Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘waka

„Zoom ludzkiego mrowiska” – biustonosze z parasola

4 Komentarze

Odkopalem to zdjecie z wakacji i jako domoroslemu socjologowi zebralo mi sie na krotkie dywagacje o soli ziemi tej.

Uliczny handel biustonoszami z parasola, dominuje rozmiar „dwa berety i gumka”. Dwa kroki dalej mozna nabyc welniane bambosze i jasnorozowe reformy, jaja ze wsi i barszcz w pollitrowce, slownik polsko-wegierski i popsutego „kasprzaka”, szachy magnetyczne i urwane kolko od taczki, ultraslodkie renklody i kanie jak kolpaki, polbuty niedrogo i inne rarytasy.  Spadochroniary maja niemal wszystko. Ja od nich zawsze biore najswiezsze na swiecie polne kwiecie.

handel uliczny

handel uliczny

Ten majdan ma swoj urok nieodparty i zwykle pierwsze kroki urlopowe kieruje wlasnie na bazary: malosolny ogorcew, bialy ser, aromatyczna wloszczyzna, kiszona kapusta z beczki, maslo zambrowskie, piekoszowskie pomidory, smietana z Hajnowki, morze warzyw i owocow a wszystko pachnace i swieze. Do tego folklor mebli, dywanow oraz chinskiej odziezy sledzacej najnowsze trendy w modzie.

Z drugiej strony, wylaczajac bazary, handel na chodniku sprawia ze mozna poczuc sie jak na Ukrainie (w samym Lwowie widzialem stragany na torach zwijane na czas przejazdu tramwaju) albo na jakichs przedmiesciach Kalkuty czyli bieda z nedza we dwie pedza. To wrazenie sie jeszcze nasila gdy sie obserwuje sprzedawcow bawiacych sie w chowanego z wasatymi panami ze strazy miejskiej. Ten berek to zenada. Ale wciaz sa ludzie ktorym brak do pierwszego oraz tacy, ktorzy lakna kontaktu z czlowiekiem, tako wiec jedni i drudzy koczuja wokol bazarow czy na Rynku co-by grosz jakis wpadl a czasem zwyczajnie by miec do kogo gebe otworzyc. Moze sam taki bede na starosc wiec staram sie ich zrozumiec dzis.

Miedzy Lublinem a Dublinem / between Lublin and Dublin

with one comment

Powrot do scyzorykowni od mojej najmlodszej siostrzyczki z Lublina byl egzotyczny na miare mozliwosci żjeleznoj darogi. Przybywszy na pusty peron z ktorego zwykle odjezdza Sztygar, Jagiello czy jak mu tam, skierowalem sie do Biura Obslugi Podroznego Ktoremu Uciekl Pociag a tam zdziwiona mym zdumieniem pani wyjasnila ze przeciez z powodu wakacji ten 16.10 odjechal planowo o 15.30 ale pozniej wyszukala mi polaczenia i tak zaledwie godzine pozniej siedzialem w pospiesznym do stolycy ktory opuscilem w miescie Deblin.

prostokatne spojrzenie na deblinskie perony

prostokatne spojrzenie na deblinskie perony

Oczekiwanie na przesiadke na deblinskim peronie ze spekanym ancwaltem w leniwym zachodzacym letnim sloncu byloby przyjemne gdyby nie trwalo KOLEJna godzine. Poza szukajacymi zaczepki sokistami wszystko jest tam jak w polskim filmie. Mundurowi wlepili mandat chlopakom ktorzy podjechali pod dworzec rowerami naruszajac swiete nieogrodzone terytorium kolejowych palkarzy, do cyrku wlaczylo sie jeszcze dwoch niebieskich ale ja juz smierdzialem w osobowym westernie do Radomia. Tu sie okazalo ze dzis nie jest X Plenum Spoldzielni Zenum i zalapalem sie na spozniony poltorej godziny express z Kolobrzegu, rzutem na tasme kupilem bilet u zamykajacego okienko tapira ktory nie mogl pojac ze chce kupic bilet na pociag ktory przeca juz byl :)

Dalej juz az do samego Kielcowa z milymi ludzmi, pania z pieskiem ktora podejrzewala mnie o bycie ksiedzem i konduktorka, ktora chyba w mlodosci kasowala bilety siekaczami bo miedzy jedynki wepchnalby spokojnie dwie pieciozlotowki :) W tak pieknych okolicznosciach przyrody i niepowtarzalnej piec godzin zlecialo jak z bicza strzelil przemieszczajac mnie szynami 213 km :)

%d blogerów lubi to: