Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘Rosja

Pamięci ofiar smoleńskiej katastrofy – Kielce 10.04.2010

14 Komentarzy

Kielce 10.04.2010

1000 myśli na sekundę: czy ktoś zauważył i wykorzystał fakt, że w jednym samolocie lecieli wszyscy najważniejsi urzędnicy państwowi? Jak piarowcy przekują wczorajszą tragedię na kiełbasę wyborczą? Jaką ckliwą piosnkę pisze właśnie Jacek Cygan? Tak, cynicznie jak zwykle ale w głębi ducha to jest dla mnie wstrząs, smutek i wciąż niedowierzanie. W szoku, w trosce, trochę jak Amerykanie po ataku na WTC 9/11. Dziś wieczorem Kielczanie zareagowali podobnie jak po śmierci Papieża – spontanicznie oddali hołd ofiarom tragedii w Smoleńsku.

Kielce 10.04.2010

Kielce 10.04.2010

Kielce 10.04.2010

Kielce 10.04.2010

Kielce 10.04.2010

Kielce 10.04.2010

Belfast cz. 1 / part I

2 Komentarze

Gmach glowny Zarzadu Budowy Jaskin

Gmach glowny Zarzadu Budowy Jaskin / headquarters of Caves Building Management

W Polsce mieściłby się tu pewnie WKTiR albo Spółdzielnia Inwalidow „Daremny Trud”, w stolicy Irlandii Północnej jest to Transport House, siedziba związków zawodowych zrzeszenia transportu  – i cokolwiek to znaczy, klimat realnego socjalizmu. Równie dobrze mógłby stanąć w Sofii, Bratysławie a i żadne z rosyjskich miast nie powstydziłoby się takiego cacka, ba, odremontowaliby malunek sławiący chłoporobotnika i jego przemysły. Obydwa ciężkie. Można kpić lub kochać takie obrazy ku pokrzepieniu serc i każdy sam widzi o czym chciał powiedzieć malarz ale dla mnie to relikt architektury, stylu, propagandy, designu.

Pewnej letniej niedzieli 2008 wjechaliśmy z Tania do miasta osławionego z zamachów bombowych, ataków terrorystycznych i samochodów – pułapek ale wszystko to okazało się mocno przereklamowane ;) Zaparkowaliśmy dwie przecznice od ratusza i udaliśmy się na rekonesans po Belfaście z lotu ptaka (najszybszy ptak? ptak kolibra) czyli na diabelski mlynThe Belfast Wheel.

diabelski mlyn

diabelski mlyn z kabina VIP / ferris wheel has one VIP cabin

Nie jest on gigantyczny i blado wypada wśród podobnych budowli na świecie a jednak podczas pierwszego wznoszenia podniecenie rosło w kwadracie do przyrostu wysokości. Miały być 3 okrążenia a było 5 czy 6 – klimatyzowane kabiny, automatyczny przewodnik snujący bajerę z głośnika. Na kolo warto iść rano tzn ok 10 bo później w pogodny dzień kolejka jest jak po mięso. W szczytowym położeniu można rzucają się w okno 3 miejsca – pięknie zdobiona kopula ratusza przy którym stoi ów młyn, jakiś lekko futurystyczny dach opodal i stocznie w której zbudowano Tytanika będącego dobrym odzwierciedleniem irlandzkiej „jakości”.

Podreptaliśmy zatem w stronę budynku zdającego się być nowoczesnym w tym mieście. Okazał się on być centrum handlowym i jeśli nie zwiedzie Was chęć zobaczenia „wszystkiego w jeden dzień” to będąc miłośnikiem industrialu posiedzisz tam kilka godzin.

w skleeepieeee szeeeerooooookim

w skleeepieeee szeeeerooooookim / shopping mall

wsiada baba do windy a tam schody

wsiada baba do windy a tam schody / people against the machine

matka z dzieckiem

matka z dzieckiem – z POD PODlogi / from underneath od the floor

lodziara

kto i komu loda poda?/ chillin’ on the top

el macaroneiro

el macaroneiro

To tyle z pierwszej czesci – spacerowo-turystycznej. O tym zas jak wyglada czesc Belfastu, ktorej turysci zwykle unikają juz niedługo (bedzie duzo malunkow z katolickiej dzielni).

Co czlowieka nakreca?

2 Komentarze

Ano doszedłem ostatnio do wniosku ze są to marzenia. Wielu znajomych ma marzenia, niewielu je realizuje dlatego podziwiam ludzi którzy są konsekwentni – nie hodują marzeń aż te im uschną lecz gdy zaczynają pączkować – szykują się żeby je ziścić. Male, duże, ważne i te mniej, wszystko zależy od punktu widzenia.

Np.: przeżyć wschód słońca na plaży w Andaluzji, tańczyć w hinduskim klubie taniec brzucha, zwiedzić okolice Czernobyla, przejść kanałami burzowymi pod swoim własnym miastem, przespać się na sianie w stodole albo na podgrzewanej czaszy 30 metrowej anteny satelitarnej w Psarach, pojechać na miesiąc na foty na Kubę…

Ja też na kilka marzeń ostatnio zachorowałem: spłynąć barką mieszkalna po Królowej Polskich Ścieków, spłynąć barką mieszkalną fragment Dunaju, odbyć rejs po rzece Amur, spłynąć kajakiem ciasnymi odcinkami Nidy, przejechać się koleją transsyberyjska, pojechać schowanym miedzy wagonami węglowymi dokądkolwiek mnie pociąg zabierze, przejść za jednym zamachem cały czerwony szlak Massalskiego z Kuziak do Gołoszyc, wziąć udział w Trancarpatii, zmontować jeszcze jeden dobry plener CKFu gdzieś na Południu Polski….  można tak siedzieć i pisać w nieskończoność.

Ale ale, zacząłem to pisać by poczęstować linkiem do strony z wyprawami rowerowymi. Takich stron jest wiele i często prezentują stokroć bardziej egzotyczne miejsca jednak na tej konkretnej znalazłem zdjęcia rzeczy, na które sam zwracam uwagę. Np wyprawa „stepy i kurhany Ukrainy” – jeden z trzyosobowej grupy szwędających się po Europie kolarzy jedzie w podroż z miłą panią, której rower niestraszny. Tyle pomników, pojazdów, symboli, przedmiotów użytku codziennego i artefaktów z czasów realnego socjalizmu, ze aż chce się pojechać śladem tej dwójki. Do tego klimat picia lokalnych browców, jazdy po totalnych bezdrożach, autostopu Kamazem, spania w namiocie, obcowania z autochtonami, widoków o jakich można zapomnieć na zorganizowanych galopujących wycieczkach…  Smacznego! A oto i snurek do rzeczonych wypraw.

Nie wiem tylko czemu ciągnie mnie w stronę bloku wschodniego i Bałkanów…

%d blogerów lubi to: