Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘live

tzw. „filmiki”

2 Komentarze

W klimacie obecnej pogody – lodolamacz na szynach (koniecznie z dzwiekiem)

„Forty to one” Sabatonu – heavymetalowy hold dla polskiej walecznosci (no cóż że ze Szwecji), panowie kropneli sie deczko przeliczajac proporcje, powinni spiewac „sixty to one” bo stosunek sil nad Wizna wynosil ponad 58:1 (42 000 hitlerowcow atakowalo 720 Polakow). Jest to kawalek wywolujacy gesia skorke i powinien byc odtwarzany obowiazkowo w ramach lekcji historii. A przynajmniej WF-u ;)

Skoro juz przy Niemcach jestesmy, zwiastun filmu s-f „Iron Sky” czyli co kryje ciemna strona ksiezyca.

Na koniec dwa sznurki rapowe: klip zwiastujacy nowy album onyxa i koncertowa kooperacja gigantow: Cypress Hill i Raga Prativ Maszinie

Kult 1 03 2009 The Academy – Dublin

leave a comment »

NAJPIERW PLUSY…
Koncert przyniósł wiele bardzo pozytywnych emocji – publiczność niezachlana i kulturalna, potrafiąca pogodzić swą część statyczną z częścią którą zabrało pogo – człowiek taki nie jest żeby na starość nie dał się tez porwać. Było przybijanie piątek i noszenie na rekach tłumu, z czego nawet Kazik był skorzystał. Moc najlepszych numerów Kultu starła się z energią spragnionych tegoż Kultu ludzi, dostałem też megapower na który czekałem – Zegarmistrz światła. Wróciłem szczęśliwy ze zdartym gardłem, zakwasem łydek i brzęczeniem w uszach – czyż mogłoby być lepiej? ;)

Scena za ciasna dla tylu muzyków ale za to intensywniej komunikowaliśmy się wzajemnie. Miałem Zorke 5 i zrobiłem kilka zdjęć wiec jak wywołam film to wrzucę tu co-nieco. Dzięki Krzychowi (dzięki Krzychu) mam nawet autograf Kazimierza. Wielki plus za czarnoskórego koleżkę, który w męskiej ubikacji częstował lignina, dezodorantami i gumą do żucia, okazuje się ze na koncercie nie musi dawać potem jak w popołudniowym pekaesie. Największy uśmiech koncertu to Janusz Grudziński w nadobnym ortalionie, który grając z tylu na klawiszach jedna ręką, druga podpierał brodę z mina jakby za moment miał z nudów zacząć ziewać :D

MIEJSCE NA NARZEKANIA
Informacja o koncercie była słabo rozpowszechniona dystrybucja biletów wyjątkowo nietrafiona – dwa punkty sprzedaży z czego jeden to fryzjer na zadupiu a drugi to redakcja gazety tez nie będąca w centrum. Nie widziałem żadnego plakatu i pominięto typowa dystrybucje polonijnych imprez czyli przez „polskie” sklepy oraz cala siec ticketmaster, która w przeciwieństwie do ticketweb’a, akceptuje najpopularniejsza kartę płatniczą „Laser” i posiada „kioski” w Dublinie. Ale częściowo nadrobili to wysyłając dobrego człowieka z plikiem biletów do sprzedaży w kolejkę czekających na wejście przed koncertem.

Kult kazał czekać na siebie i publiczność odśpiewała wiele KULTowych piosenek samodzielnie nim po jeszcze kilku skandowaniach niewdzięcznego jednosylabowca „Kult” – Kult się pojawić na scenie raczył. Od koncertu minęło właśnie 24 godziny a ja nadal mam przytkane ucho i buczenie w czaszce wiec na poziom nagłośnienia w klubie narzekać nie można było natomiast jestem rozczarowany jakością tego dźwięku. Co prawda sam się prosiłem stojąc pod sama scena ale to nie tłumaczy jazgotu w którym tonie wokal.

Ja z natury lubię się czepiać ale jednak minusy nie przesłoniły mi plusów :> i bilans koncertu jest MOCNO POZYTYWNY

Bartek Zachrypnięte Gardło.

%d blogerów lubi to: