Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Archive for the ‘niezrealizowany dziennikarzyna / journalist-wannabe’ Category

Hej, skarbie / Precious: Based on the Novel Push by Sapphire

leave a comment »

Precious to film, który uzmysławia Kowalskiemu, że życie w nowojorskim getcie jest bardziej hardkorowe niż widział w „Kids”-ach i że owo życie ma swoje grube konsekwencje. Przy czym przymiotnik „grube” się w tym filmie dewaluuje gdy tylko na ekranie pojawiają się dwa wieloryby – jeden o twarzy łagodnego kingkonga i drugi wieloryb – matka pierwszego, wyglądająca jak Ice Cube tylko grubsza, brzydsza i z gęstszym zarostem w pewnych miejscach. Są momenty, że powab tej bohaterki wygania naszą estetykę z mózgu na bezterminowy urlop między pośladki. A do tego są wątki, których zdradzenie popsułoby Wam odbiór więc ich nie ujawnię ale z ciekawostek: dowiecie się m.in. jak uprawiać seks bez zabezpieczeń nie zarażając się HIV/AIDS, przynajmniej wg matki naszej dzielnej Murzynki.

Bo trzeba Wam wiedzieć, że obie olbrzymie białogłowy białe nie są takoż w przenośni jak i poza nią. Przyznam, że jest to pierwszy odważny film o czarnych: przedstawia Murzynów w sposób odarty ze stereotypów, złudzeń i upiększania. Okazuje się przeto, że są wśród naszych czarnych braci jednostki leniwe, patologiczne, odrażające i rozgarnięte mniej niż kupa liści. Mało, potrafią pasożytować latami na zapomogach socjalnych, uczciwą pracę mając w dupie a po rozmiarach tejże sądząc, wszystko inne też też im tam spoczywa. Wreszcie ktoś miał jaja żeby pokazać Murzyna – darmozjada a najlepsze, że tym przymiotem wykazała się osoba, której nie sposób zarzucić rasizmu, seksizmu czy szowinizmu gdyż urodzona w polsko brzmiącej miejscowości „Kosciusko” pani producent, Opra Łinfrej, sama po pierwsze jest niewiastą, ciemną ma skórę a na dodatek do szczupłych nie należy.

Fantazję tłumacza, jaką wykazał się opracowując polski tytuł, przemilczę. Popełnił on w filmie kilka co najmniej dziwnych przekładów, np. literowanie „D – A – Y”  jako „D – Z – IEŃ” i choć chwilami słychać, że dziewczęta z Bronxu, Brooklynu i Harlemu mówią daleko bardziej „kwiecistym” językiem niż się nam po polsku przedstawia to jednak resztki przyzwoitości tłumacz posiadał i nawet użył paru wulgaryzmów w znośny sposób. Jednakowoż próbę obejrzenia tego filmu bez napisów i lektora powinien podejmować JEDYNIE widz z doświadczeniem w nowojorskich slangach, inaczej wyląduje w dupie, na dodatek czarnej! A propos czarnych – Oprah złamała kilka stereotypów, poza czarnymi lesbijkami, w filmie pojawia się czarne dziecko z zespołem downa czegom dotąd nigdy nie uświadczył na ekranie ni tym bardziej w tzw. „realu”. Zdecydowanie nie powinni tej historii oglądać fani właścicielki seksownego głosu – Mariah Carey, gdyż jej wygląd w filmie może zainicjować w ich szeregach masowe Hara-Curie (a nawet Skłodowska), nie widziałem dotąd żadnej większej czy mniejszej gwiazdy szołbiznesu w TAK odważnym makijażu, by nie rzec, w jego braku. Zaś podlotki, których bożyszczem jest krawiec Lenny winny popylać ile fabryka dała do kin bo obiekt ich uwielbienia nie dość że występuje to jeszcze w uniformie, a wiadomo – za mundurem panny sznurem (…od żelazka wymachują).

Film niełatwy, wartościowy i nakręcony w sposób daleki typowym amerykańskim produkcjom, naprawdę polecam! Na koniec zasunę Wam coś mentorskim tonem: gdyby tenże film obejrzała młodzież gimnazjów tudzież liceów, ale obejrzała ze zrozumieniem, doceniłyby pacholęta jaki relatywnie beztroski lajf na co dzień mają, niezależnie od tego, jak ciężki by on się im nie jawił.

PS. Słowo „czarni” piszę z małej litery tak samo jak z małej piszę „biali”.

Tajemniczy most na Bobrzy

6 Komentarzy

Peryferie Kielc między Białogonem a Zalesiem, w środku łąk i pastwisk stoi tajemnicza zapomniana inwestycja – zbudowany nad rzeką Bobrza most donikąd. Nie ma ani, zdaje się, nie było tu nigdy żadnej drogi, przejazdy mostami są w bardzo blisko sąsiedztwie a ich kąt wyprowadza drogi do węzłów komunikacyjnych. Ten most nie.

Podczas dokumentowania obiektu padła teoria (dzięki Marcin), że może jest to jedna z inwestycji sugerowanych przez ZSRR które wdrażał Wojciech Jaruzelski (uzasadnienie w linku pod zdjęciami) podążając za wytycznymi moskiewskiej strategii militarnej. Jest też teoria bardziej prawdopodobna, mówiąca że ów most miał odciążyć drogę Białogon – Jaworznia (węzeł E7) aby ominąć kilka bardzo ostrych zakrętów przy fabryce pomp i uniknąć poprowadzenia ruchu przez Zalesie.

Jednak inwestycja skończyła się nim zaczęła a obecnie wokół mostu jest cisza – w przenośni i rzeczywistości: nikt o nim nie wspomina, pasą się tu krowy, które w razie burzy chowają się pod mostem, na gałęziach chaszczy porastających brzegi Bobrzy powiewają tysiące reklamówek i śmieci zostawionych tu przy wysokim stanie wody, jak w polskim filmie – nic się nie dzieje…

Most po stronie Zalesia - łąki, krzaki i ugory, dalej domostwa. Lecz gdzie dla tego mostu jest droga, droga Polska Zjednoczona Partio Robotnicza?

Wątpliwe jest tajne znaczenie strategiczne jeśli obiekt jest umieszczany na ogólnodostępnych cywilnych mapach wojskowych wydawnictw np. WZKart

Ślady kopyt wskazują że chociaż krowy mają z mostu pożytek

Obiekt nikomu nie służy za to wymaga wydatków na konserwację

Most donikąd - od strony ul. Krakowskiej stoją domy, płynie spokojnie Silnica, krowa gryzie trawę kręcąc mordą a most zamyka "elektryczny pastuch"

Gdyby ktoś chciał budować pomnik socrealizmu - nie trzeba, wystarczy go wyremontować

A oto podstawa teorii o budowie obiektów w PRL na potrzeby ZSRR – fragment filmu o towarzyszu Jaruzelskim:

Podobnych obiektów jest w Kielcach więcej, będę je tu prezentował w miarę możliwości.

Memorial to Miles – Targi Kielce Jazz Festival

with one comment

Targi Kielce Jazz Festival

"...jazz, a wtedy padał deszcz..."

Dwa niesamowite wieczory – w różnych odcieniach jazzu nafaszerowanego dynamitem improwizacji. Nic nie poradzę, że noga mi tupała aż fotel trzeszczał i tu proszę o przebaczenie i sam przebaczam gdyż sąsiedzi robili podobnie ;>

Z pewnością najmocniejsze są ostatnie wrażenia ale to co pokazał Benoît Corboz jest w ogóle nie do zapomnienia, zdominował Truffaza – „właściciela” kwartetu, który chwilami sprawiał wrażenie jakby sam przyszedł na koncert swego jedzącego żaby kolegi. Sympatyczny grubas poczęstował nas wyrywającymi z fotela klawiszowymi fristajlami a każdy z nich był lepszy od poprzedniego, po prostu kosmos! Również Siggy Davis podbiła serca publiczności umiejętnie nawiązując dialog. W sobotę zaś wyróżnił się kwintet Grochota – pięciu gentelmanów, którym nie potrzebny wokalista gdyż sami bezbłędnie zapełniają przestrzeń. Artyści dostarczyli tak dużo energii, że można nawet przymknąć oko na Mikę Urbaniak, która dla mnie była najsłabszym punktem programu, na szczęście gdy nie śpiewała jej chłopcy też rozpalali muzyczny tygiel tryskając iskrami w nasze uszy. Były bisy, brawa na stojąco i duma, że Polacy nie ustępują kroku zagranicznym kolegom.

Może uda się by przyszłoroczny festiwal odbył się w nowej hali E Targów Kielce gdzie jest wystarczająco dużo miejsca na fotele i część stojącą dla tych, którzy tak jak ja nie umieją sztywno przesiedzieć ukrzyżowani w fotelu gdy dusza tańczy pod rękę z muzyką.

Memorial to Miles Davis

Muzyczne podróże przez świat – Irlandia

4 Komentarze

Garść wspomnień z Irlandii zarejestrowanych podczas audycji red. Jerzego Jopa pt. „Muzyczne podróże przez świat” nagranej dla Polskiego Radia Kielce, miłego odbioru :)

Irlandia – cz. 1

Irlandia – cz. 2

Tęskniąc w Irlandii za Polską nigdy nie przypuszczałem, że kiedykolwiek zatęsknię w Polsce za Irlandią, a jednak. Się tęskni się. PS. Nawet nie wiedziałem że tym sposobem popełniłem coś co nazywasię „podcast” :))))

Lot bezskrzydłowy / No wings flight

with one comment

( English version below the Polish)

To był piątek 23 czerwca 2006 roku godz 0:45 kładę się spać – godz 3:30 pobudka, trzepanie zębów o umywalkę, kamasze na nogi, fotoplecak na grzbiet i wio na statoil.

Telegraf

godz. 3:45
Razem z Duchem jedziemy do południowej części Kielc, parkujemy na Kawetczyźnie i wbijamy się prędko na Telegraf bo wschód słońca zbliża się wielkimi krokami a my jak na złość wybraliśmy najkrótszą noc w roku.

Kielce inaczej

godz. 4:05
Wychodząc więżą obserwacyjną powyżej koron drzew trafiamy do największej mleczarni na świecie, zdawać by się mogło, że łyknęliśmy właśnie jakiś kilkutysięcznik, caaaaała okolica aż po horyzont tonie we mgle – spod tego białego morza wystają jedynie 60 piętrowy komin elektrociepłowni, oddalona o 20 km Łysica i oczywiście maszt Telegraf, widoczność super, komary mniej super. Na szczęście po naszej stronie są jaskółki, które piszcząc w szalonym pędzie koszą zaspane o tej porze insekty maści latającej. Mimo znacznej wysokości dosłownie zero wiatru, jest przyjemnie cicho, mgła niesie odgłos jadącego pociągu i ciężarówek mknących na Tarnów.

[zdjecie z innego dnia / picture taken other day]

Duchu / Paul – „the Spirit”

Czytelnikowi należy się jeszcze słowo o wieży – jest to przeciwpożarowa wieża obserwacyjna, stojąca na drugim co do wysokości wierzchołku grzbietu Telegrafu. Ma ok. 30m wysokości (tyle co dziesięć pięter), wchodzi się na nią etapami po drabinach łączących platformy kolejnych kondygnacji. Na samej górze jest przeszklona i zadaszona budka, z oknami dookoła i stolikiem, na którym stoi coś wyglądającego jak skrzyżowanie kątomierza i kompasu by dyżurujący strażak lub leśnik widząc dym mógł podać przez radio dokładny kierunek w którym zauważył pożar. Strażnik z innej wieży podaje swój odczyt co pozwala zlokalizować ów dym na mapie w miejscu przecięcia kierunków. Celowo napisałem dym bo ogień zależnie od kierunku wiatru, jego prędkości, ciśnienia atmosferycznego, wilgotności powietrza i ściółki (i pewnie kilku innych czynników) może znajdować się gdzie indziej – zdarza się, że dym snuje się po ziemi i wydobywa się spośród drzew nawet kilka kilometrów od miejsca pożaru. Budka ma kilka otwieranych okien i drzwi prowadzące na balkon okalający budkę. Czekając na wschód słońca podziwiamy odmóżdżenie matołków, którzy nie mogąc otworzyć zamkniętych na zamek drzwi postanowili przynajmniej urwać klamkę. Kielce inaczej? Nie, Polska codzienna.

Lysica z okna budki obserwacyjnej na Telegrafie

godz. nie_wiem_która
Wschód naprawdę słabiej niż przeciętny: słońce od początku przesłonięte chmurami jakby nie miało ochoty zabrać kołderki ze świętokrzyskiej ziemi. Powietrze stoi w miejscu, a my stoimy dwadzieścia kilka metrów nad ziemia, może trzydzieści, plus wysokość względna Telegrafu, no – jest przyjemnie. Powoli pojawia się grzbiet Pasma Masłowskiego i Pierścienicy (tzw. „Skoczni”), mgła trzyma się dziarsko, słońce za chmurami. Po około godzinie oczekiwania na rozejście się mgieł zauważamy, że na zachodzie dzieje się coś dziwnego. Mgła wariuje tworząc wulkany, bałwany, grzbiety, kłębi się i wzbija na znaczne wysokości. Powstają jakby grzyby atomowe. Z czasem widać cos jakby biały front mgły który rozpościera się na całym zachodnim horyzoncie i powoli się zbliża.

Pasmo Poslowickie

Nad Kielcami mgła nieco rzednie, widać zarys klasztoru na Karczówce, wieżowce na os. Świętokrzyskim. Rzut oka na zachód: fala powodziowa mgły jest blisko, teraz możemy ocenić ze jest znacznie wyższa niż sądziliśmy. Wielka ściana szarości rośnie i zbliża się, zakrywa kolejne szczyty Patrolu, Słowika, Karczówkę jakby ktoś nagle pstryknął guzik „Karczówka OFF”. Teraz mgła jest już 500m od nas, olbrzymia szara chmura kroczy tyralierą i zdaje się grozić nam ze ją początkowo zlekceważyliśmy uznając za „wygłupy na zachodzie”. Górna część uformowanej w wał mgły prawie się nie rusza, wali na nas jak prasa na Janasa, zaś dolna część wysuwa białe jęzory, które zalewają szczyty i drzewa. Znika Pierścienica, nie wierzymy własnym oczom, wieża się lekko kołysze, zrywa się wiatr a powietrze zmienia zapach, to zapach lasu, wilgoci.

[zdjecie z innego dnia / picture taken other day] panorama Telegrafu

Dotychczasowa cisza zmienia się w szum lasu, przez który przedzierają się drobinki wody gnanej powietrzem. Choć wiedziałem, że nic się nam nie stanie to dziwnie duszno się robi gdy ma się być za moment zjedzonym przez mglistego smoka. Totalna szarość, nie widać nic przed nami ani za nami, Duchu, który wcześniej chyba fotografował (chyba, nie wiem, tak mnie zaabsorbowało to zjawisko), w tej chwili stoi ze mną na balkonie a aparat trzyma przez okno wewnątrz budki, ja filmuję i krzyczę coś w podnieceniu, adrenalina i radość „inni śpią a ja tu takie rzeczy przeżywam!!!”. To chyba koniec zdjęć na dziś gdyż ledwo widać pod nami ziemię, na której stoi wieża.

Skocznia i Patrol

Duch pakuje się przez okno do budki, ja przecieram okulary gdyż od nawietrznej wszystko jest w rosie. Nagle nos czuje zmianę, powietrze staje się suche i cieplejsze, zmienia się jego zapach a mgła od zachodu się rozmywa aż wreszcie wiatr całkiem cichnie. Patrzymy w kierunku wschodnim, szara fala w której przed chwila topiliśmy się przez 5 min odsuwa się ciągnąc za sobą opieszały welon mgieł, który zaczepia się jej o iglasty las. Przez jej ścianę przebija się wieża telegrafu, mgła niechętnie go oddaje, próbuje oblizać jeszcze ostatni raz.

lot bezskrzydlowy

Patrzymy na siebie – szok, obydwaj banany na gębie od ucha do ucha „tyyyy widziałeś to?” Całkiem jak mali chłopcy, których na moment nakryła wielka fala w morzu. Tymczasem to nie koniec, z zachodu nadciąga kolejna fala i to jest kosmos – w chwili gdy nadchodząca i ustępująca fala są w tej samej odległości od nas a miasto nadal przykrywa biała kołdra, przez ten jeden moment czuję się jak Mojżesz – gość stuknął laską w skałę i rozstąpiło się morze. Ja stuknąłem ze zdziwienia szczeka o balkon i rozstąpiło się mleko – dosłownie przed (i za) nami biała równina a po bokach dwie szare ściany mgły.

Warto było się nie wyspać? Heh, retoryka! Mam ciarki na plecach i wszystkie włosy na baczność. Kolejna fala, nadchodzi, to tak jakby się wyglądało przez okno w pociągu, który wjeżdża do tunelu w górze lodowej, znów wiaterek, zapach wilgoci…

Skocznia we mgle

Staliśmy tacy oniemiali, ze z początku żaden z nas nie zrobił nawet jednego zdjęcia, Paweł ocknął się szybciej a ja stałem zafascynowany gapiąc się jak szpak w pękniętego jeża. Fotoreporter ze mnie marny. Kolejne fale miały minimalne przerwy aż w końcu mgła zadomowiła się na cacy.

godz. 6:40
Zeszliśmy z wieży i przez zamglony baśniowy las poturlaliśmy się do samochodu, trzeba jeszcze się ochlapać, przebrać, zjeść śniadanie, zatańczyć z żelazkiem i na 8 do arbeitu. Mmmm… naładowanie akumulatorów psychicznych: dziesięć! Dobrze, że ten spontan się zmontował akurat tego dnia, na co dzień ponoć mgła jest ale mglistego sztormu już nie, ha!

No, to się wyspałem przed Firmamentem, nie ma co!

Skocznia (Pierscienica) i Pasmo Poslowickie, daleko Gora Patrol

zdjęcia moje dopiero co odnalezione na stercie zapomnianych negatywów, tekst archiwalny (2006), znany jako „Tsunami na Telegrafie”, publikowany (Wici, MTB Kielce), z perspektywy czasu wiem, że trafiły się nam wyjątkowe chmury a nie żadna mgła. Mimo starań są to wrażenia nie do opowiedzenia, łatwiej zrozumieć co przeżyliśmy oglądając zdjęcia Pawła –  goraco polecam GALERIĘ ZDJĘĆ DUCHA z opisanego powyżej wypadu.

/

It was Friday 23 June 2006, I went sleep at 0:45 AM- woke-up at 3:30 AM, brushing teeth, wearing shoes, backpacker filled with photo stuff and go to Statoil.
.
3:45 AM
Together with „the Spirit” (Paul’s nickname) we went to the southern part of Kielce, we left car at Kawetczyzna area and got quickly to „the Telegraf Mountain” because sunrise was almost rising as we choose the shortest night of the year.
.
4:05 AM
When we hiked the tower and reached level above the trees tops we saw the largest creamery in the world, it might seem that we scored some few-thousander: everything arround us to the horizon drowned in a fog and over this „white sea” protruded only 60-storey chimney of power plant, Lysica Mountain (about 20 km away, 612m high) and radio mast on summit of Telegraf. Great visibility and dozens of mosquitoes. Fortunately the cheeping swallows were swallowing in a mad rush sleepy flying insects. Despite the altitude the speed of wind was literally zero, it was pleasantly quiet, I heard the sound of trains and trucks through the fog.
.
O, as a reader you should know few things about „our” tower – it’s an observation tower of Fire Department, situated on the second up to the top of Telegraf ridge (the highest is taken by radio mast). Fire brigade watching tower is about 30m height (ca. 10th floor), it has several stage of platforms connected by ladders. At the top is placed cabin with windows all around and a table with something looks like a combination of protractor and compass. The fireman or forest ranger on duty, seeing smoke can give the exact direction (in degrees) via radio. The ranger on another tower gives his direction of seen fire so that allows to locate the smoke on the map at the intersection of these two directions. I wrote „the smoke” because the fire, depending on wind direction, its speed, barometric pressure, humidity and bedding (and probably some other factors) could be somewhere else –  smoke can wanders low, close to the bedding and get out over the trees even a few kilometers from its source. The cabin has also doors leading onto the balcony surrounding the booth. Waiting for the sunrise we talked about some brainless assholes, who, unable to open the locked doors, decided at least to break off the handle. Different Kielce? No, regular Poland.
.
I_don’t_know_what_time AM ;)
Sunrise actually less than average: the sun is obscured by clouds and doesn’t want to take off giant white duvet from the land of Swietokrzyskie. The air is still, there’s more than twenty maybe thirty meters beneath us, plus 408m of Telegraf mountain, nice place. Slowly appears edge of Pierścienica Mountain (locally known as Ski Jumping Hill) and Masłowskie ridge, the fog stays arround and the sun is hidden behind the clouds. About 30 minutes of waiting and I see that something strange is going on on West. Fog is going crazy by forming volcanoes, waves, ridges, swirling and soars to enormous size. Looks like arise of giant atomic mushroom. By the time I see something like a white front of clouds which spreads across the western horizon and slowly approaching.
.
Fog diluted little bit, I can see the outline of the monastery on Karczówka, skyscrapers of Świętokrzyskie Estate. Take a look to the west: „flood” wave is close, now I can assess it’s higher than I thought. Great gray wall grows and approaches to further obscure the peaks of Patrol Mountain, Slowik, Karczówka just like someone had suddenly pushed the button „Fade Karczówka”. Now the fog is 500m away, a tyraliera of huge dark clouds dangerously walks straight to us. The upper part of the misty shaft moves hardly and the lower part of fog is licking the mountains and trees with a white tongues, forest disappears in white flood. Pierscienica Mountain disappears, I don’t believe my eyes, our tower sways slightly, the wind sprang up and I feel change of smell of the air, mist brings smell of moisturised wood.
.
The silence has been replaced by murmuring sound of mist wading through the forest driven by the air. Although I knew that nothing wrong can happen I felt a bit stuffy when it comes to be eaten in a moment by misty dragon. Totally grayness everywhere, there is nothing at the front or behind us, the Spirit, who previously probably photographed (I was so absorbed by this phenomenon that I don’t know), now is with me on the balcony and holds the camera inside the booth (against moisture), I’m filming and shouting something in great excitement, adrenaline and joy: „I experience amazing things here while others still sleeps in their beds!!!”. I think this is the end of taking pictures for today because the ground below us is barely visible.
.
The Spirit is getting inside the booth through the window, I rub the glasses cause everything at the windward is in dew. Suddenly my nose feels change, the air becomes dry and warmer, changing its smell and the West is slowly stop hazing, wind is slowing down and finally stops. We’re watching the East, where gray wave in which we drown last five minutes is moving away and dragged slack veil of mists hooks to tops of coniferous forest. The radio mast wade through the wall of mist which leaves it reluctantly, trying to lick it one more time.
.
We are positively shocked, both with bananas sticked on faces: „Dude, can you believe it?” Just like little boys covered in a moment by giant wave on the seashore.
But this is not the end – from the west comes next wave! When the incoming and outgoing waves are the same distance from us and the city beneath is still covered with a white quilt, at this single moment I feel like Moses – guy tapped the rock by his cane and caused split of the sea. I tapped the jaw to the balcony ;) with great surprise and I saw split of the milk – literally at the front of us white plain with two gray walls of mist at the sides.
.
Was that worth to not sleep well? Eh? The rhetoric! I have goose-flesh and all hair erected electrified. Another wave is coming, it seems like be staring through the window when train enters the tunnel into iceberg, again breeze, the smell of damp … I stood so speechless and fascinated…. I also realised I haven’t done pictures during most interesting moments, fortunately Paul recovered his consciousness but I stayed staring like when you’re seeing naked women for very first time. I know, totally unprofessional. Subsequent waves had minimal gaps between until the fog remained completely.
.
6:40 AM
We left the tower and went through the misty fairy forest to the car, then just splash, shave, dance with an iron and don’t be late at work (8.00 AM). Mmmm …mind and body battery full!
The pictures were just founded now among bunch of forgotten negatives, text archive (2006), known as „Tsunami on Telegraf”, published in past (Wici, Kielce MTB). Despite the efforts this experience it’s hard to express. It might be easier to understand what we saw if you’ll watch the Spirit’s pictures – I recommend HIS GALLERY from the trip described above.

Czy pana mama je banana? Moja mama ma malamuta.

18 Komentarzy

Kilka tematow w jednym poscie to jak lapanie kilku srok z jeden ogon no ale moze sie uda.
.
Matematyka
CKE zamowila spoty promujacy matematyke i od razu mozna bylo przeczytac ze jeden spot zawiera bledy a ja dzis odkrylem ze kolajny spot jest wadliwie skonstruowany merytorycznie: dziewcze opowiada w nim o tym ze wszystkie schody musza byc odpowiednio zaprojektowane a mozna to zrobic latwo dzieki matematyce korzystajac ze wzoru „glebokosc schodka plus dwie jego wysokosci powinna sie rownac od 60 do 65 cm”. Nie jestem urodzonym matematykiem ale liczyc jeszcze umiem: jezeli oznaczmy wysokosc (h) i glebokosc (a) by otrzymac wzor x=a+2h przy czym x moze miec wartosc od 60 do 65 cm chyba autor wzoru/tekstu chodzil do szkoly pod gorke po schodach o wysokosci 31 cm i glebokosci 1 cm (x=1+62 otrzymujemy mieszczace sie w wymaganym przedziale wartosci 63 cm). Czy ten wzor zacheca do korzystania z matematyki i jest przydatny albo chociaz poprawny? Strach pomyslec jakie sa pozostale spoty, ktore kosztowaly w sumie 20 milionow zl…   oj, ktos sie chyba PRZELICZYL…
.
Smierdzaca nowelizacja
Media donosza o nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia, konkretnie chodzi o wprowadzenie zakazu palenia w ogolnie ujmujac miejscach publicznych. Jednak jak donosi portal wp.plprzyjęta w Sejmie poprawka mniejszości złagodziła niektóre z tych propozycji. Zakłada, że właściciele lokali gastronomicznych o powierzchni poniżej 100 metrów kw. będą mogli zdecydować czy ich lokale będą w całości przeznaczone wyłącznie dla osób palących czy niepalących. W większych lokalach (powyżej 100 m kw.) właściciel będzie mógł wydzielić sale dla palących.„, co w praktyce oznacza ze zakaz nie musi obowiazywac w malych lokalach wcale a w wiekszych sale dla palacych moga byc glownymi salami zas zakaz bedzie obowiazywac w jakiejs klitce wielkosci pomieszczenia do parzenia jaj. Niby lepszy rydz niz nic ale jakos nie widze wcale poprawy z punktu widzenia osoby niepalacej.
.
Ekspedycja Wisla
Marek Kaminski wymyslil splyw kajakowy Wisla, piekna sprawa, dodajmy ze nasz podroznik startuje jutro wiec bedzie to splyw zimowy (to jakby dla zrownowazenia calej rzeszy ludzi zakladajacych grupy na FB, GL i N-K w stylu „wynocha zimo”, przeciez to piekna pora roku tak samo jak inne!) a wiec uzeranie sie z krami ale to nawet nie jest najtrudniejsze, chyba najciezej byloby mi spelnic warunek mowiacy o piciu wody z Wisly. Miala ruszyc strona do sledzenia biezacej pozycji Marka ale na razie nie hula wiec na razie wszystkie info znalezc mozna na blogu lub stronie wyprawy. Za ten zimowy numer trzymam kciuki i naprawde – szacun!
.
Ksiazkowo
Ostatnio krolowal u mnie Wiktor Suworow. Najpierw szpiegowsko-sensacyjne, pelne smaczkow i sowieckich tajemnic „Akwarium” ktore tak mi posmakowalo ze dalem sie wciagnac w „Lodolamacz” bedacy udokumentowana teoria spiskowa ujawniajaca poczynania ZSRR jako organizatora i wykonawce oraz najwiekszego ukrytego agresora II Wojny Swiatowej. Dosc kontrowersyjna moja wlasna pointa jest taka ze gdyby nie Hitler to dzis flaga Europy zamiast kilkunastu zlotych gwiazdek mialaby jedna ale za to wielka i czerwona a na kontynencie wszyscy pisaliby cyrylica. Ta druga pozycja spodoba sie milosnikom historii, II WS ale rowniez osobom pasjonujacym sie strategiami i militariami. Obecnie brne z Kaminskim przez dzienniki z biegunow, ciezko jest: zastrugi i rany…
.
Najwazniejsza ze sztuk
Dotarlem do ekranizacji „Akwarium” i musze powiedziec ze jesli juz ktos koniecznie chce obejrzec ten nudny film to nie radze tego robic bez uprzedniego przeczytania ksiazki, gra aktorska ponizej krytyki i nawet idealnie pasujacy do swej roli Gajos dal ciala – filmowe Akwarium jest zwyczajnie zbyt plytkie. Druga klapa ale to tak totalna klapa ze nie napisze nic poza podaniem tytulu to majaca byc kontynuacja „Misia” produkcja pt. „Ryś”, oby was wszystkich bioracych udzial w tym gniocie straszyl duch Zdzislawa Dyrmana, zasadniczo! Dobry za to byly  dwa filmy „Solista” i „Palermo shooting”, bez uzasadniania – polecam. Kto widzial „Wesele” i docenil zawarta w nim esencje wad narodowych ten powinien obejrzec zahibernowany w klimacie „aparatu”, „resortu” i PGR-ow z lat 70 film pt. „Dom zly”. Dla wiekszosci Pokolenia Kolumbow ’70 bedzie to udana komedia z nutka goryczy.

Obecność Chopina w kulturze Polski XXI wieku

5 Komentarzy

Obecność Chopina w kulturze Polski XXI wieku

Chopin wielkim artystą jest – tak stało w gazecie. Se myślę, trza się ukurwturalniać – pójdę gdzieś jak będzie jego szoł, se posłucham jak gościu gra.

Udało się, kupiłem bilety na tego Chopina, się ceni skubany: po pięć tysi sztuka ale warto bo podobnież mocno ekskluzywne te bilety – oprócz ceny 5000 zł jest na nich zielone zdjęcie artysty z fryzem a la wczesny Wodecki, sam Narodowy Bank Polski jest sponsorem, do tego dwustronny nadruk (nuty z tyłu dali, chyba żeby śpiewać na koncercie jak zagra megahita) i nawet znak wodny rypnęli żeby nie rżnąć na ksero. Od razu widać: poważna sprawa a nie jak ostatnio na Bajerfulu – biletu nawet nie dali tylko pieczątke na ręce przybili jak krowie w rzeźni. Wycelulitowałem te bilety na Alledrogo u szwagra na kompie bo u nas nadal nie ma tego całego internetu. Fart, że zdążyłem „kupić teraz” bo pisali, że to rarytas! Były też bardzo tanie bilety (po 100 zł) na Waryńskiego ale koparki to ja na codzień widzę koło bloku jak od 4 lat ten internet kopią. Kopią, kopią ale do dziś go nie znaleźli i tylko siedzą w tych koparkach, oczy mętne, gęby czerwone, chyba zawstydzeni tacy, że kopią i nic, taka telekompromitacja! Z resztą tego Szopena to też nie byłem do końca pewien bo ponoć pochodzi z jakiejś Stalowej Woli (też koparki) ale pomyślałem: ryzyk-fizyk i kupiłem. Przysłali mi bilety, patrzę: data na dziś tylko, że to w jakimś PRL a ja znam tylko PSS i KDT. Wiecie co, pięć kafli umoczone w wołczery do nieznanej galerii, której nie znalazłem, termin minął, przelipa! Aż tu szwagier dzwoni, że mówili w telewizorze, że będzie jeszcze jeden koncert. Myślę sobie – jeszcze mi cztery i pół koła zostało do spłacenia w Prowidęcie, drugi raz się nie dam nabrać ale okazało się że za darmo i niedaleko, w filharmonii. Jakby już lepszych miejsc na koncert nie było!

Przyszedłem wcześniej żeby ze stołu szwedzkiego (wszędzie ta Ikea!) zgarnąć do reklamówki szynkę i oliwki, się zamrozi i na imieniny jak znalazł. Ja go tam, tego Szopena, nigdy na plejlistach nie słyszałem ale w programie podano, że to ponoć klasyka w wykonaniu wirtuł…   wiert…  wiertłoboazeryjnym… cholera, jednak koparki! Ale już zapłaciłem za szatnię, trudno, obejrzę show. Wchodzę i co? Plaża. Wielka, pusta sala, krzesła niewygodne jak na rekolekcjach w podstawówce i tylko w pierwszym rzędzie drzemie kilku staruszków. Przed nimi podłużny stół. Pusty!!! Szlag by trafił, spóźniłem się na zakąski! Wszystko zeżarli to i nie dziwota, że teraz tną komara, wąskobarkowe eleganciki. „Jury„! A kogo obchodzi, że wam wszystkim matka tak samo dała na imię, dziady pazerne! Niby tacy ę-ą, pod muchą a żaden nie ma takich czyściutkich, bielutkich skarpet frote jak ja, specjalnie ubrałem świeże bo przez sandały to widać jak się kilkudniowe włoży. Wyjąłem koniec krawata ze spodni bo jedzenia tu dziś raczej nie uświadczę, koncert chyba odwołany bo zapowiadali, że Chopin to artycho że ho ho wiec powinno być nagłośnienie co ma wypierd pierwszoligowy a tu nawet jednego Altusa nie widać. Zdążył ktoś podprowadzić czy jak? Pewnie nawet koparek nie będzie bo by się ślizgały po wypastowanym parkiecie. No i wtedy na scenę wyszedł On. Chyba On, a nie Ona, bo włosy miał na pół ryja jak ten z hotelu w Tokio. I ten emo-pianista to ten wielki Miszcz? Oj synku, coś mi się widzi, żeś ty nie pod wierzbami chowany ino z krainy kwitnącej świni, no ale jakeś już wyloz to graj Pan, Panie Szopen!

Zmarnowany czas, moje podejrzenia były słuszne! Jak sie później dowiedziałem od szatniarek to wcale nie grał Szopen tylko jakiegoś kurdupla posadzili przy tym kredensie a tu nadmienić trzeba, że naprawdę – mebel klasa! Politura na błysk jak z meblościanki u teściów, tylko barek nietypowo otwierany – od góry. I se wyobraźcie, ten konus, z zawodu chyba kelner po ciuchach sądząc, tak nawalał w te klawiaturę jakby przechodził bez kodów ostatni chapter Max Payne’a a dźwięk tego forteklapu to miał taki surałunt, że nasz Szopen aż oczy mruzył cały czas, własciwie to wyglądał na Azjatę, w Chinach wszystko tańsze to i  kelnerów tam robia i poźniej emigruje kitajec jeden z drugim z Tokio hotelu na kontynent grać koncert, że może łowca talentu się napatoczy a później to już tylko kilka lat chałtur i Sopot stoi otworem. Owszem, stoi otworem ale tym drugim, my tu mamy Diode i Margaryne i może jest słabo ale te wasze gejsze nie są piękniejsze!

Wracam rozczarowany pożalić się szwagrowi, a ten wita mnie radośnie w drzwiach: mam Szopena! Owszem, miał Szopena, dobrze schłodzonego i takie wysokie matowe kieliszki z literką B. I tak oto wydarzyło się co dotąd kartom historii było nieznane: Szopen zagościł w Belwederze i to nie jeden raz. Gdym się ocknął, dziwnie w głowie mi dźwięczało, jakby skośny Chopin wciąż grał jeszcze a to echo grało. Lekko chwiejnym krokiem wybrałem się na spacer do lodówki ale gdy szedłem przez przedpokój, pewnie nie uwierzycie: przy przeciwległej ścianie, dokładnie w miejscu gdzie szwagier ma lustro, stał Szopen we własnej osobie  – morda co prawda nie tak szlachetna jak pokazali na bilecie (pewnie szopowali) a po fryzurze widać było, że musiał gdzieś dobrze zakoncertować. Pomachałem mu tylko a on odpowiedział mi takim samym gestem. Do lodówki nie dotarłem bo naszła mnie taka wena (weno wychodź z klopa bo muszeeee!), że skomponowałem rigoletto forte z takim rozmachem, że zamiast do wanny celnąłem na uwerturę sanitarną. A to było zaledwie preludium do spożytego wczoraj mazurka, stworzyłem więc także maleńką etiudę ozdabiając szwagierce nowego buta na wysokim nokturnie, a że drugi stał obok to nie obyło się bez bisu.

Zdobyta po wielu trudach lodówka raczyła być pusta a mnie sushi. Wychodząc po kefir spotkałem sąsiadkę szwagra, która jest artystką. To znaczy robi czasem mityng artystyczny, „obiady czwartkowe” … z poniedziałkowym śniadaniem. Wiem bo mieszka nad szwagrem, jest wernisaż, po czym wystawa, czy mówiąc z angielska „ekshibicja”, trwa kilka ładnych dup…  znaczy się.. dób, są owulacje na stojąco, po czym następuje finisaż i wreszcie można zasnąć bo łóżko przestaje skrzypieć. Naprawdę niezła artystka, jak nie wierzycie to spytajcie się kogoś o Dzidkę, usłyszycie „a, Dzidka, ta z Szopena!” – nawet wam okna pokażą, łatwo poznać, tylko ona w całym bloku ma czerwone zasłony. Dzidka, to na salonach bywa, w towarzyskiej się obraca śmietance (i w kisielu podobnież też), trendy zna i jak mię zobaczyła to aż do Szopena porównała. Jak ona powiedziała, jakoś po zagramanicznemu: cośtam cośtam  „..image nietschesanneau chopin” (…i masz nieczesaną szopę) więc podziękowałem, Chopin ugładziłem i poszedłem do sklepu.

W radiu mówili, że Szopen wiecznie krzywy, że mamy tak długo oczekiwany wyrok szopenowski, że na festiwalu Chopina wręczono Fryderyka Polakowi, który zajął bardzo dobre szóste miejsce tuż za ekipą z Cejlonu… Dosyć tego Szopena! Zgasiłem radio i wyciągnąłem wnioski: żadnych koncertów, nigdy więcej filharmonii, ze szwagrem możemy się napić ale nie Chopina tylko bimbru u mnie bo u niego trwa jakieś malowanie czy coś. A jak Szopen to tylko w domu, z adapteru ale bez patrzenia jak się płyta kręci, bo by i u mnie remont był potrzebny.

Powyższy, wirtualny balet skomponował natchniony szopenowskim, dwatysiące dziesiątym rokiem, Brulionman.
https://brulionman.wordpress.com/

PS. Koparki dawniej „Waryński” dziś mają azjatycko brzmiącą nazwę Livgong. Dobrze, że Fryderyk nadal jest Chopin a nie Cho Pin ;)

Karmienie rakiem

6 Komentarzy

Podejdz tu chlopcze, chce abys wzial go do ust, znakomita reklama spoleczna, oczywiscie, parytety, zatem jest tez wersja dla dziewczyn.

Pale(nie) albo zdrowie. Dlaczego? Obecnie idac na piwko MUSZE wrocic na wskros (nawet wlosy czy kurtka) przesmierdniety dymem, rano zas wita mnie bol czachy z powodu biernego wdychania. Wydzielone miejsca dla palacych w praktyce zajmuja 90% powierzchni, przy czym pozostala czesc, teoretycznie dla niepalacych, rowniez smierdzi fajkami. Zdrowie cenniejsze jest niz budzet, z reszta ciekawe jak wyglada bilans przychodow z tytoniowych akcyz w zestawieniu z wydatkami na leczenie raka pluc, krtani i jezyka oraz wielu innych chorob wywolywanych cmieniem petow. Lamenty wieszczace upadek knajp sa bezzasadne, wystarczy spojrzec na Zielona Wyspe – Irole lubia alkohol i papierosy rownie mocno jak Polacy a jednak mimo calkowitego zakazu kopcenia w lokalach, tudziez miejscach pracy (dotyczy to rowniez samochodow sluzbowych!), oberzysci wcale nie zamkneli swych wyszynkow, a wrecz od czwartku do niedzieli ciezko jest znalezc wolne miejsce wieczorowa pora w wiekszosci pubow. Kto chce jarac – wychodzi przed lokal, gdzie pod skromnym daszkiem karmi raka i wraca po kolejnego Guinessa – i pomyslec ze jeszcze kilkanascie lat temu mozna bylo tam palic nawet w autobusach. Po prostu – nie ma zaslaniania sie narodowymi przyzwyczajeniami, wystarczy spojrzec na naszych sasiadow – w Berlinie na plazy stoja tabliczki „NO FARTING” (zakaz pierdzenia) i mimo swych upodoban Niemcy po posilku przestali tam publicznie kaszlec z grubego jelita. W jakiejs ankiecie musialem uzasadnic czemu jestem ZA zakazem palenia, pomyslalem ze niemiecki problem jest calkiem podobny: popieram akcje zakazu palenia tytoniu w lokalach oraz srodkach komunikacji publicznej, wlaczajac w to wiaty przystankowe, poniewaz nie mam przyjemnosci w wachaniu czyichs smierdzacych wydzielin gazowych, niezaleznie z ktorego otworu sie wydostaja!

Brulionman, siodmy miesiac bez tytexu.

Niespodzianka po kielecku / surprise in Kielce style

9 Komentarzy

Kto moze liczyc na niespodzianke? Czlowiek na wozku inwalidzkim, osoba z wozkiem dzieciecym lub zakupowym dla osob starszych, ludzie w podeszlym wieku, osoby z ograniczeniem ruchu. Wystarczy aby od strony Statoil sprobowac przedostac sie na druga strone Zrodlowej korzystajac z kladki a konkretnie ze zbudowanej przy niej WINDY DLA OSOB Z OGRANICZENIEM RUCHU. No to wsiadamy.

/ Who can get surprise? A man on wheelchair, a person with pram or trolley, elderly people, disabled people. You just need to cross the street by the footbridge using LIFTS FOR DISABLED. Let’s get in.

kladka nad ul. Zrodlowa / footbridge over the Zrodlowa St., Kielce, Poland

kladka nad ul. Zrodlowa / footbridge over the Zrodlowa St., Kielce, Poland

winda po drugiej stronie kladki / lift at the other side of bridge

winda po drugiej stronie kladki / lift at the other side of bridge

Po przejsciu/przejechaniu kladki okazuje sie, ze druga winda nie dziala i trzeba zawrocic. Szanowni niepelnosprawni, intergacja z Wami to fikcja, winda nie dziala od okolo 2 miesiecy bo my, Kielczanie, mamy Was w dupie! I to nie tylko jako spolecznosc, ktora wybiera lokalnych urzednikow, po prostu jestesmy na codzien slepi. Pardon, niewidomi.

/ Well, at the other side of bridge lift doesn’t work so you need to turn back. Dear Disabled, integration between us is bullshit, lift stays out of order about 2 months because we don’t give a fuck! Not only as a society choosing local autorities, we’re just blind for your needs everyday.

zaskakujacy powod niespodzianki / surprising reason of surprise

zaskakujacy powod niespodzianki - stluczona szyba / broken glass - realy surprising reason of surprise, isn't it?

Zmiana szyby to nie lada wyzwanie w Polsce XXI wieku gdyz najpierw trzeba zmienic myslenie wiec sie czeka na to miesiacami… I jak, podob sie niespodzianka?

/ It’s not so easy to change the glass in 21st century in Poland, especially that we need to change our way of thinking so that’ll take a months before lift will get repaired. Are you surprised? Guess not…

%d blogerów lubi to: