Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Posts Tagged ‘2010

The Thors – BF Memoriał 2010

8 Komentarzy

W finałowym koncercie tegorocznego Memoriału Wemblay’a wspomagany skreczami DJ Fim’a zagrał band The Thors – chłopcy spotkali się w Poradni Prawidłowo Zapadniętych Klatek Piersiowych i tak przypadli sobie do torsu tfu, do gustu ma się rozumieć, że sklecili piosnek kilka oraz odgrzali numery Karaza. W efekcie tak wygarnęli do tłumu z paczek, że gdyby zrobili tak 15 lat temu to Linkin Park by nie powstał ;)

perkusja – FUN MASTER FLASH
bass – KRAKERS ONE
gitara – ABRA DUB DABEK
klawisz – MACEK 10
przeszkadzajki – LL COOL MINTAJ
wokal – KARAZ
skrecze (gościnnie) – DJ FIM

The Thors feat DJ Fim - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010The Thors - BF Memorial 2010

Reklamy

Obecność Chopina w kulturze Polski XXI wieku

5 Komentarzy

Obecność Chopina w kulturze Polski XXI wieku

Chopin wielkim artystą jest – tak stało w gazecie. Se myślę, trza się ukurwturalniać – pójdę gdzieś jak będzie jego szoł, se posłucham jak gościu gra.

Udało się, kupiłem bilety na tego Chopina, się ceni skubany: po pięć tysi sztuka ale warto bo podobnież mocno ekskluzywne te bilety – oprócz ceny 5000 zł jest na nich zielone zdjęcie artysty z fryzem a la wczesny Wodecki, sam Narodowy Bank Polski jest sponsorem, do tego dwustronny nadruk (nuty z tyłu dali, chyba żeby śpiewać na koncercie jak zagra megahita) i nawet znak wodny rypnęli żeby nie rżnąć na ksero. Od razu widać: poważna sprawa a nie jak ostatnio na Bajerfulu – biletu nawet nie dali tylko pieczątke na ręce przybili jak krowie w rzeźni. Wycelulitowałem te bilety na Alledrogo u szwagra na kompie bo u nas nadal nie ma tego całego internetu. Fart, że zdążyłem „kupić teraz” bo pisali, że to rarytas! Były też bardzo tanie bilety (po 100 zł) na Waryńskiego ale koparki to ja na codzień widzę koło bloku jak od 4 lat ten internet kopią. Kopią, kopią ale do dziś go nie znaleźli i tylko siedzą w tych koparkach, oczy mętne, gęby czerwone, chyba zawstydzeni tacy, że kopią i nic, taka telekompromitacja! Z resztą tego Szopena to też nie byłem do końca pewien bo ponoć pochodzi z jakiejś Stalowej Woli (też koparki) ale pomyślałem: ryzyk-fizyk i kupiłem. Przysłali mi bilety, patrzę: data na dziś tylko, że to w jakimś PRL a ja znam tylko PSS i KDT. Wiecie co, pięć kafli umoczone w wołczery do nieznanej galerii, której nie znalazłem, termin minął, przelipa! Aż tu szwagier dzwoni, że mówili w telewizorze, że będzie jeszcze jeden koncert. Myślę sobie – jeszcze mi cztery i pół koła zostało do spłacenia w Prowidęcie, drugi raz się nie dam nabrać ale okazało się że za darmo i niedaleko, w filharmonii. Jakby już lepszych miejsc na koncert nie było!

Przyszedłem wcześniej żeby ze stołu szwedzkiego (wszędzie ta Ikea!) zgarnąć do reklamówki szynkę i oliwki, się zamrozi i na imieniny jak znalazł. Ja go tam, tego Szopena, nigdy na plejlistach nie słyszałem ale w programie podano, że to ponoć klasyka w wykonaniu wirtuł…   wiert…  wiertłoboazeryjnym… cholera, jednak koparki! Ale już zapłaciłem za szatnię, trudno, obejrzę show. Wchodzę i co? Plaża. Wielka, pusta sala, krzesła niewygodne jak na rekolekcjach w podstawówce i tylko w pierwszym rzędzie drzemie kilku staruszków. Przed nimi podłużny stół. Pusty!!! Szlag by trafił, spóźniłem się na zakąski! Wszystko zeżarli to i nie dziwota, że teraz tną komara, wąskobarkowe eleganciki. „Jury„! A kogo obchodzi, że wam wszystkim matka tak samo dała na imię, dziady pazerne! Niby tacy ę-ą, pod muchą a żaden nie ma takich czyściutkich, bielutkich skarpet frote jak ja, specjalnie ubrałem świeże bo przez sandały to widać jak się kilkudniowe włoży. Wyjąłem koniec krawata ze spodni bo jedzenia tu dziś raczej nie uświadczę, koncert chyba odwołany bo zapowiadali, że Chopin to artycho że ho ho wiec powinno być nagłośnienie co ma wypierd pierwszoligowy a tu nawet jednego Altusa nie widać. Zdążył ktoś podprowadzić czy jak? Pewnie nawet koparek nie będzie bo by się ślizgały po wypastowanym parkiecie. No i wtedy na scenę wyszedł On. Chyba On, a nie Ona, bo włosy miał na pół ryja jak ten z hotelu w Tokio. I ten emo-pianista to ten wielki Miszcz? Oj synku, coś mi się widzi, żeś ty nie pod wierzbami chowany ino z krainy kwitnącej świni, no ale jakeś już wyloz to graj Pan, Panie Szopen!

Zmarnowany czas, moje podejrzenia były słuszne! Jak sie później dowiedziałem od szatniarek to wcale nie grał Szopen tylko jakiegoś kurdupla posadzili przy tym kredensie a tu nadmienić trzeba, że naprawdę – mebel klasa! Politura na błysk jak z meblościanki u teściów, tylko barek nietypowo otwierany – od góry. I se wyobraźcie, ten konus, z zawodu chyba kelner po ciuchach sądząc, tak nawalał w te klawiaturę jakby przechodził bez kodów ostatni chapter Max Payne’a a dźwięk tego forteklapu to miał taki surałunt, że nasz Szopen aż oczy mruzył cały czas, własciwie to wyglądał na Azjatę, w Chinach wszystko tańsze to i  kelnerów tam robia i poźniej emigruje kitajec jeden z drugim z Tokio hotelu na kontynent grać koncert, że może łowca talentu się napatoczy a później to już tylko kilka lat chałtur i Sopot stoi otworem. Owszem, stoi otworem ale tym drugim, my tu mamy Diode i Margaryne i może jest słabo ale te wasze gejsze nie są piękniejsze!

Wracam rozczarowany pożalić się szwagrowi, a ten wita mnie radośnie w drzwiach: mam Szopena! Owszem, miał Szopena, dobrze schłodzonego i takie wysokie matowe kieliszki z literką B. I tak oto wydarzyło się co dotąd kartom historii było nieznane: Szopen zagościł w Belwederze i to nie jeden raz. Gdym się ocknął, dziwnie w głowie mi dźwięczało, jakby skośny Chopin wciąż grał jeszcze a to echo grało. Lekko chwiejnym krokiem wybrałem się na spacer do lodówki ale gdy szedłem przez przedpokój, pewnie nie uwierzycie: przy przeciwległej ścianie, dokładnie w miejscu gdzie szwagier ma lustro, stał Szopen we własnej osobie  – morda co prawda nie tak szlachetna jak pokazali na bilecie (pewnie szopowali) a po fryzurze widać było, że musiał gdzieś dobrze zakoncertować. Pomachałem mu tylko a on odpowiedział mi takim samym gestem. Do lodówki nie dotarłem bo naszła mnie taka wena (weno wychodź z klopa bo muszeeee!), że skomponowałem rigoletto forte z takim rozmachem, że zamiast do wanny celnąłem na uwerturę sanitarną. A to było zaledwie preludium do spożytego wczoraj mazurka, stworzyłem więc także maleńką etiudę ozdabiając szwagierce nowego buta na wysokim nokturnie, a że drugi stał obok to nie obyło się bez bisu.

Zdobyta po wielu trudach lodówka raczyła być pusta a mnie sushi. Wychodząc po kefir spotkałem sąsiadkę szwagra, która jest artystką. To znaczy robi czasem mityng artystyczny, „obiady czwartkowe” … z poniedziałkowym śniadaniem. Wiem bo mieszka nad szwagrem, jest wernisaż, po czym wystawa, czy mówiąc z angielska „ekshibicja”, trwa kilka ładnych dup…  znaczy się.. dób, są owulacje na stojąco, po czym następuje finisaż i wreszcie można zasnąć bo łóżko przestaje skrzypieć. Naprawdę niezła artystka, jak nie wierzycie to spytajcie się kogoś o Dzidkę, usłyszycie „a, Dzidka, ta z Szopena!” – nawet wam okna pokażą, łatwo poznać, tylko ona w całym bloku ma czerwone zasłony. Dzidka, to na salonach bywa, w towarzyskiej się obraca śmietance (i w kisielu podobnież też), trendy zna i jak mię zobaczyła to aż do Szopena porównała. Jak ona powiedziała, jakoś po zagramanicznemu: cośtam cośtam  „..image nietschesanneau chopin” (…i masz nieczesaną szopę) więc podziękowałem, Chopin ugładziłem i poszedłem do sklepu.

W radiu mówili, że Szopen wiecznie krzywy, że mamy tak długo oczekiwany wyrok szopenowski, że na festiwalu Chopina wręczono Fryderyka Polakowi, który zajął bardzo dobre szóste miejsce tuż za ekipą z Cejlonu… Dosyć tego Szopena! Zgasiłem radio i wyciągnąłem wnioski: żadnych koncertów, nigdy więcej filharmonii, ze szwagrem możemy się napić ale nie Chopina tylko bimbru u mnie bo u niego trwa jakieś malowanie czy coś. A jak Szopen to tylko w domu, z adapteru ale bez patrzenia jak się płyta kręci, bo by i u mnie remont był potrzebny.

Powyższy, wirtualny balet skomponował natchniony szopenowskim, dwatysiące dziesiątym rokiem, Brulionman.
https://brulionman.wordpress.com/

PS. Koparki dawniej „Waryński” dziś mają azjatycko brzmiącą nazwę Livgong. Dobrze, że Fryderyk nadal jest Chopin a nie Cho Pin ;)

Detkowiskooooooo

18 Komentarzy

Czas: niedziela, 17 stycznia 2010, godz. 10.00
Miejsce: stok miedzy Slonecznym a Bociankiem. Sprawdzone przed chwila na rowerze, jest trasa gladka i opcja z muldami, daleko do drzew, nachylenie i dlugosc stoku w pytke jeza tak dla nas jak i dla maluchow. (mapa)

Bierzemy przedmioty slizgajace sie po sniegu – nadmuchane detki, foliowe worki z sianem, sanki – i, mowiac nomenklatura nauczycieli, ponawydurniamy sie jakbysmy sie szaleju najedli. Dojazd samochodem jest zarowno od Bocianka (ul. Kasprowicza) jak i od Slonecznego (dawniej Sloneczne chyba 13 i 16 a teraz jakiejs Znojkiewiczowej). Obecnosc nadobowiazkowa, uczestnictwo na wlasna odpowiedzialnosc :> Zabranie termosa, grilla, aparatu – mile widziane :D

Ponizej kilka fot nie wiem czyjego autorstwa lecz bardzo dziekuje ze je zrobiono (jak ktos zna autorow to poprosze na m@ila) z podobnych incydentow na nieistniejacych juz Psich Gorkach.

Oaza wsrod betonowej pustyni / an oasis among the concrete desert

3 Komentarze

drzewowbloku

drzewo otoczone blokiem / a tree surrounded by block

Kiedys budynek otoczony drzewami, dzis drzewo otoczone budynkiem, dla mnie to abstrakcja jak „swiat za 100 lat” a tu czas leci, za rok Zajka planowal wakacje na Marsie i moze gdyby „ludzie w tonacji mol” sprzedali sie lepiej – pewnie dopialby swego.

Tymczasem zmeczeni nowosciami ludzie wrocili do korzeni i tlumnie wala na wystawe pokazujaca nas samych tyle ze bez skory – the bodies, wszystko z bliska: miesnie, sciegna, mozg i gwozdz programu – pluca: palacza i zdrowe a miedzy nimi przezroczysta urna z porzuconymi pod wplywem chwili szlugami. Embriony w roznych stadiach, marska watroba, przekroje przez cialo wzdluz i w poprzek jakby poszatkowane gigantyczna jajcarnia ;) Czarni ninja-gestapowcy filuja zeby ktos przypadkiem zdjecia nie zrobil bo by sie katalog z wystawy gorzej sprzedawal lub wcale.

Wczoraj skosztowalem oleju wasabi ktorego zdradziecka natura nie daje znac o sobie gdy probuje sie go samego. Polej nim jednak gorace danie i sprobuj a zarobisz plombe w nos ktora zabrala mi oddech na kilkanascie sekund a w wiekszym stezeniu lub przy astmie moglaby znokautowac. Ciekawe ze nie piecze prawie wcale ale dusi jak najostrzejszy chrzan. Chyba jest to ten przypadek gdy wskaznik w skali Scoville’a jest niski a wrazenie jest jakbys przyjal celny argument od Salety. Oczywiscie wszystko zalezy od ilosci oleju. PS. brak objawow syndromu piekacego guzika :>

%d blogerów lubi to: