Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘English

Pinhole 5.0 – expect the unexpected

5 Komentarzy

Z otworkowcem drążyłem miasto, dobra pogoda promieniami słońca wdarła się do wnętrza puszki którędyś poza oficjalną drogą powodując kolorowe zabarwienie na negatywie. A był to film od Betki, taki z zaświetlonymi już „półksiężycami” ale za to ISO 80 co pozwala na dwusekundowe czasy w słoneczny dzień a i w większości przypadków w cieniach nie zmusza do stania godzinami. Wnioski z tego materiału: podchodzić bliżej, nie robić wielokrotnej ekspozycji i 2 s odmierzać licząc do trzech a nie dwóch ;P

Przy okazji dzięki Grześ za skan i wielu ludziom za kumację że fotograf to nie terrorysta – tak wyglądają Kielce z Telegrafu. Przed nami kolejne stromizny i wysokości marszczące kakao oraz ekspedycja MTB w Beskid Niski – trzymajcie kciuki za pogodę! A teraz: Kielce trochę inaczej. Kielce z których tak cholernie ciężko wyjechać :(

/ The 5th load of my pinhole and first post in Egnlish since…  it’s so long ago that I can’t remember. Anyway, there’s some pictures of my hometown taken by pinhole camera, this time with many colorful unwanted flashes – this way of photography gives you „unexpected factor” so you can’t be sure about what you’ll get on developed film. There’re some visible „halves of a sun” – it’s a defect of this many years ago expired film. So, Kielce seen through the pinhole, enjoy!

Pinhole Kielce Wzgórze Zamkowe pl. Panny Marii w przebudowie

Pinhole Kielce Wzgórze Zamkowe pl. Panny Marii w przebudowie

Pinhole Kielce Wzgórze Katedralne Warta

Pinhole Kielce Wzgórze Katedralne Warta

Pinhole Kielce quasi Sankt Petersburg

Pinhole Kielce quasi Sankt Petersburg

CPN Żytnia (d. Waligóry) - najładniejsza stacja benzynowa

CPN Żytnia (d. Waligóry) - najładniejsza stacja benzynowa

pinhole - nowa Filharmonia Kielecka

pinhole - nowa Filharmonia Kielecka

Słońce Obrońców Stalingradu - pl. Wolności, Kielce

Słońce Obrońców Stalingradu - pl. Wolności, Kielce

menora, Kielce

menora w Kielcach czyli świecznik wysokiego napięcia międzynarodowościowego

pinhole Kielce - "duża fontanna", KSM, ul. Bohaterów Warszawy

pinhole Kielce - "duża fontanna", KSM, ul. Bohaterów Warszawy

pinhole Kielce - Kieleckie Centrum Kultury

Kieleckie Centrum Kultury

centrum Kielc - widok z dachu KCK

centrum Kielc - widok z dachu KCK

Kielce z lotu sandała

Kielce z lotu mokasyna - jak widać wieża na Teleksie nie stoi nieruchomo :>

pinhole Kielce - kolorowa jesień

rezerwat geologiczny Wietrznia, Kielce - kolorowa jesień

Kielce, młyn pośrodku ślimaka ul. Krakowskiej

Kielce, młyn pośrodku ślimaka ul. Krakowskiej (między wiaduktami heheheh)

nocny pinhole - Delikatesy Społem

nocny pinhole - Delikatesy Społem

budy na pl. Wolności, widoczny zegar MZiZ

budy na pl. Wolności, widoczny zegar MZiZ

szukamy pana Grześka od maszyn - czyli jak kupić bimber na bazarach

szukamy pana Grześka od maszyn - czyli jak kupić bimber na bazarach

bazary Kielce

bazary Kielce

Miejski Plac Targowy w Kielcach

Miejski Plac Targowy w Kielcach

fotoszwędacz po Kielcach

fotoszwędacz po Kielcach

 

Rocznica Dobrze Wiesz Czego

7 Komentarzy

Udało mi się uniknąć wszystkich mediów i treści, których się tam spodziewałem. Powieki się kleją, znak, że piaskowy dziadek namawia grzecznego chłopczyka żeby poszedł spać a nie dłubał w blogu o tej porze, nawet mimo pięknego esa na dobranoc wciąż nie rzuciłem się w poduchę na spotkanie snów, które czasem przytrafiają się bardzo fabularne i mają do tego niezwykle realistyczne dialogi… dobra, bredzę przez rozostrzający się, pragnący odpocząć wreszcie wzrok, nim więc majaki lunatyczne spadną na mnie czyniąc miazgę szybciutko wstawię tu szabanaście zdjęć z ostatnich dokończonych czarnobielizn.

/ This time just English describtions of photos, enjoy!

w prosektorium najprzyjemniej jest nad ranem / dissecting room

sciana ozdobiona denkami z butelek / wall covered by bottoms of broken bottles

zagadkowe okna w CK / kind of place-quiz

Eko

dwaoka

Jolalojalna

małe a

Mintaj & Pirat

Ka3

New York Kielce

blok / block of flats

straszny wór / abandoned house

reklama po polsku / ad

Tu było kino - "Fenomen", pierwsze kino w Kielcach / Fenomen Cinema

sklep Modus, Kielce / oldfashioned ad

najmniejsza psiarnia / smallest police station

Qria "Qpia / formerly pedestriants crossing

ławki dworcowe / seats at train station

wieża strażnicza na bocznicy Polmo SHL / industrial area

to nie wybuch i nie dziura po buldożerze, tym sposobem "planetarianie" odzyskali okno / windows recycling

okna na poziomie wiaduktu / under the bridge

ZZIB:

Najpiękniejszy film rowerowy jaki kiedykowiek widzialem – oglądać z dobrym dźwiękiem! / Best bike movie ever – watch with better sound than just laptop speakers!

 

 

Jak się właściwie mówi: Irak czy Iran? / Which one is correct: Irak or Iran?

10 Komentarzy

Droga Redakcjo, jak się powinno adresować list po angielsku: „Dear Santa” czy „Dear Satan”?

/ Dear Editors, what should I put in header of my letter „Dear Santa” or „Dear Satan”?

=====================================================================

  • Kaczyński czy Kaczorowski?
  • Lublin czy Dublin?

Written by brulionman

31, Marzec, 2011 at 11:49 pm

NZRP Tomasso z pochodniami / Winter overnight walking trip with torches

5 Komentarzy

firewriting   RAJD

pisanie ogniem / firewriting RAJD

Trzydniowy noworoczny weekend kusił tak, że nie sposób było się oprzeć chęci zimowego drepcydesa, a że Tomasso zmontował już wyjście Jaworznia – Patrol – Słowik więc połączyliśmy siły podpinając się do jego ekipy. Uzbrojeni w pochodnie ruszyliśmy szlakiem z E7. Złoty, migoczący ogień niesiony przez kilka osób oblewał śnieg ciepłym światłem tworząc nagiczny nastrój zimowego lasu. Po drodze onanizm GPSowy i inne wesołe rozmowy, w oddali przebudzil się jakiś spóźnialski sylwestrowicz i ładował serie petard w niebo. Tego wieczora wiatr dął mocno ale nas osłaniały wielkie buki szumiąc koronami, było ciepło – ciut poniżej zera a nie licząc zwierząt wydeptywaliśmy pierwsze ślady od ostatnich opadów śniegu. Między Patrolem a Trupieniem zaprószyliśmy ogień i to po harcersku – od pierwszej, wspomaganej lutlampą i pochodnią, zapałki ;) Kiełbaski, Pan Ciastek, cebularz z Zamościa, herbatki, kawki i szlachetne przysmaki wędrowców: miodowe ciekłe i dobrze schłodzone bursztyny kontra zaklęte w szkle rubiny o odcieniu polskiej wiśni :)) Towarzysko, noworocznie i kacowym tempem spokojnie doturlaliśmy się radośnie do leżącego już w granicach administracyjnych Klerykowa, Zalesia, pożegnaliśmy część z ok 25 osób i uprowadziwszy tramwaj pt. 28 przybyliśmy do centrum. Koniecznie do zobaczenia na szlakach pieszych, rowerowych i wodnych. Dzięki Tomku  – logistyka dziesięć – za pochodnie i przewidzenie odjazdu sobotniego wg rozkładu z niedzieli, zuch! :D A tu klika fot z wypadu:

/ Three day New Year’s break couldn’t be too static so January 1st with friends we joined Tomasso walking group for their second new years overnight trip with torches. Torches made the atmosphere with their warm, golden light flooding snow and trees. We felt like giant fireflies making winter forest brighter. After few stops for refueling ourselves with liquids powered by vitamin C (like Cherry) we got firecamp and polish roasted spicy sausage. That wasn’t long but very cheerful trip with other 24 crazy people.

szlakiem z Jaworzni / on trail

postój w lesie / midway break

podjarka pochodniami / excited with torches

zdjęcie strażackie / group picture

rzeka świetlików / fireflies creek ;)

w drodze / on the way

w lesie z pochodniami / walking

nocna marszruta / night walking with torches

ognisko / a campfire

pitraszenie kiełbas / polish spicy sausages

I am the God of Hellfire and I bring you...

I am the God of Hellfire and I bring you...

Kiełbable z ognia / Khyenta Skeeya

Do zobaczenia. Amen i Enter.

Morsy / ice swimming

4 Komentarze

wedkowanie podlodowe

Chrrrrrrrrrrrrrrrrrr.... zzzzzzzzzzzzzzzz...........

Wziełek se ci ja w niedzielę wiadro, opatę, kilofa, wędkie, półlytra i poszłech na ryby. Opalam się tak na środku zalewu bo ryba nie bierze a tu ni z gruszki ni z pietruszki turysty się zjechały i dziką hordą barbarzyńcow gnają ku mnie z siekierami. Se pomyślałem „kamdałn, tejkitizi” a uny temi siekierami dalej lód rąbać. Przypominało to to, co moja stara nazywa seksem – striptiz, tarzanie się i dzikie podrygi a wszystko dla 30 sekund przyjemności ;)

Dzięki Tomkowi miałem okazję podglądać grupę morsów podczas zimowej kąpieli w Borkowie. Rozgrzewka, wejście do przerębli/przerębla(?) i po 30 sek ewakuacja, natarcie śniegiem, ręcznik i albo założenie suchych ciuchów albo rozgrzewka i kolejna kąpiel. Zaskakujące dla mnie było, że morsy to także ludzie o zwykłej lub wręcz szczupłej budowie ciała. Mierzyli sobie czas, asekurowali się przy wychodzeniu, częstowali herbatką, były kobiety, dzieci i był pan co przeżył już na oko ponad 70 zim. Bardzo nietypowy ale miły piknik nad – jakby nie było – wodą :) PS. niebezpiecznie jest „morsować” samemu, ponoć  obowiązuje reguła z Bolka i Lolka „stały partner – większe bezpieczeństwo” ;)

/ My friend Thomas, an ice swimmer, took me with him and his family to unusual picnic. Women, men, children, youth, mature, slim, regular, fat – there’s no rule who you are to be one of them. Just enjoy the bath! :)

Męskie szepty w pokoju z czerwoną żarówką

4 Komentarze

Wszechogarniająca czerwień odbijająca się w białkach oczu, rzucająca cienie dłoni spoconych z podniecenia w jakie wprowadza magia pokoju zamkniętego na klucz od wewnątrz…  Złapałem się na tym, że mimo dźwięków Stańki, gdy zaczyna się coś naprawdę dziać w ciemni, ściszam głos, niemal szepczę, jakbym nie chciał spłoszyć energii, która od delikatnej mgiełki potrafi przydymić papier do smolnej czerni, tak głębokiej w czerwonym świetle. W cieczy pojawia się obraz a na twarzy radość, napięcie większe niż przy oczekiwaniu na zdjęcie RTG a przecież ten powiększalnik nawet nie szumi jak rentgen. Tak długo oczekiwana i wreszcie jest – namacalna fotografia zmaterializowana w postaci mokrej odbitki, którą czule kąpię w kolejnej kuwecie, satysfakcjonująca bez maskowania, pieprzona pełna klatka, prawdziwa chwila zatrzymana w małym prostokącie negatywu. Spust naciskany z przekonania a nie z nudy. I kolejna klatka, i następna…

Men’s whispers in room with red leds / White of the eyes reflects red light in darkroom locked from inside, same light gives the palms, a bit sweaty cause of excitement, their shadows. I realized that when I start working at darkroom, even though jazz plays quietly on speakers, I can’t dare to talk – I’m whispering, just to don’t scare away energy which fades photo paper from tabula rasa through gentle mist and lightly shadows to the deepest tones of black, burned so strongly in red light of darkroom. Image appears in my „soup” and happiness appears on my face. So long awaited and finally there is – touchable photography materialized in the form of wet prints, which I tenderly bathe in another cuvette. Full satisfaction with no masking needed, a damn full frame, a bit of real time captured in a small rectangle of negative. The trigger being pushed when I’m sure of the shot, not cause a bored fingers. And another frame, and another one …

Ciaem podziękować temu Grześku ;)   – za…  wszystko stary, dzięki!

srebro widoczne na emulsji filmu. Końskie spontan. / Oldfashioned shopping centre in Konskie, Poland

alejki - zima na ksemie / winter captured in my town

Nycha na międzyszkolnym / polish van made in early 60's

z Maćkiem na przekor mgle / Pallotines Convent "Kaczówka" - Kielce, Poland

Exa 1b odwraca obraz w kominku i czasem wymaga kombinacji z niewygodnymi czasami ale dobrze zmierzone zewnętrznym światłomierzem wartości przenosi wzorowo i naprawdę kadruje tak ciasno jak pokazuje.

Lot bezskrzydłowy / No wings flight

with one comment

( English version below the Polish)

To był piątek 23 czerwca 2006 roku godz 0:45 kładę się spać – godz 3:30 pobudka, trzepanie zębów o umywalkę, kamasze na nogi, fotoplecak na grzbiet i wio na statoil.

Telegraf

godz. 3:45
Razem z Duchem jedziemy do południowej części Kielc, parkujemy na Kawetczyźnie i wbijamy się prędko na Telegraf bo wschód słońca zbliża się wielkimi krokami a my jak na złość wybraliśmy najkrótszą noc w roku.

Kielce inaczej

godz. 4:05
Wychodząc więżą obserwacyjną powyżej koron drzew trafiamy do największej mleczarni na świecie, zdawać by się mogło, że łyknęliśmy właśnie jakiś kilkutysięcznik, caaaaała okolica aż po horyzont tonie we mgle – spod tego białego morza wystają jedynie 60 piętrowy komin elektrociepłowni, oddalona o 20 km Łysica i oczywiście maszt Telegraf, widoczność super, komary mniej super. Na szczęście po naszej stronie są jaskółki, które piszcząc w szalonym pędzie koszą zaspane o tej porze insekty maści latającej. Mimo znacznej wysokości dosłownie zero wiatru, jest przyjemnie cicho, mgła niesie odgłos jadącego pociągu i ciężarówek mknących na Tarnów.

[zdjecie z innego dnia / picture taken other day]

Duchu / Paul – „the Spirit”

Czytelnikowi należy się jeszcze słowo o wieży – jest to przeciwpożarowa wieża obserwacyjna, stojąca na drugim co do wysokości wierzchołku grzbietu Telegrafu. Ma ok. 30m wysokości (tyle co dziesięć pięter), wchodzi się na nią etapami po drabinach łączących platformy kolejnych kondygnacji. Na samej górze jest przeszklona i zadaszona budka, z oknami dookoła i stolikiem, na którym stoi coś wyglądającego jak skrzyżowanie kątomierza i kompasu by dyżurujący strażak lub leśnik widząc dym mógł podać przez radio dokładny kierunek w którym zauważył pożar. Strażnik z innej wieży podaje swój odczyt co pozwala zlokalizować ów dym na mapie w miejscu przecięcia kierunków. Celowo napisałem dym bo ogień zależnie od kierunku wiatru, jego prędkości, ciśnienia atmosferycznego, wilgotności powietrza i ściółki (i pewnie kilku innych czynników) może znajdować się gdzie indziej – zdarza się, że dym snuje się po ziemi i wydobywa się spośród drzew nawet kilka kilometrów od miejsca pożaru. Budka ma kilka otwieranych okien i drzwi prowadzące na balkon okalający budkę. Czekając na wschód słońca podziwiamy odmóżdżenie matołków, którzy nie mogąc otworzyć zamkniętych na zamek drzwi postanowili przynajmniej urwać klamkę. Kielce inaczej? Nie, Polska codzienna.

Lysica z okna budki obserwacyjnej na Telegrafie

godz. nie_wiem_która
Wschód naprawdę słabiej niż przeciętny: słońce od początku przesłonięte chmurami jakby nie miało ochoty zabrać kołderki ze świętokrzyskiej ziemi. Powietrze stoi w miejscu, a my stoimy dwadzieścia kilka metrów nad ziemia, może trzydzieści, plus wysokość względna Telegrafu, no – jest przyjemnie. Powoli pojawia się grzbiet Pasma Masłowskiego i Pierścienicy (tzw. „Skoczni”), mgła trzyma się dziarsko, słońce za chmurami. Po około godzinie oczekiwania na rozejście się mgieł zauważamy, że na zachodzie dzieje się coś dziwnego. Mgła wariuje tworząc wulkany, bałwany, grzbiety, kłębi się i wzbija na znaczne wysokości. Powstają jakby grzyby atomowe. Z czasem widać cos jakby biały front mgły który rozpościera się na całym zachodnim horyzoncie i powoli się zbliża.

Pasmo Poslowickie

Nad Kielcami mgła nieco rzednie, widać zarys klasztoru na Karczówce, wieżowce na os. Świętokrzyskim. Rzut oka na zachód: fala powodziowa mgły jest blisko, teraz możemy ocenić ze jest znacznie wyższa niż sądziliśmy. Wielka ściana szarości rośnie i zbliża się, zakrywa kolejne szczyty Patrolu, Słowika, Karczówkę jakby ktoś nagle pstryknął guzik „Karczówka OFF”. Teraz mgła jest już 500m od nas, olbrzymia szara chmura kroczy tyralierą i zdaje się grozić nam ze ją początkowo zlekceważyliśmy uznając za „wygłupy na zachodzie”. Górna część uformowanej w wał mgły prawie się nie rusza, wali na nas jak prasa na Janasa, zaś dolna część wysuwa białe jęzory, które zalewają szczyty i drzewa. Znika Pierścienica, nie wierzymy własnym oczom, wieża się lekko kołysze, zrywa się wiatr a powietrze zmienia zapach, to zapach lasu, wilgoci.

[zdjecie z innego dnia / picture taken other day] panorama Telegrafu

Dotychczasowa cisza zmienia się w szum lasu, przez który przedzierają się drobinki wody gnanej powietrzem. Choć wiedziałem, że nic się nam nie stanie to dziwnie duszno się robi gdy ma się być za moment zjedzonym przez mglistego smoka. Totalna szarość, nie widać nic przed nami ani za nami, Duchu, który wcześniej chyba fotografował (chyba, nie wiem, tak mnie zaabsorbowało to zjawisko), w tej chwili stoi ze mną na balkonie a aparat trzyma przez okno wewnątrz budki, ja filmuję i krzyczę coś w podnieceniu, adrenalina i radość „inni śpią a ja tu takie rzeczy przeżywam!!!”. To chyba koniec zdjęć na dziś gdyż ledwo widać pod nami ziemię, na której stoi wieża.

Skocznia i Patrol

Duch pakuje się przez okno do budki, ja przecieram okulary gdyż od nawietrznej wszystko jest w rosie. Nagle nos czuje zmianę, powietrze staje się suche i cieplejsze, zmienia się jego zapach a mgła od zachodu się rozmywa aż wreszcie wiatr całkiem cichnie. Patrzymy w kierunku wschodnim, szara fala w której przed chwila topiliśmy się przez 5 min odsuwa się ciągnąc za sobą opieszały welon mgieł, który zaczepia się jej o iglasty las. Przez jej ścianę przebija się wieża telegrafu, mgła niechętnie go oddaje, próbuje oblizać jeszcze ostatni raz.

lot bezskrzydlowy

Patrzymy na siebie – szok, obydwaj banany na gębie od ucha do ucha „tyyyy widziałeś to?” Całkiem jak mali chłopcy, których na moment nakryła wielka fala w morzu. Tymczasem to nie koniec, z zachodu nadciąga kolejna fala i to jest kosmos – w chwili gdy nadchodząca i ustępująca fala są w tej samej odległości od nas a miasto nadal przykrywa biała kołdra, przez ten jeden moment czuję się jak Mojżesz – gość stuknął laską w skałę i rozstąpiło się morze. Ja stuknąłem ze zdziwienia szczeka o balkon i rozstąpiło się mleko – dosłownie przed (i za) nami biała równina a po bokach dwie szare ściany mgły.

Warto było się nie wyspać? Heh, retoryka! Mam ciarki na plecach i wszystkie włosy na baczność. Kolejna fala, nadchodzi, to tak jakby się wyglądało przez okno w pociągu, który wjeżdża do tunelu w górze lodowej, znów wiaterek, zapach wilgoci…

Skocznia we mgle

Staliśmy tacy oniemiali, ze z początku żaden z nas nie zrobił nawet jednego zdjęcia, Paweł ocknął się szybciej a ja stałem zafascynowany gapiąc się jak szpak w pękniętego jeża. Fotoreporter ze mnie marny. Kolejne fale miały minimalne przerwy aż w końcu mgła zadomowiła się na cacy.

godz. 6:40
Zeszliśmy z wieży i przez zamglony baśniowy las poturlaliśmy się do samochodu, trzeba jeszcze się ochlapać, przebrać, zjeść śniadanie, zatańczyć z żelazkiem i na 8 do arbeitu. Mmmm… naładowanie akumulatorów psychicznych: dziesięć! Dobrze, że ten spontan się zmontował akurat tego dnia, na co dzień ponoć mgła jest ale mglistego sztormu już nie, ha!

No, to się wyspałem przed Firmamentem, nie ma co!

Skocznia (Pierscienica) i Pasmo Poslowickie, daleko Gora Patrol

zdjęcia moje dopiero co odnalezione na stercie zapomnianych negatywów, tekst archiwalny (2006), znany jako „Tsunami na Telegrafie”, publikowany (Wici, MTB Kielce), z perspektywy czasu wiem, że trafiły się nam wyjątkowe chmury a nie żadna mgła. Mimo starań są to wrażenia nie do opowiedzenia, łatwiej zrozumieć co przeżyliśmy oglądając zdjęcia Pawła –  goraco polecam GALERIĘ ZDJĘĆ DUCHA z opisanego powyżej wypadu.

/

It was Friday 23 June 2006, I went sleep at 0:45 AM- woke-up at 3:30 AM, brushing teeth, wearing shoes, backpacker filled with photo stuff and go to Statoil.
.
3:45 AM
Together with „the Spirit” (Paul’s nickname) we went to the southern part of Kielce, we left car at Kawetczyzna area and got quickly to „the Telegraf Mountain” because sunrise was almost rising as we choose the shortest night of the year.
.
4:05 AM
When we hiked the tower and reached level above the trees tops we saw the largest creamery in the world, it might seem that we scored some few-thousander: everything arround us to the horizon drowned in a fog and over this „white sea” protruded only 60-storey chimney of power plant, Lysica Mountain (about 20 km away, 612m high) and radio mast on summit of Telegraf. Great visibility and dozens of mosquitoes. Fortunately the cheeping swallows were swallowing in a mad rush sleepy flying insects. Despite the altitude the speed of wind was literally zero, it was pleasantly quiet, I heard the sound of trains and trucks through the fog.
.
O, as a reader you should know few things about „our” tower – it’s an observation tower of Fire Department, situated on the second up to the top of Telegraf ridge (the highest is taken by radio mast). Fire brigade watching tower is about 30m height (ca. 10th floor), it has several stage of platforms connected by ladders. At the top is placed cabin with windows all around and a table with something looks like a combination of protractor and compass. The fireman or forest ranger on duty, seeing smoke can give the exact direction (in degrees) via radio. The ranger on another tower gives his direction of seen fire so that allows to locate the smoke on the map at the intersection of these two directions. I wrote „the smoke” because the fire, depending on wind direction, its speed, barometric pressure, humidity and bedding (and probably some other factors) could be somewhere else –  smoke can wanders low, close to the bedding and get out over the trees even a few kilometers from its source. The cabin has also doors leading onto the balcony surrounding the booth. Waiting for the sunrise we talked about some brainless assholes, who, unable to open the locked doors, decided at least to break off the handle. Different Kielce? No, regular Poland.
.
I_don’t_know_what_time AM ;)
Sunrise actually less than average: the sun is obscured by clouds and doesn’t want to take off giant white duvet from the land of Swietokrzyskie. The air is still, there’s more than twenty maybe thirty meters beneath us, plus 408m of Telegraf mountain, nice place. Slowly appears edge of Pierścienica Mountain (locally known as Ski Jumping Hill) and Masłowskie ridge, the fog stays arround and the sun is hidden behind the clouds. About 30 minutes of waiting and I see that something strange is going on on West. Fog is going crazy by forming volcanoes, waves, ridges, swirling and soars to enormous size. Looks like arise of giant atomic mushroom. By the time I see something like a white front of clouds which spreads across the western horizon and slowly approaching.
.
Fog diluted little bit, I can see the outline of the monastery on Karczówka, skyscrapers of Świętokrzyskie Estate. Take a look to the west: „flood” wave is close, now I can assess it’s higher than I thought. Great gray wall grows and approaches to further obscure the peaks of Patrol Mountain, Slowik, Karczówka just like someone had suddenly pushed the button „Fade Karczówka”. Now the fog is 500m away, a tyraliera of huge dark clouds dangerously walks straight to us. The upper part of the misty shaft moves hardly and the lower part of fog is licking the mountains and trees with a white tongues, forest disappears in white flood. Pierscienica Mountain disappears, I don’t believe my eyes, our tower sways slightly, the wind sprang up and I feel change of smell of the air, mist brings smell of moisturised wood.
.
The silence has been replaced by murmuring sound of mist wading through the forest driven by the air. Although I knew that nothing wrong can happen I felt a bit stuffy when it comes to be eaten in a moment by misty dragon. Totally grayness everywhere, there is nothing at the front or behind us, the Spirit, who previously probably photographed (I was so absorbed by this phenomenon that I don’t know), now is with me on the balcony and holds the camera inside the booth (against moisture), I’m filming and shouting something in great excitement, adrenaline and joy: „I experience amazing things here while others still sleeps in their beds!!!”. I think this is the end of taking pictures for today because the ground below us is barely visible.
.
The Spirit is getting inside the booth through the window, I rub the glasses cause everything at the windward is in dew. Suddenly my nose feels change, the air becomes dry and warmer, changing its smell and the West is slowly stop hazing, wind is slowing down and finally stops. We’re watching the East, where gray wave in which we drown last five minutes is moving away and dragged slack veil of mists hooks to tops of coniferous forest. The radio mast wade through the wall of mist which leaves it reluctantly, trying to lick it one more time.
.
We are positively shocked, both with bananas sticked on faces: „Dude, can you believe it?” Just like little boys covered in a moment by giant wave on the seashore.
But this is not the end – from the west comes next wave! When the incoming and outgoing waves are the same distance from us and the city beneath is still covered with a white quilt, at this single moment I feel like Moses – guy tapped the rock by his cane and caused split of the sea. I tapped the jaw to the balcony ;) with great surprise and I saw split of the milk – literally at the front of us white plain with two gray walls of mist at the sides.
.
Was that worth to not sleep well? Eh? The rhetoric! I have goose-flesh and all hair erected electrified. Another wave is coming, it seems like be staring through the window when train enters the tunnel into iceberg, again breeze, the smell of damp … I stood so speechless and fascinated…. I also realised I haven’t done pictures during most interesting moments, fortunately Paul recovered his consciousness but I stayed staring like when you’re seeing naked women for very first time. I know, totally unprofessional. Subsequent waves had minimal gaps between until the fog remained completely.
.
6:40 AM
We left the tower and went through the misty fairy forest to the car, then just splash, shave, dance with an iron and don’t be late at work (8.00 AM). Mmmm …mind and body battery full!
The pictures were just founded now among bunch of forgotten negatives, text archive (2006), known as „Tsunami on Telegraf”, published in past (Wici, Kielce MTB). Despite the efforts this experience it’s hard to express. It might be easier to understand what we saw if you’ll watch the Spirit’s pictures – I recommend HIS GALLERY from the trip described above.

Cukiernia / a confectionery

9 Komentarzy

Za malolata przepadalem za slodyczami. Niewazne bylo czy to kukulki, sernik, „blok” galaretowy, ptysie, bezy, twixy czy lizaki z choinki w ksztalcie sopli, na ktorych jakims cudem nie polamalem zebow. Oczywiscie najlepsze byly pączki z nadzieniem rozanym i lody pistacjowe. Te drugie kupowalem w cukierni zaglebionej w nieistniejacym dzis murze przy Al. Jana Pawla a po te pierwsze biegalo sie do „cukierni po schodkach” na moim osiedlu. Tutaj przyszlismy gdy nam „Amerykanin” z braku gum do zucia dal stowke z Warynskim, chyba 7 paczkow za to wyszlo.
Niedawno zajrzalem tam ponownie, urzekl mnie wystroj ktory pozostal prawie niezmieniony przez lata. Wrocilem wiec z aparatem by utrwalic to miejsce, chyba zatrzymujac je w kadrze pragne zostac wsrod obrazow zapamietanych z dziecinstwa co pozwoliloby mnie, Bartusiowi, nigdy nie dorosnac.

/

As a child I was very fond of sweets. Actually it wasn’t matter: cheescake, jelly, chocolate bars, cream puffs, meringues or lollies from Christmas Tree, which doesn’t break my teeth somehow. Mostly I liked donuts filled with rosy jam – this was available in local called „downstairs confectionery” shop at my estate. Last month I went there and I found almost the same interior as in flashbacks from childhood so I did this picture to stop the time and never let me grow up, Little Bart ;)

cukiernia

w starej cukierni / an old-fashioned (but not too much) confectionery

cukierfront

cukiernia na kaesemie / confectionery in Kielce

Swietlica mlodziezowa / youth center

leave a comment »

Kiedyś były takie kluby na każdym osiedlu w Kielcach: Słoneczko, Amonit, Polonez, Mrówka, Ziemowit, Sabat, Kumak, Witeź, Merkury, Miniatura – więcej klubów nie pamiętam, wszystkich serdecznie żałuję. W Dublinie podobnie tylko w słabszych dzielniach trzeba zabezpieczać okna. Jak mi pewna dziewczyna uprzejmie przetłumaczyła z jez. irlandzkiego na angielski – to właśnie jest taki klub osiedlowy. Choć wydaje mi się, że tam co innego napisane… / Twenty years ago there were similar social clubs on almost each estate. In Dublin they’re still existing, only one difference is fences wrapped around windows. As some kind girl explain me meaning of these gaelic words – this is one of them, currently youth center. Somehow I think she didn’t translate it properly…

nie pamietam gdzie to ustrzelilem / I can't remember where I did this shot

nie pamiętam gdzie to ustrzeliłem / I can't remember where I did this shot

Dublin, swietlica mlodziezowa / youth center in Dublin

Dublin, swietlica mlodziezowa / youth center in Dublin

%d blogerów lubi to: