Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Co można robić zimą w Polsce? / What to do in Poland during winter?

with 18 comments

Zimowe ognicho w środku lasu

Można ciskać gromy, że nastał zbyt siarczysty mróz albo wykorzystać jego dobrodziejstwa i przejść po zamarzniętych bagnach. No, przynajmniej próbować ;P

Miłe złego początki.

Spontan sobotniej zdzwonki zaowocował pięcioma rumianymi gębami w dyliżansie wiozącym nas drogą odśńieżoną na jedno auto w stronę najstarszego dębu w Polsce. I/lub największego.

tramwaj zwany podążaniem

Po prawdzie to zaspałem i naliczenie nietoperzy i na rajd Tomassowy ale na szczęście udało się zmontować własną alternatywę. Desant niedaleko dawnego klubu „u Ducha”, niestey w choć planowaliśmy zaopatrzenie w tutejszym sklepie to w sobotę po 20 nie było tu ani jednego nosa. Pocałowaliśmy klamkę i w las. Po jakichś 2157 krokach, gdy przestaliśmy się onanizować czołówkami a zaczęliśmy w tym celu używać gpsów, androidów i innej techniki, Mintaj się rozmarzył – Wiecie, co najbardziej lubię w nocnych rajdach? Że idziesz całą noc i nie spotykasz w ogóle ludzi. Jesteś tylko Ty, twoi kompani i dzicz dookoła. Prawdę rzekł, która chyba wszystkim gra w duszy – uciec z betonu, z dala od ludzi, nie widząc cywilizacji innej niż ta, która na własne życzenie targamy w plecakach.

Bliskie spotkanie trzeciego stopnia.

Pęknięcie lodu 3D

Nie minęły dwa różańce gdy w środku lasu skrzypiącego mrozem ujrzeliśmy światło zbliżające się w naszą stronę. Pochodziło zapewne ze starej, niezbyt mocnej żarówki i ślabym, żółtym światłem pełzło do nas leśnym duktem. Wkrótce zza wzgórza wyłonił się licho świecący pojedyńczy reflektor – a więc nie traktor i nie quad…  W miarę zbliżania za światłem majaczyć począł wąski, dość wysoki nos nadjeżdżającegopojazdu. Prawdę mówiąc wyglądał jak miniaturowa stara lokomotywa a okazał się być radośnie zaadaptowanym na papaja-samoróbę GAZem z przyczepą i dopiętymi z tyłu sankami w grubo ciosanego drewna.

Z przytupem i popitką.

Na traktorze mocno wesoła ekipa, która, jak na tego rodzaju „spotkanie na szczycie” przystało, poczęstowała nas tym i owym na gorąco i rozgrzewająco a niestandardowe wyposażenie pojazdu w postaci radia z kolumną pozwoliło nam rozgrzać się  przy tańcach i grzańcach. Narciarki podróżujące na przyczepie poczęstowały nas jeszcze ciepłym mięsem z grilla a my odwzajemniliśmy toasty serwując mniód pitny. Obaj kierowcy nie do końca wierzyli, że idziemy z Zagnańska do Kielc w nocy, w mróz, z własnej woli, lasem, NA PIECHOTĘ.

Udało się Artkowi w tych egip… tfu, zagnańskich ciemnościach nakręcić dwuminutowy filmik choć dźwięk, tradycyjnie przy pancernej obudowie GoPro, nie powala na kolana delikatnie rzecz ujmując… ;)

.

Którędy do Nazaretu?

Polonia Białogon!

Otrzymawszy wytyczne jak trafić do jeszcze tlącego się ogniska podążyliśmy śladami kuligu z którym w końcu musieliśmy się rozstać. Tu poznaliśmy fantazję wiejskiego traktorzysty a później ślad GPSa tylko to potwierdził – zrobiliśmy szalone zimowe tango po lesie ale przecież nie o to się rozchodziło by dobiec do Klerykowa w pół godziny a przypadkiem nie nadłożyć drogi.

śnieżny piknik pod gwiazdami

Mieliśmy szczęście, żar jeszczenie wygasł więc z pomocą chrustowego i karitasowej stearyny nadaliśmy odpowiedni aromat oraz efekty dymne po czym kiełbasa trafiła na ogień.

Uśpiona natura kibica.

Mintaj, gdy zmarzł i skruszał odpowiednio, postanowił odśpiewać pieśń bitewną o tak przeraźliwej sile perswazji, że nawet Hardkorowy Koksu czmyhnąłby pokrywszy się gęsią skorką na myśl o walecznej drużynie. Ta drużyna to oczywiście Polonia Białogon, niestety moc wykonania tego hymnu przerosła zdolności rejestracyjne mikrofonu w kamerce Hero – powstały przester absolutnie wykluczył publikację utworu nad czym ubolewamy niezmiernie. Serio, kurka siwa :(

Kamera! Akcja!

O północy na Południe.

Ognisko nie trwało zbyt długo. W zasadzie nigdy nie trwało tak krotko – w pół godziny uwinęliśmy się z kiełbasami, zamarzniętym chlebem i urodzinowymi kamieniami o smaku kasztanków, któremi sypnął wchodzący w Wiek Chrystusowy, Grześ. Powiem tylko nie wchodząc w szczegóły, że dialogi były znakomite :) Fajnie jest też zatrzymać się w marszu, pogasić czołówki i posłuchać lasu, wiatru i mrozu. Poczuć szczypanie na policzkach, kłucie lodu w nosie a zadzierając go do góry zobaczyć między drzewami Oriona. A później także inne gwiazdy rozpoznając je dzięki jakiejś sprytnej aplikacji w sprytnofonie.

Droga usłana rurami.

Odkryliśmy piękną ścieżkę na narty a później zaatakowaliśmy rzekomo zamarznięte bagna. Przy temperaturze odczuwalnej -18 do -20 °C spodziewaliśmy się przejść po zamarzniętych mokradłach niczym bo wypolerowanym betonie, jednak, jak wyjaśniła jedna z teorii wyjaśniających nasze rozczarowanie, na skutek metanu i procesów gnilnych, to cholerne grzęzawisko wciąż było pulchne i głośno siorbiąc, niechętnie wypuszczało nasze stopy. Trafiały się też długaśne koleiny wypełnione zamarzniętą, całkiem przezroczystą wodą, w której jak dzieci oglądaliśmy wielopłaszczyznowe struktury pęknięć lodu.

Kogutkowyyyy, … ci w … do połowy!

zapalniczka z gołą babą w rehehe

Pod mostem E7 pożegnaliśmy się z Darkiem, który ruszył na Śliwki ale już za kwadrans dzwonił …spod domu gdzie go podrzuciły służby nie chcąc by błąkał się po północy wzdłuż rozbudowywanej obwodnicy siejąc zamęt i lęk w sercach dozorców. My wyszliśmy z lasu na zamkniętą Zagnańską tuż przy hotelu Piaskigdzie kogutkowi nie omieszkali omieść nas snopem więziennych reflektorów. Heh, poczułem się jak statysta w Shawshanku ;)

Cypis z Mintajem

Zmarznięte gardła rozgrzał nam gorący dwójniak w Mehowym barze gdzie spotkaliśmy Maję i Krakersa a podrzucił nas, narzekając na zamarzniętą skrzynię biegów, Betko.

Nie skłamię mówiąc „ja tam byłem i miód bez mleka piłem” :) Dzięki chłopaki i do ponownego zobaczenia na szlaku, może tym razem z pochodniami.

Tekst: ja, zdjęcia: Darek Walkiewicz, Artek Cedro.

Zdjęcia czynił również Betko jednorazowcem i jak tylko potraktuje je procesem C41 oraz skanerem to wrzucimy TUTEJ doń linkę :)

trasa marszu z wykresem prędkości oraz wysokości

 Edytowano: zapomniałem wcześniej ale dziękuję w tym miejscu Kowalowi i wszystkim, do których wydzwaniam z nocnych rajdów (niejednokrotnie w stanie nieważkości) żeby sprawdzić rozkład lotu ISSa. Tym razem na szczęście nie zobaczyliśmy Stacji Alfa – „na szczęście”, ponieważ miała ona lecieć dopiero o 5.22 a do tego czasu uświerklibyśmy na mrozie jak talala :)

Odpowiedzi: 18

Subscribe to comments with RSS.

  1. Ładnie było, zazdroszczę…

    tomaszsiudak

    2, Luty, 2012 at 7:34 am

  2. […] https://brulionman.wordpress.com/2012/02/02/co-mozna-robic-zima-w-polsce-what-to-do-in-poland-during-… Dodaj do ulubionych:LubięBądź pierwszą osobą, która doda ten do listy ulubionych. […]

  3. No fajnie, pojawia się jednak jedno pytanie. Dlaczego jest tak, że do mnie nikt nie zadzwoni zapytać, czy przypadkiem nie przeszedłbym się po nocy razem?

    Wujek Jacek

    2, Luty, 2012 at 10:42 am

    • Dlaczego? No bo przede wszystkim nie znam Cię jako amatora pieszych wędrówek.
      Ponadto, podczas tej ostatniej były naprawdę niewdzięczne warunki, które bezlitośnie każą za każdy błąd – niewystarczająco ciepłe buty, złe skarpety, za słabe rękawiczki (o, z tym to ja się popisałem, fart że wziąłem drugą parę) a w nocy w lesie nie ma odwrotu, nie wrócisz autobusem, w pobliżu nie ma cywilizacji i nie ma co liczyć że ktoś w sobotnią noc po Ciebie przyjedzie, chyba że taxi… więc zadzwoniłem tylko do sprawdzonych wilków leśnych.
      Jeśli czujesz się na siłach zaatakować to dam znać następnym razem, jak przyjedziesz z Kraka do CK żeby przejść się z nami po podkieleckim lesie to będziesz niezły herbatnik! :)

      brulionman

      2, Luty, 2012 at 10:57 am

      • Miło mi bendzie. dzwon Barteku. albo niech betko dzwoni.
        salute

        Wujek Jacek

        2, Luty, 2012 at 11:22 am

  4. Gul mi śmignął przyznam szczerze :)

    Kris

    2, Luty, 2012 at 10:46 am

    • no nie dziwię się choć pewnie obiadek był smaczniejszy niż nasza chabanina z ogniska ;)

      brulionman

      2, Luty, 2012 at 9:13 pm

  5. Gdzie można dostać jednorazowca?

    wycieruch

    2, Luty, 2012 at 1:01 pm

    • w wielu punktach foto lecz najtaniej w kołchozie na białogonie „wszystko prawie po 2 zł” lub w ich filii w Puchatku. tylko sprawdź stan licznika bo małolaty pstrykają zdjęcia z sklepie i może się okazać że weźmiesz aparat który z 24 klatek połowę ma już wypstrykaną „w półkę”, i to nie górną ;P
      pomijając, że bateria momentalnie zdycha na takim mrozie, to fajny aparat bo nie musisz się przejmować że upadnie, zawilgnie czy się ubrudzi, nikt też się na niego nie połakomi więc przynajmniej z tego powodu dziesiona Ci nie grozi :)

      brulionman

      2, Luty, 2012 at 9:17 pm

  6. Ciekawa wyprawa. Aż sam nabrałem ochoty na takie coś i, cholera, muszę się w takie coś zabawić. :D

    Divi

    3, Luty, 2012 at 2:15 pm

    • polecam, skoro zima ma potrwać do maja to trzeba się z nią jakoś polubić ;)
      taki wypad to rzecz mocno uniwersalna – zaleznie od potrzeb moze byc chillout z bluntem i piersiowka albo dla odmiany detox i wietrzenie płuc

      brulionman

      4, Luty, 2012 at 4:18 pm

  7. Wariaty jesteśta i koniec :-)

    John... z tych Johnów

    7, Luty, 2012 at 2:48 pm

  8. No Bart – zajebisty wypad. Teraz musimy sie zmówić na spływ pontonowy nocą (oczywiście latem :))
    A te jednorazówki to na kartę czy na kliszę mieliście?

    ckrajdy

    13, Luty, 2012 at 3:40 pm

    • pontonowy nocą… nie ujdzie nam to NA SUCHO :) Ok, piszę się
      jednorazówki z negatywem w środku, analogowe, tradycyjne, na tzw „film” :)

      brulionman

      14, Luty, 2012 at 12:38 am

  9. No, no, niezły spontan i ciekawy tekst! PozdrawiaM

    Alice

    8, Lipiec, 2012 at 11:36 pm

    • dzieki, wystarczy wymyślić sobie nocne wyjście a zawsze zawrze się w nim element niespodzianki, tym razem było to totalnie nieprzewidywalne spotkanie z załogą ciągnika w środku lasu robiącą sporo radosnego hałasu :)

      brulionman

      9, Lipiec, 2012 at 11:11 am

  10. Sprytnofon hehe dobre.

    Jędrek

    8, Grudzień, 2013 at 1:03 pm


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: