Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘gotowanie

Slowa wstukane mimochodem

3 Komentarze

Zyje. Wygrzebalem sie z dolka, mam juz za soba niedoszla wspolprace z nieprofesjonalna firma i sprawe w sadzie zakonczona po mojej mysli. Zbieram sily do poszukiwania pracy a w miedzyczasie scigam zlodzieja dzieciecych sanek i bezczelne spamowanie Plusa. Montuje tez detkowisko ale o tym za moment.

Przed swietami byl dobry rajd pieszy w internacjonalnym skladzie (zdjecia wkrotce, podobnie jak z fotoszwedaczy z Ula) i kilka wypadow rowerowych gdyz nie od dzis wiadomo iz najlepszym antybiotykiem i szczepionka przeciw grypie jest rower. Swieta byly mocno rodzinne i spiewane co rozwialo smutek braku funduszy na prawdziwe prezenty – skarpety i czekolada? Nie, bez skarpet. Upieklem swoj drugi w zyciu pasztet o slusznej konsystencji zapewniajacej smarowalnosc produktu nawet w okolicach 0’C z poteznym watrobianym akordem. To bodaj pierwsze swieta gdy nie nie obzarlem sie nieprzyzwoicie. Ogolnie to moja pierwsza zima od 4 lat, mam na mysli taka prawdziwa – ze sniegiem i mrozem. Pierwsza zima w ktora nie widzialem ludzi trzepiacych dywany na sniegu, pierwsza gdy klatka schodowa nie pachniala pasta do podlogi… Dobrze ze w kosciele pachnialo naftalina z wylinialych lisow i norek bo sniegu w Swieta prawie nie bylo. Sylwester spokojny, petard jakos strasznie malo, taki spokojny bardzo czas ostatnio.

W nastepny krismas moze uda sie z Mintajem zmontowac ekipe kolednikow, taka prawdziwa – z diablem, janiolem, turoniem. Wspaniala ksiazke polknalem – Akwarium Suworowa, nudne niemieckie filmy: Upadek i Baader Meinhof Komplex i zarazilem sie strategia Wild Guns ale juz mi przeszlo no bo co to za dziki zachod bez fryzjera, grabarza i burdelu? Beeeeezseeeensu! :) Sporo filmikow sie nagromadzilo od ostatniego postu ale tez je pchne przy jakiejs okazji. Dzony, Hamer, lepiej pozno niz wcale – gratulacje corek!

Pomyslnosci w 2010, to bedzie rok niezwykly, Zajka leci na Marsa na wakacje :D

Reklamy

Written by brulionman

15, Styczeń, 2010 at 8:55 pm

Ostatni post z wyspy

26 Komentarzy

W Dublinie dostrzegłem dwa rodzaje usług, których nie spotkałem na kieleckim czy polskim rynku – po pierwsze mobilność czyli zdolność do świadczenia usługi u klienta. Odpowiednio zabudowane ciężarowki i vany dostarczają przeróżne usługi – lekarz weterynarz, spawanie i naprawa alufelg, psi fryzjer, niszczenie dokumentów a z miejskich inicjatyw – obwoźna biblioteka publiczna. Drugi rodzaj usług to automaty – poza znanymi i spotykanymi jak fajki i gumy nie-do-żucia (choć po coś mają smaki hehe) trafiłem na automaty z kanapkami, bukietami kwiatów, tamponami i podpaskami czy spryskiwaniem woda kolonską. Może w kraju znanym z „Lehwaleza” również komuś przyhula taki biznes. Powodzenia!

czolo nieskazone mysla ;)

czolo nieskazone mysla ;)          fot. Ulson von Jungingen

I jeszcze pare słów tak bardziej z wnętrza, od siebie, z dzianiny. Kiedyś bylo katowanie rometowskiego „talbot” BMXa przez 12 miesięcy w roku, pirackie radio KSM FM i odpalanie Steyerow. Kiedyś były szalone podróże Borewiczami 125p, płonące „mercedesy” na Źródłowej i kukła Tomka. Kiedyś było dużo krzywych akcji z psami i kanarami. Kiedyś był Wspak, 3 litry, jam na basenie i ZDZ, sekta RS4 i rapowe poniedziałki w „Famie”. Kiedyś były studia, wycinanie szablonów przez całą noc siedząc na 23 kanale głównej czterdziestki i pierwsze miejsce Astrą GSI w kategorii największych pojemności. Kiedyś była CeKa Idea, pl.listsrv.chomor-l i inne newsgrupy. Kiedyś były plenery CKF i ekspedycje MTB Kielce, te dwie przygody w nieco zmienionej formie trwają we mnie do dziś.

Za kilka dni do teczki „kiedyś” dołączy wyjazd do Irlandii. Jak zmierzyć swój pobyt na wyspach – litrami rudej wody na myszach, gramami zielonego surowca, liczbą wyrolowanych rodaków, procentem spłaconego kredytu, ilością leczonych zębów…? Ja tego nie mierzę, dla mnie to dwa i pół roku z dala od rodziny, przyjaciół i ziemi, której oddałem duszę, dwa i pół roku „wojska”, samodzielności ale też miłości i niezależności.

Za tydzień kraj, pępkowe u Raka (gratuluje nastepnej dziewczyny!), wesele Punkracego i planowana fotopielgrzymka do Oświęcimia by przywitać się z Ojczyzną i poznać miejsce kaźni. Jednak, to poszukiwanie pracy będzie priorytetem więc tak krawiec kraje jak mu staje ;) i z czasem wolnym może być podobnie ale – drżyj rowerku, nadchodzę! :D

Od jutra będę bez netu więc o cierpliwość proszę w komunikacji. Uff, obżarłem się pasztecikami upieczonymi przez Reet i ledwo sie ruszam. Reet to ta miła pani po prawej stronie na poniższym zdjęciu.

Tania, Katrin i Reet - sasiadki (jakie siatki!?) moje / my roommates

fotolaurka ;P Tania, Katrin i Reet – sasiadki (jakie siatki!?) moje / my roommates

A tu wizyta u polskich fryzjerek w Dublinie. Dwóch dżentelmenów z racji wieku nudziło siedzenie nieruchomo przed lustrem (tez tak miałem w nieistniejacym zakładzie na Mickiewicza), obrocenie foteli rozwiązało ten problem :)

polski fryzjer w Dublinie

Polski(e) fryzjer(ki) w Dublinie. Na zdjeciu Kuba lat 4 i Bartus (piekne imie, nieprawdaz?) lat 3

I byłbym zapomniał – przyleciała z Lublina rakieta i dwa dni temu odleciała z najbardziej chilloutowego miejsca za Finglas

Wika i Rafal - dzieki

Wika i Rafal – dzieki

Dzięki za 10 000 odwiedzin, ostatnio ogladalność przerosła moje oczekiwania motywując do dalszego pisania i zdjęciowania więc jak zzerojedynkuję się w kraju to wrocę do blogowania. Do zrobaczenia w Polandzie! ;)

Smigus-dyngus w Pruszkowie czyli Zeznania Baraniny

6 Komentarzy

Baranina zeznała, iż podejrzany molestował ją wzrokiem już w sklepie, sliniąc się i lampiąc łakomie, nastepnie doszło do kontaktu fizycznego – obscenicznie dotykał ją na oczach ludzi. Badania potwierdziły, iż podejrzany po przetransportowaniu ofiary do domu wmasowywał w nią gołymi dłońmi oliwę z oliwek, zioła i przyprawy po czym przeszedł do rzeczy…   Ula kiedys blogowała w tym stylu, taki flashback :)

Na Wielkanoc rypnalem sobie barani udziec i postanowilem sie zmierzyc z samodzielnym upieczeniem. Zarzuce tu przepis bo, powiem nieskromnie, wyszlo mi cholernie smaczne miesko!

"Mmmmmmmmmmmmmmmmmmm...."

"Mmmmmmmmmmmmmmmmmmm...."

UDZIEC BARANI W SOSIE MIESNO-CHRZANOWYM

Zgromadzic przeto zawczasu nalezy:

  • barania noge, moze byc mrozona ze sklepu niekoniecznie rzezniczego (np. Aldi/Lidl), w moim przypadku wazyla raptem 1kg gdyz byl to jeno fragment giry
  • 1 duza cebule lub 2 srednie
  • 2 spore marchweki
  • 1 lodyge selera naciowego
  • cala glowke czosnku
  • oliwe z oliwek
  • sol, swiezo zmielony pieprz
  • peczek ziol (tymianek, rozmaryn, szalwia, lisc laurowy – ja dalem 6 calych pedow swiezego oregano, 1 lisc laurowy i garsc suszonych ziol prowansalskich i dobra szczypte estragonu)
  • ocet winny i/lub sos worcestershire
  • NA SOS: niepozalowana lyzka ostrego chrzanu, plaska lyzeczka maki, pol litra bulionu – moze byc  z kostki

Przygotowac potrzeba co potrzeba:

dzien wczesniej: rozmrozic w wodzie o temp. pokojowej (nie w mikrofali). odlac wode, natrzec nozke lubieznie octem winnym (i opcjonalnie worcesterem), nalezy pomoc nodze wchlonac sporo octu, teraz bez podszczypywania smarujemy udo oliwa pamietajac o ulubionych zakamarkach. Polowe ziol siekamy drobno, mieszamy z pieprzem i sola i wcieramy bez zazenowania w blyszczaca od oliwy noge. Tak przygotowana nune pakujemy w worek foliowy i wsadzamy na noc do lodowki.

dnia nastepnego wyciagamy noge z lodowki, nastawiamy piekarnik na 240’C (jesli mozliwe to pieczenie z gory i dolu, bez nadmuchu) i bierzmey sie do dziela. NIEOBRANE warzywa kroimy w dowolny sposob (i tak zrobimy z nich pozniej miazge lecz nie nalezy ich siekac drobno), czosnek w skorupkach jedynie rozdzielamy na zabki i ukladamy z cebuli, selera, marchwek i czosnku oraz pozostalej polowy ziol wyrko dla naszej nozki, czynimy to na srodku naczynia zaroodpornego, polewamy nieco oliwa i mieszamy by otulila nasze warzywka. Formujemy gniazdko i zapraszamy tam baranine kropiac z lekka wierzch oliwa.

Apage Satanas, do pieca!

Wkladamy nasze dzielo (bez zadnego przykrycia) do piekarnika (jesli piecze on tez od gory to wybieramy najnizsza polke by nie przyjarac wierzchu) i od razu zmniejszamy temperature do 200’C. Pieczenie trwa poltorej godziny, w polowie czasu nalezy obrocic udziec do gory kolami a jesli nasz piecyk znany jest z nierownomiernego pieczenia to filujemy i obracamy przod/tyl jesli konieczne. Podczas fikolka ktory ma sie odbyc po 45 minutach sprawdzamy warzywa – jesli grozi im przypalenie – wlewamy szklanke wody. Po czasie regulaminowego meczu futbolowego baranina jest gotowa na spotkanie z nami wiec wyjmujemy naczynie, udo przekladamy na duzy talerz, okrywamy folia aluminiowa i przykrywamy recznikiem zeby bidulka sie nie wyziebila ani nie odwodnila.

S.O.S.

Nasze naczynie przechylamy lekko nad zlewem odlewajac lyzka prawie caly tluszcz. Naczynie z zawartoscia stawiamy na palniku, sredni ogien/moc, lyzeczke maki rozrabiamy w 1/4 szklaki wody i wlewamy do naczynia, mieszajac z warzywami oraz dobroczynnymi sokami jakie popuscila noga w trakcie naszej goracej zabawy. Bierzemy tluczek do ziemniakow lub przedwojenny widelec i ugniatamy to na miazge. Dodajemy goracy bulion i kontynuujemy ugniatanie. Czas na sito ktore umiejscawiamy nad miska lub glebokim talerzem, wlewamy tam zawartosc z naczynia i katujemy przez moment lyzka lub palka do ciasta az sie co-nieco przetrze. Powinna wyjsc mazista ciecz piekielnie aromatyczna z warstewka tluszczu na gorze. Jesli chcemy zagescic sos nalezy odparowac nieco mieszkajac na wolnym ogniu. Jesli konsystencja juz sie do nas usmiecha to pakujemy wez chrzan i mieszamy uznajac po sekundach siedemnastu iz jest gotowe.

Aby zaserwowac jak Martina Navratilowa:

CHYTAMY (tam nie ma „w”) reka mniej sprawna manualnie (np. mankuty niechaj CHYCO prawo reko) za kosc ktora obnazyla sie w udzcu a druga gorna konczyna odkrawamy sluszny plaster miesa a gdysmy doszli do kosci to JADZIEM JO NAOPKOLO. Plaster ow, by samotny nie byl, kwaterujemy na talerzu docelowym tuz przy odpowiedniej ilosci sosu ktorysmy wczesniej wykonali. Smacznego.

Ciekawostka (UWAGA, OBRZYDLIWE!!!)
PS. Mam taka schize ze nienawidze zylek, przerostow, chrzastek i innych bialo-przezroczystych przeszkadzajek, ktore wystepuja w miesach, jezyk wyczuwa a zoladek od razu robi cala wstecz. Skusilem sie na wyglad soczystego plastra baraniny i co? Czary-mary! Nie pojechalem do Rygi! Pysznosci, gaddemyt, co za miesiwo – soczyste, delikatne o niepowtarzalnym smaku baraniny tak dobrej ze nie moge skonczyc pisac tych przechwalek!

Dodano: Zanik odruchu wystepuje wylacznie bezposrednio po upieczeniu, pozniejsze proby konsumpcji bez „sekcji zwlok” wywoluja podwyzszony stan gotowosci wsrod pawi :( Znaczy upiecz i zjedz od razu.

Wscieklizna, knock-out i kamikaze

4 Komentarze

Ostrzezenie: nie probuj jesc tych przypraw jesli masz alergie lub astme!!!

Obiecywalem kiedys i oto one: ostrosci mojej kuchni. Na pierwszy ogien afrykanska wscieklizna, zdradliwie niewinna z wygladu papryczka o zmylajacym, okraglym ksztalcie, klasyfikowana wsrod trzech najostrzejszych odmian chilli (Tesco finest), znana mojemu koledze z Wybrzeza Kosci Sloniowej jako ta, ktora mozna dodac do duszenia miesa ale nie wolno jej dziurawic. W Afryce usuwa sie ja z posilku przed zaserwowaniem. Ugryzienie bezposrednie swiezej papryczki wywoluje pieczenie jezyka, gardla, warg oraz skory wokol ust a czasem problemy z oddychaniem. Nie do ugaszenia woda ani mlekiem. Bron Boze gazowanymi napojami. Ponoc dziala napelnienie ust olejem ale nie probowalem. Ja ratowalem sie ssajac kostki lodu i zonglujac nimi jezykiem. Zamrozenie papryczki oslabia nieco dzialanie zawartej a niej kapsaicyny.

pAfryka

pAfryka

Znam jednego czlowieka ktory odkryl odpornosc na pikantne rzeczy i przy mnie zjadl cala taka papryke, gryzac przez 15 sekund i polykajac, po czym wrocil do pracy bez lyka wody! Nie wie co traci ;)

A to japonski knock-out – tarty zielony japonski chrzan Wasabi, ostrzejszy nawet od Estonskiej petardy-musztardy. Im wyzsza temperatura potrawy z ktora go skosztujemy – tym silniejsza plombe w twarz otrzymamy. Oszukuje skale ostrosci SHU, dziala nagle powodujac wytrzeszcz oczu i cios w nos. Mimo szybkiego oddychania czlowiek dusi sie jakby wdychane powietrze bylo juz „zuzyte”. Mija rownie szybko pozostawiajac orzezwienie jak po mocnym kichnieciu, nie wywoluje pozniejszego pieczenia guzika. Mozna zazywac zamiast tabaki, oczywiscie nie nosem :)

wasabi

wasabi

Jest tez olej Wasabi lecz to juz cios ponizej pasa – sam olej, pomijajac nieco drazniacy zapach, nie jest wcale pikantny co pozwala go uzyc obficie. Pelna gotowosc bojowa uzyskuje gdy pokropimy nim goracy posilek. Niewyczuwalny z odleglosci 40cm, zdradziecko czeka az wykonamy wdech tuz nad naczyniem lub zdazymy umiescic porcje w ustach. Zasieg razenia widac po pacjentach ktorzy znienacka odchylaja glowe do tylu duszac sie i placzac. Po spozyciu wystepuje obfite pocenie sie skory pod oczami i czubka glowy oraz kolor twarzy lepperyzuje sie w bordo. Nie udalo mi sie znalezc go w sprzedazy detalicznej, mozliwe ze trzeba miec licencje Kamikaze ;)

bylbym zapomnial, milego sluchania:

Motylem bylem i nie utylem / just a quick butterfly

leave a comment »

Ciepla szama w kwardans – grubo uciety stek z chudej cielecinki. Stek nacina sie na pol z grubosci jakby chcac zrobic z niego dwa ciensze lecz zostawia sie nieprzeciety fragment z jednej strony by mozna bylo otworzyc go niczym ksiazke co daje symetryczny ksztalt o nieregularnej linii brzegowej a poniewaz miesko to ma kolor rozowo-czerowny wiec dla prewencji przedinnymi skojarzeniami nazwano je motylkiem :)

W wielki skrocie: mieso smazymy, grilujemy pieczarki, przyprazamy ciabate (w tosterze lub na patelaszce), kazdy smazy jak lubi stad tylko szkic a nie przepis, chce jednak wspomniec iz ZAPACH cieleciny smazonej na wsciekle goracej patelni na oliwie i posiekanym rozmarynie to cos niesamowitego. Podawac z ostra musztarda, mozliwie kwaskowa np. dijonska, kropiac cytryna i posypujac wybrana przez siebie „trawa”. Tu efekt koncowy, slinka mi ciekla wiec zdjecie jest jakie jest:

motylek / butterfly

motylek / butterfly

Orzezwienie: 10

with one comment

Ckni mi sie za Kielcami okrutnie ale mam na takie okazje zdjecia, nie tam ze zaraz fotografie, Bog-wie-co, ot, pstrykniete fotki automatycznym gluptakiem, pamiatka z podrozy, dokument z waznego dla mnie miejsca lub chwili. Piszac o bazarach przypomnialem sobie ze mam jeden adekwatny strzal – bez cienia ironii – bardzo mila Pani, ktora byla laskawa poczestowac mnie sokiem wycisnietym z beczkowej kapusty kiszonej, takiej ubijanej nogami z marchewka i ziolami odpowiednimi.

Sa takie smaki jak wlasnie ow sok, jak domowy bigos, jak wlasnorecznie zrobiony kwas chlebowy albo chlodnik, jak kaszanka z Radlina albo wedzona makrela z Janowa i kto je pozna – wnet pokocha a gdy trafi pozniej zjesc wersje przemyslowa z konserwy czy sloika to jeno idzie sie noga przezegnac.

rzecz prosta a zachwycajaca - sok z kiszonej kapusty

rzecz prosta a zachwycajaca - sok z kiszonej kapusty

200 lat pozniej

leave a comment »

Powar czyli kucharz. Dopadlszy przepis na kaczke z roku 1808 (przepis, nie kaczka) przygtowalem sie starannie by piec jak nalezy w brytwannie.

Posolone wegeta filety z Barbary Duck (nie „Basina Kaczka” a ponoc kaczka pizmowa jak udalo mi sie wydlubac z internexu) zlozylem w trumience brytwannianej wielkosci lasagne, roztapiajac uprzednio tam ok pol kostki srebrnego masla. Wazne ze srebrne bo na wyspie oznacza to normalne maslo w odroznieniu od zlotego ktore jest ostro przesolone. Dodalem jeszcze od serca koriandru korzenie zmielone, manieranek i kilka pieczarek zeby miec co wszamac w trakcie przesiadki. Przykrylem folia aluminiowa i na 150 ‚C pieklo sie to 45 min.

Wysiadka, krojenie na centymetrowe plastry, pieprzenie, duzo pieprzu swiezo zmielonego i troche gotowca drobnozmielonego czarnego. A w miedzyczasie, niczym Adam Slodowy, przygotowalem sobie mase mielac 3 pomarancze. Blad popelniony polegal na zmieleniu ich ze skorkami gdyz wydawalo mi sie iz w nich najwiecej jest aromatu. Pewnie to prawda ale rowniez i goryczy. Zamiast soku mialo „to to” konsystencje kremu i po usunieciu pieczarek i ponownym ulozeniu pokrojonego mieska w brytwance (tluszczyk zostaje) zepchnalem lyzka ten mus pomaranczowy na wierzch, przykrylem folia (bo dobranie pokrywki do patelni graniczy z cudem) i wsadzilem tym razem na 250 ‚C w piekarnik by lekcyjna godzine sie dusilo.

Wszystko pieknie ale gorycz ze skorek popsula efekt kruchosci i wilgotnosci miesa. I tym mimo wszystko milym akcentem mowie wszystkim dobranoc.

%d blogerów lubi to: