Archiwum kategorii ‘efekty podrozy zmechanizowanych / mechanized travels results’
Diesel

benzyniarnia na zielonej wyspie / gas station in Ireland
Krywan 2009
W ostatnie wakacje udalo mi sie po kilku latach grubej przerwy zaatakowac Tatry w dobrej ekipie i to pierwszy raz po slowackiej stronie. W piatek wieczorem dotarlismy do Zakopca, w sobote rano wyjechalismy do Strbskiego Plesa, zostawilismy na parkingu bolid i ruszylismy na starcie z niemal dwuipolkilometrowa gora. Tamtejsze drogowskazy nader optymistycznie podaja czas wejscia na Krywan ok 3,5 godz podczas gdy nam srednim tempem zajelo to 5h (w tym ok 1h przystankow), pol biedy rano ale ktos moze po poludniu policzyc ze zdazy za widna a tu dupa jak mawiaja ludzie prosci.

krotki stop na podejsciu

na szlaku przewaga slowackiego i polskiego, inne jezyki europejskie znacznie rzadziej

dolem biegnie trasa Poprad - Liptovski Mikulasz

idac szlakiem mijamy kilka jeziorek

RAZCESTIE V KRIVANSKOM ZLABE 2120m

tres deliquentes
W wielkim skrocie: dotarlismy na szczyt, Tomek rozczestowal ile mogl prowiantu by zmniejszyc wage plecora, Szavka spotkal kolege z ekonomika a Dzwiedz… musial zwalniac tempo zebysmy mogli go dogonic :) Droga jest dluga acz latwa, dopiero ostatnie kilkadziesiat minut to wspinanie sie pomiedzy glazami. Ale nawet tu minalem goscia z dzieckiem w nosidelku (!) i wielu ludzi z ok. dzisieciolatkami na wlasnych nogach czyli albo nie jest tam trudno i ja przesadzam albo byli to gorale urodzeni na polce skalnej, ktorych pierwszym slowem bylo “kozica”. Na samym szczycie niestety byly chmury, wilgotno, kilkanascie stopni Celsjusza zimniej niz na szlaku i wiatr. Pejzaz odslanial sie tylko malymi szparami na kilka sekund. Do zdjecia przy krzyzu zwykle pozowalo kilka obcych osob na raz ustawiajac sie w roznych kierunkach, oblezenie jak na Giewoncie.

Krywan 2009

Ahoj! :)
Slowacy sa narodem goscinnym, chcialem tylko zapozowac do foty przy jakiejs pamiatkowej tablicy a skonczylo sie na toascie hruszkowica “za kamractwo polsko slowenskie”, dzieki! :D Zejscie obciaza kolana i jest nudne, dobrze wtedy znalezc sobie jakas motywacje, np. nasze poludniowe sasiadki, ktore bardzo lubia w gory chodzic w szortach i za taka seksowna marchewka osiolkom znosniej mija droga powrotna :)

polnocna strona Krywania

kilkusekundowa odslona polskich szczytow Tatr
Dobra panorame Tatr widzianych z Krywania mozna zobaczyc TUTAJ.
Szengen zlikwidowalo przejscia ale i sklepy wiec bez przystankow napieramy do Zakopciucha. Prysznic, Krupowki, szama i popijawa dla uczczenia krywanskiego szczytowania, dywagacje o synchronizowaniu sie cyklow razem pracujacych kobiet :), smiale plany na niedziele, kima. Jakos wstalismy ale tego dnia zrobilismy juz tylko kilkugodzinna traske prostymi szlakami po polskiej stronie w tempie wycieczki geriatrycznej: komus pekly odciski, komus wysiadlo kolano, ktos zatarl kule, tylko Niedzwiedz okazal sie niezniszczalny.

sniadanie wtulilismy dopiero na szlaku, przyjemna sprawa

nie ma dojazdu samochodem, brak zasiegu, zyc nie umierac :)

yyy.. tego, no... dzieki za wypad chopacy!
Lekcje z WF-u trzeba odrabiac regularnie, inaczej 2 dni po wyprawie uda i kolana daja znac o sobie. Pozdro dla wszystkich tatrzanskich laziorow!
Historia z kanarem i milicyjo czyli wspolczesny “bareizm”.
Jak sie juz pochwalic zdazylem bylismy na Pomorzu i bylo fajosko ale niestety trzeba bylo wrocic do domu. Kupilismy wiec bilety na pociag pospieszny Szczecin – Klerykow, oczywiscie na klase druga. Trzeba bylo zachowac czujnosc bo tylko 4 ostatnie wagony jechaly do Kielc i w jednym z nich wlasnie udalo mi sie znalezc pusty przedzial, klasa druga, dla niepalacych. Bagaze na gore i kimono. Z tego blogostanu wyrwal nas glowny bohater tej opowiesci, sprawdzajacy bilety pracownik PKP z indentyfikatorem o numerze 77578 zwany dalej konduktorem a przedstawiony na ponizszym zdjeciu.

nieznany mi z imienia ni z nazwiska konduktor PKP wzywajacy Policje
Po otrzymaniu biletow zazadal okazania doplaty do klasy pierwszej pomimo iz jechalismy w klasie drugiej – oznaczenia klasy widnialy przy wejsciu do kazdego przedzialu, na szybach drzwi zamykajacych korytarz i na zewnatrz wagonu – wszedzie “2″.

konduktor obok znaczka klasy wagonu i przedzialu

oficjalne oznakowanie klasy wagonu PKP
Pan konduktor jednak nie jest tepy i dobrze widzi co ma zapisane w swoim kapowniku – klasa pierwsza. Mysle sobie: czeski film, pewnie ukryta kamera ale brne dalej pytajac gdzie jest oznaczenie ze to klasa pierwsza bo ja widze same dwojki. I tu mialem dejavu – kto ogladal jak szatniarz w barejowym “Misiu” pokazuje napis ukryty za drzwiami ten wie jak ten trick dziala: drzwi trzymane sa w pozycji otwartej by nie przeszkadzaly podroznym a widok jest jak powyzej, z reszta dwojki sa namalowane na zewnatrz wagonu i przy wejsciu do kazdego przedzialu.
Szczeka mi opadla gdy zobaczylem oznakowanie ktore konduktor przedstawil mi jako klase pierwsza…

I to jest wlasnie wg oficjalnych oznaczen PKP pierwsza klasa jakby ktos nie wiedzial.
Na bialej kartce, bez jakiejkolwiek pieczatki czy podpisu, brazowa kredka ktos namalowal “1 KL” co traktowac nalezaloby jako zart dowcipnych podroznych ale nasz pan konduktor nie mial watpliwosci – to JEST pierwsza klasa. Jest godzina 3.30, jestemy gdzies za Koninem, wagon ma oznakowanie zrobione przez bratanice klozetbabci, ale, poniewaz jestem czlowiekiem ugodowym :D zaproponowalem ze w skutek zaistnialej pomylki opuscimy rzekoma pierwsza klase i sie przesiadziemy do trzeciej to znaczy drugiej. Tu konduktor eksplodowal radoscia ubeka bo ZLAPAL NAS i teraz to za pozno, nie ma doplaty, nie ma przesiadania sie za to bedzie mandat po 300zl od osoby…
No i przebrala sie miarka (prosze zwrocic uwage ze nie uzywam tu slow niecenzuralnych, podobnie bylo w pociagu choc wiele mnie to kosztowalo), odmowilem przyjecia mandatu, pan konduktor zadzwonil po policje “jedzie pierwsza klasa, bilet ma na druga, nie ma doplaty i mowi ze nie zaplaci mandatu”, zrobilem dla udokumentowania tej szopki powyzsze zdjecia bo przeciez nikt normalny by mi pozniej nie uwierzyl. Tu konduktor utoczyl nieco piany z ust o nieznanych dotad zakazach fotografowania i ze juz ja zobacze co on z tym zrobi. Okolo 4 rano na dworzec w Kutnie dotarlo dwoch funkcjonariuszy Policji. Zobaczyli “dwojke” na wagonie i lekko sie zmieszali. Zaprosilem ich do srodka i pokazalem pozostale dwojki i te sliczna brazowa jedyneczke… Przemilcze co powiedzieli panu konduktorowi bo tez bym sie zdenerwowal gdyby ktos w srodku nocy wyrwal mnie z dyzurki bez dania racji. Nie chcieli ode mnie dokumentow, przeprosili za zamieszanie, oddali nam bilety i kazali wracac do przedzialu. Konduktor chyba wsadzil sobie mandat tam gdzie mu kazali bo poczerwienial na licu, zamilkl i wysiadl z pociagu bez slowa, chociaz przez niego pociag stal godzine w Kutnie a pozniej, jako opozniony, musial przepuszczac wszystkie rejsowe niespoznione pociagi. Nastepne druzyny konduktorskie tez przebakiwaly ze to jedynka ale juz nie mialy ochoty wzywac policjantow ani sokistow.
Jesli napisze sobie kredka na czole “jestem koniem” to uwierzy w to tylko osiol, nie? Ale jak mnie ktos spyta “jak minela podroz?”, odpowiem “naprawde, PIERWSZA KLASA!“
120mm
Foma czyli czeski film czyli nikt nic nie wie. Z pozdrowieniami dla Ota gdzies tam w czeskiej bani i dla Tomka na uruchomieniu w rumunskim kurorcie :) A foty od sasa do lasa lub jak kto woli ni przypial ni przylatal. Dzieki Grzeniu za zupe na tego czecha i skanik.

wojskowy basen na Bukowce / old swimming pool in UN military unit, Kielce, Poland

przekaznik na Sw. Krzyzu / mast on Sw. Krzyz aka Bald Mountain 595m, County Swietokrzyskie, Poland

chaupa w NowySuupi w Dzien Dziecka 2009 / cottage in Nowa Slupia, Poland
W akacje / Holy days
Duzo wrazen. Dzieki zywotnosci modelki i podejsciu Ducha sesja fotograficzna udana mimo ze spalem tylko 3 godziny a glowna miejscowka sie wysypala. Wewnetrzny plener CKF okazal sie tak wypelniony nowymi miejscami i dobrym klimatem werandowym jak na pierwszym plenerze u Saddama, wszystko dzieki temu ze spotkalismy p. Jerzego, lokalna kopalnie wiedzy, czlowieka ktoremu chce sie chciec. Budowa trzeciego lampionu wciaz nie ruszyla. W srodku tygodnia byly fristajlowe tance na uroczystosci Agi i Filipa, gdzies miedzy jazzem, baletem a wlasna ekspresja emocji; do piatej rano okupacja parkietu na skrzydlach Aniola. Teraz na horyzoncie Pojezierze Drawskie i splyw kajakowy Biala Nida.
A potem koniec wakacji i czas poszukac pracy.

ruiny Muzeum Mesko, Skarzysko Kamienna, Poland
PS. znam poprawna pisownie slowa halidejs :P
poprzez miedze, poprzez laki… / walking Poland
Zalegly rajd pieszy Lagow – Cisow z 30 czerwca 2009. Tradycyjnie: spotkanie na aftowagzalje i losowanie kierunku. Tym razem nieco ustawione gdyz Jacko zapomnial butow ze stolycy i pojawil sie w “jezusach” wiec obstawilismy niebieski szlak Lagow – Daleszyce jako suchy i w 45 stopniowym upale wsiedlismy do busa w ktorym bylo jeszcze cieplej, w sumie w busie spocilem sie tak samo jak podczas calego marszu :(

godzina jazdy w busie bez klimy, nawiewow a nawet otwieranych okien / an hour on the bus without A/C or even openable windows, about 45'C
Z poludniowo-zachodniego rogu rynku w Lagowie ruszylismy droga na Sedek, idzie sie “bez wies” mijajac PUNKT KOPULACYJNY W LAGOWIE, ancwaltem pod gorke, miedzy uprawami czarnej porzeczki, truskawek i wisni. Na szczycie za Bielowa zrobilismy (bez pytania) przystanek u chlopa w sadzie, ale z niesamowitym widokiem…

przystanek Alaska / orchard with scenic view
Nie widac tego na zdjeciu ale mozna bylo tam sie zrelaksowac a gdy pojawil sie gospodarz zaskoczenie bylo pelne – nie przegonil nas jak intruzow a jeszcze lornetke przyniosl i ze studni korzystac pozwolil. Przy skrzyzowaniu z droga na Lagiew zwiedzilismy przydrozna eurokapliczke ozdobiona tradycyjnie wg lokalnej estetyki, byl portret Papieza i nie zabraklo tez tego nowego Niemca.

kocham was ciule / in roadside shrine
Tysiac krokow dalej dane nam bylo zobaczyc proze zycia – pani z dzieckiem dotelepala poprzez pola na taczce pusta butle do punktu wymiany. Myslalem ze takie rzeczy to tylko w erze albo na Wschodzie…

wymiana butli z gazem / service point for gas bottle users, Sedek, Poland 2009
Szczesciem byl tam sklep, taki w ktorym czas biegnie szesc razy wolniej niz w miescie, sprzedawca ma czas zeby porozmawiac z klientem bo ludzie w kolejce i tak zaczekaja. Jak mieliby nie zaczekac skoro najblizszy sklep byl jakies 5km temu, w Lagowie :) Kupilismy w koncu dobrze schlodzona mirinde i z takim zastrzykiem cukru ruszylismy do lasu. Z poczatku mijalismy niesamowicie dorodne i slodkie jagody wiec tempo nie bylo zbyt meczace a przeciwienstwie do komarow. Na tym odcinku mielismy tez spotkanie z sarna.

Drugie sniadanko na Gorze Kiel (452m npm) / lunch on Kiel Mountain
Dalej, w miejscu gdzie szlak przecina pierwsza droge p-poz, oznaczenie szlaku zniknelo. Nalezy isc ta droga kilkaset metrow w prawo az na zakrecie w prawo pojawia sie znaki w lewo. Poza kilkoma podmoklymi przejsciami przez strumienie lesne szlak mozna uznac za suchy (w tygodniu poprzedzajacym rajd bylo 5 dni deszczu) i warto przemierzyc go rowerem, zwlaszcza zjazd do Widelek z Gory Zamczysko (422m npm) wyglada zachecajaco. Jesli nie pomylilem faktow to jest to ta gora z krzyzem – w pelnym sloncu bylo tam chyba z 50′C, olalismy widok i ucieklismy do lasu. W Widelkach uzupelnilismy plyny ze studni, napilismy sie z wiadra i ochlodzilismy karczycha w gospodarstwie z rekoczynem ludowym ;) czyli swiatkami i innymi rzezbami.

na szlaku / on the trail
Szlak prowadzi na polnoc droga Widelki – Makoszyn przechodzac na druga strone rzeki Lukawka i tu w lewo wspina sie stroma miedza w strone lasu. W poblizu Gory Wlochy (427m npm) upal wygral z naszymi (a przynajmniej moja) niedzielnymi kondycjami, zeszlismy do polany skad wspielismy sie na szczyt Cisowa i zeszlismy droga do trasy 764 Dallas – Rakow. Po przejsciu raptem 19 km, w dobywajacym sie z naszych cial zapachu potu i prerii wrocilismy pijana nyska do CK.

czekajac na upragniony dylizans do Kielc, wigor: 1 / waiting for bus
W rolach glownych udzial wzieli: Ulson, Amon, Szafka, Dzwiedz i… … i ja tam bylem i zero siedem zglos sie pilem :P
Z cyklu “tuba na dzis” – klimat baletow ze sredniej szkoly, niespodziewanie radosny pan i rzecz sklaniajaca by przyszloroczny urlop zgrac z wyborami mezczyzny w najzimniejszym miescie w kraju - Tuba na dzis: Misterzy Bialegostoku
Kopalnia piasku / sandpit in Sukow, Poland

Mezczyzna z dziewczynka na kopcu piachu / A man with girl on sandy mound

deszczowy poranek na terenie strzezonym przez psa "Killer" / this swimming transformers is protected by guard with dog named "Killer"
Prosze pstryknac Grzeska w ucho. Z pewnego zmotoryzowanego fotoszwedacza z Julka, Ulka i Betkiem. Bardzo szybko rosna zaleglosci w skanowaniu i wprost proporcjonalnie niechec do naprawienia tego stanu – jeszcze sie nie doczekalo skanu Boze Cialo, Hasarapasa, fotoplener w Jedrzejowie a trwa kolejny fotoweekend… :(
Owce / sheep
Ugh, troche pociety przez komary i gzy, dobity sesja kosza na Zgodzie ale przeszczesliwy z przedluzonego weekendu w Zabiencu marze o spotkani z wanna. Angielska jezyk latwa jezyk: I wanna – Ja sie kapie (lub po kielecku kompe) :) Zdjecia beda jak wyjda, zdominowany przez przyrode radosniej wracam do betonu. Tam jaszczurki, sarny, kukulki, malze, motyle, ryby, wazki, szerszenie, jastrzebie, bociany, pierwszy w tym roku kleszcz, Biala Nida, ISS Alfa, grill, ognisko, namiot, chill out… rzadko mozna pozwolic sobie na taki luksus: bez dezodorantu, analoga, bloga, muzyki, maila a gdy padla bakteria w nokii to i bez gsmowej smyczy… ale teraz z naladowanymi akumulatorami mozna wrocic na ulice ciete scigaczami, polknac kebab od Rudobrodego (szkoda miejscowki za Ludwikiem), uslyszec kolyszace sie miasto wracajace z centrum, zobaczyc garsc swiezutkich sznurkow a wsrod nich niesamowity filmik: tuba na dzis – pasterstwo ekstremalne / extreme shepherding.
A tymczasem zbliza sie memorial BF, splyw kajakowy, skanowanie zaleglych i najnowszych negatywow, ustawka na deszcz meteorow… sporo planow a zycie takie krotkie
Jeszcze o stacji Alfa – jest w jej wypatrywaniu cos takiego co daje poczucie wladzy (a przynajmniej wiedzy) nad wszechswatem, takiej jaka mieli dawni kaplani straszacy ludzi zacmieniem slonca jako gniewem bozym za zbyt liche ofiary. W ten weekend widzialem ja co noc gdy przecinala niebo z zachodu na wschod. Taki przewidywalny, pedzacy 27685,7 km/h “znajomy” kawalek w Przestrzeni.
Meskie stopy i dlonie
tuba na dzis: Meskie stopy i dlonie, w kontekscie szalejacej ostatnio ospy wietrznej szokujacy material o czlowieku-drzewie.
Dzis dzien szczesciem napelniony – transfer sie udal, zdazylem po chleb do Nogi, kielbase schabowa i mleko prosto od krowy (poltora litra stoi az sie zsiadzie), najbardziej zdeorganizowany plener przyniosl wiele radosci – z zapowiadanego od 8 do 19 deszczu padalo w sumie 30 min, poznalismy historie jedrzejowskiej waskiejtirowki np. jak sie odsniezalo przejazdy przez pola albo skad sie bralo swiatlo w parowozie i do czego sluzyl piasek, spalilismy niemca i weszlismy na zdjecia do skladu starych ciezarowek i sprzetu budowlanego gdzie Max po zlamaniu zasad BHP musial udobruchac wlasciciela legitymacja :) plywalismy z Mackiem lodka po zalewie na Szydlowku, widzialem miejsce smierci i narodzin Bielazow i zabralem Betkowi film bo wywoluje go juz drugi miesiac gdyz jest to C41 a nie reczna zupa :P a Tompak zlapal dzis swoja wersje stacji paliw.
ZZIB: wycieczka w Dzien Dziecka – cmentarz zolnierzy radzieckich na Sw. Krzyzu

czerwona gwiazdy na grobach / red star on each grave - russian soldiers cemetery in Sw. Krzyz, Poland
V 2009 masa krytyczna / critical mass
Zdjecia z MK ktora odbyla sie w Kielcach 15 maja 2009 r. / Pictures from critical mass in Kielce, 15th May 09
- partyzancko recznie skladana “panorama”













