Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘trekking

Wzgorki prawie w „Sjewiernej Irlandzji” jak to mawia sasiadka Tania.

4 Komentarze

Pobudka o poganskiej porze, 4.50 lub jakos tak, chyba po 6 jest juz Ka3 wiec pakuje sie do jego bolidu spod znaku trzech czerwonych rombow ktory on nazywa jakos pieszczotliwie „rysiek”, „czesiek” albo jakos tak. Plan: uderzyc w Gory Mourne (jak wspomnialem w tytule – Irlandia Polnocna). Upralem kurtale w impregnacie, nawoskowalem buty mimo ze prognozy zapowiadaly blache na niebie niezmacona ani jedna chmurka. Nawet tak malutka jak ta ktora powoduje ze ludzie zawracaja na Zywca :P Ta pietrkowa szczala pogina pierunsko wartko po ancwalcie to i na miejscu bylismy jeszcze po ciemku. Wschodzace slonce witalismy juz opuszczajac pieszo miasteczko Carlingford i szukajac odbicia na szlak. Troche pobladzilismy bo Ka3 mial kompas z 1945 ktory dostal od dziadka i zamiast Polnocy wskazywal Berlin ;)

z kompasem

Chodzmy na wschod, tam musi byc JAKAS cywilizacja...

Znalezlismy uliczke, minal nas koles z ubloconym rowerem na bagazniku dachowym. Bylo ok 9 rano, ok 2 godz po wschodzie slonca, a na szlaku widzialem slady hamowania po przynajmniej dwoch zjazdach. Musial skubaniec wprowadzic rower przed wschodem skoro zdazyl dwukrotnie zjechac.

wrak na szlaku

Ostatnia droga dwusladu, az dziwne ze nie spalil "sie" ;P

Poczatek zaplanowanej przez Piotrka petli to szlak „Tain Way” (najprawdopodobniej „tain” uzywano niegdys w znaczeniu „stannic” ale porzucam tropienie etymologii tegoz slowa bo ktokolwiek spojrzy na mape (a propos mapa nr 29 wydana przez Ordnance Survey of Northern Ireland) pojmie iz nie wiodl tedy cynowy szlak handlowy (tak jak „bursztynowy szlak”) wiec niech ta nazwa pozostanie tajemnica autochtonow. Do pierwszego ostrego zakretu szlak wiodl szeroka na samochod droga, obecnie przejezdna tylko terenowkami lub traktorem ale widac jeszcze kilka(nascie) lat wstecz dalo rade przyjechac tu osobowka. Powyzej na zdjeciu porzucony wrak.

Dalej przecina sie owcze pastwiska, skreca ponownie bardzo ostro w lewo by kierowac sie w strone przeleczy pomiedzy Barnavave a Slieve Foye. Az do przeleczy widnialy slady rowerzysty, ehh…  W najwyzszym punkcie przeleczy odbija sie 90′ w prawo szlakiem nieistniejacym na mapie acz poczatkowo oznakowanym slupkami jako Slieve Foye Loop.

prawdziwej gory poczatek

Poczatek mgly i koniec ladnych widokow

Droga mieszana: sa momenty czystych skal jak w Tatrach ale przewaza typowo bieszczadzko – irlandzki klimat czyli podmokle poloniny z opcja brodzenia co rusz. Od przeleczy weszlismy w chmure kktora generowala sie u szczytu zachodniej sciany Carlingford. Zrobilo sie zimno i mokro jak to w chmurze a do tego zaczelo…   mocno wiac zaczelo ;P Zrobilismy przystanek na turystyczna konsumpcje spozywcza i wyzej, we mgle ograniczajacej widocznosc od kilkudziesieciu do kilkunastu metrow probowalismy znalezc wlasciwe szczyty czyli Slieve Foye (588m npm) i po bladzeniu wsrod coraz wyzszych szczytow porozrzucanych w rozne strony w koncu sie udalo sie.

szczyt

To juz sa szczyty! Niestety 35mm w pierwszym modeli Mju nie objelo slupka oznaczajacego szczyt.

Na tym szczycie poznalem tresc tajnej wiadomosci ktora ulegla samozniszczeniu wiec nic nie powiem, niech sie Piotrek sam pucuje ;P

Dalej blakalismy przy uzyciu kompasu, mapy, roznic terenu znajdujacych sie w zasiegu wzroku i wrodzonej kobiecej intuicji. Trafilismy w po wielu spudlowaniach na drugi wlasciwy szczyt teg grzbietu: Carlingford Mountain (579m npm). Jest to glowny szczyt pasma mimo ze jest nizszy od pierwszego. Nie bylismy tam pierwszymi Polakami ale ewentualne watpliwosci rozwial duzy wyryty na scianie szczytu napis „STARY SACZ” :)

Dalej we mgle poruszalismy sie na Polnoc z poprawkami na urwiska i strumienie. Minelismy gdzies The Eagle Rock oraz planowany w petli zakret i zejscie i schodzilismy wzdluz ostatniego strumienia plynacego zlebem po polnocno wschodniej scianie Carlingsford. Na pewnej wysokosci wyszlismy w chmury i mozna bylo wreszcie zobaczyc jezioro Carlingford Lough.

Carlingford Lough

Gory Mourne po drugiej stronie jeziora Carlingford Lough

Tu slowo wyjasnienia – Gory Mourne znajduja sie w Irl. Pln., my bylismy w pasmie Carlingsford ktore lezac po zachodniej stronie jeziora nalezy do Irlandii. Nie wiem czy zdobyte pagorki naleza do Mourne Mountains.

Dalej skrecilismy ostro w prawo i idac skrajem ogrodzonego terenu, miedzy tymi piekielnie klujacymi krzakami o zdradliwie lagodnie wygladajacych zoltych kwiatkach, doszlismy do wyjscia na parking lesny. Pozniej to juz praiwe caly czas aswaltem w dol do parkingu przy jeziorze gdzie zostawilismy furke.

Carlingford

Widoczny szczyt to chyba Slieve Foye widziany z parkingu w Carlingford.

Zimno, wiatr, mokro ale przede wszystkim relatywnosc pokonywanych wysokosci – daly mi po grzbiecie. W Gorach Wicklow wchodzi sie na wyzsze szczyty lecz startuje z duzo wyzszego poziomu, powiedzmy od 200m npm. Tu zaczelismy kilka metrow nad woda wiec suma przewyzszen troche mnie zaskoczyla. Na cos trzeba zgonic gdy kondycji brak ;P

Reklamy

Written by brulionman

29, Październik, 2008 at 8:54 pm

Lug

leave a comment »

Lug – tak w skrocie nazywaja Irlandczycy najwyzszy w hrabstwie Leinster szczyt  – Lugnaquille.

27 wrzesnia 2008 r. ok godz 9 udalo nam sie opuscic dom by po dziesiatej byc juz w wawozie/dolinie Glenmalure. W krajobrazie przypominajacym Bieszczady, TPP „B.U.K.” wygramolilo sie z Karlosowej strzaly a oczom ich ukazal sie…   gigantyczny plecor Karlosa ktorego zawartosci wlasciciel nie chcial zdradzic i na dodatek uparl sie ze zabiera wszystko na gore. Karkolomne wyzwanie, ja np zrezygnowalem z zabrania lustrzanki bo za ciezka a tu taki bagaz, nie lada wyzwanie…

w drodze na Lug

w drodze na Lug, w oddali rzeczko-wodospad a w ostatnim planie grzbiet prowadzacy w lewo na Lug

Karlos ruszyl pierwszy solo, my z Ula za nim. Wejscie po prawej stronie „wodospadu”/rzeczki, po pokonaniu stromej czesci wybralismy nowa droge. Wiodla ona przez zabojczo meczace dla nog trawy wysokosci nawet do pasa, ktore skutecznie zniechecaja podczas wchodzenia pod gore przytrzymujac buty, spowalniajac posuwanie sie naprzod i wymagajac wysokiego podnoszenia stop. Mimo ze bylo relatywnie sucho jak na ten teren to prawie godzine zajelo nam przeprawienie sie przez moczarowo-torfowy srodkowy odcinek szlaku. Wedrowka tamtedy polega na znajdowaniu gestych kep trawy oraz wysp torfowych pozwalajacych uniknac brodzenia po kostki w zapadajacym sie pod wode trzesawisku. Nie ma tam szlaku, samemu sie wybiera trase skokow i najmniej bagnistych stapniec.

Poludniowy stok grzbietu Lugduff, u jego stop dolina Glenmalure

Poludniowy stok grzbietu Lugduff, u jego stop dolina Glenmalure (panorama z 6 zdjec, ok 180')

W rozpadlinach, powstalych przez erozje wspomagana wypasem owiec, znalazlem skrzydlo samolotu. Rozgladalem sie za innymi szczatkami typu portfele pasazerow, licencja pilota albo chocby czarna skrzynka (dla Mamy pod pelargonie) ale ani sladu. Ci cholerni turysci UKRADZOM wszystko co tylko znajda.

szczatki samolotu

szczatki samolotu

Z wstepnych ogledzin skrzydla oraz sladow katastrofy, ktora miala tam miejsce wiemy niezbicie, iz transportujacy Generala Wladyslawa Sikorskiego samolot Liberator II AL523, ktory spadl do morza 4 lipca 1943 r. o godzinie 23:07, 16 sekund po wystartowaniu, w wyniku czego zginela corka generala i szef sztabu Naczelnego Wodza, Tadeusz Klimecki oraz siedem innych osob, z cala pewnoscia wlasnie tamtedy… nie lecial.

Teczowy music box wokol oczka wodnego

Teczowy music box wokol oczka wodnego

Po dokonaniu tego, badz co badz, przelomowego odkrycia (do dzis malo ktory badacz historii wie o powyzszym) pomaszerowalismy w lewo by wspinac sie grzbietem, tym razem po krotkiej trawce, owiewani zachodnim wiatrem, spotykajac pierwszych ludzi tego dnia. 30 min pozniej wedrowalismy przez prawie calkiem plaski i bardzo obszerny szczyt Lug, na ktorym w jednym miejscu zbudowano kopiec z kamieni, bez niego w wielu miejscach moze sie wydawac ze „to tu” co mogloby byc przyczynkiem do bojek o to kto wszedl pierwszy itp ;) Dla szukajacych ekstremalnie mocnych wrazen ta pekata gora ma dwa bardzo strome polodowcowe stoki zwane Polnocnym i Poludniowym Wiezieniem.

Tuz przy kopcu siedzial usmiechniety od ucha do ucha Karlos, obok niego stal sklesniety plecak z ktorego wybebeszono uprzednio maszynke turystyczna, patelnie, garnek i cala fure zarcia. To byla prawdziwa niespodzianka i dala nam strasznie duzo radosci i tylez samo energii: jajcowizna z 12 jaj smazona na maselku oczywiscie, mmmm….    kabanosy i kielbasa smazona z celula, czosnkiem i roznymi przyprawami, mmmm…..   goraca kawo-czekolada….   mmmmMMmmniam! I to wszystko 925m npm (niecale 3035 ft, Lug jest 13 co do wysokosci z 14 gor na wyspie, ktore przekraczaja 3000 ft), tym samym pobilismy wyczyn Betka i czekamy na rewanz (stukanie jajem o wschodzie slonca w Wielkanoc z CKF sie nie liczy Grzeniu hehehehe).

Karlos i nasz spozywczy balagan

Nasz spozywczy balagan. Karlos, dzieki za niespodzianke!

Zdumieni turysci zerkali nieco zazdrosnie tym bardziej ze zapach roznosil sie w promieniu kilkudziesieciu metrow. Pichcilismy gdzie Maklowicz nie pichcil! A wokol, jak donosi nie zawsze wiarygodna wikipedia, przy dobrej widocznosci okiem nieuzbrojonym winno byc widac, poprzez Morze Irlandzkie, wzgorza Llŷn Peninsula i gory Snowdonia w Walii (UK). Smiem powatpiewac gdyz podczas majowego wejscia mielismy nieskazitelna pogode co pozwolil zidentyfikowac wszystkie gory przedstawione na metalowej plycie a jednak nic „po drugiej stronie morza” nie rzucilo nam sie w oczy.

Zszamalismy do syta, poznalismy ciekawych ludzi – Toma i Ursule i wspolnie z nimi oraz pewnym czlowiekiem sprawiajacym wrazenie poszukiwacza swej wlasnej piatej klepki zeszlismy w dol wschodnim ramieniem Lug by skrecic w lewo i dalej samym brzegiem stromizny, znow skaczac przez mokradla, dojsc do poludniowej strony glownego strumienia. Sporo stromych zejsc, pozniej nieco skakania po glazach w rzece by wrocic na „szlak” w miejscu gdzie zaczyna sie ubita droga dla samochodu.

A tu specjalnie dla MTB wariatow:

widok, ktory stymuluje DH wyobraznie

widok, ktory stymuluje DH wyobraznie

Aha, dzieki przyrodniczym zacieciom atakze pewnej cierpliwosci lingwistycznej zapoznanych Irlandczykow udalo mi sie wreszcie ustalic iz tajemnicze zwierze ktore widzialem w gorach gdy wchodzilismy z Ula na Tonelagee, a byl to borsuk, to nie Ratcoon ale Badger (ktorego bralem za „bobra” podczas gdy ten ostatni to Beaver). Zas obszerne informacje o mokradlach irlandzkich, wraz z kilkoma wydobytymi z nich cialami ludzkimi z zachowana skora, wlosami i miesniami mozna posiasc odwiedzajac Muzeum Archeologii i Etnografii na Kildare St w Dublinie.

Zdjec jeszcze pare z tego wypadu trafi na bloga po dokonczeniu i wywolaniu filmu oraz gdy Ula opracuje swoje foty z wypadu. Pierwsze zdjecie (to „ladne) to ostatnia klatka na gratisowym filmie noname z labu a pozostale na zapozyczonym Ulczanym didżitalnym kąpakcie. Dla tych ktorzy wybieraja sie w Gory Wicklow – sprawcie sobie mape Ordnance Survey Ireland – Discovery series nr 56 (nielaminowana – jest lezejsza i duzo bardziej poreczna/elastyczna).

Do zobaczenia na szlaku. A przynajmniej na blogu ;P

Plan uknuty przez Karlosa… / plan made by Carlos…

leave a comment »

Propozycja na NAJBLIZSZA sobote jest taka:

zamiast smierdziec w domu przez dzien caly, juz o 6.30 wyjezdzamy z Finglas, o 7.00 wpadamy na Statoil/Topaz przy Sqare na Tallaght, zgarniamy chetnych ktorzy winni wyposazyc sie z dobre buty, odpowiednie ubranie, prowiant, napoje, samochod i ewentualnie cos na grilla. Celem wyprawy jest najwyzsza gora w county Wicklow i Dublin – Lugnaquilla (925m npm). Zostawiamy samochody w Glenmalure (na poludnie od Laragh) i napieramy w gore, dojscie na szczyt powinno zajac ok 3 godz, zejscie niewiele krocej. Na dole kolo parkingu nad rzeka zrobimy grilla, grill bedzie, trzeba tylko zabrac wungiel gouombecko.

Bylismy tam juz, pogoda zapowiada sie znowu piekna, wartpo powtorzyc ten numer, pare slow i zdjec z Lugnaquilli mozna znalezc tu: [KLIKNIJ] Kto chce, moze i czuje sie na silach – kaman.

ZZIB: Gratulacje dla Reet z okazji urodzin mocno okraglych, dla Justyny i Pawla z okazji przyjscia na swiat Nikodema a Wam, drodzy Czytelnicy, wkrotce naswietle dlaczego nie powinno sie kupowac laptopa za 500 euro od nieznajomych ludzi.

Powtorka z rozrywki / little flashback about one trip

3 Komentarze

/ I’ll translate this one day, I promise.

To chyba byl jakis bank holiday czyli dzien ustawowo wolny od pracy, po datach fotek patrzac bodaj 12 maja 2008r., po kolejnej nocce bylem tak zmeczony ze nie wylaczylem komorki kladac sie spac o 5 rano. O osmej zadzwonil Irek, ze ladna pogoda, ze szwedacza ma, ze niewiasta w pracy…  nie bylo wyboru, pojechalismy w trojke z Ula do Glenmalure, zostawilismy wozek kolo rzeki i ruszylismy szeroka serpentynowa droga pod gore.

Ruszamy / Here we go

Ruszamy / Here we go

 

W miejscu gdzie konczy sie droga szeroka na samochod, zaczyna sie podejscie strome po kamieniach, polkach ziemnych i zwalonych drzewach pod gore, po prawej stronie strumienia splywajacego po szerokich skalnych plytach. Na gorze kierujemy sie na poludniowy wschod przez mokre laki poprzecinane licznymi strumieniami i zostawiajac za soba piekny widok z przeleczy ruszamy wyzej.

piekny widok z przeleczy / nice view from the gap

piekny widok z przeleczy / nice view from the gap

 

Postanawiamy wchodzic lewa strona gory, duzo strumieni plynacych przez bujna trawe wymaga wgapiania sie pod nogi. Mijamy sie z grupa z ktora probowalismy obstawiac w ktorym kierunku jest dokladnie szczyt L i napieramy wzwyz pod koniec ostro trawersujac.

 

Pod nogami mokro mimo ze pali slonce i jest wysoko

Pod nogami mokro mimo ze pali slonce i jest wysoko

 

 

Kiedy juz myslalem ze jestem na gorze okazalo sie ze to jakby plaskowyz noszacy na dodatek slady bytnosci uterenowionych jednosladow oraz quadow. Do szczytu zostal kilometr, juz po prawie plaskim. Irek napotyka nierozkminione zagadnienia techniczne swego swiezo zakupionego Canona wiec uruchamiamy grzecznosciowa goraca linie z Duchem ktory wyjasnia cierpliwie wszystkie guziczki :)

wschodnia sciana

Na wschodniej scienie L slonce przeryslowalo ogromne cienie.

 

Zdobywamy ten szczyt cieszac sie odczytywaniem nazw otaczajacych nas gor na tabliczce o ktorej juz kiedys pisalem.

 

na szczycie / peak

na szczycie / peak

 

 

Pogoda dopisala, dosc mocny wiatr zdradziecko chlodzil podczas gdy slonce przypalalo jak frytkownia na Staszica ;) i tylko zejscie bylo zbytnim pospiechem naznaczone ale mysle ze tej jesieni, calkiem niebawem powtorzymy ten numer.

 

a to szczescie szczytowania ;)

a to szczescie szczytowania ;)

Po ten wyprawie postanowilem kupic kompaktowego analoga bo te pliki z fotokomorki totalna porazka okazaly sie byc.

%d blogerów lubi to: