Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘Gory Wicklow

Sobotniej cyklozy napad / Saturday attack of cycling

55 Komentarzy

Pojechalem w glab wyspy aby przemierzyc blizej nieokreslony fragment majacego 132 km szlaku Wicklow Way. Nienasycony, padniety i szczesliwy wrocilem grubo po zmierzchu a oto niektore doznania z tego wypadu:

Zapachy: olejki z nagrzanych sloncem cyprysow, slodkawy zapach paszy na krowich farmach, zbyt mocne perfumy desperatek sobotniej nocy. Dzwieki: wspaniale krakanie krukow, przerazajaco glosny szum maloaerodynamicznego kasku z lidla, spadek obrotow i redukcja biegu w spotykanych na trasie samochodach gdy nie maja 200% pewnosci ze bezpiecznie wyprzedza rowerzyste. Dotyk: kolczaste krzewy do pol lydki (a CZEBABYO zalozyc bojowki!), twarda lecz ciepla lesna droga na ktorej urzadzilem sobie nieobecny na zdjeciach serowy piknik, zapadajace sie dno strumyka plynacego przez odkryte  w lesie ruiny domu. Smaki: trzy rozne sery, czekolada „banofee” – dzieki suszonym bananom jedyna opcja w ktorej dobrowolnie konsumuje cos z tofi, sfermentowana kola z imbirem i ziolami – smakuje jak pierwsza pepsi z litrowej szklanej butelki w latach ’80 oraz spritz w smakach pomarancza + mandarynka + mango. Miejsca: grob drwala, pozniej dluuugo dlugo nic i dopiero dalej rzeka z rdzawa woda i plaskim kamienistym zejsciem (odnaleziona miejscowka na spacer w gumiakach), domek dla dzieci na olbrzymim swierku, niestety na prywatnej posesji, na ktora wtargniecie, by zdjac zdjecie zdjeciownikiem, byloby rownie niezbedne co niemile widziane.

Cotygodniowy spozywczy jarmark, no, jednak mam jakies atrakcje na tym zadupiu! Nie dosc ze spory wybor serow z roznych rodzajow mleka, cena nizsza niz narzucaja markety no i mozna kazdego z nich sprobowac (co i tak zawsze prowadzi do kupna, hehehe)

Cotygodniowy spozywczy jarmark, no, jednak mam jakies atrakcje na tym zadupiu! Nie dosc ze spory wybor serow z roznych rodzajow mleka, cena nizsza niz narzucaja markety no i mozna kazdego z nich sprobowac (co i tak zawsze prowadzi do kupna, hehehe)

Moja fascynacja osadzaniem dystrybutorow paliwa jak gdyby byly to automaty z gumami do zucia w kulkach

Moja fascynacja osadzaniem dystrybutorow paliwa jak gdyby byly to automaty z gumami do zucia w kulkach

Gielda zwierzat, licytujacy w koncu drze sie "eleven hundereds"  czyli doslownie jedenascie stowek czyli tutejszy sposob na powiedzenie tysiac sto :)

Gielda zwierzat, licytujacy w koncu drze sie „eleven hundereds” czyli doslownie jedenascie stowek czyli tutejszy sposob na powiedzenie tysiac sto :)

Chyba najnizszy traktor jaki widzialem, kierowca siedzac w nim ma glowe na wysokosci przecietnego czlowieka. Ford Dexter z 1963 r.

Chyba najnizszy traktor jaki widzialem, kierowca siedzac w nim ma glowe na wysokosci przecietnego czlowieka. Ford Dexter z 1963 r.

Kino drogi cz1

Kino drogi cz1

Slí na Sláinte to nie "Szli na Slonce" tylko sciezka spacerowa. Irlandzki przypomina skrzyzowanie czeskiego z finskim, oczywiscie tylko wg mojej mongolskiej teorii ;)

Slí na Sláinte to nie „Szli na Slonce” tylko sciezka spacerowa. Irlandzki przypomina skrzyzowanie czeskiego z finskim, oczywiscie tylko wg mojej mongolskiej teorii ;)

Tam na hali, heeeeej!

Tam na hali, heeeeej!

Da sie? Trafi do niedzielnej zupy jak siemasz. Albo na niedzielny spozywczy bazar w Dublinie jako Dzika lub Lesna pieczarka ;)

Da sie? Trafi do niedzielnej zupy jak siemasz. Albo na niedzielny spozywczy bazar w Dublinie jako Dzika lub Lesna pieczarka ;)

Mchy, zielenie, szmer strumyka

Mchy, zielenie, szmer strumyka

Wejscie do nieistniejacego juz gospodarstwa, odkryte przypadkiem. Jak zwykle :)

Wejscie do nieistniejacego juz gospodarstwa, odkryte przypadkiem. Jak zwykle :)

Kino drogi cz2

Kino drogi cz2

W slonecznym cieniu na miekkim kamieniu...   tu piknikowalem

W slonecznym cieniu na miekkim kamieniu… tu piknikowalem

Co skrywa rozwalajaca sie stodola? rozwalajaca sie fiescine

Co skrywa rozwalajaca sie stodola? rozwalajaca sie fiescine

Gory Wicklow ale ktore dokladnie to nie wiem bo  mapa na gorze, ja na dole, to zbyt wiele po tej trasie ;P

Gory Wicklow ale ktore dokladnie to nie wiem bo mapa na gorze, ja na dole, to zbyt wiele po tej trasie ;P

Wygolony w kolczastym buszu wielobok czyli dzis w tym miejscu jest sciernisko....

Wygolony w kolczastym buszu wielobok czyli dzis w tym miejscu jest sciernisko….

To byla istna rzeznia, wyglada sielsko przyjacielsko lecz nie dajcie sie zwiesc, zielona sucz chciala zatrzymac kola ale pokonalem ja na jakims maksymalnym tetnie starajac sie przy tym zmieniac co jakis czas odglos paszcza bo swist wydychanegoi powietrza stawal sie wnet niemozebnie nudny

To byla istna rzeznia, wyglada sielsko przyjacielsko lecz nie dajcie sie zwiesc, zielona sucz chciala zatrzymac kola ale pokonalem ja na jakims maksymalnym tetnie starajac sie przy tym zmieniac co jakis czas odglos paszcza bo swist wydychanegoi powietrza stawal sie wnet niemozebnie nudny

Kino drogi cz3

Kino drogi cz3

Kino drogi cz4

Kino drogi cz4

Kopiec na gorze bez nazwy. Tak naprawde to nizszy szczyt pasma ktore ma nazwe ale pamietacie. gdzi ejest mapa, no...

Kopiec na gorze bez nazwy. Tak naprawde to nizszy szczyt pasma ktore ma nazwe ale… pamietacie gdzie jest mapa, no…

To jest najciekawszy punkt calego wyjazdu, nie oznaczony na mapie, przypadkiem (tradycyjnie z reszta) znaleziony grob...

To jest najciekawszy punkt calego wyjazdu, nie oznaczony na mapie, przypadkiem (tradycyjnie z reszta) znaleziony grob…

... drwala ktory prawdopodobnie zginal pod tym drzewem wiec tu spoczal i on i drzewo. ktorego od '99 nikt nie usuwa, przestrogopomnik swoisty

… drwala ktory prawdopodobnie zginal pod tym drzewem wiec tu spoczal i on i drzewo. ktorego od 2009 nikt nie usuwa, przestrogopomnik swoisty

Nie jest to prawdziwy grob, krzyz wyznacza miejsce tragedii ale fakt ze oglada sie ostatnie drzewo jakie facet scial w swoim zyciu i trakcie tej pracy zginal…  ja mam gesia skorke…

A to chyba Lug ale moge sie mylic? Moge? No, dziekuje! Przypomnial mi sie Andrzej z Mintajem, Karlos z Ula oraz Irek z ktorym pierwszy raz zdobylismy ten szczyt. Jezeli to jest TEN szczyt ;P

A to chyba Lug ale moge sie mylic? Moge? No, dziekuje! Przypomnial mi sie Andrzej z Mintajem, Karlos z Ula oraz Irek z ktorym pierwszy raz zdobylismy ten szczyt. Jezeli to jest TEN szczyt ;P

Fragment lasu tak cudny ze odstapilem od nazwania go kinem drogi. Cholera, a jednak uzylem tej nazwy.... ;P

Fragment lasu tak cudny ze odstapilem od nazwania go kinem drogi. Cholera, a jednak uzylem tej nazwy…. ;P

Kino drogi cz... stracilem rachube przez ten piekny las!

Kino drogi cz… stracilem rachube przez ten piekny las!

Kino... albo nie, niech bedzie ze to chodzilo o fakt, iz droga tak rzadko uczeszczana jest iz wyrosla na niej trawa. No dobra, o to chodzilo :)

Kino… albo nie, niech bedzie ze to chodzilo o fakt, iz droga tak rzadko uczeszczana jest iz wyrosla na niej trawa. No dobra, o to chodzilo :)

Na tym cmentarzu jak mawia jego pewien staly bywalec (ale jeszcze nie rezydent) rosnie cus co rosnie tylko w dwoch miejscach w Irlandii. Ale ja tego nie znalazlem.

Na tym cmentarzu jak mawia jego pewien staly bywalec (ale jeszcze nie rezydent) rosnie cus co rosnie tylko w dwoch miejscach w Irlandii. Ale ja tego czegos nie znalazlem.

Gdyby Przystanek Alaska krecono na Syberii to tak wygladaloby miasteczko. W mojej wersji rezyserskiej, odlecialem tam po czym wracalem czarna noca uzbrojony w mnostwo swiatelek i odblaskow a zimno bylo tak bardzo ze az padl gps zwany tutaj satnav'em

Gdyby Przystanek Alaska krecono na Syberii to tak wygladaloby miasteczko. W mojej wersji rezyserskiej, odlecialem tam po czym wracalem czarna noca uzbrojony w mnostwo swiatelek i odblaskow a zimno bylo tak bardzo ze az padl gps zwany tutaj satnav’em

Are you German? Zaczynam sie gubic w domniemywaniu przyczyn, dla ktorych slysze to pytanie kilka razy na kazdym wypadzie. Moze moj inglisz jest tak angielski jak u Arnolda Szwajcenegera? Moze przez niebieskie oczeta mam ryj podobny do germanskiego najezdzcy? Moze jestem wysoki jak Anna German? A moze lokalsi slysza akcent wschodnioeuropejski (lecz nie rosyjski ani z pribaltiki) i probuja zgadnac: no bo jaki my tam kraj w tej Europie wschodniej znamy….  yyy…  europa wschodnia, zelazna kurtyna, mur berlinski, mam! ARE YOU GERMAN? :)

Powrot. Brak cieczy spozywczych, spadajaca temperatura i nadchodzacy zmierzch zmusily mnie do porzucenia szlaku i udania sie do pobliskiej wsi gdzie dalem sie skusic zapachom cieplej szamy. Takeaway czyli szybki bufet na wynos okazal sie byc slaby ale w koncu sam chcialem, wiedzialem przeciez, ze jedzenie w przydroznych budach jest jak loteria – niby ktos gdzies cos trafil ale ja jak na razie jestem zawsze w plecy ;P

Dwudziestodziewieciocalowosc. Wada duzych kol jest wymagana, zwlaszcza przy podjazdach, wieksza sila naciskania na pedaly. Lecz na tychze samych podjazdach wlasnie to rozmiar kol czasem bywa jednoczesnie i plusem – dzis na stromej lace (tak bardzo, ze musialem patrzec nie dalej niz 7-10 m zeby nie wymieknac) podjezdzalem na granicy przyczepnosci i jestem przekonany, ze na 26″ kilkakrotnie obrocilbym kapciem, stracil ped, rownowage a ponowny start w pol gorki, wiadomo, jest irytujacy.

Reklamy

Written by brulionman

6, Październik, 2013 at 5:38 am

Unplugged: Glenmalure

3 Komentarze

Plan byl taki: grill nad rzeka w sasiedztwie porosnietych mchem lasow w dolinie Glenmalure, kimono w starym schronie turystycznym, uderzenie w trasy na Mullacor – Lugduff – Conavalla – Table Mountain. Zycie zweryfikowalo plany po raz kolejny – nadszedl weekend i wszyscy, ktorzy deklarowali chec pojscia w gory, przypomnieli sobie nagle ze zostawili zupe na gazie. Ale nawet we dwojke i bez samochodu dopielismy swego.

Rejon Gor Wicklow, ktory nas interesowal nie jest objety komunikacja kolejowa a „pekaes” ma jeden kurs w czwartek i trzeba isc ok 25km od przystanku. By nie zabulic jak za zboze w prywatnym busie***, znalazlem inne polaczenie. Najpierw z centrum tutajszym pekapem pojechalismy w 90min do Rathdrum. Stad drepcydesem 17km (ok 3h) az do schronu po drodze mijajac kilka opuszczonych i zaniedbanych domow na wsiach i jedno nowiutkie boisko na wichurce co moze z siedem domostw miala. W takich wedrowkach gdy liczy sie kazdy kilogram – polecam „zupe dnia” w lokalnych gospodach, zwykle jest to gesta zupa-krem serwowana z pieczywem i maslem – ogrzewa jak herbata i zdrowsza nizli porcja frytek krzepiac niezgorzej. Rezerwacja noclegu wczesniej przyklepana, dochodzimy a tam wszystko zamkniete, zadnej wywieszki i brak zasiegu w promieniu kilku kilometrow. Rozpalilismy ognisko, dwa w jednym – szamunek sie pichci i mozna sie ogrzac. Poleciala mysliwska, plaster usmazonego wczesniej schaboszczaka, wedzona makrela natarta pieprzem oraz wiele miesa pod adresem spania „pod chmurka” w gorach. Gdy kabaczek i papryka faszerowana ryzem zabulgotaly w puszcze nad ogniem zjawlili sie nasi zbawcy – gospodarze.

Zalogowalismy sie w schronie, ktoremu nalezy sie kilka linijek (inna www z info o schronie). Aby tam dotrzec trzeba przeprawic sie przez gorska rzeczke, ktora przy wyzszych stanach miewa 50-100cm ponad most wiec ostatnie 300m czasem trzeba pokonac pieszo. Nie znam jego historii ani wieku, „wyglada” na stuletni i jest to murowany pietrowy dom plus parterowy, rowniez murowany domek. Nie ma elektrycznosci, biezacej wody ani lazienki. Brak pierwszego rekompensuja urzadzenia na gaz – lampy, kuchenki, bojlerek i LODOWKA (tak, na gaz). Wode zrodlana przynosi sie z potoku, ktory mknie bystro tuz przy schronie (10 m), i ten zaszczytny obowiazek pelni gospodarz albo turysci. Na grubsze posiedzenia chodzi sie do drwalki gdzie obok drewna i wegla sa dwie tojtojki. Spragnieni prysznica moga skorzystac z tego luksusu odplatnie w gospodzie na rozdrozu na poczatku doliny. W glownym domku jest kuchnia wyposazona w stol z lawami, 3 czteropalnikowe kuchenki gazowe (jedna z piekarnikiem i grillem), wspomniana lodowke, cala fure naczyn, garnkow, patelni i sztuccow oraz niepsujace sie dobra jadalne pozostawione przez turystow typu kawa, przyprawy itp. Na parterze obok kuchni jest duzy pokoj ze stolami, lawami, szafka pelna ksiazek (na niepogode) i kominkiem, przed ktorym, pod sufitem jest opuszczana suszarka na przemoczone rzeczy. U gory sa pokoje z lozkami pietrowymi. Domek numer dwa stoi tuz obok, ma jedno okno, jedne drzwi, jedna drzewno-weglowa „koze” i 5 pietrowych lozek (z koldrami i poduszkami ale gdy ogien w kozie zgasnie spiwor jest mocno wskazany). Schron jest czynny codziennie tylko w wakacje a poza nimi jedynie w sobotnie noce, najlepiej zarezerwowac wczesniej: 018 304 555, normalna cena za osobe dorosla to 14 euro/noc.

Jak juz przy cenach jestesmy – polityka kolei irlandzkich wymusza niejako kopno biletu powrotnego bo kosztuje on przykladowo 18,50 a w jedna strone 16,- Dowiedzialem sie rowniez ze na stacjach, ktore w niedziele sa nieczynne ani nie posiadaja automatu z biletami, zwyczajnie wsiada sie po pociagu, konduktor sam Cie znajdzie i bez dodatkowych oplat czy kar sprzeda bilet.

Wkrotce po nas zaczeli zjezdzac sie inni korzystajacy z gosciny w schronisku. Okazalo sie, ze sa to znajomi naszej gospodyni, ktora gra na wieśle całkiem nieźle a my trafilismy na nocna sesje muzykow zaprzyjaznionych z zespolem Imrama (obejrzalem material na majspejsie – nie oddaje ulamka tego co graja – trzeba ich wyczaic jak graja na zywo w knajpie). Ludzie na codzien wykonujacy rozne zawody spotykaja sie co jakis czas polaczeni wspolnym hobby – graniem. Tylu roznych instrumentow „gitaropodobnych” jeszcze nigdy nie widzialem, plus flety, organki i beben. Po cieplej szamie wyszlismy pogapic sie w gwiazdy i choc poza Orionem i Wozami nie znalem zadnej innej konstelacji to wypatrzylem nadlatujacego ISS-a :) Rozgwiezdzone (prawie jak w Bieszczadach) niebo przeciela „Stacja Alfa” dokladnie 21:02 ale w polowie nieba przestala odbijac swiatlo.

Wrocilismy wszyscy do „liwingrumu”, siedlismy w kregu i zaczelo sie granie – double unplugged: akustycznie i bez pradu w ogole :) Pierwsza sprawa to brzmienie – na plycie ani jutubie nie brzmi to tak przejmujaco, wrecz moze byc nudne. Jednak tamtej nocy, gdy siedzialem miedzy gitara o ksztalcie gruszki, balalajka i czymstam jeszcze, slyszac akompaniament tego miesca – syk lamp gazowych, trzaski w kominku, szum wiatru i pomruk potoku, czujac dusze ludzi zakleta w ich spiewie, poczulem te irlandzka muzyke tak ze musialem pozwolic nodze przytupywac. Momentami muza uderzala w podobnie ckliwe struny jak, wyswiechtane juz co prawda, Mro Ilo z Bandyty czy inne dziela Lorenca – takie ze zamykasz oczy i widzisz diaporame gorskich krajobrazow.

Druga sprawa to klimat domu, otaczajacych go gor, przyjaznych ludzi o otwartych umyslach, klimat ludzi wolnych – to nie koncert ani granie do kotleta – kazdy moze zaczac cos grac, spiewac, reszta sie wlacza jesli to poczuje. Moja najwieksza radosc tej nocy wynika z tego ze przelamalen treme i zaspiewalem. Nie, nie byl to „Bialy mis” ani „tam kolo mlyna” :> Zachecony przez Ule i wspolbiesiadnikow zaspiewalem „Celine”, niesamowite wrazenie gdy wlaczaja sie instrumenty ludzi slyszacych te melodie po raz pierwszy i nie rozumiejacych ani slowa. Zwyczajnie – poczuli bluesa. Alarm przypomnial o kolejnym okrazeniu ISS lecz bylismy zbyt przejeci muzyka. Zaspiewalismy pozniej jeszcze jedna piosenke, razem z Ula a pozniej, tradycyjnie – translejt :) Odbyla sie tez krotka edukacja o tym ze znana im „la varsovienne” to niemiecki taniec a nie nasza Warszawianka, ze Polka to czeski taniec i ze trudno znac „mazurka” bo sam Chopin naplodzil ich ponad piecdziesiat a nie byl jedyny.

Odpadlismy po moich indywidualnych warsztatach perkusyjnych i Ulenki z tanca irlandzkiego ok 4 rano zostawiajac kwartet mandolinistow/mandolinierow/mandoliniarzy/mandolinowcow (po prostu: ludzi mieszkajacych w dolinie) i walnelismy w kime karmiac wczesniej koze do syta (acz nie poszly iskry kominem heheh!).

Poranek zmienil sie w poludnie, poczestowalem towarzyszy nocnych smazonym polskim kawiorem dla ubogich (czyli kaszanka zwana tez „czarnym szalenstwem”), spakowalismy bety, pomoglismy sprzatnac pobojowisko naczyniowe, pozegnalismy sie i ruszylismy na poludniowy wschod, odbijajac na gornicza sciezke przy starej kopalni, skad dobrze widac cala poludniowa strone doliny Glenmalure – Benleagh, Clonhernagh, Corrigasleggaun i Carrawaystick Mountain oraz tor dla quadow, crossow, trialu i 4×4. Wyszlismy na poczatku doliny i podazylismy kawalek wzdluz rzeki Avonbeg a pozniej droga z widokiem na strony ktore znamy z biwaku na Wicklow Way za Aughrim – Fananierin Mountain, Croaghanmoira Mountain, Slieve Maan i Ballinacor Mountain. Mam takie skojarzenie ze dzieje opisane przez Tolkiena mogly dziac sie w Irlandii, przynajmniej niektore nazwy maja w podobnym stylu ;)

Drepcydes przywiodl nas na stacje i stamtad do Dublina. Nawet nie spodziewalismy sie ze wypad w gory bedzie tak niesamowitym przezyciem. Zdjeciownika nie wzialem, ale Ulson zarejestrowala pod drodze fotografie jakowes.

  • ** – Po fakcie: ten wpomniany prywatny bus (Kevin’s Bus) kosztuje niewiele drozej niz kolej a dojazd do Glenadalough oferuje tysiackroc szersze spektrum szlakowo – noclegowe.

Written by brulionman

23, Marzec, 2009 at 11:59 pm

Wielki cukrowy kloc / Great Sugar Loaf

leave a comment »

W niedziele z Ulsonem i Krzychem otworzylismy sezon szlakowy robiac ponad 20km drepcydesem. Brak samochodu to przeszkoda ale do pokonania jesli ktos nie chce dac sie uziemic w domu. Za cel obralismy Great Sugar Loaf (irl. O Cualann) – najbardziej szpiczasta gore widoczna z Dublina polozona 501 m n.p.m. w Gorach Wicklow miedzy N11 a zjazdem R755 na Roundwood lub jak kto woli miedzy Djouce Mountain a Little Sugar Loaf i wzgorzami Bray Head.

po pierwszym przekroczeniu N11

strome podejscie po pierwszym przekroczeniu N11

Pojechalismy drugim porannym pociagiem (na pierwszy spoznilismy sie bo stacje Tara Street otwarto gdy pociag na nia wjechal wiec nie zdazylismy kupic biletow) do Greystones, ktore obeszlismy z poludniowej flanki i skrecilismy w Delgany w biegnaca przez pagorki droge na polnoc (do Ballydonagh i gory Hillfort).

zwierciadelko ulatwiajace wyjazd z posesji

zwierciadelko ulatwiajace wyjazd z posesji

na wysokosci parkingu przy lesie Kindlestown odbilismy 90′ w lewo w polna droge ktora wiedzie az do zdjazdu z N11 – tu slimakiem na droga strone, w lewo obok starego wasztatu samochodowego i w prawo pod gorke stromo asfaltem do T-junction i tu w prawo by dalej napierac pod gore az do parkingu pod Great Sugar Loaf.

Obok parkingu stal zaparkowany - sadzac po ocalalym znaczku - Opel ktory "sie" spalil

Obok parkingu stal zaparkowany - sadzac po ocalalym znaczku - Opel, ktory "sie" spalil ;>

chlopiec z latawcem ;)

Krzysio z latawcem

Chwila na latawiec, herbate i drugi oddech kaczuchy i zaatakowalismy szczyt ktory tego dnia byl naszym celem. Z powodu pieknej pogody ten kawalek szlaku byl zawalony jak wejscie na Giewont a na szczycie dominujacymi jezykami byly polski i ruski i dopiero daleko za nimi angielski w wersji OJRISZ :) Bakteria nam padla wiec strazackie bedzie jak dokoncze i wywolam film.

widok na Dublin z Great Sugar Loaf

widok na Dublin z Great Sugar Loaf (501 m n.p.m.) - po prawej przy morzu miasteczko Bray, dalej cypel Dalkey a na horyzoncie polwysep Howth

Krzych byl napalony na wesole miasteczko ktore widzielismy w Bray z pociagu wiec ze szczytu podazylismy na Polnoc – Polnocny Wschod wytyczajac nowa sciezke przez porosniete kosodrzewina goloborze az do miesca gdzie milosnicy downhillu zbudowali zjazd z przeleczy po wschodniej scianie masywu. Trudna technicznie i wymagajaca pelnego skupienia jest ta trasa. Chlopaki udoskonalili przejazd lopatami i powybierali ostre glazy na bok i choc mozna sie w wiekszosci odcinkow bezpiecznie zatrzymac lub polozyc to bez fulla nie ma sie tam po co wybierac (wyczailem tez caly tor dirtowy w dolinie ktora autobus 44 dojezdza do Enniskerry ale nie bylem tam z buta). Stad juz nudna droga asfaltem ponad a pozniej wzdluz N11 do Bray gdzie na koniec dalem sie wystrzelic w komos w takiej okraglej klatce niczym pilot katapultujacy sie z samolotu. Oj zmarszczylo sie kakao ale sa to wrazenia nie do opowiedzenia.

Warto przed takim wyjazdem spisac kilka rozkladow autobusow i pociagow (do i z Bray, Greystones, Enniskerry) by porownac czas dojazdu (np. z centrum Dublina autobusem do Greystones jedzie sie 100 min a pociagiem 50 min) oraz zeby miec opcje zmiany trasy, planu, tempa, celu itd.

Janosik / Jánošík / Яношик

8 Komentarzy

Janosik – polska wersja slowackiego rozbojnika, w roli glownej: Karlos, nasze pierwsze podejscie na Lugnaquille, luty 2008 /

Janosik (ja’nɔɕik) – polish version of famous Slovak agile exile outlaw (a bit like Robin Hood), starring: Karlos, our first ascend to Lugnaquilla, February 2008.

moje te gorecki, moje te dolinki, heeeeeej

"Moje te gorecki, moje te dolinki, heeeeeej!" / Polish version of Slovak's Robin Hood ;)

Cienki

3 Komentarze

Cienki w lesie

Cienki w lesie

Bylo to latem 2008. Grzes juz wiedzial ze – jak to kwiat emigracji mawia – „zjezdza” do Polski wiec wybralismy sie na ostatni wyspiarski chillout w Gory Wicklow. Jest taka zacna miejscowka w wawozie, z jednej strony biegnacy strumien, z drugiej las wygladajacy na nierozprawiczony. Cienki kuca w miejscu certyfikowanym iz nie stanela tu jeszcze Lucka stopa a jak dowodza niezbicie najnowsze analizy amerykanskich historykow z kregow zblizonych do rzadowych, ktorzy chca zachowac anonimowosc, 16 listopada 1444 roku pomiedzy tymi dwoma drzewami po lewej stronie byl hamak w ktorym w wyniku nader nieszczesliwego zbiegu okolicznosci sam Sam z samica przez tuzin zbojcow bestialsko zadzgany nie zostal a 100 lat pozniej Krol Jerzy Nieznany wraz z calym dworem zatrul sie muchomorem.

PS. Cieniutki, sluchaj, Donald sie pyta gdzie by takie ladne buty mozna kupic :) Pozdro czlowiek!

Szczesliwego Nowego Rapu!

leave a comment »

Bo ostatni rock nie byl zbyt szczesliwy a obecnie nie jest wcale nowy. Rap z reszta obnizyl poziom i z malymi wyjatkami ryje w zamulonym dnie – starczy posluchac Busta Rhymesa nagrywajacego ze stadem jeczacych talibow lub wiekszosci panow w futrach, roleksach i wynajetych dupach w rekfleksach okularow, ktorych nie zalozylby zaden hetero. Muzycznie syf w kraju i zagramanica ale co tam, ja zlapalem dystans i odpoczywalem juz od przedwigilii (w ktora pojechalem rowerem nad morze by o wschodzie slonca rozpoczac nowa, swiecka tradycje.

Be-Gie-eS zrobil pierwszy w zyciu bee gees pod Ulcyne dyktando, ale jako ze na swiecie jest prawie 40 mln (czyli czterysta miliarodow na stare) przepisow na polski bigos to sie okazalo, ze nasze smaki roznia sie zasadniczo. Zlamalem zasady dajac 1kg swinki + 1,2kg krowki + szescdziesieciocentymetrowe „organki” cielece kontra zaledwie 2kg kwaszonej kapusty bo sie w garze wiecej nie zmiescilo, jednak efektem nie bylem zachwycony. Szczesciem Krycha_Marycha przyslala mi niespodziewanie dwa sloiki bigos-amigos w stylu mego domu rodzinnego. Taki p. Bigosinski obfituje w grzyby, suszone sliwki, jalowiec, przesiakniety jest nadto wywarem powstalym wskutek obgotowywania wen boczku i kielbas. Aha – i jest KWASNY :))

Rzec by mozna iz sama wigilijna wieczerza minela tradycyjnie, bo bez miesa, gdyby nie zdobiacy srodek stolu czerwoniutki rak o delikutasnym miesie ugotowany przez Carlosa de Coulette, ktory zaszalal w te swieta szykujac ponadto danie „lorneta i meduza” (czyli seta i galareta) tudziez pieczony barani udziec, ktory spozylismy w dzien Swietego Szczepana, makłowicząc sobie beztrosko na ujeciu wody w Gorach Wicklow. Pierwszy to rok w ktorym dane mi bylo umiarkowanie w jedzeniu i piciu. I bym zapomnial co Aga rzekla – idzie ulica dwoch jegomosci w strojach wieczorowych, po czym poznac ze jeden jest z samoobrony? …po fraku wpuszczonym w spodnie. Dziekuje, pozamiatane, i tak minely Swieta. Slyszalem tez wersje, mowiaca iz ow pan byl z Bialegostoku lecz jej nie napisze wolac narazic sie baranom ze szlabanem u szyji nizli mieszkancom najzimniejszej czesci Polski.

Pozniej, niejako rozpedem, kontynuowalismy swietowanie z Trojgiem Szalasow by ostatniego dnia roku minionego przeniesc baletowanie do Wexford, skad wczoraj raczylismy wrocic konczac wczasy i rozpoczynajac noworoczne poszukiwania pracy. Bylem u Marcinow juz wielokrotnie ale tym razem pozwiedzalismy siola pierwszych Wikingow, wczesnych Chrzescijan, wypocilismy tosyny sylwestrowe w roznych jakuzzi, saunach oraz silowniach, obejrzelismy tuzin filmow (w tym czwarta juz pulapke ze szkla) i jeszcze udalo nam sie pojechac rowerami na wschod slonca po drugiej stronie rzeki Slaney przez najdluzszy most w Krainie Rudych Psow. Z lenistwa zabralem ze soba jeno sprzet o standardzie cekaefowego „warzywniaka” wiec po wywolaniu moze byc wesolo :)

Aha, katem okna ale jednak widzialem fragmenty sylwestrowych zabaw pod golym niebem organizowanych przez polsat i tvp, no coz, cala te zenade mozna opisac tylko tak: bylo przasnie! Utrzymujaca sie z wymuszen abonamentowych stacja odgrzala swe POP-kotlety a polsat powrocil do korzeni wypuszczajac na scene rodzimy bojsbent diskopololajf. Byc moze uleglem zanietrzezwieniu ale zdaje sie ze skaczac po kanalach na obu trafilem na calkiem niezle trzymajace sie po ekshumacji laski z Abby (barowe haslo: no coz ze ze Szwecji, odzew: moja mama ma malamuta), znaczy sie: jest w Kraju Rat przynajmniej jeden sprawny smiglowiec :) Rozwinieciu ulegla takze mantra wienczaca pigulkowe reklamy i brzmi obecnie: „Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu„. Na tym koncze zapadajac na kolejny rok w bloga nieswiadomosc telewizyjna bojkotujac to medium z korzyscia dla zdrowia tak psychicznego jak i fizycznego. Abonament – Ament.

Lug

leave a comment »

Lug – tak w skrocie nazywaja Irlandczycy najwyzszy w hrabstwie Leinster szczyt  – Lugnaquille.

27 wrzesnia 2008 r. ok godz 9 udalo nam sie opuscic dom by po dziesiatej byc juz w wawozie/dolinie Glenmalure. W krajobrazie przypominajacym Bieszczady, TPP „B.U.K.” wygramolilo sie z Karlosowej strzaly a oczom ich ukazal sie…   gigantyczny plecor Karlosa ktorego zawartosci wlasciciel nie chcial zdradzic i na dodatek uparl sie ze zabiera wszystko na gore. Karkolomne wyzwanie, ja np zrezygnowalem z zabrania lustrzanki bo za ciezka a tu taki bagaz, nie lada wyzwanie…

w drodze na Lug

w drodze na Lug, w oddali rzeczko-wodospad a w ostatnim planie grzbiet prowadzacy w lewo na Lug

Karlos ruszyl pierwszy solo, my z Ula za nim. Wejscie po prawej stronie „wodospadu”/rzeczki, po pokonaniu stromej czesci wybralismy nowa droge. Wiodla ona przez zabojczo meczace dla nog trawy wysokosci nawet do pasa, ktore skutecznie zniechecaja podczas wchodzenia pod gore przytrzymujac buty, spowalniajac posuwanie sie naprzod i wymagajac wysokiego podnoszenia stop. Mimo ze bylo relatywnie sucho jak na ten teren to prawie godzine zajelo nam przeprawienie sie przez moczarowo-torfowy srodkowy odcinek szlaku. Wedrowka tamtedy polega na znajdowaniu gestych kep trawy oraz wysp torfowych pozwalajacych uniknac brodzenia po kostki w zapadajacym sie pod wode trzesawisku. Nie ma tam szlaku, samemu sie wybiera trase skokow i najmniej bagnistych stapniec.

Poludniowy stok grzbietu Lugduff, u jego stop dolina Glenmalure

Poludniowy stok grzbietu Lugduff, u jego stop dolina Glenmalure (panorama z 6 zdjec, ok 180')

W rozpadlinach, powstalych przez erozje wspomagana wypasem owiec, znalazlem skrzydlo samolotu. Rozgladalem sie za innymi szczatkami typu portfele pasazerow, licencja pilota albo chocby czarna skrzynka (dla Mamy pod pelargonie) ale ani sladu. Ci cholerni turysci UKRADZOM wszystko co tylko znajda.

szczatki samolotu

szczatki samolotu

Z wstepnych ogledzin skrzydla oraz sladow katastrofy, ktora miala tam miejsce wiemy niezbicie, iz transportujacy Generala Wladyslawa Sikorskiego samolot Liberator II AL523, ktory spadl do morza 4 lipca 1943 r. o godzinie 23:07, 16 sekund po wystartowaniu, w wyniku czego zginela corka generala i szef sztabu Naczelnego Wodza, Tadeusz Klimecki oraz siedem innych osob, z cala pewnoscia wlasnie tamtedy… nie lecial.

Teczowy music box wokol oczka wodnego

Teczowy music box wokol oczka wodnego

Po dokonaniu tego, badz co badz, przelomowego odkrycia (do dzis malo ktory badacz historii wie o powyzszym) pomaszerowalismy w lewo by wspinac sie grzbietem, tym razem po krotkiej trawce, owiewani zachodnim wiatrem, spotykajac pierwszych ludzi tego dnia. 30 min pozniej wedrowalismy przez prawie calkiem plaski i bardzo obszerny szczyt Lug, na ktorym w jednym miejscu zbudowano kopiec z kamieni, bez niego w wielu miejscach moze sie wydawac ze „to tu” co mogloby byc przyczynkiem do bojek o to kto wszedl pierwszy itp ;) Dla szukajacych ekstremalnie mocnych wrazen ta pekata gora ma dwa bardzo strome polodowcowe stoki zwane Polnocnym i Poludniowym Wiezieniem.

Tuz przy kopcu siedzial usmiechniety od ucha do ucha Karlos, obok niego stal sklesniety plecak z ktorego wybebeszono uprzednio maszynke turystyczna, patelnie, garnek i cala fure zarcia. To byla prawdziwa niespodzianka i dala nam strasznie duzo radosci i tylez samo energii: jajcowizna z 12 jaj smazona na maselku oczywiscie, mmmm….    kabanosy i kielbasa smazona z celula, czosnkiem i roznymi przyprawami, mmmm…..   goraca kawo-czekolada….   mmmmMMmmniam! I to wszystko 925m npm (niecale 3035 ft, Lug jest 13 co do wysokosci z 14 gor na wyspie, ktore przekraczaja 3000 ft), tym samym pobilismy wyczyn Betka i czekamy na rewanz (stukanie jajem o wschodzie slonca w Wielkanoc z CKF sie nie liczy Grzeniu hehehehe).

Karlos i nasz spozywczy balagan

Nasz spozywczy balagan. Karlos, dzieki za niespodzianke!

Zdumieni turysci zerkali nieco zazdrosnie tym bardziej ze zapach roznosil sie w promieniu kilkudziesieciu metrow. Pichcilismy gdzie Maklowicz nie pichcil! A wokol, jak donosi nie zawsze wiarygodna wikipedia, przy dobrej widocznosci okiem nieuzbrojonym winno byc widac, poprzez Morze Irlandzkie, wzgorza Llŷn Peninsula i gory Snowdonia w Walii (UK). Smiem powatpiewac gdyz podczas majowego wejscia mielismy nieskazitelna pogode co pozwolil zidentyfikowac wszystkie gory przedstawione na metalowej plycie a jednak nic „po drugiej stronie morza” nie rzucilo nam sie w oczy.

Zszamalismy do syta, poznalismy ciekawych ludzi – Toma i Ursule i wspolnie z nimi oraz pewnym czlowiekiem sprawiajacym wrazenie poszukiwacza swej wlasnej piatej klepki zeszlismy w dol wschodnim ramieniem Lug by skrecic w lewo i dalej samym brzegiem stromizny, znow skaczac przez mokradla, dojsc do poludniowej strony glownego strumienia. Sporo stromych zejsc, pozniej nieco skakania po glazach w rzece by wrocic na „szlak” w miejscu gdzie zaczyna sie ubita droga dla samochodu.

A tu specjalnie dla MTB wariatow:

widok, ktory stymuluje DH wyobraznie

widok, ktory stymuluje DH wyobraznie

Aha, dzieki przyrodniczym zacieciom atakze pewnej cierpliwosci lingwistycznej zapoznanych Irlandczykow udalo mi sie wreszcie ustalic iz tajemnicze zwierze ktore widzialem w gorach gdy wchodzilismy z Ula na Tonelagee, a byl to borsuk, to nie Ratcoon ale Badger (ktorego bralem za „bobra” podczas gdy ten ostatni to Beaver). Zas obszerne informacje o mokradlach irlandzkich, wraz z kilkoma wydobytymi z nich cialami ludzkimi z zachowana skora, wlosami i miesniami mozna posiasc odwiedzajac Muzeum Archeologii i Etnografii na Kildare St w Dublinie.

Zdjec jeszcze pare z tego wypadu trafi na bloga po dokonczeniu i wywolaniu filmu oraz gdy Ula opracuje swoje foty z wypadu. Pierwsze zdjecie (to „ladne) to ostatnia klatka na gratisowym filmie noname z labu a pozostale na zapozyczonym Ulczanym didżitalnym kąpakcie. Dla tych ktorzy wybieraja sie w Gory Wicklow – sprawcie sobie mape Ordnance Survey Ireland – Discovery series nr 56 (nielaminowana – jest lezejsza i duzo bardziej poreczna/elastyczna).

Do zobaczenia na szlaku. A przynajmniej na blogu ;P

%d blogerów lubi to: