Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘scianka

KOM(bo)POST: Nida kajakiem i pontonem oraz WWA

9 Komentarzy

Z kombopostu wypadła ekspedycja na Jurę jako że chcę ją zilustrować zdjęciami z mojego bułgarskiego alfonsa a gdzieś mi sanki wyjechały od skanera i to jest brakująca tu część 01.

02. Das ist gesund czyli całodniowa Nida kajakiem: Tokarnia – Sobków

Nidę znałem dotychczas od strony lądu, na szczęście wreszcie zgadaliśmy się z Betkiem na spływ kajakami i wraz z niebojącymi się wody dziewczętami dołączyliśmy do Tomka, który z rodzinką i szerszym gronem miał wszystko klepnięte zgodnie z teorią chaosu czyli do końca nie było wiadomo gdzie, skąd i o której płyniemy :) -grunt, że ten spontan nam się udał! Zdjęć nie robiłem ale powiem, że to był jeden z najpiękniejszych dni w 2011 roku. Coś tam pstryknęli Betko i Tomek ale jest to jedna z tych przygód, ktore próżno ubierać w słowa a nawet w zdjęcia, trzeba je przeżyć żeby poczuć relaks, usłyszeć ptaki i świerszcze, pozwolić nieść się nurtowi w randomalnej pozycji i kierunku, przybijać do plaż o palącym piasku i mieć wodę na wyciągnięcie ręki.

Zdjęcia: Agata Łuczak

.

03. Ucieczka od betonu czyli 2-dniowa Nida pontonem: Tokarnia – Motkowice

I tak połknąłem bakcyla, że tydzień później z Artkiem sami zaatakowaliśmy tym razem dwudniowo spływ jego pontonem (co za gramatyka!). Start z Tokarni i od razu kolosalna różnica – kajakiem pływa się beztrosko, łatwo i szybko, na pontonie zaś spływ odbywa się czujnie, „pod parą” i najdłuższą z możliwych dróg (zewnętrzne łuki meandrów to konieczność przy niskim stanie wody), generalnie cały czas trzeba wgapiać się w toń w poszukiwaniu zatopionych pni, konarów, kamieni i innych przeszkód, które mogłyby rozerwać poszycie pompowanej jednostki. Wymagane jest też większe zgranie załogi przy machaniu pagajami ale mimo, że to wszystko brzmi zniechęcająco, to było tak genialnie, że spytany czy płynę znowu odpowiem „jaha!”.

Spaliśmy na położonej opodal lasu dzikiej plaży na wewnętrznym kolanie, pod starą wierzbą, która dała nam czterdziestocentymetrowe śledzie do namiotu i cień o poranku. Mieliśmy ze sobą mnóstwo różnych gadżetów – od krzesiwa począwszy a na sonarze dna skończywszy, wszystkie były zbędne ale mieliśmy się czym bawić :) Wielu miejsc (w tym najpiękniejszej wyspy) nie ma na zdjęciach bo zostały uwiecznione na filmie, ten jednak jest ciężki i wymaga montażu a na to jakoś szkoda mi czasu więc resztę wyobraźcie sobie sami lub SPŁYWAJCIE (Nidą)! heheheh! :)  Mieliśmy szczęście, że na nudnym odcinku za elektrownią (tuż przed Motkowicami) przodem płynął łabędź, którego zniknięcie postawiło nas w stan gotowości – i słusznie, czeka tam mało przyjemna kaskada z betonowym trójębem i jest megakocioł. Było zacnie a dalszy odcinek zapowiada się jeszcze wpytniej, mam nadzieję że zrobimy go w tym roku! Zdjęcia z Artkowego GoPro Hero:

.

04. Ziemia zatoczyła koło czyli WuWuA.

W porwanym trąbą powietrzną stogu siana dwie igły zderzyły się czołowo, takie jest prawdopodobieństwo a nam się przytrafiło! :) No i oddając ster relaksu w dobre ręce trafiłem do Wilanowa gdzie 20 lat temu na wycieczce szkolnej najciekawszą atrakcją był kilkumetrowy mur, z którego skakaliśmy z Pikolem i chłopakami do fosy. Ciekawe jakie rzeczy interesują człowieka w różnych etapach jego życia i co pozostaje w pamięci.

Był też chillout z przyjaciółmi na stołecznym hajdparku, lecz najsamprzód odwiedziliśmy Wisła Park gdzie pośród tysiąca atrakcji bawiących setnie przybyłą gawiedź znalazłem i ja swoje miejsce: ściankę która od jakiegoś czasu fascynuje mnie coraz bardziej. Mając wygodne, rozczłapane buty (pamięta ktoś crazy duck’i chyba pioniera?) postanowiłem zrobić ją boso i nie byłaby to moja pierwsza taka akcja gdyby nie fakt, że ta ścianka była dmuchana – każdy chwyt falował, wibrował, ruszał się i kasował więcej energii ze ścięgien i tym sposobem w 2/3 a może 3/4 ścianki palce wbrew swemu panu rozwarły się i z bolesnym pszytyczkiem w nos mojego ego bezpiecznie zjechałem na dół. Później przeżylem rollercoaster na wielopoziomowym parkingu i wiele miłych chwil i muszę przyznać, że coraz ładniejsza ta Warszawa :)

fot. Krzysiek PL

fot. Monique

Nie no, Silnicę kajakiem to osobno wstawię jednak ;P

Reklamy
%d blogerów lubi to: