Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘pamiętnik

P r z e p i s d a j na gołąbki

12 Komentarzy

[POMÓŻ POGORZELCOM – LINK]

Leci gołąb, leci życie. Mam tyle lat i tyle oczu a wciąż potrafię być taki ślepy. Mało snu, dużo emocji. Samootwierające się oczy i zryty beret. Historie wyzwalające ambiwalentne uczucia. Dobre słowa w telefonie, niezwykle piękne kobiety w pięknych snach a gdzie piękne sny w pięknych kobietach? Przespałem przespanie się, sztuka małcyh kroków zawiodła. Miej mniej mnie? Na pewno nie!

Spięty, jakbym połknął maszt sprzed grobu NN, nie opijam się ale to akurat bezpieczne w mojej geopolityczno-wielorakiej pozycji. Puzzle kajakowania w jaskiniach drgnęły, chwała Panu. Panu Marcinowi, toż to dziś jego imieniny. I Święto Niepodległości Polski.

Noga mimo ostrożnego traktowania boli, odpada rower, treking i basen, to co zostaje do jasnej ciasnej popielatej?! Jedzenie owoców pracy czeskich winnic i mleczarni wśród nowych mott życiowych. Dobre to było.

Połknięte dwie premiery: Pokłosie Pasikowskiego i Sukkuba Bortkiewicza. Oba mocno mocne. Dla kogo film ten jest antypolski ten sam jest antyludzki, Pasikowski powrócił i wciąż zna się na mięsie; a spektakl to udane skrócenie Lemowego Solarisa z akordami o sile dubstepowych tąpnięć i piękną muzyką. Wśród oczekujących na zaserwowanie: Atlas chmur, Zabić, jak to łatwo powiedzieć i Gangster

Zakaz gry w białych rękawiczkach w kości z czarnymi gołębiami

Reklamy

Daj, ąć ja pobruszę, a Ty poczywaj / mess age ‚n’ hour muse sick

7 Komentarzy

Dobrych różnych rzeczy dzieje się wiele wokół ostatnio – podniecenie wymyślania eventu sky’s the limit, w telefonie esy zaczynające się od „jesteś”, w życiu dużo fotografii, kajaków, graffiti, muzyki, roweru, odrobina czytania i, na szczęście, zero telewizji.

/ Good days, good weeks. More time than I expected for photography, streetart, cycling and paddling. No TV, no facebook, much more time for all my activities. Cool msges beginning with „You’re…” that makes me so proud and self-confident.

nocne graffiti / faster than you got scared ;P

Coś chciałbym pokazać1 bo przez jakiś czas nie było, w sumie to kilka lat, nikogo kto posadziłby subiektywnie dobrą bombę w mieście i wczoraj, mimo że było chyba tylko 8 °C, wracając z grobu wujka Staszka (mistrza ciętej riposty, szczypania w policzki a przede wszystkim gościa, który sprzedał mi ponownie las gdy miałem 14 lat), zobaczyłem rzecz, która ze względu na miejsce jak i formę nasuwa na myśl słowo „szacuken”, taki zwyczajny, kielecki szacuken! To właśnie ta powyższa fota.

Aha, no i wreszcie jest człowiek, który nie boi się używać przepraw i robi sos, po ktorym miłośnicy pikantnego jedzenia płaczą łącząc w ekstazie ból ze szczęściem a bananowe dzieci Generacji Nic wybiegają z bramy przerażone, że nie dały rady zaszpanować przed dziewczyną jedząc bułę na ostro. Jestem pewny, że wracają do czekających w makdonaldzie kolegow i opowiadają o straszliwym smoku, co zionie ogniem a od samego jego kiwnięcia ogonem ludziom wyskakują na języku pęcherze, zajady poszerzają się aż do spotkania na potylicy, krowom cofa się mleko a grube jelita uciekają najbliższą złapaną taksówką choćby była ze stołecznej korporacji ;P

 

/ A graffiti piece founded yestarday evening during cold night cycling (above) – cool place, the entrance to railway tunnel, respect bros!

Oh, and this nice fellow who’s able to prepare really HOT sauce, his habanero can be stronger than kick of Chuck Norris. So hot than some people starts to cry or chock, they’re begging for glass of milk or warm vodka. Stupid one are getting cold pepsi which blows them away :>

Written by brulionman

15, Maj, 2012 at 12:38 am

Ile rzeczy pomieści jedna doba?

6 Komentarzy

Zdrowe balety w nieznanych domach, 
dowody rzeczowe na telefonach, 
ludzie patrzący wrogo po pagonach, 
w życiu jak w tivi – znów „radio romans”…

Niedziela szybka jak z bitcha trzask. Mrugnąłem okiem i już minęło zaćmienie łysola, tatar z łososia, pogawędka z consigliere – niestety jego lokal zniknął z kuliunarnej mapy miasta, poranny żur co stawia na cztery kopyta i pozwala głośno śpiewać w kościele, szybkie spięcie, szybki sen, szybki se… a właśnie że nie ;p wolny spacer z niespodzianką na Sadach, disco polo w Radiu Kielce, boazeria pachnąca starą emerytką, wyprawa po cartoon, zerwany film, autobusy bardzo lubię, kombinat budowlany, pokój z widokiem na cmentarz, nowy termometr za oknem, bunc z prawdziwkami i twaróg z czarnuszką, pierwszy gulasz w Czardaszu, ściemniony wniosek pożyczkowy, oka zrzut na sesję w firankach, myśli tłoczące się szybciej niż zdolność ich wklepywania przez palce, wymyślony kolejny nikomu niepotrzebny wynalazek – podgrzewacz do noża który ułatwia smarowanie masła prosto z lodówki, dużo spontanu i tyleż dystansu, bardzo fabularne sny, początek remontu, bardzo ładnie wydana pocztówka (a wystawa już w najbliższy piątek!), zakupy w Biednejrące niesione we dwóch w koszyku, szybki i szczery poemat pt. „co basia ma jeszcze” a przed nami kolejny tydzień ciężkiej, owocnej i przyjemnej pracy – czego Wam i sobie życzę :)

Kolejność dowolna.

Czy mamy jakieś zdjęcie ilustrujące dzisiejszy dzień? Panie Heniu! Proszę wprowadzić PIN! Pan Heniu kręci głową horyzontalnie, nie mamy takiego zdjęcia, nie mamy pańskiego płaszcza. Dobrej nocy ludkowie, użyjcie własnej wyobraźni.

Written by brulionman

11, Grudzień, 2011 at 11:00 pm

W zawodzie wikinga najbardziej cenię sobie gwałty

leave a comment »

Maj i czerwiec bardzo konkretne – 3 dni spływów Nidą, dachy kieleckich skajskrejperów i dzwonnica Jadwigi, ekspedycja MTB na Jurę, rajd ulewowy starą wąskotorówką, zaćmienie księżyca w niezwykłym składzie na Św. Krzyżu i łąka makami usłana. Odpoczynek po intensywnym dziurkowaniu, niezobowiązujące pedałowanie miejskie, pływanie w kopalni piasku i ekscytujący weekend w stolicy z serca łopotaniem i chilloutem na Polach Mokotowskich.

Lipiec też już zdążył zasłużyć się w pytonga, dużo zobaczycie wkrótce na zdjęciach ale prawdziwe wrażenia przechowują nieudostępnione zasoby mojej kiepeły, duszy i serca :)

Zgoda, pozdrawiam!

Co za dzień!

5 Komentarzy

Od rana suszi po Kowalowym prawku, rowerowo odebrane zaproszenia na ślub Szałasów, którym świadkuję, pogrzeb mamy Grześka i Marka, „a na dole w sklepie jest coraz lepiej” – miasto przejęte przez wyzwolonych studentów siedzących na trawie i popijających browce (czyż nie mogłoby tak być codziennie?), jakiś muzyczny plan z Kermitem który niemal mi wyleciał z czaszki, warszawska klisza wołana przez Onkla Sławka, mnóstwo spoconych i pijanych dziewczyn, spotkanie po latach z Madzią Perełką i rozmowa tak swobodna, że odczuwasz upływający czas nie w latach lecz w godzinach. Wbitka z Tomkiem na wschodnią wieżę Św. Krzyża, na której zastała nas pora dzwonienia a później walka z gołębiami na wieży zachodniej. I gdy rozważajaąc już mocno domowy azymut przemierzałem Al IX w CK, spotkałem Rafała i Artka w Hepciu – to fakt, ciężko opisać dlaczego jeżdżą, dopóki samemu się nie siedzi w środku – magiczna różdżka, która zaklina kierowców wokół tak, że albo się uśmiechają albo robią ci zdjęcia albo pokazują kciuk w górę albo jeszcze w jakiś bardziej spontaniczny sposób dokonują interakcji, takie mobilne leczenie potencjalnej depresji, na deser Ani „Siostry” przyjęte przedpremierowo aplauzem na stojąco przez dwa dni z rzędu, jestem w pozytywnym szoku i dumy potoku, gratuluję! I zdjęcia bułgarskim alfonsem a na koniec pogwarki na X piętrze ze wschodnim radosnym akcentem, pozdrawiam :) Tak, wiem, prawie jak wpis na fejsbuku ;P Od jakiegoś czasu intensywniej i efektywniej przeżywam czas wolny od pracy i takie są tego skutki, a mógł być to zwykły, nudny i szarobury dzień ;P Nie, nie mógł! :P

Lecz żeby nie było zbyt różowo – łyżka dziegciu:

sygnalizator ( i trawiasty zonk) na środku przejazdu dla rowerów, Kielce ul. Grunwaldzka

Ale spoko, MZD ma wreszcie rzecznika, może ów wytłumaczy dlaczego „ścieżka rowerowa” ze Ślichowic do centrum niesie tyle rozczarowań :(

%d blogerów lubi to: