Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘jedzenie

Dublin – dzien rownonocy / – a Equinox day

18 Komentarzy

Po prostu Dublin przemierzany rowerem. / Simply Dublin seen from the bike

Najnowsza miejsce ktore trzeba zobaczyc bedac w Dublinie. Najnowsze z tych istotnych w subiektywnej ocenie mojej / Newest "must see" in Dublin

Najnowsza miejsce ktore trzeba zobaczyc bedac w Dublinie. Najnowsze z tych istotnych w subiektywnej ocenie mojej / Newest „must see” in Dublin

Przestrzen / Space

Przestrzen / Space

Swiatlo / The light

Swiatlo / The light

Jedno z bardziej zaskakujacych miejsc - prawdziwy, zacumowany w dokach Grand Canal statek mieszczacy w srodku...  sklep i wypozyczalnie sprzetu do surfowania / One of these surprising places - a ship containing...  a surf shop! :)

Jedno z bardziej zaskakujacych miejsc – prawdziwy, zacumowany w dokach Grand Canal statek mieszczacy w srodku… sklep i wypozyczalnie sprzetu do surfowania / One of these surprising places – a ship containing… a surf shop! :)

Patologia strzezona przez figurke Matki Boskiej. Wewnatrz osiedla jest ich jeszcze kilka ale jakos nie neutralizuja syfu i malarii ktore sie tam wydarzaja / Our Lady watching not the best part of the city

Patologia strzezona przez figurke Matki Boskiej. Wewnatrz osiedla jest ich jeszcze kilka ale jakos nie neutralizuja syfu i malarii ktore sie tam wydarzaja / Our Lady watching not the best part of the city

Najmniejszy salon samochodowy / Smallest car dealer ;)

Najmniejszy salon samochodowy / Smallest car dealer ;)

Luas teraz dojezdza az do O2 / Last stop of extended Red Line of Luas, just next to O2

Luas teraz dojezdza az do O2 / Last stop of extended Red Line of Luas, just next to O2

 Lubie to kolo / I like this wheel

Lubie to kolo / I like this wheel

To nie bebechy kompa / Efficiently administrated volume

To nie bebechy kompa / Efficiently administrated volume

 Water polo club

Water polo club

Rowerujemy. A wlasciwie to mamy przerwe / Cycling last sunday with Kris

Rowerujemy. A wlasciwie to mamy przerwe / Cycling last sunday with Kris

Mila wyboista droga by dotrzec do latarni morskiej / A mile of shaking track just to see the sea

Mila wyboista droga by dotrzec do latarni morskiej / A mile of shaking track just to see the sea

Sprytna przyczepka i takaz wlascicielka zarowno jej jak i schnacego wewnetrz po kapieli w morzu psa / Smart trailer and smart way to not leave your dog at home when going out

Sprytna przyczepka i takaz wlascicielka zarowno jej jak i schnacego wewnetrz po kapieli w morzu psa / Smart trailer and smart way to not leave your dog at home when going out

Myslalem z daleka ze to budki telefoniczne / My first thought was "phone kiosks" ;)

Myslalem z daleka ze to budki telefoniczne / My first thought was „phone kiosks” ;)

Czarnobiale w kolorze / Black and white in colour

Czarnobiale w kolorze / Black and white in colour

Ambasada Wegier w Irlandii / Embasy of Hungary in Dublin. No comments.

Ambasada Wegier w Irlandii / Embasy of Hungary in Dublin. No comments.

a tu tresc tabliczki widocznej po prawej stronie niebieskiej bramy / and here is picture of metal plate seen next to the blue gate

Bul bul bul

Bul bul bul

Szkola roznych odmian surfowania / Watersport place in docklands

Szkola roznych odmian surfowania / Watersport place in docklands

Groooaaar!

Groooaaar!

Chris

Chris

Ogromny rozmiarem i smakiem powalajacy burger, jeden z wielu w lokalu ktory specjalizuje sie tylko w tym daniu. Najlepsze hamurgery w Dublinie / Just the best burgers in Dublin

Ogromny rozmiarem i smakiem powalajacy burger, jeden z wielu w lokalu ktory specjalizuje sie tylko w tym daniu. Najlepsze hamurgery w Dublinie / Just the best burgers in Dublin

Jest to odkrycie kwartalu co najmniej, na 5 testowanych burgerow tylko Mexican byl „taki sobie”, pozostale 4 (blue cheese, habanero, kiwiburger i cheese & bacon – tu wazne, bekon chrupiacy a nie jakis ciagnacy sie, przesolony rasher!) byly przepyszne! Polecam! / It’s so hard to find good, I mean really good, burgers so now I can recommend this place – gbk, 14 South Williams St, Dublin 2, Bon apetit! :)

Four Courts, Dublin

Four Courts, Dublin

Antek :) Tadzik :)

Antek :) Tadzik :)

Potrzebny mi szerszy kat...  / I need a wider angle...

Potrzebny mi szerszy kat… / I need a wider angle…

Najciekawsza architektura tego dnia / Most interesting architecture found that day

Najciekawsza architektura tego dnia / Most interesting architecture found that day

Nie tylko ZUS potrafi "sie urzadzic", ten uroczy, nie dajacy zaliczyc sie do skromnych, budynek to siedziba sadu / I like modern architecture but I would say it's wasting money to build it for a criminal court which it is

Nie tylko ZUS potrafi „sie urzadzic”, ten uroczy, nie dajacy zaliczyc sie do skromnych, budynek to siedziba sadu / I like modern architecture but I would say it’s wasting money to build it for a criminal court which it is

Maram

Maram

Octoberfest Dublin

Octoberfest Dublin

Reklamy

Mizernego burgera i kilka frytek na ceracie poproszę!

37 Komentarzy

Dziwne życzenie? A jednak „klient nasz pan” – jest restauracja, która od niedawna realizuje takie zamówienia. Szef kuchni szczególnie poleca godzinne czekanie na zamówienie.

Są tacy, którzy wszystko co złe tłumaczą „kieleckim grajdołem” i choć częściowo mają rację to trzeba walczyć o lepsze, ale po kolei.

Odkąd pamiętam niestety jest tak, że jak coś wychodzi dobrze, mam na myśli potrawy a nie wynik finansowy, to absoltunie trzeba to popsuć. I dążenie do tego jest tym większe, im bardziej czymś wybija się ów lokal. Przy ul. Przecznica (tak, takie mamy wieśniackie nazwy, chociaż nic nie przebija ul. Dyrekcji Głównej) stała kempingówka w której były najlepsze hotdogi w mieście – parówka zawierała więcej poubojnego syfu niż tektury i dzięki temu, oraz szabanastu innym ulepszaczom z tablicy Mendelejewa, była smaczniejsza niż u konkurencji. Lecz nie był to zwyczajny „parek w rohliku”, to czym ów produkt wyróżniał się na fastfoodowej mapie miasta była prażona cebulka. Gdy te hotdoxy stały się tak popularne, że ludzie zamawiali je przez taksówkę, ktoś policzył, że można zaoszczędzić na jakości. Od tamtej pory każdy kto kupił ulubioną szamę jadł ją tylko raz i już nigdy nie wracał (za to niewykluczone, że zwracał). Buda padła.

Póżniej był arcydiabelnie pyszny a zarazem okrutnie pikantny maxiburger w zmieniającej co dwa lata miejsce budzie pod szpitalem. Kręciły się tam na karuzelach pieczone potwory lecz flagowym daniem był wielgaśny hamburger znany wkręgach wielbicieli jako „sambal„, umawialiśmy się tam wieczorami przed, po lub w trakcie piwka studzącego nieco letnie wieczory. O dowolnej porze doby zawsze działał sprawdzony patent: wyprowadzić obsługę z równowagi aby upewnić się, że po złości dostaniemy naprawdę piekielnie pikantne żarcie :) Metody tej nie zaleca się wobec całkiem obcej obsługi jeśli nie chce się dostać ręcznie zaimprowizowanego miłosnego dressingu na zapleczu ;P Ale do tematu wracając, ten sos, mimo iż zmuszał wielu do studzenia pożaru w ustach napojem (a na przekór żaden ze sprzedawanych nie dawał rady) lub opracowanego spontanicznie zasysania powietrza wąską szczeliną na język, ten właśnie sos miał smak. Do czasu, aż zastąpiono go mniej ostrym, na dodatek wściekle słonym sambal oelkiem. Buda wprawdzie działa prażąc kebabsony, za które turecka ambasada powinna słusznie zażądać przeprosin od polskiej dyplomacjii i nie nazywania gówna kebabem lecz z wyjątkiem dwoch lokali jest to problem ogólnokielecki.

Szczytem amatorszczyzny na kebabowym szlaku po Kielcach są ciemnoskórzy, którzy myślą, że sam ich wygląd plus ściany ozdobione wieśniackim folklorem z ich stron i jeszcze np. płonący przed wejściem znicz, przyciągną klientów do lokalu, który nie umie zrobić ostrego sosu. „Ostry” zwykle jest leciutko pikantny lub kwaśny, tylko po co tę pedaliznę nazywać „ostrym” sosem. Ale to znów praktyka powszechna w mieście z koroną w herbie, by nie rzec, że oszukuje się tak ludzi w całym kraju.

No i w końcu, po wielu latach, pojawia się lokal. Podszedłem sceptycznie ale…

Prowadzi mnie tam Ola Sercokradka obiecując, że mi się spodoba. Już mi się podoba – i Ola i perspektywa spróbowania czegoś smacznego ;) Strzał w dziesiątkę! Świetna obsługa, mają wszystko czego chcemy – mówię o dość prostych pomysłach spoza menu np. litr soku pomidorowego, do którego sam aplikuję tabasco, co często w innych lokalach powoduje podniesienie brwi kelnerki i negujące kręcenie głową. W ciągu kwadransa lub krócej na talerzu wjeżdza wielka burgeroza, uczciwe mięso, właściwe dodatki i najlepszy sos jak jadłem w bułce od czasu BigTasty’ego. Piszę to walcząc ze ślinotokiem na samo wspomnienie, cholera, mam nadzieję, że przeczytasz co zniszczyłaś, ty kudłaty zarozumiały grubasie!

Kolejna wizyta – odwdzięczam się kultowym już wtedy cheesburgerem przyjacielowi, który odkrył przede mną „skarb apaczów” – arcydzieło innego lokalu do czasu zmiany szefa kuchni. Mamy duże możliwości, poza czisbuxem zajadamy się pyszną pizzą z pomidorkami koktajlowymi, rukolą i bodaj szynką szwarcwaldzką. Jest to trzecia, tak dobra pizza w mieście równorzędnie z jedną z Pomodro i „pizza a la Eni” w nieistniejącym już Ambiente.  Spotkanie z koleżankami ze studiów, no gdzie je prowadzę? Wiadomo, tym razem odkrywam niebywale smakowity makaron z łososiem i szpinakiem, idealna nuta.

Mógłbym tak wspominać długo inne ich przysmaki, np. zupę cebulową lecz czuję rozgoryczenie. Przyjechała jedna gwiazda, która kiedyś jadła stolec a dziś jest uznanym ekspertem (skoro mówi, że coś smakuje jak gówno, znaczy że nie tylko na nie patrzała) i pod jej kierunkiem lokal zmieniono, w zamyśle in plus. W praktyce wnętrze, do którego nie miałem zastrzeżeń, otrzymało ceraty (nie obrusy, ceraty!!!) i kiczpornowate wargi zdobiące piec, kojarzące się raczej z głębkim gardłem (i jedz tu pizze stamtąd!) niż usta znanej aktorki. Menu, dawniej finezyjnym tekstem wprowadzające przyjemnie klienta w każdy z działów i dopieszczone estetycznie (znów brak uwag) dziś wygląda jak przerośnięta ulotka z pizzerii. Część potraw zniknęła, pozostałym ktoś smutny z excelem podniósł ceny, wprowadzając m.in. taki bezsens jak homaroburger za chyba 110 zł – jak często będzie to zamawiane przez klientów by zawsze mieć świeże składniki, he? Kolejne zmiany to czas oczekiwania na jedzenie oscylujący w granicach nawet 50-70 minut. Na boga, tyle czekać na hamburgera, to ile na jego homarzą wersję?! Najsroższej jednak zbrodni dokonano na ukochanym mym cheesburgerze – zmniejszono go o połowę, popsuto wygląd – nawet z drewnianym szpikulcem trzymającym całość w pionie wygląda jak wypierdziany w bułę klocek, w jakiś dziwny sposób podwyższono to-to żeby zawiasom szczęki zafundować calanetics i zamiast kopca frytek otoczono nieśmiało dziewięcioma frytkami.

Celowo nie wymieniona z nazwiska niemiła pani o wyglądzie wyliniałej kopii Violetty Villas popsuła jedno z moich ulubionych miejsc i to jej mój jad dedykuję. A co do lokalu – najwyższą formą stosowanej przeze mnie kary jest bojkot do czasu zmian. Radykalnych, bo jak mówi przysłowie „Cygan raz przez wieś przejdzie”…

***

Z braku ilustracji do powyżej wylanych frustracji zaserwuję zdjęcie charakterystycznego sklepu, który z końcem ubiegłego roku zakończył swą egzotyczną całodobową działalność na kieleckim Rynku za co w Sylwestra doczekał się kilku zapalonych zniczy od Kielczan wdzięcznych za wszystkie miłe chwile i niepowtarzalne dialogi.

jeden z najstarszych sklepow spozywczych

Ladies and Gentelmen: Felek Kielce

Szczesliwego Nowego Rapu!

leave a comment »

Bo ostatni rock nie byl zbyt szczesliwy a obecnie nie jest wcale nowy. Rap z reszta obnizyl poziom i z malymi wyjatkami ryje w zamulonym dnie – starczy posluchac Busta Rhymesa nagrywajacego ze stadem jeczacych talibow lub wiekszosci panow w futrach, roleksach i wynajetych dupach w rekfleksach okularow, ktorych nie zalozylby zaden hetero. Muzycznie syf w kraju i zagramanica ale co tam, ja zlapalem dystans i odpoczywalem juz od przedwigilii (w ktora pojechalem rowerem nad morze by o wschodzie slonca rozpoczac nowa, swiecka tradycje.

Be-Gie-eS zrobil pierwszy w zyciu bee gees pod Ulcyne dyktando, ale jako ze na swiecie jest prawie 40 mln (czyli czterysta miliarodow na stare) przepisow na polski bigos to sie okazalo, ze nasze smaki roznia sie zasadniczo. Zlamalem zasady dajac 1kg swinki + 1,2kg krowki + szescdziesieciocentymetrowe „organki” cielece kontra zaledwie 2kg kwaszonej kapusty bo sie w garze wiecej nie zmiescilo, jednak efektem nie bylem zachwycony. Szczesciem Krycha_Marycha przyslala mi niespodziewanie dwa sloiki bigos-amigos w stylu mego domu rodzinnego. Taki p. Bigosinski obfituje w grzyby, suszone sliwki, jalowiec, przesiakniety jest nadto wywarem powstalym wskutek obgotowywania wen boczku i kielbas. Aha – i jest KWASNY :))

Rzec by mozna iz sama wigilijna wieczerza minela tradycyjnie, bo bez miesa, gdyby nie zdobiacy srodek stolu czerwoniutki rak o delikutasnym miesie ugotowany przez Carlosa de Coulette, ktory zaszalal w te swieta szykujac ponadto danie „lorneta i meduza” (czyli seta i galareta) tudziez pieczony barani udziec, ktory spozylismy w dzien Swietego Szczepana, makłowicząc sobie beztrosko na ujeciu wody w Gorach Wicklow. Pierwszy to rok w ktorym dane mi bylo umiarkowanie w jedzeniu i piciu. I bym zapomnial co Aga rzekla – idzie ulica dwoch jegomosci w strojach wieczorowych, po czym poznac ze jeden jest z samoobrony? …po fraku wpuszczonym w spodnie. Dziekuje, pozamiatane, i tak minely Swieta. Slyszalem tez wersje, mowiaca iz ow pan byl z Bialegostoku lecz jej nie napisze wolac narazic sie baranom ze szlabanem u szyji nizli mieszkancom najzimniejszej czesci Polski.

Pozniej, niejako rozpedem, kontynuowalismy swietowanie z Trojgiem Szalasow by ostatniego dnia roku minionego przeniesc baletowanie do Wexford, skad wczoraj raczylismy wrocic konczac wczasy i rozpoczynajac noworoczne poszukiwania pracy. Bylem u Marcinow juz wielokrotnie ale tym razem pozwiedzalismy siola pierwszych Wikingow, wczesnych Chrzescijan, wypocilismy tosyny sylwestrowe w roznych jakuzzi, saunach oraz silowniach, obejrzelismy tuzin filmow (w tym czwarta juz pulapke ze szkla) i jeszcze udalo nam sie pojechac rowerami na wschod slonca po drugiej stronie rzeki Slaney przez najdluzszy most w Krainie Rudych Psow. Z lenistwa zabralem ze soba jeno sprzet o standardzie cekaefowego „warzywniaka” wiec po wywolaniu moze byc wesolo :)

Aha, katem okna ale jednak widzialem fragmenty sylwestrowych zabaw pod golym niebem organizowanych przez polsat i tvp, no coz, cala te zenade mozna opisac tylko tak: bylo przasnie! Utrzymujaca sie z wymuszen abonamentowych stacja odgrzala swe POP-kotlety a polsat powrocil do korzeni wypuszczajac na scene rodzimy bojsbent diskopololajf. Byc moze uleglem zanietrzezwieniu ale zdaje sie ze skaczac po kanalach na obu trafilem na calkiem niezle trzymajace sie po ekshumacji laski z Abby (barowe haslo: no coz ze ze Szwecji, odzew: moja mama ma malamuta), znaczy sie: jest w Kraju Rat przynajmniej jeden sprawny smiglowiec :) Rozwinieciu ulegla takze mantra wienczaca pigulkowe reklamy i brzmi obecnie: „Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu„. Na tym koncze zapadajac na kolejny rok w bloga nieswiadomosc telewizyjna bojkotujac to medium z korzyscia dla zdrowia tak psychicznego jak i fizycznego. Abonament – Ament.

Bezsennosc w Seattlcach – przemyslenia miesozernego homofoba

14 Komentarzy

Bezsennosc zmusza do filozofowania.

Ostatnio szukajac roznych informacji w sieci, co rusz trafialem na fora wegetarianskie. Ciekawa sprawa, ludzie ci nie podaja swym dzieciom miesa gdyz brzydza sie go przyrzadzac a poza tym chca wychowac swe dzieci na wegetarian jednak pozniej przychodza na te fora z placzem bo Zuzka od 2 lat miesci sie w tej samej sukience a Stasio wyglada na 8 mimo ze ma 11 lat, dzieci maja krzywice i niedobor witamin itp. Jednoczesnie na takim forum przeczytalem, ze to barbarzynstwo zabijac zwierzeta zeby je jesc. To ja wam cos powiem:
To wlasnie niepodawanie miesa rosnacym dzieciom z przyczyn ideologicznych jest barbarzynstwem! Takim samym jak wycinanie lechtaczek malym dziewczynkom z powodow religijnych w afrykanskich rodzinach! Niepojete jest dla mnie zeby przedkladac swoj wydumany system wartosci ponad bezpieczny rozwoj wlasnego dziecka. Ale wszyscy jestesmy wolni wiec mozecie mnie nazywac nadal barbarzynca a nawet udowadniac ze wilk nie zdechnie jedzac wylacznie soje. O smaku kurczaka :)

Wolnosc i tolerancja sa mieczem obosiecznym. Ten miecz pozwala mi (pozornie bo nie jestem z betonu) nie przejmowac sie uposledzaniem wegetarianskich dzieci gdyz nie moje to potomstwo i nie moja odpowiedzialnosc, pozwala mi wozic sie z moim „nielubieniem” tych co swemu koledze przetykaja wackiem jelito grube tak samo jak pozwala pedalom wozic sie z ich heterofobia. Nie przeszkadza to miec kumpla „kochajacego inaczej” jesli trzyma on swe konczyny z dala. Wolnosc i tolerancja dla wszystkich! ;P

Rybka zwana Weganda.

%d blogerów lubi to: