Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘kultura

Dzień pamięci o tych, którzy odeszli z facebooka / Remembrance day of those who left facebook

4 komentarze

Właśnie wymyśliłem, niech będzie to 13 lipca. Forma kontaktu dowolna.

/

I just invented that, let it be July 13th. Whatever way you want to express it!

znajomi

Written by brulionman

13, Lipiec, 2015 at 6:31 am

Ciachbajera – sposób na telemarketera

6 komentarzy

Gdy w wolnym od pracy dniu sen przerwie Wam telefon a w słuchawce odezwie się pan sprzedający ubezpieczenia lub po raz setny zadzwoni pani wysyłająca zaproszenia na prezentację superkołder z mysich cipek, na której obecność gwarantuje otrzymanie NIEZWYKLE CENNEJ NAGRODY, chcąc pozbyć się natrętnego interlokutora w sposób szybki, perfidny a zarazem kulturalny, należy odpowiedzieć:

ta rozmowa jest nagrywana i będzie PUBLIKOWANA w różnych portalach internetowych, jeśli nie wyraża pan/pani zgody – proszę się rozłączyć

przy czym faktycznie można skorzystać z opcji dyktafonu w komórkach bo może być ciekawie :)))
Kopirajt ;) McCzajuszacun! W załączeniu beka z internetu :)

Obecność Chopina w kulturze Polski XXI wieku

5 komentarzy

Obecność Chopina w kulturze Polski XXI wieku

Chopin wielkim artystą jest – tak stało w gazecie. Se myślę, trza się ukurwturalniać – pójdę gdzieś jak będzie jego szoł, se posłucham jak gościu gra.

Udało się, kupiłem bilety na tego Chopina, się ceni skubany: po pięć tysi sztuka ale warto bo podobnież mocno ekskluzywne te bilety – oprócz ceny 5000 zł jest na nich zielone zdjęcie artysty z fryzem a la wczesny Wodecki, sam Narodowy Bank Polski jest sponsorem, do tego dwustronny nadruk (nuty z tyłu dali, chyba żeby śpiewać na koncercie jak zagra megahita) i nawet znak wodny rypnęli żeby nie rżnąć na ksero. Od razu widać: poważna sprawa a nie jak ostatnio na Bajerfulu – biletu nawet nie dali tylko pieczątke na ręce przybili jak krowie w rzeźni. Wycelulitowałem te bilety na Alledrogo u szwagra na kompie bo u nas nadal nie ma tego całego internetu. Fart, że zdążyłem „kupić teraz” bo pisali, że to rarytas! Były też bardzo tanie bilety (po 100 zł) na Waryńskiego ale koparki to ja na codzień widzę koło bloku jak od 4 lat ten internet kopią. Kopią, kopią ale do dziś go nie znaleźli i tylko siedzą w tych koparkach, oczy mętne, gęby czerwone, chyba zawstydzeni tacy, że kopią i nic, taka telekompromitacja! Z resztą tego Szopena to też nie byłem do końca pewien bo ponoć pochodzi z jakiejś Stalowej Woli (też koparki) ale pomyślałem: ryzyk-fizyk i kupiłem. Przysłali mi bilety, patrzę: data na dziś tylko, że to w jakimś PRL a ja znam tylko PSS i KDT. Wiecie co, pięć kafli umoczone w wołczery do nieznanej galerii, której nie znalazłem, termin minął, przelipa! Aż tu szwagier dzwoni, że mówili w telewizorze, że będzie jeszcze jeden koncert. Myślę sobie – jeszcze mi cztery i pół koła zostało do spłacenia w Prowidęcie, drugi raz się nie dam nabrać ale okazało się że za darmo i niedaleko, w filharmonii. Jakby już lepszych miejsc na koncert nie było!

Przyszedłem wcześniej żeby ze stołu szwedzkiego (wszędzie ta Ikea!) zgarnąć do reklamówki szynkę i oliwki, się zamrozi i na imieniny jak znalazł. Ja go tam, tego Szopena, nigdy na plejlistach nie słyszałem ale w programie podano, że to ponoć klasyka w wykonaniu wirtuł…   wiert…  wiertłoboazeryjnym… cholera, jednak koparki! Ale już zapłaciłem za szatnię, trudno, obejrzę show. Wchodzę i co? Plaża. Wielka, pusta sala, krzesła niewygodne jak na rekolekcjach w podstawówce i tylko w pierwszym rzędzie drzemie kilku staruszków. Przed nimi podłużny stół. Pusty!!! Szlag by trafił, spóźniłem się na zakąski! Wszystko zeżarli to i nie dziwota, że teraz tną komara, wąskobarkowe eleganciki. „Jury„! A kogo obchodzi, że wam wszystkim matka tak samo dała na imię, dziady pazerne! Niby tacy ę-ą, pod muchą a żaden nie ma takich czyściutkich, bielutkich skarpet frote jak ja, specjalnie ubrałem świeże bo przez sandały to widać jak się kilkudniowe włoży. Wyjąłem koniec krawata ze spodni bo jedzenia tu dziś raczej nie uświadczę, koncert chyba odwołany bo zapowiadali, że Chopin to artycho że ho ho wiec powinno być nagłośnienie co ma wypierd pierwszoligowy a tu nawet jednego Altusa nie widać. Zdążył ktoś podprowadzić czy jak? Pewnie nawet koparek nie będzie bo by się ślizgały po wypastowanym parkiecie. No i wtedy na scenę wyszedł On. Chyba On, a nie Ona, bo włosy miał na pół ryja jak ten z hotelu w Tokio. I ten emo-pianista to ten wielki Miszcz? Oj synku, coś mi się widzi, żeś ty nie pod wierzbami chowany ino z krainy kwitnącej świni, no ale jakeś już wyloz to graj Pan, Panie Szopen!

Zmarnowany czas, moje podejrzenia były słuszne! Jak sie później dowiedziałem od szatniarek to wcale nie grał Szopen tylko jakiegoś kurdupla posadzili przy tym kredensie a tu nadmienić trzeba, że naprawdę – mebel klasa! Politura na błysk jak z meblościanki u teściów, tylko barek nietypowo otwierany – od góry. I se wyobraźcie, ten konus, z zawodu chyba kelner po ciuchach sądząc, tak nawalał w te klawiaturę jakby przechodził bez kodów ostatni chapter Max Payne’a a dźwięk tego forteklapu to miał taki surałunt, że nasz Szopen aż oczy mruzył cały czas, własciwie to wyglądał na Azjatę, w Chinach wszystko tańsze to i  kelnerów tam robia i poźniej emigruje kitajec jeden z drugim z Tokio hotelu na kontynent grać koncert, że może łowca talentu się napatoczy a później to już tylko kilka lat chałtur i Sopot stoi otworem. Owszem, stoi otworem ale tym drugim, my tu mamy Diode i Margaryne i może jest słabo ale te wasze gejsze nie są piękniejsze!

Wracam rozczarowany pożalić się szwagrowi, a ten wita mnie radośnie w drzwiach: mam Szopena! Owszem, miał Szopena, dobrze schłodzonego i takie wysokie matowe kieliszki z literką B. I tak oto wydarzyło się co dotąd kartom historii było nieznane: Szopen zagościł w Belwederze i to nie jeden raz. Gdym się ocknął, dziwnie w głowie mi dźwięczało, jakby skośny Chopin wciąż grał jeszcze a to echo grało. Lekko chwiejnym krokiem wybrałem się na spacer do lodówki ale gdy szedłem przez przedpokój, pewnie nie uwierzycie: przy przeciwległej ścianie, dokładnie w miejscu gdzie szwagier ma lustro, stał Szopen we własnej osobie  – morda co prawda nie tak szlachetna jak pokazali na bilecie (pewnie szopowali) a po fryzurze widać było, że musiał gdzieś dobrze zakoncertować. Pomachałem mu tylko a on odpowiedział mi takim samym gestem. Do lodówki nie dotarłem bo naszła mnie taka wena (weno wychodź z klopa bo muszeeee!), że skomponowałem rigoletto forte z takim rozmachem, że zamiast do wanny celnąłem na uwerturę sanitarną. A to było zaledwie preludium do spożytego wczoraj mazurka, stworzyłem więc także maleńką etiudę ozdabiając szwagierce nowego buta na wysokim nokturnie, a że drugi stał obok to nie obyło się bez bisu.

Zdobyta po wielu trudach lodówka raczyła być pusta a mnie sushi. Wychodząc po kefir spotkałem sąsiadkę szwagra, która jest artystką. To znaczy robi czasem mityng artystyczny, „obiady czwartkowe” … z poniedziałkowym śniadaniem. Wiem bo mieszka nad szwagrem, jest wernisaż, po czym wystawa, czy mówiąc z angielska „ekshibicja”, trwa kilka ładnych dup…  znaczy się.. dób, są owulacje na stojąco, po czym następuje finisaż i wreszcie można zasnąć bo łóżko przestaje skrzypieć. Naprawdę niezła artystka, jak nie wierzycie to spytajcie się kogoś o Dzidkę, usłyszycie „a, Dzidka, ta z Szopena!” – nawet wam okna pokażą, łatwo poznać, tylko ona w całym bloku ma czerwone zasłony. Dzidka, to na salonach bywa, w towarzyskiej się obraca śmietance (i w kisielu podobnież też), trendy zna i jak mię zobaczyła to aż do Szopena porównała. Jak ona powiedziała, jakoś po zagramanicznemu: cośtam cośtam  „..image nietschesanneau chopin” (…i masz nieczesaną szopę) więc podziękowałem, Chopin ugładziłem i poszedłem do sklepu.

W radiu mówili, że Szopen wiecznie krzywy, że mamy tak długo oczekiwany wyrok szopenowski, że na festiwalu Chopina wręczono Fryderyka Polakowi, który zajął bardzo dobre szóste miejsce tuż za ekipą z Cejlonu… Dosyć tego Szopena! Zgasiłem radio i wyciągnąłem wnioski: żadnych koncertów, nigdy więcej filharmonii, ze szwagrem możemy się napić ale nie Chopina tylko bimbru u mnie bo u niego trwa jakieś malowanie czy coś. A jak Szopen to tylko w domu, z adapteru ale bez patrzenia jak się płyta kręci, bo by i u mnie remont był potrzebny.

Powyższy, wirtualny balet skomponował natchniony szopenowskim, dwatysiące dziesiątym rokiem, Brulionman.
https://brulionman.wordpress.com/

PS. Koparki dawniej „Waryński” dziś mają azjatycko brzmiącą nazwę Livgong. Dobrze, że Fryderyk nadal jest Chopin a nie Cho Pin ;)

Karmienie rakiem

6 komentarzy

Podejdz tu chlopcze, chce abys wzial go do ust, znakomita reklama spoleczna, oczywiscie, parytety, zatem jest tez wersja dla dziewczyn.

Pale(nie) albo zdrowie. Dlaczego? Obecnie idac na piwko MUSZE wrocic na wskros (nawet wlosy czy kurtka) przesmierdniety dymem, rano zas wita mnie bol czachy z powodu biernego wdychania. Wydzielone miejsca dla palacych w praktyce zajmuja 90% powierzchni, przy czym pozostala czesc, teoretycznie dla niepalacych, rowniez smierdzi fajkami. Zdrowie cenniejsze jest niz budzet, z reszta ciekawe jak wyglada bilans przychodow z tytoniowych akcyz w zestawieniu z wydatkami na leczenie raka pluc, krtani i jezyka oraz wielu innych chorob wywolywanych cmieniem petow. Lamenty wieszczace upadek knajp sa bezzasadne, wystarczy spojrzec na Zielona Wyspe – Irole lubia alkohol i papierosy rownie mocno jak Polacy a jednak mimo calkowitego zakazu kopcenia w lokalach, tudziez miejscach pracy (dotyczy to rowniez samochodow sluzbowych!), oberzysci wcale nie zamkneli swych wyszynkow, a wrecz od czwartku do niedzieli ciezko jest znalezc wolne miejsce wieczorowa pora w wiekszosci pubow. Kto chce jarac – wychodzi przed lokal, gdzie pod skromnym daszkiem karmi raka i wraca po kolejnego Guinessa – i pomyslec ze jeszcze kilkanascie lat temu mozna bylo tam palic nawet w autobusach. Po prostu – nie ma zaslaniania sie narodowymi przyzwyczajeniami, wystarczy spojrzec na naszych sasiadow – w Berlinie na plazy stoja tabliczki „NO FARTING” (zakaz pierdzenia) i mimo swych upodoban Niemcy po posilku przestali tam publicznie kaszlec z grubego jelita. W jakiejs ankiecie musialem uzasadnic czemu jestem ZA zakazem palenia, pomyslalem ze niemiecki problem jest calkiem podobny: popieram akcje zakazu palenia tytoniu w lokalach oraz srodkach komunikacji publicznej, wlaczajac w to wiaty przystankowe, poniewaz nie mam przyjemnosci w wachaniu czyichs smierdzacych wydzielin gazowych, niezaleznie z ktorego otworu sie wydostaja!

Brulionman, siodmy miesiac bez tytexu.

Buuuu – huuuuuuuuu!

leave a comment »

Za oknem fajerwerki wala pelna para, dzis plona stosy starych mebli i palet, sprzedawcom z kacikow ust cieknie krew, dzieci dziurawia dynie i niepokoja sasiadow w sprawie slodyczy. Na ulicy ludzie plci obojga strasza wygladem (bo na codzien to raczej tylko tutejsze kobiety), strachy na lachy czyli Helloween, nawet Google zmienilo dzis skorke, wiec i ja czyms Was postrasze.

Otoz mam za soba taki etap zycia gdy pracowalem w fabryce i pakowalem rynny. Z plastiku ale nie okragle lecz kwadratowe – taka moda. Produkowane to bylo w ilosciach olimpijskich, ja rozumiem ze tu wiecznie pada ale zeby az tylu rynien potrzebowal rynek?

Trend jaki udalo mi sie zauwazyc na nekropolii jest iscie przerazajacy i tlumaczy popyt na rynny…

przerazajace...   poczucie estetyki

PRZERAZAJACE... poczucie estetyki

Pragmatycznie, ot co! ;)

%d bloggers like this: