Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘spacerem po Kielcach

Trzecia niedziela Wielkiego Postu

7 Komentarzy

Niedziela, umiarkowanie wczesna pobudka. Choć niektórzy wolą kimać w niedzielę do południa to spora część otaczających mnie ludzi uważa, że szkoda życia na takie przespanie dnia – i mają rację! :) Dlatego ruszyliśmy w miasto gdy piękne kobiety są jeszcze w łóżkach (piękna definicja Betki), Ziutki spod samu niczym zombie zaczynają chwiejny rejs do żabki a skłonność do ujadania wszelkiej maści ochrony jest dość mocno tłumiona otumanieniem nocnej szychty. Choć od tej ostatniej reguły bywają wyjątki w stylu „a pozwolenie na robienie zdjęć macie?”, po prostu mentalny ZSRR… olewamy, robimy swoje :)

Najprzyjemniej na zdjęciach poruszać się jest w 2-3 osoby. Nie zadeptuje się wtedy miasta, które chętniej odkrywa swe tajemnice, szczątki, uroki, zapachy…  płyniesz swoją dwunożną gondolą, słyszysz miasto jakbyś zamknął oczy i słuchał opowieści czytanej przez Janusza Szydłowskiego…  Zrobione może 6 zdjęć w tym jedno dobre, tak szacuję, okaże się po skończeniu filmu i wywołaniu. Spacer zwieńczony lunchem w barze mlecznym gdzie panuje wilgotność lasów podzwrotnikowych, wystrój utkwił w innej epoce i trwa tak zawzięcie a socjal okoliczny ściąga na ciepłą szamę. Oaza porannych szwędaczy wolących zjeść rano jedzenie a nie tekturę z makchemii. Trafiają się zmęczeni całonocną konferencją biznesmeni szczebla nie najwyższego, uśmiechający się nieśmiało do żuru. Po drugiej stronie apacz wchłania gulasz z kaszą i popada w błogostan pozwalający mu zasnąć na stole…  Tak, są rzeczy których nie kupisz, jak Wojtyna nawinął, płacąc kartą BastardCard.

Grześ wykąpał już kliszę ze swego otworka i wkrótce mam nadzieję zobaczyć, jak bar ów wyszedł w formacie 1 x 3 (24 x 72 mm), nie ujmując fotografii będzie to oczywiście tylko namiastka wizyty w tym miejscu. Bo przecież jest jeszcze cała gama zapachów, detale PRL-owskiego designu i pani Ala wykrzykująca „żurzjajkiempożarskizziemniaczkamiibukietraaaaz!” :)

Mnie jeszcze zostały klateczki więc tymczasem częstuję kieleckimi strzałami z poprzedniego negatywu…

centrumKielczNidy

Widok z wieżowca Nida na centrum Kielc, W pierwszym planie NFZ i Seminarium, dalej wieże katedry i Pałacu Biskupiego. / Kielce - city center

biurowy penthouse w Nidzie czyli palarnia z zakazem palenia / top of the office staircase

Ostatnie piętra mają klimat, zwykle są adaptowane i oswajane podobnie jak tutaj. Dla mnie to jeden z elementów Niewidzialnego Miasta.

trójkątna klatka schodowa / triangle-shaped staircase

Więcej zdjęć z Nidy oraz poniżej przedstawionego biura na „Spacerem po Kielcach

parter w biurowcu pachnącym przeszłością / reception at ground floor in oldschool office

Tu z nieco innej beczki – garaże, które przypuszczam, że nie przetrwają budowy ekspresowej obwodnicy… wyjątkowe miejsce, które, zależnie gdzie spytać, należy do Bocianka, Szydłówka lub Sadów :)))

Garaże, w pewnym sensie, podziemne... / Almost underground garages

nie wypatrzy ich wrogi satelita, to ci dopiero garaże! / lawn-topped roofs gives them "invisibility" from spy's satelites ;)

Z cyklu „tu było kino” – lekko militarne Kino „Bajka”, Kielce

Kino "Bajka", Kielce / former "Bajka" cinema

tu było kino - kino Bajka / that was cinema named "Bajka" (mean "Fairytale")

…i z innych spacerów po CK…

budowa przy Sądzie Wojewódzkim / building site near County Court

pas man teria / haberdasher

Z powyższym zdjęciem wiąże się przykra historia, nie zaraz dramat jakiś, po prostu przykry numer dla miłośnika Kielc. Znalazłem stary neon „Dom Mody”, znalazłem przez pewną panią dojście aby zrobić na jego tle sesję z modelką, wyjaśniłem wcześniej że dokumentuję różne „smaczki” Kielc a ten w szczególny sposób chciałbym zaaranżować tworząc pierwszy plan do treści niesionej przez neon – miłe dziewczę, stosowne oświetlenie, ba, zabezpieczenie żeby ktoś nie zarzucił uszkodzenia poszycia dachu, wszystko dogadane, dziewczyna w samochodzie, dwóch fotografów na pokładzie, przychodzimy – NIE, odmienił się księżyc złoty. Zanim zdążyłem postarać się o zgodę administratora, ten usunął neon w tak zwane „pizdu”. Wiec jak zobaczyłem że jeszcze nie zdjęli pasmanterii – ustrzeliłem z miejsca a tych pawilonach i ją i rybki :/

Paranoja bez granic - ja utrwalam luksfery i detale nazwijmy to inżyniersko-architektoniczne a nadęta pani z bloku jest więcej niż pewna że jestem z gazety i szukam haka na nią, jej mieszkanie, ba, cały wieżowiec a nie wiadomo czy na administrację apetytu nie mam / insane or frustrated people are able to see danger everywhere and photographer is the worst evil that can exist on Earth, if I'm taking a picture - there MUST BE SOMETHING! :)

Kielce, ul. Prosta / Prosta St.

A powyżej, rzadki w leksykonie kieleckich nazw, akcent z Formuły 1 – ul. Prosta :) Przechodziliśmy tamtędy (a jakże, z tragarzami) by zobaczyć niejaką planetoidę „2011 AN52” lecz news, który nami powodował (TVN24 – profeska!) nie podawał ani kierunku ani kąta ani czasu trwania więc liczyliśmy na zwykły łut szczęścia który nie nastąpił. Mimo to miło było polampić się w gwiazdy z rozdziawioną japą i na odchodne strzelić chociaż fotkę fragmentowi nieboskłonu i naszemu rumianemu, kieleckiemu padołkowi :)

Oczekując na cud... / waiting for object "2011 AN52"

No, i proszę –  faktycznie to jest Wielki Post! :)

PS. Pozdrawiam wszystkich, z którymi włóczyłem się po tych miejscach oraz kompanów dzisiejszej ucieczki z czterech ścian.

Reklamy

Sen nocy letniej

10 Komentarzy

Miał być nocny letni rajd pieszy (NLRP) ale wiele wskazywało, że tej akurat sroki nie złapię za ogon wraz z innymi. W końcu spontaniczny telefon i zaryzykowaliśmy. Dom opuszczałem w południe, w rażącym, upalnym słońcu, nie do końca mając pewność że gdziekolwiek pójdziemy. Nie zabrałem mapy, kompasu, noża, bluzy ani żadnych używek. Po leniwym popołudniowym grillu zdzwonka z Barańszczakiem i ok 21 meeting point pod Nomi.

wzdłuż torów w których przeglądało się niebo

plan pierwotny to Gruchawka - Piaski żółtym, asfaltem w górę do czerownego i tym przez G.Grodową do wiaty turystycznej koło Wykienia a w wersji biedniejszej do polany z chatami pod Tumlinem

Doszliśmy już we trzech z Tomkiem pod więzienie lecz ze względów bezpieczeństwa przebudowaliśmy planowaną trasę. Uciekliśmy w las gdzie po ostatnich opadach jest dramatycznie mokro. Doczłapaliśmy błotnisto-trawiastymi duktami poruszając się często „na farta” bo jedna latarka na trzech to naprawdę nieodrobione lekcje.

w lesie ciemności egipskie więc do zdjęcia musiałem rypnąć chłopcom lampą po gałach

Z początku pomagała nam sztabówka wgrana w GPSa ale za obwodnicą E7 padły baterie. Oszczędzając na świetle latarki oddelegowaliśmy niechcący Grześka na pomiar głębokości brodu, który to z racji pół metra wody pokonał jego buty 2:0.

smee again ;)

Odetchnęliśmy deko gdy dotarliśmy do przeciwpożarówki. Ta usypana jasnym tłuczniem droga dała nam niezwykły prezent – znów poruszaliśmy się po ciemku żeby zostawić baterie „w razie W” i tylko dzięki temu zobaczyliśmy rzecz niezauważalną za dnia – potrącane naszymi butami kamyki zderzając się robiły iskierki. Ich światło przypominało świetliki i było zbyt nikłe by je filmować czy zrobić zdjęcie kompaktem ale wystarczające by przy szurnięciu obcasem zobaczyć migotanie iskier niczym z czarodziejskiej różdżki. Mistyczny zapach siarki o czarnej północy to ciekawe doznanie w środku lasu :)

na tym wypadzie było aż dwóch chrustowych więc ogień udało się zaprószyć od pierwszej zapalki

Miejsce na obozowisko wybraliśmy łatwo – położone poza potencjalnym zalaniem, dobrze zaopatrzone w drewno a i my mieliśmy suszone badyle bazyliowe i korę brzozy. Tnabe uratował nam wyjście – miał w plecaku pół kuchni polowej i pokazał sposób na wygodniejsze spanie w lesie. Wkrótce piekliśmy gięte na kijach a Betko suszył buty i skarpety. Kolację umilił nam Komeda którego Tomek puścił z komóry zamontowanej w leśnym subwooferze czyli starym pniu ;P

Komeda w leśnej muszli koncertowej

Zobaczylismy ISS-a i upolowałem jedną kometę widzialną na odcinku zbliżonym do długości burty Wielkiego Wozu. Zasnąłem o 2. Obudziłem się o 3  – szkoda było spać: niebo zaczęło blednąć od północnego-wschodu, ptaki koncertowały no i mogłem zająć się ogniem. I filmowaniem! ;P

Filmlinka do Vimeo prezentująca nadające się do publikowania dźwięki świtu

Rano Tnabe uraczył nas kawusią „czy w jednym?” i ciesząc się że nam grzybiarze (ani grzybiarki) nie przeszkadzali w nocy pomaszerowaliśmy dalej a własciwie bliżej ;P

piękna noc się skończyła

Mamo jeszcze pięć minut...

Dźżeś przy kawie co to miała być rosołkiem :)

A to nasza sypiąca ikrami spod kopyt droga na Ostrołękę

PS. Na szczęście nie mogę potwierdzić żeby w lesie po powodziach były żmije i komary w niespotykanej ilości. Nie spotkaliśmy chyba wcale żywych egzemplarzy.

grupóweczka

Dwie dziurki w nosie i skończyło się. Później wracałem i pstrykalem do dokumentalnego bloga „spacerem po Kielcach

%d blogerów lubi to: