Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘koncerty

Zmywajmy się stąd zanim zaczniemy tańczyć na końcu liny / Pinhole 2.2

6 Komentarzy

Druga część drugiego ładunku czarnobielizny / Second part of second b&w film from pinhole

4 min. 49s. Ciotuchna / auntie Eugenia

32 min Pokój / dining room

2h 2 min. Bardzo miły wieczór z Płaz Składem i CNK / Kermit's place

32 min. Koncert Chóru Politechniki / Concert live in St Adalbert's - oldests church in Kielce

32 min. Koncert Chóru Politechniki / Concert live in St Adalbert's - oldests church in Kielce

Biblioteka nocą / Library at night

32 min. Biblioteka nocą / Library at night

5h miasto nocą / city at night

32 min. Przychodnia / local clinic

32 min. Przychodnia o 5 rano / local clinic at sunrise

Ukłony dla Tomka, który cytatem z tytułu zaczyna kończyć wspólne imprezy, jeśli go spotkacie, zanućcie mu pieśń o zwierzynie i myśliwych pt. „w śrut nocnej ciszy”.

 

Reklamy

Obecność Chopina w kulturze Polski XXI wieku

5 Komentarzy

Obecność Chopina w kulturze Polski XXI wieku

Chopin wielkim artystą jest – tak stało w gazecie. Se myślę, trza się ukurwturalniać – pójdę gdzieś jak będzie jego szoł, se posłucham jak gościu gra.

Udało się, kupiłem bilety na tego Chopina, się ceni skubany: po pięć tysi sztuka ale warto bo podobnież mocno ekskluzywne te bilety – oprócz ceny 5000 zł jest na nich zielone zdjęcie artysty z fryzem a la wczesny Wodecki, sam Narodowy Bank Polski jest sponsorem, do tego dwustronny nadruk (nuty z tyłu dali, chyba żeby śpiewać na koncercie jak zagra megahita) i nawet znak wodny rypnęli żeby nie rżnąć na ksero. Od razu widać: poważna sprawa a nie jak ostatnio na Bajerfulu – biletu nawet nie dali tylko pieczątke na ręce przybili jak krowie w rzeźni. Wycelulitowałem te bilety na Alledrogo u szwagra na kompie bo u nas nadal nie ma tego całego internetu. Fart, że zdążyłem „kupić teraz” bo pisali, że to rarytas! Były też bardzo tanie bilety (po 100 zł) na Waryńskiego ale koparki to ja na codzień widzę koło bloku jak od 4 lat ten internet kopią. Kopią, kopią ale do dziś go nie znaleźli i tylko siedzą w tych koparkach, oczy mętne, gęby czerwone, chyba zawstydzeni tacy, że kopią i nic, taka telekompromitacja! Z resztą tego Szopena to też nie byłem do końca pewien bo ponoć pochodzi z jakiejś Stalowej Woli (też koparki) ale pomyślałem: ryzyk-fizyk i kupiłem. Przysłali mi bilety, patrzę: data na dziś tylko, że to w jakimś PRL a ja znam tylko PSS i KDT. Wiecie co, pięć kafli umoczone w wołczery do nieznanej galerii, której nie znalazłem, termin minął, przelipa! Aż tu szwagier dzwoni, że mówili w telewizorze, że będzie jeszcze jeden koncert. Myślę sobie – jeszcze mi cztery i pół koła zostało do spłacenia w Prowidęcie, drugi raz się nie dam nabrać ale okazało się że za darmo i niedaleko, w filharmonii. Jakby już lepszych miejsc na koncert nie było!

Przyszedłem wcześniej żeby ze stołu szwedzkiego (wszędzie ta Ikea!) zgarnąć do reklamówki szynkę i oliwki, się zamrozi i na imieniny jak znalazł. Ja go tam, tego Szopena, nigdy na plejlistach nie słyszałem ale w programie podano, że to ponoć klasyka w wykonaniu wirtuł…   wiert…  wiertłoboazeryjnym… cholera, jednak koparki! Ale już zapłaciłem za szatnię, trudno, obejrzę show. Wchodzę i co? Plaża. Wielka, pusta sala, krzesła niewygodne jak na rekolekcjach w podstawówce i tylko w pierwszym rzędzie drzemie kilku staruszków. Przed nimi podłużny stół. Pusty!!! Szlag by trafił, spóźniłem się na zakąski! Wszystko zeżarli to i nie dziwota, że teraz tną komara, wąskobarkowe eleganciki. „Jury„! A kogo obchodzi, że wam wszystkim matka tak samo dała na imię, dziady pazerne! Niby tacy ę-ą, pod muchą a żaden nie ma takich czyściutkich, bielutkich skarpet frote jak ja, specjalnie ubrałem świeże bo przez sandały to widać jak się kilkudniowe włoży. Wyjąłem koniec krawata ze spodni bo jedzenia tu dziś raczej nie uświadczę, koncert chyba odwołany bo zapowiadali, że Chopin to artycho że ho ho wiec powinno być nagłośnienie co ma wypierd pierwszoligowy a tu nawet jednego Altusa nie widać. Zdążył ktoś podprowadzić czy jak? Pewnie nawet koparek nie będzie bo by się ślizgały po wypastowanym parkiecie. No i wtedy na scenę wyszedł On. Chyba On, a nie Ona, bo włosy miał na pół ryja jak ten z hotelu w Tokio. I ten emo-pianista to ten wielki Miszcz? Oj synku, coś mi się widzi, żeś ty nie pod wierzbami chowany ino z krainy kwitnącej świni, no ale jakeś już wyloz to graj Pan, Panie Szopen!

Zmarnowany czas, moje podejrzenia były słuszne! Jak sie później dowiedziałem od szatniarek to wcale nie grał Szopen tylko jakiegoś kurdupla posadzili przy tym kredensie a tu nadmienić trzeba, że naprawdę – mebel klasa! Politura na błysk jak z meblościanki u teściów, tylko barek nietypowo otwierany – od góry. I se wyobraźcie, ten konus, z zawodu chyba kelner po ciuchach sądząc, tak nawalał w te klawiaturę jakby przechodził bez kodów ostatni chapter Max Payne’a a dźwięk tego forteklapu to miał taki surałunt, że nasz Szopen aż oczy mruzył cały czas, własciwie to wyglądał na Azjatę, w Chinach wszystko tańsze to i  kelnerów tam robia i poźniej emigruje kitajec jeden z drugim z Tokio hotelu na kontynent grać koncert, że może łowca talentu się napatoczy a później to już tylko kilka lat chałtur i Sopot stoi otworem. Owszem, stoi otworem ale tym drugim, my tu mamy Diode i Margaryne i może jest słabo ale te wasze gejsze nie są piękniejsze!

Wracam rozczarowany pożalić się szwagrowi, a ten wita mnie radośnie w drzwiach: mam Szopena! Owszem, miał Szopena, dobrze schłodzonego i takie wysokie matowe kieliszki z literką B. I tak oto wydarzyło się co dotąd kartom historii było nieznane: Szopen zagościł w Belwederze i to nie jeden raz. Gdym się ocknął, dziwnie w głowie mi dźwięczało, jakby skośny Chopin wciąż grał jeszcze a to echo grało. Lekko chwiejnym krokiem wybrałem się na spacer do lodówki ale gdy szedłem przez przedpokój, pewnie nie uwierzycie: przy przeciwległej ścianie, dokładnie w miejscu gdzie szwagier ma lustro, stał Szopen we własnej osobie  – morda co prawda nie tak szlachetna jak pokazali na bilecie (pewnie szopowali) a po fryzurze widać było, że musiał gdzieś dobrze zakoncertować. Pomachałem mu tylko a on odpowiedział mi takim samym gestem. Do lodówki nie dotarłem bo naszła mnie taka wena (weno wychodź z klopa bo muszeeee!), że skomponowałem rigoletto forte z takim rozmachem, że zamiast do wanny celnąłem na uwerturę sanitarną. A to było zaledwie preludium do spożytego wczoraj mazurka, stworzyłem więc także maleńką etiudę ozdabiając szwagierce nowego buta na wysokim nokturnie, a że drugi stał obok to nie obyło się bez bisu.

Zdobyta po wielu trudach lodówka raczyła być pusta a mnie sushi. Wychodząc po kefir spotkałem sąsiadkę szwagra, która jest artystką. To znaczy robi czasem mityng artystyczny, „obiady czwartkowe” … z poniedziałkowym śniadaniem. Wiem bo mieszka nad szwagrem, jest wernisaż, po czym wystawa, czy mówiąc z angielska „ekshibicja”, trwa kilka ładnych dup…  znaczy się.. dób, są owulacje na stojąco, po czym następuje finisaż i wreszcie można zasnąć bo łóżko przestaje skrzypieć. Naprawdę niezła artystka, jak nie wierzycie to spytajcie się kogoś o Dzidkę, usłyszycie „a, Dzidka, ta z Szopena!” – nawet wam okna pokażą, łatwo poznać, tylko ona w całym bloku ma czerwone zasłony. Dzidka, to na salonach bywa, w towarzyskiej się obraca śmietance (i w kisielu podobnież też), trendy zna i jak mię zobaczyła to aż do Szopena porównała. Jak ona powiedziała, jakoś po zagramanicznemu: cośtam cośtam  „..image nietschesanneau chopin” (…i masz nieczesaną szopę) więc podziękowałem, Chopin ugładziłem i poszedłem do sklepu.

W radiu mówili, że Szopen wiecznie krzywy, że mamy tak długo oczekiwany wyrok szopenowski, że na festiwalu Chopina wręczono Fryderyka Polakowi, który zajął bardzo dobre szóste miejsce tuż za ekipą z Cejlonu… Dosyć tego Szopena! Zgasiłem radio i wyciągnąłem wnioski: żadnych koncertów, nigdy więcej filharmonii, ze szwagrem możemy się napić ale nie Chopina tylko bimbru u mnie bo u niego trwa jakieś malowanie czy coś. A jak Szopen to tylko w domu, z adapteru ale bez patrzenia jak się płyta kręci, bo by i u mnie remont był potrzebny.

Powyższy, wirtualny balet skomponował natchniony szopenowskim, dwatysiące dziesiątym rokiem, Brulionman.
https://brulionman.wordpress.com/

PS. Koparki dawniej „Waryński” dziś mają azjatycko brzmiącą nazwę Livgong. Dobrze, że Fryderyk nadal jest Chopin a nie Cho Pin ;)

tzw. „filmiki”

2 Komentarze

W klimacie obecnej pogody – lodolamacz na szynach (koniecznie z dzwiekiem)

„Forty to one” Sabatonu – heavymetalowy hold dla polskiej walecznosci (no cóż że ze Szwecji), panowie kropneli sie deczko przeliczajac proporcje, powinni spiewac „sixty to one” bo stosunek sil nad Wizna wynosil ponad 58:1 (42 000 hitlerowcow atakowalo 720 Polakow). Jest to kawalek wywolujacy gesia skorke i powinien byc odtwarzany obowiazkowo w ramach lekcji historii. A przynajmniej WF-u ;)

Skoro juz przy Niemcach jestesmy, zwiastun filmu s-f „Iron Sky” czyli co kryje ciemna strona ksiezyca.

Na koniec dwa sznurki rapowe: klip zwiastujacy nowy album onyxa i koncertowa kooperacja gigantow: Cypress Hill i Raga Prativ Maszinie

Firma-ment festiwal 2009 cz.2

2 Komentarze

Nie wiem czy szacowne betonowe mury peerelowskiego sarkofagu KCK widzialy kiedykolwiek w sobotni wieczor tyle mlodych ludzi. Fisz sie sprawdzil w roli magnesu, zdrowo przed koncertem skonczyly sie numerki w szatni (a zaczely w ubikacji ;) ) i cala mala scena wraz z balkonem z trudem nas pomiescila. Zaczal Emiter, nie moja jazda wiec powiem tylko ze podobal mi sie minimalizm – czlowiek z paroma elektronicznymi ustrojstwami na stoliku metr na metr uzyskal w relacjach show/dzwiek mocniejsze wrazenie muzyczne choc w przerwach setow uslyszalem kilka westchnien „wreszcie” :)

Emiter - Firmament festiwal 2009 KCK

Emiter - Firmament festiwal 2009 KCK

Emiter - Firmament festiwal 2009 KCK

Emiter - Firmament festiwal 2009 KCK

Po Emiterze byla krotka szopka z oproznieniem calej sali na czas strojenia Tworzywa, na szczescie trwalo to kolo kwadransu. Na scene wjechali bracia i zaczelo sie baaardzo kameralnie…

Fisz Emade

Fisz i Emade - Firmament festiwal 2009 KCK

Tworzywo - Firmament festiwal 2009 KCK

Tworzywo - Firmament festiwal 2009 KCK

ale wkrotce z zakrawatowanymi chlopcami z Tworzywa Waglewscy zagrali w klimacie swej plyty „Heavi metal” i wiele radosci bylo gdy gimnazjum skakalo przy faktycznie hewimetalowych brzmieniach Tworzywa a gdy polecialo 30 cm ponad chodnikami to ludzie ruszyli z miejsc. Normalnie ciemna strona Fisza ;)

tak dzieciaku, to jest hewime(n)tal! ;)

Fisz Emade Tworzywo - Firmament festiwal 2009 KCK

Fisz Emade Tworzywo - Firmament festiwal 2009 KCK

Nie bylo czerwonej sukienki ale ogolnie frajda spora z festiwalu, ktory jeszcze sie nie skonczyl :) I w porownaniu z ostatnim koncertem WYP3, Liroya i Karaza – tu byl prawdziwy akustyk i chwala mu za dbanie o jakosc docierajacych do nas dzwiekow. Pzdr a w czwartek ciag dalszy zabawy – tym razem na Bazie Zbozowej.

Firma-ment festiwal 2009 cz.1

leave a comment »

Firmament przysporzyl pozytywnych emocji. Najpierw w piatek energetyzujacy Drum & Dres…

Drum & Dres

Drum & Dres - Firmament 2009 KCK

Drum & Dres - Firmament 2009 KCK

Drum & Dres - Firmament 2009 KCK

… a pozniej totalny relaksator chilloutowy przy znakomicie dobranych wizualizacjach czyli Letko, piekny odjazd!

Letko - Firmament 2009 KCK

Letko - Firmament 2009 KCK

Letko - Firmament 2009 KCK

Letko - Firmament 2009 KCK

Jednak nie wszyscy zakumali baze, niektorzy przebywali w odmiennych stanach swiadomosci cwiczac juz, jak zwykle w grudniu, karpia :)

karp

chcecie - wierzcie lub nie wierzcie: najtanszy zywy karp w miescie ;)

Written by brulionman

15, Grudzień, 2009 at 5:14 pm

Kult 1 03 2009 The Academy – Dublin

leave a comment »

NAJPIERW PLUSY…
Koncert przyniósł wiele bardzo pozytywnych emocji – publiczność niezachlana i kulturalna, potrafiąca pogodzić swą część statyczną z częścią którą zabrało pogo – człowiek taki nie jest żeby na starość nie dał się tez porwać. Było przybijanie piątek i noszenie na rekach tłumu, z czego nawet Kazik był skorzystał. Moc najlepszych numerów Kultu starła się z energią spragnionych tegoż Kultu ludzi, dostałem też megapower na który czekałem – Zegarmistrz światła. Wróciłem szczęśliwy ze zdartym gardłem, zakwasem łydek i brzęczeniem w uszach – czyż mogłoby być lepiej? ;)

Scena za ciasna dla tylu muzyków ale za to intensywniej komunikowaliśmy się wzajemnie. Miałem Zorke 5 i zrobiłem kilka zdjęć wiec jak wywołam film to wrzucę tu co-nieco. Dzięki Krzychowi (dzięki Krzychu) mam nawet autograf Kazimierza. Wielki plus za czarnoskórego koleżkę, który w męskiej ubikacji częstował lignina, dezodorantami i gumą do żucia, okazuje się ze na koncercie nie musi dawać potem jak w popołudniowym pekaesie. Największy uśmiech koncertu to Janusz Grudziński w nadobnym ortalionie, który grając z tylu na klawiszach jedna ręką, druga podpierał brodę z mina jakby za moment miał z nudów zacząć ziewać :D

MIEJSCE NA NARZEKANIA
Informacja o koncercie była słabo rozpowszechniona dystrybucja biletów wyjątkowo nietrafiona – dwa punkty sprzedaży z czego jeden to fryzjer na zadupiu a drugi to redakcja gazety tez nie będąca w centrum. Nie widziałem żadnego plakatu i pominięto typowa dystrybucje polonijnych imprez czyli przez „polskie” sklepy oraz cala siec ticketmaster, która w przeciwieństwie do ticketweb’a, akceptuje najpopularniejsza kartę płatniczą „Laser” i posiada „kioski” w Dublinie. Ale częściowo nadrobili to wysyłając dobrego człowieka z plikiem biletów do sprzedaży w kolejkę czekających na wejście przed koncertem.

Kult kazał czekać na siebie i publiczność odśpiewała wiele KULTowych piosenek samodzielnie nim po jeszcze kilku skandowaniach niewdzięcznego jednosylabowca „Kult” – Kult się pojawić na scenie raczył. Od koncertu minęło właśnie 24 godziny a ja nadal mam przytkane ucho i buczenie w czaszce wiec na poziom nagłośnienia w klubie narzekać nie można było natomiast jestem rozczarowany jakością tego dźwięku. Co prawda sam się prosiłem stojąc pod sama scena ale to nie tłumaczy jazgotu w którym tonie wokal.

Ja z natury lubię się czepiać ale jednak minusy nie przesłoniły mi plusów :> i bilans koncertu jest MOCNO POZYTYWNY

Bartek Zachrypnięte Gardło.

%d blogerów lubi to: