Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘zakaz fotografowania

6×6 vol. 3/4

16 Komentarzy

  1. CPN, który ma być zastąpiony plastikowym legoklockiem, identycznym jak pozostałe 384343378 stacje Orlenu. Jeśli koncern faktycznie tak postąpi to moje koła na tej stacji nigdy nie postaną. / Oldschool gas station, probably in its last weeks before replacement by plastic standard shit
  2. CK podwórko / backyard
  3. bryła / architecture

Wszyscy z zakazem fotografowania na ustach, nieprzyjmujący żadnych argumentów, wręcz nie chcący rozmawiać z człowiekiem; właściciele, prezesi i kierownicy rozbiórek zaskakujący oporem przed wpuszczeniem fotografa na teren podległej im nieruchomości przeznaczonej do wyburzenia; najemcy, psy ogrodnika o niezmierzonych pokładach totalnej niekumacji, ograniczeni umysłowo administratorzy; dzierżawcy nie mający wrażliwości społecznej i poszanowania dla historii miasta; gnuśni urzędnicy z trwającym latami biurokracyjnym głodem niekonsumowanych wniosków i podań; nie znający prawa dozorcy; ochroniarze przekraczający kompetencje i straszący nierealnymi konsekwencjami; ujadający z okien mieszkańcy, furiaci, którym poprzewracało się w dupach; zadufani obywatele nie życzący sobie zdjęć w miejscach publicznych; księża myślący, że złodziej to ten co przychodzi z wielkim aparatem, statywem i przedstawia się pytając o zgodę; żule strzegący swych bram i podwórek, po których zawaleniu się nikt nie zapłacze ani nikt nie wspomni; artyści, którym nie wolno robić zdjęć po drugim utworze; dresiarze skorzy zajebać aparat na film, z którym nie będą wiedzieli co zrobić – specjalnie dla was wszytskich wymienionych video pod zdjęciami.

Jednocześnie pozdrawiam ludzi, których spotykam z aparatem, rozumiejących fotografię a przynajmniej potrzebę dokumentowania otoczenia, pomocnych, przyjaznych i wyrozumiałych.

CPN Kielce, CK podwórka, architektura wodociągowa

©brulionman

Tuwima utwór ostatni, powstały tuż po „Lokomotywie” :)

Reklamy

I ain’t running the system, I’m bombing the system

2 Komentarze

Remi Gaillard:

z pozdrowieniami dla wszystkich niepokornych!

Trzecia niedziela Wielkiego Postu

7 Komentarzy

Niedziela, umiarkowanie wczesna pobudka. Choć niektórzy wolą kimać w niedzielę do południa to spora część otaczających mnie ludzi uważa, że szkoda życia na takie przespanie dnia – i mają rację! :) Dlatego ruszyliśmy w miasto gdy piękne kobiety są jeszcze w łóżkach (piękna definicja Betki), Ziutki spod samu niczym zombie zaczynają chwiejny rejs do żabki a skłonność do ujadania wszelkiej maści ochrony jest dość mocno tłumiona otumanieniem nocnej szychty. Choć od tej ostatniej reguły bywają wyjątki w stylu „a pozwolenie na robienie zdjęć macie?”, po prostu mentalny ZSRR… olewamy, robimy swoje :)

Najprzyjemniej na zdjęciach poruszać się jest w 2-3 osoby. Nie zadeptuje się wtedy miasta, które chętniej odkrywa swe tajemnice, szczątki, uroki, zapachy…  płyniesz swoją dwunożną gondolą, słyszysz miasto jakbyś zamknął oczy i słuchał opowieści czytanej przez Janusza Szydłowskiego…  Zrobione może 6 zdjęć w tym jedno dobre, tak szacuję, okaże się po skończeniu filmu i wywołaniu. Spacer zwieńczony lunchem w barze mlecznym gdzie panuje wilgotność lasów podzwrotnikowych, wystrój utkwił w innej epoce i trwa tak zawzięcie a socjal okoliczny ściąga na ciepłą szamę. Oaza porannych szwędaczy wolących zjeść rano jedzenie a nie tekturę z makchemii. Trafiają się zmęczeni całonocną konferencją biznesmeni szczebla nie najwyższego, uśmiechający się nieśmiało do żuru. Po drugiej stronie apacz wchłania gulasz z kaszą i popada w błogostan pozwalający mu zasnąć na stole…  Tak, są rzeczy których nie kupisz, jak Wojtyna nawinął, płacąc kartą BastardCard.

Grześ wykąpał już kliszę ze swego otworka i wkrótce mam nadzieję zobaczyć, jak bar ów wyszedł w formacie 1 x 3 (24 x 72 mm), nie ujmując fotografii będzie to oczywiście tylko namiastka wizyty w tym miejscu. Bo przecież jest jeszcze cała gama zapachów, detale PRL-owskiego designu i pani Ala wykrzykująca „żurzjajkiempożarskizziemniaczkamiibukietraaaaz!” :)

Mnie jeszcze zostały klateczki więc tymczasem częstuję kieleckimi strzałami z poprzedniego negatywu…

centrumKielczNidy

Widok z wieżowca Nida na centrum Kielc, W pierwszym planie NFZ i Seminarium, dalej wieże katedry i Pałacu Biskupiego. / Kielce - city center

biurowy penthouse w Nidzie czyli palarnia z zakazem palenia / top of the office staircase

Ostatnie piętra mają klimat, zwykle są adaptowane i oswajane podobnie jak tutaj. Dla mnie to jeden z elementów Niewidzialnego Miasta.

trójkątna klatka schodowa / triangle-shaped staircase

Więcej zdjęć z Nidy oraz poniżej przedstawionego biura na „Spacerem po Kielcach

parter w biurowcu pachnącym przeszłością / reception at ground floor in oldschool office

Tu z nieco innej beczki – garaże, które przypuszczam, że nie przetrwają budowy ekspresowej obwodnicy… wyjątkowe miejsce, które, zależnie gdzie spytać, należy do Bocianka, Szydłówka lub Sadów :)))

Garaże, w pewnym sensie, podziemne... / Almost underground garages

nie wypatrzy ich wrogi satelita, to ci dopiero garaże! / lawn-topped roofs gives them "invisibility" from spy's satelites ;)

Z cyklu „tu było kino” – lekko militarne Kino „Bajka”, Kielce

Kino "Bajka", Kielce / former "Bajka" cinema

tu było kino - kino Bajka / that was cinema named "Bajka" (mean "Fairytale")

…i z innych spacerów po CK…

budowa przy Sądzie Wojewódzkim / building site near County Court

pas man teria / haberdasher

Z powyższym zdjęciem wiąże się przykra historia, nie zaraz dramat jakiś, po prostu przykry numer dla miłośnika Kielc. Znalazłem stary neon „Dom Mody”, znalazłem przez pewną panią dojście aby zrobić na jego tle sesję z modelką, wyjaśniłem wcześniej że dokumentuję różne „smaczki” Kielc a ten w szczególny sposób chciałbym zaaranżować tworząc pierwszy plan do treści niesionej przez neon – miłe dziewczę, stosowne oświetlenie, ba, zabezpieczenie żeby ktoś nie zarzucił uszkodzenia poszycia dachu, wszystko dogadane, dziewczyna w samochodzie, dwóch fotografów na pokładzie, przychodzimy – NIE, odmienił się księżyc złoty. Zanim zdążyłem postarać się o zgodę administratora, ten usunął neon w tak zwane „pizdu”. Wiec jak zobaczyłem że jeszcze nie zdjęli pasmanterii – ustrzeliłem z miejsca a tych pawilonach i ją i rybki :/

Paranoja bez granic - ja utrwalam luksfery i detale nazwijmy to inżyniersko-architektoniczne a nadęta pani z bloku jest więcej niż pewna że jestem z gazety i szukam haka na nią, jej mieszkanie, ba, cały wieżowiec a nie wiadomo czy na administrację apetytu nie mam / insane or frustrated people are able to see danger everywhere and photographer is the worst evil that can exist on Earth, if I'm taking a picture - there MUST BE SOMETHING! :)

Kielce, ul. Prosta / Prosta St.

A powyżej, rzadki w leksykonie kieleckich nazw, akcent z Formuły 1 – ul. Prosta :) Przechodziliśmy tamtędy (a jakże, z tragarzami) by zobaczyć niejaką planetoidę „2011 AN52” lecz news, który nami powodował (TVN24 – profeska!) nie podawał ani kierunku ani kąta ani czasu trwania więc liczyliśmy na zwykły łut szczęścia który nie nastąpił. Mimo to miło było polampić się w gwiazdy z rozdziawioną japą i na odchodne strzelić chociaż fotkę fragmentowi nieboskłonu i naszemu rumianemu, kieleckiemu padołkowi :)

Oczekując na cud... / waiting for object "2011 AN52"

No, i proszę –  faktycznie to jest Wielki Post! :)

PS. Pozdrawiam wszystkich, z którymi włóczyłem się po tych miejscach oraz kompanów dzisiejszej ucieczki z czterech ścian.

Targi Kielce – Sport Lato 2010

3 Komentarze

Fotoreport z tegorocznej edycji „LATO SPORT” w TK. Miała być szybka wizyta na targach a jak zwykle kilka godzin minęło w oka mgnieniu. Szczególne pozdro dla lomografii, dziewczyny już dobrze wiedzą dlaczego :) Szczególnie rozbawił mnie jeden wystawca, który twierdził że nie wolno fotografować wyeksponowanych na jego ścianie produktów, ROTFL! Ze śmiechu spust wcisnąłem środkowym palcem ;P

Written by brulionman

24, Sierpień, 2010 at 6:36 pm

Historia z kanarem i milicyjo czyli wspolczesny „bareizm”.

122 Komentarze

Jak sie juz pochwalic zdazylem bylismy na Pomorzu i bylo fajosko ale niestety trzeba bylo wrocic do domu. Kupilismy wiec bilety na pociag pospieszny Szczecin – Klerykow, oczywiscie na klase druga. Trzeba bylo zachowac czujnosc bo tylko 4 ostatnie wagony jechaly do Kielc i w jednym z nich wlasnie udalo mi sie znalezc pusty przedzial, klasa druga, dla niepalacych. Bagaze na gore i kimono. Z tego blogostanu wyrwal nas glowny bohater tej opowiesci, sprawdzajacy bilety pracownik PKP z indentyfikatorem o numerze 77578 zwany dalej konduktorem a przedstawiony na ponizszym zdjeciu.

konduktor PKP

nieznany mi z imienia ni z nazwiska konduktor PKP wzywajacy Policje

Po otrzymaniu biletow zazadal okazania doplaty do klasy pierwszej pomimo iz jechalismy w klasie drugiej – oznaczenia klasy widnialy przy wejsciu do kazdego przedzialu, na szybach drzwi zamykajacych korytarz i na zewnatrz wagonu – wszedzie „2”.

konduktor obok znaczka klasy wagonu i przedzialu

konduktor obok znaczka klasy wagonu i przedzialu

oficjalne oznakowanie klasy wagonu PKP

oficjalne oznakowanie klasy wagonu PKP

Pan konduktor jednak nie jest tepy i dobrze widzi co ma zapisane w swoim kapowniku – klasa pierwsza. Mysle sobie: czeski film, pewnie ukryta kamera ale brne dalej pytajac gdzie jest oznaczenie ze to klasa pierwsza bo ja widze same dwojki. I tu mialem dejavu – kto ogladal jak szatniarz w barejowym „Misiu” pokazuje napis ukryty za drzwiami ten wie jak ten trick dziala: drzwi trzymane sa w pozycji otwartej by nie przeszkadzaly podroznym a widok jest jak powyzej, z reszta dwojki sa namalowane na zewnatrz wagonu i przy wejsciu do kazdego przedzialu.

Szczeka mi opadla gdy zobaczylem oznakowanie ktore konduktor przedstawil mi jako klase pierwsza…

I to jest wlasnie wg oficjalnych oznaczen PKP pierwsza klasa jakby ktos nie wiedzial.

I to jest wlasnie wg oficjalnych oznaczen PKP pierwsza klasa jakby ktos nie wiedzial.

Na bialej kartce, bez jakiejkolwiek pieczatki czy podpisu, brazowa kredka ktos namalowal „1 KL” co traktowac nalezaloby jako zart dowcipnych podroznych ale nasz pan konduktor nie mial watpliwosci – to JEST pierwsza klasa. Jest godzina 3.30, jestemy gdzies za Koninem, wagon ma oznakowanie zrobione przez bratanice klozetbabci, ale, poniewaz jestem czlowiekiem ugodowym :D zaproponowalem ze w skutek zaistnialej pomylki opuscimy rzekoma pierwsza klase i sie przesiadziemy do trzeciej to znaczy drugiej. Tu konduktor eksplodowal radoscia ubeka bo ZLAPAL NAS i teraz to za pozno, nie ma doplaty, nie ma przesiadania sie za to bedzie mandat po 300zl od osoby…

No i przebrala sie miarka (prosze zwrocic uwage ze nie uzywam tu slow niecenzuralnych, podobnie bylo w pociagu choc wiele mnie to kosztowalo), odmowilem przyjecia mandatu, pan konduktor zadzwonil po policje „jedzie pierwsza klasa, bilet ma na druga, nie ma doplaty i mowi ze nie zaplaci mandatu”, zrobilem dla udokumentowania tej szopki powyzsze zdjecia bo przeciez nikt normalny by mi pozniej nie uwierzyl. Tu konduktor utoczyl nieco piany z ust o nieznanych dotad zakazach fotografowania i ze juz ja zobacze co on z tym zrobi. Okolo 4 rano na dworzec w Kutnie dotarlo dwoch funkcjonariuszy Policji. Zobaczyli „dwojke” na wagonie i lekko sie zmieszali. Zaprosilem ich do srodka i pokazalem pozostale dwojki i te sliczna brazowa jedyneczke… Przemilcze co powiedzieli panu konduktorowi bo tez bym sie zdenerwowal gdyby ktos w srodku nocy wyrwal mnie z dyzurki bez dania racji. Nie chcieli ode mnie dokumentow, przeprosili za zamieszanie, oddali nam bilety i kazali wracac do przedzialu. Konduktor chyba wsadzil sobie mandat tam gdzie mu kazali bo poczerwienial na licu, zamilkl i wysiadl z pociagu bez slowa, chociaz przez niego pociag stal godzine w Kutnie a pozniej, jako opozniony, musial przepuszczac wszystkie rejsowe niespoznione pociagi. Nastepne druzyny konduktorskie tez przebakiwaly ze to jedynka ale juz nie mialy ochoty wzywac policjantow ani sokistow.

Jesli napisze sobie kredka na czole „jestem koniem” to uwierzy w to tylko osiol, nie? Ale jak mnie ktos spyta „jak minela podroz?”, odpowiem „naprawde, PIERWSZA KLASA!

U Zlotozebego / Goldenteethman’s

with one comment

bez blogoslawienstwa zarzadu ani rusz / no photos without management agreement

bez blogoslawienstwa zarzadu ani rusz / no photos without management agreement

„Pomusz panu w czyms?” czyli CKF w PKP, podroz przedostatnia

4 Komentarze

CKF w PKP, podroz przedostatnia (czyli pierwsza).

Male podroze daja wielkie radosci. A najlepsze sa te na spontanie. Z Ula i Roza wyciagnelismy Marcie i Betka z Lenka na fald Slichowicki by pogawedzic przy pieknej pogodzie o sprawach malo waznych i nieistotnych. A dokad te tory prowadza? Na KONIEC POLSKI. Kilka dni pozniej zaprowadzily nas na KONIEC-POLSKI dworzec.

prowodyr

wg nomenklatury oswiatowej - PROWODYR INCYDENTU

Wyjazd zmontowany na spontanie. Spotkalismy sie w miejscu ktorego uzywaja ludzie w metaforze przenikliwosci zimna czyli na dworcu w Kielcach. Ula, Roza, Wuju, Betko, Johny i ja. Kupilismy bilety w zaproponowanej przez okienkowego Tapira (fryz taki, krzyk mody sprzed trzydziestu lat) promocji „TY I RAZ DWA TRZY” hehehe i czekamy. Do okienka informacji podchodzi dziewczyna i slysze „ekskjuzmi…” dalej widze ze pani w informacji probuje zrozumiec cokolwiek, wylapuje znane jej slowo (Zakopane), po goraczkowych acz bezskutecznych probach przypomnienia sobie jezyka angielskiego pani zaczyna energcznie pokazywac reke na inne okienko literujac przy tym KASA, KA – SA! KA – SA. Dziewczyna podchodzi do KASA w ktorym siedzi znany nam juz Tapir i zaczyna od nowa „ekskjuzmi, tu tikets tu Zakopane ent uan czildren” na co Tapir z oburzeniem odklada bilet ktory miala wsadzic do drukarki i mamrocze obrazona „nie no, ja pani w ogole nie rozumiem!”. Betko jej pomogl, ja probowalem nie peknac ze smiechu i spalic sie ze wstydu. No ale moze ja za duzo wymagam.

Strongman - wersja light ;)

Sam pociag okazal sie typowym westernem – dokladnie takim jak marzylem: stary, wielokrotnie malowany, pomaranczowy elektrowoz z przekornie luszczaca sie farba. Zajelismy przedzial ostatni bo duzo miejsca i ludziom sie nie przeszkadza a w trzydziestoparostopniowym upale bywaja podraznieni.

ziarniste niedoswietlone zdjecie

Od lewej: Johny, Wuju, Roza, Ula i Betkoszczak. Mocno ziarniste niedoswietlone zdjecie. Taki sobie format filmowy spapugowalem :)

Ledwie ruszylismy a juz na pierwszej stacji Dobry Czlowiek imieniem Stanislaw podrzucil nam schlodzony zywiecki granat. Bog zaplac! :) Po drodze typowe kolejowe klimaty Polski – zboza, zboza, zboza, lasy, zboza…  zapuszczone mieszkania kolejarzy, ruiny poczekalni przydworcowych, perony pokryte rdzawym pylem i rece smierdzace metalem od pierwszeg dotkniecia okna. Po drodze kuszace lecz niedostepne miejsca – cementownia Bukowa i szereg pomniejszych stacyjek, takich co to tylko pincdziesiont plyt chodnikowych, dwie latarnie i jedna tablica z nazwa miejscowosci a wokol…? Zboza :)

hyde park

Rozmowy niekontrolowane

Koniecpol przywital nas upalem grubo ponad 30’C wiec szukalismy sklepu by schlodzic sie kompotem chmielowym. Bezskutecznie, lody musialy wystarczyc. Pierwsze zaklady jakie od razu rzucaja sie w oczy (i uszy – strasznie glosnym swistem) to Koniecpolskie Zaklady Plyty Pilsniowej. Przed budynkiem administracyjnym pomnik z czasow swietnosci fabryki: kilka strzelistych slupow na ktorych szczycie poraza napis EKSPORT rownowazony na dole przez wykuty w brazie splaszczony glob ziemski z zaznaczonymi krajami (LIBIA, IRAN itp) do ktorych produkty pilsniowe wysylano. Odlaczylem sie od grupy by w spokoju sfocic to dzielo a tu wybiega kark sekjuriti i sie zaczelo:

mowia ze nadgorliwosc jest gorsza od faszyzmu...

mowia ze nadgorliwosc jest gorsza od faszyzmu...

– POMUSZ PANU W CZYMS?
– nie, dziekuje
– to dyrekcja nie wyraza zgody na zdjecia
– nie musi, jestem na ulicy, to miejsce publiczne
– ale tam byl zakaz wjazdu
– jestem pieszo (caly czas kadruje ow cudny monument)
– zaraz wezwe policje
– 997
– (wybral jakis numer) panie Staszku, jest interwencja…  dziekuje. No, zaraz beda.
– znakomicie
– ja panu nie przychodze robic zdjec w pod domem
– nie obchodzi mnie co pan robi
– co, do tej gazeciny pan fotografuje? nie ma robienia zdjec – zakryl mi obiektyw
– nie dotykaj sprzetu – cofnal troche reke i autofocus ustawial sie na nia, majac dosc szeroki kat wyostrzylem manualnie i pstryknalem
– ucieszyl sie pan, jest pan zadowolony?
– tak (chowam pomalu aparat, biore odstawionego loda w kubku i spokojnie odchodze)
– teraz pan ucieka jak wezwalem policje!!!?
– nie obchodzi mnie policja ani panski Pan Staszek

Dolaczylem do grupy ale przez jakis czas sledzil nas bialy fiat o przyciemnianych szybach z napisem security :) Musi im sie tam okrutnie nudzic w tym Koniecpolu, jednak obylo sie bez konfrontacji. Pogawedzilismy z Pania Listonosz o problemach poruszania sie prywatnym rowerem ze sluzbowa naklejka i dostalismy cenne wskazowki jak trafic do sklepu. Na rogu terenu fabrycznego, niepasujaca do reszty miasteczka i klujaca w oczy nowobogactwem chawira. Kilkanascie krokow dalej sklep ze zbawiennymi napojami.

sklepu nie bylo i nie bylo a gdy wreszcie sie pojawil to w dwojnasob!

sklepu nie bylo i nie bylo a gdy wreszcie sie pojawil to w dwojnasob!

Tu, pod parasolami, w towarzystwie panow spod sklepu, odpoczelismy deczko, dowiedzielismy sie ze willa nalezy do dyrektora czy wlasciciela a zbudowac kazal ja zeby miec blisko do pracy. Z takimi pieniedzmi moglbymieskac w naprawde pieknych miejscach ale jemu swist nie przeszkadza bo caly czas jezdzi gdzies z panienkami. Calym Koniecpolem rzadzi jednak nie on a proboszcz ale zyje sie tu nienajgorzej. Takie tam, wiesci slaskie. Johny uzupelnil kolekcje piw o 5 nowych marek i ruszylismy dalej.

Minelismy figurke Matki Boskiej otoczona drzewami tak powyginanymi jakby ona tu zstapila z nieba w blasku ktory polozyl drzewa niczym wybuch jakis.

Zniebozstapienie w Koniecpolu

Zniebozstapienie w Koniecpolu

Zanioslo nas na jakis publiczny basen ze zjezdzalnia ale lekko poganiani godzina powrotnego pociagu musielismy odpuscic sobie kapiel :( Skosztowalismy orzechowki po trzy zety w barze z cerata na stolach i seledynowymi scianami po czym dotarlismy na rynek. Zadnej restauracji, jedyny cieply posilek to bulka z pieczarkami i kapusta z mikrofali w Piekarni pod Telegrafem. Kupilismy wiec swojskiej kielbasy petko, kaszanke, kabanosy, musztarde spolemowska, bulki i na srodku rynku urzadzilismy wyzerke piknikujac na chodniku. Pozniej na dworzec i gdy juz dojezdzalismy do Kielc zrobilo nam sie zal tak pieknie rozpoczetego wieczoru wiec wprosilismy sie do Betka gdzie dolaczyla Siostra i Moim Ulubionym Dzieciakiem.

milosc Betka wieksza od fotografii - Marcia i Lena ex aequo

Plyn fotomedialny spowodowal pewne luki w dalszej czesci tej historii wiec ja tu lepiej zakoncze.

Dzieki za ten relaksacyjny wyjazd, psychicznie odpoczalem, Betko postraszyl naga klata Koniecpolan, Johny polazil na bosaka po rynku, Wuju zrobil sobie przerwe w dwumiesiecznym urlopie, dziewczyny tez zadowolone :)

Tu BETKOwe spojrzenie z owego wyjazdu: PIERWSZE i OSTATNIE.

Tu wersja MATEREKingowa: prawie na samym dole strony relacja JOHNY’go

Tu ULKOWE wyjazdy kolejowe, pomieszane troche: odslona NUMER 1 i NUMER 2

a tu plener numer dwa – we Wloszczowie.

%d blogerów lubi to: