Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘elektrycznosc

Ja ja ko by ły

6 Komentarzy

Jako absolwent, który ukończył wszystkie księgi przygód Tytusa de ZOO wyrazić pragnę oburzenie i przestrzec każdego fana komiksu przed oglądaniem filmu jaki powstał o postaciach Papcia Chmiela. DNO i sto metrów mułu, wytrwałem 19 długich minut a i to było czasu stratą.

Dziwny wieczór, odkryłem że słyszę dźwięk, który istnieć nie powinien. Dźwięk płynący z wtyczki ładowarki wetkniętej w gniazdko, które WYŁĄCZYŁEM. Niby więc czynne nie jest a wtyczka piszczy, choć gdyby podłączyć aparat to nie rozpocznie się ładowanie bo gniazdko wyłączone. Więc? To zostanie tajemnicą chińskich producentów, amerykańskich naukowców a nade wszystko irlandzkich budowlańców. A kto jest budowlańcem w Irlandii jak nie Polak? Zbyt to zawiłe…

Czyniąc dziś schaby duszone w cydrze zastanawiałem się dlaczego na żadnym etapie przepisu nie nakazano posolić wieprzowiny, toż to, nomen omen, po świńsku! Odpowiedź tkwi we fragmencie mówiącym, by na każdy z plastrów mięsa nałożyć odrobinę masła. Masło bowiem na zielonej wyspie domyślnie jest słone i kto stanie przed regałem z masłami w sklepie szerokim, ten wśród przypuśćmy 40 różnych maseł znajdzie tylko DWA niesolone. Dzięki powszechnej tej praktyce tutejsze ciasta z kremem są …słone. Pisze to łasuch, który nie jest w stanie zjeść kawowego kremu lokalnej produkcji.

Dziś też zastanawiałem się (niedziela o wyjątkowo fatalnej pogodzie przysparza okazji do przemyśleń różnorakich) co jest nie tak z moją herbatą. Czy w związku z próbą nałożenia haraczu na wodę zmieniono jej smak? Czy użyłem zwietrzałej herby? Może cytryna była nieświeża? Otóż nie, po prostu w cukrze trzcinowym, który kupiłem jest sól. SÓL W CUKRZE!!! I piszą o tym spokojnie na opakowaniu, moja wina, mogłem przeczytać. I jak tu nie zwariować?

Powyższe odkrywszy, najpierw organoleptycznie a później czytając, użyłem mojego ulubionego przekleństwa na „Sz” :)  Czasem jest ono wymienne z tym zaczynającym się na „Nosz-„. Traktuję je jak jedno słowo gdyż wespół z drugim, nieprzytoczonym tu przez dobre obyczaje, członem, stanowi całość spójną fonetycznie i mającą dzięki charakterystycznemu akcentowi niepowtarzalną ekspresję.

A wiatr za oknem łka w mankiet parapetu i parska na szyby, czy trzeba mi przypominać gdzie jestem? Inne znam oblicze Irlandii i całkiem pozytywnie ją odbieram, lecz ciężko utrzymać w sobie ten obraz gdy za oknem dzieje się co się dzieje. Czy wolno kopać leżącego? Postawcie mi jeszcze za tym płynącym pochmurnymi łzami oknem sznur i ćwiartkę spirytusu!

No tak, zapomniałem, dzięki regulacjom nie mamy w Unii już od dawna ćwiartek tylko 0.2 l – tylko czemu służyć miała ta zmiana? Czy przez to mniej osób pije? A może wyrównano ceny alkoholu miedzy krajami członkowskimi? Albo flaszki 200 ml mniej zaśmiecają srodowisko niźli ćwiartuchny? NIE. To komu potrzebny był ten gwałt kulturowy? A owszem, gwałt prempana, bo dawniej gdy kupowało się w nocnym ćwiarę i przepoję to na pytanie ekspedientki „jaką?” można było odpowiedzieć „jaką ćwiarę czy jaką przepoję?” a teraz co? Nawet Irlandczycy stracili przez to jedną ze slangowych miar – naggin, bo w końcu pomniejszony o 50 ml pojemnik stracił prawo do nazwy tak jak dwieście nie może być zwane ćwiartką. Tylko po co ten cały cyrk?

A tak jeszcze filmowo, bom świeżo po seansie Żółtego szalika – czy Janusz Gajos to ma na koncie jakąś rolę w której nie jest alkoholikiem, chamem, cwaniurą lub podłotą? Nie licząc dowódcy Rudego 102 z „Czietyrje tankista i sabaka”…? Znacie się czy się nie znacie? Bo ja nie, Janie. Janie Kosie. Spać czas. Dobranoc potokiem słów poprzedzona czego i Wam zyczę.

PS. Czy ktoś wie gdzie w nowym interfejsie wordpressowym zniknęły pod- i niektóre kategorie – np. gdzie moje „słowo na niedzielę” czy „kino Mani”? Drodzy administratorzy WP, pamiętajcie: lepsze wrogiem dobrego. [po edycji: znalazłem link do starego szablonu edycji a w nim brakujące kategorie. Jest to krok naprzód choć poprzez cofnięcie. Paranoja]

Opuszczone stare trafo / abandoned transformer station

15 Komentarzy

Pod koniec ostatniego rowerowania z Tomkiem znaleźliśmy obiekt, który chyba uchował się w czapce-niewidce bo nie wiem jak inaczej wytłumaczyć, że łażąc tamtędy po stokroć nigdy nie wpadł nam w oko. A na oko nie pochodzi z czasów gdy z kościołem św. Krzyża sąsiadowały wielkie kominy z rusztowaniami na zewnątrz choć nie mogę tego wykluczyć. Oto kilka zdjęć wybranych ze względu na niezwykłe światło. Więcej strzalów z tej miejscówki można zobaczyć na SPK i u Dablju.

/ A few shots of abandoned building, former station of transformers, that we’ve found at the end of sunday cycling with Tomek. These pictures were chosen cause of light, but there is more pictures.

dawna stacja trafo, opuszczone Kielce

główny korytarz dawnej komory trafo / main path inside transformer station

dawna stacja trafo, opuszczone Kielce

gra świateł / light crossed from both entrances

dawna stacja trafo, opuszczone Kielce

światło z wejścia z bocznych otworów / linght from the entrance and through the side holes

dawna stacja trafo, opuszczone Kielce

pierwsze skojarzenie: Oświęcim / first word: Auschwitz

dawna stacja trafo, opuszczone Kielce

Opuszczona transformatorownia / Abandoned old transformer

Kielce-Wykus-Oswiecim VI 2009

9 Komentarzy

Prolog: Wykus

We wtorek, szesnastego czerwca, pojechalismy z Ula i Kowalusem na Wykus. Busem do Siekierna, stamtad na Wykus drepcydesem, z powrotem tez az do Lesnej Starej Wsi. Pogoda byla srednia a chwilami lalo bardzo mocno ale i tak jestem kontent. Mozliwe ze w weekend ktos pamietal ale w sama 65 rocznice smierci „Ponurego” bylismy tam jedynymi goscmi. Kowal podzielil sie swa wiedza historyczna i legendami o lesnych zolnierzach z Gor Swietokrzyskich.

Wykus, Poland

Wykus, Poland

Kierunek: Oswiecim

Przypomne, planowalismy przejsc pieszo 173km wchodzac do Oswiecimia najpozniej 22 czerwca, niosac caly swoj bagaz na plecach i spiac gdziekolwiek pod namiotem. Z Wykusu wrocilismy po poludniu, przepakowalismy sie w duze oldschoolowe plecaki i chcac nadrobic kilka godzin obsuwy podreptalismy na pijana nyske, jednak ta byla doladowana ludzmi w opor ze ani my ani plecaki by juz nie weszly. Swoja droga to naprawde trzeba byc sprawnym fizycznie by tym busem jezdzic gdy do 19-osobwego busa miesci sie ze 40 osob… Autobus 31 jest slaba alternatywa gdyz po kursie o godz 17 nastepny jest za 6 godzin… Ruszylismy wiec z buta ale Lukasz sobie tylko znanymi metodami zalatwil, iz Edek podrzucila nas zlomonezem nad zalew w Bolminie. Doszlismy do starej miejscowki na zakolu Bialej Nidy i tu rozbilismy namiot. Tego dnia w calym wojewodztwie byly ulewy wiec odpuscilismy sobie ognisko, posiedzielismy troche czekajac na Czajnika ktory mial „bycmoze” przyjechac z browcem lecz okazalo sie ze bardziej „moze” niz „byc” ;> Podumalismy o wolnosci jaka cieszyli sie chlopi w czasach gdy nie bylo pradu i zasnalismy.

Noc byla zimna, spiewal nam technoptak i czasem paw z pobliskiej hodowli. Po porannej higienie w rzece (ja wybralem opcje dla mieczakow czyli umycie sie nawilzanymi chusteczkami) udalismy sie poboczem drogi 762 Kielce – Malogoszcz co chwila uciekajac prawie do rowu przed jadacymi samochodami. Oczywiscie zachowalismy bhp – jaskrawopomaranczowa kamizelka wokol uda i migajace swiatelko rowerowe na plecaku. Mimo to nie jest milo na uczeszczanych drogach.

Zawsze fascynowaly mnie muralesy, graffiti i inne plastyczne dzialania zdobnicze, ktore czlowiek zostawia po sobie wiec utrwalilem mozaiki na fasadzie mijanego osrodka wczasowego.

mozaiki pierwsza i druga

dwie mozaiki / mosaic on the wall near Bolmin, Poland

Przekroczylismy rzeke Wierna w Bochencu i zrobilismy pierwszy tego dnia postoj pod sklepem ozdobionym od kuchni mozaika, jakas moda lokalna na mozaikowanie widocznie…

mozaika w Bochencu / mosaic on the wall in Bocheniec, Poland

mozaika w Bochencu / mosaic on the wall in Bocheniec, Poland

Odbilismy na Polnoc i gdy skonczyl sie asfalt dotarlismy do cmentarza polowego (bodaj jeszcze z I wojny swiatowej) u stop pomnika przyrody miedzy Bochencem a Karsznicami.

cmentarz polowy / WWI cemetery

cmentarz polowy / WWI cemetery under old oak (monument of nature)

Mija sie tam krajobrazy jak z tapet majkroszitu, na polach siedemset odcieni zieleni, na lakach 1524346612365 kwiatow maku, podkrecone nasycenie (tak mniej wiecej rejestruje to oko na zywo) i odlot.

maki

maki / poppies in County Swietokrzyskie, Poland

Doszlismy do Rembieszyc – zabytkowy kosciol i niewiele mlodszy od niego sklep spozywczy ;> Postoj drugi: pol chleba z serkiem topionym, pusznosci! Zdjecie wyglada jak wyglada bo celowo nie czyscilem negatywu z kurzu, dodaje klimatu.

Rembieszyce, Poland

Rembieszyce, Poland

Stamtad w strone Lipnicy gdzie czekala nas meczaca podroz poboczem szosy Malogosz – Jedrzejow. Marszczy sie kakao gdy po raz pierwszy dostajesz wielkiego niewidzialnego liscia z powietrza tloczonego tepym ryjem TIRa, ktory mija cie o metr z predkoscia 90km/h lub CIUT wiecej…

Przy trasie lezy podworko na ktorym szkoli sie nadzieja polskiej koszykowki – trening odbywa sie w warunkach ekstremalnych bowiem tablica jest zawieszona 30m od obreczy (na scianie stodoly) co wymusza perfekcje rzutow :D

zeby dobrym byc trzeba cwiczyc

zeby dobrym byc trzeba cwiczyc / basketball in oldschool way

Minelismy Biala Nide i po polgodzinnym postoju w poblizu nadajnika GSM uderzylismy dalej by po paru km uciec w prawo do lasu. Na tym terenie trwala akurat „scinka i zrywka drzew”. Od obejrzenia Siekierezady chcialem doswiadczyc osobiscie tego i stalo sie – po raz pierwszy raz widzialem jak na zywo scina i powala sie drzewo. Zawodzenie pily po czym swist i loskot uderzajacego o ziemie drzewa stanowia piekny pogrzebowy marsz dla kazdej z sosen. Pan w kasku nie byl zachwycny nasza obecnoscia a z czlowiekiem trzymajacym wlaczona pile lancuchowa slabo sie dyskutuje :> Mijalismy szkolki lesne az nadszedl kolejny przystanek, tym razem spedzilem go opychajac sie pieknymi, wielkimi, slodkimi jagodami a dzieki witaminie B1 komarzyce mnie nie zechlaly.

jagodziany las / blueberries in forrest

jagodziany las / blueberries in forest

Gdy las sie skonczyl, minelismy wielkie stawy hodowlane i doszlismy do Chorzewy. Tu dogonila nas rzeczywistosc: dwadziescia pare kilo w niewygodnych plecakach polaczone z prawie 30km dystansem codziennym to za wiele na nasza obecna kondycje, zdecydowalismy ze nastepnego dnia wracamy do Kielc bo wedrowka przestala byc przyjemna a stala sie wrecz katorznicza. Kupilismy habanine, musztarde delikatesowa (nie wiem co z nia Spolem zrobil ale to nie ta sama musztarda co kiedys), napoje i ruszylismy na pobliskie wzniesienie w celu rozbicia ostatniego biwaku. Alkoholu nie bylo i rozwazana byla opcja odkupienia z czyichs zbiorow prywatnych bo „jak sa 3 satelitki na domu to i barek pusty nie stoi” ale nic z tego nie wyszlo.

miejsce noclegu / a camp

miejsce noclegu / a camp

30 m od nas byl suchy jak pieprz akacjowy las, zas 10 m od namiotu byl jar wykopany przez amatorow darmowego piasku, tam ulokowalismy nasz skromny ogien by nie wabic miejscowych Zbyszkow.

ogniseczko / a camp fire

ogniseczko / a camp fire

Niewielkie ognisko, duzo kielbachy, sledzenie samolotow i wreszcie kimeneiro. Rano prysznic z resztek wody ktora nabralismy przy sklepie w puste butelki i leniwie ruszylismy w strone Przaslawia k/ Jedrzejowa. Stopy chcialy odmowic posluszenstwa ale doszlismy jako ze nawet szambowoz nie chcial nas podrzucic. I to jest dyskryminacja plci meskiej ;P Dotarlszy do trasy Jedrzejow – Kato zlapalismy busa i z przesiadka na klimatycznym dworcu w Jedrzejowie dotarlismy na Zytnia.

Epilog: bede chcial podjac probe pokonania tej trasy jakos, mozliwe ze rowerem, mozliwe ze nie z 7 zmianami bielizny i koszulek, mozliwe ze w calkowicie innych butach, mozliwe ze sie uda. Na wypad wzialem 4 filmy, z ktorych 2 zostawilem na oboz zaglady a pozostale 2 mialy starczyc na 8 dni marszruty wiec zdjecia robilem z pewna taka niesmialoscia nie wiedzac jakie atrakcje czekaja nas na szlaku przedwczesnie zakoonczonej fotopielgrzymki.

o dwoch takich co spuchli

o dwoch takich co spuchli / exhausted

Gratulacje dla Kaczego ktory zostal szczesliwym tatka Natalii oraz najlepsze zyczenia dla mej przylatanej warszawskiej Siostry (ktorej nigdy nie spotkalem) z okazji 30 urodzin.

Mozliwe iz niepowodzenie wyprawy bylo objawione mi we snie lecz nie umiejac ich odczytywac zignorowalem przepowiednie: otoz mialem wynajac sluge, ktory poklonilby sie pieknie Krolowej Brytyjskiej. W role te mial sie wcielic Artur Zmijewski lecz zazadal 60 000 $ wobec czego znalazlem znacznie tanszego (51 000 $ ) i nie ustepujacego panu Zmijewskiemu gra aktorska szympansa lecz okazal sie on byc rozbisurmaniona malpa ktora w trakcie uroczystosci probowala otruc Krolowa zmuszajac mnie do uzycia przymusu bezposredniego i podania zasstrzyku uspokajajacego, ktory jednak go zabil gdyz byl przygtowany dla ludzi a nie zwierzat. Pozniej zdarzenia potoczyly sie szybko i musialem uciekac przed anarchistami z Green Peace. Chyba zainwestuje w sennik. Pardon, w siennik (zeby sie lepiej wyspac) ;P

PS. Doba rzecza jest nagrywanie komentarzy w trakcie drogi na jakis nosnik mp3  :)

%d blogerów lubi to: