Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog

Archiwum kategorii ‘zabawa slowem / play with the words

Yeleńva Lil’ Va

z 5 komentarzami

Poranek pobaletowy, muchy tupia, kacgigant. Dwoch kolesi budzi sie w opakowaniach na sofie, jeden wlacza TV i traca lokciem drugiego:

- tyy, paaa, Benedykt Szesnasty!
- a Kubica ktory?

ZZIB: instrumenty na dzis to wygladajacy jak skrzyzowanie taboretu z kolumna: Cajon, metalowe miednice po reinkarnacji: hang drum oraz megagrzebien i butla gazowa: hapi drum, hang drum i array mbira.

Dziekuje za uwage i pozdrawiam PARAPSYCHO i PARELATJARAM :)

Written by brulionman

26, październik, 2009 at 10:57 pm

Owce / sheep

z jednym komentarzem

Ugh, troche pociety przez komary i gzy, dobity sesja kosza na Zgodzie ale przeszczesliwy z przedluzonego weekendu w Zabiencu marze o spotkani z wanna. Angielska jezyk latwa jezyk: I wanna – Ja sie kapie (lub po kielecku kompe) :) Zdjecia beda jak wyjda, zdominowany przez przyrode radosniej wracam do betonu. Tam jaszczurki, sarny, kukulki, malze, motyle, ryby, wazki, szerszenie, jastrzebie, bociany, pierwszy w tym roku kleszcz, Biala Nida, ISS Alfa, grill, ognisko, namiot, chill out…  rzadko mozna pozwolic sobie na taki luksus: bez dezodorantu, analoga, bloga, muzyki, maila a gdy padla bakteria w nokii to i bez gsmowej smyczy…   ale teraz z naladowanymi akumulatorami mozna wrocic na ulice ciete scigaczami, polknac kebab od Rudobrodego (szkoda miejscowki za Ludwikiem), uslyszec kolyszace sie miasto wracajace z centrum, zobaczyc garsc swiezutkich sznurkow a wsrod nich niesamowity filmik: tuba na dzis – pasterstwo ekstremalne / extreme shepherding.

A tymczasem zbliza sie memorial BF, splyw kajakowy, skanowanie zaleglych i najnowszych negatywow, ustawka na deszcz meteorow… sporo planow a zycie takie krotkie

Jeszcze o stacji Alfa – jest w jej wypatrywaniu cos takiego co daje poczucie wladzy (a przynajmniej wiedzy) nad wszechswatem, takiej jaka mieli dawni kaplani straszacy ludzi zacmieniem slonca jako gniewem bozym za zbyt liche ofiary. W ten weekend widzialem ja co noc gdy przecinala niebo z zachodu na wschod. Taki przewidywalny, pedzacy 27685,7 km/h “znajomy” kawalek w Przestrzeni.

no coż, że ze Szwecji?

z jednym komentarzem

Wiem jedno, niby juz to wczesniej wiedzialem ale na nowo dotarlo do mnie: jak sie ogladam na ludzi zeby wspolnie cos zrobic to nie wydarza sie nic. Tym sposobem rozmienilem na drobne plany focenia OFFFashion i Eurowyborow we wsi Zagacie. Po prostu trzeba drazyc, niewazne solo czy w duecie, drazyc.

Porzadkujac pokoj znalazlem jeden z moich pierwszych komiksow, gdzies sprzed 10 lat albo lepiej. Jak dorwe (kieleckie nalecialosci, poprawnie winno byc “dorwie”) kogos z plaszczakiem to wstawie tu po zzerojedynkowaniu mimo ze kreska siermiezna ale to w koncu kawalek historii mnie samego.

Dowcipy ostatnio hardkorowe mnie spotykaja – o spiewanym lodzie, kupie Murzynki, weterynarzu i ginekologu itp. a dzis wyjatkowo nieoblesny z Haba Haba MISIE trafil:

Rozmawia dwoch nowobogackich ruskow
- zamowilem limitowana edycje samochodu, Porshe zaprojektuje i wykona spacjalnie dla mnie jeden egzemplarz!
- a ja kupilem sobie Wolge
- i co ty bedziesz robic z ta Wolga?
- a bede sobie statkiem plywal…

Wiesci spod Lysicy sa i dobre i zle. Zle bo wymyslilem patent na smiene (prawdziwa) ale dzis sie zepsula w innym miejscu a takze zle gdyz kilka dni po gradobiciu lodem wielkosci mentosow zachorowalem i na antybolu dostaje juz plaskodupia od, choc tego po blogu nie widac, smierdzenia przed kompem. A dobre bo chyba wiem jaki report klepne w wakacje, bo mam dwa telefony do innych fotoprojektow, bo mam wypatrzona miejscowke na sesje mody, bo odkrylem co zrobic by praktisix nie nakladal klatek i bo ceny truskawek spadly i mozna kupic po 2-3 zl/kg wiec zrobilem pierwsze w zyciu weki.

Tu przydaloby sie wstawic jakas fotografie by post nie byl jeno slowem pisanym wypelnion, co my tu mamy… dwa niekadrowane, jak to mawia Mistrz Pierscinski – fotogramy (jeno te sa digitalne) z teatru ktory bardzo czesto sie w nas uwalnia gdy jestesmy wspolnie na zdjeciach – tak bylo w “Ciapoku”, tak bylo nad Wisla, tak bylo w lazience…  von Trier nazwal to w “Idiotach” spastykowaniem… nie sprzedam co Grzes robil naprawde.

psycho1

psycho2

Ostatni post z wyspy

z 3 komentarzami

W Dublinie dostrzeglem dwa rodzaje uslug, ktorych nie spotkalem  na kieleckim czy polskim rynku – po pierwsze mobilnosc czyli zdolnosc do swiadczenia uslugi u klienta. Odpowiednio zabudowane ciezarowki i vany dostarczaja przerozne uslugi – lekarz weterynarz, spawanie i naprawa alufelg, psi fryzjer, niszczenie dokumentow a z miejskich inicjatyw – obwozna biblioteka publiczna. Drugi rodzaj uslug to automaty – poza znanymi i spotykanymi jak fajki i gumy nie do zucia (choc po cos maja smaki) trafilem na automaty z kanapkami, bukietami kwiatow, tamponami i podpaskami czy spryskiwaniem woda kolonska. Moze w kraju znanym z “Lehwaleza” rowniez komus przyhula taki biznes.

czolo nieskazone mysla ;)

czolo nieskazone mysla ;) fot. Ulson von Jungingen

I jeszcze pare slow tak bardziej z wnetrza, od siebie, z dzianiny. Kiedys bylo katowanie rometowskiego “talbot” BMXa przez 12 miesiecy w roku, radio KSM FM i odpalanie Steyerow. Kiedys byly szalone podroze Borewiczami 125p, plonace mercedesy na Zrodlowej i kukla Tomka. Kiedys bylo duzo krzywych akcji z psami i kanarami. Kiedys byl Wspak, 3 litry, jam na basenie i ZDZ, sekta RS4 i rapowe poniedzialki w Famie. Kiedys byly studia, wycinanie szablonow przez cala noc siedzac na 23 kanale glownej czterdziestki i pierwsze miejsce Astra GSI w kategorii najwiekszych pojemnosci. Kiedys byla CeKa Idea, pl.listsrv.chomor-l i inne newsgrupy. Kiedys byly plenery CKF i ekspedycje MTB Kielce, te dwie przygody w nieco zmienionej formie trwaja we mnie do dzis.

Za kilka dni do teczki “kiedys” dolaczy wyjazd do Irlandii. Jak zmierzyc swoj pobyt na wyspach – litrami rudej wody na myszach, gramami zielonego surowca, liczba wyrolowanych rodakow, procentem splaconego kredytu, iloscia leczonych zebow…   ja tego nie mierze, dla mnie to dwa i pol roku z dala od rodziny, przyjaciol i ziemi ktorej oddalem dusze.

Za tydzien kraj, pepkowe u Raka (gratuluje nastepnej dziewczyny!), wesele Punkracego i planowana fotopielgrzymka do Oswiecimia by przywitac sie z Ojczyzna i poznac miejsce kazni. Jednak to poszukiwanie pracy bedzie priorytetem wiec tak krawiec kraje jak mu staje ;) i z czasem wolnym moze byc podobnie ale – drzyj rowerku, nadchodze! :D

Od jutra bede bez netu wiec o cierpliwosc prosze w komunikacji. Uff, obzarlem sie pasztecikami upieczonymi przez Reet i ledwo sie ruszam. Reet to ta mila pani po prawej stronie na zdjeciu.

Tania, Katrin i Reet - sasiadki (jakie siatki!?) moje / my roommates

fotolaurka ;P Tania, Katrin i Reet - sasiadki (jakie siatki!?) moje / my roommates

A tu wizyta u polskich fryzjerek w Dublinie. Dwoch dzentelmenow z racji wieku nudzilo siedzenie nieruchomo przed lustrem (tez tak mialem w nieistniejacym zakladzie na Mickiewicza), obrocenie foteli rozwiazalo ten problem.

polski fryzjer w Dublinie

Polski(e) fryzjer(ki) w Dublinie. Na zdjeciu Kuba lat 4 i Bartus (piekne imie, nieprawdaz?) lat 3

I bylbym zapomnial – przyleciala z Lublina rakieta i dwa dni temu odleciala….

Wika i Rafal - dzieki

Wika i Rafal - dzieki

Dzieki za 10 000 odwiedzin, ostatnio ogladalnosc przerosla moje oczekiwania motywujac do dalszego pisania i zdjeciowania wiec jak zzerojedynkuje sie w kraju to wroce na bloga. Do zrobaczenia w Polandzie! ;)

Logopeda potrzebny od zaraz / speech therapist immediately wanted

without comments

To trzeba po prostu obejrzec, a przede wszstkim USLYSZEC!  Dykcja: 10, gramatyka: 11, w tej drugiej konkurencji rowniez pan redaktor okazal sie nie byc najjasniejsza jarzeniowka w solarium.

Polska jezyk – trudna jezyk :D

Dworzec im. Przemyslawa Łokietka, Gosiewo

z 2 komentarzami

CKF w PKP, podroz druga (czyli ostatnia) – plener Wloszczowa.

Bylo to w krainie Polan i Wislan, za panowania Lecha (nie tego od Czecha i Rusa ani tez nie Walesy), gdy wielkorzadca Syrii byl Baszar al-Assad. Zgodnie z przepowienia Starego Tarpana z Nysy, mowiaca iz grupa smialkow z czarnymi skrzynkami kradnacymi dusze, wyruszy w droge gdy 5 Osemek sie spotka – spotkalismy sie na berzie w Kielcach 8.08.08 o 8.08. Mimo godzin porannych slupek rteci zdazyl minac juz trzy dychy. Kiedys – spontan zdzwonka i bohema jechala w swiat na zdjecia, dzis trzeba bylo pozalatwiac opiekunki do dzieckow ale w koncu sie udalo i w rolach glownych wystapili: Róża Wysocka, Urszula Wysocka, Artur Dziwirek, Paweł Paduch, Paweł Wójcik i jo. Pozostal jeden problem: dokad? Pekin byl zapchany wlasnie rozpoczynajaca sie haniebna olimpiada, Nowy Jork rownie mocno kuszacy jak Wladywostok a i Lizbona miala swych fanow, jednak po zweryfikowaniu naszych pomyslow iloczynem czasu oczekiwania na pociag przez kwadrat ceny biletu postanowilismy pojechac do, no wlasnie, do Wloszczowy czy do Wloszczowej? Oto sciagawka – prawidlowa (mam nadzieje) odmiana przez przypadki tego karkolomnego wyrazu:

M. Włoszczowa
D. Włoszczowy
C. Włoszczowie
B. Włoszczowę
N. Włoszczową
Ms. Włoszczowie
W. O, Włoszczowo!

(Jezykoznawcy podpowiadaja, ze mozna stosowac nazwe “Gosiewo” jako synonim usianej zasadzkami W.)

Ten sam western nas wiozl co kilka dni wczesniej do Koniecpola ino trza belo “wziąść i wysiąść” o trzy strachy na wroble wczesniej.

wsiasc do pociagu bylejakiego

wsiasc do pociagu bylejakiego - osobowy western PKP

Snopki siana... Jedzą krowy... Chałupy przykryte okapem. O! Pies na uwięzi... O! Koń... Krowa, kura, kaczka... Kura, kaczka, drób... O! Jest! Widzę! Droga... Chyba na Ostrołękę.

" (...) Snopki siana... Jedzą krowy... Chałupy przykryte okapem. O! Pies na uwięzi... O! Koń... Krowa, kura, kaczka... Kura, kaczka, drób... O! Jest! Widzę! Droga... Chyba na Ostrołękę. (...)"

na dworcu we Wloszczowie

Stacja w Biletowie, peron B, przystanek Jezus

Powital nas dworzec pamietajacy Franciszka Jozefa i tu sie dowiedzielismy, iz dobrobyt Wloszczowian zasadza sie na komunikacji pod-miejskiej. Aby ta ostatnia przynosila sowite zyski jej wezly komunikacyjne rozrzucono mozliwie najdalej od siebie: w samej Wloszczowie jest tylko dworzec PKS a zarowno dworzec intercity im. Przemyslawa Gosiewskiego jak i cywilny dworzec PKP oddalone sa po pare kilometrow od centrum, zeby bylo weselej – w przeciwnych kierunkach. W efekcie istnieje stala linia pekaesu ktora przewozi pasazerow 11 kilometrow (tak wydrukowano na bilecie) z PKP na intersiti :) I co, kto ma bezrobocie ponizej sredniej krajowej? Mozna? Mozna? Nnno! ;)

Gdy zaspany autosan dowiozl nas do celu myslelismy ze to pomylka ale wyganiaja to wysiedlim. Jedno co trzeba powiedziec o tym dworcu to ze ma   P_R_Z_E_S_T_R_Z_E_N_! Jest parking, “dworzec” i peron. Za dworzec robi tu odmalowany budynek administracyjny pekapu z przytulna poczekalnia w lamperii i terakocie.  Ale byc na dworcu i nie wyjsc na peron to grzech ciezki wiec poszlismy. Chyba 4 tory ale tylko jeden peron, za to dlugi jak pas startowy. I rownie pusty, nie liczac wiaty przystankowej dla 6 (slownie: szesciu) pasazerow. Stalismy oszolomieni rozmachem peronu z widokiem na szczere pole i zagajnik az tu nagle swist, nagle gwizd – teżewe przemknelo jak blyskawica, bankowo zasuwal powyzej 400 km/h! I jak jechal tak przejechal. Bo sie okazuje ze we Wloszczowie zatrzymuja sie moze 3 pociagi dziennie, dosc powiedziec ze tej stacji nie ma na mapie intercity – tak jest, pan placi, pani placi, spoleczenstwo

Peron szerooooooki ktorego okiem nawet sokolim nie zmierzysz

Peron szerooooooki ktorego okiem nawet sokolim nie zmierzysz

Opuscilismy stacye koleyi zelazney i wniknelismy we wloszczowskie blokowisko – 4 trzypietrowe bloki :) jednak slabnac z kazdym krokiem znalezlismy posrod domostw lokalny spozywczak w wersji de luxe czyli z furtka na haczyk i parkanem “wstep wzbroniony”, za ktorym przy stolikach na prywatnej czesci posesji, a wiec bedac goscmi gospodarza, mozna legalnie spozyc zakupione ciecze spozywcze o dowolnym woltazu. W tak pieknych okolicznosciach przyrody skonsumowalismy plyny orzezwiajace plus dokupiony prowiant a kolega (dla bezpieczenstwa domowego jego nie wspomne ktory) zapoznawszy ekspedientke jal ja oswajac z widmem kariery modelki, ktora czeka na nia w krainie aktu. Z zazdrosci tak pisze gdyz owa zena za pultem miala gora ze dwadziescia wiosen i okazala sie byc Miss Czegostam. A ze panny od fotografow nie stronia to i wizytowke ladna przyjela.

Pijac ciekly bursztyn za przysklepowym parkanem spytalem stalych bywalcow owego lokalu, co mysla o czlowieku ktory im TEN dworzec podarowal a oni na to ze kochaja go! A za co? – bo dawniej to sie do stolycy jechalo szesc godzin a teraz poltorej. Nie pytalem czy korzystali albo co mysla o cenie biletu. Dalej drepcydesem udalismy sie do centrum, po drodze zahaczajac o terminal autobusowy PKS Wloszczowa.

Wloszczowa na fotografiach. PRL klimat.

Wloszczowa na fotografiach. klimat PRL

prosze bilet do kontroli panie pasażerze)

Siednij i poszczekaj sobie strudzony PASAŻERZE (czy ktokolwiek to odmienia? np.: prosze bilet do kontroli panie pasażerze?)

Dalej bylo zdjeciowanie polaczone ze zwiedzaniem (z akcentem na to drugie. ” - na drugie? ja na drugie mam Zdzichu a pan ma schabowy i ziemniaki z surowka“) tudziez obiadowaniem i powedrowalismy na przystanek, z ktorego widok byl proszejaciebieniebylejaki:

Matka Boska Wloszczowska

Matka Boska Wloszczowska

To nie byla prowokacja, po prostu klozetbabcia przystroila bezmyslnie sracz publiczny obrazem spodziewajac sie tego co gdy idzie to spiewa a gdy stoi to smierdzi - czyli pielgrzymki. W sklepie firmowym lokalnej mleczarni kupilismy pyszne polskie zolte sery a po zdrodze kilka schlodzonych granatow do pociagu i skierowalismy sie na wloszczowska berze.  Przytrzymalismy sie nazwy stacji by pociag, ktory mknie jak burza przez deszcz nie wessal nas w turbulencyje jakowes. W drodze powrotnej wspomniany wczesniej (a pragnacy pozostac anonimowym) kolega przekonal kolejna dobrze zapowiadajaca sie Dode do sesji fotograficznej w pociagu skutkiem czego wyladowalismy wszyscy pod parasolami na Sienkiewce. I zyli dlugo i szczesliwie.

sekcja imprezowa "ladne halo"

sekcja imprezowa "ladne halo" czyli Ulka i Luska

sekcja dydatkyczna

sekcja dydaktyczna: Pawlowie

PS. Plenery w Koniecpolu i Wloszczowie byly zabojczo podobne wiec pewne fakty ominalem nie bedac pewnym gdzie je przypisac. A i tak rozpisalem sie jak emerytowana polonistka. P. Zawierucha bylaby ze mnie dumna :)

PS2. Ł.Geniusz Zapobiegliwy wysnulby z tego pleneru wniosek nastepujacy: fajnie pojechac do losowo wybranej miejscowki jednak moze sie okazac iz jest ona malo ciekawa dlatego rozwazac nalezy wczesniejsze zaplanowanie pleneru i uzgodnienie wejscia na teren lokalnego osrodka przemyslowego. tam to zawsze cos ciekawego – a to szczur w kadzi z mlekiem, a to komus reke wciagnie w maszyne no a poza tym mnostwo industrialnego klimatu :) Nic to, tym razem byla to Imprezowa Wloszczowa.
Zobacz tez foty z tego pleneru w wykonaniu Uli, Pawla Paducha i Pawla Wojcika.

Zobacz relacje z wczesniejszego pleneru CKF w Koniecpolu.

pzdr, B.

Written by brulionman

14, styczeń, 2009 at 6:00 pm

Napisane w efekty podrozy zmechanizowanych / mechanized travels results, foto / photo, fotoszwedacz / photoroaming, niezrealizowany dziennikarzyna / journalist-wannabe, relacja / report, zabawa slowem / play with the words

Tagged with , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Szczesliwego Nowego Rapu!

without comments

Bo ostatni rock nie byl zbyt szczesliwy a obecnie nie jest wcale nowy. Rap z reszta obnizyl poziom i z malymi wyjatkami ryje w zamulonym dnie – starczy posluchac Busta Rhymesa nagrywajacego ze stadem jeczacych talibow lub wiekszosci panow w futrach, roleksach i wynajetych dupach w rekfleksach okularow, ktorych nie zalozylby zaden hetero. Muzycznie syf w kraju i zagramanica ale co tam, ja zlapalem dystans i odpoczywalem juz od przedwigilii (w ktora pojechalem rowerem nad morze by o wschodzie slonca rozpoczac nowa, swiecka tradycje.

Be-Gie-eS zrobil pierwszy w zyciu bee gees pod Ulcyne dyktando, ale jako ze na swiecie jest prawie 40 mln (czyli czterysta miliarodow na stare) przepisow na polski bigos to sie okazalo, ze nasze smaki roznia sie zasadniczo. Zlamalem zasady dajac 1kg swinki + 1,2kg krowki + szescdziesieciocentymetrowe “organki” cielece kontra zaledwie 2kg kwaszonej kapusty bo sie w garze wiecej nie zmiescilo, jednak efektem nie bylem zachwycony. Szczesciem Krycha_Marycha przyslala mi niespodziewanie dwa sloiki bigos-amigos w stylu mego domu rodzinnego. Taki p. Bigosinski obfituje w grzyby, suszone sliwki, jalowiec, przesiakniety jest nadto wywarem powstalym wskutek obgotowywania wen boczku i kielbas. Aha – i jest KWASNY :))

Rzec by mozna iz sama wigilijna wieczerza minela tradycyjnie, bo bez miesa, gdyby nie zdobiacy srodek stolu czerwoniutki rak o delikutasnym miesie ugotowany przez Carlosa de Coulette, ktory zaszalal w te swieta szykujac ponadto danie “lorneta i meduza” (czyli seta i galareta) tudziez pieczony barani udziec, ktory spozylismy w dzien Swietego Szczepana, makłowicząc sobie beztrosko na ujeciu wody w Gorach Wicklow. Pierwszy to rok w ktorym dane mi bylo umiarkowanie w jedzeniu i piciu. I bym zapomnial co Aga rzekla – idzie ulica dwoch jegomosci w strojach wieczorowych, po czym poznac ze jeden jest z samoobrony? …po fraku wpuszczonym w spodnie. Dziekuje, pozamiatane, i tak minely Swieta. Slyszalem tez wersje, mowiaca iz ow pan byl z Bialegostoku lecz jej nie napisze wolac narazic sie baranom ze szlabanem u szyji nizli mieszkancom najzimniejszej czesci Polski.

Pozniej, niejako rozpedem, kontynuowalismy swietowanie z Trojgiem Szalasow by ostatniego dnia roku minionego przeniesc baletowanie do Wexford, skad wczoraj raczylismy wrocic konczac wczasy i rozpoczynajac noworoczne poszukiwania pracy. Bylem u Marcinow juz wielokrotnie ale tym razem pozwiedzalismy siola pierwszych Wikingow, wczesnych Chrzescijan, wypocilismy tosyny sylwestrowe w roznych jakuzzi, saunach oraz silowniach, obejrzelismy tuzin filmow (w tym czwarta juz pulapke ze szkla) i jeszcze udalo nam sie pojechac rowerami na wschod slonca po drugiej stronie rzeki Slaney przez najdluzszy most w Krainie Rudych Psow. Z lenistwa zabralem ze soba jeno sprzet o standardzie cekaefowego “warzywniaka” wiec po wywolaniu moze byc wesolo :)

Aha, katem okna ale jednak widzialem fragmenty sylwestrowych zabaw pod golym niebem organizowanych przez polsat i tvp, no coz, cala te zenade mozna opisac tylko tak: bylo przasnie! Utrzymujaca sie z wymuszen abonamentowych stacja odgrzala swe POP-kotlety a polsat powrocil do korzeni wypuszczajac na scene rodzimy bojsbent diskopololajf. Byc moze uleglem zanietrzezwieniu ale zdaje sie ze skaczac po kanalach na obu trafilem na calkiem niezle trzymajace sie po ekshumacji laski z Abby (barowe haslo: no coz ze ze Szwecji, odzew: moja mama ma malamuta), znaczy sie: jest w Kraju Rat przynajmniej jeden sprawny smiglowiec :) Rozwinieciu ulegla takze mantra wienczaca pigulkowe reklamy i brzmi obecnie: “Przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu“. Na tym koncze zapadajac na kolejny rok w bloga nieswiadomosc telewizyjna bojkotujac to medium z korzyscia dla zdrowia tak psychicznego jak i fizycznego. Abonament – Ament.

WSP – Nie pchaj sie na afisz…

z jednym komentarzem

…jak nie potrafisz. Nie wszyscy widac znaja to porzekadlo, z pewnoscia nie znal go ktos, kto wzial sie za tlumaczenie na jez. angielski historii miasta, ktorej najwyrazniej nie znal. W darmowej, bo tworzonej przez wolonatriuszy, Wikipedii jest przedstawiona historia Kielc a konkretnie osiagniecia ruchu oporu podczas II Wojny Swiatowej gdzie na pierwszym miejscu jest:

  • “Wyniesienie z WSP “Społem” w czerwcu 1944 niemal 2 ton trotylu, służącego partyzantom do wyrobu granatów zaczepnych”

Ktos przetlumaczyl te tresc na jezyk angielski i co sie okazuje? Ze ruch oporu podprowadzil trotyl z Wyzszej Szkoly Pedagogicznej “Społem” a nie z Wytworczej Spoldzielni Pracy a to WSP to nie tamto WSP. Co robilo dwie tony trotylu na uczelni? Spytaj o to anglikow ktorzy beda czytac te brednie:

  • “Theft of 2 tons of TNT from the “Społem” college of higher education, which were then used by the partisans to make hand grenades”

“Polska jezyk trudna jezyk”, za to jutro wstawie cos znacznie powazniej przekrecajacego historie naszego miasta.

PS. WSP Spolem jest producentem majonezu (dla mnie to synonim “majonezu kieleckiego”), ktory jest tak dobry ze mozna go bez problemu kupic w calym Dublinie. W przeciwienstwie do pozostalych krajowych majonezow ;P

Kazik sie pomylil

without comments

Lysy nie pojechal do Moskwy lecz do Boliwii!

Po calodziennym fotoszwedaczu z Ula wdepnelismy do galerii w dawnym kosciele do ktorej wchodzi sie przez Cultivate a tam Fionn McCann pokazuje zdjecia z wloczegi po Boliwii. Ogladam slusznych rozmiarow powiekszenia, nagle trafiam na zdjecie starej, zdezelowanej lokomotywy na kolejowym cmentarzysku gdzies na boliwijskiej pustynii a na jej zakurzonym kotle napis wysmarowany paluchem…  “PIS TO CHUJE”.

Kto nie wierzy – jutro ostatni dzien wystawy, polecam z calkiem innych wzgledow niz odnajdywanie rodzimego jezyka w egzotycznych stronach ;P

Republika marzen a Republika Irlandii

without comments

Szukam pracy. Ale we sporo jest obecnie takich jak ja wiec tymczasem zlozylem wniosek o zasilek dla szukajacych pracy. Poza tym zasilkiem jest tez opcja, ze tutejszy MOPR/MOPS bedzie placic za ciebie czynsz ale oczywiscie wszedzie nalezy nawypelniac furmanke formularzy. I chyba Irlandia przescignela Polske w biurokracji, w sumie dostalem do wypelnienia 20 str A4, a wsrod roznych mniej i bardziej oczywistych pytan, musialem odpowiedziec np. czy kiedykolwiek bralem kredyt na budowe domu i potwierdzic to w Urzedzie Skarbowym, przedstawic oryginal aktu urodzenia z Polski, przyznac sie czy kiedykolwiek mieszkalem i podrozowalem w taborze cyganskim, przedstawic dokument ze wlasciciel domu ktory wynajmuje jest rzeczywiscie jego wlascicielem, napisac jaki jest jezyk ojczysty mojego dziecka, jesli jestem osoba starsza – ile stopni pokonuje by wejsc do domu a ile zeby pojsc do toalety…    sporo ludzi rezygnuje ale ja? hehehehe co to to nie!

Nad glowami zaczynaja strzelac petardy, znaczy sie, zbliza sie Wszystkich Swietych. W sklepach tuz po sierpniowym “witaj szkolo” z poczatkiem wrzesnia pojawily sie orzechy, dynie, pajaki, maski potworow i inne gadzety na Halloween. Znow dzieci w szarych dresikach beda zbierac stare meble i palety by ulozyc z nich stos ktory podpala uroczyscie w nocy a petard bedzie tyle ile w Polsce w Sylwestra, za to w Sylwestra bedzie jedna dziesiata tego i to pewnie puszczana w wiekszosci przez demoludy.

ZZIB: scenka rodzajowa z sali w jednym z kieleckich szpitali:

Pielegniarka lub tez pelniaca inna funkcje KOBIETA W BIALYM KITLU wchodzi na sale gdzie leza podpiete pod kroplowki kobiety, podchodzi do PANI NR JEDEN:

- byl stolec?
- po czym?
- jak to “po czym”?
- no stolec? po tej wodzie?
- dobrze, nie pytam pani po czym tylko czy byl?
- ale po tej wodzie?
- w ogole, byl czy nie bylo?
- nie bylo

KOBIETA W BIALYM KITLU podchodzi do PANI NR DWA:

- byl stolec?
- byl

KOBIETA W BIALYM KITLU odwraca sie do PANI NR JEDEN:

- a widzi pani, ta pani tez jest na tej wodzie a stolec byl!
- chyba z domu jeszcze….