Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

131,5 km – reloaded

11 Komentarzy

Tak się dziwnie złożyło, że nigdy nie przejechałem jednorazowo rowerem ponad 100km. Zazwyczaj trasy które robiliśmy zamykały się w max. 8 dyszkach, ostatniej soboty postanowiłem to zmienić. Wcześnie rano wyjechaliśmy z Niedźwiedziem z CK do Skarlandu (nadal w westernach obowiązują bilety na rower 1 zł niezależnie od długości trasy, choć podobno to tylko weekendowa promocja) skąd improwizowanym (mapa została w przedziale dla podróżnych z większym bagażem gdy w pośpiechu robiliśmy desant na Zachodnim) szlakiem, podpytując życzliwych autochtonów pojechaliśmy przez Brzask i pod Chlewiskami do Piekła pod Niekłaniem, tam pod sklepem załapaliśmy się na opowieść o dwudziestoczteropalczastym człowieku nazwiskiem Śledź, zjedliśmy małosportowe kanapki i lody i pojechaliśmy na Południe.

Ku przestrodze turystów warto dodać, że zjeździliśmy Skarżysko wzdłuż i w szerz lecz o 8 rano w sobotę mieliśmy do dyspozycji jedynie kioski z gazetami a te, jakby solidarnie, nie mają map pokrywających najbliższej okolicy ich miasta – zostaje albo samochodówka, nieprzydatna ze względu na skalę) albo mapa „Góry Świętokrzyskie” kończąca się na peryferiach Skarżyska i obcięta jeszcze poniżej Końskich. A gdzie Starachowice, Ostrowiec? Chyba coś jest nie w porządku jeśli ani na dworcu ani w innych miejscach, Ruch, Relay czy Kolporter nie ma odpowiednich map.

Z Miedzianej Góry pojechałem dalej sam do Wspinaczkowego Raju a stamtąd, przez drogę przemysłową kilku kopalń, do Bilczy i wróciłem do Kielc. Mile zaskoczył mnie G.Earth bo 100km pękło mi na Stokówce a w sumie zrobiłem tyle co w tytule i gdyby nie nadchodzący zmierzch ale przede wszystkim obolałe poślady – pokręciłbym dalej. Podczas realizacji mojego małego kamyka milowego pstryknąłem telefonem kilka nikomu nie potrzebnych fot :)

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Coraz fajniejsza wydaje mi się myśl o jeździe kolarką tylko po dwakroć drogi: dziurawe drogi i drogi sprzęt ;( Na razie gram kapciami po asfalcie jak tuzin szerszeni nie przejmując się oporami opony 3.5″ i korzystając z szutruwek, p-pożarówek, szlaków a czasem offroadu :)

Reklamy

Komentarzy 11

Subscribe to comments with RSS.

  1. zazdroszczęk !

    betko

    27, Sierpień, 2011 at 9:29 am

  2. U nas na północy jakaś nie-tajna grupa organizuje świetne rowerowe maratony. Dowiedziałem się o nich dopiero w tym roku. Niestety za późno by pojechać w pierwszym maratonie (już miałem inny plan). W drugim też nie pojadę, bo też mam inny plan. Jednakowoż maratony super, bo organizowane z pompą (obstawa policji, na trasie punkty żywnościowe itd) i zazwyczaj 2-3 różne długości – zależnie od tego jak uczestnik się czuje taką trasę wybiera. Najdłuższa to chyba prawie 200 km. W przyszłym roku na bank się zapiszę.

    A tak od bani to ten „slide-show” jak robiony? Widziałem już na kilku blogach to to.

    Widmowy

    28, Sierpień, 2011 at 6:31 pm

    • U nas też są maratony, montują je ludzie z http://www.mtbcross.pl/ i może kiedyś się wybiorę a póki co wolę w mniejszym gronie (2-4 twarze) pojeździć czerpiąc radość z poznawania nowych miejsc, napotkanych ludzi i możliwości swobodnej zmiany planu (o ile w ogóle jakiś był), nie chodzi tak naprawdę o kilometry, kilokalorie, wysiłek …dla mnie liczy się droga i wrażenia :) Rekordowe maratony to ponoć te gdzie w 24h robi się ponad 700km… ale to nie moja jazda.
      A slideshow to zwykła opcja dla leniwych gdy już skończysz upload wszystkich zdjęć do danego postu to po kliknięciu „zapisz wszystkie zmiany” możesz na dole kliknąć w kwadracik „slideshow” co rzadko czynię ale tym razem poszedłem na łatwiznę :)

      brulionman

      28, Sierpień, 2011 at 11:24 pm

      • Ja czasem lubię jazdę dla samych kilometrów – kiedy chcę się porządnie zmęczyć. Choć faktem jest, że rzadko to robię, bo chęć rozejrzenia się po okolicy, po której jeżdżę jest większa. Tak jak sam piszesz. Stówki za jednym razem zresztą też nigdy nie zrobiłem. :-)

        Dzięki za info o „slajdszole” – no tak, ja do przygotowania postu używam ms writer’a, rzadko robię to w samym wordpressie.

        Widmowy

        29, Sierpień, 2011 at 4:31 am

  3. Misiaczku, 3,5″ oponki ? Nie pomelełeś się zdziebko ? Od motura założyłeś ?
    Bo ja mam rower DH z dość szeroką oponą 2,6″ a max jakie widziałem to 3″ przy obręczach 24″

    Proponuję zakupić szosowo-szutrowe 1.6″ albo max. 1.9″ z delikatnym bieżnikiem i zapomnisz o kolarce :)

    ps. Ja strzeliłem maraton eXtreme w Sielpi – pękło 120km – na rowerq FR/DH z oponami 2.3 z grubą kostką :) sado-maso…

    Spidi

    29, Sierpień, 2011 at 11:08 pm

    • faktycznie, przod mam 2.5 tyl wczesniej 2.3 a teraz chyba 2.125 ale Dźwiedź mimo że ma węższe to ma jakiś bieżnik co na asfalcie buczy jakby mijała cię nrd-owska IFA :)
      pozdro Speedy!
      ps. niedawno dostalem esa z +44 i myslalem ze to od Ciebie:
      I have a dream that one day all black people will have plasma TV’s and nike trainers’ – Martin Looter King
      …ale juz sie znalazł autor :)

      brulionman

      30, Sierpień, 2011 at 3:26 pm

  4. hmmm… maraton… za stary jestem ;-)

    John... z tych Johnów

    30, Sierpień, 2011 at 8:15 am

    • na maraton to i ja kładę lachę ale na jazdę w swoim tempie dla przyjemności i niejako sprawdzenia swoich możliwości – na szczęście wciąż nie jestem za stary, zależy co komu daje przyjemność :)

      brulionman

      30, Sierpień, 2011 at 3:22 pm

    • nigdy nie pozwól by ktokolwiek Ci wmówił że jesteś ZA STARY, inaczej faktycznie takim się staniesz.

      brulionman

      31, Sierpień, 2011 at 2:28 pm

  5. Przejechałem 136 km kilka ładnych lat temu. Chyba w 2003. Zrozumiałem wtedy po co są te obcisłe śmieszne gatki i koszulki. Trasa Kielce – Pińczów – Sancygniów – Skalbmierz – Kazimierza Wielka – Proszowice – Nowe Brzesko – Grobla. Dwa, albo trzy dni potem z powrotem, tylko trochę inaczej. Między Dzierążnią a Kozubowem zjeżdżałem z górki, a na zakręcie był piaseczek. Wywaliłem się na łeb, na szyję i z podrapanym ryjem jechałem do Kielc.

    To były czasy…

    wycieruch

    31, Sierpień, 2011 at 10:55 am

    • to może kiedyś Jelonku brykniemy, tyle że przy moich kapciach nie jest to tempo zadowalające przeciętnego kolarza….
      jakby co to pozostajemy „w intaczu” :)
      ps. mnie to osiągnięcie rozzuchwaliło na tyle, że zacząłem brać pod uwagę zrobienie w jeden dzień traski CK-Lublin :)

      brulionman

      31, Sierpień, 2011 at 2:31 pm


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: