Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘przepisy

Klub Chrup-chrup

34 Komentarze

Są chwile gdy brulionman brunatny szaleje w kuchni, wtenczas podpisuje się jako bulionman brutalny ;)

Słodko – ostra sałatka na winie (z tego co sie nawinie)

fennel w sałatce

sałatka z fenkułem

Jest to megachrupiąca sałatka, moja pierwsza ściśle jarska, ba, nawet wegetariańska, która wedle poniższych proporcji ucieszy 6 osób a 4 nakarmi na pewno oraz postawi kilka pytań natury lingwistycznej.

 

Składniki:

  • Cztery liście rzymskiej sałaty
  • Trzy jabłuszka niezbyt kwaśne
  • Dwie garście (i jeden słownik żeby sprawdzić czy przypadkiem nie garści) łuskanych nasion słonecznika
  • Garść albo i dwie nerkowców (kto bogatemu zabroni?)
  • Pół poczwórnej bulwy zalatujacego delikatnie anyżem Fenkułu (Fennela, Kopru włoskiego – bulwy, do bulwy nędzy!) patrz obrazek: http://en.wikipedia.org/wiki/Fennel#mediaviewer/File:Fenouil.jpg
  • Pół dużej cebuli
  • Ocet balsamiczny
  • Pół długiego ogórasa (rozmiar większy niz europejski, umyjcie po zmierzeniu)
  • Dobra garść sera zółtego w centymetrową kostkę skrojonego, łagodnego, serowo – mlecznego w smaku
  • Sól i SWIEŻO zmielony pieprz. Uwaga Wyspiarze: CZARNY!
  • Oliwa z oliwek (łyżka)
  • Pół grejfruta (i pół dnia sprawdzania jego poprawnej pisowni), czerwonego jeśli łaska lub cała duża pomarańcza (pomarańcz to kolor nie owoc!)
  • Czubata lub dwie płaskie łyżki stołowe cukru trzcinowego
  • Ocet jabłkowy (łyżka (na to: niemożliwe))
  • Rukoli dwie gar… pół opakowania ;P
  • Musztarda po obiedzie, w zależności: ostra – łyżeczka, pedziowa – łyżka
  • Więcej grzechów nie pamietam

Najsamprzód obieramy cebulę i tniemy ją w żyletkowe plasterki, wrzucamy do małego pojemnika i zalewamy octem balsamicznym i zostawiamy na najbidniej 30 min. Sałatę drzemy w strzępy wg uznania, podobnie kroimy koprowa bulwę usuwajac wprzódy głębia lub głąba, zależnie którego znajdziemy. Ogórka po umyciu (pozostałe produkty nadające się do mycia – również myjemy, to jasne) i obraniu kroimy wzdłuz na 4, kastrujemy (czyli ścinamy część nasienną) i tniemy na półcentymetrowe kawałki. Słonecznik i orzechy wrzucamy na patelaszkę i prażymy podług upodobania i umiejętnosci. Jabłka tniemy na półplasterki, kawałki, jak lubimy a jeśli mamy za dużo czasu – można porwać się nawet na ich obranie, a co!

W DUŻEJ misce lądują: ogórcew, nieodsączana (ale i nie z całym octem) cebula, fenkuł, sałata, jabłko, rukola, ser, ŁADNIE uprażone nerkowce i takiż słonecznik oraz cukier i nieco pieprzu; zapoznajemy ich wzajemnie mieszając nienachalnie.

Podchodzimy do sosu, który po spreparowaniu polewamy bezpośrednio przed konsumpcją na indywidualnej porcji, inaczej słonecznik będzie miał chrupkość pszczelego wosku. Wyciśnięty sok z grapefruita łączymy w bólu (to od angielskiego bowl czyli miska) z oliwą, musztardą, octem jabłkowym, drobno utartym pieprzem i dopiero tu pojawiającą się solą, uzyskanie w miarę jednolitego sosu (bez ok jak w rosole) nie będzie łatwe więc na własnych błędach się opierając polecam użyć słoika w roli szejkera (mamy polską nazwę na shaker? utrzepywacz, mieszacz, mikser…?   bez sensu, ale na pewno nie Trzęsacz, bo to miejscowość gdzie kosciół wpadł do morza).

Cóż, całość dupy nie urywa (chyba że coś mieliście nieswieże, poza oddechem) ale pozwala na fajną zabawę i niezgorzej smakuje. Głównie słonecznik robi tu robotę wespół ze zocciałą cebulką a kontrę ich kojarzącemu sie z płonacym kominkiem aromatowi stawia rukola, neutralne lub lekko wobec nich słodkie jabłko a także przytomny delikatny ser. Udanej zabawy i radości z konsumpcji.

Written by brulionman

8, Luty, 2015 at 4:04 am

chrupanie o 5:55

with one comment

Kilka promieni słonecznych, garść posiekanego koperku i tyleż natki pietruszki, dwie garści (garście?) pokrojonych łodyg selera, ćwierć puszki zielonego groszku, pół ogórcewa wężowego, solidna szczypta czerwonej czubrycy, kilka cieniusieńkich plasterków z imbirowego korzenia, kopiasty widelec majonezu kieleckiego i na oko łyżka stołowa maślanki, świeżo i grubo zmielony pieprz, więcej przypraw nie pamiętam, za wszystkie serdecznie smakuję i proszę cię ojcze o dokładkę i zmycie talerzy – ma się ten talent do pacierzy ;P Zdjęcia nie ma, sonówka jeszcze nie powróciła z serwisu :(

Dzień dobry bardzo czego i Wam życzę! :) I czosnek, był tam siekany ząbek czosnku również :)

Written by brulionman

23, Czerwiec, 2010 at 6:01 am

Ostatni oddech zimy / Last breath of winter

leave a comment »

 

Kotłownia z zoologiem od kuchni / Boiler house with pet shop at its back

plaga bezmózgich kierowców / pest of brainless drivers

Smigus-dyngus w Pruszkowie czyli Zeznania Baraniny

6 Komentarzy

Baranina zeznała, iż podejrzany molestował ją wzrokiem już w sklepie, sliniąc się i lampiąc łakomie, nastepnie doszło do kontaktu fizycznego – obscenicznie dotykał ją na oczach ludzi. Badania potwierdziły, iż podejrzany po przetransportowaniu ofiary do domu wmasowywał w nią gołymi dłońmi oliwę z oliwek, zioła i przyprawy po czym przeszedł do rzeczy…   Ula kiedys blogowała w tym stylu, taki flashback :)

Na Wielkanoc rypnalem sobie barani udziec i postanowilem sie zmierzyc z samodzielnym upieczeniem. Zarzuce tu przepis bo, powiem nieskromnie, wyszlo mi cholernie smaczne miesko!

"Mmmmmmmmmmmmmmmmmmm...."

"Mmmmmmmmmmmmmmmmmmm...."

UDZIEC BARANI W SOSIE MIESNO-CHRZANOWYM

Zgromadzic przeto zawczasu nalezy:

  • barania noge, moze byc mrozona ze sklepu niekoniecznie rzezniczego (np. Aldi/Lidl), w moim przypadku wazyla raptem 1kg gdyz byl to jeno fragment giry
  • 1 duza cebule lub 2 srednie
  • 2 spore marchweki
  • 1 lodyge selera naciowego
  • cala glowke czosnku
  • oliwe z oliwek
  • sol, swiezo zmielony pieprz
  • peczek ziol (tymianek, rozmaryn, szalwia, lisc laurowy – ja dalem 6 calych pedow swiezego oregano, 1 lisc laurowy i garsc suszonych ziol prowansalskich i dobra szczypte estragonu)
  • ocet winny i/lub sos worcestershire
  • NA SOS: niepozalowana lyzka ostrego chrzanu, plaska lyzeczka maki, pol litra bulionu – moze byc  z kostki

Przygotowac potrzeba co potrzeba:

dzien wczesniej: rozmrozic w wodzie o temp. pokojowej (nie w mikrofali). odlac wode, natrzec nozke lubieznie octem winnym (i opcjonalnie worcesterem), nalezy pomoc nodze wchlonac sporo octu, teraz bez podszczypywania smarujemy udo oliwa pamietajac o ulubionych zakamarkach. Polowe ziol siekamy drobno, mieszamy z pieprzem i sola i wcieramy bez zazenowania w blyszczaca od oliwy noge. Tak przygotowana nune pakujemy w worek foliowy i wsadzamy na noc do lodowki.

dnia nastepnego wyciagamy noge z lodowki, nastawiamy piekarnik na 240’C (jesli mozliwe to pieczenie z gory i dolu, bez nadmuchu) i bierzmey sie do dziela. NIEOBRANE warzywa kroimy w dowolny sposob (i tak zrobimy z nich pozniej miazge lecz nie nalezy ich siekac drobno), czosnek w skorupkach jedynie rozdzielamy na zabki i ukladamy z cebuli, selera, marchwek i czosnku oraz pozostalej polowy ziol wyrko dla naszej nozki, czynimy to na srodku naczynia zaroodpornego, polewamy nieco oliwa i mieszamy by otulila nasze warzywka. Formujemy gniazdko i zapraszamy tam baranine kropiac z lekka wierzch oliwa.

Apage Satanas, do pieca!

Wkladamy nasze dzielo (bez zadnego przykrycia) do piekarnika (jesli piecze on tez od gory to wybieramy najnizsza polke by nie przyjarac wierzchu) i od razu zmniejszamy temperature do 200’C. Pieczenie trwa poltorej godziny, w polowie czasu nalezy obrocic udziec do gory kolami a jesli nasz piecyk znany jest z nierownomiernego pieczenia to filujemy i obracamy przod/tyl jesli konieczne. Podczas fikolka ktory ma sie odbyc po 45 minutach sprawdzamy warzywa – jesli grozi im przypalenie – wlewamy szklanke wody. Po czasie regulaminowego meczu futbolowego baranina jest gotowa na spotkanie z nami wiec wyjmujemy naczynie, udo przekladamy na duzy talerz, okrywamy folia aluminiowa i przykrywamy recznikiem zeby bidulka sie nie wyziebila ani nie odwodnila.

S.O.S.

Nasze naczynie przechylamy lekko nad zlewem odlewajac lyzka prawie caly tluszcz. Naczynie z zawartoscia stawiamy na palniku, sredni ogien/moc, lyzeczke maki rozrabiamy w 1/4 szklaki wody i wlewamy do naczynia, mieszajac z warzywami oraz dobroczynnymi sokami jakie popuscila noga w trakcie naszej goracej zabawy. Bierzemy tluczek do ziemniakow lub przedwojenny widelec i ugniatamy to na miazge. Dodajemy goracy bulion i kontynuujemy ugniatanie. Czas na sito ktore umiejscawiamy nad miska lub glebokim talerzem, wlewamy tam zawartosc z naczynia i katujemy przez moment lyzka lub palka do ciasta az sie co-nieco przetrze. Powinna wyjsc mazista ciecz piekielnie aromatyczna z warstewka tluszczu na gorze. Jesli chcemy zagescic sos nalezy odparowac nieco mieszkajac na wolnym ogniu. Jesli konsystencja juz sie do nas usmiecha to pakujemy wez chrzan i mieszamy uznajac po sekundach siedemnastu iz jest gotowe.

Aby zaserwowac jak Martina Navratilowa:

CHYTAMY (tam nie ma „w”) reka mniej sprawna manualnie (np. mankuty niechaj CHYCO prawo reko) za kosc ktora obnazyla sie w udzcu a druga gorna konczyna odkrawamy sluszny plaster miesa a gdysmy doszli do kosci to JADZIEM JO NAOPKOLO. Plaster ow, by samotny nie byl, kwaterujemy na talerzu docelowym tuz przy odpowiedniej ilosci sosu ktorysmy wczesniej wykonali. Smacznego.

Ciekawostka (UWAGA, OBRZYDLIWE!!!)
PS. Mam taka schize ze nienawidze zylek, przerostow, chrzastek i innych bialo-przezroczystych przeszkadzajek, ktore wystepuja w miesach, jezyk wyczuwa a zoladek od razu robi cala wstecz. Skusilem sie na wyglad soczystego plastra baraniny i co? Czary-mary! Nie pojechalem do Rygi! Pysznosci, gaddemyt, co za miesiwo – soczyste, delikatne o niepowtarzalnym smaku baraniny tak dobrej ze nie moge skonczyc pisac tych przechwalek!

Dodano: Zanik odruchu wystepuje wylacznie bezposrednio po upieczeniu, pozniejsze proby konsumpcji bez „sekcji zwlok” wywoluja podwyzszony stan gotowosci wsrod pawi :( Znaczy upiecz i zjedz od razu.

Motylem bylem i nie utylem / just a quick butterfly

leave a comment »

Ciepla szama w kwardans – grubo uciety stek z chudej cielecinki. Stek nacina sie na pol z grubosci jakby chcac zrobic z niego dwa ciensze lecz zostawia sie nieprzeciety fragment z jednej strony by mozna bylo otworzyc go niczym ksiazke co daje symetryczny ksztalt o nieregularnej linii brzegowej a poniewaz miesko to ma kolor rozowo-czerowny wiec dla prewencji przedinnymi skojarzeniami nazwano je motylkiem :)

W wielki skrocie: mieso smazymy, grilujemy pieczarki, przyprazamy ciabate (w tosterze lub na patelaszce), kazdy smazy jak lubi stad tylko szkic a nie przepis, chce jednak wspomniec iz ZAPACH cieleciny smazonej na wsciekle goracej patelni na oliwie i posiekanym rozmarynie to cos niesamowitego. Podawac z ostra musztarda, mozliwie kwaskowa np. dijonska, kropiac cytryna i posypujac wybrana przez siebie „trawa”. Tu efekt koncowy, slinka mi ciekla wiec zdjecie jest jakie jest:

motylek / butterfly

motylek / butterfly

Szczesliwego Nowego Rapu!

leave a comment »

Bo ostatni rock nie byl zbyt szczesliwy a obecnie nie jest wcale nowy. Rap z reszta obnizyl poziom i z malymi wyjatkami ryje w zamulonym dnie – starczy posluchac Busta Rhymesa nagrywajacego ze stadem jeczacych talibow lub wiekszosci panow w futrach, roleksach i wynajetych dupach w rekfleksach okularow, ktorych nie zalozylby zaden hetero. Muzycznie syf w kraju i zagramanica ale co tam, ja zlapalem dystans i odpoczywalem juz od przedwigilii (w ktora pojechalem rowerem nad morze by o wschodzie slonca rozpoczac nowa, swiecka tradycje.

Be-Gie-eS zrobil pierwszy w zyciu bee gees pod Ulcyne dyktando, ale jako ze na swiecie jest prawie 40 mln (czyli czterysta miliarodow na stare) przepisow na polski bigos to sie okazalo, ze nasze smaki roznia sie zasadniczo. Zlamalem zasady dajac 1kg swinki + 1,2kg krowki + szescdziesieciocentymetrowe „organki” cielece kontra zaledwie 2kg kwaszonej kapusty bo sie w garze wiecej nie zmiescilo, jednak efektem nie bylem zachwycony. Szczesciem Krycha_Marycha przyslala mi niespodziewanie dwa sloiki bigos-amigos w stylu mego domu rodzinnego. Taki p. Bigosinski obfituje w grzyby, suszone sliwki, jalowiec, przesiakniety jest nadto wywarem powstalym wskutek obgotowywania wen boczku i kielbas. Aha – i jest KWASNY :))

Rzec by mozna iz sama wigilijna wieczerza minela tradycyjnie, bo bez miesa, gdyby nie zdobiacy srodek stolu czerwoniutki rak o delikutasnym miesie ugotowany przez Carlosa de Coulette, ktory zaszalal w te swieta szykujac ponadto danie „lorneta i meduza” (czyli seta i galareta) tudziez pieczony barani udziec, ktory spozylismy w dzien Swietego Szczepana, makłowicząc sobie beztrosko na ujeciu wody w Gorach Wicklow. Pierwszy to rok w ktorym dane mi bylo umiarkowanie w jedzeniu i piciu. I bym zapomnial co Aga rzekla – idzie ulica dwoch jegomosci w strojach wieczorowych, po czym poznac ze jeden jest z samoobrony? …po fraku wpuszczonym w spodnie. Dziekuje, pozamiatane, i tak minely Swieta. Slyszalem tez wersje, mowiaca iz ow pan byl z Bialegostoku lecz jej nie napisze wolac narazic sie baranom ze szlabanem u szyji nizli mieszkancom najzimniejszej czesci Polski.

Pozniej, niejako rozpedem, kontynuowalismy swietowanie z Trojgiem Szalasow by ostatniego dnia roku minionego przeniesc baletowanie do Wexford, skad wczoraj raczylismy wrocic konczac wczasy i rozpoczynajac noworoczne poszukiwania pracy. Bylem u Marcinow juz wielokrotnie ale tym razem pozwiedzalismy siola pierwszych Wikingow, wczesnych Chrzescijan, wypocilismy tosyny sylwestrowe w roznych jakuzzi, saunach oraz silowniach, obejrzelismy tuzin filmow (w tym czwarta juz pulapke ze szkla) i jeszcze udalo nam sie pojechac rowerami na wschod slonca po drugiej stronie rzeki Slaney przez najdluzszy most w Krainie Rudych Psow. Z lenistwa zabralem ze soba jeno sprzet o standardzie cekaefowego „warzywniaka” wiec po wywolaniu moze byc wesolo :)

Aha, katem okna ale jednak widzialem fragmenty sylwestrowych zabaw pod golym niebem organizowanych przez polsat i tvp, no coz, cala te zenade mozna opisac tylko tak: bylo przasnie! Utrzymujaca sie z wymuszen abonamentowych stacja odgrzala swe POP-kotlety a polsat powrocil do korzeni wypuszczajac na scene rodzimy bojsbent diskopololajf. Byc moze uleglem zanietrzezwieniu ale zdaje sie ze skaczac po kanalach na obu trafilem na calkiem niezle trzymajace sie po ekshumacji laski z Abby (barowe haslo: no coz ze ze Szwecji, odzew: moja mama ma malamuta), znaczy sie: jest w Kraju Rat przynajmniej jeden sprawny smiglowiec :) Rozwinieciu ulegla takze mantra wienczaca pigulkowe reklamy i brzmi obecnie: „Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu„. Na tym koncze zapadajac na kolejny rok w bloga nieswiadomosc telewizyjna bojkotujac to medium z korzyscia dla zdrowia tak psychicznego jak i fizycznego. Abonament – Ament.

Pasztet nie-zajeczy

leave a comment »

Plusy: jest to szybki (bo na zimno), fajny (bo sie miesza „tymi rencami i tymi palcyma„) i wydajny przepis (calosc zajmuje okragly stolik o srednicy poltora metra).
Minusy: wymaga starannego wybrania osci ale w przypadku makreli nie jest to szczegolnie trudne.

Skladniki dla 5 osob:

  • dwie duze wedzone makrele (ok 500g ryby w sumie; mowa o polskich wedzonych makrelach lub takich, ktorych konsystencja jest blizsza maslu niz wedzonemu kurczakowi),
  • 2 srednie cebule,
  • 2 duze cytryny,
  • 200g bialego serka typu Philadelphia/Almette (Lidlowe o odpowiedniki tez sprawdzaja sie w 100%),
  • 2 stolowe lyzki chrzanu (jesli jest bardzo ostry – do 2 lyzek chrzanu dodac jeszcze lyzke stolowa smietany ale np. pedziowy Polonaise tego nie wymaga),
  • sol i swiezo zmielony pieprz,
  • bulka wroclawska lub gotowe sucharki „pietki” lub kilka bulek typu „ciabata”,
  • dwie garscie kielkow rzeczuchy lub tylez samo lisci mleczopodobnych ktore zagramanica zwia sie „rocket” a w Polandzie ponoc rukiew jakas tam.

Atakujemy ryby pozbawiajac je skory i osci, uzyskane mieso dzielimy palcami na kesy wielkosci czosnkowego zeba (co pozwala wychwycic ewentualne pozostale osci) i wrzucamy do miski, w ktorej pozniej bedziemy mieszac pasztet. Do miski scieramy cebule na drobnych oczkach tarki. Na tych samych oczkach scieramy skorke z jednej z cytryn. W misce laduje nastepnie nasz pulchny serek i chrzan (i ew. smietana). Dodajemy szczypte soli i pieprzu i przez reke wyciskamy sok z otarkowanej cytryny nie dodajac miaszu. Teraz mieszamy az stwierdzimy ze konsystencja masy jest niemal jednolita.

Wybrane pieczywo kroimy w kromki i podpiekamy lekko uzywajac tostera, grilla lub piekarnika. Smarujemy a wlasciwie nakladamy obficie pasztet na grzanki posypujac wierzch rzezucha lub zsiekanymi liscmi „rocket’a”. Druga z cytryn kroimy w „osemki” i podejmy na osobnym talerzyku do skropienia grzanek przez gosci bezposrednio przed zjedzeniem.
Wliczajac usuniecie osci zajelo mi to okolo 30 minut, dobre danie imprezowe a ze wzgledu na postny charakter – pasujace rowniez na stol wigilijny.
PS. Nie wiem jak to dziala ale po zwyklym umyciu rak nie ma sladu zapachu ani cebuli ani kolezanek ;P

Na podstawie powiesci jam ci jest Oliwer

%d blogerów lubi to: