Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘vimeo

Mój pierwszy film / My first video

32 Komentarze

VII Bałtowskie Bezdroża

Film z pierwszego dnia terenowych zmagań / A video from first day of offroad

Panie i Panowie / Ladies and Gentelmen…

.

Pierwszy mój film w którym jestem odpowiedzialny za ujęcia, dźwięk, wybór muzyki i montaż a jednocześnie pierwsze spotkanie ze steadycamem. Jestem ciekaw Waszych komentarzy, nie tylko głaskania się po podbrzuszachlecz także konstruktywnej krytyki jeśli coś Wam w tym filmie nie leży.

/ It’s a very first time that video you see is „mine” – I’m responsible for shots, sound, chosen music and film editing. This was my first work using steadycam. It would be great to know your opinions and comments.

.

FILM W WERSJI 3D / 3D VERSION OF VIDEO ABOVE

.

Specjalne podziękowania / Special thanks: Daniel Kot, Robert Kaleta

Reklamy

Życie – odcinek 33

7 Komentarzy

Dwie trójki lepsze niż trzy szóstki, chyba że trzy szóstki w totka, to skłonny jestem rozważyć zmianę zdania ;) Całkiem nieodkrywcze stwierdzenie, że najlepiej w życiu jest robić to co się lubi, staje się właśnie mym obecnym mottem i nie zamieniłbym tego na dobrze płatne wakacje (czyt. posada w resorcie na stanowisku ds nieistotnych i mało ważnych gwarantująca po miesiącu Czarny Pas w Pasjansie).

Wiek Chytrusowy. To miał być spokojny wieczór – wyszedłem na NURT a wróciłem jak zwykle, pewna w tym zasługa wyżerki po gali finałowej, na którą to (wyżerkę, nie galę) ściągnęło całe przylegające osiedle emerytowanych ubeków. Pogratulowałem najbardziej zasuszo… zasłużonym twórcom, całkiem z reszta obustronnie anonimowo. I była to pierwsza impreza w Kielcach, na której nie było „Cyganki”, widać nie mogła się rozdwoić, hehehe..

Tlen, szwędacz, kawiarnia – czemu od pewnego, długiego niestety dość czasu, muszę tolerować ten okropny dźwięk dobywający się zza baru, przypominający ordynarne smarkanie w wykonaniu zacharchanego żula z polipem wielkości Bydgoszczy w nosie? Czy tylko tak można robić tę cholerną kawę czy cokolwiek z tych czarymarów się uzyskuje? Nie obyło się bez ochlaju w dobrym, męskim towarzystwie, wdzięki miasta były ponętniejsze niż wdzięki kobiet, przynajmniej tego wieczoru.

Dzisiejszy poranek zaczął się na szczęście dopiero tuż przed południem delikatnym smakiem buncu z nutą prawdziwków (pycha, polecam!) i pozwolił bym drugi wolny w tym miesiącu dzień spędził wykorzystując rower do czegoś więcej niż pożerania kilometrów ulic na trasie „praca-dom-telewizja” (wyborcze hasło Svena).

z radzieckiego katechizmu: "Na POCZĄTKU nie było niczego, tylko wiatr hulał po Placu Czerwonym..."

bezzdjęciowo minęliśmy z Tomkiem las i zaczęliśmy poszukiwania dzisiejszego celu

...a był nim bunkier przeciwatomowy dla członków PZPR schowany w stromym zboczu Bukowej Góry

bunkier ów niestety okazał się już w swych intencjach nie służyć peerelowskim vipom lecz był to schron górniczy na czas strzałów

...w dodatku, przerobiony został na skład mat. wybuchowych a później zasypany i prawdopodobnie nikt już nie ujrzy jego wnętrza, jako że znajduje się na terenie przyszłych strzałów

smutni z obalenia mitu wyruszyliśmy offroadowo w las i tylko sprawne hamulce uratowały nam życie gdy na drodze stanęła nam rozpięta między drzewami stalowa lina - co zdarzyło się przy oszałamiającej prędkości oscylującej w granicach 4-5 km/h

jak widać na poprzednim zdjęciu znajomość liny z drzewami trwa już dobre 5 minut i musi być naznaczona wyjątkowo przerażającą legendą skoro nie zajęli się nią lokalni złomiarze...

tu postanowiliśmy odpocząć i posilić miazgą pszenno-warzywną powstałą wskutek wypadnięcia takiejż treści z piętra dziesiątego bez spadochronu

w tych niełatwych chwilach towarzyszył mi Tata Tadzika

w tych pięknych okolicznościach przyrody, i tego, i niepowtarzalnej... pierwszy w tym roku i zapewne ostatni w nim raz jadłem ziemniaki pieczone na ognichu, w dodatku z widokiem na ziemie północne

powrót był utrudniony, gdyż dysponowaliśmy pospołu jedną lampką i choć jechało mi się wygodnie jako pierwszemu widząc swój cień na ledwo oświetlanej przez jadącego za mną Tomka drodze to gubiłem tęże co rusz i gdyby nie gps to wyjechalibyśmy w.. ..pół do dziesiątej ;) Wróciliśmy do Kielc gdy gardła złocisto-krwistych kibiców niosły z dalekiego stadionu śpiew zagrzewający do boju w ten ciepły, jak na polski listopad, wieczór.

Dni temu szabanaście, osobnik ukrywający się za pseudonimem „anarcha” poczęstował był mnie komentarzem zawierającym link do czegoś tak nadzwyczajnego, że zamykam paszczę i zapraszam do obejrzenia:

Earth | Time Lapse View from Space, Fly Over | NASA, ISS from Michael König on Vimeo.

ZZIB: patrzę na ewolucję od czasów kont na Polboxie do dzisiejszych zakładanych z automatu maili na fejsie, czas wysyłania pocztą nieemitowanych „wirusowych” reklam (teskacz, niesamowita reklama nie powiem czego czy tepsa) zmienia się, lecz się nie kończy.

PS. Twoja stara ogląda filmy na filmwebie! ;P

Sznurek do snopowiązalek

2 Komentarze

czyli sznurki hiperaktywne i siano pod strzecha. Na blogu nie ma juz prawie wcale fotografii. Sa dokumentalne strzaly, wyproznienia cyfrowe, pstrykniecia archiwalne, slowem…  fotki ale pliku o intencjach czysto fotograficznych juz dawno tu nie bylo. Widze to. Moze chec fotografowania przychodzi dopiero gdy jest harmonia, moze fotografia to wcale nie jest sposob na ucieczke od problemow. Moze tylko w moim przypadku. Pracuje nad soba. [filozofia MODE /OFF] Az nie pasuje tu teraz z tym sznurkiem wyjezdzac ze do sprzedania jest i za ile…  zaraz wracam.

Wziełech i odemkłech szuflandę a tu cuś z niej wzięo i wyjfrunęo:

gran rometto

Przepraszam ale w sprawie sznurka to sie dzis nie dogadamy, nastroj nie ten. Jeszcze tylko przed snem zaslyszane dzis, piekne slowo: „Wszyscy panowie bracia sąśmy jednej matki synowie.” Aaa, dobra juz, dobra, bierta ten sznurek i złaźta mie z oczu: (HD i full screen, inaczej zabronione!) zakwaszona fotografia

Rozmowy dokonczone linkami

12 Komentarzy

Tym razem miks taki czyli dokonczenia rozpoczetych roznych rozmow na zywo oraz garsc linkow bo szybciej mam tedy niz przez gygy czy maila.

Johny podsunal mi rozwiazanie problemu zbyt duzego obciazenia na oswiecimskiej fotopielgrzymce – mozna to zobaczyc w 4min 47sek filmiku „Longest Way”, moze tak a moze jeszcze prosciej choc bardziej obciachowo – z dzieciecym glebokim wozkiem, wazne by dotrzec dokad sie zmierza…

Po Krywaniu: motyw z filmu, ktory nawinal nam sie w Zakopcu przed wyjsciem na obiad, o starszych paniach pozujacych nago do kalendarza charytatywnego, znalazlem zdjecia o ktorych mowilem ale to chyba cos innego.

„Ruskie” cukierki smakuja najlepiej na ostatnim pietrze KULu z nocnym widokiem na Lublin (dzieki Asia!) a ich producenci to ABK KONTI ROSHEN a to piwko nie bylo Czernigrodzkie tylko Czernigiwskie (swjetle/jasne)

O kretywnych filmach mowiac mialem na mysli np: przepis na spaghetti a do rozmow spod parasola: seksowniej Fergie wyszla w klipie My humps niz w I gotta feeling choc muza w tym drugim o niebo lepsza ale i tak najlepszy flow Ferdzinka ma w Boom boom pow.

Kto jeszcze nie widzial a chce by mu pekly zajady – portret „dama z lasiczka„.

I dwa ostatnie mistrzostwa: najsmieszniejszy zagraniczny filmik bedacy pastiszem ckliwych megahitow (z polskimi napisami) – w zla dziurke/wrong hole, najmieszniejszy polski filmik, rowniez pastisz – na zapowiedzi filmow zwane trailerami, ze znakomita pointa: film o Leszku

%d blogerów lubi to: