Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘Niedzwiedz

W piatek trzynastego

4 Komentarze

widok ze skoczni w Tumlinie

widok ze skoczni narciarskiej w Tumlinie

W piatek trzynastego liśćopada, niezbyt wczesnym rankiem razem z Niedzwiedziem opuscilismy CK. Odwiedzilismy na wsi sklep, w ktorym nasze sniadaniowe zakupy zwiekszyly dzienny obrot o 40% ;) i ruszylismy na piesza petelke bazujac na czerwonym szlaku Massalskiego. W miejscowosci Tumlin-Wegle odnalezlismy droge do kopalni prowadzaca zarazem w dwa inne, ciekawe miejsca. Pierwszym jest skocznia, z ktorej widok rozpoczal te relacje a pozostalosci owej konstrukcji wygladaja nastepujaco:

wejscie na stara skocznie

Tumlin - wejscie na stara skocznie

Jak powyzsze zdjecie dowodzi – w razie napotkania niedzwiedzia w lesie ucieczka nie tylko na drzewo ale nawet na skocznie narciarska o nadgnitych i oslizglych szczeblach – jest bezcelowa ;) Stad udalismy sie w drugie warte uwagi miejsce – do sasiadujacej ze skocznia kaplicy na kamiennych kregach Gory Grodowej, niesamowicie polozonej na skarpie olbrzymich blokow skalnych.

kaplica na Gorze Grodowej, Tumlin

kaplica na Gorze Grodowej, Tumlin

W czasach poganskich (akurat nie chodzi o PRL) byl tu jeden z wazniejszych osrodkow kultu a miejsce to sluzylo rowniez komunikacji (znaki przekazywane rozpalaniem ognisk na szczytach, Tolkien tego z palca nie wyssal) z innymi poganskimi kopcami – chocby z Łyścem w Świętogórach lub znajdujaca sie nieopodal Gora Dobrzeszowska. Szybkie omowienie miejscowki pod katem nagrywania 11 edycji New World Disorder w Gorach Swietokrzyskich ;) i podazamy szlakiem na Zachod.

rezerwat Kamienne kregi

rezerwat Kamienne kregi

Ogolnie to nieco abstrakcyjna ta miejscowka jest bo z rezerwatem przyrody sasiaduje kopalnia czy kamieniolom oraz wspomniane kaplica i skocznia narciarska lecz my nie przejmujac sie gestniejacymi oparami absurdu i mgly, wziawszy sobie do serca nazwe rezerwatu, odnalezlismy poganski skarb. Wielu ludzi patrzy lecz nie widzi jaki to skarb mijaja doslownie kilka metrow od szlaku:

najmniejszy pojedynczy kamienny krag

oto pojedynczy napotkany sławetny "kamienny krag" ktory prawdopodobnie nigdy wczensiej nie zostal utrwalony na zdjeciu.

Aby uchronic mieszkancow wsi przed inwazja turystow po opublikowaniu tego unikalnego odkrycia, zatrzymamy w tajemnicy nazwe miejscowosci. Kamienny krag zamaskowany jest resztkami niedokonczonej budowli i przykryty dla niepoznaki dachem osinobusa lecz prawdziwego odkrywcy nic nie jest w stanie wyprowadzic w pole :)

Po wyjsciu z lasu i przecieciu drogi  z Tumlina do gieldy samochodowej mijamy dluuuugi barak strzezony przez niestrzyzone psy. Zaraz za zabudowaniami po lewej stronie jest tor do dirta jednak przejscie przez lake okazlo sie wielkim afrontem wobec jej wlascicieli a robienie zdjec toru bedacego juz na innej posesji rozsierdzilo ich do tego stopnia ze chcieli wzywac policje.

tor do dirta, Wykien

Jesli ktos ma tyle pary, ze dokreca miedzy hopami na tyle skutecznie by na kazdej wyskoczyc to nalezy sie mu gleboki szacun :)

Obawiajac sie, ze trafimy na panow, dla ktorych taka interwencja jest jedyna atrakcja koszmarnie nudnej sluzby i nie chcac spedzic najblizszych dwoch godzin w komisariacie zamiast na szlaku – oddalilismy sie odwzajemniajac pozdrowienia. Wykien zostal za nami i zaczal sie las. Las w czasie mzawki, zwlaszcza kilkudniowej, nie obfituje w nadmiar suchego drwa. Wlasciwie kazde, nawet suche (w sensie uschniete) drewno jest mokre. Nie majac takich umiejetnosci survivalowych jak Dzony, rozpalilismy ogien z uzyciem kserokopii mapy, swiezych igiel i suchej kory brzozy zeskrobanej scyzorykiem ktory wiele przeszedl :) Kielbasa, musztarda, bulka i frument – po tak luksusowym sniadaniu poturlilismy sie pod gorke a szlak wiedzie tu tak stromo ze nawet slady jakiegos zapalenca ktory quadem atakowal zawracaly w pewnym miejscu. Tu zaczyna sie piekny las.

las w okolicach Miedzianej Gory

las w okolicach Miedzianej Gory

czerwony szlak Goloszyce - Kuzniaki

czerwony szlak Goloszyce - Kuzniaki

Fotoapdejt: lekko zamglona lesna panoramka (powered by Duch)

Jednak nawet najpiekniejszy las kiedys sie konczy i nie inaczej bylo tym razem, w poblizu lesnego odcinka duzej petli toru wyscigowego „Kielce” przecielismy wylotowke z Kielc w kierunku Lodzi. Nie moglem pominac graffiti na wsi.

myszy na wsi z dedykacja :)

Wbitka w lewo, kawalek pod linia lasu i hyc szlakiem w gore. A tu nad glowami taka hopa ze hej!

lesna hopa przy torze w "miedziance"

hardkorowa hopa ponad szlakiem

Ja rozumiem, wybicie z dropa ok 4m nad ziemia, przelot ponad lesna droga ale ladowania polaczonego ze slalomem miedzy drzewami juz sobie nie umiem wyobrazic :) Ludzie to nie wiedza jakie sily drzemia w lesie :P Bardzo pozytywnie mnie nastraja spotykanie takich budowli bo znaczy to ze rosnie pozytywnie zakrecone pokolenie, kadra ktora na zawodach zje konkurencje. Nie na konsoli ale w realu! Wielka piona, yo! Dalej napieramy do polanki, szlak chyba gora pobiegl a my dolem.

Z.M.N.R.P.

Z.M.N.R.P. (c) Pikolo RIP

Chwile pozniej, na skraju lasu rozstalismy sie ze szlakiem skrecajac w prawo. Mija sie zawalone pod ciezarem sniegu chalupy i przecina rzeczke, gdzies na wprost, przy lepszej widocznosci moze majaczy wielki Mur oporowy Staszica… Jednak nie tym razem, za ujeciem wody odbijamy ponownie w prawo, sprawdzamy czy odkryty, szeroki downhill ktory zaliczylismy kilka lat temu (chyba na G. Perzowej) jest obecnie pokryty asfaltem i niestety przypuszczenia te sie sprawdzaja.

Niedzwiedz to nie miś! ;)

Za p. Brunatniakiem widac droge, ktora wiedzie do gieldy. Stamtad ulica przez Wykien i pozniej duktem pod linia lasu wrocilismy do Michalowego bolidu. Dobry wypad byl to i nawet SE zdjecia po drodze cyknalem jak widac, dzieki Dzwiedziu!

A wkrotce bo 13 grudnia, zapowiadany od tygodni, rajd z Cminska do Miedzianej Gory. thnx za cynk Pinior!

Reklamy

masa krytyczna odwolana

leave a comment »

Dostalem wiadomosc, dzisiejszej masy nie bedzie z powodu zaloby narodowej, nowy termin pozostaje nieznany, natomiast dzien bez samochodu jest jak najbardziej aktualny. Ja chwilowo zostaje przy drepcydesie po tym jak z Johnym, Niedzwiedziem i Sw. Mikolajem zdolalem zajezdzic rower na przeprawie blotnej. Przed chwila wywolalem wlasnorecznie swoj pierwszy film wiec jest podjarka ale cialo zmeczone plenerem w Dallas wiec pewno jutro dopiero jakies skany powstana. Ta, akurat, jutro zaszywam sie z HP5+ w ciemni, no to pojutrze :) Inwazja swiezych orzechow z ktorych da sie obrac goryczke, pysznosc, palce czOrne. Sliwki w sloikach, papryka jutro.

poprzez miedze, poprzez laki… / walking Poland

9 Komentarzy

Zalegly rajd pieszy Lagow – Cisow z 30 czerwca 2009. Tradycyjnie: spotkanie na aftowagzalje i losowanie kierunku. Tym razem nieco ustawione gdyz Jacko zapomnial butow ze stolycy i pojawil sie w „jezusach” wiec obstawilismy niebieski szlak Lagow – Daleszyce jako suchy i w 45 stopniowym upale wsiedlismy do busa w ktorym bylo jeszcze cieplej, w sumie w busie spocilem sie tak samo jak podczas calego marszu :(

w busie bez klimy, nawiewow a nawet otwieranych okien / on the bus without air condition or even openable windows, about 45'C

godzina jazdy w busie bez klimy, nawiewow a nawet otwieranych okien / an hour on the bus without A/C or even openable windows, about 45'C

Z poludniowo-zachodniego rogu rynku w Lagowie ruszylismy droga na Sedek, idzie sie „bez wies” mijajac PUNKT KOPULACYJNY W LAGOWIE, ancwaltem pod gorke, miedzy uprawami czarnej porzeczki, truskawek i wisni. Na szczycie za Bielowa zrobilismy (bez pytania) przystanek u chlopa w sadzie, ale z niesamowitym widokiem…

przystanek Alaska / orchard with scenic view

przystanek Alaska / orchard with scenic view

Nie widac tego na zdjeciu ale mozna bylo tam sie zrelaksowac a gdy pojawil sie gospodarz zaskoczenie bylo pelne – nie przegonil nas jak intruzow a jeszcze lornetke przyniosl i ze studni korzystac pozwolil. Przy skrzyzowaniu z droga na Lagiew zwiedzilismy przydrozna eurokapliczke ozdobiona tradycyjnie wg lokalnej estetyki, byl portret Papieza i nie zabraklo tez tego nowego Niemca.

kapliczka

kocham was ciule / in roadside shrine

Tysiac krokow dalej dane nam bylo zobaczyc proze zycia – pani z dzieckiem dotelepala poprzez pola na taczce pusta butle do punktu wymiany. Myslalem ze takie rzeczy to tylko w erze albo na Wschodzie…

wymiana butli z gazem / service point for gas bottle users, Sedek, Poland 2009

wymiana butli z gazem / service point for gas bottle users, Sedek, Poland 2009

Szczesciem byl tam sklep, taki w ktorym czas biegnie szesc razy wolniej niz w miescie, sprzedawca ma czas zeby porozmawiac z klientem bo ludzie w kolejce i tak zaczekaja. Jak mieliby nie zaczekac skoro najblizszy sklep byl jakies 5km temu, w Lagowie :) Kupilismy w koncu dobrze schlodzona mirinde i z takim zastrzykiem cukru ruszylismy do lasu. Z poczatku mijalismy niesamowicie dorodne i slodkie jagody wiec tempo nie bylo zbyt meczace a przeciwienstwie do komarow. Na tym odcinku mielismy tez spotkanie z sarna.

Drugie sniadanko na Gorze Kiel (452m npm) / break on Kiel Mountain

Drugie sniadanko na Gorze Kiel (452m npm) / lunch on Kiel Mountain

Dalej, w miejscu gdzie szlak przecina pierwsza droge p-poz, oznaczenie szlaku zniknelo. Nalezy isc ta droga kilkaset metrow w prawo az na zakrecie w prawo pojawia sie znaki w lewo. Poza kilkoma podmoklymi przejsciami przez strumienie lesne szlak mozna uznac za suchy (w tygodniu poprzedzajacym rajd bylo 5 dni deszczu) i warto przemierzyc go rowerem, zwlaszcza zjazd do Widelek z Gory Zamczysko (422m npm) wyglada zachecajaco. Jesli nie pomylilem faktow to jest to ta gora z krzyzem – w pelnym sloncu bylo tam chyba z 50’C, olalismy widok i ucieklismy do lasu. W Widelkach uzupelnilismy plyny ze studni, napilismy sie z wiadra i ochlodzilismy karczycha w gospodarstwie z rekoczynem ludowym ;) czyli swiatkami i innymi rzezbami.

na szlaku / on the trail

na szlaku / on the trail

Szlak prowadzi na polnoc droga Widelki – Makoszyn przechodzac na druga strone rzeki Lukawka i tu w lewo wspina sie stroma miedza w strone lasu. W poblizu Gory Wlochy (427m npm) upal wygral z naszymi (a przynajmniej moja) niedzielnymi kondycjami, zeszlismy do polany skad wspielismy sie na szczyt Cisowa i zeszlismy droga do trasy 764 Dallas – Rakow. Po przejsciu raptem 19 km, w dobywajacym sie z naszych cial zapachu potu i prerii wrocilismy pijana nyska do CK.

zero siedem zglos sie

czekajac na upragniony dylizans do Kielc, wigor: 1 / waiting for bus

W rolach glownych udzial wzieli: Ulson, Amon, Szafka, Dzwiedz i…  … i ja tam bylem i zero siedem zglos sie pilem :P

Z cyklu „tuba na dzis” – klimat baletow ze sredniej szkoly, niespodziewanie radosny pan i rzecz sklaniajaca by przyszloroczny urlop zgrac z wyborami mezczyzny w najzimniejszym miescie w kraju –  Tuba na dzis: Misterzy Bialegostoku

Rajd pieszy Blizyn – Zalezianka

5 Komentarzy

To byl chyba pierwszy urlop w Polsce, AD 2007. Poprzedni wieczor skonczyl sie nad ranem polowaniem przy uzyciu dziszoka na przebiegajacego nam droge kota. Rzut niecelny, kot zwial a zegarek przepadl w chaszczach nafaszerowanych potluczonymi tulipanami za pogotowiem. Nie majac od jakiegos czasu mojej cegly odpuscilem dalsze polowanie i jakos udalo sie obrac azymut na statoilowego hotdoga by pozwolic sie przespac zwlokom co-nieco.

Spalem ze cztery godziny az do budzika i przypomnienia w komorasie – jestem umowiony z chlopakami na rajd, minuta osiem i smierdzialem juz w dylizansie „21”. Na dworcu busowym spotkalem Johnego i Niedzwiedzia a Szalas chyba czekal na nas w miescie slynacym dawniej z Polifarbu. W Blizynie, bo o nim mowa, majac wciaz rozrzedzona krew i myslenie, udalem sie „na dwojeczke” do najblizszego budynku ktorym okazal sie bank spoldzielczy. Pani kierownik cokolwiek przerazona jednak uzyczyla mi swego przybytku dobrej nadzieji do zwodowania kackupy a poniewaz ja to i dziekuje i wode spuszcze i ogolnie grzeczny jestem to obylo sie bez zgrzytow.

Ruszylismy. Na wstepie Johny mnie wystraszyl ze jesli mnie utnie osa to on bedzie mi robil tracheotomie gdyz mam smiertelna alergie na osy, pszczoly, baki, trzmiele, szerszenie etc. i po ukaszeniu moge przezyc 30 minut bez pomocy lekarskiej ale jak pani doktor mnie oswiecila – prosze sie nie zdziwic jesli udusi sie pan po zaledwie dziesieciu. Taka wiec tracheotomia przy naprawde szczesliwym zbiegu okolicznosci w srodku lasu, uratuje mi zycie lub przynajmniej przedluzy :)

Opuscilismy zabudowania, minelismy cmentarz i udalismy sie na Poludnie szlakiem, zaraz sprawdze na mapie jakim…  szlag ja trafil, wkazmacrazie, bazujac na wikipedii – zaczelismy zielonym szlakiem Blizyn – Zagnansk, jednak na rozstajach drog pod Szalasem Marcin poszedl do domu a my wbilismy sie na szlak czerwony Diabla Gora – Laczna. Cos mi sie nie widzi ta wikipedia bo ktorys ze szlakow pamietam jako czarny ale nie moge tego zweryfikowac gdyz PTTK Kielce na swej stronie zamiescilo tylko szlaki ktorymi samo sie opiekuje zamiast wszystkich jakie sa w regionie.

Wstyd przyznac ale pierwszy raz zaliczylem Piekielna Brame w rezerwacje Dalejowskim:

zdobywcy swiata

zdobywcy swiata - fot. Szalasowy samowyzwalacz

Szlak to multiopcja: obcujesz z przyroda, resetujesz sie z miejskiego szumu i tempa, uzywasz wiekszej pojemnosci pluc, wedrujesz z przyjaciolmi, rozmawiasz zarowno na tematy malo-wazne jak i egzystencjonalne, gdzies w polowie trzezwiejesz po wypoceniu toksyn (sorry Winetou ale jako dwunoga gorzelnia idziesz ostatni). Pierwszy raz wtedy dalem sie przekonac ze czasem klamstwo jest niezbedne dla higieny psychicznej w zwiazku mezczyzny z kobieta ale przemyslalem to pozniej i odszczekacie to na nastepnym rajdzie kolego M. :)

Po drodze oczywiscie pogawedzilismy sobie z napotykanymi lesniczymi, ktorzy w swej pracy poruszaja sie po lesie m.in. Wiejskim Sprzetem Kaskaderskim ubranym zaledwie w kostke na tylnym kapciu. Oldschoolowa Zemsta Swidnika daje rade w lesie a jak legenda ludowa o wuesce niesie – na jedynce pojedzie nawet w poprzek ziemniaczanego pola. Z czasow gdy sam jezdzilem na takim motorze zostalo w sieci jedno zdjecie (autorstwa A. Ziemkiewicza) bo dzis ta okolica zarosla totalnie. Moze ze wzgledu na to co mam w duszy, trzeba bylo zostac lesnikiem by laczyc przyjemne z pozytecznym? Wracajac do opowiesci podrozniczej mej – natrafilismy jeszcze na jakas grupa rowerzystow a dalej na pechowca, ktory zakopal sie w lesie ciezarowka pelna dluzyc czy jak tam sie zowia sciete drzewa. Z lasu wyszlismy kolo lesniczowki w poblizu wsi Zalezianka i Wystepa, stad aswaltem w strone Belna by w oczekiwaniu na pijana nyske do Kielc przeniesc sie na trwake za sklepem konsumujac pokarm, ktory dal nam Pan. Wlasciwie to nie dal a sprzedal i nie Pan a Pani :>

Zero zdjec bo nie chcialem dzwigac niczego procz muszynianki. Szlak latwy, na jednym odcinku w mlodym lesie bukowym, ciezko znalezc szlak. Za to od skrzyzowania szlakow pod Szalasem szlak w strone Lecznej jest zdecydowanie nudny jako ze biegnie piaszczysta lesna droga, moze w strone Jasiow/Janaszow/Samsonow jest lepiej a moze trzeba sie wbic na Jana w las i przedzierac z kompasem. Zla trasa na rower – duzo galezi a pozniej piachu tak grzazkiego ze nawet na kapciach 2.3″ czlowiek sie wpieni.

Czuwaj! ;)

Chcesz od zony byc z daleka – zapisz sie do PTTK, czyli rajdzik pieszy Starachowice – Bodzentyn

9 Komentarzy

Na przekor regulom na wstepie PS. to jest relacja, w ktorej nie ma wskazowek dotyczacych szlaku stricte lecz skumulowany spis wrazen z trasy poparty kilkoma lichej reki ilustracjami fotograficznymi jako ze priorytetem nie byly zdjecia a dobra zabawa z moimi ludzmi.

Wakacje 2008, dworzec busowy w Kielcach. Poniewaz region nasz (Szkieletczyzna) przepiekny nafaszerowany jest szlakami pieszymi obficie to nie planowalismy konkretnego szlaku lecz postanowilismy wsiasc do pierwszego odjezdzajacego busa ktory zwiezie nas i tak w poblize jakiegos szlaku. Juz sie kroilo Lopuszno ale Kowalus przejal moja specjalnosc i zaspal. Nastepny bus byl do Starachowic, siadamy, jedziemy. Piekna ziemia. Upal grzeje busa takiego co to jak stoisz to nic nie widzisz bo okna koncza sie na wysokosci piersi. Klimat typowy – pan z dwudziesto-i-jednodniowym zarostem we flanelowej koszuli w krate od rana „pod mucha”, sloneczko rozebralo mocniej niz sie spodziewal :) Typ z tych, co lej w pysk ale musi powiedziec twojej zonie ze ma sliczny biust. Wesolo. Dworzec Zachodni* w Starachowicach , szybkie zakupy, wymarsz ancwaltem jakas ulica dosc stromo pod gore. Krzyzowka, zero oznaczen, szlak skreca w prawo, mijamy ostatni przyczolek homo sapiens – kiosk na peryferiach.

DOLA DUJ

DOLA DUJ

Jeszcze z kilometr i jest odbicie w lewo w las. Idziemy idziemy, drzewa wszystko zaslaniaja ;) Szlak zapuszczony, sporo drzew z oznaczeniami scieli zlodzieje albo Lesnictwo / PTTK ma odnawianie znakowania szlaku w…   powazaniu. Docieramy na miejsce zwane Polana Langiewicza i mimo ze przeszlismy niewiele postanawiamy sie posilic. Jest sprzyjajace ku temu miejsce – wybetonowany krag wokol miejsca na ognisko.

na Polanie Langiewicza

Na Polanie Langiewicza

Tradycyjny szamunek: chabanina, pieczywo, ostra musztarda (np „Rosyjska”), zab zupa zebowa – dab zupa debowa. Tak sobie pieczemy kielbasy a tu nagle (czyli jak pisano w Tytusie, Romku i A’ Tomku – WTEM!) z las wyszlo ponad dwudziestu lesnikow pod wadza jakiejs szychy wsrod lesniczej braci ktory nawijal „…i na tej wlasnie polanie rosnie dwustuletnia sosna ktora ma tyle w obwodzie a owyle we wzwodzie” czy jakos tak. I wtedy nas dostrzegl.

pieczenie

Pieka sie kielbachy tudziez wlasne schaby ;)

NO? Jak to jest z ogniem w lesie? W dalszych slowach poinformowal nas iz ogniska w lesie mozna palic tylko od pazdziernika do marca i nawet „wyznaczone miejsce” sie nie liczy. Kielbaski akurat doszly, zgasilismy ognisko i pomaszerowalismy dalej. Nie oddam piekna swietokrzyskich knieji zadnym opisem, trzeba to poczuc i tyle.

relaks

Przyjemnie w cieniu na pniu wyciagnac kosci

Po drodze zaden zwierz sie nie trafil za to grzybow kilka okazalych – i owszem, i kanie, i prawdziwki jak ten:

Prawdziwek (trzymany, nie trzymajacy heheh)

Prawdziwek (trzymany, nie trzymajacy heheh)

Brak oznakowania, wyciete drzewa ze szlakiem, za slona zupa i chlopcy sie zgubili ;) Trzeba bylo przypomniec sobie z ktorej strony mrowczy kopiec jest najbardziej stromy i z ktorej drzewa mchem obrastaja by zinterpretowac przy ktorej drodze przeciwpozarowej jestesmy.

droga p-poz

Rozkminki nad mapa. Droga przecudna, pierwsze marzenie to gnac tedy subaru impreza...

Napotkalismy na droge krzyzowa na skraju lasu a kawalek dalej zjazd z drogi p-poz pod pomnik na Wykusie. Wawozem dotarlismy do dawnej bazy partyzantow. Odpoczynek, tak, kolejny, sporo ich bylo jak na grubasow przystalo ;)

czy jest sens

Tego mi bylo potrzeba - dobrego drepcydesa z dala od betonu. Amon, Kowal, Niedzwiedz i ja.

Przeczytalismy troche historii zapisanej na pamiatkowych plytach. Gesia skorka gdy sie wyobrazi jak wygladaly partyzanckie akcje w rzeczywistosci. Pamiatkowy „strazak” przy pomniku.

Wykus

Pomnik na Wykusie

W okolicy Wykusu poprowadzony jest szlak rowerowy. Nawet czasem trafia sie na jakies oznakowanie. Ciekawy jestem natomiast niezmiernie czy ten kto go wytyczyl przejechal fizycznie te droge rowerem. Szczerze watpie. Chyba ze owa sciezka nagle tak zarosla i poprowadzila sie przez bagniste tereny :) W kazdym razie odcinek ktory my pokonalismy do latwych rowerowo nie nalezal, za to na przeprawe blotna z Bartkiem K. i ekipa MTB jak najbardziej ale to nastepnym razem.

Dalej juz tylko konkurs turlania pni, rezerwat Sieradowicki / Sieradowski…  no ten kolo Sieradowa/Sieradowic :P (wszystko pisze z bani, zostawilem w Polsce mape Gor Swietokrzyskich) i wychodzimy z lasu. Droga w strone Bodzentyna obsiana obficie jest jezynami a ze czlowiek taki nie jest by gardzil czym go las karmi to stawalismy co rusz na popas.

Mniam!

Mniam!

Pozniej w miejscowosci X trafilismy do sklepu Y gdzie posililismy sie napojami chlodzacymi i czekolada gorzka. Nudna nawierzchnia bitumiczna urozmaicona przeprawa przez chaszcze i pokrzywy po pachy az w koncu w Bodzentynie wpakowalismy sie do standardowego pekaesu i wrocilismy do Kielcowa.

ZZIB: taka dygresja a propos busowni: docenilem kielecki „dworzec” busowy gdy bylem zmuszony skorzystac z takiegoz w Lublinie. Wyglada to tak: na 300m ulicy stoja w roznych miejscach „pijane nyski” i w zasadzie jest tak jak chcial Kononowicz – nie ma przystankow, nie ma zadaszen, nie ma niczego. Jest za to mur a na nim w losowo wybranych miejscach np. 5m nad ziemia przybite osobno tabliczki poszczegolnych przwoznikow, bedzie tam tego okolo trzydziestu. Design po polsku czyli na 10 wyrazow uzyto 5 roznych czcionek, wielkosci i kolorow. Zapomnialem tego sfocic, przepraszam. Chcac znalezc busa do Kielc trzeba przeczytac wszystkie rozklady sprawdzajac czy np polaczenie Lublin – Krakow prowadzi przez Kielcowo czy nie. Na kazdej tabliczce jest numer komorasa wlasciciela (i – chyba najczesciej – kierowcy w jednym), ciezko sie dodzwonic, burdel jak gdzies za Bugiem. Wiec ciesze sie ze w Kielcach jest 1 (slownie: jeden) rozklad, lawki, dach i szama pod nosem. Mogloby byc jeszcze miejsce do rzucenia kijem ale idzie zdzierzyc te niewygode gdy sie wspomni o Lublinie :)

Foto PS. Bylo tak slonecznie ze ilford w miejscach przewalenia w swiatlach podniosl kontrast do czystej czerni i bieli. Moze po prostu Mju nie podolal czasom przy tym sloncu na ISO badz co badz 400…

*-dzieki Marcin II KSM

%d blogerów lubi to: