Brulionman

o fazach ksiezyca, ruchach tektonicznych plyt w Ameryce Lacinskiej, o inseminacji owiec, o pomniku w ksztalcie wielkiej pochwy przy glownym skrzyzowaniu w Rzeszowie, o zapadaniu w katatonie, o ukladach scalonych, o MySQLu, o propagacji w pasmie dwumetrowym, o powstaniu Nikaragui, o petli histerezy – nie jest to blog

Archiwum kategorii ‘stare dobre czasy / good old days

Bezone

without comments

Juz NRDowska przegladarka do slajdow miala leciec do piwnicy ale cos mnie tknelo by sprawdzic czy dziala. W srodku znalazlem tajemnicze papierowe zawiniatko – faktura z czasow gdy mialem cyrograf z polkomtelem skrywala skaldzioszki czarno-biale sprzed mniej wiecej pieciu lat. Zarejestrowane przypadkiem u Joli zbakane portrety na Fomapanie R bo na “akfeskale” nie bylo hajsu…

/ During sorting old stuff in my room, inside East German slide viewer, I found set of slides taken about 5 years ago. Stoned portraits on Czech Fomapan R cause Agfa Scala was always too expensive…

bezone

Bezone

Bezone

Bezone

CNK 31

z 2 komentarzami

CNK

CNK

Grzes, jak to mowia ruscy: HEPI BIORSDEJ!

Ostatni post z wyspy

z 3 komentarzami

W Dublinie dostrzeglem dwa rodzaje uslug, ktorych nie spotkalem  na kieleckim czy polskim rynku – po pierwsze mobilnosc czyli zdolnosc do swiadczenia uslugi u klienta. Odpowiednio zabudowane ciezarowki i vany dostarczaja przerozne uslugi – lekarz weterynarz, spawanie i naprawa alufelg, psi fryzjer, niszczenie dokumentow a z miejskich inicjatyw – obwozna biblioteka publiczna. Drugi rodzaj uslug to automaty – poza znanymi i spotykanymi jak fajki i gumy nie do zucia (choc po cos maja smaki) trafilem na automaty z kanapkami, bukietami kwiatow, tamponami i podpaskami czy spryskiwaniem woda kolonska. Moze w kraju znanym z “Lehwaleza” rowniez komus przyhula taki biznes.

czolo nieskazone mysla ;)

czolo nieskazone mysla ;) fot. Ulson von Jungingen

I jeszcze pare slow tak bardziej z wnetrza, od siebie, z dzianiny. Kiedys bylo katowanie rometowskiego “talbot” BMXa przez 12 miesiecy w roku, radio KSM FM i odpalanie Steyerow. Kiedys byly szalone podroze Borewiczami 125p, plonace mercedesy na Zrodlowej i kukla Tomka. Kiedys bylo duzo krzywych akcji z psami i kanarami. Kiedys byl Wspak, 3 litry, jam na basenie i ZDZ, sekta RS4 i rapowe poniedzialki w Famie. Kiedys byly studia, wycinanie szablonow przez cala noc siedzac na 23 kanale glownej czterdziestki i pierwsze miejsce Astra GSI w kategorii najwiekszych pojemnosci. Kiedys byla CeKa Idea, pl.listsrv.chomor-l i inne newsgrupy. Kiedys byly plenery CKF i ekspedycje MTB Kielce, te dwie przygody w nieco zmienionej formie trwaja we mnie do dzis.

Za kilka dni do teczki “kiedys” dolaczy wyjazd do Irlandii. Jak zmierzyc swoj pobyt na wyspach – litrami rudej wody na myszach, gramami zielonego surowca, liczba wyrolowanych rodakow, procentem splaconego kredytu, iloscia leczonych zebow…   ja tego nie mierze, dla mnie to dwa i pol roku z dala od rodziny, przyjaciol i ziemi ktorej oddalem dusze.

Za tydzien kraj, pepkowe u Raka (gratuluje nastepnej dziewczyny!), wesele Punkracego i planowana fotopielgrzymka do Oswiecimia by przywitac sie z Ojczyzna i poznac miejsce kazni. Jednak to poszukiwanie pracy bedzie priorytetem wiec tak krawiec kraje jak mu staje ;) i z czasem wolnym moze byc podobnie ale – drzyj rowerku, nadchodze! :D

Od jutra bede bez netu wiec o cierpliwosc prosze w komunikacji. Uff, obzarlem sie pasztecikami upieczonymi przez Reet i ledwo sie ruszam. Reet to ta mila pani po prawej stronie na zdjeciu.

Tania, Katrin i Reet - sasiadki (jakie siatki!?) moje / my roommates

fotolaurka ;P Tania, Katrin i Reet - sasiadki (jakie siatki!?) moje / my roommates

A tu wizyta u polskich fryzjerek w Dublinie. Dwoch dzentelmenow z racji wieku nudzilo siedzenie nieruchomo przed lustrem (tez tak mialem w nieistniejacym zakladzie na Mickiewicza), obrocenie foteli rozwiazalo ten problem.

polski fryzjer w Dublinie

Polski(e) fryzjer(ki) w Dublinie. Na zdjeciu Kuba lat 4 i Bartus (piekne imie, nieprawdaz?) lat 3

I bylbym zapomnial – przyleciala z Lublina rakieta i dwa dni temu odleciala….

Wika i Rafal - dzieki

Wika i Rafal - dzieki

Dzieki za 10 000 odwiedzin, ostatnio ogladalnosc przerosla moje oczekiwania motywujac do dalszego pisania i zdjeciowania wiec jak zzerojedynkuje sie w kraju to wroce na bloga. Do zrobaczenia w Polandzie! ;)

Rajd pieszy Blizyn – Zalezianka

z 5 komentarzami

To byl chyba pierwszy urlop w Polsce, AD 2007. Poprzedni wieczor skonczyl sie nad ranem polowaniem przy uzyciu dziszoka na przebiegajacego nam droge kota. Rzut niecelny, kot zwial a zegarek przepadl w chaszczach nafaszerowanych potluczonymi tulipanami za pogotowiem. Nie majac od jakiegos czasu mojej cegly odpuscilem dalsze polowanie i jakos udalo sie obrac azymut na statoilowego hotdoga by pozwolic sie przespac zwlokom co-nieco.

Spalem ze cztery godziny az do budzika i przypomnienia w komorasie – jestem umowiony z chlopakami na rajd, minuta osiem i smierdzialem juz w dylizansie “21″. Na dworcu busowym spotkalem Johnego i Niedzwiedzia a Szalas chyba czekal na nas w miescie slynacym dawniej z Polifarbu. W Blizynie, bo o nim mowa, majac wciaz rozrzedzona krew i myslenie, udalem sie “na dwojeczke” do najblizszego budynku ktorym okazal sie bank spoldzielczy. Pani kierownik cokolwiek przerazona jednak uzyczyla mi swego przybytku dobrej nadzieji do zwodowania kackupy a poniewaz ja to i dziekuje i wode spuszcze i ogolnie grzeczny jestem to obylo sie bez zgrzytow.

Ruszylismy. Na wstepie Johny mnie wystraszyl ze jesli mnie utnie osa to on bedzie mi robil tracheotomie gdyz mam smiertelna alergie na osy, pszczoly, baki, trzmiele, szerszenie etc. i po ukaszeniu moge przezyc 30 minut bez pomocy lekarskiej ale jak pani doktor mnie oswiecila – prosze sie nie zdziwic jesli udusi sie pan po zaledwie dziesieciu. Taka wiec tracheotomia przy naprawde szczesliwym zbiegu okolicznosci w srodku lasu, uratuje mi zycie lub przynajmniej przedluzy :)

Opuscilismy zabudowania, minelismy cmentarz i udalismy sie na Poludnie szlakiem, zaraz sprawdze na mapie jakim…  szlag ja trafil, wkazmacrazie, bazujac na wikipedii – zaczelismy zielonym szlakiem Blizyn – Zagnansk, jednak na rozstajach drog pod Szalasem Marcin poszedl do domu a my wbilismy sie na szlak czerwony Diabla Gora – Laczna. Cos mi sie nie widzi ta wikipedia bo ktorys ze szlakow pamietam jako czarny ale nie moge tego zweryfikowac gdyz PTTK Kielce na swej stronie zamiescilo tylko szlaki ktorymi samo sie opiekuje zamiast wszystkich jakie sa w regionie.

Wstyd przyznac ale pierwszy raz zaliczylem Piekielna Brame w rezerwacje Dalejowskim:

zdobywcy swiata

zdobywcy swiata - fot. Szalasowy samowyzwalacz

Szlak to multiopcja: obcujesz z przyroda, resetujesz sie z miejskiego szumu i tempa, uzywasz wiekszej pojemnosci pluc, wedrujesz z przyjaciolmi, rozmawiasz zarowno na tematy malo-wazne jak i egzystencjonalne, gdzies w polowie trzezwiejesz po wypoceniu toksyn (sorry Winetou ale jako dwunoga gorzelnia idziesz ostatni). Pierwszy raz wtedy dalem sie przekonac ze czasem klamstwo jest niezbedne dla higieny psychicznej w zwiazku mezczyzny z kobieta ale przemyslalem to pozniej i odszczekacie to na nastepnym rajdzie kolego M. :)

Po drodze oczywiscie pogawedzilismy sobie z napotykanymi lesniczymi, ktorzy w swej pracy poruszaja sie po lesie m.in. Wiejskim Sprzetem Kaskaderskim ubranym zaledwie w kostke na tylnym kapciu. Oldschoolowa Zemsta Swidnika daje rade w lesie a jak legenda ludowa o wuesce niesie – na jedynce pojedzie nawet w poprzek ziemniaczanego pola. Z czasow gdy sam jezdzilem na takim motorze zostalo w sieci jedno zdjecie (autorstwa A. Ziemkiewicza) bo dzis ta okolica zarosla totalnie. Moze ze wzgledu na to co mam w duszy, trzeba bylo zostac lesnikiem by laczyc przyjemne z pozytecznym? Wracajac do opowiesci podrozniczej mej – natrafilismy jeszcze na jakas grupa rowerzystow a dalej na pechowca, ktory zakopal sie w lesie ciezarowka pelna dluzyc czy jak tam sie zowia sciete drzewa. Z lasu wyszlismy kolo lesniczowki w poblizu wsi Zalezianka i Wystepa, stad aswaltem w strone Belna by w oczekiwaniu na pijana nyske do Kielc przeniesc sie na trwake za sklepem konsumujac pokarm, ktory dal nam Pan. Wlasciwie to nie dal a sprzedal i nie Pan a Pani :>

Zero zdjec bo nie chcialem dzwigac niczego procz muszynianki. Szlak latwy, na jednym odcinku w mlodym lesie bukowym, ciezko znalezc szlak. Za to od skrzyzowania szlakow pod Szalasem szlak w strone Lecznej jest zdecydowanie nudny jako ze biegnie piaszczysta lesna droga, moze w strone Jasiow/Janaszow/Samsonow jest lepiej a moze trzeba sie wbic na Jana w las i przedzierac z kompasem. Zla trasa na rower – duzo galezi a pozniej piachu tak grzazkiego ze nawet na kapciach 2.3″ czlowiek sie wpieni.

Czuwaj! ;)

Hasta la vista dokumentalista

z 2 komentarzami

Lyk historii. Za siedmioma gorami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami (z mojej obecnej perspektywy) byla sobie ulica Kubusia Puchatka. I choc bylo to w Kielcach dawno, dawno temu to jednak ulica ta istniala naprawde. Ul. Kubusia Puchatka miala dlugosc ze trzydziestu metrow – od Pizerii “Hanna” i “Krystyna” na rogu Armii Czerownej / Sandomierskiej do Pawilonow przy Romualda 3 kolo SP 15, z czasem zamienila sie w prawa (jadac w strone Warszawy) nitke Manifestu Lipcowego / Solidarnosci. Mozliwe jednak ze zaczynala sie nie przy pizzeriach a juz od “Okencia”, w kazdym razie nie porazala rozmiarami. Mieszkali przy niej ludzie, ktorych domy z czasem znalazly sie w potrzasku miedzy jednym z glownych skrzyzowan a ramionami dwupasmowki Tarnow-Wwa. Tyle historii.

Wspolczesnosc. Obecnie domy nie istnieja, wyburzono je kilka lat temu. Udalo mi sie wraz z Betkiem i Mackiem wlezc tam tuz po wyprowadzce wlascicieli i zrobic troche nietypowy dokument “Slady zycia”. Znalezlismy tam przedmioty uzytku codziennego, oraz smieszne – z perspektywy czasu – dokumenty np. zezwolenie z urzedu na uliczny handel woda czyli powszechnie znany saturator rozlewajacy wsrod stada os gruzliczanke. Tyle sladow poprzednikow, domy nie staly puste, zdazyli sie tam juz zalogowac bezdomni i rowniez oni zostawili slad po sobie, najczesciej ekskrementalny. Dowiedzielismy sie sporo o mieskancach poznajac w tch murach ich historie: symaptie, charakter pisma, zajecia codzienne, ulubione dyscypliny sportowe…

Wystawa. Wybralismy ok 15 zdjec, ktore pokazalismy w garazu CKF wraz z niektorymi przywiezionymi z tych domow artefaktami. Wszystko to dzialo sie w ramach chyba pierwszej edycji “Galerii 30 garazy” na Bazie Zbozowej. Przy sobie, czyli na wyspie, mam tylko jeden strzal stamtad a jedyny dokument to zdjecie Wojtka Habdasa. Planuje by za rok cala galeria “Slady zycia” wraz z naszym autorskim komentarzem trafila do sieci, pewnie na sentymentalny blog CKF. Moze bedzie to czesc wiekszego projektu, jako ze Fotografowie Miasta Kielce dokumentuja wiele zmian architektury miejskiej posiadajac duza baze nieistniejacych juz budynkow.

Slady zycia

Slady zycia

Slady zycia. Widok z piwnicy na mrowkowce Romualda 2, 4, 5 i 7.

Drepcydesem na Lysice / trekking in Swietokrzyskie Mountains

without comments

 

W kategorii “stare dobre czasy” bede zamieszczal foty i relacje z roznych pieszych i rowerowych paraekspedycji zmontowanych w Polsce. Wiekszosc materialow dokumantalnych niestety zostala w kraju wiec jak przyslowie mawia – tak krawiec kraje jak mu staje :)

Brak daty, zima, mroz srogi. Samochody zostawilismy na rondzi w Kakoninie i czerwonym szlakiem wgramolilismy sie na Lysice 612m npm. Nie myslic z Lysa Gora (Sw. Krzyzem). Zero technicznej odziezy termoaktywnej czy jak tam sie zowie, ja sie ugrzalem w bulgarskiej podrobce Ecko, Silvar przywdzial polbuty, Roza zas futo czy kozuch. Jednym slowem profeska :) Z Lysicy nazad do samochodow i do domku.

 

zima

Zimowe wyjscie, od lewej: Sylwester, ja, Roza, Ula, Tomek i Krycha