Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘KULT

Dlaczego nie wygralem?

2 Komentarze

No? Przeciez stanalem jak wszyscy zaslepieni kumulacja w kolejce do totolotkowego nieba, kupilem kilka „chybil-trafil” no i niestety okazalo sie ze to byly te „chybil” a nie „trafil”. Ale kto to widzial takie nieludzkie liczby: 6, 14, 28, 44, 45, 48?! Przeciez to nie po chrzescijansku zeby az trzy z czwartej dzisiatki byly! I w ogole nieslusznie nie dano mi wygrac bo jak bum-cyk-cyk woda sodowa nie uderzylaby mi do glowy, nie zakladalbym uczelni wyzszej etyki medialnej, nie wykupilbym na wlasnosc zadnego pieknego lasu by czlowiek szary nie mogl tam wejsc… Po prostu kupilbym sobie dom na wsi by miec dokad wracac i samochod w ktorym przezylbym zycie fotografujac swiat. No i zatrudnil szczwanego prawnika ktory ganialby w mym imieniu rozne polskie absurdy.

A wlasciwie to zalobbowalbym tak, by moich kilku ludzi obsadzono w komisji gier i zakladow bo na dobra sprawe te wygrane moglyby rozchodzic sie po krewnych i znajomych krolika Buggsa :P Czy ktos osobiscie zna kogos kto trafil szostke? Wiec moze ta kasa, poza sporadycznym rozlosowaniem wsrod plebsu paru „trojek” i „czworek” idzie wewnatrz jakiegos kamiennego kregu? Chyba nie jest problemem napisanie programu, ktory biorac pod uwage liczby skreslone we wszystkich zawartych zakladach, typuje taka szostke, ktorej nikt nie skreslil a uczynil to SZCZESLIWYM ZBIEGIEM OKOLICZNOSCI szwagra zony brat rodzony…? :)  Skoro ludzie wierza, wbrew faktom, ze w pentagon uderzyl samolot pasazerski a wieze WTC zawalily sie wskutek uderzen przez 2 samoloty to i uwierza w skaczace kulki w telewizorze :P

ZZIB: jest juz nowy KULT i jest rowniez film, ktory nie wiem czy pisalem ale powinni obejrzec wszyscy pantoflarze i wszystkie zaborcze kobiety by uratowac swoj zwiazek nim stanie sie zwiazkiem radzieckim totalnie. A, tak, tytul – Kac Vegas / The Hangover, polecam go takze ludziom w zdrowych zwiazkach, wciagajaca komedyjka a zarazem przestroga by nie przegiac na wieczorze kawalerskim :)

PS. Nastepny wpis bedzie ze zdjeciami, slowo harcerza.

Reklamy

Graffiti Dublin

3 Komentarze

Kilka szufladowcow z drepcydesow i fotoszwedaczy po kramie z balladami

Unplugged: Glenmalure

3 Komentarze

Plan byl taki: grill nad rzeka w sasiedztwie porosnietych mchem lasow w dolinie Glenmalure, kimono w starym schronie turystycznym, uderzenie w trasy na Mullacor – Lugduff – Conavalla – Table Mountain. Zycie zweryfikowalo plany po raz kolejny – nadszedl weekend i wszyscy, ktorzy deklarowali chec pojscia w gory, przypomnieli sobie nagle ze zostawili zupe na gazie. Ale nawet we dwojke i bez samochodu dopielismy swego.

Rejon Gor Wicklow, ktory nas interesowal nie jest objety komunikacja kolejowa a „pekaes” ma jeden kurs w czwartek i trzeba isc ok 25km od przystanku. By nie zabulic jak za zboze w prywatnym busie***, znalazlem inne polaczenie. Najpierw z centrum tutajszym pekapem pojechalismy w 90min do Rathdrum. Stad drepcydesem 17km (ok 3h) az do schronu po drodze mijajac kilka opuszczonych i zaniedbanych domow na wsiach i jedno nowiutkie boisko na wichurce co moze z siedem domostw miala. W takich wedrowkach gdy liczy sie kazdy kilogram – polecam „zupe dnia” w lokalnych gospodach, zwykle jest to gesta zupa-krem serwowana z pieczywem i maslem – ogrzewa jak herbata i zdrowsza nizli porcja frytek krzepiac niezgorzej. Rezerwacja noclegu wczesniej przyklepana, dochodzimy a tam wszystko zamkniete, zadnej wywieszki i brak zasiegu w promieniu kilku kilometrow. Rozpalilismy ognisko, dwa w jednym – szamunek sie pichci i mozna sie ogrzac. Poleciala mysliwska, plaster usmazonego wczesniej schaboszczaka, wedzona makrela natarta pieprzem oraz wiele miesa pod adresem spania „pod chmurka” w gorach. Gdy kabaczek i papryka faszerowana ryzem zabulgotaly w puszcze nad ogniem zjawlili sie nasi zbawcy – gospodarze.

Zalogowalismy sie w schronie, ktoremu nalezy sie kilka linijek (inna www z info o schronie). Aby tam dotrzec trzeba przeprawic sie przez gorska rzeczke, ktora przy wyzszych stanach miewa 50-100cm ponad most wiec ostatnie 300m czasem trzeba pokonac pieszo. Nie znam jego historii ani wieku, „wyglada” na stuletni i jest to murowany pietrowy dom plus parterowy, rowniez murowany domek. Nie ma elektrycznosci, biezacej wody ani lazienki. Brak pierwszego rekompensuja urzadzenia na gaz – lampy, kuchenki, bojlerek i LODOWKA (tak, na gaz). Wode zrodlana przynosi sie z potoku, ktory mknie bystro tuz przy schronie (10 m), i ten zaszczytny obowiazek pelni gospodarz albo turysci. Na grubsze posiedzenia chodzi sie do drwalki gdzie obok drewna i wegla sa dwie tojtojki. Spragnieni prysznica moga skorzystac z tego luksusu odplatnie w gospodzie na rozdrozu na poczatku doliny. W glownym domku jest kuchnia wyposazona w stol z lawami, 3 czteropalnikowe kuchenki gazowe (jedna z piekarnikiem i grillem), wspomniana lodowke, cala fure naczyn, garnkow, patelni i sztuccow oraz niepsujace sie dobra jadalne pozostawione przez turystow typu kawa, przyprawy itp. Na parterze obok kuchni jest duzy pokoj ze stolami, lawami, szafka pelna ksiazek (na niepogode) i kominkiem, przed ktorym, pod sufitem jest opuszczana suszarka na przemoczone rzeczy. U gory sa pokoje z lozkami pietrowymi. Domek numer dwa stoi tuz obok, ma jedno okno, jedne drzwi, jedna drzewno-weglowa „koze” i 5 pietrowych lozek (z koldrami i poduszkami ale gdy ogien w kozie zgasnie spiwor jest mocno wskazany). Schron jest czynny codziennie tylko w wakacje a poza nimi jedynie w sobotnie noce, najlepiej zarezerwowac wczesniej: 018 304 555, normalna cena za osobe dorosla to 14 euro/noc.

Jak juz przy cenach jestesmy – polityka kolei irlandzkich wymusza niejako kopno biletu powrotnego bo kosztuje on przykladowo 18,50 a w jedna strone 16,- Dowiedzialem sie rowniez ze na stacjach, ktore w niedziele sa nieczynne ani nie posiadaja automatu z biletami, zwyczajnie wsiada sie po pociagu, konduktor sam Cie znajdzie i bez dodatkowych oplat czy kar sprzeda bilet.

Wkrotce po nas zaczeli zjezdzac sie inni korzystajacy z gosciny w schronisku. Okazalo sie, ze sa to znajomi naszej gospodyni, ktora gra na wieśle całkiem nieźle a my trafilismy na nocna sesje muzykow zaprzyjaznionych z zespolem Imrama (obejrzalem material na majspejsie – nie oddaje ulamka tego co graja – trzeba ich wyczaic jak graja na zywo w knajpie). Ludzie na codzien wykonujacy rozne zawody spotykaja sie co jakis czas polaczeni wspolnym hobby – graniem. Tylu roznych instrumentow „gitaropodobnych” jeszcze nigdy nie widzialem, plus flety, organki i beben. Po cieplej szamie wyszlismy pogapic sie w gwiazdy i choc poza Orionem i Wozami nie znalem zadnej innej konstelacji to wypatrzylem nadlatujacego ISS-a :) Rozgwiezdzone (prawie jak w Bieszczadach) niebo przeciela „Stacja Alfa” dokladnie 21:02 ale w polowie nieba przestala odbijac swiatlo.

Wrocilismy wszyscy do „liwingrumu”, siedlismy w kregu i zaczelo sie granie – double unplugged: akustycznie i bez pradu w ogole :) Pierwsza sprawa to brzmienie – na plycie ani jutubie nie brzmi to tak przejmujaco, wrecz moze byc nudne. Jednak tamtej nocy, gdy siedzialem miedzy gitara o ksztalcie gruszki, balalajka i czymstam jeszcze, slyszac akompaniament tego miesca – syk lamp gazowych, trzaski w kominku, szum wiatru i pomruk potoku, czujac dusze ludzi zakleta w ich spiewie, poczulem te irlandzka muzyke tak ze musialem pozwolic nodze przytupywac. Momentami muza uderzala w podobnie ckliwe struny jak, wyswiechtane juz co prawda, Mro Ilo z Bandyty czy inne dziela Lorenca – takie ze zamykasz oczy i widzisz diaporame gorskich krajobrazow.

Druga sprawa to klimat domu, otaczajacych go gor, przyjaznych ludzi o otwartych umyslach, klimat ludzi wolnych – to nie koncert ani granie do kotleta – kazdy moze zaczac cos grac, spiewac, reszta sie wlacza jesli to poczuje. Moja najwieksza radosc tej nocy wynika z tego ze przelamalen treme i zaspiewalem. Nie, nie byl to „Bialy mis” ani „tam kolo mlyna” :> Zachecony przez Ule i wspolbiesiadnikow zaspiewalem „Celine”, niesamowite wrazenie gdy wlaczaja sie instrumenty ludzi slyszacych te melodie po raz pierwszy i nie rozumiejacych ani slowa. Zwyczajnie – poczuli bluesa. Alarm przypomnial o kolejnym okrazeniu ISS lecz bylismy zbyt przejeci muzyka. Zaspiewalismy pozniej jeszcze jedna piosenke, razem z Ula a pozniej, tradycyjnie – translejt :) Odbyla sie tez krotka edukacja o tym ze znana im „la varsovienne” to niemiecki taniec a nie nasza Warszawianka, ze Polka to czeski taniec i ze trudno znac „mazurka” bo sam Chopin naplodzil ich ponad piecdziesiat a nie byl jedyny.

Odpadlismy po moich indywidualnych warsztatach perkusyjnych i Ulenki z tanca irlandzkiego ok 4 rano zostawiajac kwartet mandolinistow/mandolinierow/mandoliniarzy/mandolinowcow (po prostu: ludzi mieszkajacych w dolinie) i walnelismy w kime karmiac wczesniej koze do syta (acz nie poszly iskry kominem heheh!).

Poranek zmienil sie w poludnie, poczestowalem towarzyszy nocnych smazonym polskim kawiorem dla ubogich (czyli kaszanka zwana tez „czarnym szalenstwem”), spakowalismy bety, pomoglismy sprzatnac pobojowisko naczyniowe, pozegnalismy sie i ruszylismy na poludniowy wschod, odbijajac na gornicza sciezke przy starej kopalni, skad dobrze widac cala poludniowa strone doliny Glenmalure – Benleagh, Clonhernagh, Corrigasleggaun i Carrawaystick Mountain oraz tor dla quadow, crossow, trialu i 4×4. Wyszlismy na poczatku doliny i podazylismy kawalek wzdluz rzeki Avonbeg a pozniej droga z widokiem na strony ktore znamy z biwaku na Wicklow Way za Aughrim – Fananierin Mountain, Croaghanmoira Mountain, Slieve Maan i Ballinacor Mountain. Mam takie skojarzenie ze dzieje opisane przez Tolkiena mogly dziac sie w Irlandii, przynajmniej niektore nazwy maja w podobnym stylu ;)

Drepcydes przywiodl nas na stacje i stamtad do Dublina. Nawet nie spodziewalismy sie ze wypad w gory bedzie tak niesamowitym przezyciem. Zdjeciownika nie wzialem, ale Ulson zarejestrowala pod drodze fotografie jakowes.

  • ** – Po fakcie: ten wpomniany prywatny bus (Kevin’s Bus) kosztuje niewiele drozej niz kolej a dojazd do Glenadalough oferuje tysiackroc szersze spektrum szlakowo – noclegowe.

Written by brulionman

23, Marzec, 2009 at 11:59 pm

KULT – zdjecia z koncertu w Dublinie 2009 / pictures from KULT live in Dublin 2009

4 Komentarze

Zdjecia z koncertu KULT w The Academy, Dublin, 1 marca 2009. Zaluje ze nie zabralem ze soba prawdziwego aparatu i choc nie mam tego na zdjeciach to, tak, Goehs naprawde przypomina Clinta Eastwooda :) Mam za to (ostatnia fota) Janusza pomykajacego jedna reka na klawiszach, yeah! Pozdrowienia dla wszystkich ktorzy sie dobrze bawili na koncercie, moze znajdziecie sie na zdjeciach. Dzis, 4 doby po koncercie, nadal slysze syczenie w lewym uchu, oby minelo.

Kult

Kult

prompter Kultu ;)

prompter Kultu ;)

Odpowiedzialni za najpiekniejsze motywy w Kultowych numerach, leb w leb z hamondem Janusza

Odpowiedzialni za najpiekniejsze motywy w Kultowych numerach - deciaki na froncie i hammondziak z tylu

na glowie kwietny ma wiaaaaaaa--aaaaaanek :)

na glowie kwietny ma wiaaaaaaa--aaaaaanek :)

w reku zielonyyy badyyyy--yyylek

w reku zielonyyy badyyyy--yyylek

piatki przybija Baranek

piatki przybija Baranek

nad ludzmi lata Motylek

nad ludzmi lata Motylek

Janusz Grudzinski Polska - zaangazowanie: 10 LOL

Janusz Grudzinski Polska - zaangazowanie: 10 LOL

Kult 1 03 2009 The Academy – Dublin

leave a comment »

NAJPIERW PLUSY…
Koncert przyniósł wiele bardzo pozytywnych emocji – publiczność niezachlana i kulturalna, potrafiąca pogodzić swą część statyczną z częścią którą zabrało pogo – człowiek taki nie jest żeby na starość nie dał się tez porwać. Było przybijanie piątek i noszenie na rekach tłumu, z czego nawet Kazik był skorzystał. Moc najlepszych numerów Kultu starła się z energią spragnionych tegoż Kultu ludzi, dostałem też megapower na który czekałem – Zegarmistrz światła. Wróciłem szczęśliwy ze zdartym gardłem, zakwasem łydek i brzęczeniem w uszach – czyż mogłoby być lepiej? ;)

Scena za ciasna dla tylu muzyków ale za to intensywniej komunikowaliśmy się wzajemnie. Miałem Zorke 5 i zrobiłem kilka zdjęć wiec jak wywołam film to wrzucę tu co-nieco. Dzięki Krzychowi (dzięki Krzychu) mam nawet autograf Kazimierza. Wielki plus za czarnoskórego koleżkę, który w męskiej ubikacji częstował lignina, dezodorantami i gumą do żucia, okazuje się ze na koncercie nie musi dawać potem jak w popołudniowym pekaesie. Największy uśmiech koncertu to Janusz Grudziński w nadobnym ortalionie, który grając z tylu na klawiszach jedna ręką, druga podpierał brodę z mina jakby za moment miał z nudów zacząć ziewać :D

MIEJSCE NA NARZEKANIA
Informacja o koncercie była słabo rozpowszechniona dystrybucja biletów wyjątkowo nietrafiona – dwa punkty sprzedaży z czego jeden to fryzjer na zadupiu a drugi to redakcja gazety tez nie będąca w centrum. Nie widziałem żadnego plakatu i pominięto typowa dystrybucje polonijnych imprez czyli przez „polskie” sklepy oraz cala siec ticketmaster, która w przeciwieństwie do ticketweb’a, akceptuje najpopularniejsza kartę płatniczą „Laser” i posiada „kioski” w Dublinie. Ale częściowo nadrobili to wysyłając dobrego człowieka z plikiem biletów do sprzedaży w kolejkę czekających na wejście przed koncertem.

Kult kazał czekać na siebie i publiczność odśpiewała wiele KULTowych piosenek samodzielnie nim po jeszcze kilku skandowaniach niewdzięcznego jednosylabowca „Kult” – Kult się pojawić na scenie raczył. Od koncertu minęło właśnie 24 godziny a ja nadal mam przytkane ucho i buczenie w czaszce wiec na poziom nagłośnienia w klubie narzekać nie można było natomiast jestem rozczarowany jakością tego dźwięku. Co prawda sam się prosiłem stojąc pod sama scena ale to nie tłumaczy jazgotu w którym tonie wokal.

Ja z natury lubię się czepiać ale jednak minusy nie przesłoniły mi plusów :> i bilans koncertu jest MOCNO POZYTYWNY

Bartek Zachrypnięte Gardło.

Obrazy skradzione Dublinowi / Views stolen from Dublin

leave a comment »

Spacer po Dublinie, w jednej dłoni dłoń drugiego człowieka, w drugiej zaś aparat człowieka pierwszego.

Smithfield, Dublin

Smithfield, Dublin

Jak rzecze poeta – Dublin to z balladami kram…

Oberża "Trzy Korony"

Oberża "Trzy Korony" a w odrzwiach sam John Burton - John nad Johny ;)

PS. Koncze z pisaniem jaki to maerial a jaki aparat, dosc tego brandzlowania ;) Jak „Warzywniak” udowodnil – nie aparat i nie film zdjecia robi. Pozdrawiam wszystkich kucharzy ktorych spytano – „mmm… wysmienite, w jakich garnkach pan gotuje?”. Parafrazując poetę od ballady o Dublinie tudzież dwóch siostrach: Jak powstają twoje zdjęcia – gdy mnie ktoś tak spyta […]

No, dobranoc :)

Kuku ruku / koukou roukou

2 Komentarze

Pionowy wafelek oblany czarobielizną Dublina, zaserwowany na Temple Barze, potrafiący dać tyle radości co solówka na kotłach pod koniec „Idź przodem„. A teraz szeroko buzia, szeroko, powiedziałem, no „AM”!

dablinwpionie

Vertical Dublin / PijoNowy Dablin

%d blogerów lubi to: