Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘pogoda

Meskie stopy i dlonie

leave a comment »

tuba na dzis: Meskie stopy i dlonie, w kontekscie szalejacej ostatnio ospy wietrznej szokujacy material o czlowieku-drzewie.

Dzis dzien szczesciem napelniony – transfer sie udal, zdazylem po chleb do Nogi, kielbase schabowa i mleko prosto od krowy (poltora litra stoi az sie zsiadzie), najbardziej zdeorganizowany plener przyniosl wiele radosci – z zapowiadanego od 8 do 19 deszczu padalo w sumie 30 min, poznalismy historie jedrzejowskiej waskiejtirowki np. jak sie odsniezalo przejazdy przez pola albo skad sie bralo swiatlo w parowozie i do czego sluzyl piasek, spalilismy niemca i weszlismy na zdjecia do skladu starych ciezarowek i sprzetu budowlanego gdzie Max po zlamaniu zasad BHP musial udobruchac wlasciciela legitymacja :) plywalismy z Mackiem lodka po zalewie na Szydlowku, widzialem miejsce smierci i narodzin Bielazow i zabralem Betkowi film bo wywoluje go juz drugi miesiac gdyz jest to C41 a nie reczna zupa :P a Tompak zlapal dzis swoja wersje stacji paliw.

ZZIB: wycieczka w Dzien Dziecka – cmentarz zolnierzy radzieckich na Sw. Krzyzu

cmentarz zolniezy radzieckich z II WS / cemetery of russian soldiers killed in WWII

czerwona gwiazdy na grobach / red star on each grave - russian soldiers cemetery in Sw. Krzyz, Poland

Wschod slonca / sunrise

4 Komentarze

Dzis bylo spontan wyjscie na zdjecia o swicie by podgladac jak miasto sie budzi, 4 rano spotkanie i pierwsze deszczu krople. 10 minut pozniej Rzeka Ogrodowa przeplynelismy nad Rzeka Silnica do Rzeki Zytniej, stamtad pod prad Rzeka Grunwaldzka. U zbiegu rzek Jagiellonskiej i brunatnych wod Karczowkowskiej mielismy, przy prednosci 21 wezlow, pioropusze wody ponad dach. Normalnie husaria. Rzeka Pakosz okazala sie zbyt gleboka dla naszej amfibii, wrocilismy wiec do centrum gdzie Ulson nekal zmoknietych przechodniow srednim formatem a my z Mackiem brodzilismy po Plantach. Tak szybkie wstawienie zdjec mozliwe bylo dzieki Mackowi, ktory poratowal mnie cyfra gdy skonczyl mi sie film.

/

I went this morning (4 AM) with friends to have some photo – roaming in the city centre, to catch yawning urban atmosphere in oldest areas. Due to weather anomalias this summer, instead of nice sunrise we reached cloud-burst which brought 50cm deep water floods on streets. There’s few shots of Silnica River, main drain of Kielce.

Kielce-Wykus-Oswiecim VI 2009

9 Komentarzy

Prolog: Wykus

We wtorek, szesnastego czerwca, pojechalismy z Ula i Kowalusem na Wykus. Busem do Siekierna, stamtad na Wykus drepcydesem, z powrotem tez az do Lesnej Starej Wsi. Pogoda byla srednia a chwilami lalo bardzo mocno ale i tak jestem kontent. Mozliwe ze w weekend ktos pamietal ale w sama 65 rocznice smierci „Ponurego” bylismy tam jedynymi goscmi. Kowal podzielil sie swa wiedza historyczna i legendami o lesnych zolnierzach z Gor Swietokrzyskich.

Wykus, Poland

Wykus, Poland

Kierunek: Oswiecim

Przypomne, planowalismy przejsc pieszo 173km wchodzac do Oswiecimia najpozniej 22 czerwca, niosac caly swoj bagaz na plecach i spiac gdziekolwiek pod namiotem. Z Wykusu wrocilismy po poludniu, przepakowalismy sie w duze oldschoolowe plecaki i chcac nadrobic kilka godzin obsuwy podreptalismy na pijana nyske, jednak ta byla doladowana ludzmi w opor ze ani my ani plecaki by juz nie weszly. Swoja droga to naprawde trzeba byc sprawnym fizycznie by tym busem jezdzic gdy do 19-osobwego busa miesci sie ze 40 osob… Autobus 31 jest slaba alternatywa gdyz po kursie o godz 17 nastepny jest za 6 godzin… Ruszylismy wiec z buta ale Lukasz sobie tylko znanymi metodami zalatwil, iz Edek podrzucila nas zlomonezem nad zalew w Bolminie. Doszlismy do starej miejscowki na zakolu Bialej Nidy i tu rozbilismy namiot. Tego dnia w calym wojewodztwie byly ulewy wiec odpuscilismy sobie ognisko, posiedzielismy troche czekajac na Czajnika ktory mial „bycmoze” przyjechac z browcem lecz okazalo sie ze bardziej „moze” niz „byc” ;> Podumalismy o wolnosci jaka cieszyli sie chlopi w czasach gdy nie bylo pradu i zasnalismy.

Noc byla zimna, spiewal nam technoptak i czasem paw z pobliskiej hodowli. Po porannej higienie w rzece (ja wybralem opcje dla mieczakow czyli umycie sie nawilzanymi chusteczkami) udalismy sie poboczem drogi 762 Kielce – Malogoszcz co chwila uciekajac prawie do rowu przed jadacymi samochodami. Oczywiscie zachowalismy bhp – jaskrawopomaranczowa kamizelka wokol uda i migajace swiatelko rowerowe na plecaku. Mimo to nie jest milo na uczeszczanych drogach.

Zawsze fascynowaly mnie muralesy, graffiti i inne plastyczne dzialania zdobnicze, ktore czlowiek zostawia po sobie wiec utrwalilem mozaiki na fasadzie mijanego osrodka wczasowego.

mozaiki pierwsza i druga

dwie mozaiki / mosaic on the wall near Bolmin, Poland

Przekroczylismy rzeke Wierna w Bochencu i zrobilismy pierwszy tego dnia postoj pod sklepem ozdobionym od kuchni mozaika, jakas moda lokalna na mozaikowanie widocznie…

mozaika w Bochencu / mosaic on the wall in Bocheniec, Poland

mozaika w Bochencu / mosaic on the wall in Bocheniec, Poland

Odbilismy na Polnoc i gdy skonczyl sie asfalt dotarlismy do cmentarza polowego (bodaj jeszcze z I wojny swiatowej) u stop pomnika przyrody miedzy Bochencem a Karsznicami.

cmentarz polowy / WWI cemetery

cmentarz polowy / WWI cemetery under old oak (monument of nature)

Mija sie tam krajobrazy jak z tapet majkroszitu, na polach siedemset odcieni zieleni, na lakach 1524346612365 kwiatow maku, podkrecone nasycenie (tak mniej wiecej rejestruje to oko na zywo) i odlot.

maki

maki / poppies in County Swietokrzyskie, Poland

Doszlismy do Rembieszyc – zabytkowy kosciol i niewiele mlodszy od niego sklep spozywczy ;> Postoj drugi: pol chleba z serkiem topionym, pusznosci! Zdjecie wyglada jak wyglada bo celowo nie czyscilem negatywu z kurzu, dodaje klimatu.

Rembieszyce, Poland

Rembieszyce, Poland

Stamtad w strone Lipnicy gdzie czekala nas meczaca podroz poboczem szosy Malogosz – Jedrzejow. Marszczy sie kakao gdy po raz pierwszy dostajesz wielkiego niewidzialnego liscia z powietrza tloczonego tepym ryjem TIRa, ktory mija cie o metr z predkoscia 90km/h lub CIUT wiecej…

Przy trasie lezy podworko na ktorym szkoli sie nadzieja polskiej koszykowki – trening odbywa sie w warunkach ekstremalnych bowiem tablica jest zawieszona 30m od obreczy (na scianie stodoly) co wymusza perfekcje rzutow :D

zeby dobrym byc trzeba cwiczyc

zeby dobrym byc trzeba cwiczyc / basketball in oldschool way

Minelismy Biala Nide i po polgodzinnym postoju w poblizu nadajnika GSM uderzylismy dalej by po paru km uciec w prawo do lasu. Na tym terenie trwala akurat „scinka i zrywka drzew”. Od obejrzenia Siekierezady chcialem doswiadczyc osobiscie tego i stalo sie – po raz pierwszy raz widzialem jak na zywo scina i powala sie drzewo. Zawodzenie pily po czym swist i loskot uderzajacego o ziemie drzewa stanowia piekny pogrzebowy marsz dla kazdej z sosen. Pan w kasku nie byl zachwycny nasza obecnoscia a z czlowiekiem trzymajacym wlaczona pile lancuchowa slabo sie dyskutuje :> Mijalismy szkolki lesne az nadszedl kolejny przystanek, tym razem spedzilem go opychajac sie pieknymi, wielkimi, slodkimi jagodami a dzieki witaminie B1 komarzyce mnie nie zechlaly.

jagodziany las / blueberries in forrest

jagodziany las / blueberries in forest

Gdy las sie skonczyl, minelismy wielkie stawy hodowlane i doszlismy do Chorzewy. Tu dogonila nas rzeczywistosc: dwadziescia pare kilo w niewygodnych plecakach polaczone z prawie 30km dystansem codziennym to za wiele na nasza obecna kondycje, zdecydowalismy ze nastepnego dnia wracamy do Kielc bo wedrowka przestala byc przyjemna a stala sie wrecz katorznicza. Kupilismy habanine, musztarde delikatesowa (nie wiem co z nia Spolem zrobil ale to nie ta sama musztarda co kiedys), napoje i ruszylismy na pobliskie wzniesienie w celu rozbicia ostatniego biwaku. Alkoholu nie bylo i rozwazana byla opcja odkupienia z czyichs zbiorow prywatnych bo „jak sa 3 satelitki na domu to i barek pusty nie stoi” ale nic z tego nie wyszlo.

miejsce noclegu / a camp

miejsce noclegu / a camp

30 m od nas byl suchy jak pieprz akacjowy las, zas 10 m od namiotu byl jar wykopany przez amatorow darmowego piasku, tam ulokowalismy nasz skromny ogien by nie wabic miejscowych Zbyszkow.

ogniseczko / a camp fire

ogniseczko / a camp fire

Niewielkie ognisko, duzo kielbachy, sledzenie samolotow i wreszcie kimeneiro. Rano prysznic z resztek wody ktora nabralismy przy sklepie w puste butelki i leniwie ruszylismy w strone Przaslawia k/ Jedrzejowa. Stopy chcialy odmowic posluszenstwa ale doszlismy jako ze nawet szambowoz nie chcial nas podrzucic. I to jest dyskryminacja plci meskiej ;P Dotarlszy do trasy Jedrzejow – Kato zlapalismy busa i z przesiadka na klimatycznym dworcu w Jedrzejowie dotarlismy na Zytnia.

Epilog: bede chcial podjac probe pokonania tej trasy jakos, mozliwe ze rowerem, mozliwe ze nie z 7 zmianami bielizny i koszulek, mozliwe ze w calkowicie innych butach, mozliwe ze sie uda. Na wypad wzialem 4 filmy, z ktorych 2 zostawilem na oboz zaglady a pozostale 2 mialy starczyc na 8 dni marszruty wiec zdjecia robilem z pewna taka niesmialoscia nie wiedzac jakie atrakcje czekaja nas na szlaku przedwczesnie zakoonczonej fotopielgrzymki.

o dwoch takich co spuchli

o dwoch takich co spuchli / exhausted

Gratulacje dla Kaczego ktory zostal szczesliwym tatka Natalii oraz najlepsze zyczenia dla mej przylatanej warszawskiej Siostry (ktorej nigdy nie spotkalem) z okazji 30 urodzin.

Mozliwe iz niepowodzenie wyprawy bylo objawione mi we snie lecz nie umiejac ich odczytywac zignorowalem przepowiednie: otoz mialem wynajac sluge, ktory poklonilby sie pieknie Krolowej Brytyjskiej. W role te mial sie wcielic Artur Zmijewski lecz zazadal 60 000 $ wobec czego znalazlem znacznie tanszego (51 000 $ ) i nie ustepujacego panu Zmijewskiemu gra aktorska szympansa lecz okazal sie on byc rozbisurmaniona malpa ktora w trakcie uroczystosci probowala otruc Krolowa zmuszajac mnie do uzycia przymusu bezposredniego i podania zasstrzyku uspokajajacego, ktory jednak go zabil gdyz byl przygtowany dla ludzi a nie zwierzat. Pozniej zdarzenia potoczyly sie szybko i musialem uciekac przed anarchistami z Green Peace. Chyba zainwestuje w sennik. Pardon, w siennik (zeby sie lepiej wyspac) ;P

PS. Doba rzecza jest nagrywanie komentarzy w trakcie drogi na jakis nosnik mp3  :)

Autor czasowo niedostepny

3 Komentarze

Czwartek wstrzelil sie pod katem fotograficznym jako dzien udany, powstaje nowy fotoprojekt, ktory bedziemy drazyc z Mackiem. Wlasnie leci 562 audycja na wefunku, skanuja sie negatywy z procesji BC 2009 Katedra – Sw. Wojciech (za rok moze uda sie pojechac do Zimnej Wodki) bo pogoda iscie irlandzka; jakby ktos nie wiedzial – jest to pogoda jakby ktos zdeptal milion pajakow, taka podczas ktorej az chce sie powiesic ;)

Pisalem to przedwczoraj, dzis deszczu nie ma poki co, goraczka trwa przed jutrzejsza marszruta do Oswiecimia a wczoraj superciezki polski film z Kazikiem, bedacy dla mnie krzyzowka Symetrii ze Zlym porucznikiem a jedyne co moge zarzucic to strasznie kiepski tytul – „Rozdroze cafe”. Winnismy dotrzec do obozu zaglady ok 23 czerwca a wiec czeka nas tydzien bez netu i z komorka ograniczona stanem baterii. Znikam sie szykowac.

Dworzec im. Przemyslawa Łokietka, Gosiewo

2 Komentarze

CKF w PKP, podroz druga (czyli ostatnia) – plener Wloszczowa.

Bylo to w krainie Polan i Wislan, za panowania Lecha (nie tego od Czecha i Rusa ani tez nie Walesy), gdy wielkorzadca Syrii byl Baszar al-Assad. Zgodnie z przepowienia Starego Tarpana z Nysy, mowiaca iz grupa smialkow z czarnymi skrzynkami kradnacymi dusze, wyruszy w droge gdy 5 Osemek sie spotka – spotkalismy sie na berzie w Kielcach 8.08.08 o 8.08. Mimo godzin porannych slupek rteci zdazyl minac juz trzy dychy. Kiedys – spontan zdzwonka i bohema jechala w swiat na zdjecia, dzis trzeba bylo pozalatwiac opiekunki do dzieckow ale w koncu sie udalo i w rolach glownych wystapili: Róża Wysocka, Urszula Wysocka, Artur Dziwirek, Paweł Paduch, Paweł Wójcik i jo. Pozostal jeden problem: dokad? Pekin byl zapchany wlasnie rozpoczynajaca sie haniebna olimpiada, Nowy Jork rownie mocno kuszacy jak Wladywostok a i Lizbona miala swych fanow, jednak po zweryfikowaniu naszych pomyslow iloczynem czasu oczekiwania na pociag przez kwadrat ceny biletu postanowilismy pojechac do, no wlasnie, do Wloszczowy czy do Wloszczowej? Oto sciagawka – prawidlowa (mam nadzieje) odmiana przez przypadki tego karkolomnego wyrazu:

M. Włoszczowa
D. Włoszczowy
C. Włoszczowie
B. Włoszczowę
N. Włoszczową
Ms. Włoszczowie
W. O, Włoszczowo!

(Jezykoznawcy podpowiadaja, ze mozna stosowac nazwe „Gosiewo” jako synonim usianej zasadzkami W.)

Ten sam western nas wiozl co kilka dni wczesniej do Koniecpola ino trza belo „wziąść i wysiąść” o trzy strachy na wroble wczesniej.

wsiasc do pociagu bylejakiego

wsiasc do pociagu bylejakiego - osobowy western PKP

Snopki siana... Jedzą krowy... Chałupy przykryte okapem. O! Pies na uwięzi... O! Koń... Krowa, kura, kaczka... Kura, kaczka, drób... O! Jest! Widzę! Droga... Chyba na Ostrołękę.

" (...) Snopki siana... Jedzą krowy... Chałupy przykryte okapem. O! Pies na uwięzi... O! Koń... Krowa, kura, kaczka... Kura, kaczka, drób... O! Jest! Widzę! Droga... Chyba na Ostrołękę. (...)"

na dworcu we Wloszczowie

Stacja w Biletowie, peron B, przystanek Jezus

Powital nas dworzec pamietajacy Franciszka Jozefa i tu sie dowiedzielismy, iz dobrobyt Wloszczowian zasadza sie na komunikacji pod-miejskiej. Aby ta ostatnia przynosila sowite zyski jej wezly komunikacyjne rozrzucono mozliwie najdalej od siebie: w samej Wloszczowie jest tylko dworzec PKS a zarowno dworzec intercity im. Przemyslawa Gosiewskiego jak i cywilny dworzec PKP oddalone sa po pare kilometrow od centrum, zeby bylo weselej – w przeciwnych kierunkach. W efekcie istnieje stala linia pekaesu ktora przewozi pasazerow 11 kilometrow (tak wydrukowano na bilecie) z PKP na intersiti :) I co, kto ma bezrobocie ponizej sredniej krajowej? Mozna? Mozna? Nnno! ;)

Gdy zaspany autosan dowiozl nas do celu myslelismy ze to pomylka ale wyganiaja to wysiedlim. Jedno co trzeba powiedziec o tym dworcu to ze ma   P_R_Z_E_S_T_R_Z_E_N_! Jest parking, „dworzec” i peron. Za dworzec robi tu odmalowany budynek administracyjny pekapu z przytulna poczekalnia w lamperii i terakocie.  Ale byc na dworcu i nie wyjsc na peron to grzech ciezki wiec poszlismy. Chyba 4 tory ale tylko jeden peron, za to dlugi jak pas startowy. I rownie pusty, nie liczac wiaty przystankowej dla 6 (slownie: szesciu) pasazerow. Stalismy oszolomieni rozmachem peronu z widokiem na szczere pole i zagajnik az tu nagle swist, nagle gwizd – teżewe przemknelo jak blyskawica, bankowo zasuwal powyzej 400 km/h! I jak jechal tak przejechal. Bo sie okazuje ze we Wloszczowie zatrzymuja sie moze 3 pociagi dziennie, dosc powiedziec ze tej stacji nie ma na mapie intercity – tak jest, pan placi, pani placi, spoleczenstwo

Peron szerooooooki ktorego okiem nawet sokolim nie zmierzysz

Peron szerooooooki ktorego okiem nawet sokolim nie zmierzysz

Opuscilismy stacye koleyi zelazney i wniknelismy we wloszczowskie blokowisko – 4 trzypietrowe bloki :) jednak slabnac z kazdym krokiem znalezlismy posrod domostw lokalny spozywczak w wersji de luxe czyli z furtka na haczyk i parkanem „wstep wzbroniony”, za ktorym przy stolikach na prywatnej czesci posesji, a wiec bedac goscmi gospodarza, mozna legalnie spozyc zakupione ciecze spozywcze o dowolnym woltazu. W tak pieknych okolicznosciach przyrody skonsumowalismy plyny orzezwiajace plus dokupiony prowiant a kolega (dla bezpieczenstwa domowego jego nie wspomne ktory) zapoznawszy ekspedientke jal ja oswajac z widmem kariery modelki, ktora czeka na nia w krainie aktu. Z zazdrosci tak pisze gdyz owa zena za pultem miala gora ze dwadziescia wiosen i okazala sie byc Miss Czegostam. A ze panny od fotografow nie stronia to i wizytowke ladna przyjela.

Pijac ciekly bursztyn za przysklepowym parkanem spytalem stalych bywalcow owego lokalu, co mysla o czlowieku ktory im TEN dworzec podarowal a oni na to ze kochaja go! A za co? – bo dawniej to sie do stolycy jechalo szesc godzin a teraz poltorej. Nie pytalem czy korzystali albo co mysla o cenie biletu. Dalej drepcydesem udalismy sie do centrum, po drodze zahaczajac o terminal autobusowy PKS Wloszczowa.

Wloszczowa na fotografiach. PRL klimat.

Wloszczowa na fotografiach. klimat PRL

prosze bilet do kontroli panie pasażerze)

Siednij i poszczekaj sobie strudzony PASAŻERZE (czy ktokolwiek to odmienia? np.: prosze bilet do kontroli panie pasażerze?)

Dalej bylo zdjeciowanie polaczone ze zwiedzaniem (z akcentem na to drugie. ” na drugie? ja na drugie mam Zdzichu a pan ma schabowy i ziemniaki z surowka„) tudziez obiadowaniem i powedrowalismy na przystanek, z ktorego widok byl proszejaciebieniebylejaki:

Matka Boska Wloszczowska

Matka Boska Wloszczowska

To nie byla prowokacja, po prostu klozetbabcia przystroila bezmyslnie sracz publiczny obrazem spodziewajac sie tego co gdy idzie to spiewa a gdy stoi to smierdzi – czyli pielgrzymki. W sklepie firmowym lokalnej mleczarni kupilismy pyszne polskie zolte sery a po zdrodze kilka schlodzonych granatow do pociagu i skierowalismy sie na wloszczowska berze.  Przytrzymalismy sie nazwy stacji by pociag, ktory mknie jak burza przez deszcz nie wessal nas w turbulencyje jakowes. W drodze powrotnej wspomniany wczesniej (a pragnacy pozostac anonimowym) kolega przekonal kolejna dobrze zapowiadajaca sie Dode do sesji fotograficznej w pociagu skutkiem czego wyladowalismy wszyscy pod parasolami na Sienkiewce. I zyli dlugo i szczesliwie.

sekcja imprezowa "ladne halo"

sekcja imprezowa "ladne halo" czyli Ulka i Luska

sekcja dydatkyczna

sekcja dydaktyczna: Pawlowie

PS. Plenery w Koniecpolu i Wloszczowie byly zabojczo podobne wiec pewne fakty ominalem nie bedac pewnym gdzie je przypisac. A i tak rozpisalem sie jak emerytowana polonistka. P. Zawierucha bylaby ze mnie dumna :)

PS2. Ł.Geniusz Zapobiegliwy wysnulby z tego pleneru wniosek nastepujacy: fajnie pojechac do losowo wybranej miejscowki jednak moze sie okazac iz jest ona malo ciekawa dlatego rozwazac nalezy wczesniejsze zaplanowanie pleneru i uzgodnienie wejscia na teren lokalnego osrodka przemyslowego. tam to zawsze cos ciekawego – a to szczur w kadzi z mlekiem, a to komus reke wciagnie w maszyne no a poza tym mnostwo industrialnego klimatu :) Nic to, tym razem byla to Imprezowa Wloszczowa.
Zobacz tez foty z tego pleneru w wykonaniu Uli, Pawla Paducha i Pawla Wojcika.

Zobacz relacje z wczesniejszego pleneru CKF w Koniecpolu.

pzdr, B.

Written by brulionman

14, Styczeń, 2009 at 6:00 pm

Napisane w efekty podrozy zmechanizowanych / mechanized travels results, foto / photo, fotoszwendacz / photoroaming, niezrealizowany dziennikarzyna / journalist-wannabe, relacja / report, zabawa slowem / play with the words

Tagged with , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Barbasia

leave a comment »

Basie udalo sie spotkac w jej srodowisku naturalnym – w studio. Wtedy za oknem radia bylo grubo powyzej trzydziestu stopni Celsjusza, dzis jest ponoc ponizej dwudziestu, przynajmniej dopoki nie wpusci sie z glosnika cieplego glosu sportretowanej kobietki :)

Barbasia

Barbasia w RadiuPanaJana ;P

Na zdjeciu: Basia Chlewicka

W samo poludnie / high noon

leave a comment »

Grudzien przypomnial wyspiarzom o sobie.
Grudzien przypomnial sobie o wyspiarzach.

Zwykle z pogody grudniowej mozna wnioskowac, ze co godzine ktos zadeptuje pajaka po czym odbiera sobie zycie przez powieszenie. Tym razem rowniez padal deszcz ale w nocy -2’C skulo fontanne. Nie zrobil tego na pewno idacy opodal Dziad(ek) gdyz po braku brody widac ze nie Mroz.

Dzjed nie Maroz

Dzjed nie Maroz

%d blogerów lubi to: