Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘koncert

Memorial to Miles – Targi Kielce Jazz Festival

with one comment

Targi Kielce Jazz Festival

"...jazz, a wtedy padał deszcz..."

Dwa niesamowite wieczory – w różnych odcieniach jazzu nafaszerowanego dynamitem improwizacji. Nic nie poradzę, że noga mi tupała aż fotel trzeszczał i tu proszę o przebaczenie i sam przebaczam gdyż sąsiedzi robili podobnie ;>

Z pewnością najmocniejsze są ostatnie wrażenia ale to co pokazał Benoît Corboz jest w ogóle nie do zapomnienia, zdominował Truffaza – „właściciela” kwartetu, który chwilami sprawiał wrażenie jakby sam przyszedł na koncert swego jedzącego żaby kolegi. Sympatyczny grubas poczęstował nas wyrywającymi z fotela klawiszowymi fristajlami a każdy z nich był lepszy od poprzedniego, po prostu kosmos! Również Siggy Davis podbiła serca publiczności umiejętnie nawiązując dialog. W sobotę zaś wyróżnił się kwintet Grochota – pięciu gentelmanów, którym nie potrzebny wokalista gdyż sami bezbłędnie zapełniają przestrzeń. Artyści dostarczyli tak dużo energii, że można nawet przymknąć oko na Mikę Urbaniak, która dla mnie była najsłabszym punktem programu, na szczęście gdy nie śpiewała jej chłopcy też rozpalali muzyczny tygiel tryskając iskrami w nasze uszy. Były bisy, brawa na stojąco i duma, że Polacy nie ustępują kroku zagranicznym kolegom.

Może uda się by przyszłoroczny festiwal odbył się w nowej hali E Targów Kielce gdzie jest wystarczająco dużo miejsca na fotele i część stojącą dla tych, którzy tak jak ja nie umieją sztywno przesiedzieć ukrzyżowani w fotelu gdy dusza tańczy pod rękę z muzyką.

Memorial to Miles Davis

Reklamy

The Thors – BF Memoriał 2010

8 Komentarzy

W finałowym koncercie tegorocznego Memoriału Wemblay’a wspomagany skreczami DJ Fim’a zagrał band The Thors – chłopcy spotkali się w Poradni Prawidłowo Zapadniętych Klatek Piersiowych i tak przypadli sobie do torsu tfu, do gustu ma się rozumieć, że sklecili piosnek kilka oraz odgrzali numery Karaza. W efekcie tak wygarnęli do tłumu z paczek, że gdyby zrobili tak 15 lat temu to Linkin Park by nie powstał ;)

perkusja – FUN MASTER FLASH
bass – KRAKERS ONE
gitara – ABRA DUB DABEK
klawisz – MACEK 10
przeszkadzajki – LL COOL MINTAJ
wokal – KARAZ
skrecze (gościnnie) – DJ FIM

The Thors feat DJ Fim - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010

Chopin 4 – Targi Kielce

4 Komentarze

Głos chóralny i solowy, dźwięk, taniec, światło, ruch i nie mieszcząca się w szufladkach Urszula Dudziak czyli wczorajsza Uczta Chopinowska z okazji otwarcia nowej hali „E” w Targach Kielce.

PS. tym którzy się wybierają i mają miejsca na trybunach gratuluje bo będą mieli najlepszą widoczność tylko lepiej wziąć coś ciepłego bo klima dmucha tam ostro a ci którzy mają miejsca na krzesełkach – coż, zapewne lepszy dźwięk a obraz raczej do śledznia na telebimach (magia telewizji powoduje że czasem ciekawszy obraz jest tam niż bezpośrednio na scenie).

Poszedłem tam obejrzeć show więc foty typowe dla widza z kitzoomem siedzącego w jednym miejscu ;P

show Chopin 4 - Targi Kielce (c) brulionman

show Chopin 4 - Targi Kielce (c) brulionman

show Chopin 4 - Targi Kielce (c) brulionman

show Chopin 4 - Targi Kielce (c) brulionman

show Chopin 4 - Targi Kielce (c) brulionman

show Chopin 4 - Targi Kielce (c) brulionman

Nowa hala E

Targi Kielce Hala "E" (c) brulionman

Targi Kielce Hala "E" (c) brulionman

Targi Kielce Hala "E" (c) brulionman

KULT – zdjecia z koncertu w Dublinie 2009 / pictures from KULT live in Dublin 2009

4 Komentarze

Zdjecia z koncertu KULT w The Academy, Dublin, 1 marca 2009. Zaluje ze nie zabralem ze soba prawdziwego aparatu i choc nie mam tego na zdjeciach to, tak, Goehs naprawde przypomina Clinta Eastwooda :) Mam za to (ostatnia fota) Janusza pomykajacego jedna reka na klawiszach, yeah! Pozdrowienia dla wszystkich ktorzy sie dobrze bawili na koncercie, moze znajdziecie sie na zdjeciach. Dzis, 4 doby po koncercie, nadal slysze syczenie w lewym uchu, oby minelo.

Kult

Kult

prompter Kultu ;)

prompter Kultu ;)

Odpowiedzialni za najpiekniejsze motywy w Kultowych numerach, leb w leb z hamondem Janusza

Odpowiedzialni za najpiekniejsze motywy w Kultowych numerach - deciaki na froncie i hammondziak z tylu

na glowie kwietny ma wiaaaaaaa--aaaaaanek :)

na glowie kwietny ma wiaaaaaaa--aaaaaanek :)

w reku zielonyyy badyyyy--yyylek

w reku zielonyyy badyyyy--yyylek

piatki przybija Baranek

piatki przybija Baranek

nad ludzmi lata Motylek

nad ludzmi lata Motylek

Janusz Grudzinski Polska - zaangazowanie: 10 LOL

Janusz Grudzinski Polska - zaangazowanie: 10 LOL

Kult 1 03 2009 The Academy – Dublin

leave a comment »

NAJPIERW PLUSY…
Koncert przyniósł wiele bardzo pozytywnych emocji – publiczność niezachlana i kulturalna, potrafiąca pogodzić swą część statyczną z częścią którą zabrało pogo – człowiek taki nie jest żeby na starość nie dał się tez porwać. Było przybijanie piątek i noszenie na rekach tłumu, z czego nawet Kazik był skorzystał. Moc najlepszych numerów Kultu starła się z energią spragnionych tegoż Kultu ludzi, dostałem też megapower na który czekałem – Zegarmistrz światła. Wróciłem szczęśliwy ze zdartym gardłem, zakwasem łydek i brzęczeniem w uszach – czyż mogłoby być lepiej? ;)

Scena za ciasna dla tylu muzyków ale za to intensywniej komunikowaliśmy się wzajemnie. Miałem Zorke 5 i zrobiłem kilka zdjęć wiec jak wywołam film to wrzucę tu co-nieco. Dzięki Krzychowi (dzięki Krzychu) mam nawet autograf Kazimierza. Wielki plus za czarnoskórego koleżkę, który w męskiej ubikacji częstował lignina, dezodorantami i gumą do żucia, okazuje się ze na koncercie nie musi dawać potem jak w popołudniowym pekaesie. Największy uśmiech koncertu to Janusz Grudziński w nadobnym ortalionie, który grając z tylu na klawiszach jedna ręką, druga podpierał brodę z mina jakby za moment miał z nudów zacząć ziewać :D

MIEJSCE NA NARZEKANIA
Informacja o koncercie była słabo rozpowszechniona dystrybucja biletów wyjątkowo nietrafiona – dwa punkty sprzedaży z czego jeden to fryzjer na zadupiu a drugi to redakcja gazety tez nie będąca w centrum. Nie widziałem żadnego plakatu i pominięto typowa dystrybucje polonijnych imprez czyli przez „polskie” sklepy oraz cala siec ticketmaster, która w przeciwieństwie do ticketweb’a, akceptuje najpopularniejsza kartę płatniczą „Laser” i posiada „kioski” w Dublinie. Ale częściowo nadrobili to wysyłając dobrego człowieka z plikiem biletów do sprzedaży w kolejkę czekających na wejście przed koncertem.

Kult kazał czekać na siebie i publiczność odśpiewała wiele KULTowych piosenek samodzielnie nim po jeszcze kilku skandowaniach niewdzięcznego jednosylabowca „Kult” – Kult się pojawić na scenie raczył. Od koncertu minęło właśnie 24 godziny a ja nadal mam przytkane ucho i buczenie w czaszce wiec na poziom nagłośnienia w klubie narzekać nie można było natomiast jestem rozczarowany jakością tego dźwięku. Co prawda sam się prosiłem stojąc pod sama scena ale to nie tłumaczy jazgotu w którym tonie wokal.

Ja z natury lubię się czepiać ale jednak minusy nie przesłoniły mi plusów :> i bilans koncertu jest MOCNO POZYTYWNY

Bartek Zachrypnięte Gardło.

Hancock nadal ostro Herbie

5 Komentarzy

Achy i ochy.
Wczoraj Herbie Hancock ze swa piecioosobowa swita zagral najlepszy koncert na jakim kiedykolwiek bylem. Po pierwsze: sekstet wirtuozow rozpoczal gre bezposrednio gdy bramkarze wpuscili cala kolejke do srodka. Po wtore: Herbislaw prowadzil z publicznoscia dialog jak dobry konferansjer a nie realizujacy program showman niebaczacy na nastroj i kumacje danej mu publiki. Po bure: dostalem wielka porcje pieciogwiazdkowego jazzu i funku plynacego od ciezkich i trudnych jazzowych improwizacji, przez wyciszony, solowy numer mistrza na fortepianie az do wyrywajacego klepki z podlog i mozgow dynamitu Cantaloupe Island.

Po g-dure: Instrumenty na scenie graly a nie tylko byly trzymane. I jak juz przy tym jestesmy. Sa momenty gdy gra jedynie 3 z 6 znajdujacych sie na scenie muzykow, podobalo mi sie ze chwilowo bierni muzycy byli po prostu na scenie i przezywali muzyke zamiast pajacowac skaczac jak malpa i udajac ze gra sie na flecie podczas gdy tenze w ogole nie wystepuje w danym utworze. Takie cyrki zostawmy karnawalowi w Ryjo i Eryce Badu.

Po szejset dwujeste: Gregoire Maret grajacy na harmonijce ustnej otworzyl moje uszy na ow instrument, ktoren dotychczas jawil mi sie jako nieciekawy a wczoraj gdy uslyszolek Szwajcara tnacego nim powietrze niczym ser – zmienilem swa niewdzieczna o nim opinie i to diametralnie. Korespondowal z szalejacym na syntezatorze Herbie’m rzucajac dzwiekami niczym skreczami. Z reszta czadu dawali wszyscy – Herbie podskakujac przy forteklapie chwilami wyzej niz rozorgazmowani Japonczycy na szopenowskim konkursie, Terence Blanchard ktory dal w trabke az para wodna strzelala fontannami w gore, James Genus grubo szyjacy na basie i kontrabasie, oraz Lionel Loueke, ktory dodatkowo, w przerwie dla zespolu grzal publike serwujac gitare i glos swoj egzotyczny. Calosc okraszal perkusista Kendrick Scott ktory w bialej koszuli pod sledziem wyczynial cuda na bebnach wariujac jak kierowca autobusu, ktory przy 120km/h wpada w kocie lby na dodatek majac atak padaczki :) Wygladalo komicznie nieco ale brzmialo to zacnie.

Cos nowego.
Pierwszy raz trafil mi sie koncert w ktorym odbiorcy szanowali wzajemnie swe sposoby interpretowania tej muzyki, srednia wieku byla grubo po czterdziestce, bylo kameralnie i kazdy mogl bujac sie dzierzac swa ciecz spozywcza, kto chcial – robil zdjecia a zapal z jakim poprosilismy o bis mogl zaskoczyc nawet artystow.

Caly ten jad.
A te wszystkie wycieczki w tekscie nie sa bez powodu, po prostu mialem wreszcie porownanie miedzy artysta i Artysta. Pol roku temu Erykah Badu pelnej sali ludzi kazala czekac na swoj wystep godzine i czterdziesci minut po czym nie uslyszalem ani slowa przeprosin za ten brak szacunku. To ja place niemale w koncu pieniadze (ponad €50) i jestem jednym z wielu jej chlebodawcow ale patrzac na przypadkowosc z jaka trafiali tam ludzie to mogl byc rownie dobrze Phil Collins co jednak nie tlumaczy ignorancji pani Badu.

Rozchodzi sie jednak o to, zeby te plusy…
Jako potomek Piasta Kolodzieja chcialem tu wyrazic podziw dla licznej rzeszy autochtonow ktorzy potrafia w tej samej kurtce na grzbiecie zniesc chlod listopadowej nocy jak i wytrzymac duchote na sali. To fenomen, ja w bluzie na ulicy spicnialem, w Tripodzie (bez bluzy) lalo sie ze mnie wiec zazdrosc swa wobec elastycznocieplnych Irlandczykow wyrazam. Pierwszy minus koncertu – ogranizator wlaczyl klime dopiero po trzecim numerze gdy wszyscy juz wiedzieli po co maja rowek na plecach. Drugi minus slyszelismy w trakcie nastrojowego utworu Herbiego a byly to niechciane dzwieki otwieranego piwa, stukotu lodu i szkla z baru znajdujaceg sie z tylu sali. Dobrze ze nikt nie zamowil szampana.

Ogolnie jestem bardzo zadowolony, ostatnio takie szczescie mnie przepelnialo po wyjsciu z premiery Sin City :)

%d blogerów lubi to: