Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘trasy

siedzący w plecionym pojemniku na kangury zabójca hotentockiej matki głupiego i jąkającego się syna

leave a comment »

Wszystkich świętych. Industrialno-przyrodniczo-historycznie ;)

tunelpodtorami

po tym zdjęciu przeprawa przez początkowy bieg Sufragańczyka otoczonego trzęsawiskiem. Słońce, kompas i mapa pomogły mi w utrzymaniu kierunku ale w końcu poddałem się – nie miałem ochoty na totalny offroad po kolana w śmierdzących grzęzawiskach, nie tym razem :> Bardzo przydałby się gps ale może nie byłoby tylu emocji, wkażmąćrazie po zaliczeniu trasy przez dolinę Silnicy, Gruchawkę, Sufraganiec, Miedzianą Górę i zawalone gałęziami podmokłe bezdroża lasu między E7 a szlakiem Massalskiego byłem wykończony tak że mało nie ucałowałem asfaltu z radości gdy  dotarlem do szosy Piaski-Zagnańsk. Wróciłem brudny z przemoczonymi błotem butami ale szczęśliwy. Na deser PANORAMA Kielc z górki nad Elektrociepłownią Kielce zrobiona podczas tego wypadu.

Reklamy

Ucieczka od betonu

leave a comment »

Rower jest lekarstwem na wszystko – można się wyżyć, odstresować, poprawić kondycję, pozwiedzać, uciec od ludzi i betonu. Można się wkręcić, przecisnąć, dotrzeć i zaparkować niemal wszędzie. Traktuję rower jako wynalazek ważniejszy od komputera i gdybym musiał wybrać bez czego żyć do końca moich dni to nie spotkalibyście mnie więcej w sieci. Czym jeszcze jest rower? dla mnie to środek komunikacji niestojący w korkach, sposób na spotkanie z dawno nie widzianym przyjacielem i rozmowę w cztery oczy, środek lokomocji pozwalający rezlizować spontan leżer-pleżer np. nad jeziorem gdzie docieram nawet przy rozrzedzonej krwi leśnymi duktami. Rowerem uczę się pór kwitnięcia i owocowania w przyrodzie, eksploruję miasto, często łączę to z aparatem o ile jazda nie zapowiada się hardkorowa.

Ostatnio właśnie się taka zapowiadała więc aparat nam nie towarzyszył – wypad z Niedźwiedziem we dwóch na szaleństwo. Najpierw kierunek Barcza (nie w paszczu dwatcat ale nad schowany w lesie zbiornik). Wiatr wiał niemiłosierny, jadąc z górki czułem jak zwalniam, mimo to nawet na prostej i podjazdach utrzymywaliśmy niezłe tempo (a raczej tętno heheh). W Wiśniówce pierwszy oddech, frument, czekolada i na Barczę. Budowa tzw. „węzła północ” zagrodziła płotem dostęp do miejsca piknikowego i rezerwatu ale obeszliśmy to jadąc kilkadziesiąt metrów betonowym rowem przy ekspresowce a dalej przeciskając się pod ogrodzeniem jak uciekinierzy z więzienia ;P Chwila wspinaczki, zjazd i jesteśmy nad wodą. Pół godziny później trafiliśmy całkiem offroadowo nad drugie, tym razem węższe i podłużne jeziorko skąd zaatakowaliśmy Północny Wschód starą drogą wycinki drzew. Przymiarka do szlaku – nieeee, za dużo błota, nie tym razem – wybraliśmy alternatywną trasę która skończyła się jeszcze większym błotem. Dalej jechaliśmy już całkiemna przełaj – przez las. Jak to prze las? – normalnie: między drzewami, po gałęziach, przez strumienie, omijając pniaki i co większe kamsztory wystające spod dywanu jesiennych liści. Totalne enduro zakończone znowu jakąś leśną drogą którą nikt normalny nie jechał inaczej niż traktorem. W koleinach błota dojechaliśmy do p-pożarówki a stamtąd do (obecnie już asfaltowej!) drogi do Klonowa. Wróciliśmy bitumicznie do Barczy i zaatakowaliśmy Masłów. Podniosłem siodełk0, złapałem swoje tempo i obficie rosząc trasę potem zacząłem pompować pod górę. Ściana. Napieram, ściana jakby się przesuwa ale pojawia się znowu i kusi: zaklnij siarczyście i zmień przerzutkę na lżejszą – nie, cisnę swoje. Jest tempo, kąt natarcia rośnie, oddech i tętno również, kadencja utrzymana – jadęęęę. Zaliczyłem szczyt nie rozmieniając się na drobne – zachowałem jeszcze jedną zębatkę. Bez treningów to wielka radość. Znowu wiatr tak silny że nie musiałem na zjeździe dotykać hamulców. Wola Kopcowa i Domaszowice umykają nie wiadomo kiedy. Meta – śmierdzący, zmordowany, brudny ale szczęśliwy. Nakręcony bardzo jestem po rowerze – nawet jeśli nie jest to przeprawa błotno-dźunglowa tylko wypad jak choćby ostatnio z Arkiem na pętelkę Gruchawka – Sufraganiec – Dąbrowa albo z Hamerskim: skocznia – telex – piaskownia żeby pierwszy raz w tym roku przekąpać kuper na świeżym powietrzu. A jakie ulice człowiek poznaje na rowerze: Garbarska, Dolna, Plażowa, Karczunek, Piaski nad rzeką, Łanowa, Kaczowa…  czasem nie jestem pewny do której gminy należą :)

Jedno tylko mnie martwi – z czasem coraz więcej miejsc na Wietrzni wydaje się możliwych do pokonania…

Pozdrower!

Written by brulionman

31, Maj, 2010 at 11:00 am

Pieszy rajd – ołrajt

4 Komentarze

Spotkanie dobrej duszy podczas szlifowania deptaka: free
Spontanplan na najbliższy poranek w drepcydesowych kamaszach: free
Wstanie o 4.50 i zszamanie jajcowizny: ból poranka i 3 x 50gr
Dotarcie na rynek w Chęcinach: 2zł
Wrażenia z marszrutobutoszwędacza: pod zdjęciem

Zamek we mgle, śpiew ptaków, prażenie słoneczne, gięta z kija, wspinanie się na drzewo, skoki Pirata do psztetowej, podrywanie pań w mięsnym w sobotę przed 7 rano, zaprószenie ognia z suchych jałowców, grzyby "majówki", rozprawa o obsłudze Zenita i przećpanych krucjatach Piastów, wafle, lolki i granaty, I komunia na wsi i relaks pod sklepem tamże.... PRAJSLES. Na zdjęciu: (G)dzieci kwiaty: U, A, M.

Wkrótce wiosenny rajd nocny oraz rajd na bosaka. Aha, dzisiejsza trasa z cyklu „whatever the weather” to dziwnie oznakowany żółto-zielony szlak z Chęcin do skałek Zajączków-Miedzanka i był to drepcydes na 8 nóg i cztery łapy.

NZRP Patrol – Skocznia

11 Komentarzy

Traska krotka i prosta. Pierwszy pieszy rajd nocny zimowy, nie powinno byc ani zbyt lekko ani za ciezko. W piatek wymyslilem, ze przejdziemy Patrol i Pasmo Poslowickie a w razie odkrycia pokladow nadmiernej sily i checi – zaatakujemy jeszcze Telex. Ustawka z chlopakami na Zytniej by ostatnim tramwajem 31 poleciec niemal 7km w strone Raju ;) Probowalismy korzystac z praw obywatelskich poddajac pod glosowanie trase autobusu ale nie po to wybieramy sie na survival zeby nam dylizans podwozil dupe pod sam las. Desant w Zagrodach i atak aswaltem na Zgorsko – Szewce.

panoramka z trasy, nie pamietam z ktorej gory

Zaczal sie las, wybila polnoc, skrecamy na czerwony szlak przy kapliczce i jednym z najbardziej extremalnych zjazdow downhillowych napieramy pod gore, chlopcy narzucili takie tempo, ze ide jako czerwone swiatelko. Wszedzie gruuuba warstwa sniegu, ktory odbija swiatlo z brudnopomaranczowego sufitu chmur; jest na tyle widno ze prawie nie uzywamy latarek. Szlak nieprzetarty a w bukowym lesie wiele przestrzeni tworzy zludzenie potencjalnych sciezek, latwo zgubic droge.

pierwszy postoj, przeslodzona goraca herbata z cytryna daje mocnego kopa, pacman zatkany zatkany batonikiem

Wysoko na gorze wpinamy sie w szlak niebieski, lykamy w koncu Patrol i kierujemy sie w strone zlebu miedzy Patrolem a Trupieniem. Stromo, gruba warstwa sniegu a pod spodem liscie, naprawde duuuze, zsuwajace sie siedmiomilowe kroki.

pod linia energetyczna na Patrolu. Heh, wyszla grafika jak jakas pseudo technika szlachetna w gumie ;) A to po prostu luna miejskich lamp odbita od chmur tak mocno rozjasnia noc.

Mijamy Stelle, przebijamy sie przez dwupasmowke i tory, przechodzimy pod kolejowa linia przemyslowa i na zakrecie atak na szlak. Pierwszy chybiony, zamiast na szlaku pieszym jestesmy na rowerowym a ten bedzie w tych warunkach zbyt latwy i wywiedzie nas w pole a konkretnie na dziki tor crossowy, nudna trasa. Mala cofka i jest niebieski szlak. Stromo pod gore i dalej maszerujemy grania Pasma Poslowickiego na Wschod.

diodowa latarka plus LCD z dżipiesa

Las milczy, zadnych mrozacych krew w zylach odglosow, przywidzen, cieni. Cisza jak kompotem zasial. Zdobywamy Gore Biesak i schodzimy do kapliczki w Swinskim Korycie gdzie lesnicy zrobili zimowe rondo dla wron. Dobre miejsce na ognisko wienczace kuligi lecz to tylko nasze pobozne zyczenia, zero suchego drewna.

oryginalnie zarejestrowana panorama Dyckerhoffa w Nowinach

Kawalek po niemal plaskim i jestesmy na polance Pod Obrazikiem – wygladajaca jak tegi karmnik kapliczka i ukryte miejsce do siedzenia. Niestety drewno mocno oszronione, odpuszczamy sobie ognisko, szama na zimno i napieramy kultowym zjazdem „za skocznia” pod gore. Zaliczylismy Pierscienice i wedrujemy do Skoczni, zejscie stokiem narciarskim a dalej to juz relaksujacy spacer przez komunalny las, po Owalu, stary stadion Korony z kolkami olimpijskimi do gory nogami (paraolimpijczycy?) i nasz dobry duch zawezwany telefonicznie – Pan Staszek [ D Z I E K I ! ] zgarnia nas prawie o 4 rano z Pakosza.

nocna panorama Kielc ze skoczni, po lewej stronie odznacza sie widziany z gory stadion Korony w nocy

Wspolna wedrowka to wymiana doswiadczen, starcie pogladow, duzo miejsca na zbytki. W trakcie rozmow czasem padaja cytaty, ktore w danym kontekscie bywaja mistrzowskimi, tym razem bylo nie inaczej. W trakcie mielenia nogami pod gore sniegu siegajacego lydek: „a moja zona to by w to wszystko nie uwierzyla nawet gdyby tu teraz z nami byla” :D Juz „po rajdzie”, kolo parku linowego, wczesne godziny poranne „taki spacer przed snem to kazdemu dobrze zrobi” :D

zdjecie grupowe

czterej pancerni: Betko, Baran, Arek i jo, pod Skocznia, nad ranem 21 lutego 2010 r. Kolory przeklamane po kombinacjach z temperatura barwowa.

Dzieki Panowie, do zobaczenia nastepnym razem! Pozdrowienia dla tych co w dziecinstwie nadmiar mleka w proszku z podniebienia odklejali palcem i dla zon, ktore sprawdzaja blogi kolegow meza czy ten aby nie ubral sie w gory ale nawet nie wsiadl w autobus tylko zaliczyl grube melo na miescie :))) W rolach glownych udzial wzieli: Grzesiek Betkowski, Tomek Baranski i Arek Borowiec a ja mialem przyjemnosc turlac sie za nimi ;)

PS. Porazajaca jakos zdjec wynika ze strzelania z reki, bez lampy, w okolicznociach uniemozliwiajacych wlasciwe ustawienie ostrosci, ot, paradokument.

PS bis. Kto wie czy nie powstanie w Kielcach harcerstwo dla doroslych – taka samozwancza Obrona Cywilna: hartowanie ciala, trening strzelecki, osobiste poznanie topografii okolic, elementy survivalu, poglebianie wiedzy historycznej; taki niby paramilitarny petetek, ktory na wypadek kataklizmu lub „w razie W” moglby wspolpracowac ze sztabem kryzysowym niegorzej niz wojsko… czy znajda sie chetni – czas pokaze.

Mniow-Strawczyn

6 Komentarzy

Baran zatesknil za lasem, zdryndal ekipe i 28 grudnia 2009 r. spotkalismy sie przed switem na busowni wsiadajac w tego busa ktory wlasnie zaczal odjezdzac :) Diabli wiedza dokad jechal, my wysiedlismy w Mniowie Centralnym. To miejsce to wrecz temat na osobny kilkugodzinny plener – klimat wspolczesnych strojow (bo ciezko to nazwac „modą”), wystroju i ulozenia towarow w sklepach, estetyki i tresci ogloszen w gablotach, JEST co robic ;)

trase najlepiej planuje sie na ladzie w miesnym

Wchodzacych wital zapach przywolujacy wspomnienie Swiat a dokladnie faktu iz iles dni sklep byl nieczynny a chabanina lezala, sadzac po zapachu, w niekoniecznie wlaczonej lodowce no ale chlopcy mieli parcie zeby jednak upiec giętą nad ogniem wiec po szybkich zakupach (bylyby dluzsze lecz panie nie byly skore do flirtowania w poniedzialek o 8.10 ;P ) i ustaleniu ca. trasy ruszylismy w strone lasu. Od razu dodam ze moje podejrzenia byly nietrafione lub raczej chlopcy wylosowali jeszcze zdrowy kawalek wurstu.

Mniow Centralny, gdyby ktos nie rozpoznal

Orkiestra Spontanicznej Pomocy

Ogniska mozna rozpalac tylko miedzy pazdziernikiem a marcem...

z perspektywy papierzaka

Kaplica Sw. Rozalii, drugi raz w tym miesiacu

najlepszy czworonozny przyjaciel mezczyzny (nie liczac łóżka) i ów mezczyzna

bardzo strome (jak na zaliczone swietokrzyskie trasy) zejscie, nie mam pod reka mapy zeby sprawdzic co to za gora ale osniezone liscie skutecznie podgrzewaja atmosfere schodzenia :)

Bardzo odprezajacy rajdzik, kontakt z przyroda jest niezastapiony, tempo i klimat w sam raz, nawet w pewnym momencie rozpoznalem ze szedlem ta trasa kilkanascie dni wczesniej w druga strone (zuch jestem ze sie kapnalem, nie?! heheh). Bylo troche dzikiego lasu jako ze nie  cala trasa wiodla szlakiem, dzikich lak i rzek, zwlaszcza juz od Kuzniakow do Strawczyna. Pirat (pierwszy, ktory swym imieniem zlamal M-passe klanu Michniow) sie wyszalal, ja sie dowiedzialem kilku slow po wlosku jednak nie bylo mi dane zapamietac zadnego z nich. A, no i runal szablon jaki mialem w glowie – ze skoro Massimo przyjechal z Wloch to ze sportow uprawia tylko podnoszenie pizzy (do ust), rzut oliwka (do gardla), sztafety przez winnice (z kielichem)…  ogolnie bermudy i plaza, tymczasem spoko czzlowiek, malo ze lubi dreptac i zna snieg to jeszcze rozmawia po polsku.

Od prawej: Baran, Mintaj, Massimo i ja a z przodu, malo na tym zdjeciu widoczny, Pirat

Dzieki Panowie, jestem zawsze chetny na powtorke z rozrywki. Baran – swietny pomysl z noszeniem brzozowej kory w portfelu!

poprzez miedze, poprzez laki… / walking Poland

9 Komentarzy

Zalegly rajd pieszy Lagow – Cisow z 30 czerwca 2009. Tradycyjnie: spotkanie na aftowagzalje i losowanie kierunku. Tym razem nieco ustawione gdyz Jacko zapomnial butow ze stolycy i pojawil sie w „jezusach” wiec obstawilismy niebieski szlak Lagow – Daleszyce jako suchy i w 45 stopniowym upale wsiedlismy do busa w ktorym bylo jeszcze cieplej, w sumie w busie spocilem sie tak samo jak podczas calego marszu :(

w busie bez klimy, nawiewow a nawet otwieranych okien / on the bus without air condition or even openable windows, about 45'C

godzina jazdy w busie bez klimy, nawiewow a nawet otwieranych okien / an hour on the bus without A/C or even openable windows, about 45'C

Z poludniowo-zachodniego rogu rynku w Lagowie ruszylismy droga na Sedek, idzie sie „bez wies” mijajac PUNKT KOPULACYJNY W LAGOWIE, ancwaltem pod gorke, miedzy uprawami czarnej porzeczki, truskawek i wisni. Na szczycie za Bielowa zrobilismy (bez pytania) przystanek u chlopa w sadzie, ale z niesamowitym widokiem…

przystanek Alaska / orchard with scenic view

przystanek Alaska / orchard with scenic view

Nie widac tego na zdjeciu ale mozna bylo tam sie zrelaksowac a gdy pojawil sie gospodarz zaskoczenie bylo pelne – nie przegonil nas jak intruzow a jeszcze lornetke przyniosl i ze studni korzystac pozwolil. Przy skrzyzowaniu z droga na Lagiew zwiedzilismy przydrozna eurokapliczke ozdobiona tradycyjnie wg lokalnej estetyki, byl portret Papieza i nie zabraklo tez tego nowego Niemca.

kapliczka

kocham was ciule / in roadside shrine

Tysiac krokow dalej dane nam bylo zobaczyc proze zycia – pani z dzieckiem dotelepala poprzez pola na taczce pusta butle do punktu wymiany. Myslalem ze takie rzeczy to tylko w erze albo na Wschodzie…

wymiana butli z gazem / service point for gas bottle users, Sedek, Poland 2009

wymiana butli z gazem / service point for gas bottle users, Sedek, Poland 2009

Szczesciem byl tam sklep, taki w ktorym czas biegnie szesc razy wolniej niz w miescie, sprzedawca ma czas zeby porozmawiac z klientem bo ludzie w kolejce i tak zaczekaja. Jak mieliby nie zaczekac skoro najblizszy sklep byl jakies 5km temu, w Lagowie :) Kupilismy w koncu dobrze schlodzona mirinde i z takim zastrzykiem cukru ruszylismy do lasu. Z poczatku mijalismy niesamowicie dorodne i slodkie jagody wiec tempo nie bylo zbyt meczace a przeciwienstwie do komarow. Na tym odcinku mielismy tez spotkanie z sarna.

Drugie sniadanko na Gorze Kiel (452m npm) / break on Kiel Mountain

Drugie sniadanko na Gorze Kiel (452m npm) / lunch on Kiel Mountain

Dalej, w miejscu gdzie szlak przecina pierwsza droge p-poz, oznaczenie szlaku zniknelo. Nalezy isc ta droga kilkaset metrow w prawo az na zakrecie w prawo pojawia sie znaki w lewo. Poza kilkoma podmoklymi przejsciami przez strumienie lesne szlak mozna uznac za suchy (w tygodniu poprzedzajacym rajd bylo 5 dni deszczu) i warto przemierzyc go rowerem, zwlaszcza zjazd do Widelek z Gory Zamczysko (422m npm) wyglada zachecajaco. Jesli nie pomylilem faktow to jest to ta gora z krzyzem – w pelnym sloncu bylo tam chyba z 50’C, olalismy widok i ucieklismy do lasu. W Widelkach uzupelnilismy plyny ze studni, napilismy sie z wiadra i ochlodzilismy karczycha w gospodarstwie z rekoczynem ludowym ;) czyli swiatkami i innymi rzezbami.

na szlaku / on the trail

na szlaku / on the trail

Szlak prowadzi na polnoc droga Widelki – Makoszyn przechodzac na druga strone rzeki Lukawka i tu w lewo wspina sie stroma miedza w strone lasu. W poblizu Gory Wlochy (427m npm) upal wygral z naszymi (a przynajmniej moja) niedzielnymi kondycjami, zeszlismy do polany skad wspielismy sie na szczyt Cisowa i zeszlismy droga do trasy 764 Dallas – Rakow. Po przejsciu raptem 19 km, w dobywajacym sie z naszych cial zapachu potu i prerii wrocilismy pijana nyska do CK.

zero siedem zglos sie

czekajac na upragniony dylizans do Kielc, wigor: 1 / waiting for bus

W rolach glownych udzial wzieli: Ulson, Amon, Szafka, Dzwiedz i…  … i ja tam bylem i zero siedem zglos sie pilem :P

Z cyklu „tuba na dzis” – klimat baletow ze sredniej szkoly, niespodziewanie radosny pan i rzecz sklaniajaca by przyszloroczny urlop zgrac z wyborami mezczyzny w najzimniejszym miescie w kraju –  Tuba na dzis: Misterzy Bialegostoku

Wielki cukrowy kloc / Great Sugar Loaf

leave a comment »

W niedziele z Ulsonem i Krzychem otworzylismy sezon szlakowy robiac ponad 20km drepcydesem. Brak samochodu to przeszkoda ale do pokonania jesli ktos nie chce dac sie uziemic w domu. Za cel obralismy Great Sugar Loaf (irl. O Cualann) – najbardziej szpiczasta gore widoczna z Dublina polozona 501 m n.p.m. w Gorach Wicklow miedzy N11 a zjazdem R755 na Roundwood lub jak kto woli miedzy Djouce Mountain a Little Sugar Loaf i wzgorzami Bray Head.

po pierwszym przekroczeniu N11

strome podejscie po pierwszym przekroczeniu N11

Pojechalismy drugim porannym pociagiem (na pierwszy spoznilismy sie bo stacje Tara Street otwarto gdy pociag na nia wjechal wiec nie zdazylismy kupic biletow) do Greystones, ktore obeszlismy z poludniowej flanki i skrecilismy w Delgany w biegnaca przez pagorki droge na polnoc (do Ballydonagh i gory Hillfort).

zwierciadelko ulatwiajace wyjazd z posesji

zwierciadelko ulatwiajace wyjazd z posesji

na wysokosci parkingu przy lesie Kindlestown odbilismy 90′ w lewo w polna droge ktora wiedzie az do zdjazdu z N11 – tu slimakiem na droga strone, w lewo obok starego wasztatu samochodowego i w prawo pod gorke stromo asfaltem do T-junction i tu w prawo by dalej napierac pod gore az do parkingu pod Great Sugar Loaf.

Obok parkingu stal zaparkowany - sadzac po ocalalym znaczku - Opel ktory "sie" spalil

Obok parkingu stal zaparkowany - sadzac po ocalalym znaczku - Opel, ktory "sie" spalil ;>

chlopiec z latawcem ;)

Krzysio z latawcem

Chwila na latawiec, herbate i drugi oddech kaczuchy i zaatakowalismy szczyt ktory tego dnia byl naszym celem. Z powodu pieknej pogody ten kawalek szlaku byl zawalony jak wejscie na Giewont a na szczycie dominujacymi jezykami byly polski i ruski i dopiero daleko za nimi angielski w wersji OJRISZ :) Bakteria nam padla wiec strazackie bedzie jak dokoncze i wywolam film.

widok na Dublin z Great Sugar Loaf

widok na Dublin z Great Sugar Loaf (501 m n.p.m.) - po prawej przy morzu miasteczko Bray, dalej cypel Dalkey a na horyzoncie polwysep Howth

Krzych byl napalony na wesole miasteczko ktore widzielismy w Bray z pociagu wiec ze szczytu podazylismy na Polnoc – Polnocny Wschod wytyczajac nowa sciezke przez porosniete kosodrzewina goloborze az do miesca gdzie milosnicy downhillu zbudowali zjazd z przeleczy po wschodniej scianie masywu. Trudna technicznie i wymagajaca pelnego skupienia jest ta trasa. Chlopaki udoskonalili przejazd lopatami i powybierali ostre glazy na bok i choc mozna sie w wiekszosci odcinkow bezpiecznie zatrzymac lub polozyc to bez fulla nie ma sie tam po co wybierac (wyczailem tez caly tor dirtowy w dolinie ktora autobus 44 dojezdza do Enniskerry ale nie bylem tam z buta). Stad juz nudna droga asfaltem ponad a pozniej wzdluz N11 do Bray gdzie na koniec dalem sie wystrzelic w komos w takiej okraglej klatce niczym pilot katapultujacy sie z samolotu. Oj zmarszczylo sie kakao ale sa to wrazenia nie do opowiedzenia.

Warto przed takim wyjazdem spisac kilka rozkladow autobusow i pociagow (do i z Bray, Greystones, Enniskerry) by porownac czas dojazdu (np. z centrum Dublina autobusem do Greystones jedzie sie 100 min a pociagiem 50 min) oraz zeby miec opcje zmiany trasy, planu, tempa, celu itd.

%d blogerów lubi to: