Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘lod

Zjazd do bazy

4 Komentarze

Plan: zjechać rowerem Silnicą. ZAMARZNIĘTĄ. Od tamy na Jesionowej, nawiązując do tablic na kończących kurs autobusach „zjazd do bazy„, do dawnej bazy MZK na Pakoszu. Radosne, nieszablonowe, niezbyt trudne i nawet znalazł się jeden chętny na spontanie. Sam pomysł podsunął Tomasso za co jestem mu wdzięczny, liczy się świeże spojrzenie.

Przygotowania: analiza temperatur nocnych i dziennych wstecz i zapowiadanych, wizualna ocena lodu na rze…czce, buty, rękawiczki, ciśnienie w oponach…

Realizacja: Artek wstał, Bartek również, siku, zdzwonka, wyjazd o 7 rano z domu, dojeżdżamy do Silnicy, odczuwalna temperatura -12 °C, już był w ogrodku, już witał się z gąską a tymczasem…

my na kaczki, kaczki na nas, pełne zdziwko: eno-weno, kto podprowadził cały lód?

Ich oczom ukazał się lud…    pracujący„. Na własnej skórze poznaliśmy wpływ człowieka na środowisko: ciepłymi sikami i innymi płynami wlewanymi ściekiem do Silnicy lód został rozpuszczony niemal w całości, niemal zero kry, posłuchaliśmy jak się z nas śmieją kaczki, wykonaliśmy w tył zwrot po czym Artek i Bartek pojechali na tłusty czwartek.

W cukierni jak w ulu mimo, że mróz i jeszcze przed ósmą

Zjadłem raptem siedem… oj tam oj tam, kalorie! ;P Do zobaczenia za rok zamarzniętej rzece. BTW: ostatnio jeżdziłem lodowymi koleinami pośród pól tudzież po mającym konsystencję mazi zimnym pośniegowym błocie i… jednak przydałyby się jakieś kapcie z kolcami. Zjazd do bazy się odbył, tyle że do naszej własnej.

Reklamy

Morsy / ice swimming

4 Komentarze

wedkowanie podlodowe

Chrrrrrrrrrrrrrrrrrr.... zzzzzzzzzzzzzzzz...........

Wziełek se ci ja w niedzielę wiadro, opatę, kilofa, wędkie, półlytra i poszłech na ryby. Opalam się tak na środku zalewu bo ryba nie bierze a tu ni z gruszki ni z pietruszki turysty się zjechały i dziką hordą barbarzyńcow gnają ku mnie z siekierami. Se pomyślałem „kamdałn, tejkitizi” a uny temi siekierami dalej lód rąbać. Przypominało to to, co moja stara nazywa seksem – striptiz, tarzanie się i dzikie podrygi a wszystko dla 30 sekund przyjemności ;)

Dzięki Tomkowi miałem okazję podglądać grupę morsów podczas zimowej kąpieli w Borkowie. Rozgrzewka, wejście do przerębli/przerębla(?) i po 30 sek ewakuacja, natarcie śniegiem, ręcznik i albo założenie suchych ciuchów albo rozgrzewka i kolejna kąpiel. Zaskakujące dla mnie było, że morsy to także ludzie o zwykłej lub wręcz szczupłej budowie ciała. Mierzyli sobie czas, asekurowali się przy wychodzeniu, częstowali herbatką, były kobiety, dzieci i był pan co przeżył już na oko ponad 70 zim. Bardzo nietypowy ale miły piknik nad – jakby nie było – wodą :) PS. niebezpiecznie jest „morsować” samemu, ponoć  obowiązuje reguła z Bolka i Lolka „stały partner – większe bezpieczeństwo” ;)

/ My friend Thomas, an ice swimmer, took me with him and his family to unusual picnic. Women, men, children, youth, mature, slim, regular, fat – there’s no rule who you are to be one of them. Just enjoy the bath! :)

W samo poludnie / high noon

leave a comment »

Grudzien przypomnial wyspiarzom o sobie.
Grudzien przypomnial sobie o wyspiarzach.

Zwykle z pogody grudniowej mozna wnioskowac, ze co godzine ktos zadeptuje pajaka po czym odbiera sobie zycie przez powieszenie. Tym razem rowniez padal deszcz ale w nocy -2’C skulo fontanne. Nie zrobil tego na pewno idacy opodal Dziad(ek) gdyz po braku brody widac ze nie Mroz.

Dzjed nie Maroz

Dzjed nie Maroz

%d blogerów lubi to: