Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Dzień bzzz papierosa

4 komentarze

Dziś Swiatowy dzień bez szlug więc pozwolę sobie na drobną podróż w czasie. Papierosy były dla mnie za czasów małoletnich rekwizytem dodającym męskości a żem jest z niepalącej rodziny to i wejść w ich posiadanie niełatwo było. Młody człowiek sobie radził jak mógł – włącznie z własną produkcją polegającą na ręcznym zawijaniu wysuszonego siana w świeże „Słowo Ludu” (lubiłem zapach farby drukarskiej i rytuał rozcinania stron) co pozwalało uzyskać grubasa większego niż tzw. „świętokrzyska marchewa” przy którym kubańskie cygara są cienkie jak siknięcie pająka. Flamastrem (nie jestem pewny czy dziś istnieje nadal to słowo) pisało się na tym „Malboro 19%” zjadając jedno „r” z winy samego Marlboro – marka się nie utrwaliła gdyż nigdy nic nie odpowiedzieli na liczne karty pocztowe wysyłane na szeroko rozumiany Zachód o wyrytej na pamięć treści „dear firm, I am realy interested of your products. please send me some labels and pictures. your truly …. ” – i tu drukowanymi adres na pół pocztówki z Mieszkiem I, spokojnie, już do tematu wracam. Gryzący i duszący był to dym i po wyjaraniu jednego takiego „papierosa” za górką przy szkole – odpuściliśmy ale nie całkiem. W szóstej klasie we wnęce poznałem smak Golden Americanów które jarał starszy kolega. Póżniej z różnymi przerwami paliłem lub popalałem, prób rzucenia palenia było wiele jednak zawsze szluga wracała jak bumerang. Do ubiegłego roku.

Nie wnikając w szczegóły: obiecałem Marcinowi, że przestanę palić papierosy a w razie złamania słowa honorowo zadzwonię i przyznam że jestem miękkim hujem zrobion. W sierpniu minie rok i choć zostało jeszcze sporo czasu to wiem, że dam radę.

Dzięki Marcin, pozdrowienia z Kielc!

Marcin Suszko Polska - mój "kurator"

Advertisements

komentarze 4

Subscribe to comments with RSS.

  1. Krótko i treściwie – gratuluję i życzę powodzenia ;-) Jednocześnie liczę, że nigdy takiej przysięgi nie złożysz w kwestii alkoholu ;)

    Kuba Wątor

    1, Czerwiec, 2010 at 12:32 am

    • no co ty, musiałbym upaść na MUSK :))
      choć kiedyś rozważając różne za i przeciw w kwestii bez czego dałbym radę się obejść (w kontekście back to the roots czyli rzucam wszystko i zaczynam życie pasterza w górach) zrozumiałem że prędzej wyrzekłbym się alkoholu i słodyczy niż mięsa.
      a z umowy z Marcinem jestem bardzo zadowolony: wchodzę na IIIp bez zadyszki, więcej wyciskam z roweru i straciwszy 5kg od momentu rzucenia obalam mit o syndromie lodówki wśród rzucających – a zjeść lubię i potrafię :D

      brulionman

      1, Czerwiec, 2010 at 9:29 pm

  2. Proszę Pana, czy Pan pali? Pani Kierowniczko, ja palę bez przerwy…

    PedroAlvarez

    3, Czerwiec, 2010 at 10:12 pm

    • Tytoń? Dziękuję, nie palę :)
      A Pan, Panie Pedro, pykasz se Pan dymka na blanczu? Wyobrażasz sobie że od półtora roku nie byłem na basenie mimo że mam teraz nowy na Kujawskiej? Powiedz, że chociaż Ty byłeś na http://www.nationalaquaticcentre.ie/ Obejrzałem „Leap year”, ściska się serducho za wyspą mimo że – wg doniesień tutejszych mediów – coraz mniej miętowo mają u Ciebie obcokrajowcy… Jak tam Karlos?

      brulionman

      1, Grudzień, 2010 at 5:05 pm


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: