Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘piekoszowskie pomidory

Industrial

18 Komentarzy

Odrobina zimowego industrialu z Maćkowego Starta. Fajny ten start byłby gdyby nie nieopanowana wciąż przeze mnie konieczność pamiętania o przewijaniu filmu. A jeszcze niedawno kupowało się stąd najlepsze pomidory, Matko Bosko Piekutosko!

/ A bit of winter industrial taken in ca. -15°C on Maciek’s oldschool 120 mm camera called „Start”. If I only remember to transport film…

Chemar Factory, Kielce, Poland

cyc, że na kilometr widać / men's sexual fantasies in photography

Betko - Władca Kruchej Rurki / Lord of the Fragile Pipe

opuszczony PGR w Piekoszowie / abandoned tomatoes plantation

helou! to się przewija!!! / greenhouses - superposed negative frames

 

Reklamy

„Zoom ludzkiego mrowiska” – biustonosze z parasola

4 Komentarze

Odkopalem to zdjecie z wakacji i jako domoroslemu socjologowi zebralo mi sie na krotkie dywagacje o soli ziemi tej.

Uliczny handel biustonoszami z parasola, dominuje rozmiar „dwa berety i gumka”. Dwa kroki dalej mozna nabyc welniane bambosze i jasnorozowe reformy, jaja ze wsi i barszcz w pollitrowce, slownik polsko-wegierski i popsutego „kasprzaka”, szachy magnetyczne i urwane kolko od taczki, ultraslodkie renklody i kanie jak kolpaki, polbuty niedrogo i inne rarytasy.  Spadochroniary maja niemal wszystko. Ja od nich zawsze biore najswiezsze na swiecie polne kwiecie.

handel uliczny

handel uliczny

Ten majdan ma swoj urok nieodparty i zwykle pierwsze kroki urlopowe kieruje wlasnie na bazary: malosolny ogorcew, bialy ser, aromatyczna wloszczyzna, kiszona kapusta z beczki, maslo zambrowskie, piekoszowskie pomidory, smietana z Hajnowki, morze warzyw i owocow a wszystko pachnace i swieze. Do tego folklor mebli, dywanow oraz chinskiej odziezy sledzacej najnowsze trendy w modzie.

Z drugiej strony, wylaczajac bazary, handel na chodniku sprawia ze mozna poczuc sie jak na Ukrainie (w samym Lwowie widzialem stragany na torach zwijane na czas przejazdu tramwaju) albo na jakichs przedmiesciach Kalkuty czyli bieda z nedza we dwie pedza. To wrazenie sie jeszcze nasila gdy sie obserwuje sprzedawcow bawiacych sie w chowanego z wasatymi panami ze strazy miejskiej. Ten berek to zenada. Ale wciaz sa ludzie ktorym brak do pierwszego oraz tacy, ktorzy lakna kontaktu z czlowiekiem, tako wiec jedni i drudzy koczuja wokol bazarow czy na Rynku co-by grosz jakis wpadl a czasem zwyczajnie by miec do kogo gebe otworzyc. Moze sam taki bede na starosc wiec staram sie ich zrozumiec dzis.

%d blogerów lubi to: