Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘szpitale

Brulionman kontra ŚCO ;)

7 Komentarzy

koczowanie pod ŚCO

moje stanowisko koczownicze :)))

3:00 Nie mylić z piętnastą :P Pobudka, wytrzepanie zębów o umywalkę i heja na rower!
3:56 Tuż przed szpitalem wyprzedza mnie TKN, to zły omen ;)
3:58 Świętokrzyskie Centrum Onkologii. Jestem. TRZECI.
4:15 Siedząc na karimacie przed drzwiami usiłuję czytać pożyczoną od Arka książkę, obok mnie 8 osób przebiera nogami ale atmosfera pozytywna – wszyscy mamy pewność, że „załapiemy się”. Płyną szczęscia pełne esy do domów w całym województwie. Ochroniarz otwiera drzwi i miło zaprasza nas na hall. Zajmuję będące rarytasem oświetlone miejsce siedzące.
4:44 Żałuję, że nie wziąłem muzyki – zaczęła się licytacja na choroby. Zza pochylonych jak w kapitańskiej nadbudówce okien spoziera różowy brzask. Kto teraz przybywa może jedynie pomarzyć o endokrynologu i wrócić ponownie nazajutrz, dla pewności o północy ;)
5:06 Czytam, wreszcie jest pretekst – dużo czasu i brak atrakcyjniejszych mediów z którymi wygrać może tylko nastrój. Wyłapuję piękną świętokrzyską gwarę i inne smaczki Nosalowej książki: o mularce, ciesiołce i rzucaniu kaminiym, przysłowie o gołębiarzach, przeznaczenie Żyda w owczarskich czarach. Właśnie pojąłem, że pud („nudy na pudy”) to jednostka miary określająca wagę. Zwieszka – wymyślam starodawne wyzwiska – a to kołcopoł obeszczany jeden, precz mi ty kacybuchu niemyty! Dopisuję wątek edukacyjny do relacji z rajdu Gołoszyce – Kuźniaki (wkrótce opublikuję).
6:36 Ta-daaaam, otwiera się Najjaśniejsza Rejestracja i kto widzi przed sobą w okienku czarnowłosą niewiastę ten już wie że jest w dupie. Ja tam byłem wczoraj, dziś wita mnie miłe jasnowłose dziewczę i minut później pięć, szczęśliwy że udało się zarejestrować, popijam w promieniach słońca jogurt zagryzając społemówką.
6:55 Spacerowym tempem pedałuję do domciu, życie jest piękne – chciałoby się krzyknąć DZIEŃ DOBRY KIELCE (a właściwie to dobranoc) lecz echo z niewyspania odpowiada tylko „mać… mać…  mać…” ;P
%d blogerów lubi to: