Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘szlaki piesze

NJRP 2010 Wierna Rzeka-Chęciny / Autumn Overnight Walking – October 2010

2 Komentarze

Nocny Jesienny Rajd Pieszy przyciągnął niewielu chętnych a dokładnie to dwóch – Pawła i mnie. Z kieleckiego pekapu zabrał nas western osobowy z Klerykowa do Medalikowa i mknąc w porywach do 90km/h z zatrzaśniettymi drzwiami zawiózł do Wiernej Rzeki. Z latarkami, mapą i nawigacją stawiliśmy czoła mojej najdłuższej rajdowej nocy obierając własną trasę, która ewoluowała dalej dostarczając wiele radości, chwilami pokrywając się z trasami rowerowymi, szlakiem pieszym a czasem na przełaj zakończony na czyimś podwórku. W skrócie trasa biegła tak: Wierna – Czubatka – Bolmin – Grząby Bolmińskie – Sosnówka – Zelejowa – Chęciny  a rajd zajął nam od ok 21 do 6 rano włącznie z ogniskiem, kiełbaskami, kilkoma postojami i robieniem zdjęć przez Pawła bo ja dla wygody wziąłem kompakt zamiast lustra czego później żałowałem. Przez większość trasy mieliśmy przyjemność iść wyłącznie przy świetle księżyca, które pozwalało rozpoznawać charakterystyczne punkty nawigacyjne jak choćby znane mi z rajdu Chęciny – Miedzianka drzewo pełne mrówek. Dotychczasowe rajdy nocne przebiegały z dala od osad ludzkich, tym razem gorączka sobotniej nocy dobiegająca z Bocheńca była czynnikiem, który w kluczowy sposób przyczynił się do zmiany trasy ;P – przy planowaniu nocnych rajdów w weekend, przynajmniej w Polsce, polecam brać pod uwagę domy weselne, remizy i inne oazy życia kulturalnego młodzieży wsi i miasteczek :))

/ Autumn Overnight Walking – October 2010 from Wierna Rzeka to Chęciny, Swietokrzyskie, Poland.

PKP Wierna Rzeka

nocna wełna

zalew koło Małogoszcza

Bolmin

Grząby Bolmińskie - łuna nad E7

kapliczka oświetlona latarnią, latarką i księżycem

 

Paweł oświetlony blaskiem księżyca

focenie Chęcin

nasze księżycowe cienie

w pobliżu bagna

ognisko pod Zelejową ok 5 rano

6 rano - jedzie bus! :)

:)

 

Reklamy

XXX rocznica zimowego zdobycia Everestu na Lysicy

with one comment

Co mozna robic w Walentynki? – byly dwie opcje: pekałesem do Bielin i stamtad przez Kakonin na Lysice lub dyszka do Ciekot i stad szlakami na Lysice, padlo na te ostatnia trase. Rano z Krzyskiem i Artkiem wsiedlismy na samolocie do autobusu i tu uczulam wycieczkowiczow: w niedziele o 7 rano poza centrum miasta tez sa kontrole biletow! Oczywiscie nikogo nie capneli, brac turystyczna kasuje bilety, z reszta stosowny anons obiegl pasazerow nim kanary wsiadly na poklad. Szyby zaparowane, zaklejone wywolujacymi zeza reklamami na folii contravision, przez moment nie wiedzialem gdzie jestem gdy dylizans skrecil w Brzezinki.

Wysypalismy sie na ciekockiej petli. Odzyly we mnie wspomnienia z obozu skautowego na polozonej nad zalewem posesji nalezacej do wnuczki Stefana Zeromskiego, to prawie 20 lat temu. Wtedy zakochalem sie w Gorach Swietokrzyskich. Czas na powrot do terazniejszosci – na szczescie grupa wybrala trase przez Radostowa, na ktora wchodzilismy prawie na koncu dwudziestopiecioosobowej gasiennicy wkladajac stopy w gotowe slady. Sporo polamanych drzew, bardzo wiele zgietych do ziemi, snieg po lydki – to ostatnie to akurat normalka na polnocno zachodniej stronie Radostowej, ktora moze tak zaskoczyc turystow nawet w maju!

w lekkiej zadymce i sniegu po kolana brnelismy z Radostowej na Wymyslona

Odleglosc miedzy pierwszym piechurem a ostatnim na szczycie dorownala rozpietosci wiekowej grupy :) Jedni opuszczali wieze triangulacyjna Radostowej gdy pierwsi koledzy mieli za soba najbardziej stroma czesc Wymyslonej. Zeszlismy nieco w strone Wilkowa i dalej bielutka droga przez Krajno, miedzy domami a ziemiankami, u stop stoku narciarskiego az dotarlismy do Sw. Kaski. Gin dobrze rozgrzewa ale w moim przypadku demotywuje do jakiegokolwiek dalszego wysilku, z oporami ale wszedlem z innymi na Lysice. W Puszczy Jodlowej jest wciaz tyle sniegu ze idzie sie po rownej bialej sciezce, ba, nawet nie widac sladu ostrych krawedzi wielkich glazow zakopanych gleboko pod spodem!

Szczyt zdobylismy gdy zaczela sie sesja dla mediow stad niezle nas widac na zdjeciach w Echu, Rzepie, Wyborczej i kilku innych portalach. Na szczycie panowala goraca atmosfera jakbysmy zdobyli prawdziwy Mount Everest niczym nasi rodacy 30 lat wczesniej. Prawde mowiac nie wiedzialem az do czasu tej imprezy, ze to Polacy wlasnie zdobyli jako pierwsi Everest zima. Dokonali tego Leszek Cichy i Krzysztof Wielicki, szacunek panowie! Poza radosnym bialo-czerwonym, stuosobowym oblezeniem na szczycie bylo niesamowite swiatlo, jakby wewnatrz gigantycznego namiotu bezcieniowego: swiatlo filtrowane przez chmury bylo pozniej rozpraszane przez snieg na galeziach a dalej odbijalo sie od zalegajacego na ziemi puchu i wedrowalo ku gorze.

Tak sobie pomyslalem, czasem idac z kims w droge, chcial-nie chcial poznajemy go wraz z roznymi szczegolami jego zycia, swiatopogladem, zwichnieciami, planami, sukcesami… gdy wedrujemy wiele dni to sie intensyfikuje az moze sie przejesc. A co gdy idzie sie na osmiotysiecznik? Docierasz na szczyt z partnerem, ktorego w tym momencie albo kochasz albo nienawidzisz? Takie tam, mysli niespokojne, juz schodze na ziemie.

Zeszlismy do Sw. Kaski gdzie czekalo nas ognisko w „Jodelce”. Byla gieta z kija a Artur odrobil lekcje do tego stopnia ze byla rowniez prawdziwa herbata parzona ze stopionego sniegu. Klimat jak na zakladowym grzybobraniu – miss walentynek i hej sokoly :) Ewakuowalismy sie na busa, ktory nie przyjechal wiec okazja dotarlismy do…  Leszczyn :) Ze Sw. Katarzyny zlapac transport to pestka w porownaniu z miejscem gdzie wyladowalismy wiec drepcydesem dotarlismy nad zalew w Cedzynie a stad juz MPK do Scyzorykowa.

Krzych i Artek

Ogolnie troche tloczno ale dobrze mi sie szlo z chlopakami, dzieki za wspolny wypad! Tu nasze najlepsze zdjecie numer jeden i fota grupowa z Łysicy oraz sznurki: do Krisowej relacji i relacji na gory-online.

PS. Mieknie rura gdy sie slyszy ze facet majacy na oko dwa razy tyle lat co ja zrobil 100-kilometrowy szlak w 16 godzin… pozwole sobie sparafrazowac dowcip: – przepraszam, jak sie dostac na Mount Everest? – cwiczyc, cwiczyc i jeszcze raz cwiczyc!

Kuzniaki – Oblegorek

2 Komentarze

Rajd pieszy z Betkiem, arcywesoly i – choc na pierwszy rzut oka nie widac powiazan – z tego miedzy innemi powodu (lub dlatemu jak mawia Czesiu) obfitujacy w zbyt duza liczbe zdjec.

jeszcze przed switem mknelismy pijana nyska przez piekoszowsko - strawczynskie ziemie

najmniejszy z wielkich piecow; ten ksiadz Staszic to byl wizjoner co mial nie lada wypierd, na swoje czasy przescignal rozmachem Nowa Hute

wykorzystujac budowe terenu ludzie zalozyli na Gorze Perzowej kapliczke Sw. Rozalii bedace tez niezlym schronieniem w razie W

wnetrze kapliczki

Swieta Rozalio modl sie za nami

do kapliczki wiedzie ciasne przejscie miedzy olbrzymimi omszalymi skalami

haraszo traktaristam byt!

paczy sie czowiek, paczy i napaczyc nie moze

to ci dwaj z poprzedniego zdjecia, spuchli po gorkie i prowadzo rowery majace pedalow cztery

a kto by tam wiedzial...

Prawie "Kielecka Szkola Krajobrazu" ;)

W promieniu 20km od Gory Dobrzeszowskiej odkrylismy kolejne KAMIENNE KREGI jednak nie udokumentowalismy ich gruntowniej w obawie przed tzw. "furią żuka"

W promieniu 20km od Gory Dobrzeszowskiej odkrylismy kolejne KAMIENNE KREGI jednak nie udokumentowalismy ich gruntowniej w obawie przed tzw. "furią żuka" fot. panrzegosz

teraz pan ma relaks

teraz pan ma relaks

dzielne quady wiozace niedzielnych kierowcow

u Pana Boga za piecem - pranie na sznurku, koldry sie wietrza przed domem, azor szczeka, dym sie snuje...

oczywiscie podazalismy nieustatnie czerwonym szlakiem Massalskiego Kuzniaki - Goloszyce

jaka gmina takie oznakowanie

jaka gmina takie oznakowanie, trzeba przyznac jedno - dobrze widoczne (biale pole wielkosci szufli do wegla)

Griegorij przydybal mnie jak z braku wurstu grzeję Kobietę-Piasek (Sand-Witch, cos jak Spider-Man)

Griegorij przydybal mnie jak z braku wurstu grzeję Kobietę-Piasek (Sand-Witch, cos jak Spider-Man)

mikrokosmos (tu niestety pion jest kadrem jedynym)

piekny bukowy las poorany wawozami

Po opuszczeniu szlaku glownego...

...błąkaliśmy sie wąwozami czarnego szlaku

palec grzebalec

paluch grzebaluch

I w ten oto sposob dobrneliscie, Drodzy Czytelnicy, do konca tej nudnawej zdjeciowej opowiesci z naszego rajdu pieszego, ktory okazal sie bardziej pieszym niz rajdem, gdyz jak obliczylismy sprytnie , w 7 godzin przeszlismy cale 12 km :) A tu sznurek do obrazow zarejestrowanych przez druga czarna skrzynkeoraz czesc 2 czyli zdjecia z naziemnej aparatury obserwacyjnej

poprzez miedze, poprzez laki… / walking Poland

9 Komentarzy

Zalegly rajd pieszy Lagow – Cisow z 30 czerwca 2009. Tradycyjnie: spotkanie na aftowagzalje i losowanie kierunku. Tym razem nieco ustawione gdyz Jacko zapomnial butow ze stolycy i pojawil sie w „jezusach” wiec obstawilismy niebieski szlak Lagow – Daleszyce jako suchy i w 45 stopniowym upale wsiedlismy do busa w ktorym bylo jeszcze cieplej, w sumie w busie spocilem sie tak samo jak podczas calego marszu :(

w busie bez klimy, nawiewow a nawet otwieranych okien / on the bus without air condition or even openable windows, about 45'C

godzina jazdy w busie bez klimy, nawiewow a nawet otwieranych okien / an hour on the bus without A/C or even openable windows, about 45'C

Z poludniowo-zachodniego rogu rynku w Lagowie ruszylismy droga na Sedek, idzie sie „bez wies” mijajac PUNKT KOPULACYJNY W LAGOWIE, ancwaltem pod gorke, miedzy uprawami czarnej porzeczki, truskawek i wisni. Na szczycie za Bielowa zrobilismy (bez pytania) przystanek u chlopa w sadzie, ale z niesamowitym widokiem…

przystanek Alaska / orchard with scenic view

przystanek Alaska / orchard with scenic view

Nie widac tego na zdjeciu ale mozna bylo tam sie zrelaksowac a gdy pojawil sie gospodarz zaskoczenie bylo pelne – nie przegonil nas jak intruzow a jeszcze lornetke przyniosl i ze studni korzystac pozwolil. Przy skrzyzowaniu z droga na Lagiew zwiedzilismy przydrozna eurokapliczke ozdobiona tradycyjnie wg lokalnej estetyki, byl portret Papieza i nie zabraklo tez tego nowego Niemca.

kapliczka

kocham was ciule / in roadside shrine

Tysiac krokow dalej dane nam bylo zobaczyc proze zycia – pani z dzieckiem dotelepala poprzez pola na taczce pusta butle do punktu wymiany. Myslalem ze takie rzeczy to tylko w erze albo na Wschodzie…

wymiana butli z gazem / service point for gas bottle users, Sedek, Poland 2009

wymiana butli z gazem / service point for gas bottle users, Sedek, Poland 2009

Szczesciem byl tam sklep, taki w ktorym czas biegnie szesc razy wolniej niz w miescie, sprzedawca ma czas zeby porozmawiac z klientem bo ludzie w kolejce i tak zaczekaja. Jak mieliby nie zaczekac skoro najblizszy sklep byl jakies 5km temu, w Lagowie :) Kupilismy w koncu dobrze schlodzona mirinde i z takim zastrzykiem cukru ruszylismy do lasu. Z poczatku mijalismy niesamowicie dorodne i slodkie jagody wiec tempo nie bylo zbyt meczace a przeciwienstwie do komarow. Na tym odcinku mielismy tez spotkanie z sarna.

Drugie sniadanko na Gorze Kiel (452m npm) / break on Kiel Mountain

Drugie sniadanko na Gorze Kiel (452m npm) / lunch on Kiel Mountain

Dalej, w miejscu gdzie szlak przecina pierwsza droge p-poz, oznaczenie szlaku zniknelo. Nalezy isc ta droga kilkaset metrow w prawo az na zakrecie w prawo pojawia sie znaki w lewo. Poza kilkoma podmoklymi przejsciami przez strumienie lesne szlak mozna uznac za suchy (w tygodniu poprzedzajacym rajd bylo 5 dni deszczu) i warto przemierzyc go rowerem, zwlaszcza zjazd do Widelek z Gory Zamczysko (422m npm) wyglada zachecajaco. Jesli nie pomylilem faktow to jest to ta gora z krzyzem – w pelnym sloncu bylo tam chyba z 50’C, olalismy widok i ucieklismy do lasu. W Widelkach uzupelnilismy plyny ze studni, napilismy sie z wiadra i ochlodzilismy karczycha w gospodarstwie z rekoczynem ludowym ;) czyli swiatkami i innymi rzezbami.

na szlaku / on the trail

na szlaku / on the trail

Szlak prowadzi na polnoc droga Widelki – Makoszyn przechodzac na druga strone rzeki Lukawka i tu w lewo wspina sie stroma miedza w strone lasu. W poblizu Gory Wlochy (427m npm) upal wygral z naszymi (a przynajmniej moja) niedzielnymi kondycjami, zeszlismy do polany skad wspielismy sie na szczyt Cisowa i zeszlismy droga do trasy 764 Dallas – Rakow. Po przejsciu raptem 19 km, w dobywajacym sie z naszych cial zapachu potu i prerii wrocilismy pijana nyska do CK.

zero siedem zglos sie

czekajac na upragniony dylizans do Kielc, wigor: 1 / waiting for bus

W rolach glownych udzial wzieli: Ulson, Amon, Szafka, Dzwiedz i…  … i ja tam bylem i zero siedem zglos sie pilem :P

Z cyklu „tuba na dzis” – klimat baletow ze sredniej szkoly, niespodziewanie radosny pan i rzecz sklaniajaca by przyszloroczny urlop zgrac z wyborami mezczyzny w najzimniejszym miescie w kraju –  Tuba na dzis: Misterzy Bialegostoku

Wielki cukrowy kloc / Great Sugar Loaf

leave a comment »

W niedziele z Ulsonem i Krzychem otworzylismy sezon szlakowy robiac ponad 20km drepcydesem. Brak samochodu to przeszkoda ale do pokonania jesli ktos nie chce dac sie uziemic w domu. Za cel obralismy Great Sugar Loaf (irl. O Cualann) – najbardziej szpiczasta gore widoczna z Dublina polozona 501 m n.p.m. w Gorach Wicklow miedzy N11 a zjazdem R755 na Roundwood lub jak kto woli miedzy Djouce Mountain a Little Sugar Loaf i wzgorzami Bray Head.

po pierwszym przekroczeniu N11

strome podejscie po pierwszym przekroczeniu N11

Pojechalismy drugim porannym pociagiem (na pierwszy spoznilismy sie bo stacje Tara Street otwarto gdy pociag na nia wjechal wiec nie zdazylismy kupic biletow) do Greystones, ktore obeszlismy z poludniowej flanki i skrecilismy w Delgany w biegnaca przez pagorki droge na polnoc (do Ballydonagh i gory Hillfort).

zwierciadelko ulatwiajace wyjazd z posesji

zwierciadelko ulatwiajace wyjazd z posesji

na wysokosci parkingu przy lesie Kindlestown odbilismy 90′ w lewo w polna droge ktora wiedzie az do zdjazdu z N11 – tu slimakiem na droga strone, w lewo obok starego wasztatu samochodowego i w prawo pod gorke stromo asfaltem do T-junction i tu w prawo by dalej napierac pod gore az do parkingu pod Great Sugar Loaf.

Obok parkingu stal zaparkowany - sadzac po ocalalym znaczku - Opel ktory "sie" spalil

Obok parkingu stal zaparkowany - sadzac po ocalalym znaczku - Opel, ktory "sie" spalil ;>

chlopiec z latawcem ;)

Krzysio z latawcem

Chwila na latawiec, herbate i drugi oddech kaczuchy i zaatakowalismy szczyt ktory tego dnia byl naszym celem. Z powodu pieknej pogody ten kawalek szlaku byl zawalony jak wejscie na Giewont a na szczycie dominujacymi jezykami byly polski i ruski i dopiero daleko za nimi angielski w wersji OJRISZ :) Bakteria nam padla wiec strazackie bedzie jak dokoncze i wywolam film.

widok na Dublin z Great Sugar Loaf

widok na Dublin z Great Sugar Loaf (501 m n.p.m.) - po prawej przy morzu miasteczko Bray, dalej cypel Dalkey a na horyzoncie polwysep Howth

Krzych byl napalony na wesole miasteczko ktore widzielismy w Bray z pociagu wiec ze szczytu podazylismy na Polnoc – Polnocny Wschod wytyczajac nowa sciezke przez porosniete kosodrzewina goloborze az do miesca gdzie milosnicy downhillu zbudowali zjazd z przeleczy po wschodniej scianie masywu. Trudna technicznie i wymagajaca pelnego skupienia jest ta trasa. Chlopaki udoskonalili przejazd lopatami i powybierali ostre glazy na bok i choc mozna sie w wiekszosci odcinkow bezpiecznie zatrzymac lub polozyc to bez fulla nie ma sie tam po co wybierac (wyczailem tez caly tor dirtowy w dolinie ktora autobus 44 dojezdza do Enniskerry ale nie bylem tam z buta). Stad juz nudna droga asfaltem ponad a pozniej wzdluz N11 do Bray gdzie na koniec dalem sie wystrzelic w komos w takiej okraglej klatce niczym pilot katapultujacy sie z samolotu. Oj zmarszczylo sie kakao ale sa to wrazenia nie do opowiedzenia.

Warto przed takim wyjazdem spisac kilka rozkladow autobusow i pociagow (do i z Bray, Greystones, Enniskerry) by porownac czas dojazdu (np. z centrum Dublina autobusem do Greystones jedzie sie 100 min a pociagiem 50 min) oraz zeby miec opcje zmiany trasy, planu, tempa, celu itd.

Rajd pieszy Blizyn – Zalezianka

5 Komentarzy

To byl chyba pierwszy urlop w Polsce, AD 2007. Poprzedni wieczor skonczyl sie nad ranem polowaniem przy uzyciu dziszoka na przebiegajacego nam droge kota. Rzut niecelny, kot zwial a zegarek przepadl w chaszczach nafaszerowanych potluczonymi tulipanami za pogotowiem. Nie majac od jakiegos czasu mojej cegly odpuscilem dalsze polowanie i jakos udalo sie obrac azymut na statoilowego hotdoga by pozwolic sie przespac zwlokom co-nieco.

Spalem ze cztery godziny az do budzika i przypomnienia w komorasie – jestem umowiony z chlopakami na rajd, minuta osiem i smierdzialem juz w dylizansie „21”. Na dworcu busowym spotkalem Johnego i Niedzwiedzia a Szalas chyba czekal na nas w miescie slynacym dawniej z Polifarbu. W Blizynie, bo o nim mowa, majac wciaz rozrzedzona krew i myslenie, udalem sie „na dwojeczke” do najblizszego budynku ktorym okazal sie bank spoldzielczy. Pani kierownik cokolwiek przerazona jednak uzyczyla mi swego przybytku dobrej nadzieji do zwodowania kackupy a poniewaz ja to i dziekuje i wode spuszcze i ogolnie grzeczny jestem to obylo sie bez zgrzytow.

Ruszylismy. Na wstepie Johny mnie wystraszyl ze jesli mnie utnie osa to on bedzie mi robil tracheotomie gdyz mam smiertelna alergie na osy, pszczoly, baki, trzmiele, szerszenie etc. i po ukaszeniu moge przezyc 30 minut bez pomocy lekarskiej ale jak pani doktor mnie oswiecila – prosze sie nie zdziwic jesli udusi sie pan po zaledwie dziesieciu. Taka wiec tracheotomia przy naprawde szczesliwym zbiegu okolicznosci w srodku lasu, uratuje mi zycie lub przynajmniej przedluzy :)

Opuscilismy zabudowania, minelismy cmentarz i udalismy sie na Poludnie szlakiem, zaraz sprawdze na mapie jakim…  szlag ja trafil, wkazmacrazie, bazujac na wikipedii – zaczelismy zielonym szlakiem Blizyn – Zagnansk, jednak na rozstajach drog pod Szalasem Marcin poszedl do domu a my wbilismy sie na szlak czerwony Diabla Gora – Laczna. Cos mi sie nie widzi ta wikipedia bo ktorys ze szlakow pamietam jako czarny ale nie moge tego zweryfikowac gdyz PTTK Kielce na swej stronie zamiescilo tylko szlaki ktorymi samo sie opiekuje zamiast wszystkich jakie sa w regionie.

Wstyd przyznac ale pierwszy raz zaliczylem Piekielna Brame w rezerwacje Dalejowskim:

zdobywcy swiata

zdobywcy swiata - fot. Szalasowy samowyzwalacz

Szlak to multiopcja: obcujesz z przyroda, resetujesz sie z miejskiego szumu i tempa, uzywasz wiekszej pojemnosci pluc, wedrujesz z przyjaciolmi, rozmawiasz zarowno na tematy malo-wazne jak i egzystencjonalne, gdzies w polowie trzezwiejesz po wypoceniu toksyn (sorry Winetou ale jako dwunoga gorzelnia idziesz ostatni). Pierwszy raz wtedy dalem sie przekonac ze czasem klamstwo jest niezbedne dla higieny psychicznej w zwiazku mezczyzny z kobieta ale przemyslalem to pozniej i odszczekacie to na nastepnym rajdzie kolego M. :)

Po drodze oczywiscie pogawedzilismy sobie z napotykanymi lesniczymi, ktorzy w swej pracy poruszaja sie po lesie m.in. Wiejskim Sprzetem Kaskaderskim ubranym zaledwie w kostke na tylnym kapciu. Oldschoolowa Zemsta Swidnika daje rade w lesie a jak legenda ludowa o wuesce niesie – na jedynce pojedzie nawet w poprzek ziemniaczanego pola. Z czasow gdy sam jezdzilem na takim motorze zostalo w sieci jedno zdjecie (autorstwa A. Ziemkiewicza) bo dzis ta okolica zarosla totalnie. Moze ze wzgledu na to co mam w duszy, trzeba bylo zostac lesnikiem by laczyc przyjemne z pozytecznym? Wracajac do opowiesci podrozniczej mej – natrafilismy jeszcze na jakas grupa rowerzystow a dalej na pechowca, ktory zakopal sie w lesie ciezarowka pelna dluzyc czy jak tam sie zowia sciete drzewa. Z lasu wyszlismy kolo lesniczowki w poblizu wsi Zalezianka i Wystepa, stad aswaltem w strone Belna by w oczekiwaniu na pijana nyske do Kielc przeniesc sie na trwake za sklepem konsumujac pokarm, ktory dal nam Pan. Wlasciwie to nie dal a sprzedal i nie Pan a Pani :>

Zero zdjec bo nie chcialem dzwigac niczego procz muszynianki. Szlak latwy, na jednym odcinku w mlodym lesie bukowym, ciezko znalezc szlak. Za to od skrzyzowania szlakow pod Szalasem szlak w strone Lecznej jest zdecydowanie nudny jako ze biegnie piaszczysta lesna droga, moze w strone Jasiow/Janaszow/Samsonow jest lepiej a moze trzeba sie wbic na Jana w las i przedzierac z kompasem. Zla trasa na rower – duzo galezi a pozniej piachu tak grzazkiego ze nawet na kapciach 2.3″ czlowiek sie wpieni.

Czuwaj! ;)

fotki z komorasa gieesemowego / phoneshots

3 Komentarze

Aktualne i zalegle roznosci / current and forgotten brick-brack

Spadl snieg ktory w Irlandii jest tak popularny jak kleski urodzaju w Somalii, samochody jezdzily 15 km/h, motocyklisci jechali 10 km/h po chodnikach asekurujac sie nogami rozdziawionymi na „za kwadrans trzecia”. / Ireland was attacked by snow storm and it’s so unusual that cars were doing 15 km/h, motorcycles 5 km slower and often on footpath with legs „wide open – quarter to 3”   ;)

>

slady zebow na kaszance czyli jednosladowy zielony lisc / that had to be provisional A licence :>

A tu kilka rzeczy ktore dawno temu obiecalem wstawic / and here few shots which I promised to publish long time ago

graf2

wrzut w Docklands / throw up in Docklands

x

srebro w Docklands / bomb in Docklands

DCW

DCW - centrum Dublina / DCW - city center, Dublin

GEM

GEM, DBC - Dublin centrum / GEM, DBC - Dublincity center

reklama / advertisement

reklama / advertisement

DBC

DBC - Rutland Pl, Dublin

szablon / stencil

szablon / stencil

szablon / stencil

szablon - Palace St, Dublin/ stencil - Palace St, Dublin

mordo ty moja

smutna twarz - Cumberland Rd, Dublin/sad face - Cumberland Rd, Dublin

twarz w wc / face in toilet

twarz w wc / toilet face

szablon na scianie U2 / stancil on U2 hall-of-fame

szablon na scianie U2 - Docklands, Dublin / stancil on U2 hall-of-fame - Docklands, Dublin

x

szablon na scianie U2 - Docklands, Dublin / stancil on U2 hall-of-fame - Docklands, Dublin

x

szablon / stencil

x

szablon DBC - Phibsborough, Dublin / stencil DBC - Phibsborough, Dublin

x

szablon / stencil - Temple Bar, Dublin

x

vlepa / sticker

x

szablon / stancil - Rathmines, Dublin

grozisz mi?

grozisz mi? / they're threatening me

spadajacy wykrzyknik

zginac z szykiem z wykrzyknikiem / killed by exclamation mark

x

rower miejski / city bike

x

rower miejski / city bike

x

rower miejski / city bike

x

rower miejski / city bike

x

rower reklamowy - reklama rowerowa / ad bike

z

rekodzielo nagrobne / handcraft piece on grave

x

mobilnosc - kawa i ciacho przy stacji trwamwajowej Krwawiacy Stolec ;) / mobility - a cup of coffe and cake at Red Cow Luas Stop

x

sprytne parkowanie / smart Smart

x

kosiara w Dublinie na blachach TK / lawnmower on looks-like-polish reg

x

kitesurfing i kiteboarding na plazy w Sutton, Dublin / kitesurfing and kiteboarding on Sutton's beach, Dublin

x

scena ktorej kurtyna po otwarciu stanowi zadaszenie / gate of scene comes into roof when it's open

xbillboard sluzacy do zakrycia zaniedbanego domu z zamontowanym posrodku halogenem / how to cover ugly house?
x

o tym ze nawet Alfons moze zostac Swietym / wordplay in polish

z

trasy piesze na polwyspie Howth, Dublin / trekking trails around the Howth, Dublin

dd

piekny styl / just beautiful style

x

specjalnie dla Krzysia - wielka czarna pupa/ espacialy for Chris - big black ass

Uff, to wszystko / that’s all folks

%d blogerów lubi to: