Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘szlaki

Kuzniaki – Oblegorek

2 Komentarze

Rajd pieszy z Betkiem, arcywesoly i – choc na pierwszy rzut oka nie widac powiazan – z tego miedzy innemi powodu (lub dlatemu jak mawia Czesiu) obfitujacy w zbyt duza liczbe zdjec.

jeszcze przed switem mknelismy pijana nyska przez piekoszowsko - strawczynskie ziemie

najmniejszy z wielkich piecow; ten ksiadz Staszic to byl wizjoner co mial nie lada wypierd, na swoje czasy przescignal rozmachem Nowa Hute

wykorzystujac budowe terenu ludzie zalozyli na Gorze Perzowej kapliczke Sw. Rozalii bedace tez niezlym schronieniem w razie W

wnetrze kapliczki

Swieta Rozalio modl sie za nami

do kapliczki wiedzie ciasne przejscie miedzy olbrzymimi omszalymi skalami

haraszo traktaristam byt!

paczy sie czowiek, paczy i napaczyc nie moze

to ci dwaj z poprzedniego zdjecia, spuchli po gorkie i prowadzo rowery majace pedalow cztery

a kto by tam wiedzial...

Prawie "Kielecka Szkola Krajobrazu" ;)

W promieniu 20km od Gory Dobrzeszowskiej odkrylismy kolejne KAMIENNE KREGI jednak nie udokumentowalismy ich gruntowniej w obawie przed tzw. "furią żuka"

W promieniu 20km od Gory Dobrzeszowskiej odkrylismy kolejne KAMIENNE KREGI jednak nie udokumentowalismy ich gruntowniej w obawie przed tzw. "furią żuka" fot. panrzegosz

teraz pan ma relaks

teraz pan ma relaks

dzielne quady wiozace niedzielnych kierowcow

u Pana Boga za piecem - pranie na sznurku, koldry sie wietrza przed domem, azor szczeka, dym sie snuje...

oczywiscie podazalismy nieustatnie czerwonym szlakiem Massalskiego Kuzniaki - Goloszyce

jaka gmina takie oznakowanie

jaka gmina takie oznakowanie, trzeba przyznac jedno - dobrze widoczne (biale pole wielkosci szufli do wegla)

Griegorij przydybal mnie jak z braku wurstu grzeję Kobietę-Piasek (Sand-Witch, cos jak Spider-Man)

Griegorij przydybal mnie jak z braku wurstu grzeję Kobietę-Piasek (Sand-Witch, cos jak Spider-Man)

mikrokosmos (tu niestety pion jest kadrem jedynym)

piekny bukowy las poorany wawozami

Po opuszczeniu szlaku glownego...

...błąkaliśmy sie wąwozami czarnego szlaku

palec grzebalec

paluch grzebaluch

I w ten oto sposob dobrneliscie, Drodzy Czytelnicy, do konca tej nudnawej zdjeciowej opowiesci z naszego rajdu pieszego, ktory okazal sie bardziej pieszym niz rajdem, gdyz jak obliczylismy sprytnie , w 7 godzin przeszlismy cale 12 km :) A tu sznurek do obrazow zarejestrowanych przez druga czarna skrzynkeoraz czesc 2 czyli zdjecia z naziemnej aparatury obserwacyjnej

Krywan 2009

6 Komentarzy

W ostatnie wakacje udalo mi sie po kilku latach grubej przerwy zaatakowac Tatry w dobrej ekipie i to pierwszy raz po slowackiej stronie. W piatek wieczorem dotarlismy do Zakopca, w sobote rano wyjechalismy do Strbskiego Plesa, zostawilismy na parkingu bolid i ruszylismy na starcie z niemal dwuipolkilometrowa gora. Tamtejsze drogowskazy nader optymistycznie podaja czas wejscia na Krywan ok 3,5 godz podczas gdy nam srednim tempem zajelo to 5h (w tym ok 1h przystankow), pol biedy rano ale ktos moze po poludniu policzyc ze zdazy za widna a tu dupa jak mawiaja ludzie prosci.

krotki stop na podejsciu

krotki stop na podejsciu

na szlaku przewaga slowackiego i polskiego, inne jezyki europejskie znacznie rzadziej

na szlaku przewaga slowackiego i polskiego, inne jezyki europejskie znacznie rzadziej

dolem biegnie trasa Poprad - Liptovski Mikulasz

dolem biegnie trasa Poprad - Liptovski Mikulasz

idac szlakiem mijamy kilka jeziorek

idac szlakiem mijamy kilka jeziorek

RAZCESTIE V KRIVANSKOM ZLABE 2120m

RAZCESTIE V KRIVANSKOM ZLABE 2120m

tres deliquentes

tres deliquentes

W wielkim skrocie: dotarlismy na szczyt, Tomek rozczestowal ile mogl prowiantu by zmniejszyc wage plecora, Szavka spotkal kolege z ekonomika a Dzwiedz… musial zwalniac tempo zebysmy mogli go dogonic :) Droga jest dluga acz latwa, dopiero ostatnie kilkadziesiat minut to wspinanie sie pomiedzy glazami. Ale nawet tu minalem goscia z dzieckiem w nosidelku (!) i wielu ludzi z ok. dzisieciolatkami na wlasnych nogach czyli albo nie jest tam trudno i ja przesadzam albo byli to gorale urodzeni na polce skalnej, ktorych pierwszym slowem bylo „kozica”. Na samym szczycie niestety byly chmury, wilgotno, kilkanascie stopni Celsjusza zimniej niz na szlaku i wiatr. Pejzaz odslanial sie tylko malymi szparami na kilka sekund. Do zdjecia przy krzyzu zwykle pozowalo kilka obcych osob na raz ustawiajac sie w roznych kierunkach, oblezenie jak na Giewoncie.

Krywan 2009

Krywan 2009

Ahoj! :)

Ahoj! :)

Slowacy sa narodem goscinnym, chcialem tylko zapozowac do foty przy jakiejs pamiatkowej tablicy a skonczylo sie na toascie hruszkowica „za kamractwo polsko slowenskie”, dzieki! :D Zejscie obciaza kolana i jest nudne, dobrze wtedy znalezc sobie jakas motywacje, np. nasze poludniowe sasiadki, ktore bardzo lubia w gory chodzic w szortach i za taka seksowna marchewka osiolkom znosniej mija droga powrotna :)

polnocna strona Krywania

polnocna strona Krywania

kilkusekundowa odslona polskich szczytow Tatr

kilkusekundowa odslona polskich szczytow Tatr

Dobra panorame Tatr widzianych z Krywania mozna zobaczyc TUTAJ.

Szengen zlikwidowalo przejscia ale i sklepy wiec bez przystankow napieramy do Zakopciucha. Prysznic, Krupowki, szama i popijawa dla uczczenia krywanskiego szczytowania, dywagacje o synchronizowaniu sie cyklow razem pracujacych kobiet :), smiale plany na niedziele, kima. Jakos wstalismy ale tego dnia zrobilismy juz tylko kilkugodzinna traske prostymi szlakami po polskiej stronie w tempie wycieczki geriatrycznej: komus pekly odciski, komus wysiadlo kolano, ktos zatarl kule, tylko Niedzwiedz okazal sie niezniszczalny.

sniadanie wtulilismy dopiero na szlaku, przyjemna sprawa

sniadanie wtulilismy dopiero na szlaku, przyjemna sprawa

nie ma dojazdu samochodem, brak zasiegu, zyc nie umierac :)

nie ma dojazdu samochodem, brak zasiegu, zyc nie umierac :)

yyy.. tego, no...  dzieki za wypad chopacy!

yyy.. tego, no... dzieki za wypad chopacy!

Lekcje z WF-u trzeba odrabiac regularnie, inaczej 2 dni po wyprawie uda i kolana daja znac o sobie. Pozdro dla wszystkich tatrzanskich laziorow!

jak wiele jest mysli ktore podpalaja twoje miasto

4 Komentarze

Jestem. Ostatnie tygodnie byly szybkie – w CK byl Amon i PL, czwartek to gwozdz u Szafki na dzialce a w sobote zdobylismy z chlopakami Krywan i jest to najwyzsze miejsce gdzie sie samodzielnie wgramolilem (zdjecia wkrotce) a dzis trwa akcja „plonace uda” ;)
Wczesniej byl czerwony szlak Kielce – Ameliowka z Niedzwiedziem i Sw. Katarzyna – Kakonin z Hamerem, obydwa oczywiscie rowerem. Byl tez szlak w Kakoninie z Ula ktory po trzydziestu krokach zakonczyl sie adrenalina i ewakuacja do szpitala po ukaszeniu przez pszczole. I piekna, inna niz wszystkie jakiem dotychczas widzial, uroczystosc weselna Igora i Inki oraz podlubelski chillout po ktorym przestalem porownywac Kielce z Lublinem gdyz – mimo milosci do CK – ma sie to jak Matiz do sportowej fury. A zdjecia? A zdjecia sie wlasnie skanuja. W kuchni zas zaczal sie dzis czynic kwas chlebowy oraz gliwiec ser bialy a jutro zacznie dojrzewac karkowencja. W srodku tygodnia kosz z urlopujacym sie Ka3ym i slub Filipa a w weekend struganie wariata w Saddamowce spod znaku peerelowskich klimatow oraz dobrego jedzenia zakrapianego Slivovitz Passover :) Malo tego bedzie tez inny plener, dla odmiany trzezwy, ale tez w sierpniu wiec taki mlyn jest ze mala bania…

Tuba na dzis to niewiarygodny skok do basenu. Oraz PUNKt WIDZEnia. I odkryte z reka w nocniku La Coka Nostra.

Written by brulionman

10, Sierpień, 2009 at 10:44 pm

poprzez miedze, poprzez laki… / walking Poland

9 Komentarzy

Zalegly rajd pieszy Lagow – Cisow z 30 czerwca 2009. Tradycyjnie: spotkanie na aftowagzalje i losowanie kierunku. Tym razem nieco ustawione gdyz Jacko zapomnial butow ze stolycy i pojawil sie w „jezusach” wiec obstawilismy niebieski szlak Lagow – Daleszyce jako suchy i w 45 stopniowym upale wsiedlismy do busa w ktorym bylo jeszcze cieplej, w sumie w busie spocilem sie tak samo jak podczas calego marszu :(

Z poludniowo-zachodniego rogu rynku w Lagowie ruszylismy droga na Sedek, idzie sie „bez wies” mijajac PUNKT KOPULACYJNY W LAGOWIE, ancwaltem pod gorke, miedzy uprawami czarnej porzeczki, truskawek i wisni. Na szczycie za Bielowa zrobilismy (bez pytania) przystanek u chlopa w sadzie, ale z niesamowitym widokiem…

przystanek Alaska / orchard with scenic view

przystanek Alaska / orchard with scenic view

Nie widac tego na zdjeciu ale mozna bylo tam sie zrelaksowac a gdy pojawil sie gospodarz zaskoczenie bylo pelne – nie przegonil nas jak intruzow a jeszcze lornetke przyniosl i ze studni korzystac pozwolil. Przy skrzyzowaniu z droga na Lagiew zwiedzilismy przydrozna eurokapliczke ozdobiona tradycyjnie wg lokalnej estetyki, byl portret Papieza i nie zabraklo tez tego nowego Niemca.

Tysiac krokow dalej dane nam bylo zobaczyc proze zycia – pani z dzieckiem dotelepala poprzez pola na taczce pusta butle do punktu wymiany. Myslalem ze takie rzeczy to tylko w erze albo na Wschodzie…

wymiana butli z gazem / service point for gas bottle users, Sedek, Poland 2009

wymiana butli z gazem / service point for gas bottle users, Sedek, Poland 2009

Szczesciem byl tam sklep, taki w ktorym czas biegnie szesc razy wolniej niz w miescie, sprzedawca ma czas zeby porozmawiac z klientem bo ludzie w kolejce i tak zaczekaja. Jak mieliby nie zaczekac skoro najblizszy sklep byl jakies 5km temu, w Lagowie :) Kupilismy w koncu dobrze schlodzona mirinde i z takim zastrzykiem cukru ruszylismy do lasu. Z poczatku mijalismy niesamowicie dorodne i slodkie jagody wiec tempo nie bylo zbyt meczace a przeciwienstwie do komarow. Na tym odcinku mielismy tez spotkanie z sarna.

Drugie sniadanko na Gorze Kiel (452m npm) / break on Kiel Mountain

Drugie sniadanko na Gorze Kiel (452m npm) / lunch on Kiel Mountain

Dalej, w miejscu gdzie szlak przecina pierwsza droge p-poz, oznaczenie szlaku zniknelo. Nalezy isc ta droga kilkaset metrow w prawo az na zakrecie w prawo pojawia sie znaki w lewo. Poza kilkoma podmoklymi przejsciami przez strumienie lesne szlak mozna uznac za suchy (w tygodniu poprzedzajacym rajd bylo 5 dni deszczu) i warto przemierzyc go rowerem, zwlaszcza zjazd do Widelek z Gory Zamczysko (422m npm) wyglada zachecajaco. Jesli nie pomylilem faktow to jest to ta gora z krzyzem – w pelnym sloncu bylo tam chyba z 50’C, olalismy widok i ucieklismy do lasu. W Widelkach uzupelnilismy plyny ze studni, napilismy sie z wiadra i ochlodzilismy karczycha w gospodarstwie z rekoczynem ludowym ;) czyli swiatkami i innymi rzezbami.

na szlaku / on the trail

na szlaku / on the trail

Szlak prowadzi na polnoc droga Widelki – Makoszyn przechodzac na druga strone rzeki Lukawka i tu w lewo wspina sie stroma miedza w strone lasu. W poblizu Gory Wlochy (427m npm) upal wygral z naszymi (a przynajmniej moja) niedzielnymi kondycjami, zeszlismy do polany skad wspielismy sie na szczyt Cisowa i zeszlismy droga do trasy 764 Dallas – Rakow. Po przejsciu raptem 19 km, w dobywajacym sie z naszych cial zapachu potu i prerii wrocilismy pijana nyska do CK.

W rolach glownych udzial wzieli: Ulson, Amon, Szafka, Dzwiedz i…  … i ja tam bylem i zero siedem zglos sie pilem :P

Z cyklu „tuba na dzis” – klimat baletow ze sredniej szkoly, niespodziewanie radosny pan i rzecz sklaniajaca by przyszloroczny urlop zgrac z wyborami mezczyzny w najzimniejszym miescie w kraju –  Tuba na dzis: Misterzy Bialegostoku

Cisnieniowanie

2 Komentarze

Cisnienie mam ze zaniedbuje bloga ale dzieje sie tak duzo ze ciezko nadazyc z opisywaniem, ze nie wspomne o opracowywaniu zdjec. Ciesze sie z powrotu do Polski i choc ceny mnie zabijaja to zgrabne i powabne sylwetki Polek rekompensuja mi to z nawiazka, ot – inna estetyka.

Kielce, bloki zatopione w zieleni przemierzam sprytnie – rowerem. Odbilo mi na zjezdzie i podczas ladowania pod Niestachowem podwozie stracilo kontakt z podlozem, zaliczylem glebe ktorej nie przetrwal dziszok i nie moglem sie samodzielnie podniesc ale wyszlismy z tego bez szwanku – i ja i rowerek. Przywitalem sie z lasem, w ktorym nazbieralismy z Ulenka tuzin tuzinow konwalii a z Betkiem odwiedzilismy Sklad Prostokatnych Rzeczy. Bylem na projekcji „Gen. Nila” przy dwuosobowej frekwencji, opuscilem kino w nastroju podobnym jak po Pregach. Skosztowac mi bylo dane szynki sporzadzonej mistrzowska reka Pawla Boogie i od tego momentu choruje na zbudowanie wlasnej wedzarenki. Zdjeciowo sie dzieje, zdjeciowo sie kroi. Czasem wole napisac o pewnych planach bo mam mobilizacje do ich zrealizowania, duzo latwiej odpuscic jesli pozostaja wylacznie w mojej glowie. Planuje foto-report z piekarni a w 65 rocznice smierci piesze zlozenie holdu „Ponuremu” na Wykusie skad ruszamy na fotopielgrzymke z Kowalem do Oswiecimia. Poza tym program kulturalno-oswiatowy przewiduje kosza, wykroty skalne, szlak rowerowy S-sko – CK i fotowypady. A tu strzal z warsztatow CKF-baza.

ul. Nowy Swiat, Kielce w maju 2009 r.

ul. Nowy Swiat, Kielce w maju 2009 r.

Ponoc zguba Francuzek jest maslo President, najdelikutasniejsze smarowanko bagietkowe. W Polsce CHLEB jest tak smaczny ze wiele rozsadku trzeba by wstac od sniadania.

Rajd pieszy Blizyn – Zalezianka

5 Komentarzy

To byl chyba pierwszy urlop w Polsce, AD 2007. Poprzedni wieczor skonczyl sie nad ranem polowaniem przy uzyciu dziszoka na przebiegajacego nam droge kota. Rzut niecelny, kot zwial a zegarek przepadl w chaszczach nafaszerowanych potluczonymi tulipanami za pogotowiem. Nie majac od jakiegos czasu mojej cegly odpuscilem dalsze polowanie i jakos udalo sie obrac azymut na statoilowego hotdoga by pozwolic sie przespac zwlokom co-nieco.

Spalem ze cztery godziny az do budzika i przypomnienia w komorasie – jestem umowiony z chlopakami na rajd, minuta osiem i smierdzialem juz w dylizansie „21”. Na dworcu busowym spotkalem Johnego i Niedzwiedzia a Szalas chyba czekal na nas w miescie slynacym dawniej z Polifarbu. W Blizynie, bo o nim mowa, majac wciaz rozrzedzona krew i myslenie, udalem sie „na dwojeczke” do najblizszego budynku ktorym okazal sie bank spoldzielczy. Pani kierownik cokolwiek przerazona jednak uzyczyla mi swego przybytku dobrej nadzieji do zwodowania kackupy a poniewaz ja to i dziekuje i wode spuszcze i ogolnie grzeczny jestem to obylo sie bez zgrzytow.

Ruszylismy. Na wstepie Johny mnie wystraszyl ze jesli mnie utnie osa to on bedzie mi robil tracheotomie gdyz mam smiertelna alergie na osy, pszczoly, baki, trzmiele, szerszenie etc. i po ukaszeniu moge przezyc 30 minut bez pomocy lekarskiej ale jak pani doktor mnie oswiecila – prosze sie nie zdziwic jesli udusi sie pan po zaledwie dziesieciu. Taka wiec tracheotomia przy naprawde szczesliwym zbiegu okolicznosci w srodku lasu, uratuje mi zycie lub przynajmniej przedluzy :)

Opuscilismy zabudowania, minelismy cmentarz i udalismy sie na Poludnie szlakiem, zaraz sprawdze na mapie jakim…  szlag ja trafil, wkazmacrazie, bazujac na wikipedii – zaczelismy zielonym szlakiem Blizyn – Zagnansk, jednak na rozstajach drog pod Szalasem Marcin poszedl do domu a my wbilismy sie na szlak czerwony Diabla Gora – Laczna. Cos mi sie nie widzi ta wikipedia bo ktorys ze szlakow pamietam jako czarny ale nie moge tego zweryfikowac gdyz PTTK Kielce na swej stronie zamiescilo tylko szlaki ktorymi samo sie opiekuje zamiast wszystkich jakie sa w regionie.

Wstyd przyznac ale pierwszy raz zaliczylem Piekielna Brame w rezerwacje Dalejowskim:

zdobywcy swiata

zdobywcy swiata - fot. Szalasowy samowyzwalacz

Szlak to multiopcja: obcujesz z przyroda, resetujesz sie z miejskiego szumu i tempa, uzywasz wiekszej pojemnosci pluc, wedrujesz z przyjaciolmi, rozmawiasz zarowno na tematy malo-wazne jak i egzystencjonalne, gdzies w polowie trzezwiejesz po wypoceniu toksyn (sorry Winetou ale jako dwunoga gorzelnia idziesz ostatni). Pierwszy raz wtedy dalem sie przekonac ze czasem klamstwo jest niezbedne dla higieny psychicznej w zwiazku mezczyzny z kobieta ale przemyslalem to pozniej i odszczekacie to na nastepnym rajdzie kolego M. :)

Po drodze oczywiscie pogawedzilismy sobie z napotykanymi lesniczymi, ktorzy w swej pracy poruszaja sie po lesie m.in. Wiejskim Sprzetem Kaskaderskim ubranym zaledwie w kostke na tylnym kapciu. Oldschoolowa Zemsta Swidnika daje rade w lesie a jak legenda ludowa o wuesce niesie – na jedynce pojedzie nawet w poprzek ziemniaczanego pola. Z czasow gdy sam jezdzilem na takim motorze zostalo w sieci jedno zdjecie (autorstwa A. Ziemkiewicza) bo dzis ta okolica zarosla totalnie. Moze ze wzgledu na to co mam w duszy, trzeba bylo zostac lesnikiem by laczyc przyjemne z pozytecznym? Wracajac do opowiesci podrozniczej mej – natrafilismy jeszcze na jakas grupa rowerzystow a dalej na pechowca, ktory zakopal sie w lesie ciezarowka pelna dluzyc czy jak tam sie zowia sciete drzewa. Z lasu wyszlismy kolo lesniczowki w poblizu wsi Zalezianka i Wystepa, stad aswaltem w strone Belna by w oczekiwaniu na pijana nyske do Kielc przeniesc sie na trwake za sklepem konsumujac pokarm, ktory dal nam Pan. Wlasciwie to nie dal a sprzedal i nie Pan a Pani :>

Zero zdjec bo nie chcialem dzwigac niczego procz muszynianki. Szlak latwy, na jednym odcinku w mlodym lesie bukowym, ciezko znalezc szlak. Za to od skrzyzowania szlakow pod Szalasem szlak w strone Lecznej jest zdecydowanie nudny jako ze biegnie piaszczysta lesna droga, moze w strone Jasiow/Janaszow/Samsonow jest lepiej a moze trzeba sie wbic na Jana w las i przedzierac z kompasem. Zla trasa na rower – duzo galezi a pozniej piachu tak grzazkiego ze nawet na kapciach 2.3″ czlowiek sie wpieni.

Czuwaj! ;)

Janosik / Jánošík / Яношик

8 Komentarzy

Janosik – polska wersja slowackiego rozbojnika, w roli glownej: Karlos, nasze pierwsze podejscie na Lugnaquille, luty 2008 /

Janosik (ja’nɔɕik) – polish version of famous Slovak agile exile outlaw (a bit like Robin Hood), starring: Karlos, our first ascend to Lugnaquilla, February 2008.

moje te gorecki, moje te dolinki, heeeeeej

"Moje te gorecki, moje te dolinki, heeeeeej!" / Polish version of Slovak's Robin Hood ;)

Promocja regionu w sieci

leave a comment »

Uzytkownicy Google Earth moga od jakiegos czasu sciagnac dodatki ktore prezentuja np trasy polaczen lotniczych z kilku miast USA do reszty swiata albo konsumpcje paliw przez poszczegolne panstwa albo najpiekniejsze zakatki Niemiec objete ochrona UNICEF czy czegostam. Nakladki te pisane sa w jezyku KML i dostepne tutaj: klik klik

Gdyby znalazl sie ktos kumaty w jezyku owym (owocnosc poszukiwan zalezy od budzetu) to mozna byloby zaprezentowac np region kielecczyzny pod katem walorow turystycznych – stoki i wyciagi narciarskie, trasy rowerowe, szlaki piesze, miejscowki wedkarskie, skalki do wspinaczki, szlaki wodne, jaskinie, tereny wystepowania jakichs ptakow itp, mogloby to byc wzbogacone o zdjecia z danych miejsc…  A uzytkownicy Google Earth to spolecznosc miedzynarodowa a zatem zasieg. Zasieg! Sprzegnac to z portalem – voila!

Moze to zrobic ktos w sposob amatorski i hobbystyczny dla np portalu MTB KIELCE lub w sposob calkiem profesjonalny i kompleksowy na zlecenie jakiejs komorki zajmujacej sie promocja Kielc i regionu.

Bo na dobra sprawe: po co ktos chcacy poszalec na rowerze musi jechac do Szklarskiej Poreby, po co fotografowie – ornitolodzy musza jechac nad Jeziorak, po co ci do wedrowek skorzy maja jechac gdzie indziej skoro to wszystko jest na miejscu: skaly, jaskinie, lasy, rzeki, gory, szlaki..

Po co? Po…  …niewaz nie wiedza ze warto przyjechac do Klerykowa.

%d blogerów lubi to: