Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog. / trying-to-be bilingual (English) blog

Archive for Marzec 2010

Czarnobialy spacer / monochromatic walking

2 Komentarze

Smithfield, Dublin

Smithfield, Dublin 2009

Written by brulionman

18, Marzec, 2010 at 3:04 am

Muzyka / music

4 Komentarze

Tym razem Ulice Sezamkowa odwiedza Zajka a dzisiejszy odcinek sponsoruja literki: M U Z Y K oraz A. To moj trzeci pas na autostradzie – raz jest potrzebnym turbomegadoladowaniem a raz niezbednym pasem awaryjnym zeby wyhamowac, zresetowac licznik i ruszyc w dalsza droge. Czasem to zjazd z autostrady prosto w pola by przez chwile o niczym nie myslec. Moj najlepszy niewykrywalny dopalacz – muzyka.

/  Zajka visit Sesame Street and todays show is sponsored by the letter ‚M’.  Can you think of a word that starts with the letter ‚M’? Music! Well done. Music is my extra lane on motorway – when I’m exhausted it superextracharge me to put the pedal to the floor, or, when I need it – it’s hard shoulder which allows me to slow down, fix myself and start again. Sometimes it leads me straight through the fields to let me relaks and don’t think too much. My best untouchable accalerator – MUSIC.

extraordinary x-ray nietypowy rentgen

muzyka / music

Zapragnalem pojedynczym zdjeciem opisac muzyke i wsrod wielu interpretacji zrealizowalem wlasnie powyzsza wersje. Podziekowanie dla Betka za pomoc w digitalizacji i opracowaniu, zeby uzyskac ten efekt bez niego musialbym przyjac smiertelna dawke promieni RTG ;)

/ How to express „music” with just one picture – among many ideas this one above is closest to me. Thnx to Betko for help with digitizing and postprocessing.

Czy pana mama je banana? Moja mama ma malamuta.

18 Komentarzy

Kilka tematow w jednym poscie to jak lapanie kilku srok z jeden ogon no ale moze sie uda.
.
Matematyka
CKE zamowila spoty promujacy matematyke i od razu mozna bylo przeczytac ze jeden spot zawiera bledy a ja dzis odkrylem ze kolajny spot jest wadliwie skonstruowany merytorycznie: dziewcze opowiada w nim o tym ze wszystkie schody musza byc odpowiednio zaprojektowane a mozna to zrobic latwo dzieki matematyce korzystajac ze wzoru „glebokosc schodka plus dwie jego wysokosci powinna sie rownac od 60 do 65 cm”. Nie jestem urodzonym matematykiem ale liczyc jeszcze umiem: jezeli oznaczmy wysokosc (h) i glebokosc (a) by otrzymac wzor x=a+2h przy czym x moze miec wartosc od 60 do 65 cm chyba autor wzoru/tekstu chodzil do szkoly pod gorke po schodach o wysokosci 31 cm i glebokosci 1 cm (x=1+62 otrzymujemy mieszczace sie w wymaganym przedziale wartosci 63 cm). Czy ten wzor zacheca do korzystania z matematyki i jest przydatny albo chociaz poprawny? Strach pomyslec jakie sa pozostale spoty, ktore kosztowaly w sumie 20 milionow zl…   oj, ktos sie chyba PRZELICZYL…
.
Smierdzaca nowelizacja
Media donosza o nowelizacji ustawy o ochronie zdrowia, konkretnie chodzi o wprowadzenie zakazu palenia w ogolnie ujmujac miejscach publicznych. Jednak jak donosi portal wp.plprzyjęta w Sejmie poprawka mniejszości złagodziła niektóre z tych propozycji. Zakłada, że właściciele lokali gastronomicznych o powierzchni poniżej 100 metrów kw. będą mogli zdecydować czy ich lokale będą w całości przeznaczone wyłącznie dla osób palących czy niepalących. W większych lokalach (powyżej 100 m kw.) właściciel będzie mógł wydzielić sale dla palących.„, co w praktyce oznacza ze zakaz nie musi obowiazywac w malych lokalach wcale a w wiekszych sale dla palacych moga byc glownymi salami zas zakaz bedzie obowiazywac w jakiejs klitce wielkosci pomieszczenia do parzenia jaj. Niby lepszy rydz niz nic ale jakos nie widze wcale poprawy z punktu widzenia osoby niepalacej.
.
Ekspedycja Wisla
Marek Kaminski wymyslil splyw kajakowy Wisla, piekna sprawa, dodajmy ze nasz podroznik startuje jutro wiec bedzie to splyw zimowy (to jakby dla zrownowazenia calej rzeszy ludzi zakladajacych grupy na FB, GL i N-K w stylu „wynocha zimo”, przeciez to piekna pora roku tak samo jak inne!) a wiec uzeranie sie z krami ale to nawet nie jest najtrudniejsze, chyba najciezej byloby mi spelnic warunek mowiacy o piciu wody z Wisly. Miala ruszyc strona do sledzenia biezacej pozycji Marka ale na razie nie hula wiec na razie wszystkie info znalezc mozna na blogu lub stronie wyprawy. Za ten zimowy numer trzymam kciuki i naprawde – szacun!
.
Ksiazkowo
Ostatnio krolowal u mnie Wiktor Suworow. Najpierw szpiegowsko-sensacyjne, pelne smaczkow i sowieckich tajemnic „Akwarium” ktore tak mi posmakowalo ze dalem sie wciagnac w „Lodolamacz” bedacy udokumentowana teoria spiskowa ujawniajaca poczynania ZSRR jako organizatora i wykonawce oraz najwiekszego ukrytego agresora II Wojny Swiatowej. Dosc kontrowersyjna moja wlasna pointa jest taka ze gdyby nie Hitler to dzis flaga Europy zamiast kilkunastu zlotych gwiazdek mialaby jedna ale za to wielka i czerwona a na kontynencie wszyscy pisaliby cyrylica. Ta druga pozycja spodoba sie milosnikom historii, II WS ale rowniez osobom pasjonujacym sie strategiami i militariami. Obecnie brne z Kaminskim przez dzienniki z biegunow, ciezko jest: zastrugi i rany…
.
Najwazniejsza ze sztuk
Dotarlem do ekranizacji „Akwarium” i musze powiedziec ze jesli juz ktos koniecznie chce obejrzec ten nudny film to nie radze tego robic bez uprzedniego przeczytania ksiazki, gra aktorska ponizej krytyki i nawet idealnie pasujacy do swej roli Gajos dal ciala – filmowe Akwarium jest zwyczajnie zbyt plytkie. Druga klapa ale to tak totalna klapa ze nie napisze nic poza podaniem tytulu to majaca byc kontynuacja „Misia” produkcja pt. „Ryś”, oby was wszystkich bioracych udzial w tym gniocie straszyl duch Zdzislawa Dyrmana, zasadniczo! Dobry za to byly  dwa filmy „Solista” i „Palermo shooting”, bez uzasadniania – polecam. Kto widzial „Wesele” i docenil zawarta w nim esencje wad narodowych ten powinien obejrzec zahibernowany w klimacie „aparatu”, „resortu” i PGR-ow z lat 70 film pt. „Dom zly”. Dla wiekszosci Pokolenia Kolumbow ’70 bedzie to udana komedia z nutka goryczy.

Obecność Chopina w kulturze Polski XXI wieku

5 Komentarzy

Obecność Chopina w kulturze Polski XXI wieku

Chopin wielkim artystą jest – tak stało w gazecie. Se myślę, trza się ukurwturalniać – pójdę gdzieś jak będzie jego szoł, se posłucham jak gościu gra.

Udało się, kupiłem bilety na tego Chopina, się ceni skubany: po pięć tysi sztuka ale warto bo podobnież mocno ekskluzywne te bilety – oprócz ceny 5000 zł jest na nich zielone zdjęcie artysty z fryzem a la wczesny Wodecki, sam Narodowy Bank Polski jest sponsorem, do tego dwustronny nadruk (nuty z tyłu dali, chyba żeby śpiewać na koncercie jak zagra megahita) i nawet znak wodny rypnęli żeby nie rżnąć na ksero. Od razu widać: poważna sprawa a nie jak ostatnio na Bajerfulu – biletu nawet nie dali tylko pieczątke na ręce przybili jak krowie w rzeźni. Wycelulitowałem te bilety na Alledrogo u szwagra na kompie bo u nas nadal nie ma tego całego internetu. Fart, że zdążyłem „kupić teraz” bo pisali, że to rarytas! Były też bardzo tanie bilety (po 100 zł) na Waryńskiego ale koparki to ja na codzień widzę koło bloku jak od 4 lat ten internet kopią. Kopią, kopią ale do dziś go nie znaleźli i tylko siedzą w tych koparkach, oczy mętne, gęby czerwone, chyba zawstydzeni tacy, że kopią i nic, taka telekompromitacja! Z resztą tego Szopena to też nie byłem do końca pewien bo ponoć pochodzi z jakiejś Stalowej Woli (też koparki) ale pomyślałem: ryzyk-fizyk i kupiłem. Przysłali mi bilety, patrzę: data na dziś tylko, że to w jakimś PRL a ja znam tylko PSS i KDT. Wiecie co, pięć kafli umoczone w wołczery do nieznanej galerii, której nie znalazłem, termin minął, przelipa! Aż tu szwagier dzwoni, że mówili w telewizorze, że będzie jeszcze jeden koncert. Myślę sobie – jeszcze mi cztery i pół koła zostało do spłacenia w Prowidęcie, drugi raz się nie dam nabrać ale okazało się że za darmo i niedaleko, w filharmonii. Jakby już lepszych miejsc na koncert nie było!

Przyszedłem wcześniej żeby ze stołu szwedzkiego (wszędzie ta Ikea!) zgarnąć do reklamówki szynkę i oliwki, się zamrozi i na imieniny jak znalazł. Ja go tam, tego Szopena, nigdy na plejlistach nie słyszałem ale w programie podano, że to ponoć klasyka w wykonaniu wirtuł…   wiert…  wiertłoboazeryjnym… cholera, jednak koparki! Ale już zapłaciłem za szatnię, trudno, obejrzę show. Wchodzę i co? Plaża. Wielka, pusta sala, krzesła niewygodne jak na rekolekcjach w podstawówce i tylko w pierwszym rzędzie drzemie kilku staruszków. Przed nimi podłużny stół. Pusty!!! Szlag by trafił, spóźniłem się na zakąski! Wszystko zeżarli to i nie dziwota, że teraz tną komara, wąskobarkowe eleganciki. „Jury„! A kogo obchodzi, że wam wszystkim matka tak samo dała na imię, dziady pazerne! Niby tacy ę-ą, pod muchą a żaden nie ma takich czyściutkich, bielutkich skarpet frote jak ja, specjalnie ubrałem świeże bo przez sandały to widać jak się kilkudniowe włoży. Wyjąłem koniec krawata ze spodni bo jedzenia tu dziś raczej nie uświadczę, koncert chyba odwołany bo zapowiadali, że Chopin to artycho że ho ho wiec powinno być nagłośnienie co ma wypierd pierwszoligowy a tu nawet jednego Altusa nie widać. Zdążył ktoś podprowadzić czy jak? Pewnie nawet koparek nie będzie bo by się ślizgały po wypastowanym parkiecie. No i wtedy na scenę wyszedł On. Chyba On, a nie Ona, bo włosy miał na pół ryja jak ten z hotelu w Tokio. I ten emo-pianista to ten wielki Miszcz? Oj synku, coś mi się widzi, żeś ty nie pod wierzbami chowany ino z krainy kwitnącej świni, no ale jakeś już wyloz to graj Pan, Panie Szopen!

Zmarnowany czas, moje podejrzenia były słuszne! Jak sie później dowiedziałem od szatniarek to wcale nie grał Szopen tylko jakiegoś kurdupla posadzili przy tym kredensie a tu nadmienić trzeba, że naprawdę – mebel klasa! Politura na błysk jak z meblościanki u teściów, tylko barek nietypowo otwierany – od góry. I se wyobraźcie, ten konus, z zawodu chyba kelner po ciuchach sądząc, tak nawalał w te klawiaturę jakby przechodził bez kodów ostatni chapter Max Payne’a a dźwięk tego forteklapu to miał taki surałunt, że nasz Szopen aż oczy mruzył cały czas, własciwie to wyglądał na Azjatę, w Chinach wszystko tańsze to i  kelnerów tam robia i poźniej emigruje kitajec jeden z drugim z Tokio hotelu na kontynent grać koncert, że może łowca talentu się napatoczy a później to już tylko kilka lat chałtur i Sopot stoi otworem. Owszem, stoi otworem ale tym drugim, my tu mamy Diode i Margaryne i może jest słabo ale te wasze gejsze nie są piękniejsze!

Wracam rozczarowany pożalić się szwagrowi, a ten wita mnie radośnie w drzwiach: mam Szopena! Owszem, miał Szopena, dobrze schłodzonego i takie wysokie matowe kieliszki z literką B. I tak oto wydarzyło się co dotąd kartom historii było nieznane: Szopen zagościł w Belwederze i to nie jeden raz. Gdym się ocknął, dziwnie w głowie mi dźwięczało, jakby skośny Chopin wciąż grał jeszcze a to echo grało. Lekko chwiejnym krokiem wybrałem się na spacer do lodówki ale gdy szedłem przez przedpokój, pewnie nie uwierzycie: przy przeciwległej ścianie, dokładnie w miejscu gdzie szwagier ma lustro, stał Szopen we własnej osobie  – morda co prawda nie tak szlachetna jak pokazali na bilecie (pewnie szopowali) a po fryzurze widać było, że musiał gdzieś dobrze zakoncertować. Pomachałem mu tylko a on odpowiedział mi takim samym gestem. Do lodówki nie dotarłem bo naszła mnie taka wena (weno wychodź z klopa bo muszeeee!), że skomponowałem rigoletto forte z takim rozmachem, że zamiast do wanny celnąłem na uwerturę sanitarną. A to było zaledwie preludium do spożytego wczoraj mazurka, stworzyłem więc także maleńką etiudę ozdabiając szwagierce nowego buta na wysokim nokturnie, a że drugi stał obok to nie obyło się bez bisu.

Zdobyta po wielu trudach lodówka raczyła być pusta a mnie sushi. Wychodząc po kefir spotkałem sąsiadkę szwagra, która jest artystką. To znaczy robi czasem mityng artystyczny, „obiady czwartkowe” … z poniedziałkowym śniadaniem. Wiem bo mieszka nad szwagrem, jest wernisaż, po czym wystawa, czy mówiąc z angielska „ekshibicja”, trwa kilka ładnych dup…  znaczy się.. dób, są owulacje na stojąco, po czym następuje finisaż i wreszcie można zasnąć bo łóżko przestaje skrzypieć. Naprawdę niezła artystka, jak nie wierzycie to spytajcie się kogoś o Dzidkę, usłyszycie „a, Dzidka, ta z Szopena!” – nawet wam okna pokażą, łatwo poznać, tylko ona w całym bloku ma czerwone zasłony. Dzidka, to na salonach bywa, w towarzyskiej się obraca śmietance (i w kisielu podobnież też), trendy zna i jak mię zobaczyła to aż do Szopena porównała. Jak ona powiedziała, jakoś po zagramanicznemu: cośtam cośtam  „..image nietschesanneau chopin” (…i masz nieczesaną szopę) więc podziękowałem, Chopin ugładziłem i poszedłem do sklepu.

W radiu mówili, że Szopen wiecznie krzywy, że mamy tak długo oczekiwany wyrok szopenowski, że na festiwalu Chopina wręczono Fryderyka Polakowi, który zajął bardzo dobre szóste miejsce tuż za ekipą z Cejlonu… Dosyć tego Szopena! Zgasiłem radio i wyciągnąłem wnioski: żadnych koncertów, nigdy więcej filharmonii, ze szwagrem możemy się napić ale nie Chopina tylko bimbru u mnie bo u niego trwa jakieś malowanie czy coś. A jak Szopen to tylko w domu, z adapteru ale bez patrzenia jak się płyta kręci, bo by i u mnie remont był potrzebny.

Powyższy, wirtualny balet skomponował natchniony szopenowskim, dwatysiące dziesiątym rokiem, Brulionman.
https://brulionman.wordpress.com/

PS. Koparki dawniej „Waryński” dziś mają azjatycko brzmiącą nazwę Livgong. Dobrze, że Fryderyk nadal jest Chopin a nie Cho Pin ;)

Calineczka / Thumbelina

11 Komentarzy

stopy kobiety

stopy / feet

Karmienie rakiem

6 Komentarzy

Podejdz tu chlopcze, chce abys wzial go do ust, znakomita reklama spoleczna, oczywiscie, parytety, zatem jest tez wersja dla dziewczyn.

Pale(nie) albo zdrowie. Dlaczego? Obecnie idac na piwko MUSZE wrocic na wskros (nawet wlosy czy kurtka) przesmierdniety dymem, rano zas wita mnie bol czachy z powodu biernego wdychania. Wydzielone miejsca dla palacych w praktyce zajmuja 90% powierzchni, przy czym pozostala czesc, teoretycznie dla niepalacych, rowniez smierdzi fajkami. Zdrowie cenniejsze jest niz budzet, z reszta ciekawe jak wyglada bilans przychodow z tytoniowych akcyz w zestawieniu z wydatkami na leczenie raka pluc, krtani i jezyka oraz wielu innych chorob wywolywanych cmieniem petow. Lamenty wieszczace upadek knajp sa bezzasadne, wystarczy spojrzec na Zielona Wyspe – Irole lubia alkohol i papierosy rownie mocno jak Polacy a jednak mimo calkowitego zakazu kopcenia w lokalach, tudziez miejscach pracy (dotyczy to rowniez samochodow sluzbowych!), oberzysci wcale nie zamkneli swych wyszynkow, a wrecz od czwartku do niedzieli ciezko jest znalezc wolne miejsce wieczorowa pora w wiekszosci pubow. Kto chce jarac – wychodzi przed lokal, gdzie pod skromnym daszkiem karmi raka i wraca po kolejnego Guinessa – i pomyslec ze jeszcze kilkanascie lat temu mozna bylo tam palic nawet w autobusach. Po prostu – nie ma zaslaniania sie narodowymi przyzwyczajeniami, wystarczy spojrzec na naszych sasiadow – w Berlinie na plazy stoja tabliczki „NO FARTING” (zakaz pierdzenia) i mimo swych upodoban Niemcy po posilku przestali tam publicznie kaszlec z grubego jelita. W jakiejs ankiecie musialem uzasadnic czemu jestem ZA zakazem palenia, pomyslalem ze niemiecki problem jest calkiem podobny: popieram akcje zakazu palenia tytoniu w lokalach oraz srodkach komunikacji publicznej, wlaczajac w to wiaty przystankowe, poniewaz nie mam przyjemnosci w wachaniu czyichs smierdzacych wydzielin gazowych, niezaleznie z ktorego otworu sie wydostaja!

Brulionman, siodmy miesiac bez tytexu.

%d blogerów lubi to: