Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘Tapir

Miedzy Lublinem a Dublinem / between Lublin and Dublin

with one comment

Powrot do scyzorykowni od mojej najmlodszej siostrzyczki z Lublina byl egzotyczny na miare mozliwosci żjeleznoj darogi. Przybywszy na pusty peron z ktorego zwykle odjezdza Sztygar, Jagiello czy jak mu tam, skierowalem sie do Biura Obslugi Podroznego Ktoremu Uciekl Pociag a tam zdziwiona mym zdumieniem pani wyjasnila ze przeciez z powodu wakacji ten 16.10 odjechal planowo o 15.30 ale pozniej wyszukala mi polaczenia i tak zaledwie godzine pozniej siedzialem w pospiesznym do stolycy ktory opuscilem w miescie Deblin.

prostokatne spojrzenie na deblinskie perony

prostokatne spojrzenie na deblinskie perony

Oczekiwanie na przesiadke na deblinskim peronie ze spekanym ancwaltem w leniwym zachodzacym letnim sloncu byloby przyjemne gdyby nie trwalo KOLEJna godzine. Poza szukajacymi zaczepki sokistami wszystko jest tam jak w polskim filmie. Mundurowi wlepili mandat chlopakom ktorzy podjechali pod dworzec rowerami naruszajac swiete nieogrodzone terytorium kolejowych palkarzy, do cyrku wlaczylo sie jeszcze dwoch niebieskich ale ja juz smierdzialem w osobowym westernie do Radomia. Tu sie okazalo ze dzis nie jest X Plenum Spoldzielni Zenum i zalapalem sie na spozniony poltorej godziny express z Kolobrzegu, rzutem na tasme kupilem bilet u zamykajacego okienko tapira ktory nie mogl pojac ze chce kupic bilet na pociag ktory przeca juz byl :)

Dalej juz az do samego Kielcowa z milymi ludzmi, pania z pieskiem ktora podejrzewala mnie o bycie ksiedzem i konduktorka, ktora chyba w mlodosci kasowala bilety siekaczami bo miedzy jedynki wepchnalby spokojnie dwie pieciozlotowki :) W tak pieknych okolicznosciach przyrody i niepowtarzalnej piec godzin zlecialo jak z bicza strzelil przemieszczajac mnie szynami 213 km :)

„Pomusz panu w czyms?” czyli CKF w PKP, podroz przedostatnia

4 Komentarze

CKF w PKP, podroz przedostatnia (czyli pierwsza).

Male podroze daja wielkie radosci. A najlepsze sa te na spontanie. Wyciagnelismy Marcie i Betka z Lenka na fald Slichowicki by pogawedzic przy pieknej pogodzie o sprawach malo waznych i nieistotnych. A dokad te tory prowadza? Na KONIEC POLSKI. Kilka dni pozniej zaprowadzily nas na KONIEC-POLSKI dworzec.

prowodyr

wg nomenklatury oswiatowej – PROWODYR INCYDENTU

Wyjazd zmontowany na spontanie. Spotkalismy sie w miejscu ktorego uzywaja ludzie w metaforze przenikliwosci zimna czyli na dworcu w Kielcach. Ula, Roza, Wuju, Betko, Johny i ja. Kupilismy bilety w zaproponowanej przez okienkowego Tapira (fryz taki, krzyk mody sprzed trzydziestu lat) promocji „TY I RAZ DWA TRZY” hehehe i czekamy. Do okienka informacji podchodzi dziewczyna i slysze „ekskjuzmi…” dalej widze ze pani w informacji probuje zrozumiec cokolwiek, wylapuje znane jej slowo (Zakopane), po goraczkowych acz bezskutecznych probach przypomnienia sobie jezyka angielskiego pani zaczyna energcznie pokazywac reke na inne okienko literujac przy tym KASA, KA – SA! KA – SA. Dziewczyna podchodzi do KASA w ktorym siedzi znany nam juz Tapir i zaczyna od nowa „ekskjuzmi, tu tikets tu Zakopane ent uan czildren” na co Tapir z oburzeniem odklada bilet ktory miala wsadzic do drukarki i mamrocze obrazona „nie no, ja pani w ogole nie rozumiem!”. Betko jej pomogl, ja probowalem nie peknac ze smiechu i spalic sie ze wstydu. No ale moze ja za duzo wymagam.

Strongman – wersja light ;)

Sam pociag okazal sie typowym westernem – dokladnie takim jak marzylem: stary, wielokrotnie malowany, pomaranczowy elektrowoz z przekornie luszczaca sie farba. Zajelismy przedzial ostatni bo duzo miejsca i ludziom sie nie przeszkadza a w trzydziestoparostopniowym upale bywaja podraznieni.

ziarniste niedoswietlone zdjecie

Od lewej: Johny, Wuju, Roza, Ula i Betkoszczak. Mocno ziarniste niedoswietlone zdjecie. Taki sobie format filmowy spapugowalem :)

Ledwie ruszylismy a juz na pierwszej stacji Dobry Czlowiek imieniem Stanislaw podrzucil nam schlodzony zywiecki granat. Bog zaplac! :) Po drodze typowe kolejowe klimaty Polski – zboza, zboza, zboza, lasy, zboza…  zapuszczone mieszkania kolejarzy, ruiny poczekalni przydworcowych, perony pokryte rdzawym pylem i rece smierdzace metalem od pierwszeg dotkniecia okna. Po drodze kuszace lecz niedostepne miejsca – cementownia Bukowa i szereg pomniejszych stacyjek, takich co to tylko pincdziesiont plyt chodnikowych, dwie latarnie i jedna tablica z nazwa miejscowosci a wokol…? Zboza :)

hyde park

Rozmowy niekontrolowane

Koniecpol przywital nas upalem grubo ponad 30’C wiec szukalismy sklepu by schlodzic sie kompotem chmielowym. Bezskutecznie, lody musialy wystarczyc. Pierwsze zaklady jakie od razu rzucaja sie w oczy (i uszy – strasznie glosnym swistem) to Koniecpolskie Zaklady Plyty Pilsniowej. Przed budynkiem administracyjnym pomnik z czasow swietnosci fabryki: kilka strzelistych slupow na ktorych szczycie poraza napis EKSPORT rownowazony na dole przez wykuty w brazie splaszczony glob ziemski z zaznaczonymi krajami (LIBIA, IRAN itp) do ktorych produkty pilsniowe wysylano. Odlaczylem sie od grupy by w spokoju sfocic to dzielo a tu wybiega kark sekjuriti i sie zaczelo:

mowia ze nadgorliwosc jest gorsza od faszyzmu...

mowia ze nadgorliwosc jest gorsza od faszyzmu…

– POMUSZ PANU W CZYMS?
– nie, dziekuje
– to dyrekcja nie wyraza zgody na zdjecia
– nie musi, jestem na ulicy, to miejsce publiczne
– ale tam byl zakaz wjazdu
– jestem pieszo (caly czas kadruje ow cudny monument)
– zaraz wezwe policje
– 997
– (wybral jakis numer) panie Staszku, jest interwencja…  dziekuje. No, zaraz beda.
– znakomicie
– ja panu nie przychodze robic zdjec w pod domem
– nie obchodzi mnie co pan robi
– co, do tej gazeciny pan fotografuje? nie ma robienia zdjec – zakryl mi obiektyw
– nie dotykaj sprzetu – cofnal troche reke i autofocus ustawial sie na nia, majac dosc szeroki kat wyostrzylem manualnie i pstryknalem
– ucieszyl sie pan, jest pan zadowolony?
– tak (chowam pomalu aparat, biore odstawionego loda w kubku i spokojnie odchodze)
– teraz pan ucieka jak wezwalem policje!!!?
– nie obchodzi mnie policja ani panski Pan Staszek

Dolaczylem do grupy ale przez jakis czas sledzil nas bialy fiat o przyciemnianych szybach z napisem security :) Musi im sie tam okrutnie nudzic w tym Koniecpolu, jednak obylo sie bez konfrontacji. Pogawedzilismy z Pania Listonosz o problemach poruszania sie prywatnym rowerem ze sluzbowa naklejka i dostalismy cenne wskazowki jak trafic do sklepu. Na rogu terenu fabrycznego, niepasujaca do reszty miasteczka i klujaca w oczy nowobogactwem chawira. Kilkanascie krokow dalej sklep ze zbawiennymi napojami.

sklepu nie bylo i nie bylo a gdy wreszcie sie pojawil to w dwojnasob!

sklepu nie bylo i nie bylo a gdy wreszcie sie pojawil to w dwojnasob!

Tu, pod parasolami, w towarzystwie panow spod sklepu, odpoczelismy deczko, dowiedzielismy sie ze willa nalezy do dyrektora czy wlasciciela a zbudowac kazal ja zeby miec blisko do pracy. Z takimi pieniedzmi moglbymieskac w naprawde pieknych miejscach ale jemu swist nie przeszkadza bo caly czas jezdzi gdzies z panienkami. Calym Koniecpolem rzadzi jednak nie on a proboszcz ale zyje sie tu nienajgorzej. Takie tam, wiesci slaskie. Johny uzupelnil kolekcje piw o 5 nowych marek i ruszylismy dalej.

Minelismy figurke Matki Boskiej otoczona drzewami tak powyginanymi jakby ona tu zstapila z nieba w blasku ktory polozyl drzewa niczym wybuch jakis.

Zniebozstapienie w Koniecpolu

Zniebozstapienie w Koniecpolu

Zanioslo nas na jakis publiczny basen ze zjezdzalnia ale lekko poganiani godzina powrotnego pociagu musielismy odpuscic sobie kapiel :( Skosztowalismy orzechowki po trzy zety w barze z cerata na stolach i seledynowymi scianami po czym dotarlismy na rynek. Zadnej restauracji, jedyny cieply posilek to bulka z pieczarkami i kapusta z mikrofali w Piekarni pod Telegrafem. Kupilismy wiec swojskiej kielbasy petko, kaszanke, kabanosy, musztarde spolemowska, bulki i na srodku rynku urzadzilismy wyzerke piknikujac na chodniku. Pozniej na dworzec i gdy juz dojezdzalismy do Kielc zrobilo nam sie zal tak pieknie rozpoczetego wieczoru wiec wprosilismy sie do Betka gdzie dolaczyla Siostra i Moim Ulubionym Dzieciakiem.

milosc Betka wieksza od fotografii – Marcia i Lena ex aequo

Plyn fotomedialny spowodowal pewne luki w dalszej czesci tej historii wiec ja tu lepiej zakoncze.

Dzieki za ten relaksacyjny wyjazd, psychicznie odpoczalem, Betko postraszyl naga klata Koniecpolan, Johny polazil na bosaka po rynku, Wuju zrobil sobie przerwe w dwumiesiecznym urlopie, dziewczyny tez zadowolone :)

Tu BETKOwe spojrzenie z owego wyjazdu: PIERWSZE i OSTATNIE.

Tu wersja MATEREKingowa: prawie na samym dole strony relacja JOHNY’go

a tu plener numer dwa – we Wloszczowie.

%d blogerów lubi to: