Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘downhill

Jedno wideo, dziesięć wideł / 10 great videos

3 Komentarze

[POMÓŻ POGORZELCOM – LINK]

Kilka zaległych miniatur filmowych, wyjątkowych z różnych względów. / Some extraordinary (IMO) videos:

Mix najciekawszych momentów z filmów ekstremalnych / Extreme sports video compilation

.

Tajmlaps

.

Kajakiem po jaskiniach / Cave kayaking

.

Jak ptak / Like a bird

.

DH z psem / Downhill with dog

.

Boję się takiej przyszłości / I’m afraid of…

.

Spejsinwejders z barierek / StreetART

.

Drift. Mega drift. 2:50 WOW!

.

Nowa Równonoc Donatana – „Budź się” Pezet, Gural, Pih / Polish rap by Pezet, Gural, Pih on „Rownonoc” album

.

Rap Street Bastards

CK ekspedycja – Zdynia 2011 / MTB Southern Poland bike expedition – Beskid Niski

leave a comment »

Filmik w języku polskim z elementami kultury łacińskiej, przeważnie podwórkowej, kręcony głównie przez Darka Dżiszoka (chociaż nam też dał potrzymać kamerę) a zmontowany jakimś cudem przez Tomka Zlamałemobojczyka. Tradycyjnie nie da się wszystkiego pokazać ale odrobina wyobraźni pozwoli Wam wirtualnie odbyć tę podróż z nami, zapraszam!

/ Short movie from our bike trip at Beskid Mountains Souther Poland October last year. Sorry folks, we didn’t translate this to English but I’m sure that bike language is understandable for all of You :) Enjoy!

Relacja słowno-zdjęciowa kryje się pod tym linkiem: beskid bike trip, Tomkowe zaś foty obejrzeć można tu-turututu

/ Some photos from that trip are available at Beskid expedition and Fotowszendacz.

 

Bike Expo 2010

with one comment

W weekend odbyły się pierwsze międzynarodowe targi rowerowe w Kielcach. Nie trzeba jechać było za granicę żeby zobaczyć najnowsze modele i rozwiązania światowych potentatów pedałującej branży. Podczas targów byly kilka razy dziennie organizowane pokazy jazdy na BMXach, odważne triale Krystiana Herby, odbył się też festiwal amatorskich filmów rowerowych (Johny, czemu nie wystartowałeś?) w których zwyciężył ten film, parada rowerowa widocznej poniżej pomarańczowej hałastry, kilka konkursów (Presto gratulacje za wygranego BMXa!) i testowanie wielu modeli, w tym wspomaganych elektrycznie oraz bankiet który niech pozostanie tajemnicą :)

Jako współorganizator tych targów na stoisku MTB Kielce zbieraliśmy Wasze uwagi i propozycje które pomogą nam ułatwić życie rowerzystom w Kielcach i regionie (planujemy debatę publiczną w tej sprawie w kwietniu 2011, szczególy zostaną podane na mtb.kielce.pl) Uważam te targi za bardzo udany debiut wystawienniczy, apetyty na przyszły rok rosną! A oto kilka wybranych zdjęć z targów Kielce Bike Expo 2010  >>>więcej zdjęć<<<

zdjęcie grupowe uczestników parady rowerowej podczas Kielce Bike Expo 2010

a tutaj panoramiczne zdjęcie w jakości pozwalającej na odnalezienie swojej twarzy w tłumie pomarańczowych rewolucjonistów

otwarcie imprezy

Dzięki wszystkim, którzy odwiedzili nasze stoisko i podzielili się swymi pomysłami. Na zdjęciu: część ekipy MTB Kielce

Krystian Herba w akcji - kliknij żeby powiększyć / Click to enlarge pic

trialówka z częściowo przeźroczystym widelcem. rider: Krystian Herba

Najprzyjemniejszy (trakcja, wygląd) rower targów, ciężko było go zastać na miejscu a kapcie pięknie przyklejały go w zakrętach

najdłuższy i najtrudniejszy w manewrowaniu rower targów, wzbudza uśmiech i przychylność przechodniów niegorzej niż beagle ;) ileż na tym sprzęcie powstało fotek na fejsa i n-k :)))

Full dla najmłodszych MTB maniaków

design rowerowy

coraz więcej firm proponuje modele składane - do miasta, na dojazd do pracy, po złożeniu nie sięga "to to" nawet kolana

Stary jestem ale dopiero teraz to do mnie dotarło - rower to nie musi być góral, może dobrze się prowadzić, pozwalać na wygodną pozycję i być kolorowo wystylizowany

najdelikatniejszy rower dla kobiet w letnich sukienkach i (nomen omen) pedałów ;)

prawdopodobnie najdroższy rower na targach - 30 000 zł bez złotówki

stylowe ostre koło w którym nawet łańcuch jest biały

przyczepka do przewozu dzieci zmieniająca się w wózek

najmniejszy rower targów wyprodukowany przez spółdzielnię inwalidów

zimowe kapcie z kolcami

można zadbać o to by najmłodsi pasażerowie nie mieli much na zębach - wystarczy zamontować im taką owiewkę

Kross

uśredniając każdy producent rowerów pokazał jeden model ze wspomaganiem elektycznym

Kona

najnowsza zjazdóweczka Kony

przebojowy design stroju kolarskiego i ładniutka szosówka

pokazy jazdy na iksach w hali

jednoosobowy tandem - lżej jechać, ciężej skręcać ;P

1,5 km na trenażerze było dla wielu knock-outem ale nasz zawodnik przyszedl w laczkach niemal prosto z bankietu i trzasnąl najlepszy czas (ostatecznie zająl 2 miejsce) gratulacje!

DH z elektrycznym wspomaganiem, wygląda deczko jak 125ccm :>

najlepszy (subiektywnie) rower na targach ze wspomaganiem elektrycznym - przeniesienie wspomagania bezpośrednio w tylną piastę zaowocowało najpłynniejszym przyspieszaniem i jego zakończeniem, poza tym jest opcja retardera odbierającego energię przy hamowaniu i ładującego aku tego KTMa

nowe zastosowanie nagolenników - czołganie się i chodzenie na czworakach po jaskiniach

stylowy rower dla inwalidów, na pierwszy rzut oka - poziomka

kamery do sportów ekstremalnych - montowane na kask, na uprząż lub przyssawkę na zewnątrz pojazdu

pokaz x-ów na funparku przed pawilonem targowym

wystawa zabytkowych rowerów

gwarantujący pierwsze miejsce zwycięski skok w konkursie na najwyższy bunny hop - 85 cm

W piatek trzynastego

4 Komentarze

widok ze skoczni w Tumlinie

widok ze skoczni narciarskiej w Tumlinie

W piatek trzynastego liśćopada, niezbyt wczesnym rankiem razem z Niedzwiedziem opuscilismy CK. Odwiedzilismy na wsi sklep, w ktorym nasze sniadaniowe zakupy zwiekszyly dzienny obrot o 40% ;) i ruszylismy na piesza petelke bazujac na czerwonym szlaku Massalskiego. W miejscowosci Tumlin-Wegle odnalezlismy droge do kopalni prowadzaca zarazem w dwa inne, ciekawe miejsca. Pierwszym jest skocznia, z ktorej widok rozpoczal te relacje a pozostalosci owej konstrukcji wygladaja nastepujaco:

wejscie na stara skocznie

Tumlin - wejscie na stara skocznie

Jak powyzsze zdjecie dowodzi – w razie napotkania niedzwiedzia w lesie ucieczka nie tylko na drzewo ale nawet na skocznie narciarska o nadgnitych i oslizglych szczeblach – jest bezcelowa ;) Stad udalismy sie w drugie warte uwagi miejsce – do sasiadujacej ze skocznia kaplicy na kamiennych kregach Gory Grodowej, niesamowicie polozonej na skarpie olbrzymich blokow skalnych.

kaplica na Gorze Grodowej, Tumlin

kaplica na Gorze Grodowej, Tumlin

W czasach poganskich (akurat nie chodzi o PRL) byl tu jeden z wazniejszych osrodkow kultu a miejsce to sluzylo rowniez komunikacji (znaki przekazywane rozpalaniem ognisk na szczytach, Tolkien tego z palca nie wyssal) z innymi poganskimi kopcami – chocby z Łyścem w Świętogórach lub znajdujaca sie nieopodal Gora Dobrzeszowska. Szybkie omowienie miejscowki pod katem nagrywania 11 edycji New World Disorder w Gorach Swietokrzyskich ;) i podazamy szlakiem na Zachod.

rezerwat Kamienne kregi

rezerwat Kamienne kregi

Ogolnie to nieco abstrakcyjna ta miejscowka jest bo z rezerwatem przyrody sasiaduje kopalnia czy kamieniolom oraz wspomniane kaplica i skocznia narciarska lecz my nie przejmujac sie gestniejacymi oparami absurdu i mgly, wziawszy sobie do serca nazwe rezerwatu, odnalezlismy poganski skarb. Wielu ludzi patrzy lecz nie widzi jaki to skarb mijaja doslownie kilka metrow od szlaku:

najmniejszy pojedynczy kamienny krag

oto pojedynczy napotkany sławetny "kamienny krag" ktory prawdopodobnie nigdy wczensiej nie zostal utrwalony na zdjeciu.

Aby uchronic mieszkancow wsi przed inwazja turystow po opublikowaniu tego unikalnego odkrycia, zatrzymamy w tajemnicy nazwe miejscowosci. Kamienny krag zamaskowany jest resztkami niedokonczonej budowli i przykryty dla niepoznaki dachem osinobusa lecz prawdziwego odkrywcy nic nie jest w stanie wyprowadzic w pole :)

Po wyjsciu z lasu i przecieciu drogi  z Tumlina do gieldy samochodowej mijamy dluuuugi barak strzezony przez niestrzyzone psy. Zaraz za zabudowaniami po lewej stronie jest tor do dirta jednak przejscie przez lake okazlo sie wielkim afrontem wobec jej wlascicieli a robienie zdjec toru bedacego juz na innej posesji rozsierdzilo ich do tego stopnia ze chcieli wzywac policje.

tor do dirta, Wykien

Jesli ktos ma tyle pary, ze dokreca miedzy hopami na tyle skutecznie by na kazdej wyskoczyc to nalezy sie mu gleboki szacun :)

Obawiajac sie, ze trafimy na panow, dla ktorych taka interwencja jest jedyna atrakcja koszmarnie nudnej sluzby i nie chcac spedzic najblizszych dwoch godzin w komisariacie zamiast na szlaku – oddalilismy sie odwzajemniajac pozdrowienia. Wykien zostal za nami i zaczal sie las. Las w czasie mzawki, zwlaszcza kilkudniowej, nie obfituje w nadmiar suchego drwa. Wlasciwie kazde, nawet suche (w sensie uschniete) drewno jest mokre. Nie majac takich umiejetnosci survivalowych jak Dzony, rozpalilismy ogien z uzyciem kserokopii mapy, swiezych igiel i suchej kory brzozy zeskrobanej scyzorykiem ktory wiele przeszedl :) Kielbasa, musztarda, bulka i frument – po tak luksusowym sniadaniu poturlilismy sie pod gorke a szlak wiedzie tu tak stromo ze nawet slady jakiegos zapalenca ktory quadem atakowal zawracaly w pewnym miejscu. Tu zaczyna sie piekny las.

las w okolicach Miedzianej Gory

las w okolicach Miedzianej Gory

czerwony szlak Goloszyce - Kuzniaki

czerwony szlak Goloszyce - Kuzniaki

Fotoapdejt: lekko zamglona lesna panoramka (powered by Duch)

Jednak nawet najpiekniejszy las kiedys sie konczy i nie inaczej bylo tym razem, w poblizu lesnego odcinka duzej petli toru wyscigowego „Kielce” przecielismy wylotowke z Kielc w kierunku Lodzi. Nie moglem pominac graffiti na wsi.

myszy na wsi z dedykacja :)

Wbitka w lewo, kawalek pod linia lasu i hyc szlakiem w gore. A tu nad glowami taka hopa ze hej!

lesna hopa przy torze w "miedziance"

hardkorowa hopa ponad szlakiem

Ja rozumiem, wybicie z dropa ok 4m nad ziemia, przelot ponad lesna droga ale ladowania polaczonego ze slalomem miedzy drzewami juz sobie nie umiem wyobrazic :) Ludzie to nie wiedza jakie sily drzemia w lesie :P Bardzo pozytywnie mnie nastraja spotykanie takich budowli bo znaczy to ze rosnie pozytywnie zakrecone pokolenie, kadra ktora na zawodach zje konkurencje. Nie na konsoli ale w realu! Wielka piona, yo! Dalej napieramy do polanki, szlak chyba gora pobiegl a my dolem.

Z.M.N.R.P.

Z.M.N.R.P. (c) Pikolo RIP

Chwile pozniej, na skraju lasu rozstalismy sie ze szlakiem skrecajac w prawo. Mija sie zawalone pod ciezarem sniegu chalupy i przecina rzeczke, gdzies na wprost, przy lepszej widocznosci moze majaczy wielki Mur oporowy Staszica… Jednak nie tym razem, za ujeciem wody odbijamy ponownie w prawo, sprawdzamy czy odkryty, szeroki downhill ktory zaliczylismy kilka lat temu (chyba na G. Perzowej) jest obecnie pokryty asfaltem i niestety przypuszczenia te sie sprawdzaja.

Niedzwiedz to nie miś! ;)

Za p. Brunatniakiem widac droge, ktora wiedzie do gieldy. Stamtad ulica przez Wykien i pozniej duktem pod linia lasu wrocilismy do Michalowego bolidu. Dobry wypad byl to i nawet SE zdjecia po drodze cyknalem jak widac, dzieki Dzwiedziu!

A wkrotce bo 13 grudnia, zapowiadany od tygodni, rajd z Cminska do Miedzianej Gory. thnx za cynk Pinior!

Wielki cukrowy kloc / Great Sugar Loaf

leave a comment »

W niedziele z Ulsonem i Krzychem otworzylismy sezon szlakowy robiac ponad 20km drepcydesem. Brak samochodu to przeszkoda ale do pokonania jesli ktos nie chce dac sie uziemic w domu. Za cel obralismy Great Sugar Loaf (irl. O Cualann) – najbardziej szpiczasta gore widoczna z Dublina polozona 501 m n.p.m. w Gorach Wicklow miedzy N11 a zjazdem R755 na Roundwood lub jak kto woli miedzy Djouce Mountain a Little Sugar Loaf i wzgorzami Bray Head.

po pierwszym przekroczeniu N11

strome podejscie po pierwszym przekroczeniu N11

Pojechalismy drugim porannym pociagiem (na pierwszy spoznilismy sie bo stacje Tara Street otwarto gdy pociag na nia wjechal wiec nie zdazylismy kupic biletow) do Greystones, ktore obeszlismy z poludniowej flanki i skrecilismy w Delgany w biegnaca przez pagorki droge na polnoc (do Ballydonagh i gory Hillfort).

zwierciadelko ulatwiajace wyjazd z posesji

zwierciadelko ulatwiajace wyjazd z posesji

na wysokosci parkingu przy lesie Kindlestown odbilismy 90′ w lewo w polna droge ktora wiedzie az do zdjazdu z N11 – tu slimakiem na droga strone, w lewo obok starego wasztatu samochodowego i w prawo pod gorke stromo asfaltem do T-junction i tu w prawo by dalej napierac pod gore az do parkingu pod Great Sugar Loaf.

Obok parkingu stal zaparkowany - sadzac po ocalalym znaczku - Opel ktory "sie" spalil

Obok parkingu stal zaparkowany - sadzac po ocalalym znaczku - Opel, ktory "sie" spalil ;>

chlopiec z latawcem ;)

Krzysio z latawcem

Chwila na latawiec, herbate i drugi oddech kaczuchy i zaatakowalismy szczyt ktory tego dnia byl naszym celem. Z powodu pieknej pogody ten kawalek szlaku byl zawalony jak wejscie na Giewont a na szczycie dominujacymi jezykami byly polski i ruski i dopiero daleko za nimi angielski w wersji OJRISZ :) Bakteria nam padla wiec strazackie bedzie jak dokoncze i wywolam film.

widok na Dublin z Great Sugar Loaf

widok na Dublin z Great Sugar Loaf (501 m n.p.m.) - po prawej przy morzu miasteczko Bray, dalej cypel Dalkey a na horyzoncie polwysep Howth

Krzych byl napalony na wesole miasteczko ktore widzielismy w Bray z pociagu wiec ze szczytu podazylismy na Polnoc – Polnocny Wschod wytyczajac nowa sciezke przez porosniete kosodrzewina goloborze az do miesca gdzie milosnicy downhillu zbudowali zjazd z przeleczy po wschodniej scianie masywu. Trudna technicznie i wymagajaca pelnego skupienia jest ta trasa. Chlopaki udoskonalili przejazd lopatami i powybierali ostre glazy na bok i choc mozna sie w wiekszosci odcinkow bezpiecznie zatrzymac lub polozyc to bez fulla nie ma sie tam po co wybierac (wyczailem tez caly tor dirtowy w dolinie ktora autobus 44 dojezdza do Enniskerry ale nie bylem tam z buta). Stad juz nudna droga asfaltem ponad a pozniej wzdluz N11 do Bray gdzie na koniec dalem sie wystrzelic w komos w takiej okraglej klatce niczym pilot katapultujacy sie z samolotu. Oj zmarszczylo sie kakao ale sa to wrazenia nie do opowiedzenia.

Warto przed takim wyjazdem spisac kilka rozkladow autobusow i pociagow (do i z Bray, Greystones, Enniskerry) by porownac czas dojazdu (np. z centrum Dublina autobusem do Greystones jedzie sie 100 min a pociagiem 50 min) oraz zeby miec opcje zmiany trasy, planu, tempa, celu itd.

Miejsce pedalow jest pod butem

with one comment

I tak je umiesciwszy, ruszylem w wakacyje rozruszac troche rower i siebie zeby calkiem nie zardzewiec. Znajacy topografie Kielc pewnie powiedza, ze z KSMu na Bialogon to sie jedzie Krakowska. Pewnie ze sie jedzie, chyba ze rowerek sam do lasu skreci :) Pierwsze osiagniecie to wyjechanie pod „Skocznie” mimo braku kondycji a dzieki megarendzowi skad oczom mym ukazal sie las…   niekrzyzy ;P Dalej pognalem najbardziej znanym zjazdem za skocznia do polanki.

Po dluzszej nieobecnosci zauwazylem w okolicach Kielc olbrzymia wrecz liczbe kapliczek

Dopiero po dluzszej nieobecnosci zauwazylem mnogosc kapliczek i figurek w okolicach Kielc.

Tam sie skreca ostro w prawo (na godz 4-5) i pogina kretym zjazdem przeplatanym polmetrowymi koleinami az wyjezdza sie z tylu najwiekszej strzelnicy wojskowej. Jeden z kieleckich paradoksow: jeszcze chwila pedalowania i legalnie jezdzilem po zamknietym terenie policyjnych koszar, ktore od strony lasu sa calkiem nieogrodzone. 

Osrodek Szkolenia Przeciwchemicznego

Osrodek Szkolenia Przeciwchemicznego

Pokrecilem w strone sredniej strzelnicy, gdzie na PO strzelalismy z KBKSow, a dalej do basenu Lesnego, nic sie tam nie zmienilo. Syf, kila i mogila.

Rezerwat wodnika szuwarka

Basen pierwszy: obecnie Rezerwat Dzikiego Kaczora - polowe basenu przerobiona kiedys na boisko do siatkowki plazowej ma Jozin z Bazin a druga polowe Wodnik Szuwarek. Basen porosniety jest brazowymi i zielonymi tulipanami po owocowych hejnalach.

 

obecnie boisko koszykowki nowoczesnej (wchodzi sie z metalowym koszem na wieze i rzuca za 3pkt

Basen drugi: obecnie boisko do pchniecia-koszem-z-wiezy tudziez miejsce treningu skoczkow narciarskich, z ktorych kazdy wychodzac z progu kladzie snickersa na terakocie i nowa draske na narcie.

Z hala na Bocznej sie nie znamy wiec pojechalem w miejsce o specyficznym zapachu smarow i paliw. Musialem dostac zgode kierownika zeby ustrzelic tego Berliecika. Sie nie czuje jak sie rymuje.

Jelcz (licencja Berlieta)

Jelcz (licencja Berlieta) Linia 44: Herby - Stadion

Najstarszy Jelcz jezdzacy w taborze Zajezdni Pakosz. Pelna czapka wspomnien: taka „osemka” zawozilem Tacie parasol do Iskry, taka „dwojka” jechalem raz przez trawnik kolo wiaduktu Krakowskiego, taka „L” przewozilismy rury przez cala Pomorska i do takiego „32” zostalem porwany z przystanku w celu sprawdzenia biletu po wycieczce szkolnej :) Dlatego w pelni rozumiem stolecznych zapalencow ktorzy odnowili jeden z takich i puscili na zabytkowych blachach w miasto

Dalej przez Karczowke, Brusznie na Bialogon a w drodze powrotnej juz ancwalt bo cztery litery odzwyczaily sie od siodelka ;P Jeszcze przy basenie na Krakowskiej zlapalem jeden z wrzutow ABW – gosci od sreber i hard core’ow ktorzy zrobili najwieksze zamieszanie w swiatku CK graffiti od wielu lat. Ostatnio taki rozmach mial MAE dziesiec lat temu.

 

ABW

ABW

Lug

leave a comment »

Lug – tak w skrocie nazywaja Irlandczycy najwyzszy w hrabstwie Leinster szczyt  – Lugnaquille.

27 wrzesnia 2008 r. ok godz 9 udalo nam sie opuscic dom by po dziesiatej byc juz w wawozie/dolinie Glenmalure. W krajobrazie przypominajacym Bieszczady, TPP „B.U.K.” wygramolilo sie z Karlosowej strzaly a oczom ich ukazal sie…   gigantyczny plecor Karlosa ktorego zawartosci wlasciciel nie chcial zdradzic i na dodatek uparl sie ze zabiera wszystko na gore. Karkolomne wyzwanie, ja np zrezygnowalem z zabrania lustrzanki bo za ciezka a tu taki bagaz, nie lada wyzwanie…

w drodze na Lug

w drodze na Lug, w oddali rzeczko-wodospad a w ostatnim planie grzbiet prowadzacy w lewo na Lug

Karlos ruszyl pierwszy solo, my z Ula za nim. Wejscie po prawej stronie „wodospadu”/rzeczki, po pokonaniu stromej czesci wybralismy nowa droge. Wiodla ona przez zabojczo meczace dla nog trawy wysokosci nawet do pasa, ktore skutecznie zniechecaja podczas wchodzenia pod gore przytrzymujac buty, spowalniajac posuwanie sie naprzod i wymagajac wysokiego podnoszenia stop. Mimo ze bylo relatywnie sucho jak na ten teren to prawie godzine zajelo nam przeprawienie sie przez moczarowo-torfowy srodkowy odcinek szlaku. Wedrowka tamtedy polega na znajdowaniu gestych kep trawy oraz wysp torfowych pozwalajacych uniknac brodzenia po kostki w zapadajacym sie pod wode trzesawisku. Nie ma tam szlaku, samemu sie wybiera trase skokow i najmniej bagnistych stapniec.

Poludniowy stok grzbietu Lugduff, u jego stop dolina Glenmalure

Poludniowy stok grzbietu Lugduff, u jego stop dolina Glenmalure (panorama z 6 zdjec, ok 180')

W rozpadlinach, powstalych przez erozje wspomagana wypasem owiec, znalazlem skrzydlo samolotu. Rozgladalem sie za innymi szczatkami typu portfele pasazerow, licencja pilota albo chocby czarna skrzynka (dla Mamy pod pelargonie) ale ani sladu. Ci cholerni turysci UKRADZOM wszystko co tylko znajda.

szczatki samolotu

szczatki samolotu

Z wstepnych ogledzin skrzydla oraz sladow katastrofy, ktora miala tam miejsce wiemy niezbicie, iz transportujacy Generala Wladyslawa Sikorskiego samolot Liberator II AL523, ktory spadl do morza 4 lipca 1943 r. o godzinie 23:07, 16 sekund po wystartowaniu, w wyniku czego zginela corka generala i szef sztabu Naczelnego Wodza, Tadeusz Klimecki oraz siedem innych osob, z cala pewnoscia wlasnie tamtedy… nie lecial.

Teczowy music box wokol oczka wodnego

Teczowy music box wokol oczka wodnego

Po dokonaniu tego, badz co badz, przelomowego odkrycia (do dzis malo ktory badacz historii wie o powyzszym) pomaszerowalismy w lewo by wspinac sie grzbietem, tym razem po krotkiej trawce, owiewani zachodnim wiatrem, spotykajac pierwszych ludzi tego dnia. 30 min pozniej wedrowalismy przez prawie calkiem plaski i bardzo obszerny szczyt Lug, na ktorym w jednym miejscu zbudowano kopiec z kamieni, bez niego w wielu miejscach moze sie wydawac ze „to tu” co mogloby byc przyczynkiem do bojek o to kto wszedl pierwszy itp ;) Dla szukajacych ekstremalnie mocnych wrazen ta pekata gora ma dwa bardzo strome polodowcowe stoki zwane Polnocnym i Poludniowym Wiezieniem.

Tuz przy kopcu siedzial usmiechniety od ucha do ucha Karlos, obok niego stal sklesniety plecak z ktorego wybebeszono uprzednio maszynke turystyczna, patelnie, garnek i cala fure zarcia. To byla prawdziwa niespodzianka i dala nam strasznie duzo radosci i tylez samo energii: jajcowizna z 12 jaj smazona na maselku oczywiscie, mmmm….    kabanosy i kielbasa smazona z celula, czosnkiem i roznymi przyprawami, mmmm…..   goraca kawo-czekolada….   mmmmMMmmniam! I to wszystko 925m npm (niecale 3035 ft, Lug jest 13 co do wysokosci z 14 gor na wyspie, ktore przekraczaja 3000 ft), tym samym pobilismy wyczyn Betka i czekamy na rewanz (stukanie jajem o wschodzie slonca w Wielkanoc z CKF sie nie liczy Grzeniu hehehehe).

Karlos i nasz spozywczy balagan

Nasz spozywczy balagan. Karlos, dzieki za niespodzianke!

Zdumieni turysci zerkali nieco zazdrosnie tym bardziej ze zapach roznosil sie w promieniu kilkudziesieciu metrow. Pichcilismy gdzie Maklowicz nie pichcil! A wokol, jak donosi nie zawsze wiarygodna wikipedia, przy dobrej widocznosci okiem nieuzbrojonym winno byc widac, poprzez Morze Irlandzkie, wzgorza Llŷn Peninsula i gory Snowdonia w Walii (UK). Smiem powatpiewac gdyz podczas majowego wejscia mielismy nieskazitelna pogode co pozwolil zidentyfikowac wszystkie gory przedstawione na metalowej plycie a jednak nic „po drugiej stronie morza” nie rzucilo nam sie w oczy.

Zszamalismy do syta, poznalismy ciekawych ludzi – Toma i Ursule i wspolnie z nimi oraz pewnym czlowiekiem sprawiajacym wrazenie poszukiwacza swej wlasnej piatej klepki zeszlismy w dol wschodnim ramieniem Lug by skrecic w lewo i dalej samym brzegiem stromizny, znow skaczac przez mokradla, dojsc do poludniowej strony glownego strumienia. Sporo stromych zejsc, pozniej nieco skakania po glazach w rzece by wrocic na „szlak” w miejscu gdzie zaczyna sie ubita droga dla samochodu.

A tu specjalnie dla MTB wariatow:

widok, ktory stymuluje DH wyobraznie

widok, ktory stymuluje DH wyobraznie

Aha, dzieki przyrodniczym zacieciom atakze pewnej cierpliwosci lingwistycznej zapoznanych Irlandczykow udalo mi sie wreszcie ustalic iz tajemnicze zwierze ktore widzialem w gorach gdy wchodzilismy z Ula na Tonelagee, a byl to borsuk, to nie Ratcoon ale Badger (ktorego bralem za „bobra” podczas gdy ten ostatni to Beaver). Zas obszerne informacje o mokradlach irlandzkich, wraz z kilkoma wydobytymi z nich cialami ludzkimi z zachowana skora, wlosami i miesniami mozna posiasc odwiedzajac Muzeum Archeologii i Etnografii na Kildare St w Dublinie.

Zdjec jeszcze pare z tego wypadu trafi na bloga po dokonczeniu i wywolaniu filmu oraz gdy Ula opracuje swoje foty z wypadu. Pierwsze zdjecie (to „ladne) to ostatnia klatka na gratisowym filmie noname z labu a pozostale na zapozyczonym Ulczanym didżitalnym kąpakcie. Dla tych ktorzy wybieraja sie w Gory Wicklow – sprawcie sobie mape Ordnance Survey Ireland – Discovery series nr 56 (nielaminowana – jest lezejsza i duzo bardziej poreczna/elastyczna).

Do zobaczenia na szlaku. A przynajmniej na blogu ;P

%d blogerów lubi to: