digitalne dają radość przyprawiając je jakąś nieprzyjemną zgagą. A, odżywiam się odpowiedzialniej co poskutkowało ubytkiem – otóż jest mnie, obywatela, 5 kg mniej :)

rolniczy kwadrans

A z katastrofy wniosek wyciągnąłem najważniejszy taki: żyj teraz i nie odkładaj rzeczy na póżniej, dotyczy to przede wszystkm tempa życia, oszukiwania siebie samego i odkładania na później spotkania z przyjacielem, urlopu, realizacji marzeń i pasji, które przegrywają z parciem na godziny nadliczbowe i premie za skończenie projektu w wyśrubowanym terminie.

Jeśli czytając to czujesz, że napisałem o Tobie to pomyśl czy Twoi bliscy będą szczęsliwi gdy Twój organizm za kilka lat nie wytrzyma i wylądujesz w Tworkach lub na cmentarzu. Dotarło to do mnie w jakimś artykule w papierowym wydaniu Wysokich obcasach gdy okazało się że co najmniej jeden symptom posiadam – w marketach mnożę osoby w kolejce przez liczbę produktów w ich wóżkach żeby SZYBCIEJ I WCZEŚNIEJ się wydostać (choć nie jestem nigdzie umówiony) a nie daj Boże by kasjerce skończyła się rolka z paragonami i wybrana kolejka okazała się wolniejsza od innych… PS. ów artykuł nie dał się znaleźć w necie ale znalazłem podobny i reklamowany serwis dotyczący ludzi, którzy dali się zajechać.

Ni stąd ni zowąd a zarazem od sasa do lasa – kilka foteczek zapodaje Barteczek:

AMFYteatr na wódzie - nigdy nie przypuszczałem że Ummo ma brata bliźniaka. Kapitanie Rybson, deski klozetowe czekają, do dzieła! ;)

niedzielny spacer rodzinny - teren strzeżony przez policję

ostatnie zimy tchnienie - Pan Tadeusz uzupełnia ziarno w wyciętym z pięciolitrowej butelki karmniku, ul. Szymanowskiego, Kielce

w przychodni, kwietniki "masięrozumieć" (c) Miś Uszatek ;) na niskich skajowych fotelach, czekając na inhalację, zapada się w hibernację i słyszy jak rosną paprocie

No, zaszalałem dziś ze zdjęciami.

Ostatni oddech zimy / Last breath of winter

leave a comment »

 

Kotłownia z zoologiem od kuchni / Boiler house with pet shop at its back

plaga bezmózgich kierowców / pest of brainless drivers

Czy pana mama je banana? Moja mama ma malamuta.

18 Komentarzy

Kilka tematow w jednym poscie to jak lapanie kilku srok z jeden ogon no ale moze sie uda.
.
Matematyka
CKE zamowila spoty promujacy matematyke i od razu mozna bylo przeczytac ze jeden spot zawiera bledy a ja dzis odkrylem ze kolajny spot jest wadliwie skonstruowany merytorycznie: dziewcze opowiada w nim o tym ze wszystkie schody musza byc odpowiednio zaprojektowane a mozna to zrobic latwo dzieki matematyce korzystajac ze wzoru „glebokosc schodka plus dwie jego wysokosci powinna sie rownac od 60 do 65 cm”. Nie jestem urodzonym matematykiem ale liczyc jeszcze umiem: jezeli oznaczmy wysokosc (h) i glebokosc (a) by otrzymac wzor x=a+2h przy czym x moze miec wartosc od 60 do 65 cm chyba autor wzoru/tekstu chodzil do szkoly pod gorke po schodach o wysokosci 31 cm i glebokosci 1 cm (x=1+62 otrzymujemy mieszczace sie w wymaganym przedziale wartosci 63 cm). Czy ten wzor zacheca do korzystania z matematyki i jest przydatny albo chociaz poprawny? Strach pomyslec jakie sa pozostale spoty, ktore kosztowaly w sumie 20 milionow zl…   oj, ktos sie chyba PRZELICZYL…
.
Smierdzaca nowelizacja
Media donosza o nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia, konkretnie chodzi o wprowadzenie zakazu palenia w ogolnie ujmujac miejscach publicznych. Jednak jak donosi portal wp.plprzyjęta w Sejmie poprawka mniejszości złagodziła niektóre z tych propozycji. Zakłada, że właściciele lokali gastronomicznych o powierzchni poniżej 100 metrów kw. będą mogli zdecydować czy ich lokale będą w całości przeznaczone wyłącznie dla osób palących czy niepalących. W większych lokalach (powyżej 100 m kw.) właściciel będzie mógł wydzielić sale dla palących.„, co w praktyce oznacza ze zakaz nie musi obowiazywac w malych lokalach wcale a w wiekszych sale dla palacych moga byc glownymi salami zas zakaz bedzie obowiazywac w jakiejs klitce wielkosci pomieszczenia do parzenia jaj. Niby lepszy rydz niz nic ale jakos nie widze wcale poprawy z punktu widzenia osoby niepalacej.
.
Ekspedycja Wisla
Marek Kaminski wymyslil splyw kajakowy Wisla, piekna sprawa, dodajmy ze nasz podroznik startuje jutro wiec bedzie to splyw zimowy (to jakby dla zrownowazenia calej rzeszy ludzi zakladajacych grupy na FB, GL i N-K w stylu „wynocha zimo”, przeciez to piekna pora roku tak samo jak inne!) a wiec uzeranie sie z krami ale to nawet nie jest najtrudniejsze, chyba najciezej byloby mi spelnic warunek mowiacy o piciu wody z Wisly. Miala ruszyc strona do sledzenia biezacej pozycji Marka ale na razie nie hula wiec na razie wszystkie info znalezc mozna na blogu lub stronie wyprawy. Za ten zimowy numer trzymam kciuki i naprawde – szacun!
.
Ksiazkowo
Ostatnio krolowal u mnie Wiktor Suworow. Najpierw szpiegowsko-sensacyjne, pelne smaczkow i sowieckich tajemnic „Akwarium” ktore tak mi posmakowalo ze dalem sie wciagnac w „Lodolamacz” bedacy udokumentowana teoria spiskowa ujawniajaca poczynania ZSRR jako organizatora i wykonawce oraz najwiekszego ukrytego agresora II Wojny Swiatowej. Dosc kontrowersyjna moja wlasna pointa jest taka ze gdyby nie Hitler to dzis flaga Europy zamiast kilkunastu zlotych gwiazdek mialaby jedna ale za to wielka i czerwona a na kontynencie wszyscy pisaliby cyrylica. Ta druga pozycja spodoba sie milosnikom historii, II WS ale rowniez osobom pasjonujacym sie strategiami i militariami. Obecnie brne z Kaminskim przez dzienniki z biegunow, ciezko jest: zastrugi i rany…
.
Najwazniejsza ze sztuk
Dotarlem do ekranizacji „Akwarium” i musze powiedziec ze jesli juz ktos koniecznie chce obejrzec ten nudny film to nie radze tego robic bez uprzedniego przeczytania ksiazki, gra aktorska ponizej krytyki i nawet idealnie pasujacy do swej roli Gajos dal ciala – filmowe Akwarium jest zwyczajnie zbyt plytkie. Druga klapa ale to tak totalna klapa ze nie napisze nic poza podaniem tytulu to majaca byc kontynuacja „Misia” produkcja pt. „Ryś”, oby was wszystkich bioracych udzial w tym gniocie straszyl duch Zdzislawa Dyrmana, zasadniczo! Dobry za to byly  dwa filmy „Solista” i „Palermo shooting”, bez uzasadniania – polecam. Kto widzial „Wesele” i docenil zawarta w nim esencje wad narodowych ten powinien obejrzec zahibernowany w klimacie „aparatu”, „resortu” i PGR-ow z lat 70 film pt. „Dom zly”. Dla wiekszosci Pokolenia Kolumbow ’70 bedzie to udana komedia z nutka goryczy.

XXX rocznica zimowego zdobycia Everestu na Lysicy

with one comment

Co mozna robic w Walentynki? – byly dwie opcje: pekałesem do Bielin i stamtad przez Kakonin na Lysice lub dyszka do Ciekot i stad szlakami na Lysice, padlo na te ostatnia trase. Rano z Krzyskiem i Artkiem wsiedlismy na samolocie do autobusu i tu uczulam wycieczkowiczow: w niedziele o 7 rano poza centrum miasta tez sa kontrole biletow! Oczywiscie nikogo nie capneli, brac turystyczna kasuje bilety, z reszta stosowny anons obiegl pasazerow nim kanary wsiadly na poklad. Szyby zaparowane, zaklejone wywolujacymi zeza reklamami na folii contravision, przez moment nie wiedzialem gdzie jestem gdy dylizans skrecil w Brzezinki.

Wysypalismy sie na ciekockiej petli. Odzyly we mnie wspomnienia z obozu skautowego na polozonej nad zalewem posesji nalezacej do wnuczki Stefana Zeromskiego, to prawie 20 lat temu. Wtedy zakochalem sie w Gorach Swietokrzyskich. Czas na powrot do terazniejszosci – na szczescie grupa wybrala trase przez Radostowa, na ktora wchodzilismy prawie na koncu dwudziestopiecioosobowej gasiennicy wkladajac stopy w gotowe slady. Sporo polamanych drzew, bardzo wiele zgietych do ziemi, snieg po lydki – to ostatnie to akurat normalka na polnocno zachodniej stronie Radostowej, ktora moze tak zaskoczyc turystow nawet w maju!

w lekkiej zadymce i sniegu po kolana brnelismy z Radostowej na Wymyslona

Odleglosc miedzy pierwszym piechurem a ostatnim na szczycie dorownala rozpietosci wiekowej grupy :) Jedni opuszczali wieze triangulacyjna Radostowej gdy pierwsi koledzy mieli za soba najbardziej stroma czesc Wymyslonej. Zeszlismy nieco w strone Wilkowa i dalej bielutka droga przez Krajno, miedzy domami a ziemiankami, u stop stoku narciarskiego az dotarlismy do Sw. Kaski. Gin dobrze rozgrzewa ale w moim przypadku demotywuje do jakiegokolwiek dalszego wysilku, z oporami ale wszedlem z innymi na Lysice. W Puszczy Jodlowej jest wciaz tyle sniegu ze idzie sie po rownej bialej sciezce, ba, nawet nie widac sladu ostrych krawedzi wielkich glazow zakopanych gleboko pod spodem!

Szczyt zdobylismy gdy zaczela sie sesja dla mediow stad niezle nas widac na zdjeciach w Echu, Rzepie, Wyborczej i kilku innych portalach. Na szczycie panowala goraca atmosfera jakbysmy zdobyli prawdziwy Mount Everest niczym nasi rodacy 30 lat wczesniej. Prawde mowiac nie wiedzialem az do czasu tej imprezy, ze to Polacy wlasnie zdobyli jako pierwsi Everest zima. Dokonali tego Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki, szacunek panowie! Poza radosnym bialo-czerwonym, stuosobowym oblezeniem na szczycie bylo niesamowite swiatlo, jakby wewnatrz gigantycznego namiotu bezcieniowego: swiatlo filtrowane przez chmury bylo pozniej rozpraszane przez snieg na galeziach a dalej odbijalo sie od zalegajacego na ziemi puchu i wedrowalo ku gorze.

Tak sobie pomyslalem, czasem idac z kims w droge, chcial-nie chcial poznajemy go wraz z roznymi szczegolami jego zycia, swiatopogladem, zwichnieciami, planami, sukcesami… gdy wedrujemy wiele dni to sie intensyfikuje az moze sie przejesc. A co gdy idzie sie na osmiotysiecznik? Docierasz na szczyt z partnerem, ktorego w tym momencie albo kochasz albo nienawidzisz? Takie tam, mysli niespokojne, juz schodze na ziemie.

Zeszlismy do Sw. Kaski gdzie czekalo nas ognisko w „Jodelce”. Byla gieta z kija a Artur odrobil lekcje do tego stopnia ze byla rowniez prawdziwa herbata parzona ze stopionego sniegu. Klimat jak na zakladowym grzybobraniu – miss walentynek i hej sokoly :) Ewakuowalismy sie na busa, ktory nie przyjechal wiec okazja dotarlismy do…  Leszczyn :) Ze Sw. Katarzyny zlapac transport to pestka w porownaniu z miejscem gdzie wyladowalismy wiec drepcydesem dotarlismy nad zalew w Cedzynie a stad juz MPK do Scyzorykowa.

Krzych i Artek

Ogolnie troche tloczno ale dobrze mi sie szlo z chlopakami, dzieki za wspolny wypad! Tu nasze najlepsze zdjecie numer jeden i fota grupowa z Łysicy oraz sznurki: do Krisowej relacji i relacji na gory-online.

PS. Mieknie rura gdy sie slyszy ze facet majacy na oko dwa razy tyle lat co ja zrobil 100-kilometrowy szlak w 16 godzin… pozwole sobie sparafrazowac dowcip: – przepraszam, jak sie dostac na Mount Everest? – cwiczyc, cwiczyc i jeszcze raz cwiczyc!

NZRP Patrol – Skocznia

11 Komentarzy

Traska krotka i prosta. Pierwszy pieszy rajd nocny zimowy, nie powinno byc ani zbyt lekko ani za ciezko. W piatek wymyslilem, ze przejdziemy Patrol i Pasmo Poslowickie a w razie odkrycia pokladow nadmiernej sily i checi – zaatakujemy jeszcze Telex. Ustawka z chlopakami na Zytniej by ostatnim tramwajem 31 poleciec niemal 7km w strone Raju ;) Probowalismy korzystac z praw obywatelskich poddajac pod glosowanie trase autobusu ale nie po to wybieramy sie na survival zeby nam dylizans podwozil dupe pod sam las. Desant w Zagrodach i atak aswaltem na Zgorsko – Szewce.

panoramka z trasy, nie pamietam z ktorej gory

Zaczal sie las, wybila polnoc, skrecamy na czerwony szlak przy kapliczce i jednym z najbardziej extremalnych zjazdow downhillowych napieramy pod gore, chlopcy narzucili takie tempo, ze ide jako czerwone swiatelko. Wszedzie gruuuba warstwa sniegu, ktory odbija swiatlo z brudnopomaranczowego sufitu chmur; jest na tyle widno ze prawie nie uzywamy latarek. Szlak nieprzetarty a w bukowym lesie wiele przestrzeni tworzy zludzenie potencjalnych sciezek, latwo zgubic droge.

pierwszy postoj, przeslodzona goraca herbata z cytryna daje mocnego kopa, pacman zatkany zatkany batonikiem

Wysoko na gorze wpinamy sie w szlak niebieski, lykamy w koncu Patrol i kierujemy sie w strone zlebu miedzy Patrolem a Trupieniem. Stromo, gruba warstwa sniegu a pod spodem liscie, naprawde duuuze, zsuwajace sie siedmiomilowe kroki.

pod linia energetyczna na Patrolu. Heh, wyszla grafika jak jakas pseudo technika szlachetna w gumie ;) A to po prostu luna miejskich lamp odbita od chmur tak mocno rozjasnia noc.

Mijamy Stelle, przebijamy sie przez dwupasmowke i tory, przechodzimy pod kolejowa linia przemyslowa i na zakrecie atak na szlak. Pierwszy chybiony, zamiast na szlaku pieszym jestesmy na rowerowym a ten bedzie w tych warunkach zbyt latwy i wywiedzie nas w pole a konkretnie na dziki tor crossowy, nudna trasa. Mala cofka i jest niebieski szlak. Stromo pod gore i dalej maszerujemy grania Pasma Poslowickiego na Wschod.

diodowa latarka plus LCD z dżipiesa

Las milczy, zadnych mrozacych krew w zylach odglosow, przywidzen, cieni. Cisza jak kompotem zasial. Zdobywamy Gore Biesak i schodzimy do kapliczki w Swinskim Korycie gdzie lesnicy zrobili zimowe rondo dla wron. Dobre miejsce na ognisko wienczace kuligi lecz to tylko nasze pobozne zyczenia, zero suchego drewna.

oryginalnie zarejestrowana panorama Dyckerhoffa w Nowinach

Kawalek po niemal plaskim i jestesmy na polance Pod Obrazikiem – wygladajaca jak tegi karmnik kapliczka i ukryte miejsce do siedzenia. Niestety drewno mocno oszronione, odpuszczamy sobie ognisko, szama na zimno i napieramy kultowym zjazdem „za skocznia” pod gore. Zaliczylismy Pierscienice i wedrujemy do Skoczni, zejscie stokiem narciarskim a dalej to juz relaksujacy spacer przez komunalny las, po Owalu, stary stadion Korony z kolkami olimpijskimi do gory nogami (paraolimpijczycy?) i nasz dobry duch zawezwany telefonicznie – Pan Staszek [ D Z I E K I ! ] zgarnia nas prawie o 4 rano z Pakosza.

nocna panorama Kielc ze skoczni, po lewej stronie odznacza sie widziany z gory stadion Korony w nocy

Wspolna wedrowka to wymiana doswiadczen, starcie pogladow, duzo miejsca na zbytki. W trakcie rozmow czasem padaja cytaty, ktore w danym kontekscie bywaja mistrzowskimi, tym razem bylo nie inaczej. W trakcie mielenia nogami pod gore sniegu siegajacego lydek: „a moja zona to by w to wszystko nie uwierzyla nawet gdyby tu teraz z nami byla” :D Juz „po rajdzie”, kolo parku linowego, wczesne godziny poranne „taki spacer przed snem to kazdemu dobrze zrobi” :D

zdjecie grupowe

czterej pancerni: Betko, Baran, Arek i jo, pod Skocznia, nad ranem 21 lutego 2010 r. Kolory przeklamane po kombinacjach z temperatura barwowa.

Dzieki Panowie, do zobaczenia nastepnym razem! Pozdrowienia dla tych co w dziecinstwie nadmiar mleka w proszku z podniebienia odklejali palcem i dla zon, ktore sprawdzaja blogi kolegow meza czy ten aby nie ubral sie w gory ale nawet nie wsiadl w autobus tylko zaliczyl grube melo na miescie :))) W rolach glownych udzial wzieli: Grzesiek Betkowski, Tomek Baranski i Arek Borowiec a ja mialem przyjemnosc turlac sie za nimi ;)

PS. Porazajaca jakos zdjec wynika ze strzelania z reki, bez lampy, w okolicznociach uniemozliwiajacych wlasciwe ustawienie ostrosci, ot, paradokument.

PS bis. Kto wie czy nie powstanie w Kielcach harcerstwo dla doroslych – taka samozwancza Obrona Cywilna: hartowanie ciala, trening strzelecki, osobiste poznanie topografii okolic, elementy survivalu, poglebianie wiedzy historycznej; taki niby paramilitarny petetek, ktory na wypadek kataklizmu lub „w razie W” moglby wspolpracowac ze sztabem kryzysowym niegorzej niz wojsko… czy znajda sie chetni – czas pokaze.

Hu-hu-haaaa!

4 Komentarze

Najblizsza niedziela (frajertynki) rajdowa, dyszka do Ciekot i (mam nadzieje ze czerwonym) szlakiem do Sw. Kaski a stamtad na 612 m npm czyli wejscie na Lysice z flaga Amundsena (>>>LINK<<<). Hamerski ruszyl z blogiem, wkrotce pojawi sie tez komercyjna witryna Uli a ja mam zalegle sznurki, o ktorych (w niektorych kregach) rozmawialismy:

filmik Panamaterka z naszego ostatniego detkowiska (link),

polska rzeczywistosc czterech kolek z innej perspektywy (link),

Ołszą – to brzmi dumnie czyli spiewajacy marketing korporacyjny (link),

zwierzecy design (link),

na jakie wsparcie militarne mozemy liczyc w razie Wu? (link),

kolejny blog z szablonami (link),

karaoke czyli Jozin z bazin po finsku (link) brzmia jak podklad Johnego z przeprawy blotnej 2009 ;)

foty bardzo znanych i kilku troche mniej z czasow przedkarierowych (link)

Na koniec szacunek dla tych co bez membran i systemow za to w strojach historycznych daja rade zimie, W NOCY pod golym niebem!!! (link) to jest prawdziwy hard core!

Od switu do zmierzchu

8 Komentarzy

Oto przydługawa i mogąca znudzić relacja tekstowa (zdjeciowa pojawi się po dokończeniu filmu) z imprezki, którą dwie niedziele temu trzepnęliśmy sobie z Krzyśkiem Żołądkiem a zwała się roboczo:
Zimowy (cało)Dzienny Rajd Pieszy    Skorzeszyce – Kielce

Japa blyszczaca o wschodzie slonca. Fot. Krzysztof Żołądek

Mrozne prognozy jeszcze bardziej zagrzaly mi serce do zmierzenia sie z przyroda, mialo byc -17’C i wiatr do 5 m/s co daje odczuwalna temperature w okolicach -28’C, martwilem sie ze bede musial isc sam na szczescie znalazl sie jeszcze jeden czlowiek lubiacy takie wyzwania. Piszac dzien przed marszem o dzikach i wilkach nie przypuszczalem ze nasze drogi sie przetna…

Nasz dylizans przyjechal na Okencie planowo. Czemu „Okencie”? Bo tak dawniej nazywala sie ta miejscowka – na grubym wsporniku stal tam samolot by uzmyslawiac spoleczenstwu potege militarna peerelu. Obecnie „Okencie” bo stojac na tym przystanku (jak i na klku innych wylotowych z CK) mozna uslyszec „panie, leciala juz czternastka?” W niedzielny poranek zaburzylismy zapewne staly szescioosobowy sklad osobowy tej linii bo pasazerowie patrzyli sie na nas jabysmy weszli im do domu i to bez pukania. Znam te spojrzenia i bilet scisniety w spoconej dloni gotowy do skasowania tylko czy ja do cholery wygladam na kanara? :) Kij, dojechalismy i to szybko, w autobusie nalozylem wazelinowy make-up na pyszczysko i sniezne mankiety na lydki po czym desantowalismy sie w Skorzeszycach.

Pic taki ze mozna isc na lody zeby sie zagrzac ale my niedzielnie acz dzielnie – w pola. Pierwsza rzeczka kreta, waska o bystrym nurcie – nie zamarzla wiec sforsowalismy ja przechodzac mostkiem zlozonym z oblodzonej zerdzi dla stop i drugiej, nieco cienszej robiacej za porecz. Na skroty (lub zaleznie od rejonu kraju: na siage, na skuske, na przeprostki) przez pola brnelismy w strone lasu, prawie wdrapalismy sie na pierwszy polny garb gdy obudzilo sie slonce. Mrozny wiatr znajduje szybko najslabsze ogniwa ubioru – mimo ze japiszon wysmalcowany wazelina to policzki pieka z zimna, niezakryte czapka czesci uszu „parza” od mroznego wiatru. Jakas membrana w kurtce przewidziana na deszcze a nie klimat ponizej -20 szelesci jakby miala sie rozsypac za moment. Poruszamy sie wzdluz sciany lasu, jest troche lzej niz na otwartych polach gdzie chwilami zapadalismy sie po kolana.

Na ziemi zalega zimowy tort: na warstwie sniegu 2cm lod przykryty 5cm sniegu i znowu tafla lodu a na tym snieg. Wytrzymalsc takiego podloza jest mocno niespodziewana – mozna co 2 kroki zapadac sie po lydke lub stapac po wierzchu skorupy. Najgorsze ze nigdy nie wiesz jaki jest nastepny krok i gdy lapiesz rytm poruszania sie po wierzchu nagle noga wpada za kostke, dobra – myslisz – bedzie wpadanko i inaczej stawiasz stopy a tu nagle zong – grubszy lod nie pekl. Kosmos. Na tzw polnych drogach wcale nie lepiej, wrecz jeszcze wieksze niespodzianki czekaja w przysypanych sniegiem koleinach. I caly czas gesiego bo nie masz sil zeby wybijac nowe slady.

Idziemy, palce lewej stopy zaczynaja marznac, niedobrze, ostatnim razem gdy tak bylo zdazyly sie deko odmrozic nim dotarlem do bazy, zimna woda parzyla…  ale mysle: KWARDYM CZSZA BYĆ, NIE MIENTKIM – dojdziemy do kopalni i sie rozstrzygnie czy dam rade dalej a tymczasem zaczynam drobic jak gejsza dodatkowo „machajac” palcami w bucie. Moze to a moze poprawione krazenie zasila w koncu ciepla krwia stope i jest git. Nie liczac tego cholernego sniegu ktorego juz mam dosc. Na polu masakra sniezna, w lesie snieg plytszy ale kluczy sie miedzy polamanymi drzewami.

Co jakis czas przystanek, zolty snieg, stygnaca herbata, regulacja wentylacji, kilka fotek i dalej. Ciezko jest i sam nie wiem skad tyle radosci ze jestem tu a nie w 4 scianach. Ludzie o tej porze w niedziele przewracaja sie na drugi bok puszczajac dwunastosekundowego baka a my we dwoch brniemy przez te Syberie. Towarzysza nam nieustannie slady zajeczych lap, to niesamowite ile pasztetu biega po swietokrzyskich lasach, widac mysliwi dbaja – z reszta widzimy na polach kopczyki a w nich pewnie marchewka, buraki…  Oho, ktos tu byl, spryciarz na biegowkach pomknal sobie freestylowo miedzy drzewami a pozniej przez pola, pelna swoboda: pola puste – nie wejdziesz w kapuste (ani w inna szkode).

Czlap czlap, pierwsza cywilizacja, oblodzona droga do Dallas, pstryku pstryk przydrozna kapliczka na drzewie pelnym dziupli (dziupel?) udokumentowana. Krzych wzial tymbark w butelce, ja w plastikowa wlalem wrzaca herbate bo okazalo sie ze termos jest zbity a drugi zostal na Finglasie. W Skorzeszycach czaj byl juz letni, przy kopalni „Jozefka” mial kilka stopni a za nia pojawil sie juz lod w szyjce, rece opadaja. Drzewom tez – tyle ze galezie. Przygniecione potwornym ciezarem sniegu ktory zaczal topniec gdy ponownie chwycil mroz. Drzewa wygladaly jakby na kazdej galezi polozono im szklany odlew grubosci kilku centymetrow! Ponoc fachowa nazwa tych zalegajacych czap lodowych to „pokiść”, gdy slonce przygrzeje lub wiatr ruszy lasem i slyszysz brzek nad glowa podobny do potraconej choinki z bombkami, chron glowe, spadaja kawalki lodu jak potluczone luksfery. Dosyc pola, czas na las.

Ostatni raz tyle polamanych drzew widzialem miedzy Tatranska Strba a Strbskim Plesem. Tu nie wszystkie sie lamia, mlode brz0zy i choinki potrafia sie poklonic szczyt oparlszy o pokrywajacy ziemie snieg. Wiem, przynudzam ale to sa wlasnie moje wrazenia a wlasciwie ich fragment. Mijamy zszarzaly przez sasiedztwo z kopalnia snieg, brniemy przez las bez sciezki a pozniej lesnym duktem, ktorym na szczescie jechal traktor i ubil snieg docieramy na lasu skraj. Tu zaprószylismy ogien, nie bylo latwo bo w taki mroz trzaskaja wszystkie galezie, nawet te jeszcze zielone. Zrobilismy na ogniu giętą z kija i kanapki – zeby sie zagrzaly trzeba trzymac tak blisko ze chleb sie zaczal zweglac gdy salami w srodku bylo zmrozone (na przyszlosc: izolacja termiczna niesionej szamy). Zblizamy sie do poludniowych czesci Brzechowa, zajace uciekaja w poplochu, w ich slady ida sarny. Maszerujemy piekna, calkowicie biala, wiejska droga przy najgrubszej sosnie jaka widzialem w zyciu i kierujemy sie do lesniczowki nieopodal Naastachowa (czyt Nejstachowa – spolszczonej nazwy poddublinskiego miasteczka Naas).

W Niestachowie mieslismy wlaczyc sie na szlak jednak postanowilismy isc dalej na przelaj. Las miejscami bardzo rzadki lub mlody, kosmiczne ilosci sniegu…. zasypane, nieprzetarte polacie lasu w koncu szersza przecinka, ktora brnal traktor – korzystamy z jego sladow i idziemy, idziemyyyy…   a oczom naszym ukazal sie….   Niestachow. Kompas potwierdza: zly kierunek. W tyl zwrot, naprzod marsz. Niespodziewanie na drodze pojawiaja sie dziwne slady, widac ze cos sie szamotalo, zapieralo, rylo. Kilkanascie metrow odsloniete ze sniegu do golej gleby a z boku zamrozona juha. Za zakretem to samo. Juz to raz przerabialem – dziki. Na szczescie nie spotkalismy ich osobiscie ale kilkaset metrow dalej trafilismy na rozgrzebane mrowisko a po sladach wykopanych tuneli sadzac nie byly to racice lecz lapy wilka lub lisa. Zmarszczylo sie kakao odrobinke i teraz brnelismy nieco szybciej a zarazem czujniej. Nastala szarowka i znow wzmogl sie mroz. Dotarlismy do lesniczowki na Otroczu wygladajacej na opuszczona i stamtad wzdluz dzialek letniskowych i przez las nad Cedro-Mazur dotarlismy do cmentarza u granic administracyjnych miasta a tu odjezdza autobus do CK, dobrze, ze kierowca nie mial serca z kamienia i nas zabral.

Dół: 3 pary skarpet – obcisłe sportowe + wełniane trekingowe + wełniane, getry + 2 pary kalesronów, spodnie, stuptuty.
Góra: obcisła koszulka z lycry, polar z suwakiem, kurtka z dobrą wentylacją, szalik, czapka (zabrałem jeszcze czepek plywacki ale na silnym wietrze i tak przewiewało za to kaptur sprawdził się w 100 proc.), rękawiczki rowerowe a na wierzch pseudonarciarskie ze skośnego kraju.

To moja druga w zyciu taka wyprawa zimowa. Trwala od switu do zmierzchu, dala same dobre wrazenia i niezly reset a mimo ze Google Earth pokazal ciut ponad 17km to w takich warunkach liczylbym to +50%  Dzieki Krzych, spotkamy sie jeszcze nie raz na szlaku lub jak w tym wypadku – offroadowo a czarnobiale zdjecia wstawie gdy tylko dokoncze negatyw. Czuwaj!

temperatura odczuwalna – tabela

%d blogerów lubi to: