Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘reset

Kajakiem w marcu po Nidzie bym chciał najbardziej spłynąć / March kayak ride

27 Komentarzy

[English below movie]

Każdy w życiu ma jakieś marzenie, czegoś pragnie, o czymś myśli, coś co lubi, co chciałaby jeszcze raz zobaczyć, usłyszeć. Pani Walentyna Wnuk jest salową od wielu wielu lat – co pani chciałaby najbardziej usłyszeć?

Piosenkę Pana Korkoracza o zdrowiu bym chciała najbardziej usłyszeć.

Spontan wykręcony pewnej przepięknej soboty. Jedna z moich ucieczek z betonu. Czterech samców bez Alfa, który zostać musiał na Melmag. Jak uniknąć tłoku turystycznej „stonki”? Moczyć wiosło w marcu, najlepiej w dzień powszedni :) Kilka dokumentalnych strzałów jeszcze z telefonu (GoPro już jest, czekam na karty SD – znalazłem naprawdę tanio 190 zł za 32 GB 45 MB/s wiodącej firmy karcianej), byłyby ciekawsze ale wolałem się nie skąpać i płynąłem bardzo zachowawczo, miejscami jeszcze śnieg i kra.

/ Spontaneous kayak ride last Saturday. One of my escapes from the concrete blocks. Four fellowes (from four towns), four kayaks, four paddles and just one pleasure. One but great. How to avoid the tourist crowd? Splash your paddle in March, preferably on a weekday. A few documentary shots from waterproof mobile (I got GoPro already, but still waiting for SD cards – I found a really cheap €45 for the 32 GB, 45 MB/s made by leading company). Pictures could be more interesting but I preferred to not have a bath so I sailed very easy, focused on rowing rather than shooting, there was even snow sometimes and floe.

Czarna Nida, Nida, 2012 03 03, Adam, Bartek, Jacek i Piotr.

Reklamy

KOM(bo)POST: Nida kajakiem i pontonem oraz WWA

9 Komentarzy

Z kombopostu wypadła ekspedycja na Jurę jako że chcę ją zilustrować zdjęciami z mojego bułgarskiego alfonsa a gdzieś mi sanki wyjechały od skanera i to jest brakująca tu część 01.

02. Das ist gesund czyli całodniowa Nida kajakiem: Tokarnia – Sobków

Nidę znałem dotychczas od strony lądu, na szczęście wreszcie zgadaliśmy się z Betkiem na spływ kajakami i wraz z niebojącymi się wody dziewczętami dołączyliśmy do Tomka, który z rodzinką i szerszym gronem miał wszystko klepnięte zgodnie z teorią chaosu czyli do końca nie było wiadomo gdzie, skąd i o której płyniemy :) -grunt, że ten spontan nam się udał! Zdjęć nie robiłem ale powiem, że to był jeden z najpiękniejszych dni w 2011 roku. Coś tam pstryknęli Betko i Tomek ale jest to jedna z tych przygód, ktore próżno ubierać w słowa a nawet w zdjęcia, trzeba je przeżyć żeby poczuć relaks, usłyszeć ptaki i świerszcze, pozwolić nieść się nurtowi w randomalnej pozycji i kierunku, przybijać do plaż o palącym piasku i mieć wodę na wyciągnięcie ręki.

Zdjęcia: Agata Łuczak

.

03. Ucieczka od betonu czyli 2-dniowa Nida pontonem: Tokarnia – Motkowice

I tak połknąłem bakcyla, że tydzień później z Artkiem sami zaatakowaliśmy tym razem dwudniowo spływ jego pontonem (co za gramatyka!). Start z Tokarni i od razu kolosalna różnica – kajakiem pływa się beztrosko, łatwo i szybko, na pontonie zaś spływ odbywa się czujnie, „pod parą” i najdłuższą z możliwych dróg (zewnętrzne łuki meandrów to konieczność przy niskim stanie wody), generalnie cały czas trzeba wgapiać się w toń w poszukiwaniu zatopionych pni, konarów, kamieni i innych przeszkód, które mogłyby rozerwać poszycie pompowanej jednostki. Wymagane jest też większe zgranie załogi przy machaniu pagajami ale mimo, że to wszystko brzmi zniechęcająco, to było tak genialnie, że spytany czy płynę znowu odpowiem „jaha!”.

Spaliśmy na położonej opodal lasu dzikiej plaży na wewnętrznym kolanie, pod starą wierzbą, która dała nam czterdziestocentymetrowe śledzie do namiotu i cień o poranku. Mieliśmy ze sobą mnóstwo różnych gadżetów – od krzesiwa począwszy a na sonarze dna skończywszy, wszystkie były zbędne ale mieliśmy się czym bawić :) Wielu miejsc (w tym najpiękniejszej wyspy) nie ma na zdjęciach bo zostały uwiecznione na filmie, ten jednak jest ciężki i wymaga montażu a na to jakoś szkoda mi czasu więc resztę wyobraźcie sobie sami lub SPŁYWAJCIE (Nidą)! heheheh! :)  Mieliśmy szczęście, że na nudnym odcinku za elektrownią (tuż przed Motkowicami) przodem płynął łabędź, którego zniknięcie postawiło nas w stan gotowości – i słusznie, czeka tam mało przyjemna kaskada z betonowym trójębem i jest megakocioł. Było zacnie a dalszy odcinek zapowiada się jeszcze wpytniej, mam nadzieję że zrobimy go w tym roku! Zdjęcia z Artkowego GoPro Hero:

.

04. Ziemia zatoczyła koło czyli WuWuA.

W porwanym trąbą powietrzną stogu siana dwie igły zderzyły się czołowo, takie jest prawdopodobieństwo a nam się przytrafiło! :) No i oddając ster relaksu w dobre ręce trafiłem do Wilanowa gdzie 20 lat temu na wycieczce szkolnej najciekawszą atrakcją był kilkumetrowy mur, z którego skakaliśmy z Pikolem i chłopakami do fosy. Ciekawe jakie rzeczy interesują człowieka w różnych etapach jego życia i co pozostaje w pamięci.

Był też chillout z przyjaciółmi na stołecznym hajdparku, lecz najsamprzód odwiedziliśmy Wisła Park gdzie pośród tysiąca atrakcji bawiących setnie przybyłą gawiedź znalazłem i ja swoje miejsce: ściankę która od jakiegoś czasu fascynuje mnie coraz bardziej. Mając wygodne, rozczłapane buty (pamięta ktoś crazy duck’i chyba pioniera?) postanowiłem zrobić ją boso i nie byłaby to moja pierwsza taka akcja gdyby nie fakt, że ta ścianka była dmuchana – każdy chwyt falował, wibrował, ruszał się i kasował więcej energii ze ścięgien i tym sposobem w 2/3 a może 3/4 ścianki palce wbrew swemu panu rozwarły się i z bolesnym pszytyczkiem w nos mojego ego bezpiecznie zjechałem na dół. Później przeżylem rollercoaster na wielopoziomowym parkingu i wiele miłych chwil i muszę przyznać, że coraz ładniejsza ta Warszawa :)

fot. Krzysiek PL

fot. Monique

Nie no, Silnicę kajakiem to osobno wstawię jednak ;P

.13 radość / hapiness

2 Komentarze

Zdjęcie z automobilnego fotowypadu / Picture from photowandering by a car

13

photo by Betko

Miękki reset / soft restart

leave a comment »

Poranek, G.B., czterokołowiec, balon, aparat, ucieczka z miasta, palec świerzbiący żeby wcisnąć spust, sioła, zadupia i odludzia

/ Morning, G.B., vehicle, baloon, camera, escape from the concrete, finger willing pull the trigger, little villages, wilderness and forgotten places.

Rajd pieszy Blizyn – Zalezianka

5 Komentarzy

To byl chyba pierwszy urlop w Polsce, AD 2007. Poprzedni wieczor skonczyl sie nad ranem polowaniem przy uzyciu dziszoka na przebiegajacego nam droge kota. Rzut niecelny, kot zwial a zegarek przepadl w chaszczach nafaszerowanych potluczonymi tulipanami za pogotowiem. Nie majac od jakiegos czasu mojej cegly odpuscilem dalsze polowanie i jakos udalo sie obrac azymut na statoilowego hotdoga by pozwolic sie przespac zwlokom co-nieco.

Spalem ze cztery godziny az do budzika i przypomnienia w komorasie – jestem umowiony z chlopakami na rajd, minuta osiem i smierdzialem juz w dylizansie „21”. Na dworcu busowym spotkalem Johnego i Niedzwiedzia a Szalas chyba czekal na nas w miescie slynacym dawniej z Polifarbu. W Blizynie, bo o nim mowa, majac wciaz rozrzedzona krew i myslenie, udalem sie „na dwojeczke” do najblizszego budynku ktorym okazal sie bank spoldzielczy. Pani kierownik cokolwiek przerazona jednak uzyczyla mi swego przybytku dobrej nadzieji do zwodowania kackupy a poniewaz ja to i dziekuje i wode spuszcze i ogolnie grzeczny jestem to obylo sie bez zgrzytow.

Ruszylismy. Na wstepie Johny mnie wystraszyl ze jesli mnie utnie osa to on bedzie mi robil tracheotomie gdyz mam smiertelna alergie na osy, pszczoly, baki, trzmiele, szerszenie etc. i po ukaszeniu moge przezyc 30 minut bez pomocy lekarskiej ale jak pani doktor mnie oswiecila – prosze sie nie zdziwic jesli udusi sie pan po zaledwie dziesieciu. Taka wiec tracheotomia przy naprawde szczesliwym zbiegu okolicznosci w srodku lasu, uratuje mi zycie lub przynajmniej przedluzy :)

Opuscilismy zabudowania, minelismy cmentarz i udalismy sie na Poludnie szlakiem, zaraz sprawdze na mapie jakim…  szlag ja trafil, wkazmacrazie, bazujac na wikipedii – zaczelismy zielonym szlakiem Blizyn – Zagnansk, jednak na rozstajach drog pod Szalasem Marcin poszedl do domu a my wbilismy sie na szlak czerwony Diabla Gora – Laczna. Cos mi sie nie widzi ta wikipedia bo ktorys ze szlakow pamietam jako czarny ale nie moge tego zweryfikowac gdyz PTTK Kielce na swej stronie zamiescilo tylko szlaki ktorymi samo sie opiekuje zamiast wszystkich jakie sa w regionie.

Wstyd przyznac ale pierwszy raz zaliczylem Piekielna Brame w rezerwacje Dalejowskim:

zdobywcy swiata

zdobywcy swiata - fot. Szalasowy samowyzwalacz

Szlak to multiopcja: obcujesz z przyroda, resetujesz sie z miejskiego szumu i tempa, uzywasz wiekszej pojemnosci pluc, wedrujesz z przyjaciolmi, rozmawiasz zarowno na tematy malo-wazne jak i egzystencjonalne, gdzies w polowie trzezwiejesz po wypoceniu toksyn (sorry Winetou ale jako dwunoga gorzelnia idziesz ostatni). Pierwszy raz wtedy dalem sie przekonac ze czasem klamstwo jest niezbedne dla higieny psychicznej w zwiazku mezczyzny z kobieta ale przemyslalem to pozniej i odszczekacie to na nastepnym rajdzie kolego M. :)

Po drodze oczywiscie pogawedzilismy sobie z napotykanymi lesniczymi, ktorzy w swej pracy poruszaja sie po lesie m.in. Wiejskim Sprzetem Kaskaderskim ubranym zaledwie w kostke na tylnym kapciu. Oldschoolowa Zemsta Swidnika daje rade w lesie a jak legenda ludowa o wuesce niesie – na jedynce pojedzie nawet w poprzek ziemniaczanego pola. Z czasow gdy sam jezdzilem na takim motorze zostalo w sieci jedno zdjecie (autorstwa A. Ziemkiewicza) bo dzis ta okolica zarosla totalnie. Moze ze wzgledu na to co mam w duszy, trzeba bylo zostac lesnikiem by laczyc przyjemne z pozytecznym? Wracajac do opowiesci podrozniczej mej – natrafilismy jeszcze na jakas grupa rowerzystow a dalej na pechowca, ktory zakopal sie w lesie ciezarowka pelna dluzyc czy jak tam sie zowia sciete drzewa. Z lasu wyszlismy kolo lesniczowki w poblizu wsi Zalezianka i Wystepa, stad aswaltem w strone Belna by w oczekiwaniu na pijana nyske do Kielc przeniesc sie na trwake za sklepem konsumujac pokarm, ktory dal nam Pan. Wlasciwie to nie dal a sprzedal i nie Pan a Pani :>

Zero zdjec bo nie chcialem dzwigac niczego procz muszynianki. Szlak latwy, na jednym odcinku w mlodym lesie bukowym, ciezko znalezc szlak. Za to od skrzyzowania szlakow pod Szalasem szlak w strone Lecznej jest zdecydowanie nudny jako ze biegnie piaszczysta lesna droga, moze w strone Jasiow/Janaszow/Samsonow jest lepiej a moze trzeba sie wbic na Jana w las i przedzierac z kompasem. Zla trasa na rower – duzo galezi a pozniej piachu tak grzazkiego ze nawet na kapciach 2.3″ czlowiek sie wpieni.

Czuwaj! ;)

%d blogerów lubi to: